...czyli co poszukiwani przez Igora Janke republikanie wiedzieć powinni
Mistrzyni miecza Fliegender Schnee i stacja Niebiański Pałac
Superprodukcja „Hero"Zhang'a Yimou (trailery tu i tu) pojawiła się w momencie, gdy już nikt nie miał wątpliwości o supermocarstwowej pozycji Chin w świecie. Zajmujące ogromny obszar, zamieszkałe przez ponad miliard trzysta milionów obywateli z niemal pięćdziesięciowiekową historią i tradycją państwo, wkroczyło z rozmachem w XXI wiek, stając się obok USA, UE i Rosji potęgą decydującą o losach ludzkiej cywilizacji.
Film jest ekranizacją jednej z legend, a właściwie kompilacją kilku opowieści, o pierwszym Cesarzu Chin, pochodzącym z dynastii Qin, Qin Shi Huangdi i końcu Epoki Walczących Królestw. Czyli o Początku. O momencie zwrotnym, w którym w miejsce skłóconych państewek pojawia się silne Cesarstwo, które trochę ponad dwa tysiące lat później, sięgnie gwiazd.

Jak daleko w przyszłość patrzył Qin Shi Huangdi?
Nie będę tutaj przynudzał tabelami, wyliczeniami, prognozami dotyczącymi Chińskiej gospodarki, jest tego cała masa w internecie, nie ma najmniejszych problemów by się zapoznać się z tym wszystkim. Natomiast chcę zwrócić uwagę, na pewien dość istotny element propagandowy. Wielki kraj, z wielką gospodarką, wielkimi planami i – z wielką historią, którą w zasadzie mało kto zna. Owszem, jakieś ogólną faktografię na poziomie szkoły średniej, wzbogaconej o publicystykę, programy popularnonaukowe. Natomiast w zasadzie mało kto wie, jak to wszystko wyglądało.
Jak wyglądał starożytny Egipcjanin wiemy przede wszystkim z biblijnych opowieści o Mojżeszu i Księgi Wyjścia, Starożytną Grecję znamy dzięki epopejom Homera, dziełom greckiego dramatu i greckiej filozofii, Imperium Rzymskie i początki Europy znamy z Ewangelii i Dziejów Apostolskich. I wszytko to wielokrotnie zobrazowane w wysoko-artystycznych filmach, a także w tysiącach albumów i innych wydawnictw.
Ale jak wyglądał „starożytny Chińczyk”? Owszem jest trochę produkcji made in Hongkong, a i czysto chińskiej, ale to przede wszystkim pop-obrazy o „latających wojownikach” i innych klasztorach Shaolin . Upraszczam oczywiście trochę, ale uważam, że w sposób całkowicie uprawniony (no, wymieńcie z pamięci, na szybko, jakieś bardzo poważne chińskie produkcje historyczne sprzed roku dwutysięcznego).
Chiny się źle na świecie kojarzą. Chiński Mur to ciekawostko-atrakcja turystyczna, „łomatko jakie to długie i strome”, osadzona na tle chińskiego komunizmu, czerwonej książeczki Mao i dzisiejszymi zjawiskami odbiegającymi od standardów demokracji zachodnich zwanych „łamaniem praw człowieka”. Tymczasem komunizm był tylko krótkim epizodem w liczącej niemal pięć tysięcy lat chińskiej historii i Chińczycy czynią wiele, by o epizodyczności komunizmu świat przekonać. I stąd między innymi i wielkie obrazy legendarno-historyczne jak „Hero”, „Three Kingdoms” czy „Red Cliff”, ale i przypisywanie źle kojarzącym się hasłom nowych pozytywnych znaczeń.
Długi Marsz przestaje być kojarzony z Mao Zedongiem i Rewolucją Kulturalną. Dzisiaj „Długi Marsz” to symbol potęgi Chin i ich niezwykle ambitnego programu kosmicznego. A i przymiotnik „niebiański” (tian) przestaje przypominać o tragicznych wydarzeniach na placuTian'anmen, a wyprowadza nas faktycznie do nieba, na orbitalną stację Tiangong (Pałac Niebiański), gdzie chińscy naukowcy wraz z niemieckimi kolegami z Uniwersytetów w Erlangen, Hohenheim, Magdeburgu, Tybindze, Freiburgu, Hamburgu, Erlangen i Charité (Berlin) przeprowadzą szereg biologicznych i medycznych eksperymentów (tutaj trochę o tym po polsku).
Zresztą Chińczycy nic tutaj nowego nie wymyślili: francuskie Vichy z symbolu kolaboracji marszałka Pétain'a stało się rozpoznawalną w świecie marką kosmetyków, a odpowiedzialność za hekatomby z pierwszej połowy XX wieku spada dzisiaj z narodów na „bezpaństwowych” nazistów i komunistów.
No i tak dzisiaj właśnie jest. Wchodzące w XXI wiek pokolenia Europejczyków, Amerykanów, Rosjan no i oczywiście Chińczyków, odkładają do lamusa historii wydarzenia, które były rzeczywistością ich ojców i dziadków. Pamięć o oprawcach i bohaterach, o milionach ofiar, o ruinach i zgliszczach zostaje zamknięta w muzeach, pracach historyków, na pomnikach, w organizacjach kombatanckich i w szkolnych podręcznikach jako przestroga, a nie obiekt kultu. Rywalizacja pomiędzy narodami przechodzi z etapu „kto komu zabierze” na „kto z kim najwięcej osiągnie” – i o tym powinni myśleć twórcy „polskiej partii republikańskiej” czy jakiejkolwiek innej, jeżeli nie ma być to kolejny chybiony projekt polityczny.
Mr. Spock

PS-1
Użyłem niemieckiego tłumaczenia imienia bohaterki „Hero” - Fliegender Schnee – gdyż polskie „Śnieżna Zamieć” nie oddaje moim zdaniem poetyki w nim zawartej.
PS-2
Moja ulubiona scena z filmu „Hero”, nie tyle ze względu na perfekcję realizacji walki na tafli jeziora, co na końcowych sekwencjach o szacunku i respekcie wobec śmierci i żałoby. Te ostatnie chwile poniższego fragmentu są i dla nas, chrześcijan, piękną lekcją pokory.

Japonia i Indie maja przeprowadzić w 2012 roku pierwsze w historii wspólne manewry wojskowe.
Oba państwa są zaniepokojone rosnącą potęgą Chin i chcą wspólnie dbać o swoje interesy.
http://niezalezna.pl/18573-japonia-i-indie-razem-przeciw-chinom
Bojowe pitu-pitu. Szykują się może na wojnę?
E, tam - od razu wojnę... Luzik, to tylko współpraca ;)
A żebyś wiedział :)
Nauczyli się od Ameryki, Rosji i Europy jak to przy pomocy zimnowojennych nastrojów, straszaków nuklearnych i militarnych popisów manewrowych, wzbudzać w narodach pragnienie życia w pokoju.
No, ale zostawmy proszę ten temat. Interesuje mnie czy zajmą tutaj głos pod notką, zwolennicy "polityki jagiellońskiej" jako wizji potęgi polskiego państwa.
Ty jak zawsze dowcipasy...
Oni w zyciu Romana nie byli na Ukrainie, Litwie, ba, PKSem na 5 urodziny salonu nie dojechali.
Swietna notka. Znam Hong Kong i bardzo lubie. Masz minute wpadnij do mnie na parade w NYC.
Pozdrawiam
A chciałem kaganek...
Polska powinna realizować własną politykę, opartą na własnym doświadczeniu historycznym i na własnej oryginalnej tradycji. Tak jak Chiny. Tylko kto w Polsce jeszcze rozumie własne sarmackie tradycje i polskiego ducha? Nie mówiąc już o tym jakie wyciągnąć z nich polskie credo na tu-i-teraz oraz na kształtowanie przyszłości.
Opisuję ten region i moją tybetańską przygodę tutaj:
http://ankang55.salon24.pl/221358,tybetanskie-spotkanie-si-chuan-czesc-i