"Anonimowi są hakerami ale nie od systemów komputerowych. Naszą specjalnością są systemy rządowe..."
Niektóre z działań Grupy Anonymous są podobne pod względem metod i skuteczności do akcji WikiLeaks, ale cele Anonymous są szersze i wykraczają poza zdobywanie i ujawnianie dokumentów rządowych. Anonymous powstała o kilka lat wcześniej niż WikiLeaks.
Skutecznośc ataków na polskie strony rządowe była b.efektowna. Nie dajmy sobie wmówić przeróżnym Knapikom i innym fornalom medialnym, że są to tylko hakerzy. Wysunięty przyczółek Matrixu, czyli Palikociarnia już próbuje sprowadzić sens antyrządowych ataków hakerskich i wieców w Polsce do walki o...filmiki porno.
W tym wszystkim jednak chodzi o coś innego. Anonymous ostrzegają polski rząd, że, w razie potrzeby, będą w stanie sparaliżować infrastrukturę państwa. Ogłaszają też, że zdobyli 185 Gb poufnych danych MON, MSW i Min.Sprawiedliwości oraz, że zdobyli kopie skrzynek mailowych najważniejszych osob w panstwie: "upublicznimy waszą korespondencję ze stroną rosyjską w sprawie Smoleńska, upublicznimy wszystkie dokumenty dotyczące koncesji na gaz lupkowy (kto i dlaczego ma dostać koncesję)".
Czy Anonymous odegrają jakąś rolę w oczekiwanych polskich przemianach i jaka to będzie rola? O tym się dowiemy w niedługim czasie, ale nie z TVN24...
Zebrana i publikowana przez Anonymous CZARNA LISTA "OSIĄGNIĘĆ" POLSKIEGO RZĄDU zdaje się napawać optymizmem - jest dość szczegółowa i bardzo wyczerpująca. Na korzyść grupy działa zdecentralizowana jej struktura otwarta na lokalne inicjatywy i sposób działania zgodnie z zasadą "global brain".
Polscy Anonymous piszą tak: "MY SIE JUŻ NIE DZIELIMY – PODZIAŁ JEST PROSTY – NARÓD I ZDRADZIECKI RZĄD !!!!
innych podziałów już niema."
Na koniec fragmenty z ich wypowiedzi-manifestów oraz przesłanie do polskiego rządu w formie pliku video:
Anonimowi są hakerami ale nie od systemów komputerowych. Naszą specjalnością są systemy rządowe...
Jesteśmy manipulowani i rządzeni przez chorych ludzi. MY młodzież nie godzimy się na takie rzeczy.
Mają prawo po swojej stronie mają pieniądze i znajomości, to oni trzymają w rękach świat. My za to posiadamy idee a idee są kuloodporne.
Tylko osoby, które wierzą, że mogą zmienić świat są w stanie to zrobić.
Usunięte komentarze w sprawie ACTA – analiza zespołu Fanpage Trender
Petycja o odwołanie rządu Donalda Tuska
=====================================
CZARNA LISTA "SUKCESÓW" RZĄDU ZEBRANA PRZEZ ANONYMOUS
OTO CZĄSTKOWY WYKAZ JAKICH SPRAW UJAWNIANYCH BĘDĄ DOTYCZYŁY DOKUMENTY POZYSKANE !!!
- Odbita CBA zyskuje nowe niekonstytucyjne uprawnienia, a do tego nie będzie juz zajmować się tylko zwalczaniem korupcji. „Pomysły są niebezpieczne i szkodliwe. To zamach na wolność obywatelską” – mówi „DGP” prof. Piotr Kruszyński, ekspert od prawa karnego oraz konsultant sejmowy
– Szef ABW, K.Bondaryk chciał utajnienia podsłuchów nawet przed operatorem telekomunikacyjnym. Wprowadził bazę danych o przesyłkach pocztowych i skaner który czyta listy bez ich otwierania. Wcześniej ten szef służb specjalnych pracował w Erze. Jego brat Marek organizował ogromne przemyty złota z Belgii do Kaliningradu.
– Wiceszefem ABW został Zdzisław Skorża, znajomy Edwarda Mazura, w „nocnej zmianie” mówi wyłącznie po rosyjsku!. Wcześniej był w SB.
– Podpułkownik Barbara P. popełnia samobójstwo bezpośrednio po rozmowie z przełożonymi z delegatury ABW w Poznaniu i centrali w Warszawie. W liście pożegnalnym oskarża szefów o mobbing. Jak twierdzą dziennikarze, podpułkownik Barbara P. odpowiadała w służbach za sprawy finansowe. Dlatego wielokrotnie miała być przesłuchiwana przez nowe kierownictwo służb, szukające dowodów na bezprawne działania szefów ABW w czasach rządów PiS: Witolda Marczuka i Bogdana Święczkowskiego – czytamy w „Dzienniku”.
– Platforma specustawą umożliwiła powrót nie zweryfikowanych pozytywnie żołnierzom WSI do Służb Kontrwywiadu Wojskowego i Służb Wywiadu Wojskowego.
– Nowym wiceszefem CBA zostaje osoba zamieszana w sprawę śmierci Olewnika.
– CBŚ na usługach „układu z Trójmiasta”. CBŚ zbierało dowody dla Kaczmarka, Kornatowskiego i Marca gdy już nie pełnili żadnej funkcji.
– Sprawa Wojciecha Brochwicza. Najbardziej wpływowa osoba w tajnych służbach, zanim odszedł obsadził wszystkie najważniejsze stanowiska swoimi ludźmi. Człowiek PO, były wiceszef MSWiA. On miał stać za aferą przez którą Cimoszewicz musiał zaprzestać kandydowania na prezydenta. Dziś jest adwokatem Janusza Kaczmarka (pamiętacie jak Kaczmarek kłamał, ze nie spotkał się w hotelu z Krauzym?), zasiada w zarządzie Biotonu jednej z najbardziej znanych firm R.Krauzego. Ryszard Krauze jest znany z kolekcjonowania dawnych agentów. Co ciekawe, do jego leśniczówki często przyjeżdżali na polowanie Komorowski i Palikot. Komorowski silnie lobbował w sejmie za nie rozwiązywaniem WSI
– ABW podsłuchiwało prywatne rozmowy dziennikarzy, Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego z Wojciechem Sumlińskim.
– Głośna sprawa próby samobójczej Wojciecha Sumlińskiego w kościele. ABW zatrzymała dziennikarza który badał sprawę wycieku aneksu, sprawe w której marszałek komorowski mieszał z zeznaniach i zatajał spotkania z dawnymi SBkami. Dziennikarzowi przeszukano dom a nawet wsadzono palec w odbyt aby sprawdzić czy nic nie ukrywa. Sam dziennikarz przyznał, ze już jest zniszczony, nawet jak okaże się niewinny to wszystko co miał było na kredyt który nie jest teraz w stanie spłacić. Ma żone i dzieci. Zatrzymano go po oskarżeniach SBka.
– Raport Pitery (dokument rządowy) ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Pitera pracuje ale nie wykryła jeszcze żadnej korupcji, jedynie dorsza za 8,20zł. Jej mąż to agent SB o pseudonimie TW „Piotr”
– PO dała pracę absolwentom MGIMO ? Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Dyplom z tej uczelni wiązał sie z przepustka do kariery w KGB. 46 z nich pracuje w centrali MSZ a 37 w placówkach dyplomatycznych.
– Graś cieciem u Niemca którego firma nie istnieje od 20 lat a jednocześnie w tym czasie był koordynatorem do służb specjalnych. Co ciekawe, ten Niemiec Paul Rogler zawiązał inną spółkę z kolegą ministra Grada Franciszekiem Grybosiem i wydzierżawili od państwa atrakcyjny obiekt sportowy w jednym z najbarsziej malowniczych miejsc na Podlasiu. Gryboś posiada tez udział w spółce żony ministra Grada w której siedział on sam i jego syn Paweł. Gryboś i inni szefowie MGGP w 2005 dali 80tyś na kampanię dla Grada a w 2007 z racji limitów dali 42 tyś.
– MSWiA ma plan zmuszać ICP do zbierania danych o użytkownikach Internetu.
– Dodatkowo ma powstać czarna lista domen które maja być blokowane. Rząd szykuje art. 170a.
– Urząd Komunikacji Elektronicznej, bez naszej wiedzy, rozpoczął spis powszechny wszystkich Internautów w Polsce
– Z Polski do białoruskiego KGB wyciekły setki danych o transakcjach obywateli Białorusi w naszym kraju – pisze „Gazeta Wyborcza.
– Funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego pojawili się w urzędach miejskim, powiatowym i gminnym szukali informacji dotyczących majątku generała Waldemara Skrzypczaka (ma on certyfikat do tajemnic NATO) który ma krytyczny stosunek do rządów Bogdana Klicha.
– PO chce inwigilować obywateli, wiedzieć z kim i skąd dzwonią, kontrolować Internet. Helsińska Fundacja Praw Człowieka interweniuje. Przeczytajcie art. „Obywatel w sieci pod lupą”
– Sprawa senatora Piesiewicza i udział tajnych służb, mężczyzna odpowiedzialny za szantaż zeznał, ze był agentem WSI.
– Projekt Pl.ID, wiele organizacji jest przerażonych wielkością zbieranych informacji przez MSWiA, baza będzie zawierać wszystko ,od ewidencji gruntów po akta stany cywilnego. przeczytaj art. „Wielka baza danych budzi kontrowersje”
– Projekt INDECT, wdrażany w Polsce. Wielki brat który będzie monitorował Internet w tym nawet p2p i Usnet, fora dosłownie wszystko. Analizował dane z kamer ulicznych, cyfrowo rozpoznawał twarze.
– Słynna już akcja internautów Stopcenzurze która była pokłosiem afery hazardowej. pod apelem do prezydenta o zawetowanie ustawy podpisało się już ponad stu dziennikarzy, prawników i przedsiębiorców. Tusk debatował z wyselekcjonowanymi internautami.
– CBA powiedziało Rosołowi kiedy przyjdą przeszukać mu dom. Mimo że ten wyczyścił mieszkanie po skandalicznej wizycie tajnych służb to i tak odzyskano pendriva liste pytań jakie ma zadać komisja hazardowa Kamińskiemu.
– Major Szczęsny odwołany z funkcji eksperta po tym jak zaproponował oddanie prokuraturze sprawy narażania żołnierzy na niebezpieczeństwo utraty życia.
– Zaraz po katastrofie smoleńskiej (3 godziny) ABW na wniosek Komorowskiego wchodzi do domu zmarłych parlamentarzystów pod pretekstem zebrania DNA a zabrali dokumenty i laptopy.
Nowa ustawa przemocowa przewiduje zbieranie wrażliwych danych o rodzinach tylko na podstawie podejrzenia lub donosu tzw. Niebieska karta. Definicja przemocy: dawanie klapsów, zawstydzanie, krytykowanie, jednorazowe albo powtarzające się działanie lub zaniechanie naruszające wolność.
Sprawa nazywana MEGA przekrętem, polska kupuje gaz od Rosji za 400 dolarów za 1000m3, Polska sprzedała prawa do gazu łupkowego za 1% wartości za 5,63 złotego za 1000m3. Szacuje sie że straciliśmy na tym 2 biliony złotych. Sprzedaliśmy bo nie mamy obecnie technologii wydobycia. Komorowski o wydobywaniu gazu mówił „Nie warto, bo mamy dobry kontrakt z Rosją”
– Polska umarza 1,2 miliarda złotych za transfer gazu w zamian Gazprom zmniejszy nam ceny o 1%. Ekonomiści juz wyliczyli, że ten 1 jest wart max 15 mln dolarów a my im umorzymy 1,2 miliarda zł. Winnych nie ma.
– PO zobowiązała nasz kraj do kupowania gazu od Rosji do 2037 roku w sytuacji gdy sami możemy być w niedługim czasie potęgą gazową. Nawet niemiecka prasa pisze o kontrowersjach. Transakcja ma wartość ok. 100 miliardów dolarów. Sprawe z gazu Tusk uzgodnił z Putinem w czasie spotkania w Smoleńsku, sami rosyjscy dziennikarzy byli zdziwieni.
– Państwo przeznaczyło 113 milionów złotych na reklamę matematyki ale tych reklam nie zobaczycie w TVP tylko TV4 która w 90% należy do Solorza i w 10% do ITI
– Prywatyzacja gdańskiej „Energii”. Firma przyniosła w 2009r 900mln zysku. Rząd PO chce ją sprzedać za 4,9mld. Czyli nabywcy wydatek zwróci się po 5 latach, spółkę chce kupić Kulczyk Investments.
– Pierwsza decyzja Tuska i NBP, 182 mln.euro w błoto
– PO zmniejsza składkę przekazywaną z OFE do ZUS, ekonomiści już twierdzą, ze w przyszłości może nam zabraknąć na emerytury! przeczytajcie art. „Rząd szykuje bombę emerytalną”
– Eureko zostało zwolnione z podatku od 4 miliardów złotych dywidendy.
– Upadek Stoczni. Rząd niezgodnie z prawem faworyzował w przetargu handlarza bronia z Kataru. Wynajął firmie PR do przygotowania upadku stoczni od strony medialnej w czasie gdy sam Tusk dawał jeszcze nadzieje stoczniowcom. UE odrzuciła rządowe plany naprawy stoczni bo rząd ich samodzielnie nie napisał a zlecił Ukraińcom. Polecam artykuł „Ustawa ułożona pod przekręt”
– Zlikwidowanie polskiej większości w spółce EuRoPol Gaz w porozumieniu z Gazpromem
– ITI dostaje 456 mln od miasta Warszawy. To najwyższa subwencja sportowa w historii stołecznego samorządu. Ekonomiści zgodnie podkreślają, że państwo na tym traci a drużyna piłkarska wchodzi niedługo na giełdę. Subwencja tylko podniosła jej wartość za która zostanie sprzedana. Wsześniej ITI była jednym ze sponsorów kampanii wyborczej HGW.
– Spółce J&S w której zarządzie zasiada Jacek Dubois, pełnomocnik prawny Platformy Obywatelskiej zmniejszono karę o pół miliarda złotych! Ale to nie wszystko, PO wynajmuje jego kancelarie do obrony swoich ludzi. Ostatio załyna obrona Beaty Sawickiej której bronił za darmo i nawet pożyczył jej 300tyś na kaucję. Dodatkowo kancelaria dostała bez przetargu kontrakt na 600tys zł za pomoc prawną przy budowie stadionu.
– MSWiA pozbyła się resortowego osiedla na warszawskich Kabatach za 10% wartości. To kupił? Swoi, mieszkania służbowe wykupili współpracownicy G.Schetyny z ministerstwa w tym. K.Bondyrak i W.Brochowicz
– Hanna Gronkiewicz-Waltz buduje oczyszczalnie ścieków za 564 mln euro, najdroższą na świecie. To o 265 mln euro drożej niż w najtańszej ofercie. Ta sama firma buduje identyczna oczyszczalnię w Turcji za 108 mln euro. Podoba oczyszczalnia została wybudowana w Budapeszcie za 250mln. euro.
– Mirosław Drzewiecki, czyli słynny „Miro” lobbował za 50 krotnym zmniejszeniem podatku dla pól golfowych. Jan Wejchert, współwłaściciel „grupy ITI”, telewizji „TVN” i „Wejchert Golf Club” nie będzie teraz musiał zapłacić 700 tys. zł a niespełna 13 tys. podatku.
– Karpiniuk: Wybierzecie kandydata PO będą pieniądze na szpital!
– Grupa Eskadra, agencja reklamowa, która była zaangażowana w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej dostaje zlecenia z rządu. W większości bez przetargu
– Norbert Wojnarowski PO jest jest prywatnie udziałowcem firmy handlującej długami szpitali i wspólnie z żoną ma 48% udziałów w firmie Progres. Zgłosił ustawę w której wierzyciele mogą przejąć szpital za długi.
– NFZ zabrał 80tyś. obłożnie chorych domowe pielęgniarki.
– Wielka dziura w ZUS, brak pieniędzy na bieżące wypłaty. Deficyt funduszy ubezpieczeniowych w zeszłym roku przekroczył 9 mld zł. Trzeba było powiadamiać UE. prof. Stanisław Gomułka z BBC twierdzi, ze to wina rządu.
– Europejska Agencja do spraw Leków odrzuca wszystkie argumenty resortu zdrowia, który nie chce kupić szczepionek na nową grypę. A Ewę Kopacz nazywa populistką. Lobbysta firm farmaceutycznych zasiadła w ławach sejmowych podczas debaty o szczepionkach.
– Mirosław Sekuła z PO umorzył długi a następnie sprzedał hutę Zabrze za 750tyś zł. Biznesmen który kupił hutę zaraz sprzedał zarabiając kilkaset razy więcej.
– Resort finansów przygotowuje rewolucyjne zmiany w opłatach za samochody. Najwięcej zapłacą kierowcy jeżdżący motoryzacyjnymi starociami: 3 tys. zł za auto sprzed 1992 r. Właściciele pojazdów, których wiek nie przekracza 9 lat, zapłacą około 500 zł
– Ministrowie naciskali na Urząd Skarbowy aby nie egzekwował 900 milionów zł podatku od Rafinerii Trzebinia której szef zamieszany jest w nielegalny handel i oszukiwanie fiskusa. CBA i prokuratura bada sprawę.
– Narodowy Fundusz Zdrowia zakazał leczenia chemioterapia niestandardową tym szpitalom, w których nie pracują wojewódzcy konsultanci ds. onkologii.liczba placówek w których można uzyskać pomoc gwałtownie się zmniejszyła. Zaprzestanie Leczenia oznacza progresję choroby a to oznacza odmowe NFZ na kontynuacje leczenia.
– Ministerstwo rolnictwa blokowało inwestycje IKEI za 380mln euro jak sie później okazało do inwestycji jednak doszło. Minister nie chciał oddać ugorów pod fabrykę nazywając cenne rolniczo.
– Kolejna restrykcja, aby dostać becikowe matka musi przedstawić dokument, że od 10 tygodnia ciąży jest pod opieka ginekologa. Nie przewidziano tylko, że niektóre kobiety miesiączkują będąc w ciąży lub nie chcą na siłę iść do lekarza.
– Jeśli ktoś płacił w czasie swojego życia częściowo KRUS i ZUS to jeśli będzie chciał np. dostac emeryturę z KRUS to składki wpłacone za ZUS przepadają.
– Ministerstwo Zdrowia zakazuje sklepom zielarsko-medycznym sprzedaży kolejnych podstawowych produktów leczniczych, a to grozi ich likwidacją – alarmuje Urszula Jarosz z Izby Zielarskiej.
– Od początku rządów koalicji PO-PSL zatrudnienie w administracji wzrosło o 10 procent – pisze „Rzeczpospolita”wynagrodzenia dla urzędników doszły do kwoty 25 miliardów złotych.
– Rząd sprzedaje akcje PZU po zaniżonej cenie, kupujący od razu zyskują 231%
– Obecny minister MSWiA Jerzy Miler bez przetargu wybrał system informatyczny za 4 miliony
– Sikorski kupił 76 foteli po 10tys każdy
– Nieoczekiwane odwołanie przez premiera Przemysława Guły z funkcji szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wywołało lawinę rezygnacji. W geście protestu z pracy odeszło 10 osób, w tym wszyscy eksperci z kluczowego wydziału analiz zagrożeń
Bruksela zarzuca Polsce, że nie wdrożyła dyrektywy przeciwpowodziowej i mamy co mamy.
- Afera Kudryckiej ? kontrola na UJ w związku z jedną pracą magisterską
– Donald i Grzechu grali w piłkę zaniast głosować. Tego dnia głosowano nad emeryturami dla policjantów
– Ponad 300 naukowców napisało „List w obronie rozumu” do Minister Jolanty Fedak
– Umorzenie śledztwa Kulczyk ? Auganow
– Powstała czarna lista działaczy polonijnych którzy krytykują rząd.
– Cofnięcie nakazy aresztowania dla Ryszarda Krauze bo sam się zgłosił, odmówił złożenia zeznań, z powrotem wrócił zagranicę
– Siłowe usuniecie ludzi z KDT
– Podręczniki do polskiej historii tylko te uzgodnione z Niemcami i Rosją.
– Ministerstwo Edukacji chciało aby z jedynkami można było przejść do następnej klasy. nauczyciele w szoku.
– Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica ? łup wyborczy Platformy Obywatelskiej. Działacze partii Tuska wzięli wszystkie kluczowe stanowiska w państwowej spółce.
– Ryszard Makowski satyryk z kabaretu OTTO stracił pracę w domu kultury bo naśmiewał się z PO
– Należące do Skarbu Państwa spółki węglowe oraz koncern PKN Orlen finansowały działalność fundacji Instytut Studiów Strategicznych żony Bogdana klicha.
– Agencja reklamowa Lowe GGK należąca do koncernu, z którym do początku lutego związany był poseł PO Andrzej Halicki, wygrała przetarg na przeprowadzenie kampanii reklamowej dla rządowej agencji.
– „Chłopcy Drzewieckiego” ze spółki PL.2012 dali sobie premię, 110 tysięcy 846 złotych netto dla każdego członka zarządu.
– Senator Jan Olechaza za ponad 30 metrowe pomieszczenie płaci gminie niecałe dwieście złotych miesięcznie. Co najmniej pięć razy mniej niż przeciętna cena rynkowa,
– Miliony złotych na nagrody, 8 z 17 ministerstw wypłaciło już ponad 30 milionów zł nagród za 2009r.
– Tuska na mecze wożą trzy rządowe limuzyny.
– Komisja „Przyjazne Państwo” zgłosiła projekt ustawy tzw. „Szczypiorkowej”, w myśl której można by wsadzić do więzienia babcię handlującą na ulicy szczypiorkiem ? ustalił „Wprost24″. To nie żart.
– Senatorowie PO chcą walczyć z szarą strefą wśród rolników, którzy sprzedają własne sery, dżemy czy wędliny i nie płacą od tego podatków.
– Przekazy dnia aby politycy wiedzieli co mówić.
– Posłanka PO Krystyna Skowrońska głosowała na 4 ręce, ale nie ma afery. Gdy zrobili to politycy SLD skończyło sie na odebraniu immunitetów.
– Prezydent Szczecina Piotr Krzystka PO, pozwał do sądu internautów którzy go krytykowali. Teraz pozna ich tożsamość. Komentarze to finał afery mieszkaniowej w którą Krzystek był uwikłany (wyrok sądowy zmusił go do oddania 170-metrowego mieszkania komunalnego, które w 2000 r. bezprawnie otrzymał, a potem za grosze wykupił na własność). W zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: „kompletny gamoń”, „zakłamany drań i oszust”, „łgarz” czy „nędzny złodziejaszek”.
– Maciej Grabowski doradzał zarówno Platformie, jak i doradzał i pracował dla Casinos Poland Sobiesiaka, największej sieci kasyn w Polsce. Grabowski jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi PO, współtwórcą jej sukcesów w wyborach. To on przygotował Donalda Tuska przed ostatnimi wyborami do wygranej debaty telewizyjnej z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.
– Ministerstwo Sportu zorganizowało szkolenie dla samorządowców ws. Euro w… hotelu Marriott za 691zl za noc. Oprócz drogich noclegów i posiłków podatnicy ufundowali im salę fitness, basen i saunę. W zawiadomieniu o warsztatach przestrzegano ich uczestników, by ?podczas pakowania podróżnych bagaży? nie zapomnieli slipek. Impreza kosztowała 29 800 a polegała na wysłuchaniu konferencji na której wystąpiła pro-gejowska organizacja.
– Miasto Warszawa chojnie wspiera duże imprezy. Dali dotacje 600tys zł na dofinansowanie koncertu AC/DC, 1,4 miliona na turniej tenisowy.
– Miasto Warszawa wydało prawie 440tyś zł na szkolenia pracowników ratusza z jezyja angileskiego. Bez przetargu bo urzędnicy zajmują sie powodzią i nie mieli na to czasu.
– Miasto Warszawa za sponsorowało spotkanie „integracyjno-rekreacyjne” dla pracowników Metra Warszawskiego i ich rodzin za 200tyś. Firma która je organizowała dostała zlecenie bez przetargu.
– Druga afera pompowania kół. Pierwsza miała miejsce przed rządami PO, wtedy G.Schetyna zapisywał do partii fikcyjnych ludzi i nieboszczyków. Teraz jak PO rządzi znowu robią jaja, politycy PO za jednym zamachem chcieli zapisać do partii 4,5 tys. fikcyjnych członków! Próbę ostatecznie udaremniły władze Platformy. Najwięcej dusz było w Krakowie, Katarzyna Matusik-Lipiec i Łukasz Gibała chcieli zapisać 700 osób. W Gorzowie Wielkopolskim (szefową regionu jest posłanka Bożenna Bukiewicz), doszło do próby dopisania 500 fikcyjnych członków.
– Składka zdrowotna pójdzie w górę w zamian za ulgę podatkową na prywatną polisę medyczną – ujawnia „Dziennik Gazeta Prawna” A mówili obniżymy podatki a polisa ma wzrosnąć do 12%. Czy ta prywatna polisa medyczna nie jes początkiem prywatyzacji medycyny?
– Nowe podatki od gazu, prądu i paliwa pod płaszczykiem ochrony środowiska. Adam Ambrozik z Konfederacji Pracodawców Polskich mówi wprost: rząd chce wprowadzić tylnymi drzwiami kolejne daniny
– PO i PSL wstrzymało sie od głosu w sprawie debaty o krzyżach co dało pole do popisu zwolennikom usuwania krzyży ze szkół.
– Szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy wygrał w sądzie z Kopacz za niepłacenie za zabiegi. Duża część szpitali myśli nad tym samym. Po przekroczeniu limitu NFZ juz nie płaci szpitalom za wykonane zabiegi które nie ratują życia a pacjenci przychodzą. Szpital w Wolsztynie (Wielkopolska) odwołał ponad 150 operacji ponieważ nie było pewne czy ratują życie.
– Pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy i bibliotekarze – ok. dwustu osób podpisało się pod listem otwartym do premiera Donalda Tuska protestującym przeciwko likwidacji bibliotek w małych miejscowościach. Minister Hall chce likwidować biblioteki ponieważ nie przynoszą zysku.
– Minister zdrowia zmieniło listę leków dostępnych dla punktów aptecznych. Inne leki może sprzedawać apteka w mieście a inne apteka na wsi.
– Rząd PO-PSL przekroczył wszystkie granice, za wyjazdy urzędników za granice płacimy 1 miliard zł. Nasi urzędnicy upodobali sobie kraje egzotyczne na wyjazdy na szkolenia. Nepal, Korea południowa, Wietnam, tam wyjeżdżają urzędnicy z ministerstwa pracy mimo że takie same szkolenia odbywają się w Europie. Ministerstwo Kultury upodobało sobie Senegal, Togo,i Kubę a celem wyjazdu jest… ochrona polskich zabytków i dóbr kultury. Tak ogromne sumy przeznaczane na zagraniczne wyjazdy dowodzą całkowitej nieodpowiedzialności polskich urzędników w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi – mówi Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma 516 służbowych aut, ZUS ponad 300 aut. We wszystkich ministerstwach jest ponad 100tyś służbowych telefonów.
– Po raz pierwszy Polska dopłaciła do budżetu Unii, i to 1,5 miliarda. fachowcy z PO-PSL nie wykonali nawet swojego budżetu, pozyskali mniej o 20 miliardów. Przeczytaj art. „Kolejny cud Tuska: dopłacamy do Unii”
– PO, Zbigniew Chlebowski po aferze zbunkrował się w domu na dwa miesiące ale sam sobie napisal usprawiedliwienie i dostał 25tyś poborów z czasu gdy nie pracował.
– Wojewoda PO nie dopuścił do usunięcia pomniku wdzieczności dla armi czerwonej w Legnicy.
– Polityk PO „W zyciu tak już jest, że nie raz planujemy różne rzeczy, a potem natrafiamy na trudności. Dzieciom to nie zaszkodzi (zabranie z domu) nauczy je odporności na podobne problemy w przyszłości”
– Lobbyści z TESCO napisali sobie ustawę w ramach przyjaznego państwa palikota
– Lobbyści z stowarzyszenia „Bez Dioksyn” napisali sobie projekt nowelizacji ustawy w ramach komisji palikota.
– Komandosi GROM grali w piłke z Tuskiem. To niewyobrażalny skandal – ocenił w Radiu ZET Jerzy Szmajdziński z SLD
– Ministerstwo Środowiska płaciło za sponsorowane artykuły Gazecie Wyborczej. Kosztowało to 61,22tyś zł. W sumie były to dwa artykuły za 47,8 tys i wyświetlenie na stronie gazety za 13,42 tys. zł.
– Warszawa nie lepsza, HGW daje kontrakt Agorze na 220tys, mowa nie została opublikowana w Księdze Zamówień Publicznych
– Polska odnotowuje wielka porażkę w UE w czasie gdy Sikorski nie wiedział czy kandyduje na szefa NATO. Chodzi o projekt kształtu służb zewnętrznych UE (EEAS) w której nie be dzie miejsca dla Polaków.
– Senator PO z Wrocławia wynajął pomieszczenie biurowe od magistratu za 300zł gdzie za taka cenę trudno znaleźć studentowi mieszkanie i to w nienajlepszym miejscu. A senator wynajął pomieszczenie na biur w atrakcyjnym miejscu w którym stawka za m2 to min. 50zł
– Afera z PARP, pieniądze nie dostali najlepsi a pierwsi z listy.
– Bronisław komorowski żądał od byłej szefowej Kancelarii Sejmu przekazywania sprawozdań o wizytach u posłów. Nie ugięła się, więc straciła stanowisko. Ceniona przez posłów wszystkich partii politycznych, Fidelus-Ninkiewicz pracowała w Kancelarii Sejmu 11 lat.
– Bocheńskie starostwo płaciło agencji reklamowej „Wenecja” za poprawienie wizerunku urzędy, właścicielem agencji jest żona Andrzeja Wyrobca, obecnego skarbnika Platformy Obywatelskiej
– Premier zamiast głosować o dodatku do emerytur grał w piłkę. PO i PSL przegłosowali brak dodatku.
– Pijani ludzie Komorowskiego nad grobem Anny Walentynowicz
Na Damiana Raczkowskiego (szef podlaskiej PO) głosowało więcej osób niz było wyborców. Skandal.
- Naciski na prokuratorów aby oskarżali poprzednia ekipę za czasów PIS „To mnie za to przeniosą do Gołdapi lub Suwałk” za to, ze prokurator nie chciał oskarżyć Ziobry,
– Odwołano szefową Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie za brak postępów i nie wszczynanie sprawy „łapówkarskiej” przeciwko Kamińskiemu
– Czuma mianował na prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, SBka który szantażem wymuszał współpracę z bezpieką.Trzeci minister sprawiedliwości zanim powołał nowego prokuratora generalnego to obsadził na stanowiskach nowych prokuratorów ludzi Edwarda Zalewskiego.
– W sprawie olewnika trzech morderców i strażnik więzienny popełniają samobójstwo.
– Samobójstwo popełnia dyrektor generalny Kancelarii Premiera Grzegorz Michniewicz, w trakcie badania przez prokuraturę ewentualnego przecieku z kancelarii premiera ws. afery hazardowej.
– Samobójstwo popełnia „Iwan” świadek ws. zabójstwa Papały. Media piszą, ze bał sie o rodzine.
– Samobójstwo przez głodówkę Rumuna zatrzymanego Claudiu Crulica zatrzymanego za domniemana kradzież, po śmierci znajduje się świadek który dał mu alibi.
– Prokuratura wszczyna postępowania dyscyplinarne dla prokuratorów krytykujących swoich przełożonych. Zarzuty usłyszała Małgorzata Bednarek prezes stowarzyszenia „Ad Vocem”. Obwinionym jest też prokurator Jarosław Duś. Przed sejmową komisją śledczą powiedział, że jest szykanowany przez swoich przełożonych. Zaś mediom ujawnił, że nie pozwolono mu przesłuchać Stefana Niesiołowskiego z PO. Kłopoty ma też słupski prokurator Marcin Natkaniec, który chciał stawiać zarzuty lokalnemu wójtowi
– Warszawski prokurator zaproponował kobiecie seks w zamian za umorzenie sprawy. Przyłapano go, gdy w swoim gabinecie stał rozebrany do slipów i zamierzał odbyć stosunek ze sklepową złodziejką. Mimo że od tych zdarzeń minęło półtora miesiąca Konrad P. nadal nie ma postawionych zarzutów!!!
– 178 aptekarzy wytoczy proces ministerstwu zdrowia. Chodzi o przepisy pełne wad które mogą świadczyć o niekompetencji urzędników.
– Rodziny ofiar żołnierzy z Afganistanu prowadzą własne śledztwa w sprawie śmierci ich członów rodzin. Robią tak ponieważ wykryli, ze wojsko kręci wałki nt. ich śmierci. Opowiastki wojskowych nie zgadzają się z sekcja zwłok. Jest też wątek w którym ludzie Bogdana Klicha wysłał chorążego aby dowodził oficerami ponieważ chorąży bez doświadczenia nie będzie negował wskazówek dowództwa.
– UE skazała nas na karę 31 799 euro za każdy dzień zwłoki w poprawieniu ustawy regulującej hazard
Ministerstwo Sprawiedliwości odkryło nieprawidłowości w ochronie tajnych danych w kilku prokuraturach. Zamiast sprawdzić pozostałe, kontrole zawieszono, a kontrolerów wyrzucono z pracy – ustalił „Dziennik Gazeta Prawna”. Szefem resortu był wtedy Zbigniew Ćwiąkalski
===============================================================
Palikot
„Prezydent jest chorym, tragicznym człowiekiem. Powinna mu pomóc rodzina. To chora i psychopatyczna postać.”
„Kaczyńscy są małymi zakompleksionymi ludźmi, którzy nigdy tego nie zrozumieją.
„Apeluję do Lecha Kaczyńskiego, żeby wytrzeźwiał i wreszcie przedstawił opinii publicznej, co naprawdę myśli w pełni swoich przytomnych sił. „
„Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? „
„Działacze Solidarności sami zachowują się jak wieprze, bo chcą tylko dla siebie. Sami sobie przykleili ten świński pysk.”
„Ja ? niepytany ? oświadczam, że jednoznacznie preferuję kobiety. A Pan, Panie Jarosławie? „
„Czy Jarosław jest Jarosławą? Czy Jarosław Kaczyński jest kobietą”
„Wśród bliźniaków jednojajowych często jedno z nich jest homoseksualistą. Tak przynajmniej twierdzą medycy. Jarosław, w przeciwieństwie do Lecha, nie ma żony, dzieci, z kobietami trudno go spotkać, a mieszka z mamą i kotem. „
„On zachowuje się jak człowiek z podpalona głową, z płonącym mózgiem.”
„Przykro mi, że prostytucja w polityce sięga nawet pani minister Gęsickiej. „
„Raz na kilka miesięcy ożywiona hałasem partyjnego wołania podnosi się z politycznych katakumb Zyta Gilowska. Dziwne to jakieś: strzygą, horrorem i cmentarzyskiem zalatuje.”
„W szlachetnym geście postanawiam ratować ich złajdaczony honor, i niniejszym publicznie ogłaszam, iż chętnie mieszkanie od Zbigniewa Ziobry odkupię, aby mógł jak mężczyzna długi swoje spłacić i odejść bez rozgłosu oraz wstydu dla kolegów.
Prezydent odniósł sukces w Brukseli, bo zdobył krzesło. Jeśli to ma być miarą jego sukcesu, to ja bym się na jego miejscu spalił ze wstydu. (Bronisław Komorowski)
Prezydent może być niski, ale nie mały. (Radosław Sikorski)
Jest pytanie o znaczenie pecha w polityce, gdyż rzeczywiście pan prezydent Kaczyński ma pecha, to widać, że ma pecha. Kolejne wizyty, i coś tam szwankuje. (Bronisław Komorowski)
Lech Kaczyński potrzebuje kuracji, która doprowadzi jego system
nerwowy do porządku. Pytanie, czy to chwilowa zapaść, nerwica czy trwałe uszkodzenie, które wcześniej czy później skończy na komisji lekarskiej. (Stefan Niesiołowski)
Jeśli to zamach, to bym powiedział: jaka wizyta, taki zamach. Bo żeby nie trafić z 30 metrów w samochód to trzeba ślepego snajpera. (Bronisław Komorowski)
Bolszewicki temperament Kaczyńskiego i socjalistyczne poglądy na rolę państwa i na gospodarkę upodabniają go, nawet nie do Kwaśniewskiego, lecz do starszych kolegów byłego prezydenta, tych których nazywano kiedyś betonem PZPR ( Donald Tusk)
Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować ? to jest filozofia PiS. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi. (Donald Tusk)
Ja ? poza krawatami i opalenizną ? nie jestem w stanie rozróżnić Jarosława Kaczyńskiego od Andrzeja Leppera. (Donald Tusk)
Jarosław Kaczyński jest zakompleksiony (W.Bartoszewski)
Kaczyńscy są źródłem wszelkiego zła. Zwłaszcza Jarosław Kaczyński (Niesiołowski)
Kiedy ktoś mnie po pijaku obrzyga w autobusie, to nie jest obraza. To jest obrzydliwość. Nie każdy może mnie obrazić. Prezes PiS nie ma życiorysu, który by mu na to pozwolił. Jestem ponad to. (w.Bartoszewski)
Konferencja Jarosława Kaczyńskiego to żałosny pisk zazdrości i zawiści. (Sławomir Nowak)
Jeżeli by Polska miałaby spaść do rangi zainteresowania, jakim obdarzana jest Ruanda, Burundi w świecie, to byłby najlepszy argument za wybraniem człowieka, który ma doświadczenie w hodowli zwierząt futerkowych. Natomiast nie ma doświadczenia bycia ojcem czegokolwiek i czyimkolwiek (W.Bartoszewski)
Nie warto frustratów komentować. To temat dla psychoanalityka. Takimi sprawami można się zajmować w kategoriach psychologicznej traumy, którą ten pan, odkąd przestał być premierem, przeżywa. (Niesiołowski)
Podobieństwo Kaczyńskiego do Gomułki jest uderzające (Niesiołowski)
Tak sobie myślę już po ludzku, ten chłop chociaż powinien się cieszyć, że bratu odpadł naprawdę groźny konkurent. (D.Tusk)
Nienawiść zalewa mu mózg. (Niesiołowski)
Widok Jarosława Kaczyńskiego w kąpielówkach uwłaczałby godności i powadze PiS (Paweł Graś)
Widziałem obłęd w oczach Jarosława Kaczyńskiego (Sebastian Karpiniuk)
Jestem ze Śląska, czyli Znikąd. Bo kim są Ślązacy? Trochę mówią po polsku, trochę po niemiecku. Odporni na mity niepodległościowe. Naród niewolników, naród pracy. (Kutz)
Kaczyńscy mają w sobie to szczególne nawiedzenie. Widać w dzieciństwie mieli jakieś fatalne zabawki i zamiast jeździć na rowerze i kopać piłkę, czytali patriotyczne czytanki. I to im się w tych głowach zalęgło. (Kutz)
Palikot jest politykiem nowej generacji, przyszedł do polityki z literatury, z Gombrowicza. W pojedynkę wodzi za nos całą opozycję. Więcej Palikotów. (kutz)
To są maniery Mao Tse-Tunga: kandydat na prezydenta w czerniach, pani też cały czas w żałobie. (kutz)
Warszawa jest bardzo brzydka. Jest pewien żart ? przyznaję okropny ? że to takie miejsce między Moskwą a Berlinem, gdzie krowa zrobiła kupę i jeszcze w tę kupę wdepnęła. (kutz)
Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię (Sikorski)
Można być prezydentem, ale można być też chamem. (Sikorski)
Jest prezydentem jednej partii. Stronniczym, zacietrzewionym, mściwym. Wykreśla z listy znajomych Władysława Bartoszewskiego, kompromituje Polskę za granicą, wdaje się w awanturę o kartofla (Niesiołowski)
Jeśli ktoś nie pił taniego wina, to dla mnie jest podejrzany. Bo albo był wychowany w jakimś obrzydliwym luksusie i nie zna życia, albo nigdy nie był młody. (Niesiołowski)
Kaczyński zachowuje się jak Komunistyczna Partia Polski (Niesiołowski)
Pan Bóg tak stworzył kurczaki, że są inteligentniejsze od kaczek. Podobno kaczki są dość tępe. (Niesiołowski)
Pan Kaczyński, z nową fryzurą, że tak powiem, mógłby bardziej fantazyjnie się uczesać. Natomiast te trzy egerie są bardzo mało wiarygodne, ponieważ jedna kłamie, druga ujada, a trzecia nie ma nic do powiedzenia. (Niesiołowski)
Ten pakt należy nazwać ?paktem trzy razy P? ? politycznego paranoika, przestępcy i przestraszonego. (Niesiołowski)
Więcej warte było hasło Aleksandra Kwaśniewskiego „wspólna Polska”. Bo to coś znaczyło. A „najważniejsza Polska” – czy są ludzie, dla których ona nie jest ważna? Przeciwko komu to jest skierowane? (Niesiołowski)
To jest konwergencja, teoria biologii. Jeżeli upodabnia się do ryby, chociaż nie pochodzi foka od ryby, to Kaczyński upodobnił się do Gomułki, choć PiS nie pochodzi od PZPR. (Niesiołowski)
Ty, jak to szło, guten morgen ? butem w mordę?(Niesiołowski)
Wydawałoby się, że z Lechem Kaczyńskim niewiele mnie łączy, ale to nieścisłość. W latach 70. zajmowaliśmy się Leninem, tyle że ja wysadzałem w powietrze jego pomniki, a on cytował jego dzieła w swojej pracy doktorskiej. (Niesiołowski)
- „Pośredniak platformy Obywatelskiej” poszukajcie w sieci, działacze PO nie maja problemów ze znalezieniem pracy w administracji.
– W spółce Elewarr w Wąbrzeźnie pracuje Andrzej Kłopotek, brat posła Eugeniusza Kłopotka z PSL, specjalista ds. kontraktacji – wykształcenie podstawowe.
– Wiesław Raboszuk, radny PO z warszawskiego Targówka został szefem Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Jest osobą bez doświadczeń w zarządzaniu funduszami. Wśród zatrudnionych jest ok. 60 działaczy PO z rodzinami.
– Ministerstwo Finansów ogłosiło w lutym konkurs na naczelników 201 urzędów skarbowych ale to nic nie dało. Prymusi zostali odrzucenie bo nie mieli zaufania ministra. Dariusz Przysucha zdobył najwięcej punktów w konkursie, od 15 lat pracuje w skarbówce, nie dostał żadnej posady. Andrzej Jarosiński zdobył najmniejsza liczbę punktów i dostał pracę, był wcześniej w ABW.
– w zespole doradców strategicznych premiera Tuska pracują dzieci wysoko postawionych osób zaprzyjaźnionych z Michałem Bonim min.Paweł Bochniarz, syn Henryki Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, współpracującej z Bonim w rządzie Bieleckiego.
Pracuje w nim też Mikołaj Herbst, syn Ireny, byłej wiceminister gospodarki, a obecnie doradcy zarządu Lewiatana
– Wiceminister Finansów Jacek kapica wsadza swoich ludzi. Wszyscy robia błyskawiczne kariery i awanse w państwowych spółkach. Średnio trzy stopnie awansu w trzy lata.
– Po prostu tu jestem – mówi o swojej nowej posadzie Tomasz Mencina (PO), były burmistrz Ursynowa. Odchodził z urzędu w niesławie, bo naraził miasto na gigantyczną stratę. Teraz dostał strategiczną posadę w warszawskich wodociągach.
– Nepotyzm w NFZ w Gdańsku, znajoma dyrektora, bez kwalifikacji, robi straty na miliony złotych.
– Szefem jednej z największych spółek podległych marszałkowi województwa Max-Film (zarządza kinami w całym kraju) został Lech Jaworski, radny PO, jeden z najbliższych współpracowników Hanny Gronkiewicz-Waltz.
– Piotr Chajderowski i Marian Gawrylczyk zarabiają na życie jako członkowie rad nadzorczych Lotosu i Cefarmu Wrocław. Obaj byli kiedyś współwłaścicielami spółki Signum Promotion, którą założył obecny szef gabinetu politycznego premiera. Sławomir Nowak w Kontrwywiadzie RMF FM stwierdził, że nie ma z tym nic wspólnego.
– Lokalny polityk PO Arkadiusz Gierałt oprócz dyrektorskiej pensji bierze pieniądze za zasiadanie w aż czterech radach nadzorczych spółek podległych KGHM. Żaden z awansowanych polityków w KGHM i spółkach zależnych nie brał udziału w konkursie na dyrektorskie stanowisko. Inkasuje miesięcznie 50tyś.
– Senator PO Tadeusz Maćka, który został dyrektorem do spraw pracowniczych w podległej KGHM kopani. Sprawa budzi kontrowersje, bo ten były prezydent Lublina jest oskarżony o narażenie miasta na stratę 1,6 miliona złotych
– Norbert Wojnarowski z PO wsadził swoja żone do KGHM bez konkursu, wynagrodzenie 30tys. miesięcznie
– Karol Szczepaniak, radny Platformy Obywatelskiej z Głogowa. Bez konkursu został dyrektorem w spółce zależnej od KGHM – Pol-Miedź Trans
– członek PO z Legnicy i były radny Jerzy Bednarz został wiceprezesem w zarządzie spółki-córki KGHM Inova
– radny Platformy Eric Alira, dostał pracę w należącym do KGHM klubie piłkarskim Zagłębie Lubin
– Marcin Kulicki, działacz mazowieckiej PO, były ZOMOwiec został szefem państwowej Krajowej Spółki Cukrowej nie mając doświadczenia.
– nepotyzm w Totalizatorze Sportowym, Michał Chyczewski na szefa TS wybrał znajomego a ten na członka zarządu kolejnego znajomego.
– Sprawa Stanisława Gawłowskiego
– Nepotyzm Klicha to juz historia, przytoczę tylko nazwiska, Jarosław Hodura, Marcin Idzik, Krzysztof Kuczmański,Marcin Pyzik, Marcin Dulian, Grzegorz Lipiec, Grzegorz Stawowy, Katarzyna Góralczyk czy egzotyczny Kajetan d’Obyrn
– Nepotyzm ministra sprawiedliwości Czumy, Bogusław Mazur i jego synalek (znany też z listy kapusiów)
– „Układ Pawlaka” wpiszcie w google bo to tez juz historia
– Elżbieta Lanc, w przeszłości wpływowa działaczka PSL, dziś w sejmikowym klubie PO dostała z kolei pracę w Przedsiębiorstwie Gospodarki Maszynami „Warszawa”. – Szukałam pracy, zapisałam się do klubu PO i udało się – wyznała „Gazecie” Lanc, z wykształcenia polonistka.
– Sejmikowy radny PO Krzysztof Skolimowski, historyk z wykształcenia został oddelegowany do rady nadzorczej warszawskiej spółki miejskiej Szybka Kolej Miejska i jak powiedział „od zawsze interesował się ogólnie rozumianym transportem”.
– Szefem PERN Przyjaźń, właściciela strategicznych ropociągów, pompujących rosyjską ropę do rafinerii w Polsce i Niemczech został Robert Soszyński z PO. Wcześniej minister odwołał prezesa wyłonionego w konkursie
– W oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa w Gorzowie dyrektorem został Tomasz Możejko, sekretarz lubuskiej PO – z zawodu nauczyciel historii. Wygrał dopiero w drugim konkursie, w pierwszym komisja rekrutacyjna uznała, że nie ma kwalifikacji. To zaufany człowiek poseł Bożenny Bukiewicz, szefowej lubuskiej PO.
– W Łodzi zarząd Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska podzieliły między siebie rządzące w sejmiku województwa łódzkiego PO i PSL. Prezesem jest Andrzej Budzyński (wiceszef PO w Opocznie). Wiceprezesem m.in. Wiesław Łukomski (PO), nauczyciel historii.
– W Toruniu szefem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa jest szef toruńskiego PSL Andrzej Gross
– Julian Golak – b. radny wojewódzki PiS – przeszedł w połowie ub. roku do obozu PO i zaczął popierać koalicję w dolnośląskim sejmiku. Trafił do rady nadzorczej spółki Avista Media (ta należy Dialogu, własności KGHM). Ma średnie wykształcenie, skończył trzyletnie Archidiecezjalne Studium Teologiczne. I zaprzecza, że pracę zawdzięcza przejściu do klubu PO. – Po prostu wysłałem podanie i zostałem przyjęty.
– Elżbieta Zakrzewska (Unia Pracy) – w marcu 2008 r. dołączyła w sejmiku do klubu PO, w czerwcu została dyrektorką szpitala MSWiA w Jeleniej Górze.
– Robert Banasiak został wiceprezesem Dialogu. To zaufany człowiek wicepremiera Grzegorza Schetyny, który wcześniej pracował w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim jako dyrektor departamentu spraw społecznych.
– Szef Biura Informacji Sejmu Krzysztof Luft (PO) w radzie nadzorczej Radia Gdańsk
– W zarządzie PERN i radzie nadzorczej Portu Gdańskiego znalazł się Marek Litka, ekonomista – członek PO. Prezesem Morskiego Portu Gdańsk jest Ryszard Strzyżewicz, skarbnik gdyńskiej PO
– Prezesem Gliwickiej Agencji Turystycznej jest wiceszef sejmiku z PO Marcin Kędracki.
– WORD w Bielsku Białej dostał b. poseł PO Edward Płonka (znany z tego, że trzymał na żółwia łańcuszku).
– Śląskim Ogrodem Zoologicznym kieruje Jolanta Kopiec, była posłanka SLD (w sejmiku SLD jest w koalicji z PO).
– Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku kieruje Andrzej Kotala (PO).
– W śląskim oddziale regionalnym Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji w Częstochowie wiceszefem został Bartłomiej Sabat (PO), szef klubu częstochowskich radnych PO, były asystent europoseł Małgorzaty Handzlik i były dyrektor biura częstochowskiego posła PO Grzegorza Sztolcmana. Agencja to jego pierwsza praca poza partią.
– PKS w Radomiu to Leszek Ruszczyk, radny Sejmiku z PO. Niedawno zatrudnił na szefa stacji obsługi Wojciecha Lisa, brata minister zdrowia Ewy Kopacz. Lis jest mechanikiem samochodowym. Nie było konkursu. – Złożył podanie, jak ktoś szuka pracy to znajdzie – tłumaczy nam Ruszczyk.
– Wiceszefem Agencji Nieruchomości Rolnych w Rzeszowie został matematyk Jerzy Borcz czynny polityk PO, radny sejmiku wojewódzkiego. Nim wystartował w konkursie podkarpacka PO pozytywnie zaopiniowała jego kandydaturę.
– Wiceszefową Agencji Nieruchomości Rolnych w Olsztynie została bez konkursu w 2008 r. Janina Filipiuk z PSL.
– Szefem Warmińsko-Mazurskiego Funduszu Ochrony Środowiska jest poseł PSL Adam Krzyśków. Pensję bierze z Funduszu, nie z Sejmu – bo jest większa. W radzie nadzorczej Funduszu jest też poseł Platformy Miron Sycz – nie pobiera pensji. Ale w ubiegłym roku stowarzyszenie żony parlamentarzysty dostało dotację z WFOŚ na drewnianą wiatę. Sprawa budziła kontrowersje i doprowadziła do zawieszenia posła w klubie PO.
– Prezesem wydającego dziesiątki milionów złotych Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska został Wojciech Piekarczyk z PSL, jego zastępcą Andrzej Gajak z PO.
– w kierownictwie oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych w Lublinie dyrektorem oddziału został Leszek Świętochowski – członek zarządu wojewódzkiego PSL, jego zastępcami po konkursach: Grzegorz Kurczuk (b. minister sprawiedliwości z SLD, prawnik) oraz Leszek Daniewski (miejski radny PO). Niedługo potem szefem KRUS został b. lubelski poseł PSL Henryk Smolarz.
– PSL ma też firmę PKS „Wschód” – Teresę Królikowską z PSL wskazała wojewoda Tokarska – zamiast Tomasza Fulary z PO. Ta zmiana oburzyła posła Janusza Palikota. Dlatego wiceprezesem PKS został Leszek Piotr-Krajecki, sekretarz zarządu regionu PO. Niedawno zrezygnował ze stanowiska.
– PKS w Radomiu przejmuje radny sejmiku z PO Leszek Ruszczyk.
-Do rady Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej w Radomiu trafiło dwóch polityków PO – Włodzimierz Konecki, radny Radomia, i Marek Kordecki, radny Siedlec
– Na mazowszu, na 30 nowych dyrektorów spółek państwowych wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski (PO) 15 to członkowie koalicji rządzącej.
– We władzach Herbapolu pojawiła się Teresa Bogiel, była radna PSL w powiecie płockim i zaufana współpracowniczka Adama Struzika (PSL), marszałka Mazowsza. Z partyjnej rekomendacji zasiada też w radzie nadzorczej Mazowieckiego Funduszu Poręczeń Kredytowych.
– Do rady Państwowych Magazynów Usługowych w Pruszkowie dostał się Andrzej Łuczycki, były senator PO z Radomia
– Lasy Państwowe obsadzone z klucza politycznego PO. Mariana Pigana został szefem, jego opublikowane CV składa się z siedmiu zdań.
– Jan Harhaj, sekretarz Platformy na Warmii i Mazurach dostał pracę w radzie nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
– Miejska spółka ciepłownicza płaciła pensje sportowcom i trenerom trzecioligowej Stali Kraśnik, której prezesem jest poseł PO. Piłkarze pracowali tylko na papierze ? twierdzi NIK
PO zwolniła fachowca a by wsadzić swojego do Poczty Polskiej. Przeczytajcie art „Platforma czyści pocztę Polska”
- Afera hazardowa. Wszyscy zamieszani w wałki na hazardzie znali się od dawna. Chlebowski, Schetyna, Sobiesiak, Drzewiecki, Rosół. Stenogramy i dużo info jest w internecie. Dodatkowo spotkania na cmentarzu i wkręcanie córki sobiesiaka do totalizatora.Sama śmietanka Platformy to wałkarze. Straty podatników to 500mln zł. Jest tez drugie dno, oni robili interesy już dużo wcześniej przy wyciągach z prezesem koła PO w Czorsztynie Lechem Janczym.
– Wiceprzewodniczący PO Waldy Dzikowski był podejrzany o korupcje przy inwestycjach za 5mln. ale PO nie pozwolił na uchylenie immunitetu aby proces mógłby sie rozpocząć. Sprawa będzie umorzona do czasu wygaśnięcia immunitetu.
– Afera Tomasza Misiaka i firmy Work Service. Biznes na zwolnionych stoczniowcach bez przetargu i pisanie ustawy pod firmę. Misiak robił też interesy z poczta na kwotę 12 mln gdy w tym samym czasie pracował nad zmianami w poczcie.
– Spółka MGGP żony Grada i kolegi wygrywa rządowe przetargi. Kosztuje to polskich podatników 400mln unijnej kary
– Afery korupcyjne Prezydenta Sopotu. PO broni swojego człowieka. Gangsterzy zatrudniają syna członka PO.
– Afera Zbigniewa Pawłowicza, senatora PO. 10 milionów państwowej dotacji dla swojej kliniki.
– Radny PO Leszek N. chronił gangsterów ze Szczecina
– Cezary Jakubowski z PO to złapany łapówkarz
– Radny Majdan chciał udowodnić przed sądem, że policjant chciał mu dac „z główki” w kolano ale sąd nie dał wiary i go skazał.
– Sprawa kupna aneksu do raportu o likwidacji WSI i niechlubna rola w nim Komorowskiego i jego kolegi dwukrotnie szkolonego przez KGB w latach 80, miotanie się w zeznaniach komorowskiego
– Szef krakowskiej PO Paweł Sularz zamieszany w sprawe prania brudnych pieniędzy w spółce Creation. Spółka wykręciła wałek na 50 milionów euro.
– Prezes ZUS Sylwester R z PO zatrzymany za korupcję przy budowie siedziby za 30 milionów. Grozi mu 10 lat.
– Michał Ł. i Cezary A złapani za posiadanie narkotyków. Ten drugi ja sam mówił, dorobił sie pierwszego miliona pracując fizycznie zbierając truskawki za granicą. Chyba były ze złota.
– przyjazne państwo i ustawa o odrolnienu działek. Czyli jak zbic fortunę w jeden dzień
– Lody Palikota (jest on wiceprzewodniczący partii) i zdrojewskiego w warszawskich łazienkach
– Lody Palikota i Studentów co wpłacali na jego kampanię po 20tyś ze swojego kieszonkowego. Dziś ci studenci pracują w urzędach.
– Lobbyści Tesco napisali sobie ustawę pod przykrywka komisji Palikota.
– Krzysztof Grzegorek, wiceministrowi usnęło się na podłodze korytarzu a Sławomira Miłeka z pijaństwa zabrała karetka. Dodatkowo Grzegorek podejrzewany o przekupstwo i mataczenie.
– Wiceminister Maciej Trzeciak i jego wały na dopłatach UE
– Wałki przy zakupach w MON, wynegocjowane ceny za Bryzy były trzy razy większe niż ich rynkowa wartość. Klich chciał kupić łudz podwodna bez przetargu i bez zapoznania się z parametrami technicznymi.
– Syn ministra kultury Stanisław Z. dwa razy został złapany na handlu narkotykami, został zwolniony bo to była niska szkodliwość społeczna czynu
– wiceminister edukacji Krzysztof Stanowski wygrywa konkurs współorganizowany przez MEN i otrzyma 650 tys. zł publicznej dotacji
– Żona wiceministra środowiska Stanisława Gawłowskiego robi interesy z ministerstwem środowiska
– Miliard euro straciliśmy ponieważ resort pisał ustawę pod fundacje ministra, Maciejowi Nowickiemu miało zależeć, by ogromnymi pieniędzmi ze sprzedaży praw do emisji gazów cieplarnianych obracała fundacja, której był prezesem przez 15 lat.
– Afera senatora PO Abgarowicza. Wielokrotnie kłamał i wykręcił wała na 700tyś zł.
– Poseł PO Norbert Wojnarowski handlował długami szpitali i jednocześnie pracował nad ustawa o ZOZach
– Piotr Czubiński PO podejrzewany o korupcję
– Sprawa Długów Posła Chlebowskiego w Żarowie. Nowy burmistrz od razu zrezygnował z funkcji gdy zobaczył, ze długi sięgają 70% rocznych dochodów.
– Łukasz Lorentowicz, były asystent posłanki Beaty Sawickiej, twierdzi, że Sawicka, a także Mirosław Drzewiecki, naciskali na niego, by składał korzystne dla Platformy zeznania.
– Wałki przy budowy orlikow, faworyzowano konkretne firmy. Sprawa zajęła się CBA
– NIK stwierdził, że ekipa Hanny Gronkiewicz-Waltz ustawiała konkursy w ratuszu pod konkretnych ludzi.
– Łukasz J. Brud, sekretarz warszawskiej Platformy i szef ochockiego OSiR-u ma zarzuty prokuratorskie.
– Doradcą Kopacz, Jan Gołąb opłacany przez koncerny farmaceutyczne. Inny doradca Lech Barycki opłacany przez firmę Falck Medycyna
– Posłanka PO Lidia Staroń kupiła działkę pod swoim pawilonem usługowym za 749zł. Ziemie miała w dzierżawie. Okazuje się, ze wszystkie dokumenty o wybudowaniu pawilonu zniknęły. Dodatkowo zataiła dochody z oświadczeniu majątkowym.
– Mirosław B z PO,były dyrektor departamentu mienia i inwestycji w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie chciał sprzedac za łapówke pałac Potockich w Olesinie koło Kurowa. Złapali go. Chciał 80tyś a pałac warty 8 milionów.
– Senator PO Roman Ludwiczuk wywiną wała na 138 531 zł miastu Wałbrzych
– Poseł Miron Sycz z PO wykręcił wałka na 40tyś Wojewódzkiemu Funduszowi Ochrony Środowiska
– Sawimed, spółka M.Sawickiego (PSL) i jego żony stara się o 4,5mln. zł od wojewody mazowieckiego… tez z PSL. Wcześniej Już spółka wywineła wałka przy nabywaniu ziemi w ustnym przetargu gdzie M.Sawicki był wójtem.
– Piotr Czubiński z PO usłyszał zarzuty w związku z nieprawidłowościami w finansach SUK i braki w kasie. Prokuratura ma też podobno mocne dowody na jego korupcję ale na razie nic nie ujawniają, czekają na ekspertyzę. Broni go Palikot.
– Krzysztof Lisek to prominentny polityk PO i jeden z bliskich współpracowników premiera Donalda Tuska. Jest on członkiem Rady Krajowej oraz wiceprzewodniczącym Regionu Pomorskiego Platformy Obywatelskiej. Pierwszy polski Europoseł pozbawiany immunitetu.
– Firma Zony Sławomira Nitrasa (PO) E-Plus dostaje zlecenia państwowe w zachodniopomorskim, sprawę bada CBA. Chodzi tez o spółkę Żwirex, w której udziały ma ojciec radnego PO i szwagra Nitrasa Stanisław Gzyl
– Przedsiębiorca, który wygrał ponad pięćdziesiąt przetargów na budowę boisk, ma zarzuty korupcyjne. Chodzi o Konrada Sobeckiego, i jego firma Tamex, prokuratura postawiła mu sześć zarzutów tzw. korupcji czynnej. Wszystkie mają związek z zamówieniami publicznymi na budowę lub modernizację obiektów sportowych
– Marcin Rosół z PO, człowiek z przeszłością który bardzo szybko awansował. Potkneła mu się noga gdy chciał wkręcić córkę Sobiesiaka do władz totalizatora.
– Szczeciński radny PO Paweł Gzyl zataił dochody w swoim oświadczeniu majątkowym. Zapomniał dopisać, ze że zasiadał w dwóch radach nadzorczych: Pogoni Szczecin i Bioenergetyki Polskiej S.A i że w ciągu roku wzbogacił się o 1,5 miliona złotych ale CBA przyłapało radnego.
– Lokalni politycy PO z podwrocławskiego Milicza szantażowali i zwalniali z pracy niewygodnych aby zapewnić sobie rządy. Próby szantarzu zostały nagrane.
– Brat „Mira” Drzewieckiego Dariusz skladał propozycje kontraktów na orliki, budowę stadionów na Euro i odcinka autostrady A2 austriackiej spółce. Dareczek nie jest głupi, jest restauratorem a do koordynacji projektów wynajął wille pod łodzia. Został złapany przez CBA.
– Wały w szefostwa Terminalu Promowego Świnoujście, zamieszani politycy z platformy, Bartłomiej Pachis, szef polickiej PO,działacz PO Jarosław Siergiej. Chodziło o umowę na ponad 500 tys. zł zawartą z Danielem Dziwulskim, wieloletnim współorganizatorem kampanii wyborczych poseł PO Magdaleny Kochan
– Agenci CBA zatrzymali w poniedziałek kierownika szprotawskiego biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Mirosława K., jednocześnie szefa PO w powiecie żagańskim.
– Treść listu gen. Petelickiego do premiera Tuska i wały Bogdana Klicha, warto poczytać.
Posłanka PO Iwona Guzowska ma poważne kłopoty. Niegdyś sportsmenka (Kick-boxing) oraz celebrytka (Brała udział w programie „BAR V.I.P), stanęła przed sądem jako oskarżona o oszustwo
=============================
ANONYMOUS: "TO TYLKO NIECAŁE O,5 % SPRAW NA KTÓRE MAMY DOKUMENTY !!!!!!!!!!!!"


Rozpiera mnie duma że jestem z pokolenia 80 :)))
Ja bym tak nie postąpiła,ale ciesze się, że rząd dostaje w dupę.
Nie szanują ludzi. Nie szanują ludzi już chyba wcale.
Nie liczą się z ludźmi wcale :((((((((((((
Ja to bym byłam najszczęśliwsza, gdyby to wszystko nie po kryjomu się działo. Gdyby naród na ulice wyszedł to bym się całym sercem cieszyła :)
Moje też nie :). Ja relacjonuję.
A swoją drogą hipokryzja w przypadku "zdobyczy" WikiLeaks była niebotyczna! Wszystkie czynniki oficjalne - gęby pełne potępień dla wykradania dokumentów a JEDNOCZEŚNIE wszyscy jak sępy rzucili się do cytowania najdrobniejszych szczegółów, aż po przecinki, z tych "nielegalnych zdobyczy".
FUJ!!
Bo aż mnie świerzbi, aby tym kretynom jakąkolwiek krzywdę zrobić, choćby na mikro skalę. Choćby tylko wirtualnie opluć! Marzę o tym!
Nikt chyba tak ludźmi nie pomiatał. Od lat!
A z drugiej strony chciałabym być przyzwoitym człowiekiem.
Zatem to mój osobisty dramat ;) - dramat przyzwoitej czarownicy :)
Zgadza się. Swoim bezprawiem za osłoną "prawa" wplątują właśnie ludzi w takie dylematy...
Najtrudniej o niezależny sąd.
Aż się nie chce wierzyć, że to Wajda coś tak genialnego nakręcił...
I teraz pewno mi się oberwie, ale co mi tam.
To, że nie było tak zbójeckich rządów jak teraz to oczywiste.
To, że ACTA to bandytyzm to prawda.
To, że tak pokradli jak chyba nikt inny to racja.
Nie znam się tak na polityce. Połowa, jak nie większość tych nazwisk to dla mnie obce nazwiska, ale jedno bym gwoli uczciwości dodała:
to SLD głosowało przeciw ACTA a nie PIS
a PIS był za kara śmierci - jak dla mnie to dramat
a Palikot nic obrzydliwego poza pajacowaniem nie zrobił chyba, to, że się wypowiada jak ostatni cham to jedno, ale to mnie aż tak nie odrzuca, może dlatego, że sama wulgarna bywam
Sumując. Jak dla mnie w tym pojedynku PO-PIS nie jest to czarno białe. PO to zbrodniarze ale PIS to nie święci.
Znaczy ja nie wiem. Nie znam się tak jak inni.
Ale chciałam swoje zdanie wyrazić.
Znaczy nie ma tu ani drobiazgu przeciw PIS i armata przeciw PO. A w takim ostrym pojedynku cytaciki z Palikota to inny kaliber.
Jest zbrodnia smoleńska, jest ACTA, jest notoryczne okradanie ludzi i jest cytat z obelżywej wypowiedzi. To inny kaliber.
I tak mnie na wszystkich forach kopią.
Zatem jak teraz mi się dostanie to trudno. Jestem przyzwyczajona.
Zarzucałam Annonymusowi brak obiektywizmu.
Ale ich nie musi obowiązywać obiektywizm.
Bo to jest protest Annonymusa przeciw władzy.
Zatem ok.
Niepotrzebnie się czepnęłam.
A to, że sprawa Smoleńska (jak dla mnie to był zamach), ACTA, przemocy wobec obywateli (to ciągłe ich monitorowanie to przemoc!) czy rozkradania państwa powinny być wyjaśnione to oczywiste :)
To nie tylko Annonymus, ale każdy obywatel powinien o to zabiegać.
Wszyscy powinni wyjść na ulice!
Jest jeszcze Marsz Niepodległości. To też była obrzydliwa prowokacja! Marsz był piękny a oni piękny naród niszczyli!
Z jednej strony od kilku lat w Polsce mamy taką sytuację, gdzie wybór poparcia politycznego można zamknąć słowami apelu
Akademickiego Klubu Obywatelskiego grupującego także naukowców spoza Wielkopolski, który określił „Prawo i Sprawiedliwość”,jako jedyną realną siłą polityczną zdolną do uchronienia naszego Kraju przed kulturową i cywilizacyjną degradacją.Tylko jej zwycięstwo może przywrócić nadzieję na istotne zmiany, wyzwolić drzemiący w naszym Narodzie potencjał, przywrócić poczucie sprawiedliwości, rozbudzić społeczną solidarność i wprowadzić Polskę na drogę dynamicznego rozwoju.
Stworzono nam land buforowy w którym idee i działania prezydenta Lecha Kaczyńskiego mają być przez nową władzę porzucone, a przez społeczeństwo – zapomniane.
Otóż taki – i w ten sposób wprowadzany – projekt polityczny [Bronisława Komorowskiego] budzi szeroki opór społeczny. Opór ten konsoliduje się wokół osoby brata zmarłego pod Smoleńskiem prezydenta i współautora jego koncepcji Polski suwerennej, uczciwej i solidarnej – wokół Jarosława Kaczyńskiego. To dzieło ma być kontynuowane. Będzie kontynuowane mocą postawy ideowej społeczeństwa, które nie pogodzi się z władzą ludzi, zastanawiająco gotowych do postępowania za politycznym dyktatem, płynącym spoza naszego kraju.
Idea Polski, do której dążyliśmy od dziesiątków lat i chcemy dążyć nadal, jest silniejsza i trwalsza od planów naszych przeciwników politycznych. [prof.Bohdan Cywiński]
Czemu PIS nie ma takiego poparcia jak Fidesz? Ze względu na duży elektorat negatywny pracowicie produkowany, od wielu lat, przez sprzymierzoną ze starymi właścicielami Polski, nowobogacką, amoralną i bezwzględną "czwartą klasę" niby-polityków.
Z drugiej strony zaś mamy proste konkluzje z obserwacji naszej rzeczywistości, które pokrywają się z diagnozą przedorbanowskich Węgier przedstawioną przez dr Krisztinę Morvai:
przykład Węgier może być przestrogą dla innych krajów, gdyż pokazuje, do czego może dojść, gdy postkomuniści dwa razy z rzędu wygrają wybory. Tracą wtedy wszelkie hamulce i zrywają z pozorami praworządności, traktując państwo jak swój folwark
Niespostrzeżenie trafiliśmy w taką sytuację, w której byliśmy w latach sześćdziesiątych-siedemdziesiątych. Kraj nasz znów poszeptuje. Po szesnastu latach, w wolnym kraju mówimy poszeptując, strzelamy oczami, boimy się. O tym mów ta historia. O zastraszaniu ludzi. Społeczeństwo musi powrócić do korzeni. Bo w końcu upadek komuny to nie tylko wymiana Trabantów na Ople i Fordy, ale przede wszystkim wolne życie w wolnym kraju.
Programy informacyjne przypominają peerelowski „Dziennik telewizyjny”. Żadnej krytyki władz, żadnych niewygodnych pytań do ministrów, tylko doniesienia o wielkich sukcesach i ambitnych planach (...). Ta propaganda sukcesu kłóci się jednak z faktami: kiedy w 2002 r. prawicowy premier Viktor Orban oddawał władzę, Węgry były gospodarczym liderem Europy Środkowej, dziś natomiast wloką się w ogonie wyścigu ekonomicznego.(...) Od upadku komunizmu nie było tak złych nastrojów.(...)
Większość mediów zarówno państwowych, jak i komercyjnych (gdzie dominują sympatycy opcji lewicowo-liberalnej) o kłopoty obwinia jednak nie rząd, lecz prawicową opozycję, która przedstawiana jest jako awanturnicza i nieodpowiedzialna. Dziennikarze powtarzają argumentację premiera, który mówi: – Węgry nie rozwijają się, ponieważ opozycja nie chce współpracować
Taki jest na dziś status quo Polski...
A punkt docelowy? Mniej więcej taki:
"W kwietniu 2010 roku w wyborach parlamentu węgierskiego (...)Węgrzy poprzez udział w wyborach, zmienili całkowicie skład Parlamentu oskarżanego o roztrwonienie przez 20 lat przewagi posiadanej na starcie przez Węgry, które były najbliższe Zachodowi i najbardziej dynamiczne gospodarczo ze wszystkich krajów byłego bloku wschodniego. Przepędzono z sal sejmowych sterowane przez ostatnie 20 lat z zagranicy marionetki i kukły."
"W 386-osobowym parlamencie po 20 latach zniknęły całkowicie dwie liberalne formacje - Węgierskie Forum Demokratyczne oraz Wolni Demokraci, którym jednak udało się przekazać wszystkie banki i większość kapitału węgierskiego w obce ręce. Przestali się liczyć socjaliści, którzy otrzymali zaledwie 59 miejsc w parlamencie. Pojawił się natomiast nowy ruch młodych ludzi „O lepsze Węgry” – Jobbik.
Nie chodzi oczywiście o kopiowanie rozwiązań węgierskich - chodzi o ogólny schemat wychodzenia ze strefy postkomunizmu i marionetek eurokracji. Będziemy musieli znaleźć polską wersję węgierskiej rewolucji. Tam przyszło dość łatwo odmłodzenie i poszerzenie formuły partii Fidesz, u nas z tym są kłopoty.
Może powstanie nowy ruch, który wchłonie PIS plus otrzeźwiony elektorat PO i SLD oraz niegłosujących, może PIS się odrodzi. Różne są zdania na temat możliwości tych wariantów.
Znowu zacytuję prof.B.Cywińskiego:
„O moim sumieniu nie będzie decydował żaden despota ani żaden najbardziej demokratyczny parlament. Odwrotnie: o mojej lojalności wobec tego despoty czy tego parlamentu, o mojej wewnętrznej przynależności do wspólnoty, która ten parlament wybrała, będzie decydował mój stosunek do Boga. Inaczej moja wiara byłaby pozbawiona sensu lub wręcz pozorna.” [prof.Bohdan Cywiński]
Jedno jest pewne: poziom deprawacji, kryminalizacji i kłamstw warstwy rządzącej osiągnął maksimum, czyli tzw.stan nasycenia...
A.Gwiazda wieszczył w 1989r.: jesteśmy na prostej drodze do autorytarnego lub oligarchicznego systemu rządzenia.
I na tej drodze...osiągnęliśmy właśnie cel....
Reszta zależy od aktywności każdego z nas...
Na koniec zacytuję ponownie prof.Bohdana Cywińskiego:
Państwo w Polsce nie jest fundamentem życia narodowego, ale budowlą, którą ten naród umiejący już żyć bez niego, wznosi, by być silniejszym i żyć pełniej. Żeby jednak to państwo budować i umacniać, musi być pewien, że nie wznosi tylko makiety, budowli pozornej, czy wręcz teatralnej dekoracji. Polak jest w tym względzie nieufny i podejrzliwy – nauczyła go tego jego historia. Kredytu zaufania majstrom od budowania państwa udzieli niechętnie i na krótko. I myślę, że o tym polityk w Polsce powinien pamiętać koniecznie. Jeśli oczywiście chce tu pracować na zamówienie tego narodu, a nie na czyjekolwiek inne.”
„na mapie Europy nie ma miejsca na Polskę słabą i potulną – utrzyma się tylko Polska silna i bardzo samodzielna politycznie.”
To, że jesteśmy w samym środku czarnej dupy to fakt.
W tak czarnej dupie to nie byliśmy chyba nigdy.
Szambo jest tak pełne, że zaraz się rozleje.
To, co warto zrobić to szambo oczyścić.
Każdy powinien pomóc.
Ale potem to niech każdy w swoim sumieniu decyduje.
Dając gotowe rozwiązania i narzucając je reszcie niczym się od obecnych różnić nie będziemy.
Niech świat będzie jaki ma być.
Niech nieudacznicy nieudane życia prowadzą.
Niech szczęśliwi szczęściem obrastają.
Niech głupi w swojej głupocie się pławią.
Niech bogobojni Boga uwielbiają.
Niech odmóżdżeni odmóżdżaja się.
Niech dewianci się wyparszywiają.
Niech mądrzy mądrością się radują.
Niechaj będzie prawdziwie.
Niech każdy człowiek ma prawo do życie.
Niechaj każdy będzie szanowany.
Niech każdy drugiego uśmiechem obdarza.
Jejku! Ale teraz pojechałam po bandzie!!! Rozmarzyłam się :)Utopia normalnie :)
Spoko. Wiersze akurat czytam. Najpiękniejsze takie :)
Ale ja nie znam się na polityce. Tylko tak mogę się wypowiadać.
Mogę tylko pisać o tym co mi się marzy.
Słuchałam sobie dziś tej piosenki wielokrotnie. I myślałam o tym pięknym dniu. Dniu w który zbiera się to, co się zasiało. Taki świat mi się marzy. Świat w którym każdy uprawia swój ogródek. Nie niszczy innych ogródków, tylko czasem obok innych z uśmiechem przechodzi. A we własnym ogródku ma dokładnie to, co zasiał. Swoje własne Eldorado.
A moje przedziwnym trafem akurat dziś w dwóch miejscach zostało opisane :)
Opisała moje marzenie kobieta, której wiersze od godzin dwóch czytam, która genialnie odmalowuje moje emocje, z precyzją wręcz doskonałą.
najskromniejsze najcichsze
życie
tyle tylko
żeby drżącą ręką
do ust podnieść kawałeczek chleba
przejść ulicą
w płaszczu za dużym
otulona lękiem
żeby tylko nikt nie potrącił
bez marzeń
bez poczucia winy
prawie bez walki
pół- ślepo, pół-głucho
sucho
jakby dusza za życia umarła
lub śpi
a we śnie rozkosz ostatnia
pogłaskać kota pół umarłą ręką
gołębie karmić
przybywające tłumnie na dwór królowej
o przezroczystej cieniuteńkiej jak blask
skórze
http://beataskulska-papp.pl/wiersze.php
i tu :)
skuba.salon24.pl/385332,kwantowanie-duchow
Społeczeństwo, a przynajmniej jego spora część, jest chore. Uczyniono je takim, bo się zagapiło w pornograficzny blichtr wolności lub idąc za swoim wewnetrznym bezprawiem – dało się kupić. Elektorat w Polsce można podzielić na 4 cześci: zalęknieni, cyniczni, obojętni i świadomi. Kluczem do odrodzenia Polski, do swoistej sanacji są przesunięcia w obrębie tych grup. Część obojętnych musi poczuć głupotę swojej postawy i przekroczyć swój egoizm. Część zalęknionych musi przestać się bać i dostrzec, że strach pogarsza tylko ich położenie. Świadomi muszą pomóc tym dwóm grupom przekroczyć swoje ograniczenia. Cynicznych zostawmy samym sobie...
Dokładnie tak:)
Jeszcze tylko zacytuję siebie sprzed dwóch dni na fejsie na Forum Żydów Polskich.
Warto bowiem pamiętać, że to tylko Bóg jeden wie kto tak naprawdę tym świadomym, cynicznym, głupim czy zalękniony jest. Tylko Bóg jest sędzią sprawiedliwym. A może po prostu wszyscy jesteśmy ludźmi. Wszak człowiek to brzmi dumnie :)
Osiołkowi warto pokazać wodę! Nie można ani na siłę zmuszać go do picia ani ciągle od osłów wyzywać, bo to go tylko w jego osiołkowatości utwierdzi. A co więcej warto drugiego jak siebie szanować, czy jeśli zakładamy, że drugi może być osłem to to samo o sobie powinno się też tak założyć. Bez tej perspektywy stawiamy się w pozycji Boga a to jest chyba największe bluźnierstwo.
;)
właśnie przed-senny wierszyk skręciłam
znaczy skręciłam na blogu, ale jeszcze nie wlazł na salony
chwile i będzie
o tak dla tych co na osiołkach lubią jeździć
i dumnie balladą nazwałam
ot! taka patetyczna lalunia ze słomą w butach :)
serdecznie zapraszam w moje progi
na chwilę-przed-tym-jak-ślepka-zamknę-na-chwilę
(no i jeszcze na chwilę ze-dwie-fajki przed snem :)
wszak Gość w dom Bóg w dom :)
i za gościnę pięknie dziękuję :)
i jeszcze taki wiersz znajomej mi się teraz uśmiechnął
nazielonejbarce.salon24.pl
Oni nic nie zmienili.
Są anonimowi i dzielą świat na My-Oni.
Dla mnie to są bardzo poważne zarzuty.
Zawsze dla mnie to jest wzór, jeśli chodzi o politykę.
I trudno. Beton jestem :)
1.Tylko dzięki temu, że są anonimowi mogą istnieć z takimi celami jakie mają.
2.Że dzielą? Prawo dzieli, prawda dzieli. Ty też dzielisz :) (na tych co nie dzielą i na tych co dzielą). Może podział nie jest najpierwotniejszym grzechem i kryterium...
Masz 100%, że to nie jest manipulacja geniusza?
Ja nie mam.
Dlatego cholernie się boję...
Są takie rzeczy o których się filozofom nie śniło to może być zarówno aż boleśnie pięknie jak i traumatycznie złowróżbne.
Holokaust też wydawał się niemożliwy, dopóki się nie zdarzył.
Z drugiej strony były w historii ludzkości takie akty heroizmu, że aż dech zapierało.
Historia ich działań i represji przeciw nim raczej wskazuje, że nie.
2.To nie chodzi o nich, tylko o to, czy i że - mogą być kroplą która przeważy, impulsem powodującym, że - jak mówi Darski - proces pójdzie.
Iskra, świeca zapłonowa i silnik to różne byty a chodzi o to by auto jechało ;), jeśli wiesz co chcę powiedzieć... mówiąc słowami Nosowskiej...
Ale czy jest powód by akurat dzisiejszy dzień wiązać jakoś z Anonymous? Uwidocznili się w Polsce jakiś czas temu.
A uważać - racja - zawsze trzeba.
Solidarność znów tworzy się na naszych oczach
Coraz mocniej czuję, że dane mi jest żyć w przełomowych czasach. To jest to samo uczucie, które płonęło w ludziach, na których oczach tworzyła się Solidarność; ta pierwsza, spontaniczna i szczera. Owszem, jej głównym bodźcem były aspekty gospodarcze, ale nie ukrywajmy, że i polityka miała tu swoje wielkie znaczenie.
Jeśli zatem ktoś jest w wieku moim, może nieco młodszy, niech nie rozpacza, że nie pamięta tamtej „Solidarności, tamtego zrywu i tamtych czasów. Niech pomyśli, że oto dziś jest świadkiem czegoś bardzo podobnego i że musi tę okazję wykorzystać, też musi w ramach realizacji dziejowej szansy stać się Solidarnym 2010, członkiem nowego narodowego zrywu. To jest ten moment, o którym będziemy niegdyś opowiadać naszym dzieciom i naszym wnukom, bo mam nadzieję, że przynajmniej „Solidarnym 2010″ uda się to, czego nie udało się tamtej Solidarności.
Może to im w końcu uda się obciąć wszystkie łby tej czerwonej hydrze, która głowy umoczyła w różnych firmach, partiach i mediach, z niej ciągnąc cały czas życiodajne soki, utrzymujące ją przy tym parszywym i niezasłużonym życiu.
Dokonajmy tego razem, bądźmy Solidarni(...)
Wielu z nas nosi takie takie pragnienia w sercu...
nie miejsce nie czas?...
a któż to wie....
ktoż to wiem kiedy, gdzie jest miejsce czas...
dobrego dnia :)
znasz pewno
to jedna z moich ukochanych bardzo :)
Niejedną noc przegadaliśmy. Jesteś pewno mądrzejszy ode mnie. Wiesz sporo więcej ode mnie o filozofii. Łapiesz w lot moje myśli i muszę ich Tobie tłumaczyć.
Skąd zatem Twój entuzjazm dla Annonymusa? Przecież musisz widzieć, że w takim rozwiązaniu lądujesz w Panoptikonie niemalże absolutnym! To jest meta-Big Brother! To jest czarna dupa z czernią niemalże absolutna i maskami Z jak Zemasta (Vendetta czyli)! Anonimowa rzeż w której każdy każdego jak kaczkę wystrzela!
Prawie w nocy nie spałam, bo nie mogłam tego pojąć! Jak Ty Wawelu możesz akceptować i popierać Annonymusa?
Wszystkie sprawy boldowane w notce są dobrze znane i już znajdowały się w zainteresowaniu opinii publicznej.
Miało być 200 GB i co jest? Ano własnie!! /to też skrót myślowy?
P.
Jest wielkie szambo i albo się z nim uporamy, ale ono nas zaleje.
I tyle.
Ja w tym widzę siłę. Nie w V like Vendetta ale w S jak Solidarność.
Cały naród powinien chcieć być Solidarnym.
Siła jest w jedności a nie w zemście.
To, że rządzący maja krew na rękach to oczywiste.
Cała sztuka teraz, żeby nie było krwawej rzezi a żeby było prawdziwie.
Raz nam się to udało. Byliśmy zrywem całej Europy.
Raz Solidarność zwyciężyła. Czemu teraz nie miałoby być jeszcze piękniej?
Wszyscy chyba ludzie od młodych po bardzo starych, od biednych po bogatych, od lewicujących poprzez prawicujących aż do anarchizujących czują, że są terroryzowani.
Ja w tym widzę ogromna siłę narodu całego.
Szansę nieomal historyczną!
Piszesz:
Skąd zatem Twój entuzjazm dla Annonymusa?
Chyba zaszło nieporozumienie...
1.Entuzjazm to ja mam ale dla...Platona i mniejszy dla Orbana oraz dla organizowania się ludzi dla obrony przed samowolą i bezprawiem polityków, a nie dla Anonymousa :).
2.Czy jeśli Tomasz Zubilewicz w codziennej prognozie pogody podałby: Nad Polską kształtuje się układ niskiego ciśnienia, należy się spodziewać intensywnych opadów na terenie całego kraju - to byś powiedziała, że Zubilewicz entuzjazmuje się...niskim ciśnieniem?;)
Za mało wiem o Anonymous. Są częścią subkultury crackerów i hackerów. Crackerzy i hakerzy ex definitione są anonimowi. Znam/znałem kilka osób z kręgów zbliżonych (pewnie jak każdy) i muszę powiedzieć, że b.często są to ludzie b.świadomi o b.zdecydowanych poglądach politycznych, dość często b.oczytani i kreatywni. Gdyby nie hakerzy 3/4 zbiorów mp3 i pdf każdego internauty nie istniałoby... Nie istniałby chomik, youtube zawierałoby wyłącznie noworoczne przemówienia Komora i migawki z sylwestrowych zabaw córki Tuska...
Oprócz tego miewam b.negatywne też opinie o nich, nieraz przeklinałem, gdy mój komp został zainfekowany ich tworami i następowały straty na twardym dysku (tzn.tworami tych, co przeszli na stronę koncernów). A z drugie
Wokół internetu potworzyło się multum subkultur epoki informatycznej, Polska jest jeszcze na obrzeżach tych ruchów. Powstały całe ideologie (cyberpunk etc.). Trudno cokolwiek uogólniać ponieważ spektrum tych ruchów jest cholernie zróżnicowane (jest już trochę przekładów na polski dzieł próbujących opisać to zjawisko).
Jednym z efektów naszej rozmowy będzie to, że sięgnę do tych źródeł :).
Zaskoczyło mnie, że Anonimowi sięgnęli po temat Smoleńska, to akt odwagi. A czy mają te dokumenty o których mówią, czy nie mają" A skąd ja mam wiedzieć :). A TVN i GW bezczelnie kłamią na temat Anonimowych a ja nie lubię kłamstw ale od małej próby pokazania złożoności zjawiska i małego oczyszczenia od oszczerstw jest daleko do entuzjazmu... Oni nieraz przypisują się do ruchów anarchistycznych a to tych trendów specjalnej afektacji nie odczuwam, choć paleta ugrupowań anarchistycznych jest strasznie zróżnicowana i szeroka i trudno uogólniać.
Jest układ niskiego ciśnienia i będą opady i to nie wina tego, kto podaje prognozę pogody :).
A teraz ciekawostka na koniec...
Biłgoraj (piszę tak, bo ze względów higienicznych nie używam tego nazwiska) ten prowokator, plastikowy, amoralny, gminny osobnik wysunięty przez rządzących Polską "Anonimowych Władców" do wtrącenia młodych w jeszcze większą niewolę próbuje sprowadzić walkę o Acta do walki o pornole (i w domyśle poparcie Anonimowych też stara się ukazać jako poparcie piratów i zwolenników pornografii. A prawda wiesz jest jaka?
Przeciwna.
Otóż jednym z bardziej głośnych ataków hackerskich Anonymous był atak na kilka pedofilskich portali (np."Lolita City"). Była to część szeroko zakrojonej akcji Anonymous ("Operation Darknet)" skierowanej przeciwko produkowaniu, rozpowszechnianiu i handlowi dziecięcą pornografią... Czy wiesz, że sporo portali z dziecięcą pornografią DZIĘKI atakowi Anonymous musiało zaprzestać swej działalności? Czy wiesz, że podczas tych ataków zdobyli dane o 1589 stałych uczestnikach tych portali z których duża część to najohydniejsi z możliwych przestępców? Dane te opublikowali umożliwiając podjęcie konkretnych akcji organów ścigania. Był ta najbardziej spektakularny sukces Anonimowych, który zjednał im b.dużą społeczną sympatię...
Ależ dziwnie się ten świat toczy, anonimowi hakerzy pomagają policji ująć handlarzy i producentów dziecięcej pornografii...
Wiesz, że podejmowali akcję przeciwko meksykańskiemu kartelowi narkotykowemu, że ujawniali zdobyte przez nich dane personalne skorumpowanych urzędników, adwokatów i policjantów, że publikowali dane o policjantach przekraczających prawo podczas demonstracji?
I tu dopiero widać ohydę manipulacji koncesjonowanego opozycjonisty z Biłgoraja, osobnika, który zdeprawował bezgranicznie poslą scenę polityczną i który próbuje przechwytywać wszelkie niezależne inicjatywy po to by je neutralizować i podawać na tacy waaadzy...
Biłgoraj i ogłupieni...wolnościowymi hasłami jego zwolennicy sugerują, że wolność to prochy i pornosy i że o to....walczą młodzi na ulicach. A tymczasem...jest dokładnie o 180 stopni przeciwnie, gdyż zwykłych internautów poparła grupa od lat walcząca z narkotykami i pornografią. Manipulacja wprost kosmiczna... Totalne odwrócenie znaczeń... Koncesjonowana opozycja wpędzająca w jeszcze większą niewolę.
Anonimowi dotknęli powiązań establishmentu z pedofilską pornografią. Oglądałaś film o aferze pedofilskiej w Belgii (Z belgijskiego archiwum X)? Aferze dotyczącej produkcji dziecięcej gdzie było wiele ofiar śmiertelnych, gdzie nitki i powiązania prowadziły do brukselskich elit, polityków, gdzie wszyscy świadkowie (ponad 30) zginęli w dziwnych okolicznościach. Film kończył się sceną, gdy parlament belgijski czci minutą ciszy ofiary producentów pedofilskiej pornografii. Komentarz był do tego taki, że...na tej sali siedzi wielu uczestników tego procederu... Czczili milczeniem...swoje ofiary. I kto tu jest prawdziwym anonimowym? Ci co pomagają oczyszczać świat z morderców i kreatur, czy ci na szczytach władzy, co anonimowo angażują się w zyski z narkotyków i połączonej z zabójstwami produkcji dziecięcej pornografii?
Myślisz, że w europarlamencie nie ma osobników z tej branży? Albo w naszym? Samson przed śmiercią wspominał o swoich protektorach z wyżyn... Wszystko wyciszono. Słyszałaś o wspomnieniach z pracy w przedszkolu europarlamentarzysty Daniela Cohn-Bendita? Więc kto tu jest anonimowy? Pedofile i narkomani w parlamentach, sprzedajni politycy czy ci, którzy - dzięki anonimowości - próbują choć trochę to odsłonić i napiętnować?
Sama widzisz jak to wszystko jest złożone.
A fascynatem ich nie jestem :), po prostu wyszukują materiały w necie naświetlające sprawę z różnych stron.
podpisane: Tomasz Zubilewicz ;)
Hackerzy to często osoby o twardym kręgosłupie moralnym. Jednak ta granica jest cienka. Jeśli nie wiesz z kim masz do czynienia to nie wiesz nic. I tu jest ta luka, ta szczelina, przez którą różne rzeczy mogą wpłynąć.
Ale do meritum.
Czy Robin Hood czy Kuba Rozpruwacz?
Czy bliższy mi Kukliński czy Putin?
To pytanie retoryczne.
Jednak jak dla mnie nie ma logiki tak i nie. Jest jeszcze opór bierny.
Wiem, że to zakrawa na idiotyzm, ale przemyśl czy gdyby wszyscy ludzie odmówili pomocy Hilterowi czy byłby Holokaust? Każdy mógł nie brać udziału w tej masowej zagładzie. Sam Hitlter nie znaczy nic.
Le Bon napisał psychologię tłumu. To o czym teraz mówię to coś przeciwnego. Jeśli możliwe jest, aby tłum działał jak zwierzę to i wierzę, że tłum to może być zbiorowa solidarność. Zresztą mieliśmy tego przykład. Cokolwiek by nie powiedzieć o Wałęsie bez niego pewno nadal tkwilibyśmy w czarnej dupie. Wałęsa to jak dla mnie bohater.
A co do tych nazwisk. Błagam! środek nocy! Nie będę sprawdzać. Nic mi nie mówią. Nawet polskie nazwiska to w większości dla mnie jakieś UFO. Ty mówisz o polityce. Ja się na polityce nie znam. Polityka mnie nudzi i męczy.
Muzyczkę zapodam słodką i słodkich snów Tobie życzę :)
Jest jeszcze opór bierny
Zgadzam się. (Już w szkole średniej fascynowała mnie postać i dokonania Gandhiego.)
Siła biernego oporu i pokojowych środków (jeśli zastosowane na masową skalę) jest o wiele potężniejsza, niż to sobie większośc z ludzi wyobraża...
A na dobranoc Tori Amos (też ją uwielbiam, mam nawet od znajomych z polskiego Fanclubu nagrany prywatnie cały jej koncert z Poznania 2003 :P )
Jest to jedno z najbardziej niezwykłych jej nagrań:
Krucjata dziecięca, kolejna powtórka....:
W całej tej sprawie z ACTA nie chodzi wyłącznie o przywiązanie młodych do internetu. Młodzi rozumieją, że internet to technologia, która zmienia radykalnie świat polityki. Ale nie tylko. To może być ich droga do wolności również w realu.
Branża softwarowa (Google, Microsoft, Apple, EBay, Amazon.com ...), przechowywania i zarządzania bazami danych (Oracle, EMC, IBM ...), tworzenia inteligentnych sieci (Cisco, Novell ...) tworzy specyficzne, nowatorskie struktury, absolutnie nowatorskie techniki zarządzania, z rewolucyjną filozofią. Z filozofią, w której centrum stoi, być może po raz pierwszy w historii, człowiek. Jego talent, jego wiedza, jego umiejętności. To dlatego młodzi tak się do tej branży garną. I dlatego tak jej ufają.
Przy okazji podkreślę fakty, których - mam wrażenie - nikt ze starszego pokolenia nie dostrzega.
1. Młodzież rozumie o wiele więcej, niż wydaje się starszym. I więcej od starszych. Mimo to dialog międzypokoleniowy byłby ze wszech miar wskazany.
2. Młodzież ma już potężnego sojusznika. Wystarczająco silnego, żeby położyć błyskawicznie na łopatki rząd Tuska (rząd Putina prawdopodobnie również).
3. Młodzież ma podstawy do posiadania nadziei.
ps. Wymieniłem tylko nieliczne przykłady firm z tej branży. Proszę sprawdzić ich aktualną wartość rynkową. To oni stworzyli "Anonimowych".
Przecież młodzi w takiej sytuacji, jaka jest obecnie w Polsce, powinni się zbuntować. Jest to wręcz ich pokoleniowym obowiązkiem. Powinni to byli zrobić dużo wcześniej, ale świetnie, że dochodzi do tego choćby teraz.
Starzy, tak sądziliśmy do tej pory, powinni być mądrzy. Powinni umieć coś sensownego młodym doradzić, coś z realiów tego świata rozumieć. Tak przynajmniej było do tej pory. A nie marudzić non stop, smęcić, mędzić, kręcąc się wokół własnego ogona. Nie mają młodzi starych przywódców, mądrych i energicznych, nie ma kto ich poprowadzić (...)- to radzą sobie, jak potrafią.
Tak naprawdę obecny bunt posiada kilka sensownych powodów. Kilka, nie jeden. Również i taki - rozstrzyga się kierunek, w którym będzie zmierzała nasza cywilizacja.
AKTA, to ostre cofnięcie do XX wieku - do cynicznych rządów gigantycznych korporacji, do prób zniewolenia, na wielu polach, do kontynuowania wyzysku biedniejszych przez bogatych, także na mnóstwo sposobów, również poprzez patenty biotechnologiczne, przez kontrolowanie internetu.
Młodzież to rozumie, starzy nie kumają ni w ząb. I jeszcze mają takie życzenie, żeby młodzież siedziała se po chałupach, tak jak oni, starzy, i nie dała się broń Boże sprowokować.
Jest wprost przeciwnie. Młodzież powinna działać spontanicznie, z wdziękiem. Dokładnie tak, jak działa. I nie powinna absolutnie słuchać smutnych starych, którzy nie mają im nic do zaproponowania. Co więcej, młodzież zyskała kilku potężnych sojuszników. Choćby branżę internetową, sporą część amerykańskiej giełdy NASDAQ (kilkaset miliardów USD za plecami, a może i więcej). To stąd przecież bierze się siła Anonimowych.
Młodzież jest zatem w stanie zacząć skromnie, ale skutecznie - od obalenia rządu Tuska. Potem już jakoś pójdzie :)
MAREKTOMASZ 23 2433 | 27.01.2012 19:15| |
Rząd Donalda Tuska pokazał ostatecznie, gdzie ma wyborców. Co zresztą było wiadomo od dawna, tylko może nie wszyscy to widzieli. Wczoraj miałem okazję rozmawiać z przyjaciółką, która ma liberalne poglądy. Gdy jej wyjaśniłem, co to jest ACTA, nabrała do rządu Tuska wyraźnie wrogiego nastawienia. Żadnemu liberałowi nie przyjdzie nawet na myśl bezprawie, jakie wprowadza ACTA. Proponuję więc, żebyśmy zamiast narzekać zrobili coś bardziej konstruktywnego. Rozmawiajmy z wyborcami PO. Tłumaczmy, co to jest ACTA. To na dłuższą metę więcej zmieni.
Jak rozmawiać? W sumie ACTA to temat tak jednoznaczny, że bardzo łatwo znaleźć argumenty:
* ACTA uprawnia dostawcę internetu do odcięcia ci dostępu do Sieci i wypowiedzenia umowy w przypadku PODEJRZENIA, że łamiesz prawa autorskie. Tracisz prawo o odszkodowania. Nie masz możliwości się bronić. Po prostu jest arbitralna decyzja, a zarzutów nawet nie ma potrzeby udowadniać. Stąd ACTA łamie fundamentalną zasadę prawa: domniemanie niewinności. ACTA uprawnia dostawcę internetu do uznania ciebie za winnego bez żadnych dowodów, procesu itp.
* ACTA przerzuca całą odpowiedzialność za piractwo na dostawców internetu. To jest mniej więcej tak jakby karać producentów noży za to, że ktoś wyprodukowanym przez nich nożem kogoś zabił i to karać bez procesu i udowadniania, że jakiekolwiek morderstwo faktycznie miało miejsce. Oczywisty absurd.
* ACTA nie bierze wcale pod uwagę praw klientów. To akt jednostronny, dbający tylko o interesy koncernów.
* Prawo autorskie w ogóle, a ACTA w szczególności nie chroni interesów autorów. Indywidualni twórcy bowiem nie mają najmniejszej szansy w sporze sądowym z koncernami. Głośna była swego czasu sprawa, gdy Timbaland ukradł utwór muzykowi sceny C64 podpisującemu się nickiem Tempest/Damage. Scenowiec nie miał po prostu pieniędzy na trudny i zawikłany proces o naruszenie praw autorskich i na odpowiednio biegłego w tych sprawach prawnika, stąd jawne złodziejstwo pozostało bezkarne. Dlaczego? Bo za Timbalandem stał potężny koncern, który z użyciem wszelkich sposobów i środków chroniłby kurę znoszącą złote jaja. Oto prawo autorskie w praktyce. Czy ACTA coś w tym zmieni? Nie, nie zmieni.
* Rząd twierdzi, że negocjacje w sprawie ACTA były od początku jawne. Nie były i nie ma żadnej relacji z nich. Nie uczestniczyły w nich żadne inne strony poza ściśle wyselekcjonowanymi. ACTA zostały upublicznione już po wynegocjowaniu.
* Unia Europejska nie miała żadnego wpływu na ACTA. Przedstawiciele UE nie uczestniczyli w negocjacjach. Tym bardziej Polska. Samo to wzbudza wątpliwości.
* Nie było żadnych konsultacji społecznych w sprawie ACTA w Polsce. Informacja o planowanym podpisaniu ACTA trafiła do ministerstw na końcu kadencji i została najpewniej przeoczona. Nie dano realnej możliwości dyskusji.
Jednak zło niesione przez ACTA idzie dalej. ACTA posuwa się do zakazu jakichkolwiek zamienników oryginalnych marek. Co oznacza, że nie będą dostępne zamienniki leków, tonerów, tuszy do drukarek itp. Sami pomyślcie, ile przez to stracimy pieniędzy i jaki to dla koncernów plus. Nadal się dziwicie, że wpycha się nam ACTA na chama ze złamaniem elementarnych zasad demokracji? Wszak gra się toczy o niewyobrażalnie wielką stawkę.
O sprawie ACTA wypowiedział się znany satyryk Jan Pietrzak, jak zwykle celnie puentując, że problem polega na tym, iż jakieś tajemnicze gremia podejmują sobie decyzje poza plecami społeczeństwa.
Na YouTube ukazał się też niezły filmik informacyjny na temat ACTA. Daje do myślenia, nieprawdaż?
Z kolei Piotr Waglowski, założyciel serwisu VaGla.pl, mówił w Radiu Wnet o dziwnym pojmowaniu szantażu przez Donalda Tuska. Żądaniom hakerów nie można ulec, bo to szantaż. A groźby USA, że wpiszą Polskę na listę krajów, które nie przestrzegają praw autorskich, to już nie jest szantaż.
Ale pan Waglowski popełnił też błąd, który ostatnio popełnia wielu. Zaczął się zastanawiać nad motywami Anonimowych bez znajomości specyfiki zjawiska, jakie stworzyło AnonymousWiki. Zjawiska tego samego, które zaistniało wcześniej na forum 4chan.
Sam 4chan był rewolucyjny pod tym względem, że nie wymagał nawet wpisywania pseudonimu. Niepodpisane posty pojawiały się po prostu pod nickiem „Anonymous”. Zwyczaj niepodpisywania postów przyjął się na 4chan dość szybko, a swoboda wypowiedzi dała się odczuć bardziej niż gdzie indziej. Także w tym złym sensie. Dość szybko okazało się, że na 4chanie zaczęło się pojawiać wielu tzw. „script kiddies” czy nawet hakerów. Ta społeczność była luźna, nikt tym ludziom nie rozkazywał, a jednak przez obecność wielu takich właśnie zorientowanych w Internecie 4chan jako całość zyskał potężną siłę rażenia. Wiele witryn dostało od 4chanowców gorzką nauczkę.
Tak samo jest z AnonymousWiki. Kto śledził na Twitterze ich komunikaty i jako tako się w to wgryzł, ten wie, że używali do ataków programu nazwanego w skrócie LOIC (Low Orbit Ion Cannon = niskoorbitalne działo jonowe). To po prostu oprogramowanie do ataków DDoS. Nie potrzeba do jego obsługi wiele wiedzy, same ataki też nie grzeszą finezją.
Cyberterroryzm? Grupa hakerska? Groźnie brzmi i buduje nastrój poważnego zagrożenia. A prawda jest taka, że polski rząd dostał w papę od grupy „script kiddies”. Dużej bo dużej, ale jednak.
Anonymous jednak tylko zaczęli. Zwrócili uwagę na problem. Podnieśli jako pierwsi szable do walki. W ślad za nimi podążyło wiele innych środowisk internetowych. „Blackout” stron, atak hakerski na witrynę premiera. Dodatkowo kompromitacja, ujawnienie żenujących danych logowania do panelu administracyjnego witryny. I co najważniejsze internauci wyszli z Sieci. Stali się realnym i policzalnym problemem. Te 15 tys. ludzi w samym tylko Krakowie to już nie przelewki.
Jednak choć zagrożenia, jakie niesie ze sobą ACTA, są poważne, to pozostaje pytanie, czy tak naprawdę realne jest wprowadzenie tych postanowień w Polsce. Sądzę, że w przypadku naszego kraju istnieje zbyt wielki „moment bezwładności systemu”, by to się udało. Bo zauważmy jak jest obecnie. Niby istnieje Policja, niby się intensywnie zajmuje ściganiem piratów, a co robi standardowy nastolatek po kupnie komputera? Bierze pendrive i maszeruje do kumpla po gry. Jakieś 90% Windowsów jest w Polsce nielegalnymi kopiami. I to ma się niby zmienić przez ACTA? Wolne żarty.
ACTA daje podstawę do nacisków na ISP by monitorowali ruch internetowy i odcinali od Sieci tych, którzy piracą. Ale co w sytuacji, gdy większość klientów tak postępuje? Czy jakiś zdrowy na umyśle ISP dobrowolnie pozbawi się większości zysków dla jakiegoś tam przepisu, czy raczej będzie szukał wykrętów? Stawiałbym na to drugie.
Mam wrażenie, że biznesmeni ze światowych megakorporacji zapomnieli, że prawo samo z siebie nic nie może. Decyduje to, czy ludzie chcą, by to prawo obowiązywało. Co z tego, że prawo wymaga ścigania piratów i zwalczania nielegalnego pobierania filmów i MP3? Wraca policjant, sędzia, prokurator do domu i co widzi? Syna przy komputerze grającego w grę, którą sobie przyniósł na HDD od kumpla. Córkę słuchającą płyt z MP3 ściągniętymi z Sieci. Taka jest rzeczywistość.
Wręcz przeciwnie, w Polsce ACTA ma szansę skalę piractwa tylko zwiększyć. Jesteśmy przekornym narodem. Jak rząd zacznie nas inwigilować w imię dbania, byśmy nie piracili, to tym bardziej będziemy piracić na potęgę.
Prawdziwym zagrożeniem jest mechanizm, pozwalający na zablokowanie kogokolwiek, wobec kogo są podejrzenia. W ten bowiem sposób rząd Tuska może fingować oskarżenia wobec ludzi sobie niewygodnych i blokować niewygodną sobie krytykę. A że sądy polskie się nie śpieszą, ten sposób izolowania od Sieci osób krytykujących rząd byłby całkiem niezły. ACTA mogą posłużyć jako narzędzie cenzury politycznej. Przecież na dokładnie tej samej zasadzie to działa już teraz w przychylnych rządowi mediach.
Mit pierwszy - Demonstrują i awanturują się wyłącznie młodzi i najmłodsi (wiadomo - ferie), wśród których prym wiodą miłośnicy ściągania z netu pirackich kopii.
No to dlaczego w ankiecie na pytanie - "Czy wprowadzenie ACTA może nam zaszkodzić?" - aż 49% odpowiada "Tak"?, a tylko 28% "Nie"? O ile się nie mylę, młodzi i najmłodsi nie stanowią, może niestety, aż połowy polskiego społeczeństwa.
Mit drugi - Za wszystkim stoi Palikot, a jak nie stoi to i tak on właśnie to wszystko wykorzysta.
No to dlaczego wszystkie jego próby "wejścia w demonstrujących" zakończyły się tak, jak ostatnia, dzisiaj w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, kiedy tłum zagłuszył jego próbę wypowiedzi chóralnym skandowaniem - "Wypierdalaj!"? To był ten sam tłum, który wcześniej pozwolił się spokojnie wypowiedzieć bardzo dziwnemu gościowi, przedstawionemu jako "obrońca Krzyża".
Po ostatnich wypowiedziach Tuska i jego kompanionów można odnieść wrażenie, że niebawem Donisław i Jego Mongolska Drużyna stawią się w komplecie na czele demonstracji przed URM, próbując przekonać demonstrujących, że w środku siedzi Kaczyński, który odebrał im Internet, bo go nienawidzi.
Panika nie jest jednak dobrym doradcą. Coś bowiem pękło i to chyba nieodwołalnie. Coś zaczyna żyć własnym życiem i nabierać dynamiki. I żeby było jasne, tu nie chodzi o narastające, masowe demonstracje. Jeszcze nie teraz. Proces, o którym mówię, dzieje się w sferze świadomości.
To nie przypadek, że pierwsza gorąca demonstracja przed siedzibą rządzącej PO odbyła się z udziałem młodzieży. Przewiduję, że prędzej czy później pójdą nie tylko pod dom Tuska, ale i przed budynki telewizji lub redakcji niektórych gazet. Chcecie wiedzieć, dlaczego nagle potępiają one ACTA? Właśnie dlatego.
A teraz proste pytanie - Co bijatyka z policją przed komitetem partyjnym PO ma wspólnego ze ściąganiem plików z Internetu? Ano prawdopodobnie tyle samo, co bitwy młodzieży z milicją w marcu 1968 r. z zakłócaniem wrzawą i oklaskami spektaklu "Dziadów". Ktoś podłożył lont, ale wybuch go mocno ogłuszył i zdezorientował. Tylko że wtedy łeb był betonowy, a na nim siedział jeszcze solidny, sowiecki hełm, ale teraz? Plastikowy, telewizyjny rekwizyt?
Tusk nie tylko naruszył drogocenną dla młodych sferę wolności. Ich, swoiście rozumianej, pokoleniowej wolności. Nie tylko stanął po stronie tych, którzy od dawna są dla tej młodzieży wrogami. On przede wszystkim zaatakował najbardziej chyba przez siebie w sferze propagandowej hołubioną, dopieszczaną i niemalże gloryfikowaną grupę społeczną, czyli właśnie młodzież. A w świecie, który wieczną młodość, czasem aż poza granice groteski, wstawił na ołtarze, granica wieku ludzi, którzy chcą się czuć młodo, sięga co najmniej lat czterdziestu.
Popełnił więc identyczny błąd, co komuniści z klasą robotniczą.
Poza tym z takimi słowami jak Wolność jest zawsze ten sam kłopot. W ogniu kłótni, sporu, demonstracji i awantur one bardzo szybko pozbywaja się przymiotników i zaczynają funkcjonować jako hasła, łączące najróżniejszych ludzi i grupy społeczne. Czasami nawet będące do tej pory w konflikcie. Wystarczy, że odkryją iż łączy je to samo, spersonifikowane zagrożenie.
A Wolność, jeśli już ktoś się do tego pojęcia przywiąże, zawsze będzie stała w opozycji do Kłamstwa, którego przyrodnią siostrą jest Cenzura. Naprawdę ktoś wierzy, że młodzi którzy uwielbiają proste, kategoryczne sądy i porównania, tych związków nie załapią?
Tym bardziej, że chyba i w oczach tego pokolenia walka o Wolność nobilituje jak mało co. Wystarczy przypomnieć sobie, kto stoi w gigantycznych kolejkach do Muzeum Powstania Warszawskiego.
Tusk nie ma już dobrego wyboru. Albo będzie dalej walczył z Wolnością, albo brnął w Kłamstwo, jeśli zaraz po decyzji o podpisaniu ACTA będzie nadal bredził - podpisaliśmy, ale nie ratyfikujemy. Nikt mu już nie uwierzy, każdy zapamięta.
Bo warto na koniec przypomnieć, że młodość nie tylko kusi i budzi tęsknoty starszych. Ona ich także potrafi zawstydzić. Po 1968 był 1970.
A dzisiaj?
Get up, stand up: don't give up the fight!
Wstawaj, stawaj, stawaj w obronie swoich praw!
Wstawaj, stawaj, nie poddawaj się!
Kaznodziejo, nie mów mi,
że niebo jest pod ziemią.
Wiem, ze nie wiesz
ile warte jest życie.
Nie wszystko złoto, co się świeci;
Połowa historii nie została wypowiedziana:
Więc teraz widzisz światło
Stań w obronie swoich praw!
Wstawaj, stawaj, stawaj w obronie swoich praw!
Wstawaj, stawaj, nie poddawaj się!
Większość ludzi myśli
że Wielki Bóg przyjdzie z nieba
Weźmie się za wszystko
i sprawi ze każdy będzie czuł się świetnie.
Lecz gdybyś wiedział ile warte jest życie
Szukałbyś swojego na ziemi
Więc teraz widzisz światło
Stawaj w obronie swoich praw!
Mamy dość waszej gry w systemowe klasyfikacje(...)
Mamy wiedzę, kiedy rozumiemy
że Wszechmogący Bóg jest żywym człowiekiem.
Czasem oszukasz niektórych ludzi
ale cały czas nie możesz oszukiwać wszystkich
Więc teraz widzimy światło [Co zrobisz?]
Idziemy stanąć po nasze prawa
Piękne słowa
Nie poruszają mnie ...
Nie zachwyca mnie zręczna sztuka
Widziałem toczące się w Czasach Rozsądku głowy
Widziałem krwawy zwój historii
Rozwińmy go
Podczas gdy kapela gra
A wstrętni faceci tworzą piękny hałas
Zanim przedstawią nas grzmotom swoich dział
Nie ma większych tchórzy
Niż ci, który dzięki przywilejom wyślizgnęli się z frontu do sztabu na zapleczu
By dyrygować tym, czego sami nie potrafili dokonać
Ci, których skóra jest zbyt cenna, aby ją ryzykować
Ci, którzy owinięci płaszczem Boga, racjonują bigoterię
Skurczone wilcze jagody
Puste garnitury
Szyk gładzących sobie piórka szakali
Posilając się przeraźliwym krzykiem umierających
Spłukując smak odurzeniem cudownych win
Zawinięci w płaszcz patriotycznej hipokryzji
Karmią się mękami wyalienowanych i poranionych
Oni wskazują na pole bitwy
Na którym demokracja, martwa przed urodzeniem, wydarda zostanie z rozerwanego na strzępy ciała jej matki.
Na pole większej jeszcze zbrodni wśród minionych wydarzeń
Upadki Wież nie bywają dziełem przypadku
Obcy z dalekich krajów
Nie powodują niczego bez wyrażonej zgody
Obiektywnym umysłom
Nie trzeba udowadniać rzeczy oczywistych.
Poprzez wieki
Wiatr retoryki wiejącej z inteletualnych wyżyn
Pcha miliony ku złu i śmierci
A świt zdaje się nigdy nie nadchodzić
Spłoszone stado wdeptuje wciąż w ziemię wszystko co przed nim
I wciąż nie wydaje się, by nadchodził świt...
W prostych umysłach jest coś
co reaguje na sympatyczne drżenie strun
w głowie Królewskiej Hieny
wibrujących świadomością czynionego zła
Coś, co rezonuje
Coś, co poddaje się
Coś, co rośnie
Gdy coś opada
I wszystko to jest godne i dobre
Przynosi ze sobą rosnącą więź i braterstwo
Lecz musi szukać schronienia w objęciach niewidzialnych skrzydeł
Kiedy morderstwa wron zalewają czernią niebo
I dymiące ruiny budynków
Przekształcane na naszych oczach
W ugory ognia i śmierci
Dla zysku niewielu
Dla wygody niektórych
Utarty interes kręci się nadal
Sprawiając wrażenie, że tak musi być
Może to tylko naszemu czekaniu nie starczało nadziei
Może nadchodzi dzień
W którym obłąkani dystrybutorzy padliny
Nikczemni oszuści
Rzeźnicy, Reavers zombi
I ich demoniczne ekipy
Pomaszerują w piekielny ogień
Do stworzonej dla własnych potrzeb szatańskiej ojczyzny
A drzwi zatrzasną się za nimi echem
Wszystkich pięknych słów
United As One/Divided By Nothing
We Are Legion
Za niektórych blogerów naprawdę mi wstyd. I to za prawicowych. To już klasyka, że jak tylko dzieje się coś dobrego, natychmiast kilka osób stara się wszystko spieprzyć.
Jak czytałem brednie o tym, jakoby Anonymous byli sterowani przez tajemnicze służby specjalne, że protestującym chodzi tylko o darmowe pornole – to naprawdę nie pozostaje mi nic innego niż:
Otóż, bando tchórzy i paranoików, spójrzcie na obraz powyżej. Jest na nim kadr ze „Star Treka”. Przecież licencji nikt nie wykupił. A jednocześnie wnosi coś nowego, stanowi wartość dodaną. I to właśnie jest przykład na to, dlaczego ci ludzie protestują przeciwko ACTA. Co wy wiecie o kulturze internetu? Co wy wiecie o 4chanie, skanlacjach, hardsubach itp.? Co wy wiecie o całym tym bogactwie, wynikłym z dzielenia się? Nie wiecie nic, więc z łaski swojej nie ośmieszajcie siebie i przy okazji nie kompromitujcie nas wszystkich.
Antymaterialny, cwaniaczek jeden, najpierw pisał pierdoły o Anonymous sterowanych przez rząd, a potem jak komuś się to nie spodobało i był atak DDoS na jego blog na Nowym Ekranie, to podkulił ogon pod siebie i skamlał Łazarzowi, że go biją! Facet, trochę GODNOŚCI! Jak masz odwagę pisać brednie, miej odwagę zaliczyć za to w papę! To jest INTERNET, a nie Tusk Vision Network. Tu się za wypisywane brednie ODPOWIADA, nawet jeśli niekoniecznie przed sądem. Co więcej przez kilku takich idiotów dostało się całemu serwerowi.
Tych notek już na blogu Antymaterialnego na NE nie ma. Stary paranoik kasuje notki bo leje w gacie ze strachu przed NWO. Zdaje się, że nikt go jeszcze nie uświadomił co to jest Google Webcache. Jego notki szkalujące Anonymous jednak zachowały się. Dowodów na słuszność oskarżeń i domysłów pan wielki bloger rzecz jasna nie przytoczył żadnych.
Anonymous zachowanie Antymaterialnego skomentowaliby bez wątpienia tak:
Zdjęcie powyższe należy do niejakiego Aschiutzy. Ale było tak świetne, że stało się powszechnym komentarzem do sytuacji, gdy ktoś powie coś głupiego.
Ale uczciwie rzecz ujmując, czy Aschiutza coś traci na popularności swego dzieła? Szkoda, że się nie podpisał. Ale i tak kto się zainteresuje, może sobie wygooglać, kto wstawił oryginał. Gdyby się niewolniczo trzymać praw autorskich oraz ACTA, nigdy byśmy nie poznali tego wspaniałego zdjęcia. Bo jest świetne, to chyba przyzna każdy.
Ja w ogóle nie czaję typków takich jak Antymaterialny. Jaki jest sens uświadamiania ludzi na temat NWO (przyjmując, że faktycznie jeden syndykat istnieje, co ja uważam za mało prawdopodobne - jestem zdania, że jest to raczej kilka mniejszych lub większych, które się między sobą dogadują) jeśli jak tylko ludzie się zbiorą i chcą zawalczyć o swoje prawa, Antymaterialny jako pierwszy wybiega, wyrywa sobie włosy z głowy i wrzeszczy: „Olaboga! Już idą! Będą bić! Już mają tu szpiegów! Szybko, uciekajmy! Uciekajmy!” Paradne, prawda? To się, kurde, nazywa odwaga.
Panie, jak z pana taki tchórz, zamknij się pan w piwnicy i nie denerwuj pan ludzi! I przede wszystkim nie oczerniaj pan każdego wokoło, rzucając podłe oskarżenia bez śladu dowodów! Zanim pan zabierzesz głos w sprawie Anonymous, najpierw zapoznaj się pan z tym, co to jest 4chan, na czym polega jego fenomen i skąd się wziął. Bo póki pan nie wiesz, jesteś pan żałosnym lamerem i tyle.
Inną kwestią są głosy takie jak post Niedzisiejszego. Spora część blogerów w ogóle chyba nie pojmuje o co toczy się gra. Są nakierowani na dowalanie Tuskowi i nic innego do nich nie dociera. A tu chodzi o dwa różne podejścia do kwestii praw autorskich. Jest po prostu podłością obrażanie internautów twierdzeniami, że im chodzi tylko o darmochę. Śmiem twierdzić, że ten pan nie orientuje się w kwestii konfliktu wokół praw autorskich, a wyłącznie powtarza korporacyjne dogmaty, które chcąc nie chcąc przyjął bezrefleksyjnie.
Najogólniej rzecz biorąc ACTA cementuje korporacyjne podejście. Utwór w tym rozumieniu praw autorskich traktuje się jak rzecz, przedmiot który można kupić i sprzedać. Korporacjom jest to wygodne, bo mogą w ten sposób bez przeszkód wykorzystywać przewagę kapitału. W takim modelu nabywcy są bydłem, wołami roboczymi. Stadem baranów. Mają poddać się zdalnemu sterowaniu reklamami, przyjść i kupić. Nic więcej. Broń panie Boże nie wolno nabywcom przekonywać się samodzielnie, co kupują. Nabywcy nie mają prawa mieć pretensji, że reklamy kłamały, że single nie odzwierciedlały zawartości płyty, że płyta jest nieporęczna i że woleliby MP3. Nabywcy to bydło. Mają zamknąć się i dawać posłusznie pieniądze.
Największym absurdem takiego podejścia jest stawianie równości pomiędzy kradzieżą płyty w sklepie i ściągnięciem jej zawartości. Niegdysiejszy kopiuje ten absurd. Ani przez moment nie zaświtało mu pod czaszką, że dobry film i tak się kupi, bo na DVD ogląda się po prostu wygodniej i jest lepsza jakość. Ani przez moment nie uświadomił sobie, że twierdzenia typu „jak ściągną i obejrzą to już nie kupią płyty” w gruncie rzeczy oznaczają domniemanie tragicznej jakości tych utworów. A jeśli utwory są tak tragiczne, że obejrzenie raz na kompie wystarczy, to ja pytam kto tu jest złodziejem? Koncern z premedytacją wciskający nam kit? Czy konsumenci broniący się przed wyciąganiem od nich pieniędzy na coś, co może nie być warte zakupu?
Co więcej okazuje się, że w praktyce korporacyjne podejście do praw autorskich wcale autorom nie służy. Artyści, którzy gardłują za ACTA, to generalnie już gasnące gwiazdy, które żyją tylko z łachy koncernów medialnych oraz monopoli w typie ZAIKSu. Nie są w stanie sami na siebie zarobić, niczego już nie tworzą. Dzisiejsze tantiemy, prawa zastrzeżone itp. umożliwiają tej grupie pasożytów życie z dawnej pracy. Czy taki na przykład Mozart czy Bach byłby dziś znany, gdyby każdy za wysłuchanie jego utworów musiał płacić? Śmiem wątpić. Młodzi artyści natomiast doskonale poradziliby sobie bez korporacji. Tak zwane piractwo może być potraktowane jako doskonały mechanizm, umożliwiający rozpropagowanie artysty i jego utworów. Ludzie generalnie nigdy nie kupią nieznanego sobie artysty. Ale bardzo często się zdarza, że gdzieś coś usłyszymy, ściągniemy z torrentów, posłuchamy. I w efekcie później kupujemy płytę. Korporacjom ten mechanizm nie odpowiada, bo łamie monopol korporacyjny na promowanie tych artystów, którzy są korporacjom wierni i posłuszni. I po to jest ACTA. Żeby artysta nie miał wyboru jak tylko sprzedać się biznesmenom i pozwolić się obdzierać ze swojej ciężkiej pracy. Więcej na ten temat pisał Łażący Łazarz.
Świat korporacyjny postawił na wąską grupkę „koni pociągowych” których pomysły pchają popkulturę do przodu. Korporacje były zbyt przerażone wymknięciem im się wszystkiego spod kontroli by dopuścić jakiekolwiek niezależne pomysły. Efektem jest zdegenerowany rynek filmowy i muzyczny, odgrzewane kotlety, powtarzanie do wyrzygania starych schematów. Bo jak fanom przyjdzie do głowy dobry pomysł, korporacje udają, że go nie ma. Korporacyjna taktyka polega na straszeniu procesem o naruszenie własności intelektualnej, kto spróbuje zrobić to samo lepiej.
Podejście internautów do kwestii praw autorskich jest diametralnie inne. Jest rzeczą całkiem oczywistą, że w dobie kultury cyfrowej absurdem jest pojmowanie utworu jako niepodzielnej całości. Coraz więcej utworów powstaje przez zmiksowanie fragmentów w unikalny sposób. To nie znaczy, że są gorsze. Nierzadko jakaś wariacja na temat okazuje się bić na głowę oryginalny utwór. Tak jest dla przykładu z częścią fanfików do anime.
W świecie internetu różnica między konsumentem kultury, a twórcą zaciera się. Fani często sami stają się twórcami. Pomysł krąży i jest modyfikowany, przerabiany oraz eksploatowany na wszelkie możliwe sposoby. I dopiero te dobre pomysły zyskują popularność i nierzadko przynoszą profit swoim autorom. W internecie żeby na czymś zarobić, trzeba być w te klocki naprawdę dobrym. Zysk w takim modelu kulturowym nie jest prostym skutkiem wymyślenia czegoś. Jest skutkiem wygrania konkurencji z innymi, którzy zajmują się tym samym i oferują to za darmo. I chyba na tym powinno polegać, czyż nie?
Taki na przykład Microsoft. Gdzie by był, gdyby kod źródłowy Windows został uwolniony? Czy aby na pewno Microsoft były w stanie rozwijać Windows na tyle dynamicznie, by opłacało się kupić ten system a nie jego rozwinięcie stworzone przez kogo innego? Ano właśnie, Microsoft zarabia na MONOPOLU NA POMYSŁ. Nikomu innemu nie wolno wymyślić tego samego. Nikomu innemu nie wolno wiedzieć, co ulepszyć. Bo Microsoft woli nas skazywać na kulejący system z mnóstwem dziur i marnować tym samym nasze pieniądze, zarabiając na tym ciężką kasę niż dać ludzkości dobry i bezpieczny system operacyjny ryzykując, że grupa programistów opłacanych ciężkimi pieniędzmi nie dotrzyma kroku rzeszy zapaleńców.
Korporacyjne podejście do praw autorskich ma na celu tylko zysk. A jeśli ktoś wymyśli to samo i zrobi to lepiej, to się na niego nasyła prawniczą mafię, celem kradzieży jego pracy w majestacie prawa. Ostatnia afera z zamknięciem MegaUpload i MegaVideo jest chyba jasną demonstracją, o co tym koncernom chodzi. Skoro szef tych serwisów odpowiadał za to, do czego użytkownicy je wykorzystywali, to czekam aż producenci noży zaczną trafiać do więzień za morderstwa, jakie z użyciem ich noży zostały popełnione. Nie mówię już o innych motywach zamknięcia tych serwisów, o których pisze GeekWeek, bo są one najzupełniej skandaliczne.
Tak więc koniec końców Niedzisiejszy pomija banalną kwestię. Piractwo jest formą protestu przeciwko wygórowanym cenom, a także daje możliwość sprawdzenia, czy produkt jest wart ceny. Internauci zwyczajnie nie mają zamiaru kupować kota w worku.
Zdaniem korporacji nawet jeśli film jest chłamem, a reklamy były zakłamane, to widz musi zapłacić. Zdaniem internautów jeśli film jest chłamem to jego reżyser może widza pocałować w dupę. To widzowi powinno się zapłacić za zmarnowany czas. To tak trudno zrozumieć, panie Niedzisiejszy?
[kwestia masek Guya Fawkesa używanych przez Anonymous]
I na koniec sprostuję propagandę na temat Guya Fwakesa i jego spisku 5 listopada 1605. Mówi się prosto, że Guy Fwakes chciał obalić władzę królewską. Że był terorystą. Brednie. Nie chciał. Fawkes po prostu chciał strącić z tronu protestanckiego króla i przywrócić Anglię na łono Kościoła Katolickiego. Nie mówię, że jego metody były słuszne. Mówię, że sytuacja jest niejednoznaczna. Bo skazano go za zdradę króla, który w ocenie Guya Fwakesa sam był zdrajcą wiary.
Dlaczego Guy Fawkes chciał wysadzić budynek parlamentu? Ano zajrzyjmy do Wikipedii:
Ponaglony przez Tomasza Cromwella, parlament uchwalił wiosną 1534 r. kilka ustaw, które przypieczętowały rozłam z Rzymem. Ustawa o Zakazie Apelacji nie pozwalała angielskim sądom kościelnym na zwracanie się do papieża. Uniemożliwiała również Kościołowi uchwalanie jakichkolwiek przepisów bez zgody króla. Ustawa o Stanowiskach Kościelnych z roku 1534 wymagała, aby kler mianował biskupów wskazanych przez monarchę. Ustawa o Zwierzchnictwie (tzw. Akt Supremacji) z roku 1534 głosiła, że król jest "jedyną, najwyższą na ziemi głową Kościoła anglikańskiego"; Ustawa o Zdradzie z tego samego roku uznawała za najwyższą zdradę, karaną śmiercią, odmowę uznania króla za takowego. Papież został pozbawiony źródeł dochodu, takich jak świętopietrze.
Odrzucając decyzje papieża, parlament zatwierdził małżeństwo Henryka i Anny poprzez wydanie Aktu Sukcesji w 1534 roku. Córka Katarzyny, księżniczka Maria została uznana za dziecko z nieprawego łoża, a potomstwo Anny ogłoszono następcami tronu. Wszyscy dorośli mieli obowiązek zatwierdzić postanowienia ustaw; ci, którzy odmówili, podlegali karze dożywotniego więzienia. Wydawca lub drukarz jakiejkolwiek literatury podważającej ważność ślubu Henryka z Anną miał być automatycznie uznany za winnego zdrady i skazany na śmierć.
Przeciwnicy polityki religijnej Henryka byli mordowani (wśród nich kardynał św. Jan Fisher oraz królewski doradca Tomasz Morus, stracony za zdradę w 1535 r.). Cromwell, dla którego utworzono stanowisko "wicekróla ds. duchowych", był upoważniony do wizytowania klasztorów, pozornie w celu sprawdzania, czy wypełniają królewskie postanowienia, a w rzeczywistości aby opodatkować ich majątki. W roku 1536 uchwała parlamentu zezwoliła Henrykowi na konfiskatę dóbr pomniejszych klasztorów (tych, których roczny dochód nie przekraczał 200 funtów). Szacuje się, że za panowania Henryka VIII, w Anglii zginęło około 500 katolików, w tym 2 kardynałów, 2 arcybiskupów, 18 biskupów, 13 opatów, bliżej nieokreślona ilość przeorów i zakonników.
Brednią jest przedstawianie Guya Fawkesa jako anarchisty, terrorysty i zaciekłego wroga władzy królewskiej. On po prostu chciał pomścić na angielskim parlamencie zbrodnie, jakie zostały popełnione 70 lat wcześniej. Chciał po prostu, by za bycie katolikiem zbrodniarze na angielskim tronie nie karali śmiercią. Choć trzeba przyznać, że później Krwawa Mary, czyli Maria Tudor, poczynała sobie równie brutalnie. Obie strony w owym czasie zamiast rozmawiać, rzucały się sobie do gardeł. Tym bardziej więc nie należy ferować jednoznacznych wyroków na temat Guya Fawkesa.
W tym jednak wypadku jasne jest, że mediom przedstawiającym go jako terrorystę chodzi nie o samego Fawkesa, a o ruch Anonymous. Nie dalej jak dziś widziałem pierdoły o tym, jakoby protestujący internauci trudnili się działalnością wywrotową i dążyli do obalenia rządu. Ale spoko, Kaczyńskiego też już oskarżono o faszyzm. Ten rząd nic innego nie potrafi, tylko gadać.
Poza tym polecam wszystkim jedno bardzo mądre zdanie :
Ludzie nie powinni się bać rządu. To rząd powinien bać się ludzi.
Zaczną do nas strzelać? Komuniści już próbowali. Źle na tym wyszli.
No to jesteś zwolenniczką apokatastasis, tak jak wielki Orygenes...
Bez opozycyjnych partii politycznych, ich liderów czy członków, którzy nie potrafią znaleźć się w obecnej sytuacji i spróbować dotrzeć do wszystkich tych młodziaków - internautów, którzy potrafili powiedzieli NIE dla ACTA, równocześnie mówiąc nie dla lekceważenia ich przez zadufanych w sobie polityków rządzącej koalicji, nawet nie uznających za stosowne zapytać naszych zbuntowanych o zdanie.
Wiele notek do dzisiaj poruszało tę tematykę ale bez wskazania co dalej.
Jak lepiej dotrzeć do tych młodych ludzi, przed którymi jeszcze wszystko mogłoby stanąć w zupełnie innym świetle, gdyby nie nieudolność, szkodliwość czy wręcz zbrodnicza działalność czy to wcześniejszych czy też obecnych układów ekip będących u władzy przez ostatnie 23 lata - od 1989 roku.
Zróbmy ten pierwszy krok, żeby przyciągnąć tych młodych jeśli nie do siebie to przynajmniej do prawdy co się z ta Polską wyrabia.
Ponieważ ta notka ma b.wiele wejść, postanowiłem podjąć to hasło Jadaxa i
1. wskazać internetowe źródła nieskażonej informacji, informacji niezależnej od biegnących na krótkiej smyczy rządu większości gazet, stacji telewizyjnych, radiostacji i portali internetowych, czyli krótko: niezależnej od reżimowych mediów (TVN, Gazeta Wyborcza, Onet, Wirtualna Polska, Wprost, Polityka, Radio Zet, Radio TOK FM, PR III, TVP1, TVP2, TVP3, POLSAT, Radiostacja etc.etc.)oraz
2. przypomnieć co wartościowsze teksty różnych blogerów, pozwalające wyrobić sobie w miarę niezależne spojrzenie.
Nazwę ten cykl ARCHIWUM (ARCHIVE: OPEN YOUR EYES, HOLD YOUR HEAD UP - WAKE UP!)
ŹRÓDŁA
INFORMACJI
I OPINII
NIEPOPRAWNI
NIEZALEŻNA
Warszawska Gazeta
wPolityce.pl
Niezależny Serwis Informacyjny
Niezależny Serwis Informacyjny - Prace Autorskie
POLIS - Miasto Pana Cogito
Bibuła - pismo niezależne
ABCNET - odtrutka na media!
NIEPOPRAWNE RADIO
NIEZNUDZENI POLSKĄ - blogerzy bez cenzury
solidarni2010
Wirtualna Polonia
Nasz Dziennik
Opcja NA PRAWO
IPN
smolensk-2010
pomniksmoleńsk
blogpress
Radio Wnet
Rafał A. Ziemkiewicz
ROLEX
Marek Mojsiewicz
IMPERTYNATOR
Aleksander Ścios
Wojciech Wencel
gregory33
SZUAN
kokos26
Magda Figurska
Sceptyczny Wierzyciel
NIEWOLNIK rysunki animowane
giz 3miasto
1maud
PSEUDO-KONTESTACJA czyli HARE BOLEK,
HARE ALEK, HARE HARE, WOLSKI MICHNIK
JUREK WALNIE Z BAŚKI PRZED KOŃCEM
ŚWIATA
Minęło prawie 6 lat, od czasu, gdy w piśmie bielsko-bialskiej „Ligi Republikańskiej” ukazała się moja relacja z wizyty na IX Przystanku Woodstock w Żarach. Co się takiego stało, iż XV edycja festiwalu, tym razem organizowanego w Kostrzynie nad Odrą, zasłużyła sobie na kolejny felieton? Ano nadarzyła się niepowtarzalna okazja rewizytować miejsce przez jednych nazywane „Sodomą i Gomorą”, a przez innych „najbardziej pokojowym, kolorowym, przyjaznym festiwalem”. Sprawdzić, na ile zmienił się sam Przystanek Woodstock, a na ile mój doń stosunek. Dziś, po zweryfikowaniu tych założeń, muszę powiedzieć, że ewoluował przede wszystkim ten pierwszy.
Pierwowzorem Przystanku Woodstock ma być festiwal muzyczny z okolic Nowego Yorku, trwający przez kilka deszczowych, sierpniowych dni 1969 roku. Amerykański Woodstock uznaje się za dziecko „rewolucji hipisowskiej”, która przetoczyła się przez Stany Zjednoczone w drugiej połowie lat 60-tych i pierwszej połowie lat 70-tych ubiegłego stulecia. „Rewolucja” oraz festiwal odbywały się pod szyldem kontestacji konformizmu, konsumpcjonizmu i materializmu. Hipisi demonstrowali swój negatywny stosunek do amerykańskiego stylu życia, skupionego w pogoni za pieniądzem, w Kościele instytucjonalnym, w polityce, w wojnie, mediach, własności prywatnej i systemie nakazów-zakazów. W sprzeciwie wobec „świata dorosłych” popularyzowali hasła „wolnej miłości”, życia w „komunach”, „zakazu zakazywania”. Środkiem do poznania własnego wnętrza uczynili LSD i marihuanę, zresztą nieoficjalny symbol imprezy, organizacje ekologiczne oraz kulty Wschodu, w tym grupę potocznie zwaną Hare Kryszna. Wszelkie instytucje i struktury – elementy „świata dorosłych” – nazwali establishmentem. O doniosłości ruchu hipisowskiego świadczyły jego zakres i siła oddziaływania. Pomimo częściowo dobrowolnego wyobcowania, braku reklamy medialnej, na pierwszym w historii Woodstocku zebrało się około pół miliona ludzi.
Polska mutacja amerykańskiego festiwalu tylko z pozoru przypomina Woodstock Jimy’ego Hendrixa, Janis Joplin i Joe Cockera. Owszem, zarówno podczas pierwszej, jak i drugiej mojej wizyty na imprezie organizowanej przez Jerzego Owsiaka dopatrzyłem się zachowań charakterystycznych dla uczestników imprezy masowej, zwłaszcza takiej, na której zachodzi reakcja trzech czynników: alkoholu, piachu i wody. Jeśli chodzi o zaleganie gdzie popadnie, sikanie gdzie popadnie (zdjęcie powstało za zgodą widniejącego na nim uczestnika zabawy), wymiotowanie gdzie popadnie, błotne kąpiele, nieszablonową mimikę twarzy, przyciągające ludzkie oko stroje i fryzury, Woodstock Owsiaka pozostaje stabilny. Generalnie jest trochę antyklerykalnie, trochę wulgarnie, trochę niechlujnie. Gdzieś na skraju, zaraz przy wejściu - Przystanek Jezus, odgrodzony od reszty imprezy dwoma rzędami latryn i czterema rzędami umywalek. Księża, klerycy, zakonnicy, zachowują się swobodnie. Uśmiechnięci, tylko okazjonalnie zaczepiani przez „przystankowiczów”, stali się już na dobre częścią krajobrazu festiwalu. Pogodził się z tym najwyraźniej i sam Owsiak, który przed laty nie szczędził uszczypliwości woodstockowym misjonarzom. Jakby to sam ujął: „miał do nich wonty”.
Na Przystanku można doszukiwać się szczątków wyznawanej przez „klasycznych” hipisów ideologii. Przyznam, że w tym roku nie przyuważyłem większej aktywności organizacji ekologicznych. Z mediów wiem, że na festiwalu bywało o nich głośno. Choć zapewne taka okazja do podnoszenia wrzawy jak rządy partii Prawo i Sprawiedliwość i zamieszanie wokół projektu budowy autostrady przez Dolinę Rospudy naraz, prędko się nie przydarzy. W 2006 roku woodstockowicze mieli bowiem okazję podpisać się pod apelem do prezydenta Lecha Kaczyńskiego wyrażającym sprzeciw w tej sprawie. W bieżącym nie spotkałem się nawet z akcją informacyjną wyjaśniającą, co należy robić z wyprodukowanymi przez siebie śmieciami. Na przykład z plastikowymi kubkami po piwie i talerzykami z Pokojowej Wioski Kryszny, które przecie, o czym zaświadczy każdy ekolog, mogą rozkładać się nawet 800 lat!
Sekta, o której powyżej napomknąłem powstała i do dziś swoją główną siedzibę utrzymuje w Stanach Zjednoczonych. Podobnie jak idea festiwalu Woodstock, zrodziła się w latach 60-tych jako element „rewolucji hipisowskiej”. W Polsce, Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny zarejestrowano pod koniec lat 80-tych. Z czasem do mediów zaczęła napływać coraz większa liczba relacji byłych członków sekty, opisujących jej życie wewnętrzne. Formułowane zarzuty nie odbiegały zanadto od tych stawianych innym grupom, które na początku lat 90-tych stały się w postkomunistycznej Polsce prawdziwą plagą. Wyrzucano wyznawcom kultu Kryszny fasadową otwartość i jowialność, posługiwanie się oszustwem w celu pozyskania nowych członków, zwłaszcza nieletnich, rozbijanie małżeństw, okradanie rodzin z dóbr materialnych, odciąganie młodzieży od najbliższych i nauki, wykorzystywanie nieletnich do darmowej pracy w nielegalnym handlu ulicznym, itd. Francuska komisja śledcza do spraw sekt uznała nawet, że ruch prowadzi działalność zarobkową pod pozorem akcji humanitarnych i stosuje „zmuszanie do wysiłku fizycznego”, aby zmniejszyć „zmysł krytyczny”. Psycholodzy zauważają, że niskobiałkowa dieta stosowana przez krysznowców, często stosowane „oczyszczające posty”, ograniczenie czasu snu do około 5 godzin (członkowie kultu wstają o godzinie 3.30, by rozpocząć codzienną intonację mantry, wymawianej 1728 razy) doprowadzają do wycieńczenia i wyniszczenia organizmu, a także zakłóceń w pracy mózgu.
Krysznowcy, permanentnie napotykani na polskich ulicach w początkach III RP, gros swojej aktywności przenieśli pod skrzydła Jerzego Owsiaka i Przystanku Woodstock. Na festiwalu bynajmniej nie ograniczają się do granic swojej wioski, rozmiarami kilkakrotnie przerastającej Przystanek Jezus. Przemieszczają się poza nią potężnym wozem z wyrastającym zeń podłużnym namiotem. Pojazd otacza wesoła atmosfera. Tańczą na nim wyznawcy hinduskiego boga, nucąc charakterystyczne: Hare Kryszna, Hare Rama. Na infrastrukturę wioski tym razem złożyły się namioty z ceremonialnym makijażem, z modłami, dużą i małą sceną muzyczną, oraz z innym typem ofert, a wśród nich: Pytania i Odpowiedzi, Astrologia, naturalnie Ford for peace, Reinkarnacja, Książki, Joga, Indyjskie pamiątki.
Mnie, człowieka otwartego, zainteresował szczególnie namiot pod tytułem: Pytania i odpowiedzi. Przysiadłem się więc do niemałego zgromadzenia, by posłuchać mądrze wyglądającego pana w pomarańczowej szacie. Moimi punktami orientacyjnymi byli chłopak z czarną koszulką z napisem: Sex, drugs and rock n’ roll po lewej, oraz długowłosy mężczyzna z namalowanymi na koszulce pentagramem i odwróconym krzyżem po prawej. Z tyłu zebrało się od dwóch do trzech krysznowców, zapewne zastanawiających się, czy ten facet z aparatem fotograficznym z zamontowaną w nim kamerą i czerwoną koszulką z wizerunkiem orła białego jest wystarczająco „podejrzany”, aby „zacisnąć pięści” (czytaj poniżej). Lecz zgodnie z regulaminem Pokojowej Wioski Kryszny, wszystko odbyło się po pokojowemu.
Wytwarzające przyjemny chłód zadaszenie, stanowiące wybawienie dla nagrzanego od sierpniowego upału ciała sprzyjało burzy mózgów. Podnosiły się nawet głowy tych, którzy wcześniej próbowali ugasić dolegające pragnienie zimnym piwem. W wypełnionym wonią wegetariańskiego posiłku – prasadam namiocie padło jakże ważkie pytanie: A czy nadejdzie koniec świata? Nadejdzie – odrzekł nie wysiliwszy się krysznowiec. A kiedy? – dociekał młodzieniec z pierwszego rzędu. Pewnie za kilkaset tysięcy lat – rozległ się flegmatyczny, hipnotyzujący ton – Pewność bierze się stąd, że masz jakieś źródła, które informują o tym jak stwarza się świat, jak on trwa, jakie cykle przechodzi i w związku z tym możesz też dowiedzieć się o tym jak te cykle w czasie funkcjonują. […] Wszechświat trwa około 314 miliardów lat. […] W międzyczasie, tak jak my doświadczamy dnia i nocy, tak samo i we Wszechświecie tego typu cykle mają miejsce i zwykle kiedy taki cykl się kończy, to też jest taka destrukcja, którą możesz nazwać końcem świata. Taka najbliższa spodziewana jest za około 426 tysięcy lat i jeszcze kilkaset lat…
Po skończeniu wyczerpującej i inspirującej wypowiedzi na temat tego, kiedy nadejdą kolejne „końce świata”, wysłuchałem jeszcze rozważań nad problemami medytacji oraz kwestią, czy można być zawsze szczęśliwym ateistą (tutaj aż wyrywałem się podpowiedzią, że w tym przypadku z całą pewnością aż do śmierci). Udałem się pod krysznową jadłodajnię, by zażyć tamtejszej piknikowej atmosfery. Tutaj kilka kłębów trawy wyrastających z piachu prezentowało się równie atrakcyjnie jak rozłożony na nim kocyk, co skrupulatnie zauważyli i zrealizowali przystankowicze. Nie odważyłem się wprawdzie spożyć serwowanych w kuchni niskokalorycznych obiadków, które wcześniej powinny zostać ofiarowane bóstwu, choć według staropolskiego zwyczaju skłonny byłem każdemu napotkanym życzyć „smacznego”. Według wierzeń członków sekty, prasadam ma moc „oczyszczania” duszy od skutków działań karmicznych (czynów moralnych wpływających na kolejne wcielenie) nie tylko niewierzących, ale również zwierząt! Po zawiązaniu sadła polecane są w Wiosce Kryszny ćwiczenia Jogi. Ale nie tylko dla samego ruchu. Jak głoszą hinduskie księgi, joga to zestaw działań, przybliżających wyzwolenie duszy…
Kolejna rzecz - pacyfy! Pacyfy duże i małe, chude i grube, jasne i ciemne, świecące i nieświecące, żółte i niebieskie, czerwone i zielone, koliste i owalne, na torbach i na transparentach, na koszulkach i na spodniach, na plecach i brzuchach. Na Woodstocku toniemy w morzu pokoju. Jako baczny obserwator muszę jednak dodać: prawie. Dla chcących uniknąć zatopienia „Jurek” zorganizował wioskę wojskową, a w niej pokaz samochodów opancerzonych, wyrzutni rakiet, karabinów maszynowych... Na tym byłym poligonie sowieckim wracają więc klimaty uważane przez niektórych za mniej przyjazne. No, ale jeśli sam organizator ma dość, powiedzmy – ambiwalentne podejście do pokoju, inaczej być zapewne nie może.
A mowa tu głównie o wypowiedziach „Jurka” – jak każe się tytułować, nie licujących ze sposobem bycia oblubieńca pokoju. W ekskluzywnym wywiadzie przeprowadzonym przez Piotra Najsztuba dla tygodnika „Przekrój” (nr 30, z 30 lipca 2009 r., s. 32-35), „Jurek” zapytany został o swój światopogląd: „Poznajmy więc twoje poglądy. Czy jesteś pacyfistą?”. „Tak, jestem pacyfistą. – odparł raczej wyraziście – Mało tego, pacyfistą cały czas się uczącym”. „Czego?” – dopytywał dziennikarz. „Żeby nie być agresywnym, ze sceny też mówię: nie bądźcie agresywni. Pacyfizm odbieram jako zdecydowane przeciwstawienie się działaniom zbrojnym, siłowym, które mają rozwiązać jakąś sytuację” – odparł Owsiak. Dwie strony dalej, w kontekście, na który warto zwrócić uwagę, „Jurek” chyba zmienił zdanie. Zagadnięty w temacie swojego zaangażowania w sprawy publiczne odrzekł energicznie: „Ależ już jestem! Mój przedostatni list otwarty był do pana Wałęsy: ‘Panie Lechu, jak już ktoś będzie skakał, to przyjdę i z Baśki przyłożę’. Oczywiście przeczytałem, że jestem cham i bydlę, że to jest taki język knajacki. A ja, nagle autorytet (według badań opublikowanych w „Rzeczpospolitej”), takimi chamskimi słowami powtarzam jeszcze raz: symbolicznie z Baśki mogę każdemu przyłożyć, bo po prostu Lech Wałęsa jest niezwykle ważny”. A! Jest i zawsze potrzebny element wychowawczy, w sam raz dla kogoś, kto demistyfikuje pokolenie Jana Pawła II (wywiad, s. 32).
Nie wiem, czy „Jurek” zdaje sobie sprawę, że używając sformułowań w rodzaju tego z pociągnięciem z główki komuś takiemu jak biograf Lecha Wałęsy, lub tego wziętego z jego bloga: „Chciałbym, (…) abyście jednoznacznie, z zaciśniętą pięścią, gonili wszystkich podejrzanych osobników”, może osiągać efekt odwrotny od zamierzonego. Że tak po ludzku, może zostać posądzony o to, że „zapodaje ściemę”. Osobiście bardziej zastanawiają mnie dwie inne kwestie. Pierwsza mniejszego kalibru: na czym polega „symboliczne przyłożenie” komuś z „Baśki” i czy opiera się ono na tych samym zasadach co „symboliczne wyjeżdżanie z kraju”, wraz z symbolicznym oddawaniem orderów? Druga bardziej istotna - w czym „ważny” jest dla Jerzego Owsiaka Lech Wałęsa: w swojej roli jako przywódcy „Solidarności”, jako prezydenta Polski, czy obecnej, wpływowego przedstawiciela obecnego establishmentu?
No właśnie, bo mamy na Przystanku Woodstock: muzykę, Hare Kryszna, środki wspomagające integrację, pokój, a gdzie w tym wszystkim kontestacja? Czego kontestacja? Gdzie sprzeciw wobec klasy politycznej, wobec komercyjnych mediów, wobec własności prywatnej (abstrahując oczywiście od definicji kradzieży)? Gdzie sprzeciw wobec establishmentu, dominującej ideologii? Dwa lata temu na Przystanku Woodstock brylował rozpieszczany i rozpieszczający w „Gazecie Wyborczej” arcybiskup Józef Życiński. Wraz z częścią młodzieży pastwił się przede wszystkim na ojcem Tadeuszem Rydzykiem i Radiem Maryja. Rozumieją państwo, takie kontestowanie przez establishment osób kontestujących establishment. Życińskiego wspomagali w tym dziele dziennikarze Tomasz Sekielski i Tomasz Lis, obaj rozumiejący swoją posługę równie trafnie jak arcybiskup. Rok temu w przystankowej Akademii Sztuk Przepięknych (ASP) gościł pierwszy anarchista III RP Leszek Balcerowicz. Tym razem nie poszło już tak łatwo, bo młodzieży zapaliła się lampka i pojawiły się dociekliwe pytania. Jak relacjonowali to spotkanie dziennikarze, Leszek Balcerowicz począł razem z moderującym spotkanie Zbigniewem Hołdysem kontestować kontestującą go młodzież. Gdy jeden z uczestników debaty nadmienił o rozkradzionym majątku PGR, Balcerowicz zapytał ironicznie: „Widziałeś tych, co kradli?”, zaś Hołdys dodał równie zgryźliwie: „To trzeba było zawiadomić prokuraturę”. W 2008 roku w Kostrzynie nad Odrą obok Balcerowicza wystąpili tacy kontestatorzy jak: dziennikarze Kamil Durczok i Jacek Żakowski oraz reprezentanci grup o wspólnym punkcie kontestacyjny z arcybiskupem Życińskim: feministka Manuela Gretkowska i homoseksualista Tomasz Raczek.
W tym roku do tego iście – jakby to powiedział Waldemar Łysiak – salonowego towarzystwa dołączył reprezentant grupy reżyserów i aktorów, Stanisław Tym. Kilka lat temu zasłynął filmem pod tytułem Ryś, kontestującym prawie dwuletni okres stłamszenia w Polsce wolności słowa przez rządy wspomnianych Prawa i Sprawiedliwości oraz imperium Radia Maryja. Do grona kontestatorów dołączyli polityczni twórcy III RP, a w wprowadzał ich na scenę mentalny twórca III RP i kratywnego hasła „róbta co chceta”. Wywiady z Lechem Wałęsą i Tadeuszem Mazowieckim przeprowadził zastępujący w roli rektora ASP Zbigniewa Hołdysa, Piotr Najsztub. Od lat w awangardzie kontestatorów na rzecz braku zmian.
Trudno powiedzieć, czy Lech Wałęsa przyjął ofertę „Jurka”, że jak ktoś podskoczy to... Na scenie były prezydent przestrzegał przed błędami młodości, standardowo opowiadał o globalizacji, wyjaśniał co stanie się z jego mózgiem i sercem po śmierci, chwalił „Jurka”, za to, że pociągnął Woodstock dłużej niż 5 lat. Opis całego wydarzenia został przedstawiony w mediach w sposób bezpiecznie kontestacyjny. Poza „gromkimi brawami” i „100 lat” dziennikarze nie dosłyszeli innych głosów z sali. A było nader „kolorowo”. Nie przebiły się na przykład przez rzeczywistość medialną hasła kultowe: „Wałęsa oddawaj moje 100 milionów”, „Bolek! Bolek!”, czy bardziej neutralne: „Pier…ć skarbówkę i ZUS!”. Jeden z niedobudzonych uczestników imprezy, nie do końca pewien pory dnia, zdążył jeszcze przed ponownym zaśnięciem zapytać: „Czy to przyjechał Dalajlama?”. Rok wcześniej w Kostrzynie gościł minister spraw zagranicznych historycznego przywódcy Tybetu, więc może rzutko pomyślał, że tym razem czas na samego Dalajlamę XIV. Osobiście najbardziej utkwiła mi w głowie scena reanimacji przystankowicza znalezionego tuż obok namiotu ASP, przebiegająca równolegle do rozmowy Piotra Najsztuba z Lechem Wałęsą.
No więc gdzie ta kontestacja? Była… może kiedyś. Wydaje się po prostu, że „polska młodzież do kontestacji po prostu nie dorosła” - że strawestuję słowa klasyka, skoro musi to robić za nią establishment. „Jest czas na kontestację, ale odpowiedzialną” – podsuwa mi klasyk kolejny, potężniejszy. Odpowiedzialna kontestacja prowadzona jest z politycznymi twórcami-patronami systemu, wspólnie z wspierającymi ich muzykami, aktorami, dziennikarzami, otwartymi duchownymi. Kontestacja organizowana z funduszy uzyskanych dzięki narodowej zbiórce pieniędzy na potrzeby służby zdrowia. Wykłady w Akademii Jerzego Owsiaka z lekka przypominają indoktrynację zagubionej i niedoinformowanej młodzieży przez wszechobecny mainstream. Z roku na rok jego pętla na Przystanku zaciska się coraz bardziej, a „Jurek” raz po raz daje dowody swej lojalności. Na polu duchowym swoją uprzywilejowaną pozycję nad równie zagubionymi ludźmi wykorzystują członkowie sekty, która zmienia życie jednostek i ich rodzin na zawsze. Piszę to, gdyż mógłbym w tej sprawie sypnąć garścią żywych przykładów.
Dla osób, które negatywnie odnoszą się do Przystanku Woodstock spieszę z wiadomością, że skoro żyje on w sielankowej symbiozie z establishmentem, wedle wszelkich prawideł logiki stanowi małe zagrożenie. Na pewno mniejsze od imprezy prowadzonej przez więcej niż ambitnego showmana lub pozornego ekscentryka – jakiegoś hipotetycznego ideologa-hipnotyzera. Wiadomo, straszy to, co nieznane, to, czego nie można kontrolować. Przystanek Woodstock Owsiaka jest czymś w rodzaju koncesjonowanej kontestacji. Koncesjonowanej kontestacji, która od lat kanalizuje bunt młodzieży zatraconej w polskiej rzeczywistości medialnej. Czującej, że ktoś ją oszukuje i zrzuca na margines, ale nie potrafiącej nakreślić najprostszego ciągu przyczynowo-skutkowego. To „bunt sterowany”, gdzie wszystkim uczestnikom zabawy wmawia się, że mają wolną wolę, a jednocześnie do znudzenia wciąż podsuwa się te same dogmaty. „Jurek” jest po to, aby pokazać moim rówieśnikom, gdzie powinni szukać wroga, a gdzie przyjaciela. „Jurek” nie jest wszak po to, aby tworzyli wspólnotę, za co chwali go wspomniany arcybiskup, ale po to, by tejże wspólnoty nie stworzył ktoś inny.
[cytowane za:BLOG AUTORSKI: PAWEŁ ZYZAK]
czyli Orędzie Prezydenta
„I zaczęły małpi nierząd
W planetarne siać przepaście.
Obręcz niebios w pęd szalony
Złe puściły małpiszony,
Skaczą, kręcą się, iskają,
Jak za kratą swojej klatki,
I czerwone pulchne zadki
Ziemi, krążąc, wystawiają.”
[Julian Tuwim – Bal w operze]
Z Nowym Rokiem, chwileczkę, mówią mi z reżyserki, że to rusycyzm... Więc poprawiam się: Z Rokiem Nowym hciałbym, moment. Cholera, to nie o to chodziło, nie o szyk. Szyk taaa...Wdzięk,szyk, czar, styl, nasza broń to sex appeal! Haha! P.R. jako sex appeal, dobre! Ale do rzeczy. Ponoć można tylko mówić „Na Nowy Rok”. Znowu Mistewicz mi tu szepcze do ucha, że nie tak wymówiłem, że „hciałbym” mówi się przez „ch”. Mnie tu wkołobronek kołują, jakby to miało jakieś znaczenie, jak się mówi czy pisze, przecież i tak nie mamy nic do gadania w tym wyścigu szczurów Europy, to znaczy chciałem powiedzieć, tygrysów, ale do rzeczy. Chciałbym więc złożyć wam, moi półobywatele, to znaczy cali, ale współ-, mniejsza o to, złożyć życzenia Dosi Roku, znaczy nie żeby tą Dosią wszystko prać, bo to by było lokowanie produktu hehe, tylko żeby każdy Do Się, a Bóg przeciw wszystkim, czy jakoś tak to było. MY ze swej strony jako Rząd waszych dusz, obiecujemy, że będziemy jako te wrony, co rozdziobią...eee...przepraszam, coś pomniejszyłem, znaczy pomieszałem, swym szałem pomieszałem... Bywa, jak się człowiek zgrywa, hehe... Będziemy więc, jak ten nasz Wrona skubany, to znaczy, że możecie się z nami czuć bezpieczni, ale to wtedy – się rozumie – gdy będziecie grzeczni hehe.... Z podwoziem czy na wozie, zawsze wylądujemy w kapuście, znaczy w Brukseli, a wy sobie radźcie hehe...
Bo kapusta, rzecz tłusta i za jej pomocą my z bratem rządzimy światem hehe... Money, money, money, honey, honey, honey... Radek wam doradzi jak złu poradzić. A lecąc nad Atlantykiem, Vincenty pokaże wam pięty, haha... Moment, pokazują mi tu, że się zapalagowałem...eee, z-alpagowałem, zagalopowałem, ech ten szampan polski owocowy biłgorajski potrafi ująć duszę. Więc będziemy jako ten kapitan drapieżny, co na bitej pianie wyląduje, z wami, czy bez, na pokładzie. Pacjent przede wszystkim, jak mówi nasz mini-ster. Wszystkim pozwolimy się ewakuować, to znaczy tym, co będą mieć na benzynę i na myto. A ten cham niemyty, co nie ma na myto, tego w żyto haha. Przepraszam, to takie leśne poczucie humoru... A dla tych, co zostaną obsiejemy wszystko tratwą ratunkową...eee...trawką. Taaak... Pali ojciec, pali matka, pali kot, pali babka, hehe. Ponieważ stary typ opium, religia, zbyt jest zbyt wywrotowy, to uśpimy was, znaczy chciałem powiedzieć, będziemy wam służyć używką, pożywką, nadżerką i manierką, hehe... Może i manier nie mamy, ale manierki to zawsze się znajdą hehe, i jakiś stan, tymiński albo wojenny, wsio rawno... Jak to śpiewają: „A kiedy przyjdzie także po was, ten Arłukowicz postępowy, by wam zabełtać...” i dalej w ten deseń, no. O czym to ja perfo-, znaczy perorowałem? Perooo, perooo, bilans musi wyjśc na zero, przepraszam, Vincent mi tu mmsy śle, figlarny finansiksa nasz ten kochany, hehe.
A więc, drodzy państwo, Chiny, taaak. Ten chiński gepard, leopard – sorry, nie leopard, leopardy to te od andżeli, więc ten chiński ocelot...eee, znów nie tak, ocelot to był na półkach, jak ci z Natolina rządzili, mam!!!: tygrys, ten chiński tygrys. Ale co on? Przepraszam wątek mi się skręcił, znaczy – przepraszam za wyrażenie – urwał. A pies drapał tego tygrysa i Chiny. Za chiny nie wiem o czym miałem mówić, ech, taki dzień się zdarza raz, tylko raz i więcej nie, jak zatrzymać teeeen, najpiekniejszy w życiu dzieeeeń. Na pewno miałem mówić, że się ten tygrys rozwija. No i szlus, starczy w temacie. A co do Natolina, to muszę opowiedzieć wam, moi myly – że zacytuję naszą ikonę transformacji przy tej noworocznej kolacji, hehe, więc a profos tak między nami, to był taki kawał, złowił w Puławach Kowalski złotą rybkę i mówi do niej, wypuszczę cię, ale jak spełnisz moje trzy życzenia a Natolin w rzece, znaczy chciałem rzec, na to lin rzecze do tego gościa: - Mój ty, Kowalski... moment druzja, znów mi tu rzężą z reżyserki, żebym nie ciągnął tego dalej, że to może amputować...eee...imputować, to znaczy emanować pogardą dla obłych wateli...obywateli. Ok., dajmy pokój frakcjom, akcjom i dystrakcjom... Kulisów nie wpuszczamy za kulisy, jak mawia Donek, hahaha... Nie muszą wiedzieć wszystkie jurki, kto pociąga za sznurki, hehe. Cholera ale mocne te produkty Janusza, aż mi się coś we łbie przegrupowuje i rusza... Jakby poligon jakiś się szykował... Zapaliłbym przy tej wyjątkowej Kazi, ups, okazji oczywiście Pani Kazimiero, nie miałem Pani na myśli, choć przy Pani, to każdy by się zapalił, khe, khe...ja żonaty, choć czasem tak mnie coś...mniejsza o to, hehe. Ordynans!!! Ordynans z Ordynackiej, macie tam jakieś cygaro?! No to biegusiem mi tu. Danke. Nie durniu, żonie naszej ikony tranformacji nie podawaj tego cygara, bo się zakrztusi bogactwo, znaczy biedactwo. Zresztą ona zajęta, auta graty rozdaje...eee...autografy, przecież mówię, słuchajcie dobrze tłuki. Danke, czyli po anielsku, odwal się, no. Więc gdzie to jesteśmy z tym oryndziem. Ahaaa. Ok. Nieśmy ten krzyż dalej. Moment, moi półobywatele, co z was w lokalu wyborczym 9-ego było śmiechu tak wiele, hehe.
Chwila dla krokodyla, mam telefon od Dukacza, zapytowywuje się on mnie, to znaczy duka czy WSIo w pariadkie?, hehe... Dobre, gienerał a poczucie honoru...eee...humoru znaczy się, ma. Co mu to odpowiedzieć, hmmm... Odpowiem mu tradycyjnym naszym wschodnim zwrotem, że wszystko w naszych rękach hahaha... Albo moją autorską metaforą: „Baaa!”. No ale bal balem, ale mus nawrócić do orędzia – nawrócić to od Navratilowej hehe, a swoją drogą niezła rakieta, jedna z mocniejszych w rankingu...hehe. Wracam więc do orędzia, drodzy robacy, bo jak go nie skończę, to będą się różne RAZy,Wildsteiny i Krasnodębskie nabijać, że dysfunkcjonalny i takie tam kiwanie ludu palcem w bucie hehe... Tak, taką to mamy opozycję, zamiast wziąć się i rozwiązać, z poczucia konieczności dziejowej, to weźmie i się czepia moich przymiotów. A to jakieś epiktety mi przydaje obraźliwe, a to poddaje w wątpliwość moją eurydycję tańczącą i naśmiewa się z niej. A ja, jaki bym nie był, to mogę z samolotu pokazać wam wała, znaczy wały przeciwpowodziowe, ciiicho, też nie tak, mogę wam pokazać, gdzie siedziałem i się martyrologizowałem. Ech, łza się w oku kręci, moja zacna osoba internowana z rana, moja zacna persona w białych, czterech ścianach osamotniona... Nie śmiejcie śmiać się śmieci z mojej eurydycji, że jest niby taka przaśna, jak z tej dla rolników perelowskiej audycji. Eudydycji...ojdiridycji...eee...szepczą mi tu, że się mówi, erudycji. Mówi się i co z tego? To jak się mówi to zależy od nas, od waszej waaadzy hehe... Rada Bezeceństwa Narodowego ustali inaczej i będą wszystkie pisali tak, jak im Pan Prezydent nakaże hehe..., po konsultacji z wojewodą Sieciechem, ups, Wojciechem. A dyslektyków dysfamii poddamy i resocjalizacji hehe...
A zresztą, tak między nami, to po co mówić? Wszystko i tak wiadomo. Był sejm niemy, to i może być rząd niemy hehe. No niech będzie, że erudycja, więc może i erudycji nie mam, ale mam Eurydykę swoją, hehe... Gdzie ona się podziała, nie widać cuś. Ankaaa! No, Eurydyka tańcząca to z niej raczej nie jest, hehe... Ale widzę tu panią Wandę Wasi-, tfuu, Nowobogacką, tfuu, Nowacką, tfuu, w każdym razie tę od wacka, znaczy od partii ruchu poparcia wacka. Witam Wandzię! Pojedziemy dziś po bandzie? Ojojoj co to bandzie, jak do tańca chwycę Wandzię... Hehe, w sylwka można... Ech, jak ja lubię te szansonistki, feromonistki, feministki... Mają coś w sobie. Myśliwy z feministką zawsze znajdą wspólny język... Więc Drodzy Rodacy, Julia Tymoszenko przybyła do kolonii karnej dla kobiet. Co ja gadam, kurna Olek. Sorry, to było do Prezia... T-mobile mi newsa przysłał o tej Juliii i mi się pop-, znaczy przejębzdyczyłem się. Ale może coś jest na rzeczy z tymi koloniami karnymi, hmmm... Niech pomyślę o tym pomyśle przemyślnie... Może by tak i u nas takie kolonijki, hmm, muszę pogadać z Bondarykiem. O, Wandzia się uśmiecha i rozdaje jakieś ulotki swojego syna. Później poczytam. Kolonie, to się nawet dobrze kojażarzy, wyjazd na kolonie, dzieciństwo sielskie, muszę pomyśleć i skonsulatować z Donkiem. I wiesz Wandziu, byśmy zrobili trzy rodzaje tych kolonii: męskie, żeńskie i transkolonie hehe... Czemu kogoś dyskryminować... Transkolonia, transylvania, Polska wreszcie byłaby imperium kolonialnym hehe... No co wam się nie podoba, hę? Mieli brytyjczycy Transylvanię, swoją kolonię w Stanach, to i palikotczycy mogą mieć swoją kolonię w wymiarze karnym hehe...
Ojro-pada, pada, rach ciach! Ojro pada, ropa da, ropa da, rach ciach! Tak mi się ten pomysł spodobał kolonijny, że aż zanucić se musiałem. Dusza ma swoje prawa... W siedzibie PIS-u to pewnie śpiewają: Rycho wszędzie, Zbycho wszędzie, co to będzie, co to będzie... Dusza musi pośpiewać. Czasem coś mi się tak wyrywa na ten pusty step, a za tym puuustym stepem miaaasto jest ogromneeee... Janusz mnie tu szturcha i mówi, że to chyba chodzi o Nowosybirsk. Dowcipniś się znalazł, czarny humor mi tu wciska... Strachy na Lachy. Czasem mnie wkurza. Niech ci się Orban przyśni, fajansie jeden! Przepraszam, ale musiałem go przywołać do ordynackiej, tfu, zaordynować, tfu, przywołać do porządku, z tymi jego filozoficznymi żartami. Ale niech tam, czego to się nie znosi u przyjaciół. Nie będę złośliwy i nie zanucę mu „Schodów do nieba” po turecku hahaha... Każdy ma swoje długi, znaczy chciałem powiedzieć, swoje wina, tfuu, winy. Kręci mi się coś w głowie, drodzy kominternowie hehe... Ale co tam, żyje się raz! Używajmy póki czas, bo za roczek, razem nie będzie nas... Skończyłem to orędzie czy nie? Nawet nie ma się kogo spytać, wokół same anse, romanse i dysonanse. Bawi się towarzycho, nie ma co... Ale zaraz, zaraz, co tu się dzieje... Czemuście tak pobledli?? Don, Biłgo, Radziu? Co z wami? Jaka Balladyna, jaki Hamlet, jaki senator? Przecież wiecie, że nie czytałem, że teściu mi streszczał, teściu-streściu hehe... Wypłata? Jaka wypłata? Aaa, odpłata. Ale o co chodzi? Że mam słuchać tej piosenki, co ją gra orkiestra? No jakiś kawałek młodzieżowy i co z tego? Że mam słuchać słów? Ale wymagania, dobra, wsłucham się... Jezuuu... Niech ktoś im powie, by przestali grać! Przestać! Słyszycie?! Koniec! Koniec zabawy!
źródło tekstu
Chcieliby wszystkiego, chcieliby władzy absolutnej jak PZPR, chcieliby monopolu medialnego (może takiego jak RSW-Prasa-Książka-RUCH?) i uważają to za demokrację. D. Tusk, tzw. polski premier, który kuląc ogon, jak psiak, przekazał Rosjanom śledztwo w sprawie największej powojennej polskiej tragedii, na ustalonych przez tychże Rosjan podstawach prawnych, teraz straszliwie pręży mięśnie twarzy i zaciska zęby, mówiąc o bracie zabitego Prezydenta. Tusk, tzw. polski premier, który wpada we wściekłość, bo ma być debata w publicznej telewizji, już nie pamięta debaty z wyjącymi ciemniakami na widowni, którzy pomagali mu wzmocnić załganą argumentację, z którą wyjechał zapowiadając Irlandię 2 i cud gospodarczy. Jeśli miałby honor, to najpierw przypomniałby sobie, ile sam nakłamał publicznie (http://www.po.org.pl/pl/aktualnosci/newsy/art69,debata-tusk-kaczynski-brawo-tusk.html), i ile nakłamali przedstawiciele jego ciemniackiego gabinetu przez te ostatnie lata, nie robiąc dosłownie NIC dla poprawy bytu Polaków.
Ale to wszystko nic, bo nie tylko to pokolenie, lecz następne będą z tym gabinetem ciemniaków wiązać jedno jedyne wydarzenie: zamach 10 kwietnia w Smoleńsku i śmierć blisko setki osób z Prezydentem na czele. Gabinet ciemniaków będzie na zawsze łączony z tą tragedią i z tą Targowicą piekielną, jakiej się dopuścił w chwili, gdy do tragedii doszło, bo nawet w obliczu tak wielkiego wstrząsu, takiej daniny krwi, ten ciemniacki rząd, z najdzielniejszym premierem na czele, nie był w stanie bronić pamięci poległych, bezpieczeństwa kraju i polskiego interesu narodowego.
Zauważmy - ciemniacy są straszliwie, niesamowicie groźni, gdy chodzi o kaczyzm, o IV RP, o USA („nie jesteśmy 50 stanem”), o Pakt Północnoatlantycki („wyjdziemy z Afganistanu nawet bez decyzji NATO”), o oszołomów, o Macierewicza, o Pospieszalskiego, o Sakiewicza, o Ziemkiewicza itd., ale gdy przemawia Merkel lub Putin, robią się ludzikami wielkości pantofelków. Potrzebny jest mikroskop, żeby tych ludzików wtedy odnaleźć.
Na zawsze będziemy pamiętać to oblicze Tuska, gdy siedział przed ruskim laptopem obok Putina i nasłuchiwał, jak na tureckim kazaniu, co też Ruscy na temat katastrofy gadają. Szef polskiego rządu. Reprezentant polskiego narodu. Zapamiętamy też pośpiech, z jakim Komorowski rzucił się do obsadzania stanowisk po osobach zabitych pod Smoleńskiem. Trzeba położyć kres tej dyktaturze ciemniaków, bo ci ludzie nam zaczną wnet mówić, co mamy myśleć, co mamy mówić i jak się zachowywać – i będą sprawdzać, czy się do ich dekalogu stosujemy, czy jesteśmy zdyscyplinowani, czy jesteśmy karni. Są wszak tak mądrzy i krystaliczni moralnie, nieskazitelni i dzielni, zdekomunizowani jak R. Sikorski i antykorupcyjni jak J. Pitera z J. Palikotem razem wzięci, przyjaźni jak S. Niesiołowski z K. Kutzem, W. Bartoszewski z A. Michnikiem albo A. Wajda z Mazowieckim (ojcem lub synem), śpiewni jak Z. Hołdys i Kora, obiektywni i bezstronni, jak T. Lis, J. Żakowski i M. Olejnik, że właściwie nie pozostaje nam nic innego, jak naśladować ich, upodabniać się do nich, przylgnąć do nich jak do mistrzów życia duchowego i cielesnego.
Jeśli nie udało nam się położyć kresu dyktaturze ciemniaków w 1989 r. i jedną dyktaturę zastąpiła inna, to albo zatrzymamy ciemniaków teraz, albo – jestem tego pewien – zmiażdżą nas w taki sam sposób, jak Gomułka z Jaruzelem miażdżyli prawych Polaków na bruku polskich ulic. Jaruzel, jak wiemy, poparł Komorowskiego, Urban, Cimoszewicz i im podobni też. Gomułka z Siwickim mogą Komorowskiego poprzeć już tylko zza grobu, ale na pewno też popierają, bo zgoda buduje.
[autor: Free Your Mind]
INSTRUKCJA OBSŁUGI KRAJU
ZWANEGO "POLSKA"
PAŃSTWO PRAWA - wziątki, haki, przezor, proposi i palestra.
Przedstawiam Państwu zarys teorii państwa prawa typu wschodniego (dla uproszczenia będę używał terminu skróconego „państwo prawa”) ;).
Elementy składowe Państwa Prawa:
1.przezor (przestępczość zorganizowana)
a) cywilizowany (dalej będę używał skrótu „cywilny”) czyli politycy
b) dziki (grupy mafijne i gangsterskie oraz oligarchowie)
c) służbowy (służby cywilne i służby wojskowe)
2.najrobi (robotnicy najemni, nazywani też "przesiębiorcami")
3.proposi (środowiska wytwarzające osłonę propagandową)
a) mediatorzy (w skrócie „media”)
b) eksperci
c) celebryci
4.palestra
Mechanizmy działania Państwa Prawa:
1.haki
2.wziątki
3.osłona
4.rotacja
Fudamentem Państwa Prawa są haki. Wzajemne haki zapewniają stabilność systemu. Jest to rozwiązanie oparte na starożytnym typie wiązań budowlanych. Tworzy ono bardzo spoistą strukturę. Warunkiem sine qua non wejścia do grupy tzw.polityków (przezor cywilny) jest bycie zahakowanym. Warunkiem awansu w obrębie przezoru cywilnego jest posiadanie haków na osobniki wyżej postawione w hierarchii. Haki dzielą się na obyczajowe, teczkowe i karne. Haki w Państwie Prawa pełnią funkcję podobną do złota – są niezniszczalną formą kapitału. Haki bywają też często środkiem płatniczym w niektórych transakcjach.
Mając stabilną strukturę musimy wprowadzić czynnik aktywizujący (przyczynę ruchu w układzie). Funkcję tę pełnią wziątki. Wziątki są kumulowane przez poszczególne jednostki w nieruchomościach oraz jako tzw.kapitał szwajcarski (kajmański etc.). Wyższą formą wziątek są haracze. Haracz cywilny ściągają urzędnicy Partii Rządzącej oraz banki, haracz dziki rządzi się własnymi prawami.
Osłona jest związana z koniecznością utrzymywania PR-u Państwa Prawa na arenie międzynarodowej. Funkcję osłonową (wielokrotnie wyżej nagradzaną niż praca najrobów) pełnią:
- sam przezor cywilny (poprzez tzw.parlamentaryzm i tworzenie prawa)
- dwie „grupy społeczne”: proposi (media, eksperci i celebryci) oraz palestra. Palestra oprócz funkcji osłonowej realizuje działania dyscyplinujące najrobów.
Proposi uspokajają i dezorientują najrobów(dezinformacja i propaganda) oraz mobilizują ich do konsumpcji i produkcji. W przypadkach trudniejszych, działania proposów są uzupełniane przez niektóre gałęzie przemysłu farmaceutycznego oraz elementy terroru państwowego. Środowisko proposów zaliczane jest do ekosystemów pasożytujących na ciałach organizmów wyższych.
Przezor cywilny i służbowy pozostają w relacji nadrzędnej względem przezoru dzikiego. Współpraca przezoru cywilnego z przezorem dzikim polega głównie na odpłatnym wyznaczaniu zakresu przedmiotowego oraz obszaru administracyjnego dla działalności odpowiednich grup (tzw.wziątki inicjacyjne). Drugą sferą „współpracy” cywilnych z dzikimi jest zapewnianie „higieny” (pranie), wprowadzanie do legalnego obiegu „brudnych” środków finansowych w zamian za wziątki. Przezor dziki z racji dysponowania większą ilością "wolnych" środków finansowych często udziela przezorowi cywilnemu "pożyczek" na cele statutowe bądź prywatne, przeważnie bezzwrotnych, więc mających charakter wziątek za wprowadzanie oczekiwanych zmian w prawie.
Obszary gospodarcze preferowane przez przezor dziki (oraz często dołączający do niego przezor służbowy) są następujące – przemysł seksualny, używki, show-biznes, przemysł zbrojeniowy, paliwowy, energetyka i sport. Przemysł seksualny, używki, show-biznes i sport pełnią też dodatkowe funkcje demotywacji, deracjonalizowania i ubezwłasnowalniania najrobów. Funkcje motywacyjno-dyscyplinujące obsługiwane są przez banki. Polityka zagraniczna działa analogicznie do polityki wewnętrznej. Przezor danego państwa nawiązuje kontakty z innym Państwem Prawa typu wschodniego lub z grupami przezoru działającymi na obrzeżach Państw Wyższego Typu. Pojecie „wolny rynek” oznacza, że pozaprzezornym ("nieprzezornym") przesiębiorcom nie wolno przekraczać określonej wysokości obrotu.
Dobra wypracowane przez najrobów dzielone są przez przezor cywilny. Przezor cywilny różni się od przezoru dzikiego i służbowego podjęciem ryzyka jawnego funkcjonowania na scenie społecznej (scenie podziału zysków). Reprezentanci przezoru cywilnego lubią uchodzić za VIP-y i przechodzić do historii. Wymagają więc ogromnych działań maskujących, osłonowych i marketingowych, które tym samym zapewniają bogaty rynek pracy dla proposów.
Rotacja przezoru cywilnego realizowana jest poprzez tzw.wybory. Rotacja w obrębie przezoru dzikiego dokonuje się za pomocą broni palnej. Rotacja przezoru służbowego posługuje się tzw.skutecznymi środkami. Są one bardzo zróżnicowane, np.często występuje podszywanie się przezoru służbowego pod przezor cywilny poprzez kreowanie tzw.partii i ugrupowań politycznych i lokowanie ich w wyborczym systemie rotacji.
Najrobi wypracowują dobra, które przezor dzieli pod osłoną proposów i palestry.
Oświata, kultura i nauka kształtują sprawność przyszłych najrobów. Używki wytwarzają poczucie komfortu psychicznego.
Pomimo względnie sprawnego działania Państwa Prawa typu wschodniego, wybrane ośrodki badawczo-naukowe pracują wciąż nad jego udoskonaleniem. Jednocześnie konkurencyjne centra badawcze na Węgrzech opracowały szczepionkę oczyszczającą opisywany organizm społeczny i umożliwiającą odrodzenie zdrowego Państwa Wyższego Typu.
[źródło tekstu]
Wolę księżyce :)
Twoje są najpiękniejsze :)
Stanowicie milczące usprawiedliwienie jej podłych, przestępczych działań. Dajecie przestępcom na rządowych stanowiskach usprawiedliwienie i poparcie potrzebne im, by dalej kręcić swoje czarne lody i by unikać kary. Tacy jak wy to zwykłe mięso armatnie dla sprytnych oszustów rządzących narodem, jesteście potrzebni do sankcjonowania bezprawia dzięki waszemu brakowi wyobraźni i krańcowemu egoizmowi. Na początek da się może wam trochę liznąć odpadków ze stołu mafijnej władzy, ale - nie łudzcie się - potem się was odtrąci na właściwe miejsce - miejsce bezwzględnie eksploatowanej masy. Szukacie podobnie myślących, by mieć poczucie, że nie jesteście sami, że wasza droga zamykania oczu nie jest taka najgorsza. To wszystko jest złudne. Samooszukiwanie nie może trwać wiecznie, pęka w szwach prędzej czy później... Dzięki takim jak wy, nie widzącym dalej swojego nosa - upadają państwa i degenerują się narody. Dzięki takim jak wy - mafie wygodnie rozsiadają się w fotelach parlamentarnych lub sterują posłami jak marionetkami. A potem wy w świętej naiwności swojej czy raczej głupocie, dziwicie się: Co? Benzyna po 6? Gaz najdroższy w Europie? Drogi rozgrzebane? Czemu się dziwujecie? Swojej głupocie, która przestępcom i ignorantom udziela poparcia?
A benzyna będzie wkrótce po 10 a każda wasza rozmowa już jest podsłuchiwana. I nic nie zrobicie. Śpijcie dalej! Dopóki nie zobaczycie związku pomiędzy Smoleńskiem a...wszystkim co się z wami dzieje i będzie działo - dopóty będziecie żałosnymi głupcami dziwiącymi się, że w Polsce spieprzone jest i będzie wszystko. Wszystko się wali i wszystko runie a cegłówki z walących się budynków...wyjmujecie własnymi rękoma.
Jeśli doczytaliście do tego momentu, to wykażcie się błyskiem inteligencji, przezwyciężcie strach i przeczytajcie poniższy artykuł...
Jeśli przeczytacie ten artykuł, to...sięgnięcie do innych źródeł, a jest ich w internecie mnóstwo, więc nie ma usprawiedliwienia dla niewiedzy...]
"Przedstawiamy poniżej tłumaczenie artykułu, który ukazał się w amerykańskim piśmie Charleston Mercury, pióra Gene Poteat, specjalnego korespondenta do spraw wywiadu, emerytowanego oficera służb wywiadowyczych CIA, wykładowcę The Institute of World Politics w WASZYNGTONIE... - artykuł . Artykuł pochodzi z 15.06.2010 z CHARLESTOWN MERCURY i pisany jest dla amerykańskiego, albo szerzej – zachodniego czytelnika, wprowadza go w raczej mało znany dla niego obszar historii tego rejonu świata. Pomimo tego, oraz z uwagi na to, że jest to jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy tekst w prasie zachodniej wskazujący na możliwość zamachu na samolot Prezydenta RP, na dodatek pisany przez osobę z racji zawodu potrafiącą dokonać rozróżnienia czy chodzi o nieszczęśliwy wypadek czy coś innego, polecamy go uwadze."
Polska tragedia to nie
wypadek
Gene Poteat
A Retired CIA Officer Makes His Case
By Gene Poteat
Special Intelligence Correspondent
Published:
Tuesday, June 15, 2010 5:14 PM EDT
Czasy się zmieniają, sposoby w jakie państwa ukrywają swoje niekwestionowane zbrodnie pozostają niezmienione. Wszelkie próby wymuszenia przyznania się lub choćby upamiętnienia zbrodni wywołują desperackie, czasem niezrozumiałe akty odwetu lub wypierania.
Turcja wykorzystując swoje bieżące strategiczne położenie wymusza na USA ślepotę na zagładę Ormian z lat 1915 – 1923, podczas której Imperium Otomańskie, poprzednik dzisiejszej Turcji, wymordowało milion etnicznych Ormian. Japonia odmawia przyznania się do okrutnych zbrodni na setkach tysięcy chińskich kobiet, dzieci i mężczyzn w masakrze Nanking z 1937 roku. Ruandyjskie ludobójstwa z 1994 roku, które pochłonęły milion Tutsi stanowiących 20% całej populacji zostały zanegowane, następnie wyparte i ostatecznie formalnie skazane na zapomnienie w trosce o pospieszne i połowiczne pojednanie.
Trwające w latach 1992 – 1995 zbrodnie serbskich nacjonalistów na Bośniakach zamknęły się w liczbie 200 tysięcy zabitych, milionie wygnanych, a zakończyły się całkowitym, oficjalnym wyparciem się odpowiedzialności.
Somalijscy muzułmanie mordowali somalijskich rolników aby odebrać im ziemię, zwierzęta i zbiory podczas gdy ONZ bezczynnie ględziło o zapewnieniach muzułmańskiego rządu, że jedyne co się dzieje to nieistotne i niegroźne lokalne potyczki. Zaprzeczanie nie ustaje. Rzeź trwa w Darfurze (Sudan). Nawet USA bagatelizuje swoje własne zbrodnie sprzed 200 lat, kiedy trwały rzezie tubylczych Indian potrzebne po to by przejąć zajmowane przez nich ziemie. Dekady później nawet porozumienia zawarte z Indianami zostały złamane przez białych osadników.
Po tym ponurym wstępie dochodzimy do mordu 22 tysięcy polskich oficerów z 1940 roku, którego historia zakończyła się nieudaną próbą uczczenia przez Polaków ofiar w 70 rocznicę zbrodni w lasach katyńskich (niedaleko Smoleńska w Rosji). Zbrodni na Polakach dokonała sowiecka bezpieka – fakt, któremu w Sowieckiej Rosji i w Rosji obecnej zaprzeczano długie lata, ostatnio za sprawą putinowsko-inspirowanych “historyków”.
Rzezi dokonano z rozkazu Ławrientiego Berii, szefa NKWD, rozkazu zaaprobowanego przez Stalina i Politbiuro. Beria to poprzednik kagiebowca Władimira Putina.
Na listę ofiar z katyńskiego lasu złożyło się 8 tysięcy polskich oficerów, pozostali to lekarze, profesorowie, prawodawcy, policjanci, urzędnicy, właściciele ziemscy, fabrykanci, prawnicy, księża i wszyscy ci, których można było uznać za polską inteligencję.
Prezydent Lech Kaczyński, jego żona i brat bliźniak wraz z najwyższymi przedstawicielami państwa, najwyższymi dowódcami, szefem Banku Narodowego, zastępcą ministra SZ, przedstawicielami polskich kościołów oraz krewnymi ofiar katyńskiej zbrodni zebrali się na Warszawskim lotnisku przed odlotem rządowym samolotem do Smoleńska. W ostatniej chwili z wejścia na pokład samolotu zrezygnował Jarosław, który zdecydował się pozostać przy będącej w podeszłym wieku i złym stanie zdrowia matce.
Polacy zapomnieli o jednym, o rosyjskim motcie : Zaprzeczamy Wszystkiemu
Wizyta w Smoleńsku miała podkreślać ostateczne przyznanie się Rosji jako sprawcy zbrodni, po latach obciążania odpowiedzialnością Niemców. Przyznanie, do zbrodni którą tak bardzo starali się ukrywać przez 70 lat. Komitet powitalny miał jednak inny pomysł. Putin nie oczekiwał z niecierpliwością na taką uroczystość. Częścią jej przekazu był znany powszechnie krytycyzm Prezydenta Kaczyńskiego tak pod adresem Moskwy jak i Putina – coś co wielu ludzi w Rosji i poza jej granicami kosztowało życie.
Wcześniejsze, obliczone na zniechęcenie, wymagania Rosji aby wizyta nie miała statusu oficjalnego nie zniechęciła Polaków. Kaczyński pojechałby tak czy inaczej – w charakterze nieoficjalnym czy prywatnym. Dla Rosjan taka różnica to żadna różnica. Echo jakim uroczystość odbiłaby się na świecie nie musiałoby być słabsze bez względu na charakter wizyty.
Problem, na który nowoczesna Rosja ma właściwe rozwiązanie: “tragiczny wypadek”.
Tak. Samolot rozbił się o 10:41 czasu moskiewskiego 10 kwietnia na podejściu do lądowania na smoleńskim lotnisku, przy złej pogodzie, zginęło 96 osób. Praktycznie wszyscy w Polsce i wielu na całym świecie podejrzewali, że Rosja, a w szczególności Putin musieli przyłożyć do katastrofy rękę. Przekonanie niespecjalnie niezrozumiałe skoro te same przypuszczenia towarzyszyły zatruciom czy tajemniczym “naturalnym” zgonom krytyków Putina: Annie Politkowskiej, Aleksndrowi Litwinience czy wielu innym.
Samolot
Dwudziestoletni rosyjski TU-154M był cztery miesiące wcześniej wyremontowany i doposażony (zapewne i w pluskwy) w Rosji. TU-154 to samolot trzysilnikowy, podobny do Boeinga 727. Samolot wyposażony był we wszelkie konieczne urządzenia nawigacyjne w tym takie, które pozwalają na bezpieczne lądowanie nawet przy złej pogodzie. Oprzyrządowanie było nowoczesne i najwyższej klasy, zamontowany był między innymi odbiornik systemu ILS, który doprowadziłby samolot do progu pasa – gdyby tylko odpowiedni odbiornik i nadajniki systemu ILS funkcjonowały bez problemów na lotnisku.
TU-154M był wyposażony w amerykański TAWS w najnowocześniejszej wersji nazywanej GPWS. Podczas remontu zainstalowano również system telefonii satelitarnej. Ponieważ telefony satelitarne mogą zakłócać funkcjonowanie innych pokładowych urządzeń (co stwierdzono), podczas instalacji wyeliminowano ten problem. Prezydent Kaczyński rozmawiał z bratem podczas lotu do Smoleńska. Samolot miał na pokładzie również dwie rosyjskie “czarne skrzynki” rejestrujące krytyczne parametry lotu, jedną polską “czarną skrzynkę” oraz rejestrator audio – urządzenia, które w razie katastrofy pozwalają na ustalenie jej przyczyn.
Smoleńskie lotnisko
Nadajniki systemu ILS na Smoleńskim lotnisku to rosyjska odmiana amerykańskiego systemu. System ILS emituje dwie wiązki – pierwsza tzw. glide slope pomaga we właściwym zniżaniu się do lądowania samolotu, druga utrzymuje samolot w osi pasa do lądowania. W pewnych okolicznościach instalacje naziemne mogą funkcjonować nieprawidłowo – może tak się zdarzyć np. w sytuacji gdy przed antenami nadajnika przebywałby w ruchu lub był zaparkowany jakiś pojazd. Amerykańscy piloci lądujący na ILS muszą uzyskać od wieży kontroli lotów zapewnienie, że teren przed antenami ILS jest czysty.
Pilot TU-154, który lądował z Premierem Tuskiem na smoleńskim lotnisku zaledwie kilka dni wcześniej nie miał żadnych problemów. Nie miał również najmniejszych problemów z komunikacją z wieżą jako, że płynnie znał język rosyjski.
Co ciekawe – dla rosyjskiego Premiera Władimira Putina, który również lądował w Smoleńsku wspomniane kilka dni wcześniej, zainstalowano przenośny system nawigacyjny – prawdopodobnie urządzenie typu radar GCA (Ground Controlled Approach radar), które podobnie jak ILS umożliwia pilotowi doprowadzenie do bezpiecznego lądowania przy złej pogodzie. Putin odleciał po trzech godzinach. Przypuszczam, ze piloci Putina wiedzieli, że na Smoleńskim ILSie nie można polegać i z tego powodu zażądali ze względów bezpieczeństwa własnego CGA. Czterdzieści minut przed katastrofą Rosyjski JAK-40 wiozący 40 osób wylądował bezpiecznie.
Dwadzieścia minut przed katastrofą Rosyjski samolot AWAC zaledwie dotknął kołami pasa w manewrze touch-and-go i nie wylądowawszy odleciał z powrotem do Moskwy.
Katastrofa – Katyń II 2010
Smoleńskie lotnisko było zamglone ale jego obsługa nie podała komunikatu o zamknięciu pasa. Gdy TU-154 zbliżał się do lotniska wieża zasugerowała pilotowi lot do Moskwy. Pilot odpowiedział, że podejdzie na próbę i jeśli lądowanie się nie uda odleci na lotnisko zapasowe. Na dalszym markerze samolot znajdował się na właściwym kursie podejścia. Na bliższym, kilometr od pasa okazuje się, że samolot zszedł z osi 40 do 60 m na lewo, jego wysokość nad ziemią wynosi 2,5 m, tj. poniżej ścieżki zejścia, leci z prędkością ok. 280 km/h, z przepustnicami otworzonymi do odejścia i w tym właśnie momencie uderza w ziemię. Podana prędkość samolotu musi jednak być błędna. To jest dwukrotnie wyższa prędkość niż przewidziana do normalnego lądowania. Dodatkowo w tym momencie pilot zaaplikował zwiększenie ciągu silników jak do rezygnacji z lądowania – ale było za późno.
Samolot uderzył w drzewa, przekręcił się podwoziem do góry i uderzył w ziemię daleko od progu pasa.
Następstwa, Zatajanie, Zaprzeczanie i Dezinformacja
Prezydent Rosji Miedwiediew zadeklarował, że Rosja wspólnie z Polską będzie dochodzić przyczyn katastrofy – piękne słowa, miłe uszom zachodnich obserwatorów. Natychmiast po katastrofie i jeszcze zanim rozpoczęło się jakiekolwiek śledztwo, rosyjski “minister ds. bezpieczeństwa” oznajmił iż przyczyną katastrofy był błąd pilota (dobrze, że zaczekali do momentu po katastrofie), który nie znał rosyjskich komend w rozmowach z wieżą. Edmund Klich, szef polskiego KBWL oznajmił niedługo potem, że kontroler prowadzący rozmowy z prezydenckim samolotem zniknął. Rosjanie stwierdzili, że przeszedł na emeryturę.
Jak się okazało polski pilot znał płynnie język rosyjski, ale dla tego śledztwa był to mało istotny szczegół. Rosjanie błyskawicznie przejęli kontrolę nad terenem katastrofy, odnaleźli “czarne skrzynki” oraz – takich okazji wywiad nigdy nie przepuści – ogołocili zwłoki wszystkich 96 martwych pasażerów z rzeczy osobistych, takich jak: bagaże, laptopy, nośniki pamięci flash, telefony, dokumenty, wszelkie dane z nazwiskami, numerami telefonów i korespondencją, tajne dyplomatyczne i wojskowe kody – łup dla rosyjskiego wywiadu. Z powodu wagi sprawy w wywiadowczym sensie oraz z potrzeby omamienia opinii publicznej kuglarskimi sztuczkami w nadchodzącej grze w zaprzeczenia, Putin osobiście mianował się szefem dochodzenia. Mistrz, który zna swe rzemiosło.
Rosjanie tygodniami odwlekali zwrot mniej istotnych dowodów, jednakże te o wywiadowczej wartości zatrzymali u siebie. Ciała odesłano do Moskwy na “autopsje”, w których nie mógł uczestniczyć żaden polski personel medyczny. Po raptem sześciu dniach zwrócono telefon Prezydenta Kaczyńskiego. Funkcjonariusze rosyjskich służb bezpieczeństwa przesłuchiwali członków rodzin ofiar, którzy po ciała musieli polecieć do Moskwy. Przesłuchania trwały nierzadko godzinami, a warunkiem odzyskania ciał było zakończenie przesłuchań. Nie ma najmniejszych dowodów na to, że ciała wróciły w komplecie. Odesłano je w zapieczętowanych trumnach, których nie pozwolono otworzyć rodzinom. Według polskiego prawa zgodę na ekshumację wydaje prokuratura, wszelkie prośby ze strony rodzin są odrzucane, zapewne w trosce o nie ranienie uczuć Rosjan.
Jeśli chodzi o samo dochodzenie, Rosjanie zatrzymali “czarne skrzynki” i odmawiają ujawniania jakichkolwiek ustaleń poza stwierdzeniem iż może upłynąć nawet rok zanim cokolwiek będzie wiadomo. To w istocie może zająć dużo czasu. Putinowska “komisja” prowadząca śledztwo potrzebuje go dużo – aby zatarła się pamięć i aby wszystko poukładało się zgodnie z rosyjskimi potrzebami odnośnie przyczyny katastrofy. Może się zdarzyć, że dochodzenie będzie trwać tak długo jak długo trwało przyjęcie odpowiedzialności za Katyń. Choć rosyjskie dochodzenie łamie kilka umów – Konwencję Chicagowską, która zarządza prowadzeniem dochodzeń międzynarodowych czy dwustronne porozumienie z 1993 roku – łamanie umów jest standardową rosyjską procedurą działania. Polski przedstawiciel mający kontakt z rosyjskim dochodzeniem powiedział “Wiemy co się stało ale Rosjanie zabraniają o tym mówić”. Wszyscy, nawet średnio rozgarnięci to wiedzą.
To tylko spiskowa teoria?
Spiskowych teorii jest pod dostatkiem. Patrząc na Katyń, zachowanie innych krajów mających na koncie podobne zbrodnie, KGB-owska historia zamachów, zabójstw, ludobójstw, których celem była eliminacja przeciwników, krytyków czy kogokolwiek kto stał się niewygodny – to wszystko sprawia, że trudno się dziwić iż Polacy (i nie tylko Polacy) widzą w tym wydarzeniu ciężką rosyjską rękę. W latach trzydziestych XX wieku zagłodzili prawie 20 milionów Ukraińców, dalsze miliony ich własnych obywateli przypłaciły życiem byt ZSRS. Czymże zatem jest zabicie pod Smoleńskiem niespełna setki niewygodnych Polaków, którzy tak zuchwale dążyli do wyświetlenia prawdy o wojennej zbrodni Rosji?
To była również premia za alians Polski z NATO. Środowiska ludzi związanych z wywiadem dobrze pamiętają sowieckie sztuczki polegające na manipulowaniu sygnałami nawigacyjnymi, które umożliwiały ściąganie amerykańskich samolotów wojskowych w przestrzeń powietrzną ZSRS, po to by je następnie zestrzelić za “naruszenie świętego Sowieckiego terytorium”. Nie było problemem zestrzelenie koreańskiego samolotu pasażerskiego Boeing 747 i zabicie kilkuset cywili. Rosyjskim działaniem w tej chwili będzie kierować chęć jak najszybszego zakończenia spraw aby równie szybko zapomniano o tej tragicznej uroczystości. Katastrofa samolotu unicestwiła najwyższych urzędników, którzy stali za działaniami zmierzającymi do ujawnienia dokumentów tajnej policji oraz byłych i obecnych jej współpracowników, zarówno polskiej jak i sowiecko-rosyjskiej bezpieki. Po śmierci tych ludzi brakuje w Polsce najwyższej politycznej osłony dla kontynuowania tego dzieła. To jest dokładnie po myśli Putina. Premier Tusk to słaby i podatny manipulacji człowiek, który nienawidził zmarłego Prezydenta. Teraz Rosja ma już swojego człowieka na miejscu, bez opozycji ze strony silnie antykomunistycznego prezydenta.
W sensie politycznym Rosjanie przewidzieli, że płaszczenie się przed nimi (sławny “reset”, rezygnacja z tarczy antyrakietowej obiecanej Polakom i Czechom, nasze przyzwolenie na napaść na Gruzję i aktywność na Ukrainie, błagania o “pomoc” w sprawie Iranu) będzie zielonym światłem do tego co się dzieje wokół katastrofy. Doszli do wniosku, że nie piśniemy ani słowa – nie mylili się.
A co, jeżeli w ogóle, może zrobić Ameryka? Nic. Mamy w bród własnych problemów – wojny w Iraku i Afganistanie, katastrofa ekologiczna w Zatoce Meksykańskiej, Północna Korea szykująca się do nowej wojny, a w kraju – niepokoje spowodowane latynoską inwazją błędnie nazywaną “imigracją”, upadająca gospodarka i inne polityczne tsunami. Dodatkowo argument strategiczny nie jest ekskluzywnie zarezerwowany dla Turcji. Czyż Rosja nie pomaga w wojnie z terroryzmem? To oznacza, że amerykańska wściekłość z powodu polskiej katastrofy będzie równie pusta i bezzębna jak rosyjskie śledztwo.
Polacy jednak widzą to wszystko jako Jałtę II, to znaczy jako kolejny akt sprzedania. Polska wrze; obamiści mogą myśleć, że to się poukłada ale Polacy i reszta Europy Wschodniej wiedzą lepiej. Dla nich jest to akt monumentalnej zdrady.
Życie – tak jak i historia – jest niesprawiedliwe. Polacy są w tej samej sytuacji co Ormianie, Somalijczycy, Indianie, Inkowie, Eskimosi i inni. Bieżące startegiczne sojusze wypierają wcześniejsze tragedie. Ja ignoruję wasze zbrodnie, wy moje. Wina to przepustka.
Jak telewizyjnym sitcomowym slangu – Nobody Talks, Everybody Walks (Nic nie mów, idź dalej).
I jak w starym kagiebowskim powiedzonku – “to nie wypadek, towarzyszu”
Gene Poteat
tekst oryginalny
polski przekład
pzdr.
że...
Joanna Duda-Gwiazda: Węgry naszym
sojusznikiem
Jest coraz ciekawiej. System oparty na globalnej dyktaturze finansów trzeszczy w szwach. Na wszelki wypadek proponuję uchwalenie ustawy o przejmowaniu porzuconego mienia. W Ameryce Łacińskiej robotnicy musieli walczyć z wojskiem, aby wejść do opuszczonych fabryk w celu kontynuowania produkcji.
Możni tego świata wpadli w szaleństwo pacyfikowania Węgier. Chcą usunąć premiera Viktora Orbana i doprowadzić do przegranej rządzącej partii Fidesz. Poważane w świecie finansowym gazety i autorytety wylewają na głowę Orbana kubły pomyj. „The Economist” napisał, że Orban jest bezprzykładnie podły. Zarzuty są mętne i nieistotne. Powodem nie może być nowa konstytucja, w której nic zdrożnego nie ma. Fidesz wprowadził lub ma zamiar wprowadzić podatek liniowy. Jest to flagowy punkt programu twardej prawicy, troszczącej się o dochody bogatych. Pojawiły się okręgi większościowe, co też jest idée fixe prawicy, która nie chce dopuścić do parlamentu poglądów mniejszości. Orban nie jest zatem groźnym socjalistą, przebranym w owczą skórę prawicowca. Inny zarzut to przeniesienie korony króla Stefana do parlamentu. Korona to nie sierp i młot albo swastyka, nawet nie krzyż czy półksiężyc. Co komu przeszkadza korona?
Między wierszami daje się wyczytać prawdziwe powody ataku. Fidesz chce ograniczyć dochody nowej nomenklatury i możliwości wyprowadzania pieniędzy z kraju. Beneficjenci neoliberalizmu buntują się w imię demokracji i praw człowieka. Jak wiadomo, podstawowym prawem człowieka jest zarabianie pieniędzy na Węgrzech i płacenie podatków na Malcie. Oliwy do ognia dolewa zamiar rozliczenia okresu komunizmu. Partia komunistyczna, po cudownym nawróceniu na socjalizm i demokrację, podnosi larum. Sytuacja przypomina nagonkę na Kaczyńskich. Powinniśmy poprzeć Węgrów w imię suwerenności państw Europy Środkowo-Wschodniej. Mam nadzieję, że przywódcy Węgier nie wybierają się we wspólną podróż samolotem.
Nie mam wątpliwości, że katastrofa pod Smoleńskiem to był zamach. Nie kolekcjonowałam dowodów zamachu. Pilnie czytałam i słuchałam tego, co mieli nam do powiedzenia funkcjonariusze Polski, Rosji i autorytety uznawane przez media. Od pierwszych chwil po katastrofie opinię publiczną zalewała fala kłamstw, oszczerstw pod adresem ofiar i barbarzyńskie opinie o ludziach przejętych tragedią i pogrążonych w żałobie. Kto ma czyste sumienie, nie plecie byle czego w tak ważnej sprawie, nie niszczy dowodów, nie zaciera śladów, a także nie wpada w panikę, że ktoś publicznie zada proste i oczywiste pytanie: Czy to był zamach?
Jeśli odpuścimy sprawę Smoleńska, nie przetrwa ani naród, ani suwerenne państwo. Gdyby w podobnej katastrofie zginął prezydent Komorowski, miałabym takie samo zdanie. Nic nam nie pomoże naprawa finansów publicznych, koniec światowego kryzysu, ani umocnienie się Unii Europejskiej czy też jej rozpad. Będziemy pariasami, których nikt nie szanuje, każdy może im narzucić swoją wolę i wykorzystać we własnym interesie. Już bojówki niemieckie przyjeżdżają do Polski walczyć 11 listopada z „polskim nazizmem”.
Często słyszę opinię, że Polacy są już zmęczeni wracaniem do sprawy Smoleńska. „Prawdy i tak nie poznamy. Pamięć się zaciera, pojawiają się nowe ważne i trudne problemy, patrzmy w przyszłość”. Kapitulacja przed przemocą nie jest cechą wyróżniającą Polaków. Gdy Europie Zachodniej bezpośrednio zagrażał ZSRR, modne tam było powiedzenie „Lepiej być czerwonym niż martwym”. Jedno nie wyklucza drugiego, ale demokratyczny Zachód zachował wdzięczną pamięć o dobrym wujaszku Stalinie, który pokonał faszyzm i dał schronienie polskim Żydom-komunistom. Oprócz tego, w pamięci pozostały obozy koncentracyjne na terenie Polski. To dlatego nie możemy przebić się do opinii światowej z pamięcią o Katyniu, AK i Powstaniu Warszawskim. Żaden prezydent Stanów Zjednoczonych ani premier Wielkiej Brytanii nie przeprosił narodów Europy Środkowo-Wschodniej za Jałtę.
Stany Zjednoczone nie opuściły w zagrożeniu swoich europejskich sojuszników, którzy dla wygody, ze strachu i dla doraźnych korzyści flirtowali ze Związkiem Radzieckim. Ale Polska nie należy do Europy Zachodniej. O swoją przyszłość musimy zadbać sami. Polska zawsze stwarzała problemy. Nie oddała Niemcom „korytarza”, co wywołało wojnę światową, tak jak Węgry walczyła z komunizmem powodując napięcia międzynarodowe. Powstanie „Solidarności” groziło destabilizacją regionu i demoralizowało robotników na całym świecie. Mało brakowało, aby świat finansów i wielkie korporacje zostały pozbawione premii za upadek komunizmu. Niebezpieczeństwo udało się zażegnać. Stan wojenny zakończył się kapitulacją przy okrągłym stole. Interwencja Moskwy i Waszyngtonu umożliwiła Jaruzelskiemu objęcie stanowiska prezydenta niepodległej Polski.
Brak reakcji na żądanie rzetelnego wyjaśnienia tragedii w Smoleńsku jest racjonalny. Na nadziei na przedawnienie opierają swoje kalkulacje wszyscy przestępcy, a także nieudolne, totalitarne i autorytarne rządy. Wystarczy dostatecznie długo iść w zaparte, nie reagować na krytykę, uchylać się od odpowiedzialności, a sprawa się przedawni, rozmyje, zobojętnieje. Najpierw jest za wcześnie, żeby cokolwiek sądzić, czegoś się domagać. Więc nic się nie robi, tylko karci pokrzywdzonych za oskarżenia nie dowiedzione przed sądem, oszołomów za spiskowe teorie. Potem jest już za późno.
Taki los spotkał lustrację i wszystkie nawet najbardziej głośne zbrodnie komunistyczne. Niczym zakończył się proces w sprawie Grudnia ‘70. Stos kłamstw i przemilczeń rośnie. Gdy prawdy nie da się już dłużej zakrzyczeć lub przemilczeć, winni stają w pierwszym szeregu jej obrońców. Na przykład Balcerowicz karci Polaków za zadłużenie kraju. Jakiś autorytet współczuł autorom stanu wojennego, że tak długo musieli czekać na wyrok sądu. Ale im się opłaciło. Jeśli w ciągu pięciu lat generał Kiszczak nie wywoła następnego stanu wojennego, nie pójdzie do więzienia.
Teraz oczekuję od Adama Michnika przeproszenia wszystkich, których oskarżał o wyznawanie spiskowych teorii.
Joanna Duda-Gwiazda
1. będący w latach 1944-1957(we wcześniejszych swych wcieleniach takich jak Informacja Wojskowa , czyli GZI) częścią zbrodniczych sowieckich NKWD, NKGB i KGB
2. będący w latach 1957-2006 (pod postacią WSW, Zarządu II Sztabu Generalnego WP i Zarządu II Wywiadu i Kontrwywiadu) częścią sowieckich służb cywilnych (sowieckiego wywiadu i policji politycznej) KGB --> AFB --> FSK --> FSB
3. będący od początku swego istnienia do 2006r. najpierw formalnie, później nieformalnie częścią sowieckiego kontrwywiadu wojskowego GRU.
Po rozwiązaniu WSI w 2006 wszystkie powiązania, podległości, kontakty, wspólne interesy i wpływy oczywiście nie zniknęły. W czasie rządów PO wręcz rozkwitły i zaczęły swą ekspansję na wszystkie elementy składowe struktury państwa (gospodarka, media, polityka wewnętrzna, polityka zagraniczna). Angielska Wikipedia określa Rosję jako PAŃSTWO KONTRWYWIADU (counterintelligence state), PAŃSTWO SŁUŻB, PAŃSTWO WYWIADU (intelligence state; intelligence - wywiad) lub jako SZPIEGOKRACJĘ (spookocracy). Tego typu państwo utrzymuje na arenie międzynarodowej fasadę demokracji a w istocie jest polem działania i eksploatacji ludzi i środowisk wywodzących się ze służb wojskowych. Państwo takie jest toczone przez raka, żadne reformy tu nie pomogą, gdyż cała struktura jest kompradorska i kolonialna nastawiona na manipulację i wyzysk 99% poddanych przez wąską elitę gangów i mafii polityczno-wywiadowczych. Zjawisko takie określa się też mianem "putinizacji". Wielu obserwatorów i badaczy sceny politycznej twierdzi, że w sposób zdecydowany Polska wkroczyła na tę drogę w 2007r.
Counterintelligence state; (counter intelligence - kontrwywiad); sometimes also called intelligence state; (intelligence - wywiad) or spookocracy; (spook - 1. duch 2.szpieg)is a state where state security service penetrates and permeates all societal institutions including the military.The term has been applied by historians and political commentators to the Soviet Union, the former German Democratic Republic, Iraq under Saddam Hussein, and modern Russia under Vladimir Putin.
According to a definition, "The counterintelligence state is characterized by the presence of a large, elite force acting as a watchdog of a security defined as broadly that the state must maintain an enormous vigilance and enforcement apparatus... This apparatus is not accountable to the public and enjoys immense police powers... Whether the civilian government is able to control the security bodies is an open question; indeed the civilian government is so penetrated by the apparatus that there is no clear distinction between the two."
Polscy NIETYKALNI
czyli WSI
WSI, CZYLI PAŃSTWO W PAŃSTWIE
Niedotykalni
Mówi Marek Dukaczewski. Słyszałem, że piszecie artykuł o WSI - odzywa się głos w moim telefonie komórkowym. Mimo że jest wieczór, rzeczywiście taki tekst piszę. - Słyszałem też, że pani kolega szuka o nas samych złych rzeczy - kontynuuje generał. Na moje pytanie, od kogo to wszystko wie, pada odpowiedź: - Zdziwiłaby się pani.
Szef Wojskowych Służb Informacyjnych nie dał mi jednak szansy, abym mogła się zdziwić. Dalszy przebieg rozmowy był już bardzo pokojowy. Generał z kurtuazją zaprosił nas na spotkanie ("nie wyobrażam sobie, byście mogli napisać ten tekst bez tego") i poświęcił nam ponad cztery godziny. Żegnając się powiedział: - To porozmawialiśmy. Może was przekonałem. Po czym patrząc na nas dodał: - Chyba jednak nie?
Niedoszły generał
Generał Dukaczewski przekonał natomiast Andrzeja Barcikowskiego, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by wycofał wniosek o generalską nominację dla Mieczysława Tarnowskiego, wiceszefa ABW. Uczynił to w ostatniej chwili, a właściwie jeszcze później, bo postanowienie prezydenta w tej sprawie miało już nawet kontrasygnatę premiera. Zabrakło tylko uroczystości w Pałacu Prezydenckim.
Co spowodowało to bezprecedensowe zamieszanie?
- Generał przyszedł do ministra Barcikowskiego, kiedy dowiedział się, że premier podpisał wniosek o awans generalski dla Tarnowskiego - ujawnił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" generał Tadeusz Rusak, szef WSI za rządów AWS. Dukaczewski przyniósł materiały, które miały świadczyć o tym, że Tarnowski od 1977 do 1990 roku był współpracownikiem tajnych służb wojskowych.
Wokół tej historii, która jest kolejnym skandalem związanym z wojskowymi służbami specjalnymi, mnożą się pytania. Czy WSI przekazały materiały w sprawie Tarnowskiego Instytutowi Pamięci Narodowej? Miały taki obowiązek - do IPN winny trafić wszystkie dokumenty, które powstały w służbach specjalnych przed rokiem 1990. Kto posiadał wiedzę o pozostającej do tej pory w cieniu stronie życia pułkownika? Kiedy Dukaczewski nabrał co do niego wątpliwości? Dlaczego zareagował dopiero wtedy, gdy wiceszef ABW został nominowany? I wreszcie jak to się stało, że do Tarnowskiego, który pracował w służbach specjalnych i miał dostęp do najściślejszych tajemnic, przez kilkanaście lat nikt nie zgłaszał zastrzeżeń? Generał Rusak ujawnił, że Tarnowski był wielokrotnie sprawdzany, zarówno przez jego ekipę, jak i następców, czyli ludzi Dukaczewskiego. - I wtedy też nic nie było - dziwi się Rusak. Były szef WSI wyciąga z tego wniosek, że generał Dukaczewski albo kłamał wcześniej, albo kłamie teraz.
Teczka na każdego?
Na razie brakuje odpowiedzi na te pytania. Ale zdaniem osób, z którymi rozmawialiśmy - funkcjonariuszy służb cywilnych i wojskowych, polityków, posłów z komisji do spraw służb specjalnych, historyków - to, co przytrafiło się Tarnowskiemu, jest doskonałą ilustracją stylu i metod działania WSI. W tej historii jak w soczewce skupiają się patologie, a także odwieczna niechęć między "cywilnymi" a "wojskowymi". Ci pierwsi zarzucają tym drugim posługiwanie się kłamstwem, szantażem, zastraszanie ludzi i grę teczkami, pamiętliwość. Podczas naszych prac nad artykułem przedstawiciele WSI w rozmowach ze znajomymi dziennikarzami i niektórymi politykami mówili, że zostaliśmy "napuszczeni przez cywilnych", sugerowali również nasze prywatne z nimi kontakty.
Posłużenie się przez Dukaczewskiego materiałami obciążającymi Tarnowskiego jest sygnałem, że w odpowiednim momencie na wielu może się znaleźć teczka. Wyjęta z którejś z pancernych szaf WSI bądź nagle "odnaleziona" w prywatnych zbiorach byłych lub obecnych oficerów służb wojskowych. Bo z aktami Wojskowej Służby Wewnętrznej oraz II Zarządu Wojska Polskiego, czyli poprzedniczek WSI, na przełomie lat 80. i 90. działy się dziwne rzeczy. Były masowo palone, ale nie można też wykluczyć, że także ukrywane. - Dobrze taką teczkę mieć w domu - ironizuje wysoki rangą były funkcjonariusz WSI, ale w jego głosie wyczuwa się obawę. Obawiają się nie tylko ludzie ze służb specjalnych, ale przede wszystkim politycy - w każdym ugrupowaniu można przecież znaleźć jakichś "umoczonych".
- Gdy po 1989 roku nowe kierownictwo Urzędu Ochrony Państwa sprawdzało, czy dana osoba jest zarejestrowana w archiwach służb wojskowych, typową odpowiedzią było: "Nic na niego nie mamy". Dopiero później, i to przez przypadek, dowiadywaliśmy się, że człowiek, którego zwerbowaliśmy, był jednocześnie agentem służb wojskowych, czyli ich "wtyką" - opowiada były wysoki funkcjonariusz UOP. I dodaje, że w tym kontekście zamieszanie z dokumentami dotyczącymi Tarnowskiego wcale go nie dziwi.
- Musiał się czymś narazić wojskowym, dlatego doszło do zablokowania jego generalskiej nominacji - uważa poseł z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. I zwraca uwagę na zbieżność odwiedzin Dukaczewskiego u Barcikowskiego i ujawnienia przez Wiesława Kaczmarka afery z Orlenem - oba wydarzenia dzieli kilka dni.
Służby wojskowe zawsze interesowały się gospodarką, w tym sektorem paliwowo-energetycznym. I nawet wtedy, gdy po roku 1990 sfera ta została na mocy ustawy przekazana służbom cywilnym, ludzie związani z WSI nie zrezygnowali ze swych wpływów.
- Nie mamy dobrej prasy - martwił się w rozmowie z nami Dukaczewski. To prawda: niewyjaśniony do dzisiaj nielegalny handel bronią, wykorzystywanie stanowisk do prywatnych celów i interesów, niejasne zasady zwalniania niewygodnych oficerów, skandale szpiegowskie, udział ludzi związanych ze służbami wojskowymi w aferze FOZZ. Te wszystkie historie obiegły media, szczególnie wiele kompromitujących informacji pojawiło się w ciągu ostatniego półtora roku. Cisza nad WSI, która panowała od czasu przełomu ustrojowego, została przerwana.
Niebezpieczny kompromis
Wojskowe Służby Informacyjne są bezpośrednią kontynuacją służb wojskowych okresu PRL. Ciągłość działania jest cechą podstawową. Nie ma żadnego innego organu polskiego państwa, który po 1989 roku nie przeszedł weryfikacji. WSI zachowały swoje aktywa: powiązania, kontakty, kontrolę nad archiwami. Związani ze służbami ludzie są solidarni i hermetyczni. Udało im się wytworzyć wokół siebie nimb tajemniczości.
Gdy w pierwszych latach po przełomie stare służby cywilne ulegały rozmontowaniu, "wojskowi" umacniali swoją pozycję. - Są wszędzie - przekonują nasi rozmówcy. W ministerstwach, przy politykach, w firmach prywatnych i państwowych, na zagranicznych placówkach.
Gdy doszło do zmiany ustroju, solidarnościowi politycy skupili się na zmianach w Służbie Bezpieczeństwa. Jako opozycjoniści czasów PRL dobrze znali metody działalności SB. Byli przez esbeków przesłuchiwani, zatrzymywani, rewidowani. Zło PRL kojarzyło się z ponurym gmachem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przy ul. Rakowieckiej.
Do demontażu SB próbowali wykorzystać pomoc "wojskowych". Zawarto więc kompromis. Tylko że jedna ze stron miała ogromną wiedzę, gromadzoną przez lata, a politycy solidarnościowi nie bardzo wiedzieli, jak się w gąszczu tajnych służb poruszać. Ważny był również fakt, że główne osoby w państwie schyłku PRL, czyli generał Jaruzelski i generał Kiszczak, to ludzie wojska. I wiedzieli, że SB obronić się nie da, trzeba więc walczyć o to, co jest możliwe do uratowania.
Według Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego niekomunistycznego premiera, brak weryfikacji w służbach wojskowych to m.in. efekt jego uzgodnień z ówczesnym szefem Ministerstwa Obrony Narodowej generałem Florianem Siwickim. - Przecież nie mogliśmy robić wszystkiego naraz - tłumaczy były premier. Problem jednak w tym, że następne rządy, mimo początkowych zapowiedzi zajęcia się tą "skamienieliną", żadnej wewnętrznej weryfikacji nie przeprowadziły.
Wejście do biznesu
- Ludzie służb wojskowych w bardzo inteligentny sposób uczestniczyli w prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Wchodzili do biznesu bezpośrednio bądź stawali się pomocnikami biznesmenów - mówi wieloletni oficer wywiadu cywilnego. - Oni pierwsi weszli na tę łódkę - dodaje.
Służby wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, które w nowej Polsce miały kilka lat zupełnego spokoju, potrafiły ten czas wykorzystać. Przez pierwsze dwa lata transformacji nie było nawet formalnych zmian organizacyjnych. Z kontrwywiadu wydzielono tylko żandarmerię wojskową. Zdaniem historyka Antoniego Dudka wywiad wojskowy odgrywał znaczną, choć trudną do precyzyjnego określenia, rolę w procesie transformacji gospodarczej na przełomie lat 80. i 90.
W czasach PRL w każdym zakładzie produkującym na potrzeby obronności była specjalna komórka służb wojskowych odpowiedzialna za ochronę produkcji. Polska gospodarka była w dużym stopniu zmilitaryzowana, a przedsiębiorstwa pracujące dla wojska miały rozległą sieć kooperantów. Pod hasło "produkcja na rzecz obronności" podciągano nawet fabryki wytwarzające puszki do konserw. W każdym takim zakładzie musiały być samochody do dyspozycji wojska na wypadek godziny "W". To też kontrolowali wojskowi. W ten sposób powstawała pajęczyna powiązań. I wiedzy.
- Dyrektorzy przedsiębiorstw składali wojskowym kontrolerom raporty o pozycji ekonomicznej zakładu, o sytuacji na rynku danej branży. Ale także o pracownikach - ich słabościach, przyzwyczajeniach, drobnych grzeszkach itp. - opowiada były współpracownik kontrwywiadu wojskowego.
Owa wiedza okazywała się bardzo przydatna na przykład przy przejmowaniu przedsiębiorstw, nierzadko przy pomocy rodzin. Ale częściej "dobrze poinformowani" ze służb wojskowych tworzyli różne spółki, do których wyprowadzali majątek przedsiębiorstw. Natomiast wiedza o ludziach okazywała się przydatna nawet wiele lat później.
- "Wojskowi", nawet po odejściu ze służby, przychodzili do delikwenta, jeśli z czasem wypracował sobie jakieś stanowisko, i składali propozycję nie do dorzucenia: "albo coś mi załatwisz, albo ujawnię, co wiem o tobie" - mówi osoba współpracująca z wojskowymi służbami.
Finanse pod nadzorem
Wywiad wojskowy, czyli II Zarząd Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, osłaniał wielkie afery finansowe okresu transformacji. Tak wynika m.in. z raportu opracowanego w 1992 roku dla rządu Jana Olszewskiego przez Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych. Agenci oraz pracownicy II Zarządu brali też bezpośredni udział w tych przedsięwzięciach.
Najbardziej znana jest sprawa Funduszu
Obsługi Zadłużenia Zagranicznego - największa afera finansowa III RP. Głównym oskarżonym w procesie FOZZ jest były szef funduszu, Grzegorz Żemek - pracownik wywiadu wojskowego. W drugiej połowie lat 80. Żemek był kierownikiem wydziału kredytów w filii Banku Handlowego w Luksemburgu. Według ustaleń "Rz" bank ten obsługiwał operacje finansowe służb specjalnych, przede wszystkim związane z handlem bronią. Bank Handlowy był "oknem na świat" PRL. Za jego pośrednictwem przeprowadzano transakcje dewizowe, on też obsługiwał centrale handlu zagranicznego. O znaczeniu filii w Luksemburgu może świadczyć to, że gdy bank był prywatyzowany, zwolniono wszystkich pracowników luksemburskiej filii z wyjątkiem jednego, głównego księgowego, pochodzącego z wojskowej rodziny Jerzego Szczudlika. Pobiera on pensję i mieszka w Luksemburgu, a jego jedynym zajęciem jest pilnowanie archiwów. Jakie zawierają one informacje, że warto było dla nich ustanowić "strażnika pieczęci"?
W krwiobiegu gospodarki
Personalne związki Banku Handlowego, FOZZ i służb wojskowych nie ograniczają się do Grzegorza Żemka. Janusz Sawicki, wiceminister finansów zarówno przed, jak i po 1989 roku, przez jakiś czas był jednocześnie szefem rady nadzorczej FOZZ i Banku Handlowego. Dla nikogo, kto orientuje się w świecie służb, nie jest tajemnicą jego praca dla "wojskowych".
Najbardziej jednak klasycznym przykładem tych potrójnych związków jest Marek G. Najpierw był dyrektorem departamentu w Banku Handlowym, m.in. nadzorował placówki zagraniczne. Później trafił do libańskiej filii banku, a potem znalazł się w Luksemburgu. Pracował tam razem z Żemkiem, by przenieść się z nim do FOZZ jako jego zastępca. Jednocześnie był dyrektorem Departamentu Zagranicznego w Ministerstwie Finansów. Pojawił się także - znowu obok Żemka - w radzie nadzorczej Kredyt Banku. Potem był prezesem państwowej korporacji ubezpieczeniowej, by na koniec zostać szefem AmerBanku. Jego prezesowanie temu bankowi zakończyło się w atmosferze skandalu, aresztowano go na kilka miesięcy.
Przykładów na wchodzenie ludzi służb wojskowych, a w nieco mniejszym stopniu także cywilnych, do instytucji finansowych, które są krwiobiegiem gospodarki, jest znacznie więcej. Ich obecność w tym sektorze po dziś dzień ma jeszcze jeden wymiar - bankowe archiwa, ze względu na konieczność udzielenia obszernych informacji we wniosku kredytowym, są kopalnią wiedzy i o firmach, i o konkretnych osobach.
Służby wojskowe dysponowały u schyłku PRL znacznymi środkami finansowymi, które zazwyczaj w oficjalnych ewidencjach nie figurowały. Wchodzenie kapitałowe do nowo powstających firm było legalizacją tych pieniędzy. Skąd "wojskowi" je mieli?
Oprócz transferów środków z FOZZ oraz handlu bronią, z którego prowizje wynoszą od 25 do 50 proc. wartości kontraktu, były też inne źródła dochodów. W latach 80. służby wojskowe nadzorowały firmy polonijne. Za ten nadzór i, na przykład, pomoc w uzyskiwaniu paszportów otrzymywały część zysków. Wiele przedsiębiorstw polonijnych było personalnie powiązanych z szefostwem WSW. Dochody przynosiły także polowania dewizowe, eksport poroży, niejasne są także losy zabezpieczonego przez WSW mienia osób skazanych na karę przepadku majątku.
Pod przykryciem
Wywiad wojskowy miał liczną rzeszę pracowników "pod przykryciem", znacznie większą - zdaniem byłego wysokiego oficera UOP - niż służby cywilne. - I jest tak do dzisiaj - zapewnia. Osoby takie pracują w WSI na etacie niejawnym i jednocześnie są zatrudnione na ważnych stanowiskach w państwie, w biznesie. Właśnie "pod przykryciem" działali Grzegorz Żemek i Janusz Sawicki.
Ale "niejawni" są praktycznie w każdym ministerstwie, na przykład na szczeblu dyrektorów departamentów. Jak twierdzą nasi informatorzy, najwięcej bywa ich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, ale także w resortach skarbu czy gospodarki.
Przykładem działalności "pod przykryciem" i ciągłości wojskowych służb od czasów PRL jest Jan Majewski, do lata 1992 roku wiceminister spraw zagranicznych u Krzysztofa Skubiszewskiego. W MSZ nadzorował m.in. handel bronią i finanse resortu. Zdaniem Grzegorza Kostrzewy Zorbasa, na początku lat 90. wysokiego rangą urzędnika MSZ, Majewski był oficerem wywiadu wojskowego PRL. W latach 60. został uznany przez rząd Wielkiej Brytanii za persona non grata i wydalony z Ambasady PRL w Londynie pod zarzutem szpiegostwa. Skubiszewski zwolnił Majewskiego ze stanowiska swojego zastępcy i wysłał na placówkę do Pakistanu. Po powrocie Majewski odnalazł się w działalności związanej z handlem bronią. Jest dyrektorem firmy NAT i zasiada w radzie nadzorczej współpracującego z NAT Cenreksu (obie firmy zajmują się handlem bronią).
Na stanowiskach
Gdy wybuchła sprawa nominacji generalskiej dla pułkownika Tarnowskiego, generał Rusak powiedział "Rzeczpospolitej": "Współpracowników na wyższych stanowiskach w państwie niż stanowisko Tarnowskiego jest w WSI mnóstwo. O nich jakoś generał Dukaczewski milczy. Dlaczego? Bo WSI nadal wykorzystują wpływy tych ludzi".
Zapytaliśmy generała, co konkretnie miał na myśli. - Kilkadziesiąt osób, które są kadrowymi oficerami WSI, zajmuje wysokie stanowiska w państwie - twierdzi Rusak. - W tym kilkanaście z nich znajduje się w otoczeniu premiera i prezydenta. Są to zarówno stanowiska podlegające lustracji, jak z niej wyłączone.
- Na przykład kto?
- Osoba o inicjałach G.R. Ten człowiek był i nadal jest jednym z najbliższych współpracowników wszystkich "czerwonych premierów". Kilka osób będących oficerami WSI znajduje się w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.
Sprawdziliśmy: w otoczeniu premiera funkcjonuje jedna osoba o tych inicjałach. Jest to Grzegorz Rydlewski, szef zespołu doradców Leszka Millera. Rydlewski był sekretarzem Rady Ministrów za premiera Oleksego, szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za Cimoszewicza. Z racji zajmowanych stanowiska nie był nigdy zobowiązany do składania oświadczenia lustracyjnego.
- Nigdy nie byłem, nie jestem i nie zamierzam być oficerem WSI - skomentował te informacje Grzegorz Rydlewski.
Oblepianie
Związki między "wojskowymi" a polityką są też innego rodzaju.
- Ciągłość w funkcjonowaniu WSI sprzyjała "oblepianiu" polityków przez ludzi tych służb - ocenia wysoki rangą b. funkcjonariusz UOP. Na czym owo "oblepianie" polega? To proste: to oni mają dla polityków "cukierki". Haki na partyjnych kolegów, donosy na politycznych konkurentów, czasami obietnice, że niewygodne np. dla członka rządu fakty nie wyjdą na jaw. A im bardziej polityk przy władzy czuje się słabszy, tym bardziej takiego poparcia szuka.
W wywiadzie dla "Życia Warszawy" krótko po objęciu stanowiska szefa WSI generał Dukaczewski powiedział: "W ciągu 12 lat nie udało się wytworzyć mechanizmów, które gwarantowałyby, że służby nie będą się wikłać w rozgrywki polityczne"
Podczas pierwszej kampanii prezydenckiej służby wojskowe z własnej inicjatywy dostarczyły - szukając za pośrednictwem Sztabu Generalnego WP dojścia do ludzi Lecha Wałęsy - informację o chorobie psychicznej Stanisława Tymińskiego. Pochodziła ona z tajnego dokumentu z komisji wojskowej dla poborowych.
Ale jest też druga strona medalu. - Służby dają poczucie bezpieczeństwa, dostępu do informacji, wiedzy o przeciwniku politycznym. Na to każde pokolenie polityków nabiera się niezawodnie, bo nadal wszyscy wychowują się na "Stawce większej niż życie" - mówi pragnący zachować anonimowość oficer wywiadu wojskowego.
Jeden z byłych oficerów kontrwywiadu wojskowego przytacza na dowód następującą historię: Przychodzi do polityka funkcjonariusz. Pokazuje dokumenty ochrony kontrwywiadowczej rodziny tego polityka. Wskazuje na podejrzane kontakty np. żony czy syna. Ale zaraz dodaje, żeby się nie przejmować, że on na to wszystko będzie miał pilną uwagę. - To jest informacja dla polityka, żeby spał spokojnie, ale również, by pamiętał, kto mu taki bezstresowy sen gwarantuje.
Podobny mechanizm stosuje się przy "monitorowaniu" opozycji, również tej we własnym ugrupowaniu. - Czasem, żeby pozyskać jakiegoś mniej eksponowanego polityka, dostarcza mu się informacje, żeby zaniósł je szefowi. Wszyscy są zadowoleni, szef, polityk, bo się zasłużył, i my - tłumaczy b. oficer wywiadu. - Potem tylko trzeba mu coś donieść co jakiś czas - dodaje.
Ale oprócz "cukierków" może być też udział w podziale tortu. Sugeruje to wypowiedź b. szefa WSI admirała Kazimierza Głowackiego dla "Trybuny" (lato 2003 r.). Na pytanie dziennikarza, kto był inicjatorem handlu bronią w pierwszej połowie lat 90., Głowacki odparł: "Toczyła się wtedy ostra walka polityczna, najbardziej zaciekła już w trakcie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy. Byłem wtedy wzywany przez jego urzędników do Belwederu, żeby w jakiś sposób umożliwić zdobycie pieniędzy na kampanię wyborczą. Nie chciałem w tym brać udziału, więc musiało mi się nalać wody w uszy".
- W handlu bronią, podobnie jak w innych przedsięwzięciach biznesowych z udziałem państwa, działa mechanizm prowizji. Część pochodzących z prowizji pieniędzy trafia do polityków i ich ugrupowań - wyjaśnia b. szef dużej firmy zajmującej się obrotem specjalnym.
Skuteczność oblepiania
W ostatnich tygodniach politycy opozycji stawiają sprawę WSI radykalnie. Lider przodującej w sondażach Platformy Obywatelskiej Jan Rokita wprost oświadczył, że wojskowe służby trzeba rozwiązać. Od dawna postulował to lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.
Gdyby więc sondaże potwierdziły w wyborach dominację Platformy i PiS, a obydwa ugrupowania utworzyły rząd, co zapowiada Rokita, dni Wojskowych Służb Informacyjnych byłyby - przynajmniej w obecnym kształcie - policzone.
- Nic bardziej błędnego - studzi takie spekulacje b. szef speckomisji Antoni Macierewicz. I nie jest on osamotniony w tym przekonaniu.
Pomysły na reformę, weryfikację czy nawet rozwiązanie "wojskowych" miały po roku 1989 niemal wszystkie partie opozycyjne. Jednak kiedy przejmowały władzę, szybko weryfikowały poglądy. Jest też rzeczą charakterystyczną, że kolejni ministrowie obrony, gdy obejmowali stanowisko, przestawali mówić o rozwiązaniu służb. - Trzeba zostać szefem MON, by docenić WSI - żartobliwie opisuje tę sytuację jeden z wojskowych publicystów. Dlatego WSI są praktycznie nietykalne, a polityka kolejnych gabinetów zdaje się potwierdzać ich specjalny status.
Opcję zerową w służbach proponował już specjalny zespół do spraw służb specjalnych AWS, którym kierował Marek Kempski. Z planów nic nie wyszło. Przed ostatnimi wyborami radykalne poglądy miał też Zbigniew Siemiątkowski. Uważał, że obecna organizacja wywiadu jest przeżytkiem typowym dla państw autorytarnych. Radykalna reforma służb wojskowych była elementem programu wyborczego Sojuszu.
W lecie 2001 roku Siemiątkowski w obecności przyszłego premiera i przyszłego ministra obrony narodowej zapowiedział publicznie, że po wygranych wyborach powstanie trzecia służba z połączonych wywiadów UOP i WSI. Tak się jednak nie stało. - Nie przekonałem decydentów, w tym ministra obrony - mówi dzisiaj krótko Siemiątkowski. Naciskany dodaje: - Zderzyłem się ze splotem interesów i argumentacją "nie, bo nie". A w tle była obawa WSI przed zmianami.
Zdaniem naszych rozmówców ze służb wojskowych decyzja o niewprowadzaniu reform w WSI została podjęta na linii prezydent - szef MON. Zresztą Kwaśniewski od początku był przeciwny głoszonej przez SLD likwidacji WSI w dotychczasowej formie. A do Jerzego Szmajdzińskiego wojskowi docierali już dwa lata przed wyborami. Nie dość, że był w kierownictwie Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, to jeszcze uważano go za pewnego szefa MON w nowym rządzie SLD. Takie "wyprzedzające" działania WSI są typowe dla ludzi tych służb. Dzisiaj za pośrednictwem b. oficerów docierają na przykład do polityków Samoobrony (Marek Mackiewicz, b. szef kontrwywiadu) i Ligi Polskich Rodzin (Konstanty Malejczyk, b. szef WSI).
Walki koterii
Gdy prezydentem został Lech Wałęsa, w służbach wojskowych nie było podziału na zwolenników zmian i ich przeciwników. Tych pierwszych po prostu nie było. Faktyczny podział przebiegał na linii: sympatycy byłej PZPR oraz ci, którzy przyłączyli się do obozu belwederskiego. I do dziś niewiele się zmieniło, choć zmieniali się ci, którzy byli przy władzy. A kolejne roszady personalne w kierownictwie WSI były efektem wewnętrznej walki koterii opowiadających się za jednym lub drugim ośrodkiem władzy. Wygrywała ta grupa, której nominat zostawał szefem WSI. Dzisiaj następuje dekompozycja tych obozów. Jest ona związana z poważnymi przetasowaniami na scenie politycznej, w tym przede wszystkim z rozpadem SLD.
Specyficzny stosunek do służb wojskowych miał prezydent Lech Wałęsa. - Traktował je jak swój folwark - wspomina jeden z polityków związanych dawniej z b. prezydentem. Z kolei Jan Parys, minister obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, przywołuje historię z pomysłem na zakup przez Polskę broni atomowej. Operację miały przeprowadzić WSI.
- Przychodzi do mnie Wawrzyniak (Tadeusz, ówczesny szef WSI - red.) i przedstawia plan zakupu jakichś trzech czy czterech pocisków z ładunkiem nuklearnym. Od Rosjan, rzecz jasna - mówi Parys. Szef WSI miał mu przedstawić z grubsza plan operacji. - Oni przylatują na polowe lotnisko, wyładowują towar, my go sprawdzamy, płacimy, a na końcu specjalna grupa wyskakuje z krzaków i zabiera im pieniądze - opowiada Parys. Zgoda ministra była służbom potrzebna, ponieważ to on podpisywał zezwolenie na wydanie dość sporej sumy. Parys wspomina, że Wawrzyniak przychodził do niego po zgodę kilka razy, powołując się na aprobatę prezydenta wobec tej operacji. - To był czas, kiedy Wałęsa miał pomysły na NATO bis i inne takie, na Wschodzie panował bałagan i np. Stany Zjednoczone były mocno przewrażliwione na punkcie bezpieczeństwa tamtejszego arsenału nuklearnego. A tu Wałęsa chce kupować - mówi Parys.
Między Siwcem a Ungierem
Marek Dukaczewski wyróżnia się zewnętrznie od swoich poprzedników na tym stanowisku. Nie ma cech przypisywanych wojskowym, o których ludzie ze służb cywilnych mówią pogardliwie "trepy". Wysoki, przystojny mężczyzna, elegancko ubrany. Nosi koszule ze spinkami. Jest sympatyczny, chwilami wręcz serdeczny.
- Kłamie - mówi poseł z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, przypominając choćby historię z teczką dotyczącą handlu bronią. - Jego nie można obrazić - dodaje.
Generał różni się od poprzednich szefów WSI nie tylko zewnętrznie. - To się pierwszy raz zdarzyło. Prezydent uzyskał w pełni wpływ na służby wojskowe - uważa Bronisław Komorowski, poseł PO i minister obrony narodowej w rządzie premiera Buzka. A stało się tak właśnie za sprawą Dukaczewskiego, który zanim został szefem WSI, pracował u prezydenta.
Siła głowy państwa wynika z konstytucji. Aleksander Kwaśniewski jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, a WSI są wyspecjalizowaną służbą wchodzącą w ich skład. Ta zasada została zapisana w przyjętej w połowie zeszłego roku ustawie o WSI. Prezydent wręcza nominacje generalskie, a o tym, jak ważny jest to instrument wpływu, wie każdy, kto ma kontakt z ludźmi wojska. Tadeusz Rusak, już jako szef WSI, na generalską nominację czekał trzy lata. Jak mówią osoby znające się na rzeczy, był to pierwszy taki przypadek, że szef wojskowych służb miał przez tyle czasu stopień pułkownika, choć minister obrony narodowej występował o awans.
Dlaczego tak było? - On u nas nie bywa - taki argument miał w odpowiedzi na to pytanie przedstawić Marek Siwiec, szef prezydenckiego BBN. Inna sprawa, że obecni podczas uroczystości nadania Rusakowi generalskich szlifów inni generałowie syczeli: "Skandal". Rusak nie zna języka angielskiego, ale nie była to chyba główna przyczyna ich zachowania.
Sam Dukaczewski takich problemów nie miał. Szybko otrzymał generalskie epolety. W jego gabinecie stoi zdjęcie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Podobne fotografie widzieliśmy też w gabinetach b. prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego oraz przewodniczącej KRRiTV Danuty Waniek.
- Jak pan trafił do Pałacu Prezydenckiego?
- Zupełnie przypadkowo - odpowiada, uśmiechając się, Dukaczewski.
Nasi rozmówcy wskazują na powiązania obecnego szefa WSI z Markiem Siwcem. Poczynając od 1997 roku, gdy Dukaczewski trafił do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, są to związki służbowe. Szef WSI do dziś jest uważany za najbliższego współpracownika Siwca. Większość naszych informatorów wskazuje jednak przede wszystkim na powiązania Dukaczewskiego z Markiem Ungierem, szefem gabinetu prezydenta i szarą eminencję Pałacu. Ungier ukończył w 1977 roku Szkołę Oficerów Rezerwy WSW w Mińsku Mazowieckim, ma stopień majora. W tym czasie Dukaczewski służył w wojskowym wywiadzie.
- Słabością Dukaczewskiego jest to, że jest posłuszny - ujawnia wieloletni oficer wywiadu cywilnego. Na pytanie "komu", odpowiada: - Przecież to oczywiste.
Przemieszczanie
Niektórzy oficerowie służb wojskowych działają niczym bumerang. Wylatują bądź odchodzą ze służby i, nawet po kilku latach, wracają. Zazwyczaj przez ten czas pozostają w dyspozycji ministra obrony. Oznacza to, że statystyki przekazywane przez WSI o skali zmian personalnych są w dużym stopniu wirtualne.
Rekordzistą jest płk Januchta. Po zwolnieniu ze służby pozostawał w dyspozycji szefa MON przez 6 lat. Nic nie robił, pobierał pensję. Teraz został przez gen. Dukaczewskiego przywrócony do służby. Ma objąć placówkę w Kazachstanie.
Innym przykładem "mieszania w tym samym kotle" służb wojskowych są kariery oficerów powiązanych z FOZZ. Na przykład płk Łada, dzisiaj wiceszef wywiadu WSI, był kiedyś oficerem prowadzącym Grzegorza Żemka.
Ciekawy jest przypadek Jana Oczkowskiego, obecnie szefa Biura Bezpieczeństwa w WSI. Po raz pierwszy Oczkowski został zwolniony przez kontradmirała Głowackiego. Gen. Rusak, następca Głowackiego, przywrócił Oczkowskiego do służby. I po kilku latach usunął. - Za wynoszenie dokumentów na zewnątrz - tłumaczy krótko Rusak.
Niedługo po objęciu resortu obrony Jerzy Szmajdziński powołał komisję do zbadania działalności WSI. Bardzo dziwną komisję. Jej szefem został, na wniosek Dukaczewskiego, właśnie płk Jan Oczkowski. Dukaczewski, pytany o zarzuty poprzedniego kierownictwa wobec Oczkowskiego, mówi: - Znam te wątpliwości. Nie podzielam ich.
W składzie komisji znaleźli się także Marek K. oraz płk Janusz A. Marek K. w lipcu zeszłego roku został skazany za próbę skompromitowania prokuratora wojskowego, zaś Januszowi A. kilka tygodni temu prokuratura postawiła osiem zarzutów, głównie za przewinienia służbowe.
Efektem prac komisji były zwolnienia w kierownictwie WSI - i w Warszawie, i w terenie. Jej członkowie objęli szybko stanowiska po oficerach, którzy musieli ze służby odejść. Z WSI pożegnało się też kilku, w większości młodych, oficerów zajmujących się odcinkiem rosyjskim. - To mnie akurat nie dziwi. Główne stanowiska w służbie objęli oficerowie po kursach GRU lub KGB, nie wyłączając Dukaczewskiego - mówi jeden z oficerów. Zapytaliśmy generała o ten epizod jego kariery. - Czy był pan na jakimkolwiek szkoleniu w ZSRR? Po krótkiej chwili milczenia generał odpowiada: - Nie nazwałbym tego szkoleniem, raczej seminarium.
Tajemnice strasznie poufne
Tym, co pomogło wojskowym służbom w utrzymaniu hermetyczności, było niszczenie akt zarówno WSW, jak i II Zarządu WP.
"Szczególne spustoszenie w archiwach miało miejsce na przełomie lat 1989 - 1990, kiedy to na polecenie i pod nadzorem kierownictwa szefostwa WSW oraz z własnej inicjatywy dokonywano totalnych zniszczeń. W niektórych WSW, np. Śląskim Okręgu Wojskowym, zniszczono prawie wszystko z podstawową ewidencją włącznie, choćby książkę inwentarzową dzienników i akt spraw. Takie podejście to ewidentne zacieranie śladów". Jest to fragment meldunku, jaki w 1991 roku złożył szefowi sztabu generalnego, gen. Henrykowi Szumskiemu, jego podwładny.
Polecenie niszczenia akt wydał ustnie gen. Edmund Buła, ostatni szef WSW, pracujący w czasach stalinowskich w osławionej Informacji Wojskowej. Bardzo ważne archiwum znajdowało się w Mińsku Mazowieckim, gdzie byli szkoleni oficerowie. - Bali się nieszczelności, nie wiadomo było, co jeszcze może się stać w najbliższych miesiącach, w czyje ręce mogą wpaść dokumenty - ocenia jeden z późniejszych szefów służb wojskowych. Spalono ponad 20 tys. akt, w tym większość archiwaliów Głównego Zarządu Informacji WP z lat 40. i 50.
Sami członkowie zespołu, który kwalifikował akta do spalenia, przyznawali, że typowanie materiałów do zniszczenia "było bardzo pobieżne, bez pogłębionej analizy treści". W jednej z notatek dla szefa sztabu generalnego przewodniczący badającej sprawę komisji napisał, że "na uwagę" zasługuje fakt, że zniszczono również wiele dokumentów operacyjnych z lat 1980 - 1990. "Niszczenie akt bieżącej działalności spowodowane było angażowaniem kontrwywiadu wojskowego do rozpracowywania opozycji politycznej, a tym samym wkraczania w kompetencje Służby Bezpieczeństwa".
Zniszczenie akt WSW znalazło finał w sądzie, przed którym stanął także gen. Buła. Sprawę zamknięto niewielkimi wyrokami w zawieszeniu. - Zniszczenie wielu tysięcy teczek pozwoliło wojskowym służbom specjalnym spać spokojnie - uważa Macierewicz.
Nie wiadomo zresztą, ilu tak naprawdę pozbyto się bezpowrotnie. Archiwa WSW zostały najprawdopodobniej utrwalone na mikrofilmach, a te wywieziono do Moskwy. Tajemnicą są natomiast okryte koleje losów archiwów II Zarządu.
Jednak to nie koniec kłopotów z wglądem do archiwów WSW. Służby nadal pilnie strzegą dostępu do tych, które ocalały.
Wycięte żyletką
Wszystkie instytucje, które z zgodnie z prawem musiały przekazać archiwa do IPN, miały obowiązek przejrzeć akta i zdjąć z nich klauzulę tajności albo ją przedłużyć. Dukaczewski powiedział "Rz", że tylko 6 proc. wszystkich akt, które przekazała do instytutu jego firma, trafiło do tzw. zbioru zastrzeżonego. To dokumenty, które co prawda zostały wytworzone przez 1991 rokiem, ale - ze względu na nadal prowadzone "czynności operacyjne" - muszą być utajnione i dostęp do nich mogą mieć tylko oficerowie WSI.
- Kłopot z aktami WSI polega też na tym, że nawet dostęp do archiwów ze zbioru ogólnego jest znacznie utrudniony, nie można ich wykorzystać np. do pracy naukowej - mówi dr Antoni Dudek, historyk z IPN. Dudek wyjaśnia, że WSI po prostu przedłużyły klauzulę tajności na te dokumenty. Mogą je więc oglądać osoby jedynie z tzw. dopuszczeniem do informacji niejawnych, ale nie mogą tych informacji wykorzystać.
A są w tych aktach absurdalne przykłady utajnienia dokumentów, jak kronika organizacji partyjnej II Zarządu jeszcze z czasów marszałka Konstantego Rokossowskiego czy kilkustronicowa teczka personalna... pomocy kuchennej w jednej z jednostek WSW w latach 80. Naukowcy korzystający z archiwów wojskowych służb specjalnych trafiają i na inne trudności. W wielu teoretycznie jawnych dokumentach nazwiska zostały powycinane żyletką.
- To są dowody na obsesyjne wręcz poczucie tajności, tak charakterystyczne dla służb wojskowych - mówi Dudek.
Wojskowe Służby Informacyjne rzeczywiście pilnują swoich tajemnic i nie lubią rozgłosu. W swojej siedzibie - szarym i bezstylowym budynku w centrum Warszawy - przy jednym z wejść mają jedynie tabliczkę z napisem "biuro przepustek". Ale w wyszukiwarce internetowej po wystukaniu hasła Wojskowe Służby Informacyjne na jednej z dalszych pozycji jest ogłoszenie Biuletynu Zamówień Publicznych o tym, że WSI kupiły sprzęt telekomunikacyjny. Podany jest typ sprzętu i oczywiście cena transakcji. I pełny adres - al. Niepodległości 243 - z numerem telefonu i faksu.
- To niemożliwe - mówi jeden z oficerów WSI. - To tylko kolejny dowód na niechlujstwo tych służb - komentuje z kolei oficer cywilnej ABW.
Im mniej rozgłosu wokół służb specjalnych, tym lepiej dla ich pracy. Problem jednak w tym, że służby wojskowe od początku III RP broniły się przed jakąkolwiek kontrolą. I pozostały "czarną dziurą" nawet dla tych, którzy powinni mieć wgląd w ich działalność, jak na przykład posłowie z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.
(Rzeczpospolita 24.04.04 Nr 17)
==============================================
Wojskowa Służba Wynaturzeń
WSI przeniosły do III RP wszystkie patologie swoich totalitarnych poprzedniczek
Wojskowa Służba Wewnętrzna to prawdziwa matka WSI. Jej utworzenie w 1957 r. było częścią pozorowanych działań, które miały pokazać społeczeństwu całkowite zerwanie reżimu Gomułki ze stalinizmem. W rzeczywistości WSW była zaadaptowaną do nowych czasów kontynuacją złowrogiej Informacji Wojskowej - instytucji, która w jednej dekadzie wyczerpała katalog zbrodni przeciw ludzkości, Polsce i jej niepodległości. Wprawdzie zwolniono część oficerów i hucznie zapowiadano procesy sądowe ludzi oskarżanych o stosowanie nieludzkich praktyk, ale sprawy stopniowo wyciszano i umarzano. W gruncie rzeczy zmiany były kosmetyczne: w niczym nie naruszały charakteru WSW jako służby realizującej w totalitarnym państwie działania wymierzone przeciw społeczeństwu.
W strukturze WSW wydzielono dwa piony: kontrwywiadu i służby porządkowej, czyli nadzoru nad żołnierzami, jaki wcześniej odbywał się w garnizonach. Ściśle współpracowano z organami sowieckiego kontrwywiadu (w tym z organami kontrwywiadu stacjonującej w Polsce Północnej Grupy Armii Sowieckiej), a także z Zarządem II Sztabu Generalnego oraz organami bezpieczeństwa MSW.
Wszystkie reorganizacje struktury wewnętrznej były objęte najściślejszą tajemnicą pod pretekstem "kontrwywiadowczej ochrony sił zbrojnych" i bezpieczeństwa państwa. Zasady oczywiste w normalnych państwach demokratycznych w totalitaryzmie były tylko kamuflażem służącym do ukrycia rzeczywistych praktyk. Takie same zostały przeniesione w III RP do Wojskowych Służb Informacyjnych, gdzie ponownie miały skrywać nielegalne praktyki oficerów i funkcjonariuszy.
Wychowankowie Stalina
Tworząc WSW, zachowano ciągłość personalną z organami wojskowej bezpieki z epoki stalinizmu. Jej trzon stanowili oficerowie z długim stażem służby na rzecz ZSRR. Wszyscy dowódcy WSW - aż do 1990 r. - wywodzili się z pokolenia uczącego się "bezpieczniackiego fachu" pod okiem oficerów stalinowskiego NKWD i sowieckiego kontrwywiadu wojskowego. Pierwszym szefem WSW został Aleksander Kokoszyn, przedwojenny komunista i stalinowiec, absolwent tzw. aleksandrowskiej szkoły NKWD w Smoleńsku, utworzonej dla przygotowania kadr sowieckich służb specjalnych w krajach Europy. Kokoszyn nie przypadkiem od 1945 r. zajmował wysokie stanowiska w Informacji Wojskowej. Później stał się wychowawcą i promotorem swoich następców. W 1965 r. zastąpił go dotychczasowy szef Zarządu I WSW gen. Teodor Kufel - również dawny komunista, po wojnie funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Oprócz bogatego doświadczenia praktycznego w organach terroru miał za sobą także szkolenie w moskiewskiej szkole KGB. U boku Kokoszyna kierownicze funkcje w centralnych organach WSW pełnił już od 1958 r. Z kolei jego zastępcą od początku był Czesław Kiszczak.
Kiszczak funkcjonariuszem Informacji Wojskowej został już w 1945 r. W drodze awansu służbowego nie przeszkadzał mu brak matury - "wykształcenie" zapewniła mu Centralna Szkoła Partyjna i szkoła dla oficerów polityczno-wychowawczych. W stalinowskiej Polsce był m.in. oficerem Oddziału II w Głównym Zarządzie Informacji. Już w 1957 r. Kokoszyn ściągnął go do centrali WSW. Zanim Kiszczak został szefem kontrwywiadu WSW i prawą ręką Kufla, dowodził kontrwywiadem marynarki wojennej, a potem Śląskiego Okręgu Wojskowego. Sam przyznawał po latach, że to sowieccy funkcjonariusze uczyli go "abecadła pracy kontrwywiadowczej". "Byli moimi mentorami" - mówił. Nie bez powodu cieszył się zaufaniem ówczesnego rezydenta KGB w Polsce Witalija Pawłowa. W latach 70. ten ostatni naciskał na Jaruzelskiego, ówczesnego ministra obrony narodowej, by Kiszczaka uczynić szefem WSW. "Byłem mile widziany przez Moskwę" - przyznawał Kiszczak. W 1979 r. zajął miejsce Kufla, jako gwarant sojuszniczej wierności wobec Kremla.
Tylko teoretycznie zadania WSW były podobne do zadań wojskowych służb w normalnym kraju: ochrona sił zbrojnych, walka z obcymi wywiadami, zapobieganie aktom dywersji i terroru, ochrona tajemnicy wojskowej itd. W rzeczywistości WSW, podobnie jak cywilna bezpieka, była narzędziem utrzymania władzy partii komunistycznej nad społeczeństwem, organem terroru i represji. Definicję wroga kształtowano swobodnie, podobnie jak definicję tego, co może być - jak mówił statut WSW - "wymierzoną przeciwko wojsku wrogą działalnością reakcyjnych elementów w kraju". Mieściło się w tym nie tylko zwalczanie ludzi o poglądach niepodległościowych i patriotycznych, ale także walka z religią katolicką i praktykami religijnymi żołnierzy, oficerów i ich rodzin. Szczególną wagę przywiązywano do wywierania presji na powoływanych do wojska kleryków.
WSW - nieodrodna córka partii
W latach 60. ekipa Kufla włączyła się w rywalizację wewnątrz PZPR, wspierając działalność wszechwładnego szefa MSW Mieczysława Moczara, m.in. rozpracowując tych oficerów, których podejrzewano o sympatie rewizjonistyczne i "syjonistyczne". W 1968 r. WSW aktywnie uczestniczyła w organizacji udziału Wojska Polskiego w sowieckiej agresji na Czechosłowację. W latach 70. zaangażowała się w prewencyjne akcje przeciw społeczeństwu, m.in. przez prewencyjne powoływanie do wojska ludzi ze środowisk antykomunistycznych i ooaczenie ich szczególnym nadzorem.
W następnej dekadzie szeroko włączono WSW do walki z "Solidarnością" i opozycją demokratyczną. W listopadzie 1980 r. Kiszczak wydał "Wytyczne do planowania działalności WSW na rok 1981", w których nakazał rozbudowę agentury zarówno w objętych kontrolą WSW jednostkach, wśród żołnierzy i ich rodzin, w obiektach i zakładach przemysłowych, jak i w cywilnym otoczeniu ich działalności. Szerokie działania represyjne prowadzono wobec działaczy związkowych przede wszystkim z zakładów podległych MON, wyręczając SB w likwidacji "wrogich elementów" także wśród cywilów. Praktycznie stosowano wszystkie metody, jakimi posługiwała się cywilna bezpieka. Rozbudowywano sieć inwigilacji, dokonywano aresztowań, rozbijano redakcje podziemnych czasopism. WSW zwalczała struktury opozycyjne "Solidarności", KPN, "Solidarności Walczącej", Ruchu Wolność i Pokój, m.in. w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu. W stanie wojennym ponownie rozpoczęto powoływanie do wojska ludzi związanych z "Solidarnością" do specjalnie utworzonych jednostek.
Wierny Buła
Mimo upływu lat zmian pokoleniowych na szczycie WSW nie było. W latach 80. następcy Kiszczaka reprezentowali tę samą generację wychowanków Informacji Wojskowej. Edward Poradko (rocznik 1924), szef WSW od 1981 r., także był stalinowskim oficerem Informacji Wojskowej. W latach 1951-1957 był oficerem śledczym w Głównym Zarządzie Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej. W 1979 r. zastąpił Kiszczaka na stanowisku szefa Zarządu II SG WP, a dwa lata później objął po nim kierownictwo WSW. W 1986 r. został mianowany ambasadorem PRL przy komunistycznym reżimie w Afganistanie, a jego miejsce zajął niewiele młodszy (rocznik 1926) płk Edmund Buła. On również aktywną służbę w wojskowej bezpiece rozpoczął już w 1945 r. W Informacji Wojskowej nauczył się bezwzględności wobec przeciwników "sowieckiej ojczyzny". PRL doceniała jego zasługi. Za aktywny udział w organizacji inwazji na Czechosłowację otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a wkrótce po objęciu stanowiska szefa WSW awansował na generała brygady.
WSW formalnie istniała do kwietnia 1990 r. Musiała zostać rozwiązana ze względu na ciążący na niej "dorobek" walki przeciw polskiemu społeczeństwu. W gruncie rzeczy jednak likwidacja WSW - tak jak wcześniej Informacji Wojskowej - została sprowadzona do reorganizacji struktury, przyjęcia nowych nazw i pozorowanych zmian kadrowych. Wojskową bezpiekę niemal w nienaruszonym stanie "przeflancowano" do niepodległej RP. Pion porządkowy wydzielono jako Żandarmerię Wojskową. W 1991 r. większość kadr wojskowego wywiadu i kontrwywiadu PRL znalazła się w Wojskowych Służbach Informacyjnych. "Tymczasowe zaniechanie" jakiejkolwiek weryfikacji kadr zaciążyło nad dziejami III RP, obfitującymi w rozliczne afery z udziałem WSI. Umożliwiło także dalszą karierę ludziom z ukrywanymi biografiami pokroju Marka Dukaczewskiego.
Pierwszy niekomunistyczny premier RP Tadeusz Mazowiecki z rozbrajającą szczerością przyznał, że brak weryfikacji w służbach wojskowych był efektem pookrągłostołowych uzgodnień z ówczesnym szefem MON gen. Florianem Siwickim.
Wielki łowczy
Dyskusje publiczne w latach 90. ogniskowały się przede wszystkim wokół wpływów byłej cywilnej bezpieki. Służby wojskowe wciąż były nietykalne. Generał Buła w latach 1989--1990 stał się głównym wykonawcą operacji czyszczenia przeszłości Informacji Wojskowej i WSW. Zarówno Kiszczak, uznany przez Michnika za "człowieka honoru", jak i przeniesiony w stan spoczynku Buła spokojnie obserwowali kontynuację karier swoich dawnych podwładnych w nowych służbach. Ci, podobnie jak postkomunistyczni ministrowie obrony narodowej, zadbali też o dobrą pamięć poprzedniczek WSI. Stanisław Dobrzański, minister obrony w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza (skądinąd syna oficera Informacji Wojskowej), w 1996 r. ustanowił nawet dzień 25 października świętem WSI, w bałamutnej próbie nawiązania do tradycji wojskowych służb specjalnych II RP.
Bule nie zaszkodziły ani przedstawiane już na początku lat 90. oskarżenia o udział w stalinowskich represjach, ani ślimaczący się przez 6 lat (zakończony w 1996 r.) proces o niszczenie akt WSW. Wyrok - 2 lata więzienia - zapadł w zawieszeniu, a Buła pozostał emerytowanym generałem Wojska Polskiego. Prawdziwą niespodzianką dla niego i jemu podobnych było dopiero zaliczenie w ustawie o IPN z 1998 r. wojskowych służb PRL do organów bezpieczeństwa postawionych - zgodnie z ich prawdziwą rolą w historii - w jednym rzędzie z "organami bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich".
W 2001 r. rozpoczął się nowy proces, w którym Bułę posadzono na ławie oskarżonych za służbę w stalinowskim aparacie terroru. Ustalono, że w latach 1948-1951 jako oficer, a następnie szef jednej z sekcji Informacji Wojskowej sfabrykował oskarżenia wobec 17 osób, które odmówiły współpracy agenturalnej z IW (w większości byłych żołnierzy AK i Wojska Polskiego), co doprowadziło do skazania ich na wieloletnie więzienie. Zarzucono mu także uczestnictwo w bezprawnym pozbawianiu wolności "w warunkach szczególnego udręczenia". Aresztowani podoficerowie podczas śledztw i w więzieniu byli torturowani i maltretowani psychicznie. Wiele to nie zmieniło. Dzisiaj Buła mieszka na Dolnym Śląsku. Wciąż ma wpływowych przyjaciół i namiętność do ulubionego sportu wielu dygnitarzy PRL, ZSRR i III Rzeszy. W lipcu 2006 r. jako łowczy Polskiego Związku Łowieckiego został nawet powołany do rady ds. łowiecko-hodowlanych przy rektorze wrocławskiej Akademii Rolniczej. Generalskie pensje zapewniają jemu, Kiszczakowi i innym komunistycznym funkcjonariuszom niezasłużenie godne życie. Czy kiedyś doczekamy się definitywnego przecięcia tej haniebnej pępowiny?
(CYT. ZA WPROST Numer: 46/2006 (1248))
----------------------------------------------
PRZYPISY
gen. bryg. Edmund Buła 1986-1990
Służbę w organach kontrwywiadu wojskowego rozpoczął w 1945 r. Służył m.in. jako starszy oficer Oddziału II Głównego Zarządu Informacji, zajmującego się represjonowaniem byłych żołnierzy AK oraz przesłuchiwaniem jeńców wojennych. W LWP był oficerem zarządu kontrwywiadu w różnych jednostkach. Także szefem Wydziału Informacji w Marynarce Wojennej i słuchaczem kursu w Związku Radzieckim. W 1968 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za udział w operacji "Dunaj", czyli inwazję wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Od 1990 r. wiedzie spokojny żywot emerytowanego oficera.
Życiorys
Urodzony w 1926, absolwent Wyższej Szkoły Rolniczej, z wykształcenia zootechnik. Służbę w organach kontrwywiadu wojskowego rozpoczął w 1945, jako słuchacz Kursu Oficerów Informacji, następnie po ukończeniu kursu w sierpniu (1945), oficer Wydziału Informacji w 17 DP w Krakowie i od 1947 w 28 pp 9 DP w Przemyślu. Po opuszczeniu 9 DP służył jako starszy oficer Oddziału II Głównego Zarządu Informacji WP, zajmującego się walką z agenturą przeciwnika i tropieniem jej, przesłuchiwaniem jeńców wojennych będących przedmiotem zainteresowania organów informacji. Następnie od lipca 1949 do lutego 1951 szef Sekcji Informacji Oficerskiej Szkoły Inżynieryjno–Saperskiej we Wrocławiu. Od lutego do października 1951 pełnił funkcję zastępcy szefa Wydziału Informacji 4 DP w Krośnie Odrzańskim, a między 16 października i 26 listopada pełnił tę samą funkcję (zastępcy szefa Wydziału Informacji) w 11 DZ w Żaganiu. Później szef Wydziału Informacji w Marynarce Wojennej i słuchacz kursu w Związku Radzieckim. Po powrocie do kraju szef Oddziału Informacji Korpusu Armijnego, następnie do sierpnia 1986 szef Zarządu Wojskowej Służby Wewnętrznej Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. W sierpniu 1986 zastąpił na stanowisku szefa WSW gen. dyw. Edwarda Poradkę, sprawował tę funkcję aż do rozwiązania WSW, czyli do sierpnia 1990, w międzyczasie w 1987 został awansowany do stopnia generała brygady. W 1990 przeniesiony w stan spoczynku. W lipcu 2006 r. jako łowczy Polskiego Związku Łowieckiego został nawet powołany do rady ds. łowiecko-hodowlanych przy rektorze wrocławskiej Akademii Rolniczej.
Edmund Buła występuje w
raporcie Macierewicza jako osoba
odpowiedzialna za zniszczenie akt
WSW w latach 1988–1989.
Z ustaleń wynika, że przed
zniszczeniem akta te były
sfotografowane, a mikrofilmy Buła
osobiście przekazał GRU, czyli
wywiadowi wojskowemu ZSRR. Spowodowało to dalekosiężne skutki trwające do dziś, znacząca część polityków czynnych na polskiej scenie politycznej może być i jest szantażowana przez obce państwo będąc zmuszana do realizacji jego interesów, wbrew interesom Polski.
----------
Wojskowe Służby Informacyjne
(1990-2006)
WSI powstały z rozwiązanego wywiadu wojskowego: Zarządu II Sztabu Generalnego oraz kontrwywiadu wojskowego, wchodzącego w struktury WSW. WSI była jedyną służbą w Polsce, która nie przeszła tak głębokich reform jak cywilne służby bezpieczeństwa - pracę zachowało większość oficerów z peerelowskim rodowodem oraz radzieckim wykształceniem wywiadowczym. Media od połowy lat 90. ujawniały wypadki zaangażowania pracowników WSI w nielegalny handel bronią, w tym także z mafią rosyjską. Wojskowe służby są też podejrzewane o próby wpływania na gospodarkę i politykę w Polsce. Obecnie szeroko dyskutowany jest także wpływ WSI na media.
KGB - Комитет Госуда́рственной Безопа́сности при Совете министров СССР (КГБ СССР), Komitiet Gosudarstwiennoj Biezopasnosti pri Sowietie ministrow SSSR, Komitet Bezpieczeństwa Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR) – radziecka struktura administracyjna łącząca funkcje instytucji czuwającej nad bezpieczeństwem państwa, dokonującej politycznej inwigilacji obywateli, zwalczającej rzeczywistą i potencjalną opozycję oraz niezależny obieg informacji, kontrolująca większą część służb specjalnych (z wyjątkiem wojskowych) ZSRR.
KGB istniała od marca 1954 do października 1991 r. Była następczynią CzKa i NKWD; w porównaniu do poprzedniczek była ściślej kontrolowana przez aparat partyjny. W propagandzie często określana jako "tarcza i miecz Partii" (Щит и меч). W trakcie pierestrojki i później po upadku ZSRR była stopniowo dzielona i likwidowana. Znaczną część jej działalności przejęła Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB).
Do głównych zadań KGB należało gromadzenie informacji wywiadowczych poza granicami Związku Radzieckiego, ochrona kontrwywiadowcza Armii Czerwonej Marynarki Wojennej i lotnictwa oraz samego Komitetu, ochrona granic państwowych ZSRR, nadzór nad obiektami nuklearnymi i większymi ośrodkami przemysłowymi tego kraju, osłona budynków rządowych oraz dostojników partyjnych w kraju i poza jego granicami, w tym ambasad i konsulatów. KGB wykonywała pracę, jaka w Stanach Zjednoczonych znajdowała się w tym czasie w kompetencji czterech innych odrębnych agencji, m.in. Centralnej Agencji Wywiadowczej – CIA, Federalnego Biura Śledczego – FBI i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego – NSA oraz Tajnej Służby USA.
W skład KGB wchodziło dziewięć Zarządów Głównych, z których największą rolę odgrywały: I (wywiad), II (kontrwywiad), III (kontrwywiad wojskowy), V (walka ideologiczna i zwalczanie dysydentów), VI (wywiad i kontrwywiad gospodarczy), VII (inwigilacja) i IX (ochrona dostojników państwowych). Oprócz tego poza strukturami Zarządów Głównych znajdowały się specjalne oddziały skrytobójców działających na całym świecie, tzw. mokryje dieła.
Byli współpracownicy KGB w Polsce
Nie wiadomo dokładnie, ilu byłych współpracowników KGB (tzw. "śpiochów"), przeszło do UOP-u i ilu z nich do dziś pracuje w szeregach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu. Podejrzewa się także, że wielu z nich przetrwało w Głównym Zarządzie Informacji Wojska Polskiego, który później został przekształcony w Wojskowe Służby Informacyjne. Wiadomo tylko, że Główny Zarząd Informacji był szczególnie dobrze spenetrowany przez KGB i GRU.
Zabójcy NKWD/KGB: mokryje dieła
Od samego początku istnienia radzieckich służb specjalnych, w ich strukturach organizowano specjalne grupy, wydziały lub departamenty zajmujące się tzw. mokrą robotą. W latach 20. oraz 30. XX w., działała tzw. grupa Jaszy, pod dowództwem Jakowa Sieriebrianskiego przy Oddziale Administracyjnym Zjednoczonego Państwowego Zarządu Politycznego OGPU. Jedną z akcji grupy Jaszy było porwanie z ulic Paryża i zamordowanie generała Aleksandra Kutiepowa, przywódcy emigracyjnego Rosyjskiego Związku Ogólnowojskowego ROWS.
W roku 1941 powstała Sekcja specjalna NKWD, zajmująca się tzw. mokrą robotą, która została przekształcona w II Wydział NKWD – Specjalny, a następnie od 1942 do 1946 r. istniała jako IV Zarząd kolejno – Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych NKWD, Bezpieczeństwa Państwowego NKGB i Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego MGB.
Po II wojnie światowej zadania specjalne przejął Wydział DR, a następnie Biuro specjalne nr 1 MGB. Po wchłonięciu MGB przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MWD) w 1953 roku, zadaniami specjalnymi zajmował się IX Wydział MWD.
Na początku lat '50 XX w. rozpoczęto szkolenie funkcjonariusza MGB Nikołaja Chochłowa. Jego celem miał być Gieorgij Siergiejewicz Okołowicz, jeden z liderów organizacji NTS na terenie Niemiec Zachodnich. Postępy w przygotowaniach Chochłowa nadzorował sam ówczesny naczelnik I Zarządu Głównego MGB, Aleksandrer Paniuszkin, po utworzeniu KGB pierwszy szef wywiadu zagranicznego. Wśród instruktorów Chochłowa był m.in. mistrz Związku Radzieckiego w dżudo, Michaił Rubak i pięciokrotny zwycięzca wszechzwiązkowych turniejów w strzelaniu z pistoletu, podpułkownik Godlewski. Po przybyciu do Frankfurtu w lutym 1954 roku, gdzie przebywał Okołowicz, Chochłow zjawił się pod jego drzwiami i zamiast oddać strzał ze specjalnego pistoletu w kształcie paczki papierosów, oznajmił mu, że jest z MGB i ma rozkaz go zabić, lecz nie chce go wykonać. Wkrótce oddał się w ręce CIA i po jakimś czasie wystąpił na konferencji prasowej, wyznając wszystko co wiedział o planach zamachu na Okołowicza i innych ludzi.
W kwietniu 1955 roku, po długim podsumowaniu strat spowodowanych przez Chochłowa, KGB dokonało zmian w centrali i zadania specjalne przekazano do właśnie zreorganizowanego 13 Departamentu I Zarządu Głównego KGB.
Następnym bardzo znanym zabójcą KGB był Bohdan Staszynski, Ukrainiec, zwerbowany przez KGB w wieku 19 lat, podczas studiów na Uniwersytecie Lwowskim. Zlecono mu dokonanie zabójstwa jednego z głównych teoretyków ukraińskiego ruchu narodowego, Lwa Rebeta, mieszkającego wówczas w Republice Federalnej Niemiec. Staszynski zabił Rebeta 12 października 1957 roku. Kolejnym powierzonym mu zadaniem była eliminacja lidera nacjonalistów ukraińskich Stepana Bandery. Choć pierwsza próba zamachu nie powiodła się, Staszynski, pomimo coraz większych obiekcji, wykonał zadanie w Monachium 15 października 1959 roku. Nadano mu za to Order Czerwonego Sztandaru. Historia Staszynskiego nie skończyła się jednak dobrze dla KGB. Podczas przygotowań do zamachu na byłego premiera Ukrainy Jarosława Stećko, Staszynski poślubił Ingę Pohl, Niemkę z NRD. Zdecydował się za jej namową złamać rozkaz i 12 sierpnia 1961 roku zgłosił się do Amerykanów w Berlinie Zachodnim.
KGB wspierało także służby specjalne państw Układu Warszawskiego w zadaniach eliminowania niewygodnych osób. Tak było w przypadku zamordowania Georgija Markowa, przez bułgarską służbę bezpieczeństwa DS (Drżawna Sigurnost). Markow został zamordowany przy pomocy specjalnego parasola z igłą w środku, która wstrzykiwała platynową kulkę ze śmiertelną dawką rycyny. ukrytą w platynowej blaszce, dostarczonego przez techników z KGB. W późniejszych latach 1960-1990, zadaniami specjalnymi zajmował się XIII Departament i VIII Departament Zarządu S – I Zarządu Głównego KGB.
------------------------------------------------------------------------------------------------
GRU - (ros. ГРУ, Главное Разведывательное Управление; Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije (Główny Zarząd Wywiadowczy)), w pełni oficjalnie II Zarząd Główny Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich/ Federacji Rosyjskiej, Jednostka Wojskowa 44388. Instytucja wywiadu wojskowego ZSRR, Rosji. Po rozpadzie ZSRR, wobec znaczącej redukcji aparatu i ograniczenia zakresu działalności cywilnych służb specjalnych wyrosłych na gruzach KGB, znaczenie GRU znacznie wzrosło.
--------------
GRU zostało utworzone 21 października 1918 roku, dekretem Lenina na wniosek komisarza wojny Lwa Trockiego, jako Registupr – (Registracyonnoje Uprawlenie – Zarząd Rejestracyjny Sztabu Polowego Rewolucyjnej Rady Wojennej) Zarząd Rozpoznawczy Sztabu Operacyjnego Republiki. Trzy lata później, w związku z reorganizacją organów kierowniczych Armii Czerwonej, struktura ta stała się Razwieduprem – Razwiedywatielnym Uprawleniem (Zarządem Wywiadowczym, IV Zarządem Sztabu Generalnego).
Nazwa GRU pojawiła się oficjalnie dopiero w lutym 1942 roku. Używano jej jednak niemal od samego początku. W myśl założeń, nowo utworzony organ miał służyć jako struktura nie tyle zastępu
------------
Lata powojenne
W 1947 Stalin podjął decyzje o wyjęciu wywiadu spod kompetencji zarówno Ministerstwa Obrony, jak i MGB (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego). Utworzona została nowa agencja wywiadu zagranicznego - Komitet Informacji (KI), pod kierownictwem Wiaczesława Mołotowa, ludowego komisarza spraw zagranicznych. Organizacja ta przetrwała do 1951. GRU udało się wyzwolić spod jej kontroli w połowie 1948.
Szefem GRU mianowano często wysokiego rangą oficera organów bezpieczeństwa państwowego (NKWD-KGB), na przykład od 1958 do 1963 na jego czele stał gen. płk Iwan Sierow, były naczelnik SPO GUGB NKWD, później oficer Smiersza, następnie przewodniczący KGB. Za jego kadencji GRU stało się organizacją do cna skorumpowaną. Gen. Piotr Iwaszutin były oficer NKWD/KGB, piastował to stanowisko przez 24 lata (Od 1963 do 1987 roku), doprowadzając nieudolność i korupcję do rozmiarów, o jakich nie śniło się nawet jego poprzednikom. Za jego rządów kilku wyższych rangą oficerów GRU zbiegło na Zachód.
Wszystko wskazuje na to iż to GRU przeprowadziła zamach na papieża Jana Pawła II. Takie są ustalenia tzw. komisji Mitrochina włoskiego parlamentu.
------------
GRU podlega także specjalna formacja dywersyjna Specnaz o charakterze zbliżonym do jednostek specjalnych sił zbrojnych USA: Zielonych Beretów i Delta Force w wojskach lądowych oraz Seal w marynarce. GRU odpowiada za wyszkolenie oddziałów Specnazu, ich administrację i użycie w operacjach wojennych. Jednakże jednostki Specnazu zostały poddane kontroli KGB przy wykonywaniu operacji specjalnych m.in. w Czechosłowacji w 1968 i Afganistanie w grudniu 1979 roku, kiedy został zamordowany prezydent tego kraju.
Oficerów GRU kształcono w kilkunastu szkołach wyższych i instytucjach naukowych. Studia trwały trzy lub pięć lat. Najważniejszą uczelnią, w której kształcono kadry GRU, była moskiewska Wojskowa Akademia Dyplomatyczna. Oficerowie GRU studiowali również na wydziałach wywiadu w Akademii Sztabu Generalnego, centrum szkolenia nielegalów, Akademii Wojskowej im. Frunzego, Akademii Marynarki Wojennej, Wojskowej Akademii Łączności, Wojskowym Instytucie Języków Obcych, Akademii Wojsk Łączności, Wyższej Szkole Radioelektronicznej Marynarki Wojennej, na wydziale Specnazu Wyższej Szkoły Wojsk Powietrznodesantowych w Riazaniu, w kijowskiej Wyższej Szkole Dowodzenia i Wojskowej Lotniczej Akademii Inżynieryjnej w Charkowie. Dodatkowo agentów GRU szkolono w różnych dziedzinach rzemiosła szpiegowskiego w specjalnych szkołach szpiegów.
--------------------------------
Centrala GRU mieści się w Moskwie przy Choroszewskim Prospekcie, w pobliżu dawnego lotniska Chodynka. Centralny gmach kompleksu budynków GRU, nazwany został przez funkcjonariuszy zachodnich służb wywiadowczych Akwarium. Centralna stacja nasłuchu i radiowywiadu GRU mieści się w bazie w Watutinkach niedaleko od Troicka.
------------
Żołnierze Razwiedupru i GRU , którzy przeszli na stronę obcych wywiadów
* Piotr Popow
* Dimitrij Polakow
* Oleg Pieńkowski
* Władimir Rezun (Wiktor Suworow)
* Walter Kriwicki
* Igor Guzenko
Znani agenci wywiadu Razwiedupru i GRU
* Mieczysław Moczar
* Richard Sorge
* Whittaker Chambers
* Leopold Trepper
* Artur Ritter-Jastrzębski
(opracowano na podstawie Wikipedii)
==================================================
ROLA WSI W "POLSKICH
PRZEMIANACH" czyli
PAŃSTWO WYWIADOWCZE
(counterintelligence state)
w pełni rozkwitu
(ODSŁONA PIERWSZA)
Wojskowe Służby Informacyjne zostały rozwiązane 30 września 2006 r., w ich miejsce powołano SKW i SWW.
Jedynym posłem PO, który głosował PRZECIW rozwiązaniu WSI był Bronisław Komorowski.
(ODSŁONA DRUGA)
12 lutego 2007 r. Antoni Macierewicz przekazał tekst raportu na ręce prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Po przeprowadzeniu konsultacji z premierem oraz marszałkami Sejmu i Senatu postanowieniem Prezydenta z 16 lutego 2007 raport został ogłoszony w Monitorze Polskim nr 11 w dniu 16 lutego 2007.
WYBRANE KRĘGI ZAGADNIEŃ
UDOKUMENTOWANE
W RAPORCIE O LIKWIDACJI
WSI
"W ciągu 15 lat działania b. WSI doszło do wielu nieprawidłowości i przestępstw, wśród których najistotniejsze, stwierdzone przez Komisję Weryfikacyjną to:
- oparcie służb na aparacie sowieckim, na skutek czego w WSI służyło ponad 300 żołnierzy tworzących kadrę kierowniczą, szkolonych przez zbrodnicze, sowieckie GRU;
- nielegalny handel bronią we współpracy z międzynarodowymi przestępcami w tym z obecnie skazanym i odsiadującym wyrok w USA Monzer al Kassar (dostał 30 lat więzienia a Polska jest wymieniona w akcie oskarżenia jako kraj wspierający jego siatkę!). W tym celu stworzono specjalną komórkę która prowadziła i osłaniała ten handel a także tworzyła firmy do spółki z agentami b. WSI, które uzyskiwały uprzywilejowaną pozycję w handlu bronią;
- utrzymywanie agentury wśród przedsiębiorców, której istnienie ukrywano przed przełożonymi w rządzie okłamując w tej kwestii m. in. premiera rządu (np. w sektorze energetycznym, w tym w Orlenie);
- prowadzenie inwigilacji mediów poprzez utrzymywanie w głównych, ogólnopolskich mediach agentów, oraz agenturę wpływu, w tym w TVN, w Polsacie oraz w Telewizji Publicznej, PAI a także w głównych tygodnikach takich jak Wprost, Polityka, Puls Biznesu, w dziennikach, Nowa Europa, Gazeta Wyborcza, Trybuna, Sztandar Młodych, Zycie Warszawy, Gazeta Sląska, Kurier Polski, Gazeta Bankowa, Super Expres, PR, Radio Parlament, niektóre gazety nawet zakładano w celu inwigilacji; a także w biurach parlamentarnych, wyższych uczelniach, bankach i w ministerstwach ;
- inwigilowanie ludzi Kościoła;
- tolerowanie infiltracji rosyjskiej w Polsce, uniemożliwiając likwidację zidentyfikowanej rosyjskiej penetracji;
- utrudnianie śledztwa w sprawie FOZZ ukrywając przed prokuraturą prawdziwy zakres działania służb wojskowych w tej sprawie;
- ukrywanie znaną sobie przestępczą działalność służb wojskowych z okresu komunistycznego jak np. fałszowanie dokumentacji i podstawianie fikcyjnych osób, w istocie agentów służb celem wyłudzenia spadków po byłych obywatelach polskich mieszkających m. in. w USA, Kanadzie i we Francji;
- tolerowanie i ukrywanie przestępczości pospolitej wśród żołnierzy WSI a w szczególności alkoholizmu, wykorzystywania mieszkań konspiracyjnych na prywatne cele dla siebie i swoich rodzin; a także przekształcanie tych mieszkań w domy schadzek;
- tolerowanie i akceptowanie nielegalnego wykorzystywana zdyskwalifikowanych oficerów SB do tworzenia sieci agentury WSI;
- zagrażanie bezpieczeństwu polskich żołnierzy i państwa polskiego poprzez stworzenie fikcyjnej sieci agenturalnej na misjach;
- systematyczne oszukiwanie Państwa Polskiego i sojuszników co do możliwości pochwycenia kierownictwa terrorystów i wyłudzenie od państwa polskiego kilkuset tysięcy dolarów;
- zagrażanie bezpieczeństwu państwa polskiego poprzez bezprawne wydanie wieluset poświadczeń bezpieczeństwa, tzw. certyfikatów osobom niespełniającym podstawowych warunków bezpieczeństwa;
- zagrażanie bezpieczeństwu państwa m. in. poprzez sfałszowanie warunków offsetowych w jednym z ważniejszych kontraktów zbrojeniowych;
- tolerowanie mafijnych struktur w Wojskowej Akademii Technicznej, która naraziła Skarb Państwa na straty rzędu kilkuset milionów złotych, których nigdy nie odzyskano.
(opracowano na podstawie oświadczenia likwidatora WSI)
(ODSŁONA TRZECIA)
PAP 2007-11-06 (20:11)
Prezydent Lech Kaczyński otrzymał ANEKS do raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych - poinformował prezydencki minister Michał Kamiński. Podał, że dokument dotarł do prezydenta w nocy z poniedziałku na wtorek.
Aneks w sposób w pełni udokumentowany pokazuje m.in.
- stan infiltracji gospodarki polskiej przez byłą agenturę komunistycznej wojskówki - II zarząd Sztabu Generalnego PRL
- korupcyjną rolę tych ludzi w niektórych z największych prywatyzacji lat.
- działalność WSI w sektorze paliwowo-energetycznym.
- kulisy działalności i sukcesów najbogatszych Polaków, polskich oligarchów, pokazuje na przykład działalność Ryszarda Krauzego i jego grupy Prokom oraz działalność Jana Kulczyka.
- mechanizm tworzenia się wokół oficerów WSI pewnych patologicznych układów, które miały mocny nieformalny wpływ na decyzje polityków.
Jednym z "bohaterów"Aneksu do raportu o rozwiązaniu WSI jest BRONISŁAW KOMOROWSKI. Według b. weryfikatora WSI, KOMOROWSKI nie zwalczał agentów wewnątrz WSI, a nawet promował oficerów podejrzewanych o współpracę z Rosją.
Ośmiusetstronicowy aneks oczekiwał na odtajnienie w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
(ODSŁONA CZWARTA)
listopad 2007
oddajmy głos samemu Marszałkowi Komorowskiemu [Sygn. Akt PR-IV-X-Ds. 26/07 PROTOKÓŁ przesłuchania świadka. Warszawa dnia 24.07.2008r., o godz.13.07.]
"Drugi raz pana płk. Lichockiego spotkałem w listopadzie 2007r., zgłosił się do mnie poprzez pośrednictwo gen.Józefa Buczyńskiego, swego czasu szefa departamentu kadr, a potem attache wojskowego w Pekinie. Pan gen.Buczyński poinformował mnie, że jest taki pan pułkownik, który może mieć istotne dla mnie informacje, także osobiście mnie dotyczące. Wymienił nazwisko pułkownika Lichockiego. Postanowiłem przyjąć go w swoim biurze poselskim przy ul.Krakowskie Przedmieście. Było to około 19 listopada 2007r. Lichocki przyszedł sam. W rozmowie z nim nikt więcej nie uczestniczył. Pan Lichocki w rozmowie ze mną sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu, albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby-aneksu do raportu WSI.
Nie było dla nie zaskoczeniem pojawienie się mojego nazwiska w aneksie. Wcześniej prasa sugerowała, że moja osoba ma być objęta treścią tego raportu. W rozmowie Lichocki nie określił wprost, ale że ma taką możliwość poprzez swoje kontakty. Nie określił żadnych żądań. Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów. Miał się wtedy do mnie odezwać poprzez telefon mojego biura."
Kim był płk Lichocki?
Oficer komunistycznych służb WSW, szkolony przez KGB w Moskwie jeszcze w latach 80. W 2007 r. informował dziennikarzy - i jak widać marszałka Komorowskiego - że ma dostęp do aneksu do raportu z weryfikacji WSI. Co oczywiście było kompletną bzdurą. Ale zostało wykorzystane jako narzędzie do ataku na Komisję Weryfikacyjną. Natomiast jego związki z obcymi służbami, Komorowskipodkreśla w zeznaniach w prokuraturze. Czyli o nich wiedział jeszczejako wiceminister nadzorujący swego czasu kontrwywiad. A mimo tego,powiedział Lichockiemu, że jest jego propozycjami zainteresowany.
Marszałek był informowany przez L. tym, że materiały z Aneksu dotycząjego osoby. I chciał poznać ściśle tajne dokumenty, angażując go do tejoperacji.
Spotkaniez L. nie było dla pana marszałka zaskoczeniem, bo rekomendował go wieloletni współpracownik Komorowskiego generał Józef Buczyński.
Pułkownik Lichocki przez cale lata był jednym z groźniejszych ludzi związanych z wojskowymi służbami specjalnymi, operującym w środowiskach biznesowo-polityczno-dziennikarskich. Znał np. dobrze generała Marka Papałę i środowisko, w którym się obracał.
W czasach końca PRL L. był szefem Zarządu Wojskowej Służby Wewnętrznej, która zajmowała się instytucjami centralnymi MON i ludźmi, którzy pracowali w najważniejszych urzędach ministerstwa. Szef tej instytucji znał więc wiele szczegółów, różnorodnych decyzji podejmowanych przez ludzi komunistycznego aparatu, zwłaszcza w okresie transformacji. Zapewne dlatego pan L. na początku lat 90. wchodził jako udziałowiec w rozmaite spółki i interesy finansowe z tymi ludźmi.
L. był związany z Agencją Mienia Wojskowego. Był doradcą zastępcy szefa tej instytucji, przedstawiał się m.in. jako ekspert Zespołu Ochrony Agencji. Był też członkiem specjalnego zespołu rozpracowującego partie prawicowe w latach 91-93. Była to grupa utworzona pod patronatem generała Buły, nie będącego już wtedy w strukturach wojska.
lipiec 2008
Komorowski zeznaje w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Przesłuchanie nie było należycie przeprowadzone. Zabrakło w nim wielu niewygodnych dla Komorowskiego pytań.
wrzesień 2008
Z ustaleń „Wprost”, „Gazety Polskiej” i „Rzeczpospolitej”wynika, że aktywność Bronisława Komorowskiego mogła mieć również na celu próbę skompromitowania Komisji Weryfikacyjnej WSI.
(ODSŁONA PIĄTA)
10 kwietnia 2010 roku
"Katastrofa smoleńska". Bronisław Komorowski przejmuje obowiązki Prezydenta z rażącym naruszeniem przepisów Konstytucji.