Aerodynamiczny wyraz twarzy,

Spojrzenie za rozumem marzy.

Ktoś nie powiedział chłopaczynie,

Że w polityce grzebią świnie.

 

Te obiecały pewnie sporo,

Innsbruck, Grenoble lub Sapporo.

A może nawet wielką gruszkę

Co wierzbę zgina ponad dróżkę.

 

I skoczył mistrzu pod wiatr wielki.

Narty mu spadły, pękły szelki.

Kręgosłup wygiął się niczym wij

Gdy opadł z trzaskiem wprost na ryj.

 

O jeden skok to był za daleko.

Pomiędzy durniem, a bezpieką.

Lądował mordy telemarkiem,

Bardziej za Tuskiem niż przed Jarkiem.

 

I w jeden dzionek, runął mit.

Fani poznali z Wisły kit.

Nawet na giełdzie mijają lata

By odrobiona została strata.

 

Na giełdzie jednak akcje w cenie,

Tam nie gra honor ni sumienie.

To pierwsze znaczy odnawialne.

To drugie ... sczezło marnie.