Rzecz o poznańskiej prokuraturze wojskowej. Poznań kojarzy się najstarszym z parowozami i z Hipolitem Cegielskim, młodszym z Targami i z niezwykle punktualną komunikacją miejską, jeszcze młodszym z Laskowikiem roznoszącym listy po Ławicy, tej, i z Szachinszachem który przybył i wybył, a najmłodszym z Volkswagenem montowanym tam i z dopalaczami oferowanymi na każdym rogu. W końcu to wielka centrala produkcyjno-handlowa, rozprowadzająca pod czujnym okiem wszechobecnej szkiełowni te najrozmaitsze "kolekcjonerskie obiekty" na Polskę, mniej lub bardziej zgodnie z paragonami kas fiskalnych. Zupełnie niepodobne do parowozu, ot plastikowa zgrzewka z zawartością.

Od zeszłego tygodnia Poznań kojarzyć się będzie z pewnym Mikołajem, wcale nie świętym. Nazwijmy go jednak bajkowo Panem Mikołajem Który Lubił Sobie Strzelać, bo jak go inaczej nazwać. Rzekomo inscenizował się ów Pan Mikołaj w szerokim kowbojskim kapeluszu, ciągnąc z olstra, błyskając okiem zza lusterek i strosząc wąsa. Może i tak było. Karierę swą kałboja zakończył smętnie. Nie wśród tłumku mruczących z podziwu widzów na strzelnicy, ale w swoim gabinecie, gdzie rzekomo wystrzelił do siebie. Inna teoria mówi o tym, że strzelał w otwarte okno. Jeszcze inna — że wcale nie strzelał. Jak więc tam było?
W sieci są 2 teorie o jego "strzale", obydwie niepochlebne dla inscenizatora, choć obydwie uwzględniają odmienność sytuacji sprowokowanej przez Pana Mikołaja od tej, jaką sprowokowała pani Blida. Teatrzyk urządzony przez media publiczne wyjaśniany jest przez fachowców na następujące sposoby. Przedstawię dwa możliwe, i trzeci kłamliwy. Ten trzeci rozpowiada sam Pan Mikołaj.
1.
Pierwszy zakłada, że to było pstryknięcie z pistoletu na sprężony dwutlenek węgla, wiatrówki na CO2. Pan Mikołaj udawał w kulisach teatru, że strzela z prawdziwego pistoletu 9mm - tzw. dziewiątki, podczas gdy w rzeczywistości przebił sobie znieczulony wcześniej policzek kuleczką wydmuchaną z lufki przez nabój do syfonu, z taniego, odpustowego pistoleciku dla dzieci. Przy "strzale" z takiej podróbki pistoletu rozlega się szczęk zamka (skądinąd znajomy szczęk, taki jaki występuje w filmu nakręconym "przypadkowo pozostawioną kamerą" w prokuraturze):
http://www.youtube.com/watch?v=5x701SPCgEQ
Pistolecik na kulki jest zabawką, ale wyglądającą na pierwszy rzut oka jak prawdziwy pistolet. Przypomnijmy, że Pan Mikołaj posiadał własny, prawdziwy pistolet, dla obrony przed trucicielami psów, czy jakoś tak. Ale wróćmy do kopii autentycznego pistoletu, czyli do zabawki napędzanej sprężonym gazem CO2.
Tak wygląda umarexowa kopia prawdziwego pistoletu produkcji firmy Gaston Glock, Austria:
http://www.youtube.com/watch?v=aGIOAVXY0g0
2.
Drugi sposób wyjaśnienia braku wystrzału w gabinecie zakłada, że Pan Mikołaj przebił znieczulony policzek, albo raczej przeciął go sobie skalpelem, a słyszany trzask wywołał kapiszonem, huknąwszy wprawdzie ze swojego pistoletu (a więc nie z wiatrówki) ale z samej spłonki. Bez ładunku prochowego, i bez zaciśniętego w szyjce łuski pocisku.
Link:
http://toyah1.blogspot.com/2012/01/choinka-dla-miych-panstwa.html
UWAGA: trzeba czytać komentarze redpilla, i innych.
3.
Zakończenie.
Co zamierza prawdopodobnie zrobić z Panem Mikołajem wymiar sprawiedliwości? Bloger Łażący Łazarz twierdzi u siebie, że "prokuratorzy wojskowi będą na polecenie Parulskiego chronić Przybyła wysyłając go do psychiatryka i uznając, że prawdopodobnie była to próba samobójcza. Co wprawdzie spowoduje, że straci uprawnienia do noszenia broni i stanowisko, ale uchroni [to] Przybyła przed postawieniem mu zarzutów nieuprawnionego wniesienia broni oraz użycia broni w sposób powodujący zagrożenie dla otoczenia." Tomasz Parol prognozuje że "potoczy się rozlazłe i pączkujące śledztwo w sprawie powodów dla których Przybył zdecydował się na samobójstwo. Będą przesłuchiwać setki osób (czy nie miał długów, czy żona go nie zdradzała, czy nie było mobbingu, czy nikt mu nie groził albo czy strata psa nie była zbyt bolesna) bez analizowania postępowań którymi sie zajmował i spraw służbowych w których uczestniczył - juz oto zadbają koledzy prokuratorzy wojskowi - aż w końcu nic na pewno nie ustalą, zamkną śledztwo i sprawa rozejdzie sie po kościach. A co z Przybyłem? Nie zginie. Na stanowisko pewnie nie wróci ale zostanie jakimś biegłym, analitykiem lub konsultantem pod skrzydełkami Parulskiego".
Nie zgadzam się z tym.
Wcale nie jest pewne, że nie odezwie się wkrótce któryś z kolegów prokuratorów, zrobiony w durnia przez popisowy numer z podwójnym zabezpieczeniem (nie było w prokuraturze samobójstwa, ale i nie było samego STRZAŁU) jaki wywinął kolegom wojskowym Pan Mikołaj ośmieszając ich w dziecinny wręcz sposób, wywijając pistolecikiem z piaskownicy, na śrucinki. Dziennikarze mu nic nie zrobią, ale któryś z wykpionych kolegów owszem, może się odegrać w najprostszy znany sposób: przestrzegając przepisów prokuratorskich o rzetelnym prowadzeniu śledztwa.
Wtedy wyjdzie na jaw, i trafi do akt sądowych, fakt powiązań Pana Mikołaja z pewnym udającym samobójcę oszustem, jakiego poznał przy jednym ze swoich poprzednich postępowań prokuratorskich. Pisze o Tym Tomek (link powyżej). Gratuluję Łażącemu Łazarzowi świetnej roboty, i polecam sądowi rozpatrującemu sprawę Pana Mikołaja pilne przestudiowanie tego wpisu blogerskiego.
Oto link:
http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/48150,ballada-o-celnym-strzale
Tomasz opisuje z kliniczną dokładnościa co się dzieje z głową samobójcy który strzela do siebie. Prokurator - jeden z tych z których Pan Mikołaj sobie zadrwił - może zechcieć ustalić, co się działo w jego głowie, gdy podjął decyzję o odegraniu roli samobójcy, zabezpieczając się dodatkowo pistolecikiem który nie strzela, i naszprycowanym dopalaczami (dentystycznymi czy jakimiś innymi, poznańskimi specjałami) policzkiem.
Przybył to bedłka, panowie prokuratorzy. Wasza policja rozwala wam miasto, i Wielkopolskę, dopuszczając do tego że zadomowiają się tam gniazdo za gniazdem mafie narkotykowe. Zajmijcie się tym wpierw. Pana Mikołaja sprzątniecie przy okazji, niech nie zaśmieca obrazu, w którym kryją się… wy wiecie, kto.




-----------
ciepło, ciepło. Jednego z nich, generała Woźniaka, prokurator wojskowy gen. Parulski już pognał z roboty. Info za: http://wiadomosci.wp.pl/title,Pytal-o-Smolensk-musi-odejsc-kolejna-ofiara-Parulskiego,wid,14168426,wiadomosc.html
Czy od strony miasta, przy Okęciu, nie ma czasem jakiejś noclegowni, w której się nie da zasnąć, więc ktoś 10 kwietnia nie spał, i obserwował? Albo jakaś babcia cierpiąca na bezsenność, za firanką, oparta na poduszce którą zawsze kładzie sobie na parapet, pod łokcie. Pamięć ludzka rejestruje obrazy trwalej, niż zniknięte ze skądinąd WOJSKOWEGO LOTNISKA zapisy monitoringu.
Ja nie wiem, na co Parulski liczy.
Termowizor satelitarny policzył osoby, które tego dnia były na wojskowym Okęciu. Określił ich czas przebywania na płycie, zarejestrował drogę jaką przybyli, i pojazdy jakimi ich odtransportowano.
Parulski może liczyć na co chce, i tak jest na widelcu.
--------------
coś mi się zdaje, że to jest widelec ze złotej zastawy ze stołu pałacu hrabiowskiego... Tam się takie widelce długo poleruje, po prostu taki hrabiowski sznyt.
tu:
http://strona.alfacharlie.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=216&Itemid=51
Zacytuję z tego artykułu fragment o amunicji woreczkowej.
"W Polsce, w fabryce MESKO produkowane są naboje tzw. „woreczkowe”. Są to naboje rewolwerowe kalibru .38 Special, które zamiast pocisku bojowego posiadają w płaszczu wykonanym z tworzywa o wymuszonej fragmentacji, woreczek z umieszczonymi wewnątrz śrucinami. Po wystrzeleniu woreczek rozwija się i razi cel całą swoją powierzchnią. (…) Nabój „Osa” z pociskiem o średniej mocy, rozwijający prędkość do 300 m/s i osiągający energię rzędu 150 J posiada płaszcz w kolorze żółtym. Najsłabszy nabój ”Komar”, którego pocisk osiąga prędkość 250 m/s i energię 107 J posiada płaszcz w kolorze białym."
No właśnie, dokładnie taka jest amunicja rewolwerowa 38-Special. Z reguły poddźwiękowa, do tego o niewielkiej energii rzędu 100..150J. Za to 9mm Parabellum to pocisk o prędkości naddźwiękowej, i energii rzędu 500..700J. To tak jakby porównywać malucha (500kg, 100km/h) z mercedesem S-Klasy (2000kg, 300km/h).
Szukałem informacji o tych "woreczkach", bo zaintrygował mnie komentarz Redpilla, jaki on umieścił u toyaha,
tu:
http://toyah1.blogspot.com/2012/01/choinka-dla-miych-panstwa.html
gdzie napisał:
"Po wyjściu z gwintowanej lufy na niewielkim dystansie siła odśrodkowa rozwija woreczek i uderza dużą, rzędu kilkunastu cm2, powierzchnią, nie przebijając odzieży ani skóry. Nie należy celować tym w głowę, tylko w korpus lub nogi. ~Blida strzeliła sobie w klatkę piersiową w okolice mostka, niestety Z PRZYŁOŻENIA. Pocisk się jeszcze nie rozwinął i przebił klatkę piersiową, a gazy prochowe zrobiły resztę, uszkodzona została tętnica i desperatka zmarła."
Jestem jak najgorszego zdania o straszakach, i ludziach, którzy nimi wywijają. Amunicję woreczkową uważam za aberrację - ani się tym obronić nie da, ani zaatakować się da. Można się natomiast śmiertelnie postrzelić, jeśli się ufa doradcom takim, jacy opowiadali bajeczki pani Blidzie, gdy ta jeszcze żyła.
Zdanie specjalistów amerykańskich że te woreczki to "sheer novelty" uważam za zbyt delikatnie wypowiedziane. Taka amunicja to śmiertelnie niebezpieczne kretyństwo. Mesko je produkuje. Jak ładnie. Ministerialną nagrodę za to pewnie dostali.
Przybył musiał był wiedzieć o Blidzie, i o tym jakich doradców miała ta pani. Chcąc uniknąć jej losu, sam sobie pięknie doradził. Podwójny parasol bezpieczeństwa rozpiął nad sobą. Tak to mu się jeszcze roi, że ten parasol jest podwójny… a tu koledzy prokuratorzy widzą, i wiedzą, i zlecą JEDNĄ porządną ekspertyzę. Koniec z parasolami będzie.
Kto wie, może i tak być…
A tak już bardziej serio, to Hrabia wśród wojskowych jak "cysorz". Na złotej tacy do łóżeczka przyniosą Żywicielowi każde "zbuki", o pardon, znaczy się jajecznicę.
Pozdrawiam
wszak Wasze stanowiska pokrywają się. One dotyczą tego samego zjawiska. Popatrzcie wraz ze mną, kto naprawdę opisany jest w tym podsumowaniu, cytuję swobodnie: "oni wolą budkę z piwem lub pub, do tego przełknąć Gazetę Wyburczą lub Politykę, czyli chcą tylko spokoju i kasy aż po grób, a co najmniej do szybko otrzymanej państwowej emerytury, w pełnej wysokości przyznanej, a potem hulaj dusza — bo emeryturka ma być nie tylko przed 40-ką, nie tylko gwarantowana, ale i priorytetowo waloryzowana".
Przecież ten swobodny cytat opisuje magmatyczny, bylejaki, kunktatorsko-spolegliwy element zapełniający urzędy RP, a w szczególności państwowe ss, spec-służby. Te tajne przede wszystkim, ale i /trochę rzadziej/ te umundurowane. Bilbo opisał grzecznych wobec władzy gwałcicieli społeczeństwa. Homesick opisał tych samych panów z ss. Być może również z urzędów takich jak prezydencka kancelaria, czy urząd niższego szczebla.
Zgadzam się, dobrze byłoby trafić do człowieka, który ma wolę działania, a nie tylko instynktowne posłuczeństwo wobec sugestii kierownika wydziału czy departamentu.
W tym przypadku, do śledczego który będzie wyjaśniał okoliczności "strzału" Pana Mikołaja.
-------------------------------
W zakładach pracy (a prokuratura też nim jest), gdy podległy pracownik ma inne zdanie,a jego pisemne uzasadnienie stanowiska nie znajduje uznania u zwierzchnika może tylko: odwołać się wyżej, lub się zwolnić. W praktyce w obu przypadkach kończy się wcześniej, czy pźniej, utratą stanowiska i odejściem z pracy (chyba że zwierzchnik działał przestępczo i go wywalono).
Natomiast, gdy przełożony pokłóci się z podwładnym (a szczególnie z zastępcą) o drobiazg osobisty, wielkie korporacje zamiast rozsądzać tej zwady, usuwają obu (nawet z pokaźnym nieraz odszkodowaniem) lub obu przenoszą do innych odległych oddziałów. Tak dla dobra firmy jest lepiej.
W naszym przypadku toczy się zakulisowa walka na kilku frontach i my tylko możemy obserwować - co będzie dalej. Natomiast wnioskować cokolwiek (z braku dostatecznych danych) jest bezsensowne.
Stawanie tu po którejś stronie jest błędem. A przyłączanie się do wniosku likwidacji prokuratury wojskowej - to absurd. Każda duża firma ma swoją ochronę i nie liczy na policję w sprawach wewnętrznych.
Ale są inni, którzy najchętniej zlikwidowali by to towarzystwo wzajemnej adoracji z przekłutym policzkiem czy kolczykiem w uchu. Niekontrolowalna przez suwerena Prokuratura Wojskowa powinna zostać poddana kontroli przez włączenie w jawnie działające struktury administracji państwowej. Podają argumenty, np.
tu:
http://januszwojciechowski.salon24.pl/381746,prokuratura-odrebne-panstwo-z-wlasnym-wojskiem
Cytat tu (przyznaję, nieco alegoryczny):
"...prokuratura jest państwem całkowicie odrębnym. Z tym samym godłem, flagą, ze stolicą w Warszawie, ale państwem od nas Polaków całkowicie niezależnym. I nawet własne wojsko to państwo [w państwie] posiada, z generałem, i całą rzeszą uzbrojonych pułkowników. Jedyne rozsądne wyjście to przyłączenie tego państwa z powrotem do macierzy".
Podesłałem mailem odpowiedź. Chętnie też nawiążę do Twojego komentarza na temat energetyki, zamieszczonego pod notką Coryllusa. U Coryllusa komentować nie będę, nie mogę, nie chcę.
Co do Coryllusa. Dyskutować? Jak najbardziej. Prowokować? owszem, rozumiem to. Mówić głupoty - ok, każdy ma prawo, zatem również Coryylus. Zwłaszcza, że lubi. Ale antagonizować, zwłaszcza antagonizować bez potrzeby - na to nie ma zgody. Dlatego Coryllus spadł w mojej punktacji kilka oczek w dół. Zobaczymy, czy nie okaże sie po prostu destrukcyjny. Ot tak, z jakiegoś powodu (może psychologicznego).
pozdrawiam
ps proszę usunąć ten komentarz po przeczytaniu.
Proszę spojrzeć do Arcanów no.100 - numer setny, jubileuszowy, na artykuł a raczej wywiad z drem Wawrzyńcem Rymkiewiczem. Zacytuję krótki fragment długiego wywodu:
Posługujemy się pojęciem narodu w rzeczywistości posthitlerowskiej. Nie przypadkiem III Rzesza stanowi negatywny kontekst użycia tego słowa: nikt nie chciałby go używać tak, jak hitlerowcy, a ten, kto nim się posługuje, naraża się na konwencjonalny zarzut „faszyzmu” – przy czym ta konwencjonalność, znak myślowego bezwładu, duchowej martwoty, nie jest jakimś powierzchownym epifenomenem obyczajowym (jak reguły zachowań przy stole), lecz sięga dogmatycznych podstaw społeczeństw liberalnych. Rzeczywistość posthitlerowska, świat powojenny, chwieje się jednak dzisiaj w swoich posadach: ostatni uczestnik tamtych wydarzeń – ostateczny, zdawałoby się zwycięzca tamtej wojny, czyli Stany Zjednoczone – stoi w obliczu duchowej zapaści, której widzialnym skutkiem są kryzys ekonomiczny i klęski wojenne; na scenie dziejów pojawili się już nowi gracze, a raczej starzy gracze przybrali, bądź też próbują przybrać jakiś nowy kształt (myślę tu przede wszystkim o narodowych Chinach i postnarodowych Niemczech oraz hybrydalnej mafijno-policyjnej, sowiecko-carskiej Rosji). Można się zatem spodziewać rewizji reguł gry w polityce światowej, a głębiej – rewizji reguł globalnego człowieczeństwa, w którą to rewizję zaangażowane będzie pojęcie narodu i w którą także my – z konieczności – będziemy wciągnięci. Kiedy bowiem nasi sąsiedzi, narody, które uczestniczą od samego początku w naszych dziejach, z którymi te dzieje dzielimy, wymyślają się na nowo – albo przynajmniej próbują się wymyśleć – wtedy także my, Polacy, musimy zrobić to samo. W innym bowiem przypadku – wymyślą nas inni.
Link:
http://www.kronos.org.pl/index.php?23250,975
Podoba mi się odpowiedź jaką daje Wawrzyniec Rymkiewicz. Można by ją dopowiedzieć, ale po co. I tak zostawiamy za sobą całą sforę krytykantów politycznych powtarzających za ich moskiewskimi autorytetami to samo, co tamci ściągnęli u Goebbelsa.
Zamykając:
nasze teksty świadczą o nas; nie są wcale powodem do wstydu, bo jeśli ktoś szuka odpowiedzi, albo choćby potrafi zadać pytanie nie przewracając się przy tym o własne nogi, to już jest to powodem do chwały.
Nie da się też korzystając z opublikowanych tekstów "złapać" czy "przyszpilić" kogokolwiek myślącego, nie ma takiej możliwości. Po pierwsze, gdy czytający analizuje opublikowany tekst, autor jest już o wiele dalej. Po drugie, autor czyni w swej publikacji użytek z cząstki swojej wiedzy, a i to jako persona stworzona przez niego samego w celu łacniejszej komunikacji słownej. Obie te cechy, i jeszcze kilka następnych, widzę zarówno u Pana, jak i u naszego przyjaciela Coryllusa.
W tym sensie: nie klasyfikujmy się już więcej, dobrze?
Porównania z latami 30-tymi w Niemczech użyłem wczoraj na blogu Coryllusa z niezwykle skromnego powodu. Chodziło mi o unikanie nadmiernego antagonizowania w środowisku antytuskowym w sytuacji zagrożenia. Przed jakim niewątpliwie stoimy. Wskazałem delikatnie na to, że w sytuacji zagrożenia ważniejsze jest definiowanie wspólnych celów, od nadmiernego eksponowania różnic.
Jakie niebezpieczeństwo może dziś wynikać z faktu, że pan Staniłko szanuje osiągnięcia KEN-u z XVIII wieku?
Nie o dyskusję zatem chodziło, nie o temat, nie o wywołanie dyskusji, a o jej formę.
Uwaga jak uwaga. Można z nią się zgodzić lub nie. Nieważne.
W jakimś komentarzu wdałem się w krótką ilustrację, na czym polegała metoda socjotechniczna Hitlera, bądź Tuska, pozwalająca im w krótkim czasie pozyskać poparcie mas. Obydwaj wykorzystali w gruncie rzeczy dokładnie ten sam repertuar socjotechnik.
Masy - protuskowe, prohitlerowskie - nazwałem na swoje nieszczęście "motłochem". Chodziło mi o definicję socjologiczną i taką definicję podałem. Coryllus natychmiast stanął w obronie "motłochu". Przechodząc nieoczekiwanie do ogromnej delikatności w sprawie Niemiec, wyborów Niemców, wyborców Adolfa Hitlera, wyborów mas niemieckich. Moim zdaniem się zagalopował.
I znowuż. Opinia jak opinia. Być może faktycznie powinniśmy Hitlera zostawić historykom niemieckim. Moje zdanie jest inne. Nie o różnicę zdań w tym wypadku chodziło, a znowuż o formę.
Nie chcę już się rozpisywać na temat niedobrych obyczajów, jakie rozpanoszyły się na salonie 24. Złych nawyków nadużywania form autorytarnych, które często nie pozwalają wyeksponować różnic zdań w obrębie tego samego obozu politycznego. To hamuje jednak rozwój.
Rozumiem niechęć do trollowania. Nie rozumiem niechęci do swobodnej wymiany opinii. Często różnych opinii.
Wracając do dr Wawrzyńca Rymkiewicza. Zgadzam się z jego wywodem. Można by tę myśl znacznie rozwinąć. Nie wiem tylko, czy wypada to robić akurat pod notką o mistyfikacji wykonywanej przez prok Przybyła.
serdecznie pozdrawiam
ps. czeka nas jeszcze temat rzeka pt "polska energetyka". Doprawdy ... jest o czym rozmawiać. Na Kongresie Polska Wielki Projekt nie było wcale tak źle. Pojawiło się kilka osób z branży.
Narasta w społeczności niechęć do władzy i powoli rodzi się opór. Masy wykorzystać może tylko wojsko, bo cywilny opór nie ma szans. Władza musi mieć wojsko po swojej stronie i dokładnie wiedzieć co się tam dzieje. Więc....
Przypuszczam, że to troszkę inaczej działa. Dynamika społecznych zmian, o której opowiadasz, jest nieefektywna. Mam przesłanki do przypuszczeń, że sterujący społeczeństwem o tym już wiedzą, więc będą wprowadzać drobne korekty. Jechali poganiani przez USA i DE (opłacając się jeszcze FR po drodze) na podbijaniu zadłużenia państwowego, oraz towarzyszącym mu zadłużaniu obywateli, zaduszaniu ich kredytami pod zastaw przyszłej pracy za każdą oferowaną stawkę. W ten sposób rozkradli państwo do połowy (gdy poziom długu wynosi 50..60% to państwo jest do połowy rozkradzine), oraz około połowę obywateli zadłużyli do poziomu uniemożliwiającego tym zadłużonym spłatę zobowiązań finansowych w przewidywalnym czasie np. miesiąca, czy dwóch. Czy wiesz, co to oznacza?
Połowę państwa można nadal będzie rozkradać, jeszcze przez wiele lat, a drugą połowę obywateli sprzedać w jasyr o nazwie "procent składany" też będzie można, oferując im dla dystrakcji jakieś chińskie, grające wesoło (ajfon, ajpad, aj-cośtam) świecidełka, piłeczkę na boisko podrzucając, i piłeczkę w płaskim telewizorku LCD pokazując. Zimne pyffko do tego, bułeczka, kiełbaska, musztardka, i gra gitara.
I tak może jeszcze się świat toczyć przez 40 lat, albo dłużej. Belgia istnieje w ten sposób już lat... 150? A więc niech nikt nie mówi że się nie da. Da się, ta władza się utrzyma, a PiS jak dojdzie, to znowu podciągnie finase odrobinkę, i przez to tę władzę (już wiesz, co chcę powiedzieć) jeszcze umocni.
Co więc trzeba zrobić, aby przeciąć chocholi tańczyk cwaniaczków dojących bydło wyborcze? Oni kalkulują tak: bydło wyborcze dzieci będzie miało zawsze, więc jak nie ich (bo wymrą, albo wyemigrują) to ich dzieci rzadzące cwaniaczki okradną, w tym momencie gdy te dorosną, z wszelkich szans i ze wszystkich owoców pracy. Jak więc przeciąć tę taśmę?
Odpowiedź jest prosta.
Dwie reformy jednocześnie trzeba będzie wprowadzać -
- pierwszą reformę polegającą na oddłużeniu obywateli. Po prostu, wszystkim, którzy mieli kredyty datowane arbitralnie, powiedzmy na 11.11.2011, czy na inną dowolną, niezbyt odległą od wprowadzenia oddłużenia datę, w całej posiadanej pod tą datą wysokości DAROWAĆ, zlikwidować, umorzyć. Kto nie miał pod tą datą żadnych długów, temu dać kapitał. Poważnie mówię - to jest wykonalne ekonomicznie, wbrew pozorom można sfinansować jednorazową darowiznę inwestycyjną każdemu niezadłużonemu, bo nie ma ich wcale tak wielu, a poza tym to oni są dla państwowych finansów najcenniejsi, bo udowodnili już ponad wszelką wątpliwość, że potrafią gospodarować. Jeśli więc komukolwiek należy powierzać środki inwestycyjne, czyli zapewniać kredyt, to właśnie obywatelom niezadłużonym. Tych pozostałych należy wprawdzie od kredytu odciąć do końca życia, ale najpierw należy ODDŁUŻYĆ ich, zdjąć im ciężar z pleców, aby mogli żyć swobodnie, na własny koszt.
Oraz -
- drugą reformę, polegającą na kompulsywnym (obowiązkowym) uzbrojeniu obywateli. Nie masz karabinu, nie głosujesz. Wydawanie broni odbywać się może wyłącznie po odbyciu przeszkolenia; do tego przeprowadzana będzie coroczna (na wsi: comiesięczna) weryfikacja umiejętności, trzeźwości, ogólnej sprawności fizycznej i odpowiedzialności za siebie i za sąsiadów. Godzinny test, na oczach wszystkich, i załatwione - znowu wiadomo, na kim w dzielnicy, w okolicy można będzie polegać.
Obecnie jest tak, że dorośli są zadłużeni i nieuzbrojeni, a dzieci są bez szans. Dorośli też są bez szans, ale sobie to jakoś tłumaczą. Obywatele będą z takiego kraju uciekać tam, gdzie jest bezpieczniej - to jest zupełne jasne. Wróćmy do tego, kto taką reformę ma przeprowadzić. Wojsko, piszesz. Czyżby naprawdę?
1.
Kredyty trzymane są przez banki, razem z całą sprawozdawczością. Jeśli więc robić powstanie, jak piszesz, to przeciw zarządzającym informacjami o obywatelach, czyż nie? Wojsko takich informacji nie posiada, nie ma więc znaczenia.
2.
Magazyny są pełne wcale niezłej broni, sprzedawanej za becen (tantala można kupić w USA w lokalnym sklepiku, albo z katalogu mailowego za 150 dolarów; kosztuje tyle co szmaciana amerykańska fuzja zrobiona z rury kanalizacyjnej 4130 i jakiejś ostruganej deski wyrwanej z parkanu) za granicę. Kto handluje polskim sprzętem wojskowym? Tak jest, banki. Nie demonizujmy cwaniaczków ze zlikwidowanej WSI, to nie oni na handlu polskimi aktywami najwięcej zarabiają. Działanie przekrętasów z WSI nie różni się od kredytowego złodziejstwa uprawianego przez rząd, więc gdy zlikwiduje się przekręty na kredytach rządowych, tym samym wyciągnie się dywan spod nóg wszystkim jeszcze aktywnym, polecającym się jako "polscy patrioci" WSIokom i ich następcom z agencji mienia wojskowego.
No i masz odpowiedź.
To nie wojsko zadecyduje, czy uwłaszczenie obywateli w ich własnym (obecnie ukradzionym, i nadal rozkradanym, eksploatowanym) państwie się powiedzie, choć dwupunktowa reforma przedstawiona wyżej da się wprowadzić tylko siłą. Jak już trzeba będzie strzelać, to nie do misiów z PO czy innych bezpieczników z trójliterowych agend i agentur. Misie się jeszcze przydadzą. Strzelać należy do każdego, kto wyciągnie w stronę banku obligację rządową i powie "płać mi procent". Powiedz mi, czy znasz kogoś, kto posiada rządowe papiery dłużne? — A widzisz, i jak, nic Ci to nie mówi?
Być może w ogóle nie trzeba będzie strzelać. Pomyśl, czy nie wystarczy posiadaczom—wystawionego przez rząd zadłużaczy państwa—papieru, na którym przyrzeka się płatności z procentem, powiedzieć co sobie mogą z tym papierem zrobić, i pokazać przy tym na prominetów mówiąc: "chcecie odszkodowań, to do tych panów proszę, i ICH DZIECI - to oni wam te obligacje wystawili, płatne przez przyszłe pokolenia, więc za ICH DZIECI się weźcie, niech na was teraz pracują". I dodać "możecie się też obsłużyć ich majątkiem; jeśli go odkryjecie, windykujecie, oraz zapłacicie należny podatek, to reszta jest wasza".
Stary!
Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak nagle niesłychanie patriotycznie nastawione staną się dzieci wszystkich obecnych zadłużaczy Polski i speców od życia na kredyt! One pierwsze zaczną młócić własnych złodziejskich rodziców jak sobie uświadomią, że są osobiście za postępki własnych rodziców odpowiedzialne. Misiaczki z trójliterowych wypadną nagle zza biurek i rzucą się do wyłapywania uciekających złodziei, wszystkie one również nawrócone nagle na patriotyzm, obywatelskość, dbałość o obronność kraju, nieustającą pamięć pokoleń, and what not.
W tym sensie: nie otwierajmy zastępczych frontów. Jak działać, to celowo — jak strzelać to do właściwego celu, a nie do podsuniętego w telewizorze obrazka. Ach, zapomniałem dodać: w tym najgłośniej wyjącym godzinki pod kościołem obszarpańcu rozpoznasz wtedy Tarasa. Te typy już tak mają, że nagle się nawracają.
1. umorzyć zadłużenie państwa (w całości? nie będą konieczne negocjacje?),
2. oddłużyć, bądź dokapitalizować obywateli, (to drugie w przypadku obywateli niezadłużonych),
Pytanie - dokapitalizować proporcjonalnie do już posiadanego, legalnego majątku, czy po równo?
Oddłużać bez względu na wielkość zadłużenia? Tu chyba jednak będą potrzebne jakieś progi.
Taka operacja będzie jednak wymagała ogromnego kapitału. Jedynym źródłem mogą być - jak sądzę - sensowne negocjacje w ramach punktu nr 1. Albo - mądre uwalnianie pewnych obszarów własności państwowej.
3. uzbroić wszystkich zdrowych mężczyzn.
Zastanowiłbym się też nad siłą sprawczą takich przemian. Na przykład:
4. zalegalizować majątki prywatne nieznanego pochodzenia obywateli polskich, majątki nie pochodzące z przestępstwa. Po odprowadzeniu jednorazowego, 10% podatku.
Dodałbym do tego motor gospodarczy:
5. obniżyć radykalnie podatek dochodowy (CIT i PIT),
6. stopniowo obniżać podatek VAT oraz wszystkie podatki pośrednie,
7. radykalnie znieść wszelkie ograniczenia dla wolnej konkurencji, w tym znieść system koncesji,
8. radykalnie uprościć obowiązujące prawo ....
To byłby skromny początek.
1. Ukonstytuować państwo całkowicie oddłużonych obywateli. To jest możliwe. Warunek: obecność na terytorium w określonym dniu. Obywateli obowiązuje stałe zamieszkanie na tym terytorium do końca życia. Stałe, czyli stałe. Kto chce jeździć po świecie, niech robi to w służbie pańswowej. Też dożywotniej.
2. Wszystkim wszystkie długi darować. Przewidzieć wysoki próg wolności od opodatkowania, np. samotni obywatele mogą mieć wolną od ingerencji fiskusa działkę a na niej dom lub część działki i mieszkanie 150m² plus ruchomości i uposażenie, małżeństwo trzy razy tyle, a na każde dziecko począwszy od czwartego 3 miliony dolarów majątku wolnego od opodatkowania. Kto ma więcej, ten płaci. Progi podwyższać automatycznie, tzn. wzrost gospodarczy 10% oznacza że w następnym roku progi wolności od podatków są również wyższe o owe 10%.
3. Kobiety też. Kto nie chce bronić siebie i sąsiadów, lub nie spełni warunków sprawnościowych, niech nie ma prawa do publicznego odzywania się, ani prawa głosu nawet na władze dzielnicy. To nie ma być republika umysłowych kalek głosujących na złodziei, tylko zbrojne państwo odpowiedzialnych obywateli.
4. Zalegalizować wszystkie majątki wg. 1+2, obojętnie jak zdobyte. Jak to się ładnie mówi: dopuścić domniemanie legalności.
5. Zlikwidować. Opodatkować przedsiębiorstwa, nie obywateli.
6. J.w.
7. Wszystkie zawody są wolne. Każdy musi za to opublikować posiadane doświadczenie, oraz na żądanie wykazać bezpieczeństwo oferowanego produktu lub usługi. Trzy przykłady. (a) Niech obywatele sami decydują, czy uwierzą w wywieszkę na furtce "hydraulik". Jak uwierzą, ich sprawa. (b) Żadnych "praw jazdy", za to wymagać przestrzegania prawa, oraz konsekwentnie eliminować z dróg alkoholików i wywołujących wypadki orzekając wobec nich (uzależnionych od neurotoksyn i gangsterów dróg) "zakaz jazdy". (c) Trzeci przykład z budownictwa. Niech chłop stawia chlewik, jak chce. Na koniec wystarczy skontrolować wytrzymałość chlewika, odprowadzenie ścieków, itp. Pozwalać na gospodarowanie, wymuszając SZACUNEK DLA PRAWA.
8. 10 przykazań, i koniec. Resztę wstępnie dopuścić jako pomocniczą wykładnię. Rocznie likwidować połowę niecytowanych w umowach ustaw jako zbędne. Najczęściej cytowane w umowach ustawy reformować, aby ułatwiały zawieranie umów. W sprawach innych niż morderstwa wprowadzić dwustopniowy arbitraż, w deliktach kapitalnych orzekanie przez ławę przysięgłych, podczas gdy sędzia pilnuje postępowania.
I jak, udało mi się zachować marsowe czoło do końca?
To w takim razie pozdrawiam na wesoło,
Z drugiej strony - zaproponowałeś o 16:45 program dobry dla jakiejś prywatnej wyspy z kilkoma tysiącami mieszkańców, w dobrym klimacie, z ładnymi widokami. Na której wyspie tak to funkcjonuje?
Widzisz, wypisując powyższe oparłem się na oryginalnej konstytucji USA. Wyspa, przepiękne. Z 400 milionami mieszkańców, and counting.
Przeczytaj fragment o podatkach. W 100% przepisany. I ten o sądownictwie. To samo. Oczywiście porobiłem skróty, zachowując ducha tej ustawy. Kapitałem są ludzie, którym należy się wolność.
Na koniec: obecne USA odeszły daleko od własnej konstytucji, nie mów mi więc "co teraz jest", bo wiem, jak jest teraz. Powtórzę więc główne zdanie: kapitałem państwa są ludzie, którym należy się wolność i odpowiedzialność za czyny. Reszta jest pochodną.
Jeden punkt, jedna notka.
Np punkt 7.
Trzeba by sprawę uzgodnić z urbanistami. Choćby co do minimalnej ilości założeń, które pozwalają zachować ład w przestrzeni. Ze specjalistami od poszczególnych rodzajów infrastruktury (energetycznej, transportowej, wodnej, telekomunikacyjnej etc)
Zadanie dla inteligentnych - jak przy pomocy minimalnej ilości założeń zapewnić, żeby to wszystko funkcjonowało z maksymalną sprawnością, z zachowaniem maksymalnej porcji osobistej i gospodarczej wolności.
Inne punkty to samo. Skoro mamy okazać się aż tacy lapidarni, dosadni i przenikliwi, musimy być niesłychanie precyzyjni. Liczy się każde słowo. A nawet każda sylaba.
Specyficzne warunki w USA u progu XVIII wieku związane były z nieograniczoną przestrzenią, z nieograniczonymi bogactwami naturalnymi. U nas jest nieco inaczej.
Popatrz:
Drogi i koleje likwiduje się, przenosząc transport pod ziemię. Na miejscu dawnych dróg (rampy dla czołgów pędzących na zachód) i kolei (szyny dla wojsk krasnoj armii pędzącej na zachód) buduje się na odzyskanych terenach kompletne miasta. Spojrzyj na mapę Warszawy jaki teren zajmują tam drogi i tory. Drugą Warszawę można na tym postawić, całe nowe centrum zbudować. W Katowicach właśnie tego próbują, ale pólgębkiem bo bez likwidacji torowisk.
To samo na trasach między miastami, tam może stanąć dom koło domu, i to tanio, bo utwardzony i uzbrojony teren pod budowę już jest. Transport niech idzie pod ziemią, zasilając magazyny i miasta via odpowiednia ilość podziemnych duktów. Do zrobienia w dwa..trzy lata.
Jednocześnie z siecią transportu podziemnego uwalniającego tereny pod zabudowę tyczy się sieć gęstą sieć dróg naziemnych dla lekkich pojazdów komunikacji indywidualnej ważących 60-80kg (czteroosobowy samochód) do 8..12kg (jednoosobowy dwuślad). Technicznie jest to wykonalne natychmiast. Napęd elektryczny, spalinowy, obojętnie jaki, byle lekki. Prędkość ograniczona do rozsądnej. Koszt budowy kilometra asfaltowanej drogi równy kosztowi ułożenia krawężnika w mieście. Problemów z przepustowością nie będzie, bo chodzi o sieć...
Dwa przykłady.
Można zaczynać?
Proszę, masz niesłychaną precyzyjność, nieograniczoną przestrzeń pod zabudowę, i nieograniczone bogactwa naturalne, bo jak wiesz poza wyrabowaną przez Kremlinów siarką w Polsce wszystko jest.
Pzdr,
Wszystko jest. Nie ma jedynie sprawnych struktur, które by tym sensownie zarządzały. Bankowość inwestycyjna niemal nie istnieje. Struktury finansowe zacofane, ubezwłasnowolnione lub piekielnie konserwatywnie zarządzane. Gospodarka dusi się z braku kredytu. Mówię o kredytowaniu największych projektów.
Instytucje wypełnione zostały ludźmi o mentalności drobnych cwaniaczków. Bez inicjatywy, bez rozmachu, bez umiejętności ... No i władzę przejęło środowisko głupków. Mentalność dawnych aparatczyków PZPR-u powiela pokolenie 30-to - 40-to latków.
Dlatego zmiany nie następują.
Pozdr.
(patrz wyżej na komentarz 16:45) numer pięć aktualnym zdjęciem zrobionym, co za przypadek, wczoraj:
5. PIT zlikwidować. Opodatkować przedsiębiorstwa, nie obywateli.
No i co, nadal twierdzisz, że mój program (napisany na szybko, ale z dużą powagą wobec materii sporu) nadaje się tylko dla "małej wyspy w ciepłym klimacie"...?
Żaden zwykły obywatel nie powinien płacić podatków za pracę swoich rąk. Ludzie to bardzo dobrze rozumieją, że podatkami powinny być obłożone wyłącznie korporacje handlujące. Stawaj przed nimi, poprowadź ich, potrzebują przewodu starszych. Nie będzie się w tę rolę więcej włączać żadna razwiedka, pompująca posłuszne Bolki. Tym razem my.
Uwierz ludziom, że potrafią wywrócić tę złodziejską maszynerię jaka ich rozgniata; jaka nas rozgniata.
"5. obniżyć radykalnie podatek dochodowy (CIT i PIT)"
Co zamieniłeś na:
"5. Zlikwidować. Opodatkować przedsiębiorstwa, nie obywateli."
Już tłumaczę - powyżej pewnego progu dochodów PIT, z podatkiem zerowym, zaczyna taki zerowy podatek hamować wzrost gospodarczy, działa też silnie antyspołecznie.
Wyobraźmy sobie, że proponowany próg dochodów do opodatkowania, to 10 mln USD rocznie. Gdyby kwoty powyżej zostały opodatkowane, ten człowiek po prostu by inwestował, tworząc miejsca pracy. Wolałby inwestować, niż płacić podatek. Kwota 10 mln USD rocznie na balangi, wille i zbytki swobodnie wystarczy. Motywacja do pracy jest. Można też wprowadzić mechanizmy odpisów podatkowych - powyżej pewnego progu dochodów - na zakupy inwestycyjne realizowane w Polsce (do przemyslenia). Na przykład na zakup nieruchomości. Co stabilizowałoby ceny nieruchomości. Albo na zakup pojazdu, który wyszedł z polskiej montowni (do przemyślenia). Np na zakup polskiego samolotu.
Tak więc podatek PiT należy stosować z namysłem, kreując mechanizmy wzrostu gospodarczego. Podkreślam - 10 mln USD pensji rocznie, to naprawdę dużo. A jak komuś mało, niech zapłaci podatek. Dzięki temu pomożemy innej osobie, nie tak zamożnej, która jest sparaliżowana, straciła nogę lub rękę ... (ubezpieczenie tego w każdym wypadku nie rozwiąże).
I dwa - podatek VAT należy obniżać stopniowo, nie od razu do zera. W przeciwnym wypadku rynek może się zawalić (mogę wytłumaczyć), popaść w totalny, długotrwały kryzys.
A to oznacza, że obywatele będę również podatek VAT płacić. Podobnie jest z akcyzą. W niektórych (rzadkich) przypadkach, jest uzasadniona. Na przykład na alkohol, papierosy ... Co do cła sprawa dyskusyjna. Raczej byłbym za zniesieniem. Chyba, że ktoś potrafiłbym mi wskazać na taki towar, którego produkcję krajową warto wspierać odpowiednią polityką celną.
Dlatego podtrzymuję moje skrótowe brzmienie postulatu:
"radykalnie ograniczyć", "radykalnie i mądrze ograniczyć", ale nie "znieść".
Ja na poziomie 99% widziałbym optimum. Z niewielkimi wahaniami.
Surowce deklarowane do tezauryzacji (topniki stali, lit, tor, Au, metale ziem rzadkich) zwolniłbym z podatku; darmowe magazynowanie na koszt państwa zaoferował każdemu, kto je wwozi.
Eksport usług wolny od podatków.
Wprost przeciwnie. Przede wszystkim jest import surowcowy, niezbędny do produkcji. Jest import technologiczny - niezbędny do unowocześniania produkcji; naukowy - do uprawiania nauki, prowadzenia badań, informatyczny .... I jak to wszystko odróżniać od tego, co moglibyśmy zrobić sami?
Niestety, w XXI wieku musimy zgodzić się na swobodny przepływ towarów i usług. Tylko wówczas jesteśmy utrzymać się na poziomie cywilizacyjnym i technologicznym reszty świata.
Wszelkie próby, choćby w USA, wprowadzenia ceł kończyły się zapaścią danej branży. W wieku XXI jedyny sposób na dobrą gospodarkę, to gospodarka w pełni konkurencyjna. Bez żadnych ceł.
Proponuję inne podejście - wskaż na taki towar, którego produkcja w Polsce wymaga osłony celnej. Który?
Dałbym wszystkim prąd i telefon. Nie za dużo, ale za darmo. Jednofazowy prąd 1kW i linię T1. Niech swobodnie przepływa energia i informacja.
http://www.aitelephone.com/t1-versus-dsl.html
http://t1service.homestead.com/Cable_DSL_T1.html
To "dałbym" jest skalkulowane ekonomicznie. Wszyscy wiedzą, że rozliczanie niewielkich mocy (energetycznych lub obliczeniowych) się nie opłaca. To tak, jakby w mieście sprzedawać działki 0,1m². Gdy chodzi o powierzchnię serwetki, to urzędnicy rozumieją że nie zakłada się serwetce księgi wieczystej, lecz gdy chodzi o zapewnienie każdemu gospodarstwu domowemu dostaw mocy to zakładają liczniki.
W taki sposób mamy to, co mamy: inkasentów odczytujących mniej lub bardziej zdalnie pobór mocy każdej golarki, kinkietu czy czajnika. Utrzymanie tych "rachmistrzów" kosztuje więcej, niż zbudowanie całej sieci energetycznej od nowa.
O taką reformę mi więc chodzi, mówiąc w skrócie. Sądzę że państwo w którym każdy ma światło kiedy chce, i łączy się z każdym innym jak długo chce, byłoby konkurencyjne. USA miało taką szansę około roku 1950. Dziesięć lat później było już wiadomo, że szansa ta została zaprzepaszczona. Mówimy cały czas o energii.
Od 1960 roku powstaje łączność bez centralnego ośrodka, czyli Internet. Łączność ta ratuje niewydolną energetykę USA, tę nadal centralnie sterowaną. Podobnie wygląda amerykański system podatkowy, który również jest niesłychanie marnotrawnym, centralnie sterowanym instrumentem stworzonym na czas wojny, a używanym "dla dobra ludności" w czasie pokoju. Wojnę prowadzi rząd zamiast z wrogiem zewnętrznym zastępczo z własnym narodem. Myślę, że nie muszę tego tłumaczyć.
Obecnie powstała interesująca konstelacja. Możliwe jest że społeczeństwo zrzuci nadzór centralnego rządu marnującego pracę ludzi, podobnie jak centralna elektrownia marnuje rozrachunkami najdrobniejszych użytkowników szansę na zbudowanie nowej sieci.
Jest tylko jeden warunek: przejęcie wytwarzania energii przez społeczeństwo. Utworzenie sieci energetycznej pozbawionej centrum analogicznie do sieci Internetowej, która również jest pozbawiona dyrektora. Wytwarzanie słów i obrazów w Internecie przez nas to jedynie skromna analogia do zadania, jakie należy wykonać.
Chodzi o wytworzenie niezależnie od centralnego rządu energii, i udostępnienie jej innym. Społeczeństwo które ten kierunek rozwoju przyjmnie, pobije wszystkie inne efektywnością gospodarowania.
Proponuję zakończyć tę dyskusję w tym punkcie, i przenieść ją w rzeczywisty świat. Myślę, że niektóre z wymienionych propozycji mają szansę i mogą się nam udać. Społeczeństwo może wygrać wojnę z nadciągającym opodatkowaniem Internetu. Ciągnący pieniądze z opodatkowanej energii gangsterzy rządowi próbują obecnie ten mechanizm wprowadzić na nowo, jako podatek od informacji.
Jeśli im się uda, leżymy. Ale możemy być szybsi, kładąc zupełnie celowo obecny system zarządzania podatkami i energią; decentralizując OBA SYSTEMY NA RAZ.
Do zobaczenia IRL,
Myślę że tu jakiś domorosły teoretyk, który był u dentysty, i łapał się tam za gębę, tworzy bajkowe narracje. Moim zdaniem płk. Przybył wcale nie strzelał, a jedynie zamarkował strzelanie ostrą amunicją.