Dziś dzień politycznych spekulacji na temat Ukrainy. Dzień oczekiwań. Bedzie porozumienie z opozycją, czy nie będzie,  oszustwo i próba manipulacji - czy realne działania? Kto za Azarowa itd. No i dzień "wyprowadzania kozy" z ukraińskiego gospodarstwa, czyli odwoływania, tylko co wprowadzonych, dyktatorskich ustaw z 16 stycznia. Ale zanim cokolwiek się okaże - parę zdań o tym o co tak naprawdę i podstawowo chodzi na Ukrainie. W jakiej sprawie jest ta obecna rewolucja.

                                                                            * * *  

Przemoc jest zła. Na Ukrainie stosuje się przemoc. Nikt tego nie kontroluje. Ukraina może się rozpaść, przecież jest podzielona. Majdan jest wolnościowy i proeuropejski, ale nie wszyscy popierają Majdan, zachód jest nacjonalistyczny, a wschód  prorosyjski. Takie przekazy, wraz z rozwojem sytuacji, w coraz bardziej alarmistycznym tonie, docierają do Polaków przez ostatnie dni. Przeplatają się z epickimi obrazami zmagań protestujących z siłami porządkowymi,  relacjami o imponującej samoorganizacji Majdanu i  wiadomościami o brutalności sił rządowych, o zamordowanych.  W efekcie wyłania się obraz bardzo zagmatwany.
Sytuacja na Ukrainie faktycznie prosta nie jest, ale zanim zacznie się rozważać szczegóły warto zdać sobie sprawę rzeczy podstawowych. Obecna rewolucja jest dramatyczną reakcją znaczniej części Ukraińców na ostatnie dwadzieścia lat ich kraju. I nie chodzi tu tylko o biedę, dziurawe, drogi i totalny brak pracy, jak to sugerują niektórzy. Chodzi też o to, że od dwudziestu lat, zwyczajni obywatele, w swoim własnym kraju, są ludźmi trzeciej  kategorii. Może ich upokorzyć dowolny urzędnik, podlegają wszechwładzy oligarchów, i tych największych i tych którzy są panami w swoich regionach,  powszechnie panuje korupcja i bezprawie.
Te dwa ostatnie słowa sa kluczem do ukraińskiej sytuacji. Nie ma rozmowy, w której ktoś  z Ukraińców tłumacząc  przyczyny protestu, do nich by nie sięgnął. U nas nie możesz mówić o złym działaniu sądów, u nas właściwie nie ma sądów ani normalnej policji – mówią.  Dyplomy są wydawane w ogromnej części  na lewo, podobnie właściwie wszystko inne. A przy tym kraj na pozór cywilizowany...

Ukraina to państwo, gdzie dziesiątki tysięcy hektarów państwowych lasów  wraz z rezerwatami, albo kilometry krymskiego wybrzeża oddawane są za bezcen ludziom z kręgów władzy, jako bliżej nieokreślone „gospodarstwa łowieckie”, czy ot tak, a nikt poza regionalnym dziennikarzem, na niszowym portalu, o tym nie piśnie, gdzie jeden z głównych oligarchów obozu prezydenta jeździ pod prąd po Kijowie w asyście milicji i pomimo robienia zdjęć, nie można go pociągnąć do odpowiedzialności, gdzie niektórych posiedzeń sądu może wcale nie być w protokołach sądowych, a drogówka potrafi wymuszać łapówki po prostu na siłę… Tę listę można by ciągnąć.

To właśnie tego, poza codzienną biedą, mają dość ludzie i w Kijowie i innych miastach. W tej sprawie zaczęli protestować. Czy jest to większość wśród Ukraińców? Prawdopodobnie, choć trudno ocenić precyzyjnie. Oczywiście sprawy wyglądają rożnie na zachodniej i wschodniej Ukrainie, ale wierzcie mi, bolączki są te same. Najwyżej na wschodniej Ukrainie stopień, zsowietyzowania obywateli i ich zastraszenia, jest znacznie większy.

Protesty rozpoczęły się bardzo pokojowo i trwały tak blisko dwa miesiące. Bez rezultatu. Absolutnie żadnego. Aż okazało się, że władza postanowiła się nie patyczkować, tylko rozprawić z nimi stanowczo i protestujący właściwie to już nie mają nic do stracenia. Mogą tylko pokojowo i łagodnie pójść pod pałki, kopniaki i do więzienia. Ewentualnie mogą zostać wyprawieni na tamten świat przez nieznanych sprawców.
Wtedy się zaczęło. Nawet w prawie karnym istnieje pojęcie  „obrony koniecznej” i można powiedzieć, że w sensie społecznym, właśnie takie dzianie miało miejsce. Niewiele jest znanych zamieszek i rewolucji, w  których trakcie nie poleciała ani jedna sklepowa szyba, ani nikt niczego nie rabował, a tak do dziś jest w Kijowie. Nawet pomnik trenera Łobanowskiego przed stadionem Dynamo, niedaleko miejsca gdzie tocza się starcia z Berkutem, został przykryty materiałem , żeby się nie zniszczył.  Wprowadzono ostre zasady porządku, usuwa się  pijanych, łapie złodziei…
To prawda, że widok rozzłoszczonego tłumu, który wdziera się do wnętrza budynków okręgowych administracji, nikogo narazie specjalnie nie bijąc, ale tłukąc szyby w drzwiach  – jest niepokojący.  Głównie dlatego, że nie wiadomo dokąd to zaprowadzi dalej. Ale powiedzmy sobie szczerze – czy lepsze i mniej niepokojące są brutalne i głęboko skorumpowane siły porządkowe, sądy wydające wyroki na telefon i w 100% ustawione przetargi – bo inne nie bywają? Czy taki rozbój w biały dzień,  przy którym nie tłucze się szkła jest zgodny z prawem i bardziej moralny? Czy może to nasze wygodnictwo, każe nam patrzeć jednym okiem, zakazywać bitemu obrony, niby to w imię „non violence” a tak naprawdę w imię naszego świętego spokoju.
 Trudno przewidzieć jak rozwiną się wydarzenia na Ukrainie, w jakim stopniu się zradykalizują,  kto będzie w stanie je kontrolować,  ale jedno warto sobie powiedzieć jasno : to jest ludowa i narodowa rewolucja bardzo podobna  w swoich elementach do tej, którą my przeszliśmy w dwóch fazach w latach 80.  A nawet  nasza, zwycięska pozostawiła blizny i do dziś nie wydaje się zakończona.  I może najlepszą postawą wobec tego co się dzieje na Ukrainie jest trzymać kciuki i mieć nadzieję, że jakoś się im uda…