Kolędy śpiewać jest rzeczą słuszną; kolęd pięknie zaśpiewanych słuchać - przyjemną i zbożną.
Dzisiaj, w niedzielę Chrztu Pańskiego, zdarzył się w Warszawie w kościele Zbawiciela koncert dwóch świetnych zespołów akademickich, Chóru SGGW i Chóru Politechniki Warszawskiej.
Kiedy wśród długo wybrzmiewających oklasków zastanawiałam się, który z chórów bardziej mi się podobał, czy ten, który miał ciekawsze aranżacje kolęd, czy ten, w którym soprany wydawały z siebie nieprawdopodobnie wysokie dźwięki, nastąpiło niezwykłe połączenie sił. Studenci i absolwenci z obydwu zespołów przeszli sprzed ołtarza na chór, i ponad odwracajacymi się głowami słuchaczy wykonali niezwykły utwór: "Anioł pasterzom mówił. Kantata na Boże Narodzenie" (na sopran, tenor, flet i organy) Michała Dąbrowskiego. Kompozytor, który przed ołtarzem dyrygował chórem SGGW, zajął miejsce przy organach, Dariusz Zimnicki, dyrygent Chóru Politechniki Warszawskiej, objął dowodzenie nad połączonymi siłami śpiewaków.
Kantata była tak poruszająca i tak zaśpiewana (a przede wszystkim - zagrana), że przeniosłam się duchem tam, gdzie trwa nieskażona pamięć o najsłynniejszych kościelnych organistach, ich dziełach i wykonaniach.
Myślałam przede wszystkim o Janie Sebastianie Bachu, nie tylko dla podobieństwa stylu muzyki, ale i dlatego, że Kantata Michała Dąbrowskiego wpisuje się w ciąg wybitnych dzieł inspirowanych liturgią i tradycją chrześcijańską.
Jeśli ktoś myśli, że przesadzam, moze będzie miał szansę się osobiście przekonać - zauważyłam, że koncert był nagrywany, i to na sprzęcie wyglądającym na dość profesjonalny, więc mam nadzieję, że nagranie będzie jakoś dostępne.
W medialnym szumie i zamęcie, również w zamęcie salonowym, warto nadstawić ucha i spróbować wychwycić subtelny a przejmujący dźwięk kolęd śpiewanych przez młodych amatorów, utalentowanych i doskonale prowadzonych przez wybitnych muzyków.
Ja jeszcze ich słyszę...
Słyszę też doskonale kolędę, zaśpiewaną na bis przez połączone chóry, przed ołtarzem...
"Bóg się rodzi...."

Ale nie tylko dla tej konkluzji warto było napisać tę piękną relację.
Swoją drogą ciekawostka, że wspaniałe chóry powstają przy Politechnikach (niegdyś P. Sczecińska).
Kiedy z Nim później zamieniłam słowo, powiedziałam, że cieszę się, że prawdziwa kultura znowu jest w kościołach... a On na to: "No, i na politechnikach":)))))
Kwitnące u mnie stokrotki: nie śpiewają, ale pokazują, czym jest chór.
No wiem, powinnam sama się rozglądać, ale czasami człowiek przegapi.
Pozdrawiam
Rzeczywiście, piękna metafora chóru...
I świetne zdjęcie - zadziwiające tym bardziej, że styczniowe.
Obietnica jaśniejszych dni.
Serdecznie pozdrawiam:)
Ufko, nie przyszło mi do głowy; nie gniewaj się, proszę:)
Spróbuję się poprawić, teraz, kiedy już wiem, że lubisz takie koncerty:)
Do "Zbawiciela" warto zaglądać; czasem niezwykłe muzyczne odkrycia się zdarzają (proboszcz sam lubi muzykę, i potrafi wyłowić i przyciągnąć ciekawe, choć nie zawsze znane talenty). Żałuję, że też czasem coś przegapię, chociaż to teraz moja parafia... A niedzielne koncerty są znakomicie wpasowane między dwie msze wieczorne, jeśli się nie zdąży przyjść przed koncertem, można zostać na tę ostatnią:)
Musimy się tak kiedyś umówić:))) Będę pamiętać.
Bo słowa są tu bardzo ważne, i bardzo piękne:)
I dziękuję za tak miły komentarz!
Serdecznie pozdrawiam.
Mówiąc o chórach, są dwie kolędy, o różnych słowach, różnych melodiach, śpiewane razem. Najpierw śpiewają "Child of the Poor", potem wchodzi "What Child is this". U mnie, był to dziewczęcy sopran, perfect pitch, i słodki baryton, podobnie - nie chór, lecz para. Jak to brzmi w innych aranżacjach, poniżej:
Bo jak teraz zacznę, to już na pewno nie zasnę:)
Jutro więcej o tym...
Bardzo, bardzo dziękuję:)
I nie wiem, czy to cytowane przepięknie "Greensleeves" świadomie mi podrzucasz, czy tak pięknie "Bożonarodzeniowo" (a więc jak dar Magów) wyszło...
A może napisałbyś więcej o tych muzycznych aranżacjach? - nic o nich nie wiem:) ale przepiękne!!!
Dziękuję:)
Jak mówią, "beauty is in the eyes of the beholder", ale też nie tylko, także konotacje.
Mówienie skrótami jest cenne, gdy odbiorca przygotowany:)
Michał Dąbrowski prowadził chór SGGW już pod koniec lat 70tych!
Wtedy młody, drobny, blondynek - wszystko się zmienia :-)
pozdrowienia z Różanegostoku!
Ogromnie się cieszę, że "młodego, drobnego blondynka" w Różanostockich wspomnieniach przywołałam:)))
Ale - On chyba się jednak nie zmienił:)
Wciąż młody, tylko talent zapewne dojrzał, i to jak wspaniale!
Bardzo serdecznie pozdrawiam Rożanystok i pięknie w nim kwitące róże!
Kiedy w czasach studenckich jeździliśmy z przyjaciółmi na Europejskie Spotkania Młodych organizowane przez braci z Taize, śpiewem przyciągaliśmy ludzi w najdziwniejszych sytuacjach. Najbardziej sympatyczne były przejazdy metrem. Moja siostra grała na organkach, a cała ekipa wyśpiewywała pod niebiosa. Nawet najsmutniejsze twarze błyskawicznie się rozjaśniały :)
Bardzo dziękuę za podzielenie się tak pięknym wspomnieniem!
Myślę, że odwiedzane przez Was miasta Spotkań Młodych całe się od śpiewanych przez Was kolęd rozjaśniały, nie tylko twarze, "awet najsmutniejsze":)
Pozdrawiam bardzo serdecznie; przywołując swoje wspomnienia związane z Taize (kiedyś gościłam u siebie trzy dziewczyny, moje miasto było wtedy gospodarzem Spotkań - kolędy u mnie nie zaśpiewały, ale chichotały i gadały jedna przez drugą - bardzo się "na chwilę" zaprzyjaźniłyśmy:))) Tak - Taize rozjaśnia:) A już z kolędami - to bardzo:)))
Pozdrawiam serdecznie!