Zapewne tysiące ludzi (znam osobiście niektórych i szanuję ich szczerze patriotyczne motywacje, nie podzielając zacietrzewienia) maszerujących 11.11 na wezwanie ONR i MW, głównych organizatorów marszu, sądziło że idzie manifestować po prostu swój patriotyzm i sprzeciw wobec znienawidzonych rządów "tuskomatołów" i "komoruskich".

Ale stało się tak, jak się należało spodziewać - skrajni narodowcy chwalą sie dziś, że te tysiące ludzi uczestniczyło w ichimprezie, popierając "idee nacjonalistyczne".

Ponieważ planowany głównie przez PiS drugi Marsz Niepodległości 13.12 zaczynają odbierać jako "konkurencję", to nagle okazało się, iż wrogiem nie jest już tylko "Koszerna" i "tuskomatoły", ale także PiS ("mistycy smoleńscy) i pamięć śp. Lecha Kaczyńskiego, który nie wstydził się założyć jarmułki i podpisał "zdradziecki" Traktat Lizboński. 

Nie liczę na szczególną refleksję zaczadziałych PiSolubów (obecnie nieco rozdwojonych, bo PiS jakby pączkuje...), ale może przy okazji następnego marszu 11.11 PRZEZ MOMENT zastanowicie się, czy aby Blumsztajn (kolega J. Kaczyńskiego z KOR-u, pamiętacie o tym?) nie ma ODROBINY racji, zwalczając odmóżdżonych, hajlujących ćwierćgłówków?

Łyso wam?