8 stycznia to dzień kulminacji dwóch wielkich eventów. Po pierwsze, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, po drugie Wielkiej Orkiestry Świątecznego Ubliżania Owsiakowi. Skala tego drugiego zjawiska jest porażająca. Cały S24 aż cuchnie o wytaczanego jadu. Aż zaskakujące, że tak wielu blogerów, postanowiła zaprezentować swe „przemyślenia” w tym temacie właśnie teraz. Właśnie w okresie WOŚP, w 2011 roku. Zbiorowe objawienie? Jednak o tym już pisałem i nie będę się powtarzać. Ten tekst ma być o czymś innym.
Jednym z podstawowych zarzutów antyowsiaków jest fakt, że szef WOŚP wpuścił na swą słynną imprezę – Przystanek Woodstock – członków „niebezpiecznej sekty” Hare Kryszna. To oczywiście teza w pierwszym stopniu. Bo za chwilę pojawia się drugi: „Owsiak jest związany z niebezpieczną sektą Hare Kryszna”. A potem trzeci: „Owsiak należy do Hare Kryszna i pierze mózgi nieletnim”. Heh.
Ciekawe, co by było, gdyby tekst, który teraz czytasz, pojawił się kilka dni temu na Stronie Główniej S24. Gdyby każdy mógł go przeczytać. Czy też powstałaby tak duża liczba kompromitujących swych autorów publikacji? A może w ostatniej chwili zrozumieliby, że skazują się na śmiech? A może nawet mimo tego i tak napisaliby swoje bzdury, bo przecież ciemny lud i tak to kupi?
Hare Kryszna
Hare Kryszna to ruch wywodzący się, w sposób jak najbardziej legalny, z Hinduizmu. Czyli religii uchodzącej za najstarszą na świecie. Początki Hinduizmu – według różnych źródeł – datowane są na 4000-6000 rok p.n.e. To mniej więcej wtedy, kiedy - wedle tez promowanych przez Młody Kreacjonizm – Adam napastował seksualnie Ewę, „bo jabłko było za kwaśne”.
Nasze prawicowe środowisko oczywiście tego nie wie, (bo posiadanie wiedzy na temat jakiejkolwiek innej wiary, niż ta jedyna słuszna, jest ciężkim grzechem), ale Hinduizm jest najbardziej złożonym i podzielonym kultem świata. Wynika to między innymi z tego, że w ogólnym ujęciu jest on religią politeistyczną. Wyróżniane są trzy bóstwa główne: Wisznu, Sziwa i Brahma. Tyle ogólników – dalej sytuacja jest bardziej złożona. Hinduizm dzieli się na tysiące tak zwanych sekt. Sekta to słowo pochodzenia łacińskiego, hindusi nazywają to „Sampradaja”.
W Hinduizmie i Buddyzmie (który w gruncie rzecz jest sektą Hinduizmu) słowo sekta nie tylko nie posiada pejoratywnego wydźwięku, ale wręcz jest powodem do dumy. Wynika to z tego, że wymienione religie dopuszczają podziały. Prócz trzech głównych bóstw, w mitologii hinduskiej występują jeszcze setki innych. Poza tym każe bóstwo, posiada dziesiątki swoich własnych kolejnych inkarnacji (jedną z podstawowych zasadHinduizmu jest wiara w reinkarnację). Niektórzy hindusi czczą tylko Wisznu. Inni tylko Sziwę. Inni całą trójkę. Jeszcze inni czczą Wisznu i jego wszystkie inkarnacje. Jeszcze inni – tylko jedną wybraną inkarnację. I tak dalej. I tak alej. Każde wyodrębnienie (sekta) jest powodem o dumy dla tego, kto owego wyodrębnienia dokonał. Staje się on wtenczas Guru i twórcą nowego hinduskiego kultu.
Krysznaizm powstał w XII wieku naszej ery. Początkowo był odrębnym kultem hinduistycznym jednak kiedy boga Krysznę uznano za awatara (inkarnację) Wisznu, wszedł w skład Wisznuizmu, czyli najważniejszego hinduskiego wyznania, czczącego Wisznu i wszystkie jego inkarnacje.
W roku 1922 Bhaktiwedanta Swami Prabhupada otrzymał od swojego mistrza duchowego zadanie głoszenia wiedzy wedyjskiej (Weda – odpowiednik Biblii) w świecie zachodnim. Odpowiednie uprawnienia zdobył dopiero w 1958 roku. Następnie wyjechał do Wielkiej Brytanii, by spełnić prośbę swego mistrza.
W 1968 założył Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Czyli to, co dziś znamy jako „Hare Kryszna”. Towarzystwo zajmowało się dokładnie tym, co ma w nazwie. Promowaniem Wisznuizmu.
Kim więc w istocie są „Hare Kryszna”? Ano dokładnie tym samym, co katoliccy misjonarze w Afryce. Nauczycielami wiary. Nie są nawet żadną osobną hinduską sektą. Reprezentują podstawowy i najważniejszy kult Hinduizmu. Ogolone chłopaczki biegające po ulicach, odziani w sari i walący w bębenki, to w większości nowo pozyskani. W Polskim zaścianku oczywiście budzą zdziwienie, trwogę i odrazę.
Zupełnie komiczne są zarzuty o tym, że MTŚK są niebezpieczni. Jedną z podstawowych zasad hinduizmu jest absolutna wrogość wobec wszelkiej agresji. Odpadają więc wszelkie represje, ubezwłasnowolnienia i tym podobne sprawy. Niedopuszczalny jest również seks bez ślubu, zatem w grę nie mogą wchodzić przestępstwa seksualne – ani gwałty czy prostytucja, ani stręczycielstwo. Hare Kryszna działają tak, jak cały hinduski świat: głosząc wiedzę zawartą w wedach. Więc ta „bardzo niebezpieczna sekta” może być niebezpieczna tylko i wyłącznie dla Kościoła Katolickiego – odbierając mu wiernych i datki na tacę.
Sekta w ujęciu teologicznym
Teologia nie uznaje pojęcia sekty, w kontekście związku wyznaniowego. Termin „sekta” ma znaczenie identyczne co „schizma”, czyli oznacza każde wyodrębnienie się pewnego kultu z religii – matki. Bez względu na to, czy odszczepienie odbyło się w zgodzie z zasadami wiary (Hinduizm) czy niezgodnie (Chrześcijaństwo, Islam). I wiecie co, drodzy katolicy, prawda jest taka, że choć w Waszym mniemaniu jesteście absolutnie najważniejsi na świecie, to w gruncie rzeczy Katolicyzm jest jedynie chrześcijańską sektą, powstałą w czasie rozłamu, w 1054 roku.
Chrześcijaństwo posiada zresztą pewien „kompleks sekty” ponieważ to ono właśnie ma na swoim koncie największą ilość nielegalnych podziałów. Prócz wspomnianej już schizmy, w XVI wieku uległ reformacji, kiedy to z katolicyzmu wyodrębnił się Protestantyzm, który z kolei podzielił się na mniejsze wyznania, takie jak Anglikanizm (który jednak zachował pewne związki z Katolicyzmem), Kalwinizm, Baptyzm czy Husytyzm.
Dziesiątki dalszych podziałów dotknęły też sam Katolicyzm. Sam tylko Kościół Katolicki wykształcił dziesiątki własnych obrządków: Kościół katolicki obrządku koptyjskiego, Kościół katolicki obrządku etiopskiego, Kościół katolicki obrządku maronickiego, Kościół katolicki obrządku syryjskiego, Kościół katolicki obrządku syromalankarskiego, Kościół katolicki obrządku ormiańskiego, Kościół katolicki obrządku chaldejskiego, Kościół katolicki obrządku syromalabarskiego, Kościół katolicki obrządku melchickiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-słowackiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-rusińskiego , Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-włoskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-węgierskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-rumuńskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-greckiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-albańskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-białoruskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-bułgarskiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-chorwackiego, Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego. Do tego setki dalszych kościołów wyznania katolickiego i bractwo spoza obrębu Kościoła.
Wszystko to są, z punktu widzenia teologii - sekty.
Sekta w ujęciu prawa polskiego
Ups. W polskim prawie nie ma pojęcia „sekta”. Ustawodawca w żadnym z obowiązujących aktów prawnych nie podał znaczenia tego terminu i nie dokonał wykładni autentycznej. Pojęcie to, z uwagi na brak występowania w przepisach prawa, nie jest w polskim języku prawniczym stosowane w odniesieniu do żadnej z religii – Rzeczpospolita Polska każdemu obywatelowi gwarantuje wolność wyznania, głoszenia i sprawowania kultu – nawet jeśli nie jest on zarejestrowany. Między innymi dlatego, wbrew temu, co piszą niektórzy, w Polsce nie istnieje pojęcie nielegalnego związku wyznaniowego, a co za tym idzie, pomarańczkom z Hare Kriszna nie można zabronić działalności. Prawda, że proste?
Konstytucja mówi bardzo wyraźnie:
Art. 54.
§ 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
Równie jasne są paragrafy w kodeksie karnym:
Art. 194.: Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo
bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 195.:§ 1. Kto złośliwie przeszkadza publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto złośliwie przeszkadza pogrzebowi, uroczystościom lub obrzędom żałobnym.
Art. 196.: Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 256.: Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
A zatem pamiętajcie, drodzy katolicy. Tak ukochany przez Was paragraf o uczuciach religijnych, jest w gruncie rzeczy mieczem obosiecznym. Dlatego odradzam publiczne obrażanie „łysych z kucykiem”.
Sekta w ujęciu kościelnym
I tutaj jest arcyciekawie. Kościół Katolicki (w szerokim ujęciu, nie tylko jako instytucja, ale również jako wspólnota wiernych) potępia wszelkie religie i wyznania inne, niż Katolicyzm. Wiele z nich otwarcie nazywa sektami i przekonuje o ogromny zagrożeniu płynącym z kontaktu z takimi instytucjami. Problem jedynie w tym, że takie sformułowania nie mają żadnego umocowania w prawie kanonicznym. Wyróżnia się jedynie pojęcia takie jak:
Schizma - odmowa uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, uznającymi to zwierzchnictwo (sfomułowanie stanowczo zawłaszczone dla potrzeb Kościoła Katolickiego, ponieważ – jak już wspomniałem, cały Kościół Katolicki powstał w wyniku schizmy. Wtedy jednak nie odmówiono uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego, a Biskup Rzymski omówił uznania współzwierzchnictwa - które było faktem - Patriarchy Konstantynopola.
Herezja - uporczywe, mimo przyjęcia chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie wiary lub powątpiewanie w nią
Apostazja - całkowite porzucenie Kościoła Katolickiego.
Jak więc wiać, pojęcie sekty w prawie kanonicznym nie występuje, co oczywiście zupełnie nie przeszkadza w wykorzystywaniu go przez Kościół Katolicki. Najciekawsze jest to, że powiązani z kościołem uczeni od lat usiłują ustalić definicję sekty – być może po to, by włączyć ją do prawa kanonicznego. W tym celu, a także w ramach służby kościołowi, piszą sporo prac naukowych, badających psychiczne i socjologiczne aspekty występowania sekt. Sekt – które formalnie nie istnieją, a których istnienie usiłuje się sformalizować. Zabawne.
Jeszcze zabawniejsze jednak jest to, że Kościół Katolicki łapie się do każdej jednej wykutej w pocie czoła definicji. Hierarchowie zdają się tego nie dostrzegać, lub uznają, że Kościół jest instytucją szczególnie uprzywilejowaną i wolno mu na więcej, niż innym związkom wyznaniowym. I tak Dominikańskie Ośrodki Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach informują: „Tak zatem w przyjętym tu rozumieniu sektą jest zespół ludzi powiązanych ze sobą wspólnym, z reguły uformowanym przez nich, światopoglądem oraz stałymi bądź okresowymi formami kultowymi, lub pseudokultowymi oraz organizacyjnymi, zaś cele działania tego zespołu, bądź formy realizacji wynikających z ich światopoglądu zachowań kultowych lub pseudokultowych są aprobowane przez co najmniej większość członków tego zespołu” – czyż to nie idealna definicja Kościoła Katolickiego? I dalej:
„Sekty te (ale nie tylko one) charakteryzują się występowaniem w nich zjawiska psychomanipulacji. Sądzić zaś można, że psychomanipulacją jest każde, a więc werbalne, audialne i wizualne oddziaływanie na psychikę człowieka lub grupy ludzi, które ma na celu poddanie przedmiotu oddziaływania maksymalnemu wpływowi i kontroli procesów myślowych i zachowań oraz przekształcenie jego postawy i poglądów zazwyczaj przy wykorzystaniu z jednej strony niewiedzy lub słabej orientacji tego przedmiotu w sferze światopoglądowej, zaś z drugiej jego obojętnego, bądź często nawet negatywnego stosunku do społecznie akceptowanych wartości.
Istota tak pojętej psychomanipulacji polega zatem na wprowadzaniu w błąd człowieka lub grupy ludzi, a następnie na wykorzystaniu tego błędu dla celów pożądanych przez stosującego tę psychomanipulację. Cele te mogą być różne, od uzyskiwania korzyści majątkowych (tylko w niektórych sektach), do osiągnięcia poczucia pełnej władzy nad człowiekiem lub grupą poddaną psychomanipulacji.
Przedmiot psychomanipulacji (osoba lub grupa) z reguły nie orientuje się w prawdziwych celach tej psychomanipulacji. Jest bowiem utrzymywany w przeświadczeniu, że chodzi o działanie w kierunku, który na skutek procesów psychomanipulacji on w pełni akceptuje.”
Amen – chciałoby się rzec!
Uznawanie przez Kościół Katolicki Hare Kriszna za sektę, jest więc dość kompromitującą głupotą, ponieważ w gruncie rzeczy nie mieści się ona w definicji sekty w żadnym z przytoczonych przeze mnie ujęć. Nie są odszczepieńcami od którejkolwiek ideologii chrześcijańskiej, nie są żadnym związkiem wyznaniowym, tylko oficjalną, uznawaną przez świat religią, co więcej, w dużo mniejszym niż Kościół stopniu stosują psychomanipulację – z tej prostej przyczyny, że nie posiadają hierarchii, której muszą się podporządkować. Wyznają boski kult i tradycyjne obrzędy, nie mają natomiast żadnej organizacji (prócz kast, będących raczej rodzinami wyznaniowymi) i żadnego lidera, (co jest charakterystyczne dla sekt destrukcyjnych, o których napiszę trochę niżej; i którym był niewątpliwie Jezus Chrystus.) Jednak kościelne prześladowania „innowierców” nie są niczym nowym, dlatego mnie osobiście nie dziwi fakt, że Kościół Katolicki wykorzystuje zmanipulowane i wydumane pojęcie „sekta” do deprecjonowania jakichkolwiek ruchów religijnych, religii, czy związków wyznaniowych w jakikolwiek sposób odstępujących od samego kościoła.
Najwięcej do myślenia powinien dawać stosunek Kościoła do Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy. Katolicy uznają ich za niebezpieczną sektę. Problem jednak w tym, że „Jehowi” są restoracjonistami. Czyli zwolennikami powrotu chrześcijaństwa o stanu, w jakim znajdowało się w I wieku naszej ery. Tak, tak. Świadkowie Jehowy to nic innego, jak Pierwsi Chrześcijanie, nie uznający dogmatów i zasad wprowadzonych przez Kościół na przestrzeni ostatnich 2 tysięcy lat. To piekielnie zabawne, bo w takim kontekście można śmiało powiedzieć, że w relacji Kościół Katolicki – Świadkowie Jehowy – to Kościół jest sektą (odszczepieńcem).
Jak bardzo opinia kościoła wpływa na postrzeganie innych związków wyznaniowych, dowodzą badania OBOP przeprowadzone 1999 roku. Ponad połowa Polaków uważała wtedy, iż sekty mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, pogląd ten wyrażało 60 procent respondentów. 83 procent społeczeństwa opowiadało się za zakazem działalności sekt które łamią prawo, 64 procent było za zakazem działalności wszelkich sekt, 76 procent badanych obawiało się, że wyznawcy sekt mogą spowodować w Polsce coś złego. Jednocześnie większość społeczeństwa wykazywało tolerancję religijną - 92 procent badanych uważało iż każdy powinien wyznawać taką religię jaką chce, 78 procent uważało iż "każda religia prowadzi do Boga, tylko różnymi drogami". Zabawne, prawda?
Sekty destrukcyjne
To tak naprawdę jedyna grupa mogąca stanowić pewne zagrożenie. Są to w gruncie rzeczy organizacje przestępcze, które wykorzystują wiarę do pozyskiwania władzy i pieniędzy. Jednak trzeba mieć świadomość tego, że większość sekt destrukcynych w gruncie rzeczy ma swoje korzenie w Chrześcijaństwie. Zbór Chrześcijański Leczenia Duchem Bożym (setka Niebo), Ruch pod Wezwaniem Ducha Świętego dla Zjednoczenia Chrześcijaństwa Światowego (sekta Moona), Gałąź Dawida, Zakon Świątyni Słońca, czy Świątynia Ludu. Wszystkie te ugrupowania zbudowane zostały w oparciu o nauki kościoła. Ta ostatnia, najbardziej zbrodnicza w historii, w ogóle kierowana była przez pastora chrześcijańskiego, któremu w pewnym momencie odbiło. Co nie oznacza, że są – w świetle teologii – setkami. Ponieważ nie stanowią odrębnego, zamkniętego kultu. Nowego kierunku rozwoju wiary. Są autodestrukcyjnymi ruchami, działającymi przez chwilę i w konkretnym celu.
Oczywiście istnieją również sekty destrukcyjne związane z innymi religiami, choćby japońska Najwyższa Prawda, jednak w gruncie rzeczy wszystkim tym ugrupowaniom pojęcie „sekta” przypisywane jest niesłusznie. Robi się to po to, by wszystkie nowe ruchy religijne, które są sektami dla swoich religii macierzystych wrzucić do jednego worka z organizacjami przestępczymi. Typowa technika manipulacyjna.
Co ciekawe, największą i najbardziej znaną sektą destrukcyjną wydaje się być… Kościół Katolicki. To nie żart. Przyjrzyjmy się uważnie cechom sekt destrukcyjnych.
1. Nieograniczona władza lidera (Chrystus był pierwszym liderem, obecnie jest nim każdy kolejny Papież – posiada on nieograniczoną władzę nad swymi wiernymi)
2. Brak możliwości swobodnego opuszczenia sekty (kto się kiedyś starał o apostazję, ten wie, o czym mowa)
3. Zachęta do przekazywania dóbr materialnych sekcie (Pismo Święte nawołuje do życia w ubóstwie, zaś Kościół przyjmuje rocznie miliardy dolarów w datkach)
4. Szeroko zakrojona psychomanipulacja (niebo, piekło, grzech, zbawienie, apokalipsa, itd)
5. Przekonanie o jedyno zbawczości ugrupowania (tylko katolik może dostąpić zbawienia)
6. Przestępczość w imieniu wiary (krucjaty w obronie wiary, morderstwa i tortury w obronie chrześcijańskiej moralności)
7. Obowiązek zakładania rodziny wewnątrz grupy (Kościół nie zgadza się na małżeństwo z przedstawicielami innych wyznań)
8. Negatywny stosunek do kształcenia pozareligijnego (odwieczny konflikt pomiędzy religią katolicką, a nauką)
9. Wysoki poziom kontroli członków (Kościół uznaje się za strażnika moralności i obyczajowości. Stosuje zakazy i nakazy dotyczące większości aspektów życia – miłość, seks, dieta, stosunki międzyludzkie, praca, prawo, nauka, kultura)
I tak dalej. I tak dalej.
A zatem, drogi czytelniku. Skoro dotarłeś tak daleko, to zrób jeszcze dwa kroki i odpowiedz:
Czy w świetle tych wszystkich faktów, nazywanie członków Hare Kryszna nie dowodzi żałosnego braku elementarnej wiedzy? Nie jest żałosnym poddaniem się katolicko-prawicowej manipulacji? Nie jest w gruncie rzeczy żałosnym świadectwem na powtarzanie tez i słów, których znaczenia się nie zna i nie rozumie? Z tym pytaniem zostawiam Cię. Przemyśl to sami. Odpowiedź, którą uzyskasz, pokaże ci, którą drogą kroczysz. Autostradą wolności, czy estakadą indoktrynacyjnego uzależnienia. Ta pierwsza – wiedzie prosto przez świat. Druga jest labiryntem, z którego nie ma wyjścia.
Autor jest osobą myślącą, dlatego nie wyznaje żadnej religii. Z tego też powodu, przez zmanipulowanych nieszczęśników uznawany jest za idiotę, grzesznika, komucha, albo sekciarza – w zależności od tego, kto uznaje.

Dobre pytanie.
niestety nie jest to zgodne z rzeczywistością. Hare Krszna jest, jak Pan słusznie zauważył, kultem wywodzącym się z Hinduizmu, a ten opiera się m.in. na dogmacie o ewolucji duchowej, której jednym z objawów jest rzekoma reinkarnacja, czyli odradzanie się ewoluującej duszy w kolejnych ciałach, odpowiadających poziomowi jej rozwoju, a to znajduje odzwierciedlenie w systemie kastowym - urodzony w rodzinie żebraków jest mniej wartościowym człowiekiem, niż urodzony w rodzinie Maharadży. i choćby ten pierwszy był nie wiem jak utalentowany, to nie wolno mu opuścić swojej kasty, a choćby ten drugi był nie wiadomo jak głupi, i tak przeznaczony jest do sprawowania władzy, ponieważ żadnemu z nich nie wolno sprzeciwić się prawu karmy. Powoduje to straszliwe i nieodwracalne "zabetonowanie" struktury społecznej, w której nie istnieje najmniejsza możliwość awansu lub degradacji. powiedzieć więc, że członkowie HK "nie posiadają hierarchii, której muszą się podporządkować" jest po prostu śmieszne - raz, że muszą się podporządkować hierarchii kastowej, a dwa, że podlegają bezwzględnemu podporządkowaniu swemu guru, który prowadzi ich do odrodzenia się w wyższej kaście.
inną sprawą, którą warto poruszyć, jest obecność HK na przystanku Woodstock, na którym pełnią rolę swoistych "ewangelizatorów", w bardzo sprzyjających dla siebie okolicznościach. Polska młodzież tarza się tam w błocie, co zgodnie z Hinduistyczną interpretacją oznacza, że są bytami niższymi, zdradzającymi inklinacje do zwierzęcych upodobań (pewnikiem w poprzednim wcieleniu byli jeszcze świniami), Krisznowcy natomiast są "czyści" i "oświeceni" w porównani z tą hołotą. w takich okolicznościach, odpowiednio przedstawiając swoją mitologię, mogą bardzo sugestywnie wpływać na młodych, poszukujących "rozwoju" ludzi. jest to element manipulacyjny. czy Jerzy Owsiak ma tego świadomość, czy zna teologię Hinduizmu na tyle, by wyciągnąć odpowiednie wnioski - trudno mi oceniać. w każdym razie jakoś się Krisznowcy z nim dogadali, jakiś układ mają, a skoro Owsiak ich do siebie zaprasza, to powinien brać odpowiedzialność za wpływ, jaki oni mają na młodzież, którą gości...
Nie o końca mogę się z Tobą zgodzić. Oczywiście, podział na kasty funkcjonuje i jest dość drastyczny, choć dużo mniej drastyczny, niż jeszcze kilkanaście lat temu. Jednak kasty są hierarchią społeczną, a nie religijną. Rzecz jasna trudno by było zupełnie rozdzielić warstwę społeczną od warstwy religijnej bo w wielu punktach się stykają, czy nawet przenikają, jednak ja stanowczo podkreśliłem w tekście, o jaki rodzaj hierarchii mi chodzi. O strukturę władzy religijnej.
Ja nie idealizuję hinduizmu, jest mi równie obcy co i chrześcijaństwo. Hare Kryszna nie stosują psychomanipulacji bo nie muszą uzależniać "pozyskanego" od swojej struktury kościelnej. Ich tezy są transparentne, można w nie wierzyć, lub nie. Wszystko zależy od indoktrynowanej jednostki. Odnajdzie się w tym, lub nie, ale nikt jej do niczego nie zmusi.
Hare Kryszna na przystanku Woodstock nie ewangelizują, bo nie znają ewangelii. Oczywiście wiem, że korzystasz z tego zwrotu w ogólnym kontekście, bo tak się przyjęło, jednak mnie osobiście złości narzucanie przez katolików swoich tradycji i obrzędów innym religiom.
Tak czy inaczej, oni działają w sposób przejrzysty. Mają swój kącik gastronomiczny i tam, na miejscu każdy zainteresowany, może się dowiedzieć trochę ciekawostek o Krysznaizmie. Można to potraktować na serio, lub jako zabawę, ale obowiązku nie ma. Zatem w gruncie rzeczy nie czynią oni niczego więcej, niż i katolicy.
Młodzież może się i tapla w błocie, ale nie jest to hinduska młodzież. Zatem jakakolwiek forma wyższości nie występuje. Nie bardzo wiem, co to są niby za "sprzyjające dla siebie warunki". Byłyby sprzyjające być może, gdyby młodzież wiedziała o ich rzekomej czystości. Tymczasem młodzież nie wie i jej to nie interesuje. Poza tym zapominasz, że Hare Kryszna na Woodstocku to nie są hindusi (jako naród) tylko zazwyczaj europejscy adepci. Ich podział na kasty zupełnie nie dotyczy. Zatem stanowczo (i dość złośliwie) nadinterpretujesz zdarzenia.
Krysznowcy dogadali się z Owsiakiem zapewne dlatego, że chcieli. Po prostu. Nie sądzę, żeby Owsiak odmówił komukolwiek z przedstawicieli legalnych religii. Katolicy też mieli swój przystanek Jezus, póki nie przegięli pałki. Teraz nie wiem, jak to wygląda. Zakładam, że gdyby przyszli muzułmanie czy sikhowie to i dla tych by się znalazło miejsce. Nie widzę w tym nic złego. A stwierdzenie, że Owsiak powinien brać odpowiedzialność za ich działania to już jakaś demagogia. Rodzice są od tego, by wychować swoje dziecko. A gdy ono dojrzewa, ma prawo szukać swojej drogi. Bez udziału Owsiaka.
Otóż to!
A tu taka jedna niepełnosprytna, która tego NIE ROZRÓŻNIA:
http://www.youtube.com/watch?v=dTR6Sn8lh5Y
stwierdzenie, że "Hare Kryszna nie stosują psychomanipulacji bo nie muszą uzależniać "pozyskanego" od swojej struktury kościelnej", jest po prostu niezrozumieniem sprawy. w Hinduizmie nie ma struktury Kościelnej, ale jest o wiele silniej oddziałująca na wszystkie realia życia struktura bytu, która sakralizuje całe życie społeczne i indywidualne. zależność człowieka od swego guru jest tak wielka, że dla przeciętnego Europejczyka po prostu trudna do wyobrażenia. w naszej kulturze nie ma odpowiednika - poza systemami totalitarnymi, takimi jak nazizm i komunizm, które inspirowane były m.in. religiami wschodu (nazizm szczególnie). dopiero w czasach współczesnych porządek społeczny w naszej kulturze coraz bardziej nasiąka duchem ewolucjonizmu (tyle że jego materialistycznej odmiany) i upodabnia się do porządku znanego z Indii, ale to i tak jest jeszcze nic, w porównaniu z tym, co tam mamy.
a wracając do HK, to jest to sekta jak najbardziej psychomanipulacyjna, z powodów, o których wspomniałem. Krisznowcy odcinają się od swoich rodzin, radykalnie zmieniają poglądy na rzeczywistość i przyjmują system wierzeń na taki, w którym bezwzględne poddanie się woli guru jest obowiązkiem moralnym. powrót do normalności (wedle naszych norm), po latach przebywania w HK i poddawania się jej oddziaływaniom, niektórym ludziom zajmuje całe życie, ponieważ sekta ta przekształca człowieka całościowo - jego intelekt, wolę, moralność, a nawet ciało. lekceważenie tego, to po prostu ignorancja.
a że HK na Przystanku Woodstock jawi się jako niewinna zabawa, to nic dziwnego - gdyby ludzie od razu poznali mroczne realia jej funkcjonowania, to by ją wykopali z Woodstoka w 5 minut. problem w tym, że mało kto ma w sprawach religijnych prawdziwe rozeznanie i przyłączam się do Pańskiego ubolewania nad tym, że Katolicy niewiele, lub zgoła nic nie wiedzą o innych religiach. gdyby wiedzieli, to zagrożenie sektami byłoby w Polsce o wiele mniejsze. a i nasza własna wiara o wiele głębsza i lepiej uzasadniona.
w związku z tym wszystkim sądzę, że odpowiedzialność pana Owsiaka jest tym większa, bo zapraszając HK, otwiera przed wieloma ludźmi drogę do sekty, nie ma się co tu bawić w jakieś eufemizmy - HK jest sektą i to sektą psychomanipulacyjną. dla Hindusa taka forma religii może być czymś naturalnym, ale dla Europejczyka jest czymś tak radykalnie odmiennym od wszystkiego, co mu bliskie, że wejście w nią wymaga całkowitej przebudowy tożsamości - w praktyce stanie się zupełnie innym człowiekiem. a na dodatek pod kierownictwem guru, który ma nad nim władzę totalną. i lekceważenie tej sprawy jest po prostu objawem głupoty.
Pierwszy z brzegu zakon choćby z niedalekiej przeszłości??
A choćby ten co na dzień dobry miał zwrot:"Memento mori".
I wolno im było pomiędzy sobą rozmawiać swobodnie tylko RAZ w roku.
Który to zakon? Jest pan wielbicielem Radia Maryja - powinien pan wiedzieć.
Niech pan przestanie oszałamiać.
____________________________________________________
"w takich okolicznościach, odpowiednio przedstawiając swoją mitologię, mogą bardzo sugestywnie wpływać na młodych, poszukujących "rozwoju" ludzi."
Tak samo jak Biblia jest zbiorem mitologii! Dla wielu ludzi.
Jest Pan wysokiej klasy "oszołomem" - wyrazy mojego uznania, aż się chce Pana poważnie traktować. I napisać kontrnotkę wobec pańskich komentarzy. (Mam nadzieję że nie jest Pan wykładowcą??)
niestety nie jest to prawda, ponieważ treść biblii podlega weryfikacji krytyczno-historycznej i nie załamuje się pod jej naporem, a więc nie ma statusu mitu. po drugie treść Objawienia nie załamuje się pod naporem realistycznej metafizyki; prawda wywiedziona z Objawienia i prawda odczytana z rzeczywistości są niesprzeczne. sprzeczności pojawiają się dopiero, gdy pomiędzy rzeczywistość, a umysł ją odczytujący postawimy ideologię, np. materializm, ateizm, ewolucjonizm, itd. mówiąc krótko - żaden przytomny na umyśle człowiek nie może nazwać Biblii zbiorem mitologii.
a to, co piszę o Hinduizmie i HK jest poparte faktami. podejrzewam, że właśnie to skłania Pana do nazywania mnie "oszołomem", bo merytorycznie nie ma Pan nic do powiedzenia - zostają inwektywy.
bez pozdrowień
Czuję się poniekąd wywołany do odpowiedzi, więc proszę bardzo.
Po pierwsze, napisałem że mnie do Owsiaka zniechęca jego liberalno-lewacka (wręcz) ideologia, która jest przykryta płaszczykiem "pomagam dzieciom, mogę wszystko". Integralną częścią Wielkiego Finału WOŚP jest Przystanek Woodstock. To właśnie na nim można od wielu lat podziwiać sektę Hare Kryszna. Sektę groźną, bo jak słusznie napisał Insane, stosującą manipulację. Najgroźniejszą z nich jest oczywiście mantra. W tym miejscu wypada napomnieć, że bardzo popularne wśród środowisk antyklerykalnych jest stwierdzenie, że "no w sumie Kościół to też sekta". Nie jest to prawda.
Posługujesz się dość jałowym argumentem, mówiącym o tym, że Hare Kryszna, czy też Towarzystwo będące ramami ich działań, jest zarejestrowane w rejestrze kościołów i związków wyznaniowych. Ale to o niczym więcej nie świadczy, ponad to, że jest tam zarejestrowane. Każde 100 osób, które wymyśli sobie religię, może zgłosić wniosek do odpowiedniego ministra i założyć sobie kościół. Władza nie ma prawa odmówić rejestracji, bo tak szeroko określona została (i dobrze!) w Polsce wolność religijna. Państwo ma ograniczone manewry kontroli (por. treść przepisów art. 33 ust. 3 i 36a ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania). W związku z tym zostawmy prawo w spokoju.
Wracając zaś do mantry, jest to technika manipulacji umysłowej która w normalnych religiach nie występuje (wypowiedź któregoś z komentatorów, że w gruncie rzeczy przecież w zakonach jest to samo, świadczy o dyletantyzmie wypowiadającego się). Ta metoda sprawia, że pewien obszar mózgu - nazywany istotą szarą - po pewnym czasie przestaje stosować naturalne mechanizmy obronne przed bodźcami z zewnątrz. Osoba skupiona całymi dniami na mantrze staje się bezwolnym cielęciem, podległym woli guru, bezrefleksyjnie przymująca wiadomości z zewnątrz. To działanie na ludzki umysł nie jest czymś naturalnym. Przeciwnie, to działania przeciwnaturalne.
Czyż to nie idealna definicja Kościoła Katolickiego?
Gruba przesada.
Wymienione przez Ciebie dziewięć punktów to już w ogóle jakaś abstrakcja. Idąc tą drogą można by przyjąć, że bycie pracownikiem jakiejkolwiek firmy jest równoznaczne z pozostawaniem w sekcie. Poza tym, trzeba odróżnić definicję kościoła, wyznania, grupy religijnej i sekty. Po kolei, 1) papież nie ma nieograniczonej władzy nad wiernymi; dogmat o nieomylności papieża w sprawach wiary jest w złej woli interpretowany rozszerzającą na wszelkie możliwe stany faktyczne. 2) To nieprawda. Kościół katolicki można opuścić swobodnie w każdym czasie; to że jest problem z uzyskaniem papierka ma się nijak do praktyk różnych sekt, które nie ograniczają swojego działania po wyjściu członka na zewnątrz do "problemów proceduralnych" (np. jednemu z członków mojej rodziny spalili dom...). 3) Nauczanie o grzechu, niebie, piekle i itd. nie jest manipulacją; jeśli w coś takiego nie wierzysz, to co najwyżej możesz powiedzieć, że to kłamstwo; czym jest manipulacja, napisałem powyżej. 4) Z tym zbawieniem to też nie do końca prawda, gdyż nie chodzi o to, że tylko katolik, ale że jest to "tajemnicą boga"; bez dogmatu o wyjątkowości Boga praktykowanie jakiejkolwiek religii byłoby bezcelowe (znowu kłania się rozróżnienie religii, a sekty). 5) Kościół w rzeczywistości zgadza się na zakładanie rodziny z innowiercami (nie wiem skąd informacje o tym, że jest inaczej?) 6) Kościół w nauczaniu od końca XVIIIw. wyraźnie stwierdza, że nie ma rozdźwięku pomiędzy nauką, a wiarą; większość katolików również nie porzuca nauki, aby delektować się samą wiarą; to tylko w środowiskach antyklerykalnych utarło się takie wulgarne stwierdzenie. 7) Poziom kontroli członków w Kościele widoczny jest co najwyżej w czasie (dobrowolnej) spowiedzi; mówienie o reszcie to już demagogia.
Te wszystkie paragrafy to bardzo ładnie, że przytoczyłeś, ale są one na użytek tej notki zupełnie bezużyteczne. Nie wiem, dlaczego robisz z siebie męczennika i twierdzisz, że inaczej myślący wyzywają Cię od komuchów, grzeszników itd. Pewnie i tacy się znajdują, ale po co się użalać i wyrabiać opinię na podstawie jakichś opinii skrajnych i anonimowych (ileż to razy mnie wyzywano… i co z tego?). Ja osobiście nie uważam, że Owsiak musi być członkiem Hare Kryszna (nigdzie tak zresztą nawet nie zainsynuowałem); po prostu przeszkadza mi w tej wrzawie i publicznym zbieraniu taki fałsz i udawanie, że jest on apolitycznym, apoglądowym, areligijnym filantropem. Nie jest.
Przytoczyłeś różne definicje sekt. Problem w tym, że większość z nich to głównie ujęcie historyczne. Współcześnie jest już inaczej.
bo posiadanie wiedzy na temat jakiejkolwiek innej wiary, niż ta jedyna słuszna, jest ciężkim grzechem.
Nie wiem skąd taki pomysł. Na teologii zdaje się trzeba obkuwać się ze znajomości wielu religii i systemów moralnych. Księża w seminariach mają podobnie. Wiernym nikt nie poczuwa za grzech czytanie o innych religiach.
Kościół Katolicki (w szerokim ujęciu, nie tylko jako instytucja, ale również jako wspólnota wiernych) potępia wszelkie religie i wyznania inne, niż Katolicyzm.
Nie wiem skąd taki wniosek. Zalecane jest działanie z poszanowaniem dla innych religii i wyznań (tak wprost Katechizm Kościoła Katolickiego). To, o czym mówisz to być może osobiste doświadczenie z jakąś grupą duchownych lub wiernych Kościoła katolickiego.
Poza tym, podpisuję się pod zastrzeżeniami i spostrzeżeniami Insane’a nt. Hare Kryszna i metod ich działania. Są one czymś innymi zgoła, niż działalność misjonarzy w Afryce. A wprowadzanie wschodniej duchowości, jakże odmiennej od tej europejskiej, nieuchronnie musi wiązać się z całkowitą konwersją tożsamości (nie o to chodzi w religii). Na Przystanku Woodstock młodzi są właśnie najbardziej narażeni na tego typu działalność. A długotrwała obecność tej sekty na imprezie tego typu sugeruje, że nie jest to zjawisko przypadkowe.
Generalni notka bardziej niż coś wybitnego, przypomina słowotok, w którym poruszasz wiele wątków, w których mieszasz bardzo wiele rzeczy, a tylko w tym celu zdaje się, żeby poobracać katolików.
Nie bardzo rozumiem po co?
Kłaniam się pięknie.
Osobiście uwielbiam parę fragmentów n/p z księgi wyjścia, n/p jak o morze się rozstąpiło...
Oczywiście to rozstąpienie MA SWOJE POPARCIE HISTORYCZNE...
Sypać dalej przykładami??
A coś nic Pan nie odpowiedział na temat mocno IZOLACYJNYCH zakonów chrześcijańskich... ciekawe dlaczego...
Bo nie wierzę w to że nic PAn o nich nie wie...
P,S. Przepraszam za tego oszołoma -SKORO potraktował Pan to jako inwektywę. Proszę o chrześcijańskie wbaczenie...
Nie jestem secjalistą od HK, ale widzę MNÓSTWO podobieństw ze światem chrześcijańskim.
___________________________________________
No to co??? Wie Pan którzy to zakonnicy witali się "na dzień dobry" słowami:"Memento mori"???
CZY PAN TEGO NIE WIE?
to z oczywistych względów trudno zweryfikować historycznie, ale zjawisko rozstąpienia się wód Morza Czerwonego da się wyjaśnić nawet w kategoriach naturalnych (dla niewierzących w cuda):
http://www.youtube.com/watch?v=GM4_51K4PjM
"Nie jestem secjalistą od HK, ale widzę MNÓSTWO podobieństw ze światem chrześcijańskim"
podobieństwa to można widzieć nawet pomiędzy czernią a bielą - jak się bardzo chce zamazać prawdę. ale oczywistym jest, że zakon Chrześcijański nie może negować Prawd Wiary, a więc i określonej koncepcji Kosmosu i człowieka jako stworzeń. HK opiera się na koncepcji emanacji z bezosobowej "wszystkości" i dlatego osobowość czy podmiotowość uznaje za "złudzenie". a więc rozwój duchowy w ramach jednej i drugiej religii idzie w dwóch całkowicie przeciwnych kierunkach i stąd o żadnych podobieństwach nie może być mowy.
W postaci wpisu, a nie komentarza...
A ja powiedziałem: sprawdzam.
A Ty wykęcasz kota ogonem i mówisz, że takiemu marnemu graczowi jak ja, nie musisz bynajmniej pokazywać kart, no i chcesz zabrać pulę.
Czyli Ty tylko w chujki pogrywasz.
Oczywiście to rozstąpienie MA SWOJE POPARCIE HISTORYCZNE..."
Ja rozumiem, że to ironicznie było, ale - jako osoba stroniąca od religii - musze się nie zgodzić. Poparcie historyczne jest mocne, ale co zabawne, kategorycznie odrzucane przez chrześcijańskich badaczy pisma.
Więcej w mojej notce O wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkanocy
> W jakim sensie Papiez ma nieograniczona wladze nad wiernym? Ja nie czuje zeby mial jakakolwiek wladze nade mna. Jest przywodca symbolicznym i tak naprawde nie ma zadnej wladzy. Prosze, mozesz nie lubic KK i masz do tego prawo, ale trzymajmy sie faktow, bo to co napisales ma sie nijak do rzeczywistosci!
2. Brak możliwości swobodnego opuszczenia sekty (kto się kiedyś starał o apostazję, ten wie, o czym mowa)
>Owszem formalnie moze trudno to zalatwic, w praktyce NIE CHCESZ I NIE JESTES. I juz! Wystarczajaco latwo bylo opuscic "sekte" KK? Nikt Cie za to nie bedzie scigal - Gwarantuje! No chyba, ze jestes takim formalista, ze potrzebujesz miec to na papierze...
3. Zachęta do przekazywania dóbr materialnych sekcie (Pismo Święte nawołuje do życia w ubóstwie, zaś Kościół przyjmuje rocznie miliardy dolarów w datkach)
>Racja, jak rowniez niemal wszystkie inne ugrupowania religijne, wlaczajac w to SJ, ktorych organizacja w przeliczeniu na wyznawce jest prawdopodobnie zdecydowanie majetniejsza od KK (chocby posiadnie aktow wlasnosci polowy Brooklynu NY)
4. Szeroko zakrojona psychomanipulacja (niebo, piekło, grzech, zbawienie, apokalipsa, itd)
> W takim razie biblia jest jedna wielka psychomanipulacja, jak rowniez Jezus najwiekszym psychomanipulatorem. Mozna sie klocic o pieklo/niebo itd. ale GRZECH- jest to pojecie uniwersalne pojawiajace sie niemal w kazdej religii
5. Przekonanie o jedyno zbawczości ugrupowania (tylko katolik może dostąpić zbawienia)
>ABSOLUTNIE NIE! Skad na Boga wziales ta informacje??? To SJ wierza, ze tylko ich organizacja wiedzie do zbawienia, dlatego usilnie walkuja swoja "misje" przerobienia na swiadka kogo tylko zdolaja i strasza wyznacow, ze jak odejda od organizacji to maja przechlapane. Ja, wychowany w rodzinie katolickiej, zawsze bylem uczony, ze trzeba byc dobrym czlowiekiem, wierzyc w Boga i zyc zgodnie zasadami, m.in biblijnymi zeby dostapic zbawienia, a nie ze wylacznie katolicy. Kompletnie falszywe twierdzenie szanowny Autorze!
6. Przestępczość w imieniu wiary (krucjaty w obronie wiary, morderstwa i tortury w obronie chrześcijańskiej moralności)
>OK. Fakt. KK ma plamy na historii, przynajmniej sie ich nie wypiera, przeprasza za nie i nie dopuszcza do powtorzenia sie tego typu historii. Krucjaty to zreszta temat bardziej zlozony- KK jest stereotypowo obwiniany calosciowo, choc z wieloma epizodami krucjat nie mial nic do czynienia, Ale nie tu o tym pisac. Inne religie nawet nie potrafia przyznac sie do bledu, celowo falszujac historie (tu znowu prym wioda SJ, sorry ale z powodow osobistych wiem o nich dosyc duzo i mam bardzo krytyczne podejscie do tej organizacji - szanuje za to niektorych Swiadkow, ktorych znam)
7. Obowiązek zakładania rodziny wewnątrz grupy (Kościół nie zgadza się na małżeństwo z przedstawicielami innych wyznań)
>ZNOWU KLAMSTWO. Mozna zawrzec zwiazek malzenski jednostronny! Zdarza sie wielokrotnie. Zostajesz za to pouczony o zagrozeniach z tego plynacych - i slusznie! Ja ich nie sluchalem i place za to cene kazdego dnia:(
8. Negatywny stosunek do kształcenia pozareligijnego (odwieczny konflikt pomiędzy religią katolicką, a nauką)
>I znowu duze uproszczenie zacierajace prawdziwy obraz - KK jest bardziej elestyczny niz wiele innych religii. Np. KK nie zaprzecza w 100% ewolucji, nie zgadza sie za to na wyeliminowanie roli Bga jako stworcy. SJ w tej kwestii odrzucaja ewolucje w 120%
9. Wysoki poziom kontroli członków (Kościół uznaje się za strażnika moralności i obyczajowości. Stosuje zakazy i nakazy dotyczące większości aspektów życia – miłość, seks, dieta, stosunki międzyludzkie, praca, prawo, nauka, kultura)
>Sorry, ale kontrola czlonkow a sporzadzanie kodeksow postepowania i zachecanie do ich stosowania to dwie rozne rzeczy. Drogi Autorze, chyba sam nie wierzysz w to co napisales, bo to, obiektywnie rzecz biorac, po prostu nie trzyma sie kupy.
Cenie polemike, ale stosujmy rzeczowe argumenty i nie starajmy sie naciagac na sile sformulowan, zeby zrobic je "niby" pasujacymi do tematu. Kosciol Katolicki idealem nie jest, ja sam jestem daleki od chodzenia do kosciola w kazda niedziele, ale niesprawiedliowsci w opisie nie moglem zignorowac.
Tak przy okazji, mialem kiedys blizsza przyjemnosc z Krisznowcami i bylo na prawde cool:)