Moja córka jest w wieku mniej więcej najmłodszych powstańców. Ale powstańcem nie jest. Chodzi do szkoły, nosi dżinsy i koszulki z angielskimi tekstami, ktore są albo bezdennie głupie, albo obraźliwe. Więcej czasu spędza w internecie, niż w realu, ale takie czasy. Słucha wcale nie Chopina czy Moniuszki, czy tam Mazurka Dąbrowskiego, tylko czegoś bardzo wręcz przeciwnego. A, niech sobie słucha. Byle nie metalu.
Szatańska muzyka, o ile w ogóle leżało to koło muzyki, chyba jak robili remanent w Empiku i się komuś półki pomyliły...
No i masz. Jednak słucha metalu.
I jeszcze mówi, że to fajowe jest i że mi się też spodoba.
Puszcza mi Sabatona, Uprising a potem 40:1
Wiem, że znacie. W Wyborczej już obsmarowali, i TVP puszczała teledysk. Więc nie namawiam, nie zachęcam. To tylko piosenki. Mogą się podobać, mogą nie.
No i oglądam sobie Babilon, w nim kilka pań i Kazimiera Szczuka, która twierdzi, że Powstanie było tragedią, a na tragedii nie da się niczego pozytywnego zbudować. A potem patrzę na juniorkę.
Historii się z tych piosenek nie nauczy, to pewne. Ale może budować swoją tożsamość albo na ubolewającej przestrodze pani Szczuki i słowie: tragedia, albo na pompatycznych, ale jednak budujących poczucie dumy zawołaniach: miasto w rozpaczy, ale nigdy nie straciło wiary, walczyli wspólnie: mężczyźni, kobiety i dzieci.
Szklanka może być do połowy pusta labo do połowy pełna. Powstanie było tragedią, ale od nas zależy, czy my i nasze dzieci będziemy traktować je jako coś wstydliwego, jak porażkę, czy jak coś, co pokazuje wielkiego ducha Polaków, odwagę cywili w obliczu przeważających sił wroga, w obliczu niewyobrażalnego terroru.
To w końcu nie Powstańcy zniszczyli Warszawę i wybili ludność, tylko Niemcy.
Jeśli damy się przekonać Szczuce i innym, że Powstanie nie jest czymś, na czym można budować pozytywny przekaz dla młodzieży, że nie integruje, nie buduje tożsamości opartej na dumie - nie pysze i tupecie, ale dumie i sile, i etosie wolności, to znaczy, że Niemcy nie tylko zniszczyli Warszawę wtedy, że zdławili wtedy Powstańców... to będzie znaczyło, że teraz my to niszczymy. Że zawiedliśmy tych, którszy wtedy zginęli i tych, którzy po wojnie podnosili każdą cegłę i odbudowywali. Na przekór. Żeby pokazać, że Polaków nie da się zniszczyć. Nie da się wybić. Że można nas zabić, ale nie złamać.
Patetyczne?
Do diabła, tak. Bo wielkie sprawy i wielkie rzeczy można opisywać wielkimi słowami. A odwaga, wolność, życie, niepodległość, ojczyzna - zasługują na trochę patetyzmu, sentymentu, może nawet na chwytanie za gardło czegoś, co takie rzadkie w tych czasach - wzruszenia.
Kocham moją córkę i nie chciałabym, żeby kiedykolwiek musiała być Powstańcem. Martwię się o nią, troszczę, przestrzegam, jak ma żyć, żeby nie ryzykować, nie wpaść w kłopoty przez nieostrożność, głupotę, brawurę. Ale gdyby... odpukać na wszystko... to wolalabym, żeby była Powstańcem, niż Szczuką. Żeby wiedziała, że nie żyjemy wyłącznie dla przyjemności, dla sukcesów. Żeby wiedziała, że są rzeczy, których warto bronić. Że są sprawy o które warto walczyć. Że są przegrani, których pamiętają pokolenia i bitwy, które trzeba przegrać, żeby wygrać wojny. Że można upadać, ale nie można się upodlić i że zawsze trzeba wstać, nawet gdy wygodniej byłoby pozostać na kolanach.
Że chwała zwyciężonym to nie jakieś tam po prostu zdanie, które ładnie brzmi i tyle.
I tak sobie pogadałyśmy, jak matka z córką. Hm... No, to już niech sobie słucha tego metalu. A ja wklejam notkę, no bo co? Gdyby nie te wszystkie przegrane powstania, może bym teraz pisała po niemiecku, albo rosyjsku, zamiast po polsku :)

Stalin nie mógł sobie wymarzyć lepszego rozwiązania.
Polska stała przed nim otwarta i zupełnie bezsilna.
W przypadku Powstańców dokonuje się bardzo niesprawiedliwej manipulacji - obarczając ich winą za zniszczenie Warszawy, za poddanie Stalinowi - ale co Pan by zrobił na ich miejscu, z tamtą wiedzą i możliwościami a nie z tym, co Pan wie dziś, siedząc sobie wygodnie w internecie? Może Pan krzyczeć: tragedia, tragedia. A może Pan powiedzieć: tragedia, ale za to jaki zryw, ile odwagi, tacy jesteśmy, my - Polacy. Niech nam nikt nie wchodzi z karabinami do domów, bo wiemy, jak się broni naszej ojczyzny, gdy trzeba. - Wybór należy do Pana. Proszę się nie obrazić, ale to wybór między klęczeć a powstać. Pan widocznie lubi klęczeć, ale proszę nie opluwać tych, którzy powstali.
Są młodzi ludzie, wśród których pamięć o powstańcach tkwi i jest czczona w imieniny i urodziny powstańczej sanitariuszki, w każde Boże Narodzenie, w każdą Wielkanoc, bo to była rodzona siostra dziadka.
Ani walka, ani krew ani żadne życie oddane w walce o wolność Ojczyzny nie powinno być nigdy przedmiotem dyskusji.
Owszem, ci ludzie mieli inny wybór: zginąć bardziej bezsensownie.
A IM zwykłym niezwykłym Powstańcom Warszawskim dziękuję za walkę o siebie i o nas.
P.S.
Anna Świrszczyńska "Budując barykadę"
Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę.
Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.
Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.
Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.
Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.
I nie wstyd Panu?
Tak to jest jak zamiast samemu myśleć spisuje się z sms-ów.
Zgadzam się. I zapewne też bym tak myślał będąc na ich miejscu.
Sęk w tym, że nie było to spontanicznie rozegrane.
Planowali to sztabowcy i wyżsi oficerowie i politycy podziemnego państwa.
Jedynymi, którzy zyskali na PW był Stalin i ZSRR.
Niemieckimi rękami pozbyli się jedynej siły, która była w stanie militarnie i politycznie przeciwstawić się ich zakusom uczynienia z Polski satelity.
Mieli ułatwione zadanie.
W dodatku elita kulturalna została też unicestwiona.
Zginęła większość inteligencji, stąd też komunizm nie miał żadnej przeciwwagi w propagowaniu nowego człowieka na wzór "człowieka radzieckiego" wpajanego ludziom przez bolszewików, którzy przecież sami u siebie wymordowali intelektualistów dla lepszego efektu i zlikwidowania zagrożenia dla ich ideologii.
Tak chyba należy rozumieć pani zdanie: "Pan widocznie lubi klęczeć, ale proszę nie opluwać tych, którzy powstali."
PW ułatwiło rzucenie Polaków na klęczki przed Stalinem.
Jeśli można - proszę bez insynuacji.
Gdzie to opluwanie?
Zaiste. Ale też może część z tych, którzy by nie polegli, a i z tych, którzy do końca życia mieli uraz do wyczekiwanej "czerwonej zaraz" dałoby my się "nawrócić" na komunizm? Włączyliby się do budowy socjalistycznej ojczyzny, zapełniliby szeregi sił walczących z nieporządkiem i "bandami". A może jakiś ułamek procenta z tych najzdolniejszych włączyłby się w zatruwanie duszy narodu... Więc mogłyby być i zyski.
A Polacy zamiast gorzkiego mitu miasta niezwycieżonego, gloria victis, kamieni rzuconych na szaniec - żyliby z pamięcią, że przecież nie trzeba walczyć, można spokojnie przeczekać, no może na kolanach i skundlonym, ale zawszeć żywym. Z pewnością byłoby co przekazywać następnym pokoleniom...
Rozmawiałem z wieloma...Miałem ten zaszczyt. Przecież oni podejmując walkę nie wiedzieli że Hitler wyda tak haniebny rozkaz , zniszczenia Warszawy i rozstrzelania jej cywilnych mieszkańców. Gdyby nie rozkaz szaleńca Warszawa by ocalała i wielu wtedy inaczej patrzyło by na to historyczne wydarzenie...
Powstanie i tak musiało wybuchnąć ,napięcie i chęć zemsty była już tak wielka że nie dało by się nad tym zapanować, lepiej że był to czyn zorganizowany logistycznie niż miało by się to odbyć
spontanicznie. Ofiary wśród powstańców były by wtedy większe...
Tak mówili zawsze i mówią jeszcze dzisiaj Powstańcy którzy przeżyli.
Ci co dywagują i rozważają bilanse za i przeciw , niech się wczują w atmosferę tamtych dni.. Bez tego nie da się nic zrozumieć...
A najbardziej to dywagują postsowieccy UBole...
Kazik śpiewa: " Ach jak ja was k..... nienawidzę". Dodam że ja też...
nic wiecej od Was nie można oczekiwać,chamstwo,
inwektywy,obrazanie.pózniej zdziwienie,ze Wam słupki nie rosną.
> http://www.tekstowo.pl/piosenka,sabaton,wehrmacht.html
To taki środowiskowy odruch Pawłowa? W GW zwrócili uwagę, i już skojarzenie rozbiegło się po Polsce (jak nieprzymierzając - karaluchy).
A Sz.P. czytał może może ów tekst pod podanym przez Pana linkiem? W filmiku są też dla ułatwienia napisy po polsku, może nie najwierniej przetłumaczone, ale oddające ducha utworu. Słowa może pompatyczne, ale jakoś gloryfikacji Wehrmachtu tam nie widzę. To co, już o żołnierzach niemieckich i wątpliwościach co do ich roli, motywacji i wpływu propagandy nie można śpiewać bez jednoznacznego potępienia, dodania pejoratywnych przymiotników i ostatecznego wdeptania w ziemię?
Jacek Kaczmarski napisał piosenke o żołnierzach Bundeswehry - też musimy go za to potępiać.
Ja pewnie bym takiego "Wehrmachtu" nie napisał (pomijając mój brak talentu zarówno poetyckiego jak i muzycznego), ale wcale nie zmienia to mojej wdzięczności za "Uprising", "40:1", "Aces in Excile".
Pozdrawiam,
Trzeba umieć się wycofać ze swoich twierdzeń.
A nie brnąć dalej i udawać, że chciało się napisać co innego.
Gdyby jakiś zespół napisał dwie pieśni: jedną sławiącą ofiary Katynia i drugą potępiającą na maksa Stalina, to Pan by napisał, że ta pierwsza nic nie znaczy, bo drugą śpiewają o Stalinie?
Proszę się już nie ośmieszać.
Nie znał Pan tekstu, tylko pojechał kalką i Autorka Pana złapała.
Warto od czasu do czasu samemu myśleć. To naprawdę nie boli.
Tyle, że nie mieliśmy okazji by się o tym przekonać.
Ci ludzie stanowili jedyną liczącą się siłę i militarnie i politycznie (będąc ramieniem rządu londyńskiego).
Wraz z ich upadkiem ekspansja komunizmu miała ułatwione zadanie - nie musiano się liczyć z nikim.
W dodatku byłą to jedyna grupa młodzieży inteligenckiej.
Niemcy pozamykali uniwersytety, wiec owo nauczanie miało miejsce w oparciu o zorganizowane tajne komplety.
To był faktycznie kulturowy "kręgosłup" narodu.
Jedyna grupa mogąca się przeciwstawić sowieckiej indoktrynacji.
Stąd właśnie, Stalin miał zadanie ułatwione.
W dodatku nie musiał sam tego robić - Niemcy zrobili to za niego.
Ocena PW to nie jest żaden "test na patriotyzm".
Szanuję i rozmiem zryw i bohaterską walkę.
Jednak nie można udawać, że skutki były opłakane.
Trzeba w niedzielę, w wakacje normę wyrobić - zamiast grilować kiełbaski?
Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale rzucenie na front salonu24 świadczy, że ktoś Pani bardzo nie lubi.
Bo to nie onet i trzeba się napracować. O myśleniu już nie wspomnę, bo to chyba za trudne dla Pani jest.
Dopiero po linku (zamieszczonym w odpowiedzi na Pana komentarz) zobaczył Pan tłumaczenie i zaczął się rakiem wycofywać ze swojego wpisu.
Ja nawet rozumiem Pana złość, bo nikt nie lubi jak się z niego robi idiotę. Ale te pretensje to proszę do swoich mocodawców kierować, z nie do Autorki.
Klęska staje się dopiero wtedy klęską, jeżeli ją za taka uznamy. Szczuka i paru innych uznało klęskę i porażkę Powstania Warszawskiego - dlatego jest człowiekiem pokonanym, w jej własnym zrozumieniu córką pokolenia tych, którzy przegrali.
Zwycięstwo, które daje siłę to zyslenie z dumą i siłą o własnej historii. To każdy sam wybiera jak oceni własnych ojców i matki. Albo ich potępi i sam będzie dzieckiem potępionych, głupich, tych, którzy przegrali. Może też ich szanować, gloryfikować, uczyć się i iść siłą ojców i matek dalej. Ja wybrałam to drugie.
Pozdrawiam
Piszecie o zburzeniu Warszawy.
Kiedyś czytałem (nie pamiętam w czym, więc nie zlinkuję teraz), że Paryż także miał być zniszczony. Pod koniec wojny Niemcy mieli zniszczyć całkowicie Paryż. Przygotowywali się właśnie do odwrotu z Paryża i mieli zostawić miasto w gruzach. Nie zdążyli, bo alianci ich ubiegli. Najlepsze jest to, że wśród aliantów, którzy ocalili Paryż byli także Polacy.
A przecież w Paryżu powstania żadnego nie było. Ocalał tylko dlatego, że ktoś pomógł Paryżanom.
Czy Warszawa bez Powstania też by ocalała?
O ile z zachodu szła rzeczywista walka z Niemcami, i o suwerenność tamtych państw, o tyle ze wschodu szło coś innego. Kalkulacje o strefie sowieckiej.
Pozdrawiam.
> Wraz z ich upadkiem ekspansja komunizmu miała ułatwione zadanie - nie musiano się liczyć z nikim.
A gniazdem inteligencji - Krakowem - czy np. Lwowem a zwłaszcza Wilnem - w którym kwiat narodu nie został wybity do szczętu, a po Akcji Burza stały oddziały pod bronią - to Stalin miła jakieś nazdwyczajne kłopoty ze spacyfikowaniem i musiał się z kimś liczyć? Jasne, skala problemu większa, wymagałoby większego garnizonu w Warszawie, poźniejszego powrotu do domu "wyzwolicieli", i pewnie ze trzech Nowych Hut dookoła stolicy, ale nie poradziłby sobie? Zapanował nad kilkudziesięcioma milionami, z niespełna milionową Warszawą też by sobie poradził. Zwłaszcza, że jeśli Warszawa nie powstałaby przeciwko Niemcom, to pewnie jeszcze mniej prawdopodobne byłoby powstanie przeciwko Sowietom.
Oczywiście, Powstanie ułatwiło Stalinowi zadanie, i spełniło jego oczekiwania. Co nie zmienia mojego przekonania, że gdyby nie wybuchło, to poprawiłoby to w istotny sposób położenie Polski.
I to jest główna różnica.
Druga, strach czy teżnie. Niemcy jakoś nie bali się Sowietów, gdyż widzieli, że ci już praktycznie w Warszawie - nie kiwnęli palcem. Wiec zrobili to co zrobili - w zemście na Polakach. A że przy okazji dla Sowietów to było po myśli, to już inna sprawa.
Tak jak Pan mówi - kontekst inny, ale sytuacja militarna podobna - alianci u wrót miasta. Tyle, że ci zachodni walczyli z Niemcami o wyzwolenie, ci wschodni o dominację na "wyzwalanych" terytoriach.
Co do ostatniego zdania: Autorka nie nazwała mnie analfabetą, więc proszę nie sugerować, że tak się stało.
Pozdrawiam.
"... wolalabym, żeby była Powstańcem, niż Szczuką."
Ja mam dwie. I też bym wolał.
Bardzo dziękuję za ten tekst , myślę tak samo.
Pozdrawiam serdecznie
Myślę o Nich z miłością i dumą... I tak myślę o moim Mieście.
A skali zniszczeń nie można było przewidzieć.
Pozdrawiam,
Anna, Sówka
"winni temu całemu złu byli i będą Niemcy". No właśnie, no właśnie! Dlaczego tyle osób o tym zapomina!
Właśnie dlatego takie piosenki jak "Uprising" są bezcenne, oby posłuchali ich i młodzi Niemcy.
Byłam wczoraj w Parku Dreszera na porannym spotkaniu mokotowskiej Baszty, mojej bliskiej sercu, rodzinnej Baszty. Na tych spotkaniach jest coraz więcej ludzi: dalej wielu jeszcze Powstańców, bardzo wielu młodych ludzi, harcerze, mieszkańcy Mokotowa. Tam nie było wspominania klęski, tam była solidarność z Żywymi i z Poległymi, i pamięć o najwyższych wartościach, ważniejszych od życia, choć życie wydaje się bezcenne. Pani Szczuka tego nie zrozumie.
Jak pisze Pani Zuzanna, nas Powstańcy nie zawiedli. Kto wie, czy to nie dzięki Nim w ogóle żyjemy. A na pewno dzięki Nim możemy wiedzieć, jak cenna jest ofiara w imię prawdziwych wartości, jaką cenę ma życie, czym jest wolność, czym jest prawda.
I Panie napisały o tym pięknie.
Pozdrawiam serdecznie, przepraszam za patos, ale bez niego trudno!
Anna, Sówka
Nie podzielną uwagę. Oni po prostu śpiewają o wojnie i żołnierzach a nie tylko i wyłącznie o dzielnych Polakach... raz będzie o Polakach innym razem o Zachodnich Aliantach albo o Niemcach albo o Armii Czerwonej, itp.
Jeśli chcemy, żeby ktoś śpiewał tylko o bohaterstwie Polaków... no to sami musimy sobie pośpiewać, bo nikt nas w tym nie wyręczy.
I co z tego, że na tej samej płycie sławią Wehrmacht?
http://takiegadanie.jogger.pl/2010/07/31/wieczny-grunwald-czyli-warszawa/
Świetne wyznanie zwłaszcza to:
"Kocham moją córkę i nie chciałabym, żeby kiedykolwiek musiała być Powstańcem, (...) ale wolalabym, żeby była Powstańcem, niż Szczuką."
pozdrawiam