— Co ty tak sterczysz przy tym brudnym oknie? Szyby zapaćkane, przejrzystość prawie zerowa, a zresztą, widok też taki jakiś nieciekawy – mówię do Nastodziecia
— Moje okno nie musi być czyste i przejrzyste, bo to jest okno z widokiem na lepsze czasy. Ten brud ma moc metafizyczną. Przysłania mi rzeczywistość i uruchamia wyobraźnię – słyszę filozoficzną odpowiedź
No i po kiego grzyba ja tak obsesyjnie myję te okna i zmieniam firany (salon, kuchnia, i sypialnia, bo reszty nie tykam)? Może czas postawić na tę metafizykę? Mniej roboty, więcej wyobraźni? Człowiek uczy się przez całe życie, z czasem nawet pobiera nauki od własnych dzieci.

PS. Podobają mi sie pory Twoich notek. Też jestem sowa.
Po powrocie zastałam "posprzątaną" chałupę... z pominięciem Królestwa Chaosu i Bałaganu. Zrozumiałam raz na zawsze, że wymuszanie przeze mnie czystości w HD, może zapędzić moje relacje z Dzieciami w 3D (przy czym to "D" oznacza ni mniej, ni więcej, jak te przysłowiowe cztery litery).
Nie traktuję tego, w kryteriach porażki pedagogicznej, ino nowego doświadczenia.
Co do pobierania nauki od dzieci - no cóż, proceder ten trwa już od ich poczęcia:) Teraz przerabiamy M, jak metafizyka...
Jeszcze kilka lat i one same zmienią się w mamowy klon i będa bezwględnie i po faszystowsku oczekiwac wokół siebie niepokalanego porządku:)
Nawet nie wiesz, jak ja chciałabym mieć jeszcze dwóch synów! To dopiero byłaby jazda bez trzymanki!
I tak dla jasności - ja tu nie narzekam, mnie niekiedy radość wielka dopada, że udało mi się dożyć chwili, gdy mój szalony Nastodzieć świruje, niemal książkowo, tak jak jego (jej rówieśnicy) i jest to jedyny "problem", który mi do rozwiązania pozostał:)