Jak wynika z danych OECD- Taxing wages 2009 Polska jest krajem biednym i zwiększanie danin publicznych zwłaszcza ludziom o niskich dochodach doprowadzi nasz kraj do jeszcze większego zubożenia społeczeństwa, oraz obniżenia konsumpcji we wszystkich sektorach rynku
Mamy więc ograniczoną zdolność ekonomiczną do obsługi zadłużenia, oraz zmniejszania deficytu budżetowego a także w porównaniu z innymi krajami nie bardzo mamy już z czego rezygnować by poprawić stan finansów państwa czy ratować gospodarkę w sytuacjach kryzysowych . W sygnalizowanych badaniach Polska i Węgry zamykają ranking.
Dysponując średnim dochodem rocznym w wysokości 8 848 euro statystyczny Polak musi na podatki przeznaczyć 2 433 euro oraz jak donoszą dzisiejsze media mamy jedne z najwyższych w UE obciążenia (w całości wydatków konsumpcyjnych) związane z utrzymaniem mieszkań które to w Polsce są ponad 3 -krotnie wyższe niż w znacznie bardziej zamożnych krajach Europy Zachodniej.
Na dodatek Polska ma rozpiętość dochodów jak 1 do 14 tj. najwyższą w UE i jedną z najwyższych w cywilizowanym świecie.
Można więc postawić pytanie (którego jakoś nikt nie stawia) czy z perspektywy ostatniego dwudziestolecia aktualny stan gospodarki , poziom życia obywateli i sytuacja finansów publicznych to sukces a może porażka naszych pomysłów na reformy a zwłaszcza ‘”tzw,"Planu Balcerowicza" ?
Czy nie było pójściem po najmniejszej linii oporu sztukowanie przez cały ten okres budżetu przychodami z często „bardzo promocyjnej” wyprzedaży państwowego majątku produkcyjnego zwanej prywatyzacją bez zastanawiania się co będzie z budżetem czy emeryturami jak tego „towaru” zabraknie ?
Właśnie aktualnie taka perspektywa zaczyna się nam rysować i stąd ta nerwowość oraz bezradność naszych elit. Dosadnie to określił w jednym ze swoich komentarzy "Sarmata": „teraz szykuje się następny skok na kasę maluczkich. Ograbiono ich z własności (co prawda wspólnej ale zawsze..) a teraz chce się im ukraść emerytury. Balcerowicz jakoś nie pomyślał o tym aby pieniądze z prywatyzacji odkładać na przyszłe zobowiązania państwa w stosunku do tych którzy ten majątek tworzyli”
Zapewne bez ograniczenia a nawet likwidacji niektórych przywilejów emerytalnych oraz zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn nie uciekniemy ale podnoszenie wieku przechodzenia na emeryturę powyżej 65 lat to byłby w polskich warunkach przykład rażącej niesprawiedliwości.
Nie można nawet dyskutować o tym bez wcześniejszego włączenia wszystkich grup zawodowych do jednego systemu emerytalnego bo naprawdę aż trudno sobie wyobrazić aby prawie 70 letni schorowany człowiek (o ile dożyje?) musiał pracować na emeryturę tryskającego zdrowiem czterdziestokilkulatka biorącego wielokrotność świadczenia na jakie może liczyć ów pracujący staruszek.
Rozbudowane ponad miarę przywileje emerytalne służb mundurowych czy wymiaru sprawiedliwości miały w przeszłości rekompensować funkcjonariuszom totalitarnego państwa kompromisy moralne i światopoglądowe na jakie musieli się godzić podejmując pracę w ówczesnym aparacie przemocy a i tak nie każdy się na to pisał.
Traci to natomiast sens w obecnej rzeczywistości gdy tworzą się ogromne kolejki chętnych na każde stanowisko w zawodach prawniczych czy służbach mundurowych a utrzymywanie tych kosztownych i społecznie szkodliwych absurdów to tylko skutek nadzwyczaj skutecznego lobbingu lub jak kto woli wynik postaw egoistyczno-roszczeniowych beneficjentów tych archaicznych rozwiązań.
Sądzę także, iż od wyższego opodatkowania ludzi najlepiej zarabiajacych też wcześniej czy później nie uciekniemy. Wymusić to mogą protesty społeczne związane z próbami obarczania kosztami kryzysu biedniejszych rodaków którzy i tak są przyparci do muru i nie mają zbyt wiele do stracenia.

Podatek ten nie dotknie najbiedniejszych. Można go wprowadzić prawie natychmiast metodą "Napoleońską" Wpływy będą niemałe.
Na szczęście to tylko takie nieszkodliwe gadanie.
Dawnymi laty można było poopowiadać tak przy kielichu, a teraz na blogu. No to mamy postęp - no nie?
Ale i tak decyzje podejmują ci, co wiedzą lepiej.
Nad tym, co Panu sobie jest trudno wyobrazić - oni nawet nie będą się zastanawiać. I słusznie. Skoro wiedzą - to po co się zastanawiać?
Mamy ich około 28 mln.
coraz więcej "przebudzonych" chodzi na wybory, a i medio-kracja chce coraz więcej ochłapów za coraz zawziętsze mydlenie oczu. dlatego nie dziwię się, że demiurdzy POlityki chcą obniżyć wiek wyborczy. ale to jeszcze nic - najgorsze jest to, że Tuskowi zaczął imponować Putin, a Komorowskiemu doradzają weterani SMIERSZ...
Pozdrawiam
Jako lepiej zarabiający powiem ci, że to nie da złamanego grosza a nawet pogorszy sytuację budżetu. Znaleźć sposób żeby nie płacić tutaj nie jest trudno. Jak przestanie mi się podobać walenie mnie po łbie za to, że nadal mam ochotę pracować to zacznę płacić w bardziej cywilizowanym kraju.
Nasz podstawowy problem to przerośnięta o co najmniej 200 tys ludzi biurokracja. To taki moloch, który ze względu na swoją wielkość zajmuje się skutecznie tylko sam sobą.. Urzędnik, który ma do dyspozycji "uznaniowe" prawodawstwo jest największym hamulcowym postępu. Do tego dodaj 13tki w administracji i wyższe średnie zarobki niż w sektorze prywatnym. Dalej masz wywalanie pieniędzy z prywatyzacji na jakieś głupoty. Mogę się założyć w ciemno, że 1/3 budżetu ginie gdzieś w próżni. Naród nie nauczony szacunku dla cudzej własności kończy tak jak my. Banda złodziei i obiboków. Nasi politycy są dokładnym odzwierciedleniem nas samych. Jak głosujesz tak masz.
Ciekaw jestem Pańskich lepszych pomysłów.
Po tym tekście dochodzę do wniosku, że nie znajdziemy wspólnej płaszczyzny. To stwierdzenie mieści się w realiach SciFi :) Z mojego punktu widzenia jako przedsiębiorcy, który jest zmuszony zmagać się z bezdenną głupotą biurokratów, urzędnicy w dużej częśći to niedokształceni, leniwi i wredni ludzie :) Ludzie z wysokimi kwalifikacjami nie pracują w budżetówce ze względu na niskie zarobki. Konkursy na administracyjne stanowiska są w większości ustawione aby dostać się mogli znajomi prezesa, dyrektora etc..
Powoływanie się na UE i Rosję nie ma najmniejszego sensu. ICH na to stać.. z dnia na dzień kraje UE stają się coraz biedniejsze (pomijając boom w DE) Rosja natomiast ma surowce, których przejadanie zajmie im jeszcze sporo czasu. Proszę więc nas nie porównywać do w/w. W Polsce szacujemy, że administracja ma około 600-700 tys "pustych" etatów (pustych w znaczeniu nie wytwarzania dóbr) Wychodzi na to, że na 55 ludzi przypada jeden urzędnik tylko po co skoro i tak nic nie działa jak powinno. Odpowiedzią urzędników jest zazwyczaj, że mają za mało ludzi. Natomiast wśród moich znajomych którym w życiu się nie powiodło i skończyli we wszelakiej maści urzędach dowiaduję się, że nie mają co robić i w większości przesiadują w pracy na GG FB etc :)