Pewien znany nam aktor rozpoczynał pierwsze próby na scenie od pytania skierowanego do reżysera: „A gdzie ja będę siedział?” Zabawna sugestia mająca wymusić od prowadzącego oczekiwany przez aktora układ sceniczny. Często reżyserzy przyjmowali to za dobrą monetę nie zdając sobie sprawy, że propozycja wynikała nie z koncepcji artystycznej a z czystego lenistwa i chęci ułatwiania sobie życia podczas być może dziesiątków przyszłych przedstawień. Ta anegdota w świecie aktorskim jest ciągle żywa.
 
Otóż,  nawet najprostsze działanie sceniczne musi mieć cel zaprojektowany dla swojego istnienia. Siedzenie w krześle na scenie musi mieć swoją przyczynę. Jak wiele razy widzimy siedzącego aktora, który wygląda jakby żywcem wyjęty został z naszej anegdoty. I jakby siedział na scenie a nie jak we własnym domu, parku, kawiarni, kinie. Tak proste działanie jak siedzenie w krześle może mieć swój cel większy niż ten, że tak umieścił aktora reżyser. Zacznijmy od tego, że już w tym prostym działaniu możemy zaobserwować odejście od realizmu, prawdy, nawet ze strony uznanych aktorów. Przyjrzyjmy się aktorowi siedzącemu na krześle na scenie i następnie jako osobie prywatnej  na ławce w parku. Będzie on posiadał tę prostotę, naturalność, spokojną żywotność? Zwykle nie. Nie bez przyczyny Konstanty Stanisławski poświęcał swoje pierwsze zajęcia ze słuchaczami siedzącemu aktorowi. Jedno z nich polegało na posadzeniu studenta pośrodku sceny frontem do publiczności. Każdy z kolejnych słuchaczy usiłował coś podgrywać, okazywał nerwowość. Konfrontacja z publicznością prowadziła do ucieczki od realizmu i prostoty. Drugie niebezpieczeństwo, które ich spotykało to brak działania, narzucenia sobie celu i przyczyny siedzenia w krześle: „Ale… przecież w  scenariuszu nie ma żadnych wskazówek co do mojego zachowania, nawet reżyser nie sugerował żadnych rozwiązań w tym zakresie.” Prawda, ale tu zaczyna się sztuka aktorska, której zadaniem jest usprawiedliwić zwykłe siedzenie w krześle. Usprawiedliwienie może być rezultatem intelektualnym, wyobrażeniowym. W życiu siedzimy w krześle by odpocząć po biegu, z przyczyn zdrowotnych,  by oglądać przedstawienie, telewizję, jeść a nawet spać, jest tysiące przyczyn i ta przyczyna staje się wiarygodna, naturalna, którą czerpiemy z doświadczeń naszego życia. Już sama pozycja, którą przyjmujemy w krześle może być  znacząca. Aktor nigdy nie może powiedzieć, że siedzi w krześle ponieważ reżyser tak mu kazał. Musi odnaleźć swoją własną przyczynę, swoje własne usprawiedliwienie do wykonania tego działania. Reżyser może przeoczyć proste aktywności. Aktor musi wdrażać swoją wyobraźnię, swoją sztukę.
 
Przypadek siedzenia w krześle możemy odnieść do konstrukcji całej roli. Wymaga ona tak jak w  prostym działaniu również swojego celu i przyczyny. Wszystkie przygotowania do roli zarówno fizyczne jak i mentalne muszą być prowadzone poprzez te same zasady natury, których doświadczamy w życiu. Emocje odczuwane w życiu są rezultatem tych samych okoliczności, które zdarzyły się w przeszłości, które wytworzyły te uczucia. Nigdy nie są rezultatem samym w sobie. Okoliczności, które zdarzyły się w przeszłości musimy wykreować na scenie i starać się by  rezultat pojawił się samoczynnie. Podobnie jak pisanie scen dialogowych, gdzie ziarno zasiane w jednym zdaniu  musi zakiełkować w następnych. Nawet najprostsze działanie sceniczne musi prowadzić do osiągnięcia celu, do swojej logicznej konkluzji.
 
Więc jeśli założymy, że i aktor jest po to by przeprowadzić swoje zadanie do logicznej i realistycznej konkluzji, musi je również w sposób realistyczny umotywować. Odrzucamy oczywiście w tym wypadku aktorstwo nierealistyczne, gdzie często motywacja jest nie tylko zbędna, ale i niewskazana. Cel do którego zmierzamy musi być zbieżny ze sformułowanymi przez autora w sztuce tezami i punktem widzenia. Odczytywanie tekstu niezgodne z intencją autora prowadzi nas na drogę nieuczciwości. Wynika to często z ułatwiania sobie zadania lub chęci narzucenia własnej optyki.