"Moskowskije Nowosti" opublikowały wczoraj arcyciekawy artykuł rosyjskiej historyk Julii Kantor, w którym  wypomniano Litwie udział w rozbiorze Polski w roku 1939. Publikacja ma być odpowiedzią na sugestie Wilna dotyczące roszczeń finansowych za okupację sowiecką.

Pani Kantor nie ukrywa swojego krytycznego podejścia do polityki historycznej Wilna, której symbolem jest Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy i gani dyrektor Birute Burauskaitė za oderwanie się od międzynarodowej rzeczywistości, sankcjonowanej traktatami, układami i normami dyplomatycznymi. W końcu jednak sugeruje, że kolejne tłumaczenia Litwinom zasad współcześnie panujących są bezowocne, więc trzeba odwołać się do historii.

"Współczesna Republika Litewska odłączyła się od ZSRS w 1991 r. w kształcie o jedną trzecią większym niż ten, w którym zaanektowana została do ZSRS w roku 1940". W związku z tym niemożliwe do zaakceptowania stają się deklaracje litewskiego establishmentu, jakoby kraj był "przedwojennym państwem, które odbudowało swoją niepodległość". Rosyjska historyk przypomina, że dzisiejsza Litwa ma kształt Litewskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej okresu powojennego, i nie kwapi się z oddaniem "okupowanej" ziemi prawowitym właścicielom.

Prawowitym właścicielom, czyli Polsce. "W październiku 1939 r. Litwa bardzo chętnie przyjęła w podarunku od Stalina Wilno i Wileńszczyznę, które przypadły Związkowi Radzieckiemu mocą paktu Ribbentrop-Mołotow, w zamian godząc się na rozmieszczenie 20-tysięcznego kontyngentu Armii Czerwonej. W ten sposób Litwa stała się trzecim państwem - obok hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji - które uczestniczyło w rozbiorze Polski."

Zdaniem Julii Kantor Litwa bardzo szybko potępiła po 1989 r. pakt Ribbentrop-Mołotow, jednak jej poczucie sprawiedliwości nie sięgnęło tak daleko, by oddać Polsce jej prawowitą własność. Co więcej! Litwinów poczucie sprawiedliwości nie nakazuje im, nawet pod naciskiem Unii Europejskiej, wpłynąć na polepszenie się losu polskiej mniejszości na Litwie, a chociażby zaprzestać stosowania polityki dyskryminacyjnej wobec niej.

„Moskowskije Nowosti” wspominają również, że Litwa, będąc w składzie ZSRS, otrzymała południowo-zachodni Rejon Wyłkowyski, który początkowo miał zostać oddany III Rzeszy, a który w 1941 r. Stalin odkupił od Niemiec. Kantor sugeruje, że te rejony byłyby teraz strategicznym i geopolitycznym cudem Federacji Rosyjskiej, gdyż łączyłyby Obwód Kaliningradzki z Białorusią. A takie połączenie dla Rosji byłoby zbawienne!

Kolejnym przykładem, który przedstawia rosyjska historyk jest Kłapejda i okolice, przyłączona do Litwy w 1950 przez Radę Najwyższą ZSRS. Ale cóż to znowu? Przecież Kłapejda został odcięta od Obwodu Kalinigradzkiego, będącego wówczas częścią Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej! - w ten sposób publicystka "zabawia się" retoryką historyczną. „Aby jedna republika mogła przekazać część swojego terytorium drugiej, potrzebna była zgoda rad najwyższych obu republik, zatwierdzona później przez Prezydium Rady Najwyższej ZSRR. Rosyjska Republika Radziecka zgody takiej nie dawała. Rachunek jest zatem otwarty”.

Trzeba przyznać, że takie dywagacje historyczne w wykonaniu Rosjan nie są zbyt wiarygodne i mogą wywołać albo konsternację, albo uśmieszek politowania (jeżeli oczywiście nie pomyśli się o ludzkich ofiarach sowieckich i rosyjskich "przekształceń granicznych"). Jakiś czas temu Piotr Semka stwierdził, że "Rosjanie wyczuleni są tylko na swoje krzywdy. Aneksje cudzej ziemi uważają za wypełnianie swojej dziejowej misji". Łatwo sobie wyobrazić, że gdyby litewski establishment "nie podskakiwał" Kremlowi, tekst pani Kantor najpewniej nie zostałby napisany. Na portalu polskiego "Kuriera Wileńskiego" w komentarzach pod informacją o publikacji „Moskowskich Nowosti” pojawiło się zdanie: "Litwa obudziła misia i miś ryknął".