Szli krzycząc: "Polska! Polska" - wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: "Boże! ojczyzna! ojczyzna".
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: "Jaka?"
A drugi szedł i wołał w niebo wznosząc dłonie:
"Panie! daj, niech się czuję w ludzi milijonie
Jedno z nimi ukochać, jedno uczuć zdolny,
Sam choć mały, lecz z prawdy - zaprzeczyć im wolny".
Wtem Bóg nad Mojżeszowym pokazał się krzakiem
I rzekł: "Chcesz ty, jak widzę, być dawnym Polakiem".
(J. Słowacki)
Ten zacny wiesz od dawna chodził mi po głowie. Jednak impulsem do poniższego wpisu jest news z lokalnej prasy, sprzed kilku dni.
http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20120104%2FBIALYSTOK%2F505916945
Czytam czytam, oczy przecieram i nie dowierzam. Urzekł mnie taki oto fragment:
Zaproszeni są przedstawiciele środowisk gospodarczych, naukowych, kulturalnych. Dlatego nawet obsługa będzie na wysokim poziomie - kelnerzy muszą władać dwoma językami. W sumie ma ich być 20, z przewagą mężczyzn - precyzyjnie zapisano w zamówieniu urzędu miejskiego.
Hmm w pierwszej chwili przeczytałem i pomyślałem sobie: "Tak, elity się bawią, tak, elity potrzebują specjalnej obsługi, tak, jest w tym głębszy sens". Stare, dobre PPR-owskie 3 x TAK. Następnie uderzyłem kilka razy głową o ścianę. Solidnie. Sąsiad nie interweniował. Krew popłynęła nieco szybciej do mózgu, a nad głową zapaliła się edisonowska żarówka.
Jakie elity? Jaka mawiała moja śp. babcia: do kroćset fur beczek, batalionów: JAKIE ELITY?
Mówiąc elita, myślę o politykach patrzących szerzej niż tylko na swoją śmieszną partyjkę, spółdzielnie swoich Mirów, Zbychów, Millerów czy pokrewnych. Myślę o politykach, którzy jak Józef Piłsudski czy Roman Dmowski potrafili, mimo głębokiej niechęci, wspólnie walczyć o pozycję międzynarodową i granice odradzającej się Rzeczypospolitej. Mówiąc polityk z elity mam przed oczyma twarz Gabriela Narutowicza z filmu Śmierć prezydenta. Widzę człowieka, który pomimo niebezpieczeństwa i wrogości endeckiej ulicy, z gracją i kunsztem, jedzie główną ulicą do Sejmu aby tam złożyć przysięgę. Przypominam sobie ówczesnych polityków dyskutujących, która część garderoby będzie stosowniejsza dla prezydenta elekta, tak by dochować etykiety.
A dzisiaj? Określenie napity jak Kwaśniewski w Charkowie (wersja light), nie bez powodu weszło do słownika niejednego mojego znajomego. Palikota można nie lubić, ale obraz klasy politycznej, przedstawiony w Kulisach Platformywydaje się być prawdziwy. Przechlane mordy, kompleksy, brak zasad, konformizm, to drugie, piąte i 101sze, niczym u dalmatyńczyków, imiona naszych "reprezentantów".
To, że ktoś chce kelnera znającego np. angielski jest w pełni zrozumiałe. Wymóg znajomości dwóch języków to IMHO udziwnienie. Ew. moja zła interpretacja tekstu. Ale chwilę, chwilę, ile języków znają nasi kochani przywódcy? Nie tylko lokalni jak w Białymstoku, ale i ci centralni? Jak obcą mową władają panowie premier Tusk, prezydent Komorowski czy, lider największej opozycyjnej partii, prezes Kaczyński? Gdzie Rzym a gdzie Krym?
Wróćmy jednak do, jak mawiał Maupassant, naszych baranów. Tzn. elit. W sumie na jedno wychodzi. Na balu pojawić się mają również środowiska biznesowe. Daleki jestem od haseł "śmierć burżujom". Co innego z "śmierć oszustom". Historia kapitalizmu to z jednej strony historia wyzysku, niesprawiedliwości, krzywdy klasy robotniczej, z drugiej historia ciężkiej pracy, pochwały przedsiębiorczości, kultu selfmejdmena. W Polsce, w kluczowych działach gospodarki, to niestety historia esbecka. Historia tego, kto po wypiciu głębszych w Magdalence, potrafił zgarnąć co lepsze perełki, sypiącej się, PRL owskiej gospodarki. O jakim trudzie może być tu mowa? O jakim etosie pracy, gdzie to słynne od pucybuta do milionera. Generalizuję? Jak najbardziej, z pełną świadomością. Ale każdy uczciwy czytelnik, przyzna, że spora część dzisiejszych rekinów gospodarczych, to nie ludzie smith'owskiego kapitalizmu a zwykłego cwaniactwa.
Wreszcie dochodzimy do ostatniego elementu naszej "elitarnej" układanki.Środowiska naukowe. Jestem na V roku studiów prawniczych. W czasie swojej, nazwijmy to edukacji dostrzegłem raptem kilka osób z ideą. Czyli takich ludzi, którzy dbają o rozwój tak żaków, jak i swój osobisty. Są to ludzie, którzy naprawdę chcą uczyć. Autorzy ciekawych prac, projektów, konferencji. Podkreślam konferencji a nie bumelanctwa i wyżerek z kateringu za pieniądze podatnika. O feudalnych strukturach uczelni (in abstracto), o małych ambicjach władz, pisać tutaj nie będę. O tym kolejna notka, która już się piecze.
Uff rozpisałem się, ale trzeba było.
Na koniec nutka optymizmu. Zapytałem trzy wybrane przeze mnie osoby, czym dla nich jest elita. Opinie, z racji różnych środowisk ideologiczno- społecznych, były odmienne. Jednak wspólny mianownik można znaleźć.
Elita powinna być duchowym i intelektualnym przywódcą Narodu. Wrzucił bym w to szeroko rozumianą inteligencje, przedsiębiorców, polityków. Ogólnie to elita musi mieć wartości, które nie są sprzeczne z dobrem Narodu, po prostu elita i Naród muszą być jednością.
Paweł, (student III roku prawa)
Elita w państwie to przede wszystkim ludzie godni zaufania, tacy którym moglibyśmy zaufać, że zrobią choć w części to co obiecali - a nie pójdą w zupełnie inną stronę. Członek elity to ktoś, kto jest w miarę reprezentatywny i wykształcony.
Kamila, (studentka II roku chemii medycznej)
Elita to ludzie wysoko usytuowani w różnych dziedzinach. Mówi się najczęściej o elitach politycznych, ze sfery nauki, kultury czy biznesu. To ludzie decydujący o tym co się w tych dziedzinach dzieje, mający wpływ. Z tak rozumianą "władzą" powinna wiązać się jednocześnie odpowiedzialność i myślenie w kategoriach dobra społecznego. Członek elity nie kieruje się wyłącznie swoim jednostkowym interesem. Budując swój dorobek w sferze np. nauki, stara się również, aby na jego sukcesie (np. ważnym odkryciu, teorii) skorzystali inni. Z przynależnością do elity wiążę się ponadto przywiązanie do jakichś wartości, zasad, etosu.
Przykład: Ignacy Paderewski- artysta koncertujący po Świecie, promujący pozytywny obraz kraju, wspierający jego interesy.
Antyprzykład: współczesny celebryta - przynależność do rzekomej elity służy mu wyłącznie do kapitalizowania indywidualnego sukcesu w indywidualny zysk finansowy.
Piotr, (pracownik administracji publcznej)
Może więc nie będzie tak źle? Może kiedyś, parafrazując Zamoyskiego
Takie Rzeczypospolitej elity będą, jakie je młodzież widzi?
