Jeśli ktoś przeżył jako człowiek świadomy (to znaczy nie jako dziecko) karnawał Solidarności, był członkiem Związku albo NZS albo ruchu uczniowskiego to musi pamiętać jaką nośność miało nazwisko Wałęsy. Pamiętam, gdy po odmowie rejestracji Związku Wałęsa przyjechał do Warszawy na rozprawę apelacyjną i rano, jeszcze zanim jeszcze pojechał do sądu na Świętokrzyską miała być msza święta w Katedrze Św. Jana na Świętojańskiej. Poszedłem tam, żeby chociaż przez moment go zobaczyć, bo był przecież przewodniczącym Związku. A Solidarność to było wszystko – nadzieja na wolność, jakimś cudem pozbycie się komunistów. Ale też i nowość zatęchłym bajorze peerelu. Jeszcze nie wiedziałem, że za niecały rok zapiszę się do Solidarności. Skończyłem właśnie osiemnaście lat, byłem w czwartej klasie liceum i zerwałem się z lekcji żeby tam być, na tej Świętojańskiej. Była lekka mżawka, ludzie z parasolami i zbity tłum przed portalem katedry wypatrywał samochodu z Wałęsą. Patrzyłem w stronę Placu Zamkowego bo zaczęło stamtąd dobiegać nasilające skandowanie „Lech Wa-łęsa, Lech Wa-łęsa” z naciskiem na druga sylabę, tak jak później podczas zadym w stanie wojennym.
W Świętojańską wjeżdżał czarny mercedes, z przyciemnianymi szybami. Potem mówiono, że udostępnił go Prymas. W miarę jak samochód zagłębiał się w rozstępujący się tłum, ludzie ogarniali go, a pojazd powoli, obrót za obrotem kół podjeżdżał pod miedzianą bramę kościoła. Okrzyki zamilkły, i w tej nagłej ciszy usłyszałem jakiś dziwny dźwięk, jakby werbli, grzechotania – to dziesiątki rąk poklepywało samochód, po masce, dachu, drzwiach, szybach. Wiedzieliśmy, że w środku był Wałęsa, ten Wałęsa, który organizował związek, który podpisał wielkim długopisem porozumienie z komunistami, ten Wałęsa który wyrósł nagle z dnia na dzień w świadomości Polaków na ich Naczelnika, tak jak Związek stał się armią niepodległych Polaków. Wtedy niepodległych, w tej chwili przystępowania do Solidarności, gdy zwykli robotnicy odkrywali, że liczy się coś więcej niż tylko lokalny problem premii albo niesprawiedliwego majstra czy dyrektora. To ocknięcie się ludzi, nie tylko robotników, ale wszystkich wtedy w Sierpniu i po Sierpniu musiało mieć swojego przywódcę, kogoś w kim mogły skupić się nadzieje i myślenie o przyszłości.
Polacy to naród wychowywany bez ojców. Nawet jeśli ojcowie żyją, to nie istnieją w świadomości młodego pokolenia, wycofani w pracę albo w wódkę, zdominowani przez władcze kobiety. Dlatego naród szuka potrzebuje ojca, kogoś, kto powie co jest dobre, co złe. Wtedy w Sierpniu i miesiącach po Sierpniu w Watykanie był Papież, a w Kraju Prymas i – Wałęsa, prosty człowiek widziany był przez nas jako uczeń tych Dwóch Wielkich. Uczeń, to znaczy – kość z kości, w walce z komuną, nieodrodny syn narodu, który jak trzeba będzie paktować z komunistami, ale będzie postępować tak jak poradzi mu Papież albo Prymas….. I, że trzeba wykorzystać każdą okazję.
Tak, ci którzy nie byli blisko władz związku, delegatów na zjazd, albo zarządów regionów nie słyszeli niepokojących informacji o cechach charakteru Wałęsy, a jak się coś takiego pojawiało, odbierano to jako ubecką wrzutkę. Wałęsa był dla zwykłych ludzi symbolem. Gdy wybuchł stan wojenny wszyscy niepokoiliśmy się – na początku, czy żyje? Potem, gdy okazało się, że jest w Arłamowie – czy nie załamie się? Trzymaliśmy za niego kciuki, i modliliśmy się po kościołach, na mszach za Ojczyznę, które przecież odprawiano nie tylko u Św. Stanisława, ale w wielu parafiach w całym kraju. Skandowaliśmy jego imię i nazwisko gdy rozganiała nas milicja na Placu Komuny Paryskiej, gdy wychodziliśmy ze mszy Ks. Jerzego, albo na zadymach pod Arką w Nowej Hucie. Potem były ulotki-wlepki z jego portretem, bez półcieni, czarno-biała podobizna, z wąsami. A potem szalona radość gdy dostał Nobla. To nie tylko on dostał Nobla, ale my wszyscy – tak myśleliśmy.
Potem były czarny środek lat osiemdziesiątych. I nagle znowu zaczęło się coś dziać. Najpierw strajki, a potem – Wałęsa w dyskusji z Miodowiczem. Rozłożył go na łopatki. Okrągły stół traktowaliśmy jak chwilowy taktyczny manewr, żeby potem rozprawić się ze zdychającą komuną. Cud naszego życia się wydarzył – Wałęsa na czele, udało się „obalić komunę”.
Rozpoczął się szok zamiany systemu. Pragnęliśmy normalnej gospodarki, ale nie wiedzieliśmy co to znaczy. Wyjazdy na Zachód do pracy nie uczyły tego czym jest kapitalizm, który w dodatku zaczął się wtedy właśnie gwałtownie zmieniać. Chcieliśmy, żeby było tak jak na Zachodzie, ale nie wiedzieliśmy jak to zrobić, i zaufaliśmy tym których wskazał Wałęsa. Ufaliśmy mu. Naród bez ojców potrzebuje ojca, który nim pokieruje. Wałęsa nie mógł się mylić, zwłaszcza, że jeździł do Papieża.
No i trzeba było, żeby został prezydentem – przecież nie można było tolerować tej komuny! Odbudujemy kraj!
Jak było dalej nie będę pisać, bo wszyscy, zwłaszcza tu na S24 pamiętają.
Wałęsa jest dokładnie taki sam jak Polska dzisiejsza. Ta nadzieja 1989 roku, nadzieja na życie w Polsce taka jaką powinna być przerodziła się w farsę propagitkowej „zielonej wyspy”, gdzie oligarchia medialna „wbija dzień w dzień milion gwoździ w milion desek”, z życiem na koszt przyszłych pokoleń, bez planu budowy chwały Rzeczypospolitej i jej obywateli, a raczej z rezygnacją z wszystkich ambitnych zamierzeń, na rzecz jałowego „tu i teraz”. Ciepłej wody w kranie.
I Wałęsa, który stał się satyrą z samego siebie, w klapkach z gołym brzuszyskiem paradujący po Florydzie albo zapluwający się w obronie przed materializacją tego co wszyscy podejrzewają – jest takim samym rozczarowaniem i potwierdzeniem tego rozczarowania Polaków co do dzisiejszej Polski.
Pierwszy raz usłyszałem Wałęsę, gdy szedłem ulicą Nowogrodzką po prawej stronie od Emilii Plater w stronę Poznańskiej. Na wysokości czerwonego budynku poczty i telegrafów, czerwonego, bo wyłożonego czerwonym piaskowcem, na którym było widać ślady kul z Powstania, przed bramą wjazdową stał zaparkowany ukosem milicyjny polonez. Za kierownicą siedział milicjant, otwarte okno, a z radia w środku było słychać jakiś głos nieporadnie dukający słowo po słowie, z jakimś takim dziwnym zaśpiewem, który potem wszyscy poznawaliśmy w mgnieniu oka. Ale pamiętam, że wtedy pierwsze wrażenie miałem takie, że trzeba uważać, bo coś jest niebezpiecznego w tym człowieku, który ma taki głos.
Zachęcam wszystkich do subskrypcji mojego newslettera. Info o nowościach i tekstach.




Powiem więcej, zachęcam Autora do pociągnięcia tego tematu w kierunku odnalezienia przyczyn, dla których ten nastrój był tak kreowany, i przez kogo ? Powyższa tonacja wypowiedzi może być bardziej przekonywująca niż posługiwanie się datami, zbędnymi szczegółami czy też nazwiskami winowajców.
W sprawach komputerowych pozwolę nie zgodzić się z Autorem, ale powyższa notka autentycznie oddaje nastrój minionych czasów.
Powiem więcej, zachęcam Autora do pociągnięcia tego tematu w kierunku odnalezienia przyczyn, dla których ten nastrój był tak kreowany, i przez kogo ? Powyższa tonacja wypowiedzi może być bardziej przekonywująca niż posługiwanie się datami, zbędnymi szczegółami czy też nazwiskami winowajców.
POLACZOK1023826 | 22.02.2012 13:48zablokuj
Kiedy okazało się że przysięgając na matkę Boską w klapie że nie jest agentem wszystkich nas oszukał ,nagle moi znajomi zaczeli go kochac a ja go znienawidziłem
co jest z tym narodem ,kiedy jesteś bohaterem nikt cię nie szanuje ,kiedy jest się świnią stajesz się mędrzcem Europy ,kochany przez tłumy
pozdrawiam serdecznie
Pozdrowienia
doprowadzil do łez, ale nie "do łez", jak mowilo sie grypsera młodziezowa 30 lat temu,
ale do łez wzruszenia...
......przepasc czasu
straszliwa, niezapełniona spełnieniem
przepasc czasu
niezapelniona dla Kraju
my mamy az za duzo pieniedzy, podrozy, towarzystwa, sensu
i to se jus ne wrati
po Smolensku nic juz se ne wrati
chyba ze stanie sie cud
ale limit cudow nad Wisla na XXI wiek
wyczerpal pewien, kiedys nawet sympatyczny
hosztapler
Czyli, każdy naród jest osierocony, gdy zwraca się ku jakiemuś charyzmatycznemu przywódcy, który dużo obiecuje.
kiedy Jeruzel wprowadził stan wojeny nasz przewodniczący został ponownie 1 Sekretarzem był wielkim świnią i dlatego od tamtych czasów nie należę do żadnych związków aż po dzień dzisiejszy
pozdrawiam
Kiedy byliśmy w 1985 roku w Gdańsku (wycieczka z ogólniaka), poszliśmy do kościoła św Brygidy i tam kupiłem zdjęcie Wałęsy. Kiedy przyjechałem z powrotem do Warszawy - pokazałem je rodzicom. I - tego nie zapomnę - mama powiedziała mi, że to już nie ten Wałęsa, co kiedyś. Nie rozumiałem tego, gdyż tak jak u Ciebie był dla mnie Nadzieją. Był dla mnie Polską.
Głosowałem na niego w pierwszej kadencji - już wtedy bez specjalnego przekonania. Głosowałem przeciw Kwaśniewskiemu (czyli też na Lecha W.) w drugiej kadencji. Nie zapomnę nigdy tego poczucia gwałtu na sobie, gdy wrzucałem kartkę do urny, kartkę z nazwiskiem człowieka, który wiedziałem już jaki jest.
Pozdrawiam,
Gdyby przyjac hipoteze wariantu ,ktory dla komunistow a wlasciwie sluzb specjalnych Tu ale i w innych postsowieckich demoludach wytransferowal dorobek narodu do kieszeni wybranych Walesa afirmujac ten proces z ikony rewolucyjnych dni,dzis stal sie jedynie podstarzalym grubasem gadajacym od rzeczy.Ciagna tego oryginala po swiecie od rewolucji do rewolucji by swym cielskiem i "politycznym odlotem" przyklepal nowy korporacyjny lad made in USA a do kieszeni srebrniki wetkna.
Zglobalizowal sie nasz "Bolo"
Potem przestałem działać ,bo zawiódł jako przywódca na całej
linii. Dla mnie reszta jego działań już nie miała znaczenia.
Za Sierpień jestem mu wdzięczny. Reszta to już milczenie.
Ważniejsze jest czym on jest obecnie.
A według mojej oceny, jest on chyba albo kabareciarzem , albo człowiekiem mającym narcystyczne problemy.
Też wtedy byłem w Gdańsku i oprócz tego samego dysonansu przy urnie przy głosowaniu Kwaśniewski kontra Wałęsa nie zapomnę jeszcze tego co powiedziała mi koleżanka z roku na studiach która bez zażenowania po powrocie z głosowania oświadczyła, że głosowała na Kwaśniewskiego bo .. ładniejszy :)
Tak jakby to były wybory miss Polonia :)
Wtedy w pełni sie zgadzałem choć w jednym z Mikke że kobiety nie powinny mieć czynnego prawa wyborczego :_)
Wtedy jeszcze to mnie szokowało bo wmawiałem sobie że Wałęsa jednak może coś jeszcze zmienić. Dzisiaj po latach spokojnie stwierdzam, że wybór między Kwaśniewskim, a Wałęsą był tylko pozorny. To co Kwaśniewski zrobił czyli doprowadzenie do uchwalenia nowej konstytucji w zasadzie ostatecznie przyklepało ponowne przykręcenie śruby które od lat obserwujemy.
To, że dzisiaj opozycja jest bezsilna w starciu z konglomeratem polityczno-układowo-finansowym jest pokłosiem tego że nikt po za słabą grupą z Olszewskim, Kaczyńskimi i innymi postaciami tego środowiska nie zamierzał przebić kołkiem osinowym komuny .. bo to nie było w ich interesie.
Główna wina przywódców którym ludzie wtedy w takim czy innym sensie ufali polega IMO na tym, że nie ostrzegali przed tym do czego to prowadzi, a ci którzy ostrzegali nie byli "po właściwej stronie" żeby mieć właściwe wsparcie medialne.
Ostanie lata powinny być lekcją tego że jeżeli polityk nie mówi o przyszłości w sposób jasny z rozpisaniem na role tego co trzeba zrobić to znaczy że myśli o "tu i teraz" i w sumie zamierza ukryć to co faktycznie zamierza zrobić kiedy do władzy się dorwie.
jak to dzieci
Złotówki mi to nie da, ale wstydzę się, że nadszarpnąłem wtedy mój honor.
Kurdemol, a tera inter pisze o wstydzie Rostowskiego, nie za swoją córę u Radka, ale za PiS.
Goo!
---------------------
Zgadzam się, tylko że Kwaśniewski pochodził z opcji, po której wiedziałem czego się spodziewać. Wałęsa natomiast oszukał tych, którzy za niego byli w stanie skoczyć w ogień. I przez to (po latach) uważam, że zrobił więcej zła niż Kwaśniewski. Wałęsa nie tylko pozwolił Polskę rozkradać, on podeptał u wielu prostych ludzi wiarę w uczciwość.
Pozdrawiam,
Pozdrawiam,
Goo!"
--------------
A SE pisze, że Donald Franciszek od Liczenia Głosów wskoczył wczoraj w samolot rządowy poleciał sobie do Sopotu pobiegać i wrócił z powrotem. Koszt wycieczki tego złodzieja: 22 tys PLN.
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/tusk-biegal-za-22-tys-zl-na-jeden-dzien-polecial-do-sopotu-rzadowym-samolotem_228802.html
Jaka wiec refleksja? Czy kolego pomyliles sie popierajac Walese, czy ja sie pomylilem, moj ojciec i 10 mln innych ludzi? Oczywiscie, ze nie. Walesa wtedy to byl jedyny racjonalny wyobor. W zwiazku z tym przelknij bracie, ze nie spelnil Twoich oczekiwan i ze popierales polidiote. Byles wtedy mlody, jak i Lexblue, a zdrada w mlodym wieku podwojnie boli. Lexblue jednak uwaza, ze nie nalezy sie martwic rzeczami na jakie i tak nie ma sie wplywu i wylewanie zalow takich jak ten post jest bezproduktywne.
Ale skoro to prawda, to domniemywam, że obecny standard, to premierowanie juz tylko w Środę.
Pani Magda do towarzystwa?, polecam już bardziej kopać Szydłowiec.
Nie mam mu za złe, że był TW "Bolkiem".
Ale za to wszystko co zrobił po 89 dla komuchów i do dziś robi, szczególnie za chamstwo, zasługuje na lamus historii.
Bohaterów niesionych na ramionach przez lud było już w Polsce trochę, niektórzy z nich kończyli w bardziej lub mniej zasłużonej niesławie. Symbol nigdy jeszcze nie został bogiem, ale zdarzało się, że pogubił rozum, gdy spodobało się mu być bożyszczem. Emocje współczesnych nie zawsze jednak odpowiadały późniejszym ocenom.
Owszem, zdarzają się w życiu piękne chwile. Tamten Karnawał w takie chwile obfitował. Ale nie dlatego, że ten i ów rzekomy ojciec narodu tak to sprytnie wyreżyserował. Ówcześni nasi przywódcy mieli odwagę i mieli autentyczne społeczne oparcie, w stosunkowo małej nawet zależności od ich moralnych, czy intelektualnych codziennych kwalifikacji. I oba te elementy bardzo dobrze się nawzajem uzupełniały, tworząc w skali społecznej niepowtarzalny nastrój i popychając zdrowo do przodu tryby historii, co zresztą też bardzo wyraźnie sie odczuwało.
Że po zwycięstwie nie nastała era dokonałości? Że nie całe życie naszego pokolenia mija w karnawale? Może to i przykre, ale inaczej chyba być nie może.
Polecam dla przypomnienia nastroju tamtego czasu wierszo-piosnkę Jana Krzysztofa Kelusa "Sentymentalna Panna S".
Opisał Pan ten czas z super dokładnością.Tak było.Ja do Wałęsy zacząłem mieć zastrzeżenia po jego liście do jaruzelskiego i o tego "kaprala"A jak była ta ustawka z tym okrągłym meblem,to już byłem pewien.Ja mogę Wałęsie wybaczyć wszystko,łącznie z tym "bolkiem".Ale jednego mu nie wybaczę a mianowicie to,że ten człowiek oszukał mojego Tatę.Oszukał człowieka starego, schorowanego i codzienie wyglądającego wolności dla Ojczyzny.Mój Tato uwierzył Wałęsie.Zgłosił się do prokuratury by wskazać gdzie ukrył swoją broń przed aresztowaniem go przez ub.Pamiętam jak mówił;"Moja walka skończona,zwyciężyłem i mogę umrzeć a wy i ty synu zacznijcie odbudowę Ojczyzny"A gdy umierał,to rosyjskie czołgi przejeżdzały przez Gruzję.Tego Wałęsie nigdy nie daruję. Nakazuję swoim wnukom by zdrajcom nigdy nie zapomniały.Przepraszam za osobisty wątek,ale i takie są rachunki z Wałęsą.Rachunki przejdą na następne pokolenia.
GLANS0901 | 22.02.2012 16:11zablokuj
Wałęsa okazał się po 1989 roku tym za jakiego uchodził w świadomości powszechnej.Przyznaję się bez bicia,że do Wałęsy byłem zrażony od początku z powodu jego prostactwa i cwaniactwa.Głosowałem na Wałęsę raz.Przeciwko Tymińskiemu.Takie to były parszywe wybory.
Wałęsa miał złoty róg,ale co tu się rozpisywać,ech...Piękne jest to ,że Pan potrafi o tym pisać szczerze,że nareszcie ludzie zaczynają się zastanawiać nad alternatywą.Myślę ,że coś z tego będzie i mam nadzieję ,że czas papierowych bohaterów odejdzie na zawsze.
Takie teksty mi coś przypominają. Mozna pisać ciurkiem, a nic z tego nie wynika, więc po co?
Proponuję coś od siebie :)
nikt jeszcze nie wie kim. Prawica podzielona/sproszkowana jak nigdy i słaba, tak jak i lewica. Nie widzę nikogo, kto mógłby na poważnie zagrozić obecnemu prezydentowi .Poza wszystkim nie ma u nas chyba nikogo kogo nie dałoby się opluć wirtualnie jak i realnie, wyciągnąć jakieś kwity itp.
Lech Wałęsa uosabiał wiele marzeń, tęsknot i nadziei Polaków. Niestety nie potrafił się oprzeć (zresztą, który polityk to potrafi?) skoncentrowanemu atakowi lobbystycznemu i medialnemu. Nie wykluczam zresztą, że kiedy dochodziło do ważniejszych decyzji pojawiał się smutny Pan z teczką i pomagał mu w podjęciu szeregu decyzji.
To co kochaliśmy w Wałęsie to wyidealizowany przez nas samych obraz człowieka jakim Wałęsa nigdy nie był i już raczej nie będzie.
Wynika to z tych powyższych, jakże smutnych, bo pełnych zawodu, komentarzy.
Pozdrawiam serdecznie
Wałęsy nie możemy w kontekście wydarzeń i jego w nich udziału w latach 1980 - 1995 brać przez pryzmat chłopka z Popowa ale przez pryzmat pt. Przedsiębiorstwo Wałęsa. A tam już prezesi, tęgie głowy, zadbali, żeby to wszystko się potoczyło tak jak się potoczyło.
Czołem!
Ha, Lexblue nie wpadl, ze o to ci chodzilo. W takim razie inna rozmowa. Otoz zwalanie winy na innych jest okropna przywara. Ta sama logika podpowiada, ze ty kolego mogles sie wiecej starac i pokierowac nas, czyli cala reszte na szeregie drogi dobrobytu.
Lexblue jest przekonany (bo wierzy w dobre intencje), ze Walesa chcial jak najlepiej i staral sie tak jak mogl i byl do tego zdolny. Winic go za stan obecny jest mocno nie fair. Lexblue za gosciem nie przepada, ale do takiej skrajnosci by sie nigdy nie posunal.
Że symbol (przypadkowy, jak wiemy) "Lek Walansa" jest uznawany na świecie, to nie dziwi. Dziwi jednak jakieś dziwne przekonanie niektórych, że człowiekowi Lechowi Wałęsie nie można nic wypominać.
PS. Nie do konca rozumiem to "gole brzuszysko" obnoszone jakoby po Florydzie. Czyzby ktos tu komus (nie tyle brzuszyska co Florydy)pozazdroscil?
Pozdro :)
Czy coś się zmieniło w sprawie Wałęsy i jego mocodawców? Nic. No może są już nowe twarze, teraz tacy demokraci pełną gębą.
Wszystko dalej bujda na resorach, tylko złość w ludziach już nie ta. Tak na dobrą sprawę nie wiadomo komu, a wiadomo za co. Pozdro
Prezydent Lech Kaczyński lubi odpoczywać w Juracie. Tak bardzo, że w ciągu dwóch lat był aż 141 razy na Helu. Kosztowało to podatników ponad dwa miliony złotych.
Tak czy siak, myślę, że jednak bardzo wiele mu zawdzięczamy. To się wie. Podstawiony, czy nie - wywoływał entuzjazm. Czy go zabił, czy nie zabił, w każdym razie go osłabił, tego komucha. Jakiś okrągłogłowy mięczak na jego miejscu - czy tak jednoczyłby ruch Solidarności? Czy byłby źródłem aż takiej antykomunistycznej "uciechy"? Czy w ogóle by tak "zaistniał"? Pewno, można mówić, że to nie jego zasługa świadoma, że tak sie stało. No tak. Tak się stało. I tak chyba trzebna mówić. Wałęsa to btyliśmy my - tacy, jacy chcieliśmy go widzieć.
Jak powiedział wcześniej w obliczu "wojny na górze" pewien mój znajomy dominikanin: "jestem za Wałęsą (a nie za Mazowieckim), bo jestem za życiem, nie za śmiercią". To była jakaś wielka racja.
Tak więc do roku 1995 a nawet i dłużej bardzo go lubiłem; mimo całej afery 1992 głosowałem na niego bez zahamowań w tym 1995 roku; wszak Kwaśniewski - to było jednak dla mnie niewyobrażalne, żeby komuch przeszedł zamiast Wałęsy. Cokolwiewk by było, rzecz nieporównywalna.
A potem Wałęsa "objawił" swój straszny brak klasy. I jego starość objawia się jako coraz potworniejsza (w znaczeniu nie tyle potworności, co potworkowatości). I oczywiście, że jest modelowym przykładem, jak to było i jest ze służbami w PRL i III RP. Myślę, że pocieszające wydaje się tylko to, że i służby nie wiedziały co z tego wszystkiego wyniknie... I że nie szło to wedle z góry zaplanowanego schematu. Nie we wszystkich punktach w każdym razie. Jakis palec Boży. Cwaniaczek Wałęsa ugrywał to i to, tamto i siamto, a był nieprzewidywalny. Dziś, niestety jest przewidywalny do bólu, albo do bulu...
Ten pański "naród niepodległych Polaków" to dziś wymóżdżone, bierne stado.
A może prawda jest i była znacznie prostsza niż, proszę wybaczyć, bajeczki, które Pan produkuje ku pokrzepieniu serc.
Proszę pozwolić, że uściślę. Otóż, bajeczką nazywam rojenia autora na temat "narodu niepodległych Polaków".
Reakcja na Smoleńsk a właściwie jej brak udowodniła, że ów "naród" to zwyczajne bydło, któremu jest wszystko jedno.
A Bolek? Był i jest prawdziwy. W klapkach, obok fortepianu, na tle symboli narodowych "narodu niepodległych" itd.
Zadnemu innemu by w przyblizeniu czegos podobnego nie przepuszczono.
Dlatego paradoksalnie moimi zdaniem Tyminiski bylby nieprownywalnie mniejszym zlem.
*** Zdecydowanie NIE. Trzeba oslabiac zlo.
Przy tym w przypadku Kwasniewski - Walesa, Kwasniewski mogl byc mniejszym zlem.
A co do "bydła" to zwracam uwagę, że ustawia sie Pan w jednym szeregu z innym użytkownikiem tego określenia.
Na szczescie to tylko Twoje zdanie czlowieka bez znaczenia. zupelnie inaczej Amerykanie doceniaja prezydenta Lecha Walese:
Władze stanu Illinois ustanowiły dzień 9 lutego 2012 roku „Dniem Lecha Wałęsy”. W ten sposób chcą uhonorować byłego prezydenta za zaangażowanie w promowaniu demokracji i wolności w Polsce i na świecie. Kopia dokumentu ustanawiającego ten dzień będzie przekazana Lechowi Wałęsie jako symbol uznania i szacunku.
Lech Wałęsa odebrał w Chicago nagrodę Fundacji Biblioteki Prezydenckiej Abrahama Lincolna. Przyznawana jest ona osobom, które swoim życiem i działaniami dają wyraz przywódczemu dziedzictwu 16. prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Carla Knorowski, dyrektor Fundacji, w laudacji na cześć Lecha Wałęsy porównując dwóch prezydentów mówiła: Oto mamy przed sobą dwie osoby ikony, ucieleśniające wytrwałość, siłę i wiarę”. Takie osoby, jak Lincoln i Wałęsa mają tę umiejętność „dostrzegania prawie niezgłębionych i zdawałoby się nieprzezwyciężalnych problemów jakie niosą ze sobą niesprawiedliwość i tyrania niewolnictwa czy komunizmu i powiedzenia sobie, że te formy nie tylko powinno się obalić, ale można i da się to zrobić.” Wskazując na potrzebę wolności Knorowski mówiła o konieczności przywództwa: „Była również nadzieja, a my, podobnie jak reszta kochającego wolność świata, a już na pewno jak większość Polaków w samej Polsce i poza jej granicami pokładaliśmy nasze nadzieje w Lechu Wałęsie. Podobnie jak Lincoln w czasach poprzedzających wybuch Amerykańskiej Wojny Secesyjnej, Lech Wałęsa stanowił kwintesencję przywódcy, który pojawił się na scenie w takiej chwili w historii, gdy kraj potrzebował go najbardziej.”
W moim przypadku dodałbym, ze brak dostępu do źródeł spowodowanych przyczynami obiektywnymi, przedłużyło mój szacunek do tej postaci, aż do końca tysiąclecia. Zmiana w postrzeganiu tego osobnika nie nastąpiła z powodu licznych namów zarówno z prawej jak i lewej strony, taka sytuacja nawet pogarszała sprawę. Gdy obok słów kogoś takiego jak Macierewicz, słyszało się zdania "przystające", pochodzące od betonowych lewaków, wzbijała się taka piana, że nasz "bolesław" mógł jeszcze trochę popływać.
Polski autorytet, taki jak Olszewski, przez domniemane swoje związki z wolnomularstwem, mogł być bezkarnie atakowany przez Wałęsę, określeniami typu: "dobry człowiek, ale śpioch(chodzi tu oczywiście o jakąś powolność decyzyjną a nie uśpienie agenturalne).
Moje oczy otworzyła dopiero wygrana Kwaśniewskiego, Stał się on dla mnie nie zbitym dowodem na lewacko-rosyjskie prezydenckie gniazdo Wałęsy, w którym mógł się wykluć tylko; pijany Olek.
Pozdrawiam serdecznie
To ci zmienne kanalie :(
I został nam dziś tylko ten sobowtór...
To ci zmienne kanalie :(
No widzisz, ale nadal Pulawskiego kochaja.
Bo widzieć chcieliście. Wałęsa był cały czas taki sam.
I nie wina Wałęsy że nikt mu nie powiedział żeby był cicho bo jest
prostakiem. Te żale ,że kogoś zawiódł to żałosne są.
Prawda jest taka, że czerwoni - excusez le mot - wydymali was na/przy Okrągłym Stole.
Pozdrawiam serdecznie
Mam wrażenie, że ktoś insynuuje zamknięcie West Point :D
Nie ma sprzeczności między legendą tego człowieka, a faktami...
Totalitaryzm czerwony zostawił światu wiele zła.
Wielu dało się nabrać vide Fundacja Biblioteki Prezydenckiej Abrahama Lincolna i cóż to zmienia?
Nam zaraza pozostawiła bolka z Noblem i co gołym okiem widać nie tylko.
Pozostanie lotnisko jego imienia, są granty, jest medialny show, ale też bolek nigdy nie będzie naszym bohaterem.
Po prostu nie zasłużył- nie ta bajka, nie ten czas, nie to miejsce...
Szkoda, że wielu wartościowych ludzi ucierpiało w szamotaninie o ukazanie prawdy o komunizmie.
Szacunek dla Pana.
Walesa byl najpierw malym donosicielem ... juz w LWP ... a potem Azefem ... w wielkiej polityce ...
dzisiaj to juz tylko karykatura ... jak ktos mu kaze to szczeka ... tyle jeszcze moze.
Nie,panie Lechu...Pan wg wielu ma sam wziac odpowiedzialnosc.
A reszta szuka kamieni.Bo sa bez grzsechu i .."Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamien..."/Jak mowi Ewangelia.../
Czy on mial taki niebezpiecszny glos? Nie sadze...zreszta mozna jeszcze raz posluchac...
http://lechwalesa.blip.pl/
Ja bylam ppod stocznia,kiedy odslaniano Pomnik.Byly nieprzebrane tlumy-podobno nawet ok.100 000 ludzi z calej Polski.Wielka,wspaniala, podniosla uroczystosc,oczekiwana na Wybrzezu od 70 roku.Stalismy z kolegami z liceum blisko podestu,gdzie ani nie przemawial,ani nie dukal zaden Walesa,ale odczytal Apel Poleglych sam we wlasnej osobie aktor DANIEL OLBRYCHSKI...
Takich imprez sie nie zapomina.Szkoda,ze nie pamieta Pani glosu swojego szefa z kancelarii prezydenckiej.a Olbrychski na pewno nie dukal,tylko porazajaco,bo z ogromna sila i wzruszeniem wzywal ofiary Grudnia do Apelu..Do dzis pamietam,a slyszalam to tylko raz.Nie pracowsalam u niego, nie byl moim szefem.
Uploaded with ImageShack.us
Uploaded with ImageShack.us
http://qavtan.wordpress.com/2011/12/12/najwazniejsze-byly-kobiety/
W dziesiątą rocznicę Grudnia ’70 czytał pan apel poległych. Podobno było to doświadczenie jak z “Dziadów”.
-W grudniu w ’80 przyjeżdżam do Gdańska na odsłonięcie pomnika Poległych Stoczniowców [...] Wuchodzę., zimno jak cholera, mówię “Psalm Dawidowy” w tłumaczeniu Miłosza, piękny. A potem: “Wzywam was, wszysy polegli w grudniu”. Mam listę 28 ofiar, bo tylko tyle udowodniono: “Wzywam Brunona Drywę…” -i raptem tysiąc ludzi odpowiada: “Jest wśród nas”. Jakbym dostał w łeb, nabrałem powietrza, kolejne nazwisko, odpowiada mi jeszcze więcej ludzi: “Jest wśród nas”. Kilometry głosów i pogłos: jee óód aas… O Jezu, co ja przeżyłem!
Uploaded with ImageShack.us
Uploaded with ImageShack.us
Oni sprawowali kierownictwo "dworu" Wałęsy dopóki nie pokłócili się przy podziale władzy.
Historia krzywym kołem się toczy...
I uczy nas przede wszystkim jednego - nie ufajmy politykom.
Żadnym.
To Państwo najpierw wykreowaliście go na panopticum bohatera, sami wmawialiście mu jakim to herosem i geniuszem nie jest, a teraz macie doń pretensję, że nie jest ?
A więcej samokrytyzmu, to nie łaska ?
Przyznaję, że łatwiej mi to pisać, gdyż jako student z Trójmiasta, znając go w miarę z bliska (tzn. także bez pośrednictwa kamer), nie budowałem o nim domów na lodzie. I potem zawsze byłem co najwyżej przyjemnie zaskoczony. Ileż można wymagać ? oczekiwać od jednego i jednak tylko prostego człowieka ?
A teraz została ta cholerna gorycz...
Weźcie się Państwo lepiej za konkretne działania usprawniające Waszą demokrację, zamiast czepiać się przeszłości sprzed 32 lat.
Czy nie zawalaliśmy na niego własnych zaniechań ? To jest właśnie sens mojego: A moży by tak więcej samokrytycyzmu ?
...
Osobiście odczuwam wdzięczność wobec Lecha Wałęsy za to, co zrobił, a siebie samego współobciążam tym, czego nie zrobił także i on.
Choć wtedy nie było internetu, nie było tak łatwo jak dziś... co jednak robimy dziś ? Każdy za siebie ? Dla przyszłości, nie dla narzekania na przeszłość ? No to zadziałajmy rzeczowo, konstruktywniej !
:)
2. Bo ważną postacią, i symbolem był, owszem. Rolę odegrał. I dobrze. I nic Amerykańcom do naszych wewnętrznych. A brak brak klasy widoczny dla wszystkich poobjawiał już za prezydentury; rozwinęło się u niego bardzo to brakoklasowienie po prezydenturze.
2. Pułaski, panie, Pułaski - a nie Puławski!!
Do tego sie odnosze:"/.../miałam wrażenie, że Wałęsa ma sobowtóra - tego zlego, gorszego, podejrzanego. Ten sobowtór dukal Apel Poległych w grudniu 1980 roku, odsłaniając Pomnik Stoczniowców. Ten sobowtór pojawiał się wielokrotnie na uroczystościach publicznych, gdy Wałęsa był prezydentem, a przecież pracowałam wtedy jakiś czas w jego kancelarii"/
A moze te fotki tak zadzialaly?
Ja ten Twoj tekst DIM dalabym jako motto do wszystkich pojawiajacych sie wypowiedzi o Walesie.
A potem... potem po prostu za dużo na chłopa, przepraszam: na robotnika spadło naraz zaszczytów, wywiadów, tytułów honorowych, bycia symbolem, schlebiaczy, oczekiwań, godzenia walk frakcyjnych, bojów o władzę, lewa noga, prawa noga... Pogubił się i chciał podawać Kwaśniewskiemu nogę, zamiast ręki - wszyscy to widzieliśmy :) ...i poległ.
Mickiewicz także przez nie całe życie nie pisał Reduty Ordona. A jednak uznajemy go za naszego, wielkiego, narodowego -czyż nie tak ?
A Walesa zdobywa punkty....
http://frizona.pl/threads/4008-My-Wywiad-Teresy-Tora%C5%84skiej-z-Jaros%C5%82awem-Kaczy%C5%84skim-z-1994-roku
Moim szefem w Kancelarii był Jarosław Kaczyński, i jego głos z tamtych czasów pamietam znakomicie, rozmawiałam z nim wtedy wiele razy na bieżąco. Wałęsa był za wielki na zwykłych urzedników (słusznie zresztą, choć byłoby miło częściej go widywać, skoro pisało się dla niego wypowiedzi), był w Belwederze, Beweder był osobno i daleko, kancelaria urzędowała na Wiejskiej, to pare przystanków. Nie miałam wielu okazji widzieć go ani słyszeć na zywo.
Pozdrawiam:)
http://lechwalesa.blip.pl/
Pozdrwiam
harfer