Rozumiem,że należy dbać o interesy francuskich firm. Zwłaszcza,że zbliząją się wybory, ale to już chyba maleńka przesada. Zwłaszca gdy wykorzystuje się do tego unijne instytucje.
Podejście Komisji Europejskiej do Węgier zaczyna przypominać podejście Korony Brytyjskiej do Egiptu i Paryza do Syrii i Maghrebu. Tyle wolności ile jest na rękę "suwerenowi".
Tyle,że Panie i Panowie - a może Towarzysze i Towarzyszki- z Brukseli ( czytaj Paryża i Berlina)- pomylili epoki. O ile mi wiadomo Węgry nie są francuskim dominium i żaden z aktów prawnych regulujących istnienie tego wypierdka ludzkości- mówię o UE- nie nakłada na jej członków bezwględnego dbania o interesy Paryża lub Berlina. To zaczyna śmierdzieć neokolonializmem i to w hardcore'owym wydaniu.

precedensy typu obalnie rządów Grecji i Włoch zachęca totalniaków do dalszych bezczelności,co Pan zauważył i opisał.
Podobną czkawką może kiedyś odbić się nam Polakom kwestia autonomii Kosowa.
Pozdrawiam
Inną jednak sprawą jest, czy Orbanowi się powiedzie. Jeśli tak , będzie sygnałem, że istnieje alternatywa dla brukselsko-merkozjańskiego klientyzmu wielu innych.
Pozdr.
Pozdr.