Dotychczas starałem się podejść do sprawy "emocjonalnie", tzn. grając bardziej na emocjach by pobudzić myślenie, bo cyfry słabo działają na ludzi. Ale warto mieć coś konkretnego, by się podeprzeć.
Spójrzmy na kilka wykresów.
Pierwszy (dostarczony przez Sierkovitza dwie notki temu):

Spójrzmy jak wiele informacji daje nam ten wykres:
- jest to wykres zachorowalności
- wprowadzenie szczepionki wytłumiło ilość zachorowań (zgódźmy się z tą tezą - przeciez nie możemy kwestionować wszystkiego - idea szczepień jest ok, ale wykorzystywanie szczepień do okaleczania społeczeństw już nie jest ok.)
- zachorowalność na odrę łatwo ulega wytłumieniu - w czasie wojny i w okresie powojennym zachorowalność z roku na rok spadała dwu-, trzy- i nawet czterokrotnie, by znów wzrosnąć w roku kolejnym. Wynika z tego, że w przypadku odry społeczeństwo szybko nabiera odporności, co kreuje pewien stan równowagi, który zależy od różnych czynników - przed opatentowaniem szczepionki zachorowalność ustalała się na poziomie 400 tys. zachorowań (pamiętajmy w tym miejsce, że warunki bytowe większości ludzi w tym okresie były złe). Czyli chorowało mniej więcej co dziesiąte nowo narodzone dziecko.
Zwolennicy szczepionek podniosą pewnie w tym miejscu krzyk - nie dbam o 10% narodzonych noworodków. Spójrzmy więc na ten wykres:

W przeciwieństwie do poprzedniego mamy od razu podane źródła. Poprzedni wykres pobrany z Wikipedii nie miał za bardzo odniesień - nie znalazłem, choc się rozglądałem.
Na tym wykresie mamy śmiertelność chorych na odrę w USA i Wielkiej Brytanii.
Z poprzedniego wykresu wiemy, że w USA szczepienia na odrę wprowadzono w połowie lat sześćdziesiątych - ale z tego wykresu odczytujemy, że wówczas od ponad 10 lat śmiertelność nie przekraczała obecnego poziomu (poniżej 1 osoby na 100 000).
Z podanych powyżej wykresów wynika w logiczny sposób prosty wniosek - śmiertelność nie została zmniejszona przez szczepionki!
Czyli to właśnie warunki życia mają kluczowy wpływ na śmiertelność (co za niespodzianka). Szczepionki chronią przed zachorowaniem.
Po co więc zastępować przebycie choroby wieku dziecięcego nawet u 10% dzieci - a taki poziom zabezpiecza przed zachorowaniem pozostałą część społeczeństwa w okresie wojennym - aplikowaniem wiedźmińskiego wywaru wszystkim?
Przebycie choroby przez 10% społeczeństwa najwyraźniej daje odporność (takie naturalne szczpienie) pozostałym.
A warto też zauważyć, że przebycie odry jest znacznie mniej groźne, niż przyjęcie szczepionki na nią!!!
Do powikłań odry (a jak czytamy w Wikipedii - dotyczą one głównie dzieci z niedoborami odporności, niedożywionych, z wadami serca, niemowląt) zalicza się zapalenie mózgu (1 na 1000 przypadków) czyli 1/10 000 tysięcy narodzin przy wysokiej zachorowalności (10%), a to rzadziej niż autyzm w erze szczepień - a trzeba zauważyć, że "autystyczne" bodźce są przy szczepieniu aplikowane wszystkim.
Mówię o autyźmie, ale przeciez do innych uciążliwych i niebezpiecznych skutków szczepień należą różnorakie alergie (również na słońce), astma, syndrom śmierci łóżeczkowej, cukrzyca wieku dziecięcego, rak, upośledzenie działania nerek - chorób na które przemysł farmaceutyczny nie zna skutecznych leków. Ale oferuje leki niwelujące w pewnym stopniu uciążliwe skutki. Oczywiście trzeba je zażywać przez całe życie, lub w najlepszym przypadku całe dzieciństwo. I mieć nadzieję, że nie wykończą nam żołądka, trzustki, wątroby czy nerek. Ważny jest stały dopływ pieniędzy do firm farmaceutycznych.
Szczepiąc się, wykupujemy w pewnym sensie abonament na leki.
Abonamenci wszystkich krajów - łączcie się.
Bardziej dociekliwym polecam doskonałą stronę:
Dlaczego szczepionki wcale nas nie chronią - dwa wieki oficjalnych statystyk

A tak a propos, znany Ci jest zapewne termin "herd immunity"?
W Twoim interesie (jako beneficjenta tego zjawiska, które - prócz naturalnych formantów - zawiera również amatorów jazdy na gapę) należy jak najszybciej wycofać się z kampanii anty-szczepionkowej, i wręcz namawiać wszystkich do szczepienia.
Popełniasz istotny błąd logiczny - zakładasz, że Twoje poglądy na temat szczepionek są prawdziwe.
W świetle moich poglądów, ludzie wstrzykujący sobie przedmiotowe świństwa w ciało są "biohazard", ponieważ jako ogniwa o uszkodzonym systemie immunologicznym są w większym stopniu źródłem ustrojów chorobotwórczych.
"grafiki
nie całkiem dobrze czytasz, rzekłbym - błędnie."
No wiadomo że błędnie, skoro całkiem co innego mi wychodzi niż farmaceutycznym spin-doctorom...
Ale jakoś merytorycznie mógłbyś uzasadnić tą tezę, bym zrozumiał swój błąd?
Np. obowioazkowe , masowe szczepiania na cos tam, wcale nie maja na celu unikniecie zachorowania na cos tam, ale np. zwiekszenie bezplodnosci w populacji.
Róznego rodzaju projekty kontroli urodzeń oraz kontroli wzrostu populacji, a takze kontrolowanego sterowania pandemaimi testowane sa w krach tzw. tzrzeciego Swiata.
Musza bowiem wynaleźć szczepionke, która bedzie selektywnie usmiercać np. osoby posiadajace okrelony typp genomu.
Na rzazie to s-f, ale nie do końca.
Próby a to ptasia, a to ze swińska, a to moze inna jeszcze grypa trwaja cały czas.
Po co niszczyczyć nadwyzkową populację głowicami z ladunkami atomowymi, skoro mozna będzie niszczyc ja kierowanymi zdalnie pandemiami.
pozdr.
Dziwaczne stwierdzenie. Wręcz absurdalne. Przez to - małe szanse by argumentami dało się je podważyć.
Odrobiłeś zadanie domowe pt. "herd immunity"?
Co do czytania grafików - chodzi o wnioski z nich wyciągane. By były wyciągane z nich, a nie ze źródeł obocznych, wobec których czy jest grafik, czy go nie ma, nie ma znaczenia.
Pierwsza rzecz, gdy porównujesz dwie odmienne statystyki, zachorowań i śmiertelności, to powinny pokrywać ten sam okres czasu.
Po drugie, sama "goła" śmiertelność, zwłaszcza wobec Twej koncentracji na niemowlętach i dzieciach, powinna tej grupy dotyczyć. Ogólniej - grupy większego zagrożenia (dochodzą do dzieci ludzie dorośli z zaburzeniami systemu immunologicznego).
Po trzecie, Twa kampania dotyczy jednego osobnika (tak, dziecko też jest osobnikiem). Natomiast wszystkie te statystyki są globalne, tzn. dotyczą całej populacji.
Po czwarte, postępy cywilizacji są silnym czynnikiem zmniejszającym zarówno zachorowalność jak i umieralność, kto wie, czy najsilniejszym (ale też, względem populacji, niekoniecznie względem poszzcególnych osobników). Przeczytaj jeszcze raz: zmniejszającym, nie zawsze likwidującym.
Na poczatku XX w, jeszcze gdzieś tak do połowy, zaangażowany osobnik mógł się cieszyć: zachoworalność i umieralność spada, z tysięcy do setek. Ale potem, a zwłaszcza teraz, taka postawa jest zbyt słaba - powinna przejść w zmartwienie, że mimo poprawy warunków, wciąż setki, niechby dziesiątki, umierają na "wyleczalne" choroby.
Mówiąc o poprawie warunków, o warunkach w ogóle (powszsechna opieka zdrowotna, dostęp do niej, wczesna diagnoza, lepsza kondycja fizyczna, etc.), przenoszenie danych zebranych w krajach, gdzie te warunki zdecydowanie górują nad innymi regionami (USA, Anglia), na te regiony jest sporym naciągnięciem. Choćby z takiego trywialnego powodu jak niedostatki w biurokracji: zbieraniu, zabezpieczaniu, i - ogólnie - procesowaniu danych.
Pomijam w tym momencie, że w swych filipikach przedstawiasz ryzyko komplikacji jako gwarantowane komplikacje.
Ja odrobiłem - jest to jedna z najwiekszych ściem. Coś takiego oczywiście istnieje naturalnie, tak jak szczepienia przeważnie sa żerowaniem na naturalnej odporności i przypisywaniem sobie jej zasług.
Bo jak np. w porywach chorowało 200 tys ludzi na swinkę w Polsce (to był chyba rekord do r. 2000 r.), to cos musiało powodować, ze nie 38 mln, prawda? Znaczy to, ze mamy incydencję 200 na 38 tys, w przyblizeniu 5%. to w szczytowym porywie, a przewaznie było to w gr. 60 tys. rocznie, co daje ponizej 2%. zatem naturalna odporność ma 'skuteczność' w przypadku tej choroby 95-98 i wiecej%. Z kolei niedawna epidemia świnki w new jersey (chyba jesien 2009) wykazała skuteczność REALNĄ szczepionki obliczoną na podstawie porównania ilości chorych wsród zaszczepionych i nie na poziomie zdaje sie 83% ! (To i tak przy załozeniu, ze szczepieni i nie to tacy sami ludzie, podczas gdy przy wyszczepialności na poziomie 95% te pozostałe 5% nie jest szczepione z powodu przeciwskazan natury zdrowotnej, a wiec z góry sa predestynowan do wszelkich infekcji po jakimś uwzglednieniu tego faktu realna skuteczność mogłaby okazać sie jeszcze niższa, ooupsssss) A podobna epidemia na słowacji zdaje sie w 2004 albo 5 spowodowała aż specjalne zebranie komitetu debatującego nad niską jakością tej szczepionki...
Czyli co my tu mamy - naturalna odporność 95-98%, a szczepionkowa... 83 ew nawet mocno poniżej!!
Wniosek z tego taki, ze szczepionki niszcza naturalną odpoorność.
Zas błednym założeniem tego mitu "odporności stada" jest to, ze bez szczepionki nie istnieje odporność w populacji - to dlaczego jeszcze nie poumieraliśmy do czasu, jak nie było szczepionek?
A drugi wniosek jest taki, ze biorąc pod uwage skutecznosć szczepionek mniejszą od 100%, a tak jest co potwierdzaja rózne przypadki zachorowan wsród szczepionych i jak w przykładzie ze swinką: mamy ok 80 kilka % "praktycznie-teoretycznie" :-), to nawet przy 1005 wyszepialności realnie odpornych będzie ok. 80 kilka % (przy załozeniu, ze taka jest a nie mniejsza skutecznosc), co jest znacznie ponizej progu uznawanego przez wyznawców za próg zadziałania "herd immunity", okreslany jak dobrze pamiętam na jakieś 95% odpornych... czyli w przypadku tej szczepionki to nigdy nie zadziała. zadziała natomiast coś odwrotnego, bo skoro szczepionka ta wywołuje zaniżenie naturalnej odporności, to czyni ludzi podatnymi również na inne infekcje czy schorzenia, czego explozję wręcz obserwujemy wraz z masowym zwiekszaniem ilości szczepień.
I jeśli inne szczepienia mają podobne "osiągi", to marny nasz los...
zródło - „Choroby zakaźne i ich zwalczanie na ziemiach polskich w XX wieku Adres wydawniczy Warszawa : Wydawnictwo Lekarskie PZWL, cop. 2001. red. Kostrzewski
definicja grupowej odporności to stan kiedy poprzez naturalne lub sztuczne uodpornienie zmniejsza sie ilość zachorowań co powoduje ochronę osób podatnych na chorobowe komplikacje. (oczywiscie szczpionkowcy uwazaja, ze tylko sztuczne sie liczy)
Na choroby wirusowe takie jak różyczka, swinka, odra.... szczepienia doprowadziły do zmnijeszenia zachorowań, jednak:
- nie jest znana liczba prawdziwych np. odrowych zachorowań przed wprowadzeniem szczepień, obecnie uznaje się za zachorowanie tylko laboratyryjnie potwierdzone zachorowanie, np. w 2006 r tylko 20% zgloszonych przypadków to była odra, inne to odro-podobne zachorowania, dopiero pod koniec lat 90 wprowadzono w PL taką weryfikacje co widać w tej tabeli
http://apps.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/timeseries/tsincidencebycountry.cfm?C=POL
- liczba komplikacji i śmierci po odrze w przeszłości z pewnością zawiera wiele odro-podobnych infekcji.
Ja dodam, ze nie moze być zadnego uodpornienia na choroby, na ktore mozna zapasc powtornie, a tak jest z bakteryjnymi, w przeciwienstwie do wirusowych, na ktore zapada sie raz. a zatem jak organizm sam nie jest w stanie wyprodukowac trwalej odpornosci, to i szczepienie nie pomoze, bo to opiera sie na naturze i niczego tam nie dodaje. Ten argument czesto podnosi sie w dyskusjach, a w ogóle szczepionki p-bateryjne uwaza sie za malo albo nieskuteczne.
No i zlinkowana teraz tabela pokazuje, ze zarowno przed jak i po wprowadzeniu MMR "swinka ma sie dobrze" - mamy znowu cykliczny max 130 tys w 2004 i 70 tys w 2005. Podobna sprawa z różyczką - cykliczny max w 2001 i 2006/7.
na uwagę zasługuje stopniowy wzrost krztuśćca od 2000 r. jest to chyba ogólnoswiatowa tendencja, w kazdym razie w europie i ostatnio w usa...
tłumaczenie dzieki uprzejmości innego forum:
9 pytań, o które potknąć się mogą adwokaci szczepień
Odkąd ogłoszono pandemię grypy, ni stąd ni zowąd pojawiło się wokół nas sporo tak zwanych „ekspertów do spraw szczepień” usiłujących uzasadnić skuteczność szczepionek. Wszyscy oni powtarzają bezmyślnie te same niedorzeczne, historyczne i pseudonaukowe opinie na temat szczepień, które łatwo podważyć przy pomocy następujących 9 pytań:
Opinia nr 1: Wiedza na temat szczepień, zapis ich historycznej skuteczności i bezpieczeństwa, oraz sposób działania w ludzkich organizmach zostały doskonale przebadane, wyjaśnione i udowodnione przez środowisko medyczne.
Fakt: Ta opinia jest całkowicie fałszywa.
1. O co zapytać: Czy można prosić o opis jednego badania przeprowadzonego z podwójną ślepą próbą z zastosowaniem placebo udowadniającego bezpieczeństwo szczepień?
2. O co zapytać: Czy można prosić o JAKIEKOLWIEK artykuły naukowe opisujące wyniki badań potwierdzające długoterminowe bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek?
3. O co zapytać: Czy można prosić o dowody naukowe dotyczące tezy, że zmniejszenie zachorowalności na choroby zakaźne w jakiejkolwiek części świata, w którymkolwiek momencie w historii, można przypisać szczepieniu populacji?
4. O co zapytać: Czy można poprosić o wyjaśnienie, jak to możliwe, by bezpieczeństwo i mechanizm działania szczepionek w ludzkim organizmie były dowiedzione naukowo, wziąwszy pod uwagę fakt, że procesy farmakokinetyczne (farmakokinetyka bada procesy wchłaniania, dystrybucji, metabolizmu i wydalania składników leku przez ustrój) szczepionek nie zostały nigdy przebadane czy przeanalizowane w żadnym badaniu dotyczącym szczepionek?
Jednym z najistotniejszych elementów wpływających na toksyczny potencjał szczepionki są jej właściwości farmakokinetyczne. Firmy farmaceutyczne i organizacje opieki zdrowotnej odmawiają przeprowadzenia badań, analizy czy ewaluacji właściwości farmakokinetycznych jakiejkolwiek szczepionki.
W całej historii szczepień nie znajdzie się jedno badanie z podwójnie ślepą próbą i grupą kontrolną placebo, które dowiodłoby ich bezpieczeństwa lub skuteczności bądź działania (chyba, że pojmowanego jako spowodowanie uszczerbku na zdrowiu).
Nie istnieją również żadne badania z grupą kontrolną przeprowadzone w jakimkolwiek kraju, które w obiektywny sposób dowiodłyby, że szczepionki miały bezpośredni i znaczący wpływ na zmniejszenie ilości zachorowań na jakąkolwiek chorobę, w jakiejkolwiek części świata.
Każde z badań, w których próbowano zweryfikować bezpieczeństwo i skuteczność szczepień, wykazywało niezbicie karcenogenne, mutagenne, neurotoksyczne działanie szczepień oraz ich negatywny wpływ na płodność. Adwokaci szczepień nie odnoszą się do wyników tych badań.
Opinia nr 2: Konserwanty i chemiczne adjuwanty stosowane w produkcji szczepionek są bezpieczne i nie ma takiego badania, które łączyłoby je z zagrożeniem dla zdrowia albo dowodziło, że nie są bezpieczne dla ludzi.
Fakt: Ta opinia jest całkowicie fałszywa.
5. O co zapytać: Czy można prosić o naukowe wyjaśnienie, w jaki sposób wstrzykiwanie człowiekowi substancji będącej bez najmniejszej wątpliwości neurotoksyną miałoby być dobroczynne dla ludzkiego zdrowia i zapobiegać chorobom?
6. O co zapytać: Czy można poprosić o bilans ryzyka w stosunku do korzyści odniesionych ze wstrzyknięcia znanej neurotoksyny do ludzkiego organizmu, z wyjaśnieniem, dlaczego ewentualne zapobieżenie chorobie miałoby uzasadniać narażanie się na działanie trucizny?
Powyższa kwestia nie jest już nawet kwestią sporna. Istnieją dosłownie setki badań naukowych, w których dowiedziono, że konserwanty i adjuwanty znajdujące się w szczepionkach uszkadzają komórki. Neurotoksyczność, immunosupresja, chroniczne stany zapalne spowodowane podrażnieniem układu odpornościowego oraz namnażanie komórek nowotworowych to tylko kilka z wielu skutków wstrzykiwania powyższych substancji do ludzkiego ciała. Lista substancji chemicznych dodawanych do szczepionek jest długa.
Na szczęście, firmy farmaceutyczne wciąż jeszcze przyznają, że szczepionki uszkadzają ludzki organizm. Ludzie po prostu nie czytają tych informacji. Wystarczy sięgnąć po ulotkę jakiejkolwiek szczepionki, żeby przeczytać jej skład, ostrzeżenia i potencjalnie śmiertelne skutki uboczne.
Można na przykład przeczytać moją niedawną analizę składu szczepionki Arepanrix H1N1.
Jeśli jakikolwiek przedstawiciel zawodu lekarskiego wierzy, że można usprawiedliwić wstrzykiwanie w ludzki organizm neurotoksyny, żeby zapobiegać chorobie, człowiek ten myli się całkowicie, łudzi się, jest po prostu ignorantem całkowicie pozbawionym umiejętności logicznego wnioskowania odnośnie ludzkiego zdrowia.
Opinia nr 3: Kiedy już wstrzyknie się danej osobie obcy antygen w postaci szczepionki, osoba ta staje się odporna na przyszłe infekcje.
Fakt: Ta opinia jest całkowicie fałszywa.
7. O co zapytać: Czy można prosić o naukowe uzasadnienie tego, w jaki sposób ominięcie dróg oddechowych (czy też błony śluzowej) miałoby być korzystne, oraz w jaki sposób wstrzykiwanie wirusów do układu krwionośnego wzmacnia działanie układu odpornościowego i zapobiega przyszłym infekcjom?
8. O co zapytać: Czy można prosić o naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepionka mogłaby zapobiec mutowaniu wirusów?
9. O co zapytać: Czy można prosić o naukowe uzasadnienie, w jaki sposób szczepionka może być wymierzona przeciwko wirusowi znajdującemu się w organizmie danej osoby, jeśli u osoby tej nie znajdujemy dokładnie takiej samej konfiguracji lub takiego samego szczepu wirusa, co konfiguracja/szczepy, przeciwko którym stworzono szczepionkę?
Żaden adwokat szczepień przyjmuje do wiadomości, że ludzkie drogi oddechowe (a właściwie, drogi oddechowe wszystkich ssaków) zawierają przeciwciała uruchamiające w błonie śluzowej układu oddechowego naturalne reakcje układu odpornościowego. Pominięcie tego aspektu układu immunologicznego poprzez bezpośrednie wstrzykiwanie wirusów do krwiobiegu prowadzi do zwyrodnienia samego układu odpornościowego. W wyniku tego procesu patogeny, wirusy bądź bakterie, nie są eliminowane przez system immunologiczny i pozostają w organizmie, gdzie rosną, namnażają się i/lub mutują, a organizm narażony jest na coraz większą liczbę antygenów i toksyn atakujących układ odpornościowy.
Pomimo wstrzyknięcia którejkolwiek ze szczepionek, wirusy wciąż krążą po organizmie, mutując i zmieniając formę. Prawdopodobieństwo, że producent szczepionki stworzy produkt przeciwko konkretnemu szczepowi wirusa, bez znajomości jego właściwości mutagennych, można porównać do prawdopodobieństwa trafienia kulą pistoletową w nieruchomy cel, który przesunięto w inne miejsce. W taki przypadku strzał oddano do byłego, nie obecnego celu!
Wirusy grypy mogą mutować, zmieniać się i adaptować kilkukrotnie w ciągu jednego sezonu grypowego, przez co szczepionka przeciwko grypie jest w 100% niepotrzebna i nieskuteczna, w każdym sezonie grypowym. Jak na ironię, naturalne mechanizmy obronne ludzkiego organizmu potrafią radzić sobie z tymi zmianami, w przeciwieństwie do szczepionek.
Nie spotkałem jeszcze nigdy choćby jednego zwolennika szczepień o medycznych czy naukowych kwalifikacjach, który potrafiłby odpowiedzieć na 1, nie mówiąc o 9 powyższych pytaniach. Podczas omawiania powyższych pytań realizowany będzie jeden lub wszystkie z poniższych scenariuszy:
- Rozmówcy przyznają się do porażki i braku argumentów
- Rozmówcy będą usiłowali podważać argumenty poboczne, nie związane bezpośrednio z pytaniami.
- Rozmówcy będą formułować swoje odpowiedzi i podejmować próby odrzucenia naszych zastrzeżeń w oparciu o argumenty historyczne oraz badania naukowe, których wyniki zostały już wielokrotnie zdyskredytowane. Żaden zwolennik szczepień w żadnych okolicznościach nie odniesie się do powyższych pytań w publicznych mediach.
Rada na ogół jest taka (proszę bez obrazy z powodu użyciu w metaforze sympatycznego skądinąd zwierzątka, tudzież wielce pożytecznego):
nie wdawaj się w zapasy ze świnią, bo się utytłacie w błocie, a ona to uwielbia
Gospodarz blogu zamilkł, za to skądsiś wychodzą sojusznicy - i tu, i poprzednio - pohukujący wielce, grzmiąco-wyśmiewajacy, i nadto chętni to tytłania.
Morzewszy mi ktoś odpowiedziawszy na mojewqewszy pytanie czemuwewszy jestwewawszy takim cepawszym
A z czym tu dyskutować? Nie oferujesz rzeczowych argumentów, tylko jakieś nietrafione porównania, do "zapasów ze świnią", do rozmów pomiędzy kreacjonistami a ewolucjonistami (czyli pomiędzy dwoma grupami ignorantów z których żadna nie ma tak naprawdę racji).
Z czym dyskutować? Z takim zdaniem:
"gdy porównujesz dwie odmienne statystyki, zachorowań i śmiertelności, to powinny pokrywać ten sam okres czasu."?
Przecież to jest oczywiste i nie odnosi się nijak do moich wniosków z wykresów.
Kolejne zdanie:
"Po drugie, sama "goła" śmiertelność, zwłaszcza wobec Twej koncentracji na niemowlętach i dzieciach, powinna tej grupy dotyczyć. Ogólniej - grupy większego zagrożenia (dochodzą do dzieci ludzie dorośli z zaburzeniami systemu immunologicznego)."
A jak się to ma do moich wniosków? Wytłumacz, bo nie rozumiem.
I tak dalej - jestem przekonany, że jeśli trafi tutaj średnio inteligentny, ale myślący człowiek - wówczas Twoje wypowiedzi będą go popychały w kierunku mojego myślenia.
http://migg.wordpress.com/2011/05/16/dziewiec-odpowiedzi/
http://miskidomleka.wordpress.com/2011/05/17/dziewiec-odpowiedzi-%e2%80%93-tlumaczenie/
A poniżej propaganda "adwokatów szczepień". Czyli jedyne zdanie w tym komentarzu to kłamstwo - czy powinniśmy oczekiwać, że pod linkami będą prawdziwe informacje?
Ale zaryzykujmy. Wchodzę i widzę np. dane jak szczepionki zwiększają ilość przeciwciał u osób szczepionych. Ale jak się to ma do informacji, że szczepionki są bardziej niebezpieczne od chorób przed którymi chronią?
No i sama konwencja - instrukcja jak odpowiedzieć na kilka pytań - jak u początkujących świadków Jehowy, nie uczy się ich myśleć, tylko jakie kłamstwa najlepiej pasują do określonych zarzutów...