Dwoje doktorantów z Uniwersytetu Warszawskiego skorzysta ze stypendiów ufundowanych przez Gazprom. Program przeznaczony jest dla osób piszących o relacjach polsko-rosyjskich. Problem w tym, że Gazprom to firma wykonująca politykę energetyczną Kremla. „Jest on spadkobiercą sowieckiego ministerstwa ds. gazu i nadal działa w ten sposób” - oceniają amerykańscy dyplomaci w depeszach ujawnionych przez Wikileaks.

 

Stypendium wynosi 2 tys. zł miesięcznie i będzie płacone przez dwa lata. Sponsorzy zapowiadają, że laureaci będą mieli szanse na podjęcie pracy w Gazpromie.

Aplikacje złożyło 6 chętnych. Rzecznik UW Anna Korzekwa przyznaje, że nie jest to dużo.

-Program nie był dotychczas zbytnio rozpropagowany – tłumaczy. Jednak nie wszyscy studenci, którzy wiedzieli o stypendiach, uważali je za dobry pomysł.

To napiszą stypendyści, co im zleca kagiebiści!” – skandowali w maju 2010 r. przeciwnicy współpracy UW z Gazpromem. Protest miał miejsce, kiedy na uniwersytecie gościł wiceprezes rosyjskiego przedsiębiorstwa Aleksander Miedwiediew. Wygłosił on wykład, a wizycie towarzyszyła wystawa pokazująca prace przy budowie Gazociągu Jamalskiego. W tym samym czasie negocjowany był kontrakt gazowy między Polską a Gazpromem, który były doradca Lech Kaczyńskiego Piotr Naimski nazwał zwycięstwem Rosji 7:0.

 

Obiektywizm pod okiem sponsora

Analiza zależności i współzależności energetycznej Polski i Rosji na przykładzie rynku naftowego, gazowego i elektroenergetycznego” - to temat pracy doktorskiej jednego z dwojga laureatów.

Jej autor, Konrad Dynkiewicz liczy na to, że dzięki stypendium będzie mu łatwiej dotrzeć do źródeł.

-Chodzi o dokumenty analityczne MGIMO (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych – red.)– wyjaśnia.

Anna Korzekwa twierdzi jednak, że fundatorzy nie udzielą stypendystom żadnej konkretnej pomocy.

-Stypendium daje tylko pieniądze – tłumaczy rzecznik UW i zapewnia, że uniwersytet pozostał autonomiczny, a sponsorzy nie będą ingerować w treść prac. Tego samego zdania jest Konrad Dynkiewicz.

-Staram się być obiektywny. Tym bardziej, że praca doktorska ma znaczenie dla dalszej kariery – mówi.

Czy w takim razie w doktoracie sponsorowanym przez Gazprom można napisać, że gazociąg Nord Stream jest zagrożeniem dla Polski?

-Nie wyciągałbym Nord Stream jako oddzielnego tematu. Chcę przedstawić sytuację za pomocą konkretnych wskaźników – odpowiada doktorant.

Zdaniem Piotra Trudnowskiego, organizatora zeszłorocznego protestu i studenta Międzywydziałowych Studiów Wschodniosłowiańskich UW, to, że sponsorem jest rosyjska firma, będzie miało wpływ na treść prac.

-Wśród moich znajomych żartowano, że teraz wszyscy pozmieniają tematy prac na „Przyjaźń polsko-rosyjską po 10 kwietnia 2010 r.” Kolega zajmujący się Gruzją zastanawiał się, jak przyjęto by temat o gospodarczych stosunkach rosyjsko-gruzińskich, które miały związek z wojną w 2008 r. Ciekawe, czy Gazprom zgodziłby się, żeby ktoś postawił w takiej pracy ostrą tezę. Pewnie nawet uniwersytet by na to nie poszedł, bojąc się skandalu – mówi Trudnowski.

 

Zimnowojenny paradygmat

Oprócz rosyjskiego gazowego monopolisty, w programie bierze zarządzająca polskim odcinkiem Gazociągu Jamalskiego spółka EuRoPol Gaz, w której Gazprom ma 48 proc. udziałów.

Skąd pomysł, by sfinansować stypendia?

-Nie wiem, to nie mój pomysł – odpowiedziała nam rzecznik EuRoPol Gazu Danuta Dade. Nie wyjaśniła, czy pomoc fundatora ograniczy się do wyłożenia pieniędzy i zażądała przesłania pytań mejlem. W korespondencji poprosiliśmy o skomentowanie zarzutu, że za pomocą stypendiów Rosja korumpuje młodych polskich naukowców. Do dnia publikacji tego tekstu nie doczekaliśmy się odpowiedzi.

-Aleksander Miedwiediew twierdzi, że Gazprom odrzucił zimnowojenny paradygmat. Moim zdaniem to akcja piarowska szeroka, a uniwersytet dał się wykorzystać – ocenia Piotr Trudnowski. -Większość ośrodków analitycznych ma określone zdanie na temat Gazpromu, a Instytut Stosunków Międzynarodowych UW jest w awangardzie walki z zimnowojennymi paradygmatami. To smutne.

 

Jakub Jałowiczor

 

 

Gazprom jest państwem w państwie

 mówi Iwona Wiśniewska z Ośrodka Studiów Wschodnich

 

Gazprom jest własnością państwa rosyjskiego i z zasady reprezentuje jego interesy, a polityka energetyczna jest częścią polityki zagranicznej Rosji. Gazprom ma kluczowe znaczenie dla rosyjskiej gospodarki. Jest monopolistą w rosyjskim sektorze gazowym, kontroluje sieci, wydobycie i dostawy surowca. Jest ważnym płatnikiem budżetu, generuje istotną część rosyjskiego PKB, wspiera rządową politykę społeczną dostarczając obywatelom tani gaz.

Gazprom aktywnie zabiega o swoje interesy również poza granicami Rosji, w tym w UE. Wynajmuje firmy piarowskie, jednak przede wszystkim korzysta z pomocy rosyjskich polityków. W skład każdej rosyjskiej delegacji zagranicznej wchodzi przedstawiciel Gazpromu, interesy monopolisty są tematem rozmów politycznych na najwyższym szczeblu. Rosyjska strona szczególnie aktywnie zabiegała o zablokowanie niekorzystnych dla siebie zapisów dotyczących liberalizacji unijnego rynku gazu.

Gazprom jest troszkę państwem w państwie. Koncern jest wstanie uzyskać preferencyjne zasady funkcjonowania w Rosji, np. otrzymuje koncesje na złoża bez przetargów, ma wpływ na kształtowanie polityki podatkowej w sektorze gazowym. Jednocześnie jednak kierownictwo monopolisty pochodzi z nominacji politycznej i jest w pełni lojalne wobec rosyjskich władz.

Gazprom, podobnie jak wiele innych rosyjskich spółek, posiada swoje uzbrojone służby bezpieczeństwa, których głównym zadaniem jest ochrona obiektów (tj. złóż, infrastruktury) należących do koncernu. Wywiadem gospodarczym raczej się nie zajmują. Jeśli zaś chodzi o obecność w Gazpromie ludzi mających w przeszłości związki ze służbami specjalnymi, to liczba takich osób w rosyjskich elitach jest ogromna. Od 2000 r. ponownie zaczęła rosnąć, kiedy prezydentem, a potem premierem Rosji został człowiek, który pracował dla KGB.