Dzisiaj mija 200 lat od dnia urodzin Zygmunta Krasińskiego. To poeta, dramatopisarz, który genialnie ukazuje współczesną mu rzeczywistość, ale i wieszcz, który w profetycznym literackim przekazie potrafi uchylić zasłonę przyszłości, by pokazać ku czemu zmierza świat detronizujący Boga. To pisarz demaskujący niedorzeczność ludzkiej pychy, komedię człowieczego buntu wobec sacrum. Wymiar tej komedii określało przekonanie Zygmunta Krasińskiego, że ludzkość, według Boskiego planu, zmierza ku celowi ostatecznemu, jakim jest powrót do stanu sprzed upadku człowieka. Człowiek jednak, jak to człowiek, w swoim niedowierzaniu zdaje się zapominać o Bożej obietnicy i raz po raz wygraża Stwórcy; próbuje pierwotny plan świata zastąpić planem jakiejś utopii, co zdaniem Krasińskiego odnawia wciąż stare rany ludzkości. W swojej twórczości cząstkowym ideom, racjom różnej maści poprawiaczy świata dążących do stworzenia raju na ziemi Krasiński przeciwstawia prawdę i racje Opatrzności.
Twórczość Zygmunta Krasińskiego, mimo że przynależy do epoki romantyzmu, zawiera zapiski, które można czytać przez naszą codzienność. Jego pisarstwo jest niezwykle wartościowe z powodu wpisanego w nie mądrego wzoru człowieczego życia, ale też wzoru życia zbiorowego, zwłaszcza w politycznym aspekcie. Mamy w nim obraz „poety błogosławionego”. To ten, kto kocha „poezję”, jest kimś, w kim zamieszkał Bóg. To człowiek ducha, ktoś wrażliwy, poszukujący prawdy. „Poeta błogosławiony” kocha ludzi, działa z miłości i w imię miłości Bożej, „występując mężem pośród braci swoich”. Jest człowiekiem dzielnym, odważnym, gotowym do obrony dobra i piękna. Przez niego przepływają pokora, skromność. On nie wywyższa się, nie szuka poklasku, nie chełpi się tym, że nie ma nikogo, z kim mógłby przegrać. W świecie, w którym przychodzi mu żyć, jest jednak kimś, kto jest skazany na cierpienie, na samotność i niezrozumienie.
Jego zaprzeczeniem jest „poeta nieszczęśliwy”. Temu wydaje się, że jest mężem opatrznościowym. On chce prowadzić innych ku świetlanej przyszłości mówiąc im, że zasługują na cuda. Ma poczucie swojej niebywałej mocy. Wydaje się mu, że wszystko, co ujrzy, jest jego, że „brzegi, miasta i ludzie jemu przynależą”. Myśli ciągle o tym, jakby zawładnąć ludzkimi umysłami, panować nad nimi. Chce być panem człowieczych emocji. Marzy o tym, by dawać światu znać o „świetle”, ale sam „światłem” nie jest. Udaje anioła, ale tak naprawdę grzęźnie w błocie życia, mamiąc ludzi „spróchniałym obrazem Edenu”, tęskniąc za „wypchanym orłem” sławy i żądając od innych, by dorównywali doskonałości „cienia nałożnicy”, który kładzie się na jego pragnieniach. W efekcie swoich zachowań dostaje tak naprawdę trochę „kwiatów”, które szybko więdną i „wydają marną rozkosz”, mnożąc cierpienia innych ludzi.
Oto dwa modele życia, ale i władzy, które, w swoim opisie, nie tracą i dzisiaj nic na aktualności. Na niej nie traci również i inna myśl wyrażona w twórczości Zygmunta Krasińskiego. To myśl o postępującej desakralizacji świata i jej konsekwencjach. Krasiński zauważa, że w coraz większym stopniu Święta Księga jest zastępowana antyksięgami, kapłani antykapłanami, religia antyreligiami. Człowiekowi w „nowym czasie” jest coraz trudniej opiewać piękno „średniowiecznych katedr”, wspaniałe „rycerskie czyny”, bo to piękno już mało kogo porusza, bo przeszłość pojmowana jest jako coś, czemu powinna przeciwstawiać się współczesność. Człowiek „dzisiejszy” w przekonaniu autora „Nie-Boskiej komedii” w swoich motywacjach jest przede wszystkim „cielesny” i spragniony wolności absolutnej. W jego czasie raz po raz jednych bogów zastępują inni, raz po raz zrzuca się starych bogów z piedestałów, by w imię wydumanych idei zaprowadzić ludzkość ku „świetlanej przyszłości”. Ale ona nie może się ziścić choćby z tego względu, że ci, którzy dążą do przemiany świata, jako ludzie zbuntowani przeciwko Bogu, opierając się na wysnutych z ludzkiego rozumu ideach, mogą wydać jedynie karłowaty świat.
Pokusa „nowego Edenu”, której ulegają ludzie, zdaniem Zygmunta Krasińskiego, żłobi szczeliny, poprzez które przenikają pierwiastki szatańskie. W jego przekonaniu to człowiek, wyrzekając się Boga, w dużym stopniu ponosi odpowiedzialność za obecność zła w świecie. Jak sądzi, istnienie zła jest niezależne od człowieka, ale możliwości działania zła i skala zniszczeń, których ono dokonuje, zależą od tego, jak szeroko człowiek otworzy złu drzwi.
Niezwykle plastycznym i wymownym obrazem tego stanu jest obraz rewolucji zawarty w „Nie-Boskiej komedii”. Dla Zygmunta Krasińskiego rewolucja mająca wymiar antychrześcijański, skierowana przeciwko światu, który wyrasta z Bożych wartości, to akt stworzenia piekła przez człowieka. Jest ona sprzysiężeniem różnych „klubów”, których narzędziem walki staje się „nóż i obuch”. Walka rewolucjonistów jest w ostatecznym rozrachunku motywowana chęcią zemsty, zdobycia władzy pozwalającej na kreację nowej arystokracji. Ideologia, na którą powołuje się rewolucja, to tak naprawdę pretekst do tego, by dokonywać rzezi i usprawiedliwiać kierowanie się niskimi instynktami w rozprawie z tymi, przeciwko którym rewolucja jest skierowana. Zygmunt Krasiński rewolucję widział nie jako przejaw miłości, lecz nienawiści, pragnienia nieograniczonej swobody, wzbogacenia się poprzez grabież. Nie miał wątpliwości, że rewolucja zawsze jest próbą zniszczenia tradycji, złamaniem przymierza człowieka z Bogiem. Rewolucjoniści mają siłę niszczyć, ale nie mają siły, by tworzyć, mają głowy pełne krwawych myśli, ale brak w nich myśli, które byłyby zdolne tak przekształcić świat, by obietnice spełnienia równości, powszechnego szczęścia zostały spełnione.
Twórczość Zygmunta Krasińskiego jest jednocześnie wyrazem jego wielkiej miłości do Polski, którą w swoich utworach przedstawiał jako narzędzie wielkiej sprawy Bożej. W jego przekonaniu naród polski jako ten, którego tradycja jest budowana na szlachetnych wartościach, jako ten, który nie jest narodem agresorów, który „służy sprawie ludów”, odegra wielką rolę w kształtowaniu "epoki Ducha" w dziejach ludzkości. Krasiński wierzył, że przyjdzie taka chwila, kiedy ludzkość pójdzie „natchnień polskich pędem”. Ufał w pamięć potomnych, w to, że za ich sprawą nadejdzie taki czas, gdy jego twórczość „zwiędle zrzuci, a świeże przybierze” i że „w nie otulon, znów na jaw się” zbudzi… Oby tak się stało, bo z pewnością warto uczyć się ze stronic tego filozofa dziejów i wielkiego patrioty.

Dziękuję za przypomnienie tej rocznicy. Z wielką przyjemnością (jak zwykle) przeczytałam Pana notkę.
Nawet Pan sobie nie wyobraża, jak bardzo pasuje ona jako głos w dyskusji, która toczy się od miesiąca na moim blogu:)
Pozwolę sobię zacytować kilka fragmentów z podaniem linka do Pana.
Pozdrawiam niedzielnie i bardzo serdecznie:)
Bardzo dziękuję za słowa, w których za każdym razem wyczuwam słoneczność i serdeczność.
Dyskusji, o której Pani wspomniała, przyglądam się od dłuższego czasu. Jest bardzo interesująca, a poza tym jest przykładem prawdziwej dyskusji - takiej, którą dość rzadko można spotkać.
Dziękuję bardzo.
:)
Mt 7:21 "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
http://tradycja-2007.blog.onet.pl/
Dziękuję za słowa.
:)
:)
Próba detronizowania Boga jest w dzisiejszym świecie bardzo aktualnym tematem. Ludzie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy jakie są konsekwencje zabrania władzy Bogu.
Niestety są ludzie, którym w pewien sposób udaję się pozbawić Boga tronu. To osoby, które przestały patrzeć na innych ludzi przez pryzmat tego kim one są, a patrzą na nie przez to, co te osoby posiadają.
To prowadzi do ludzkiego nieszczęścia. Ludzie, którzy odrzucają władzę Boga, zaczynają na sobie budować fundamenty życia. W pewnym momencie sami ogłaszają się Bogami... Bogami, którzy nie tylko decydują o swoim życiu, ale także o życiu innych..
"Nie zabijaj! Nie cudzołóż! Nie kradnij!" są odrzucane w pierwszej kolejności.
"Nie zabijaj!" - Ludzie - bogowie dają prawo do zabijania nienarodzonych, do uśmiercania starców.
"Nie cudzołóż!" - Ludzie - bogowie zaczynają traktować innych jako przedmioty do zaspokojenia swoich żądz.
"Nie kradnij!" - Ludzie - bogowie ciągle powtarzają, że uczciwością nic nie jesteśmy w stanie osiągnąć.
Napisałam kiedyś taki wiersz o uśmierceniu Boga. Pierwszy raz publicznie uchylam swoją szufladę, więc uprzedzam, że to nie będzie wielkie dzieło:
Zburzenie domu
Byłem dzisiaj na pogrzebie
W ziemi zakopano Boga
I złożono na nim kamień
By już nie opuścił grobu.
- - - - - - - - - - - - - - - - - -
Wczoraj gdy zabrzmiał złoty róg
Cała ludzkość zerwała się,
Wyruszyła na wielki bój
Przeciwko wielkiej niewoli:
Nie zabijaj! Nie cudzołóż!
Nie kradnij! Nie pożądaj żon..
Początek walki był trudny
Bo czym pokonać Absolut?
Kosy nie mogły go zranić
Pięści nie mogły go skrzywdzić.
Aż krzyknął ktoś: „Nie kocham Cię”
I wtedy Bóg zaczął słabnąć..
Odrzuciliśmy swe kosy
A na usta weszły słowa
Okrutne i bez miłości.
Na koniec Jahwe do nas rzekł:
„Weszliście w niewolę prawa,
Aby swa wolność uzyskać”
I padł… skonał z nieczułości
Swoich najpiękniejszych stworzeń.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Właśnie wróciłem z cmentarza
Zdjąłem swą czarną koszulę
A wraz z nią wszystkie wartości
Które zawsze wyznawałem.
W sercu poczułem tępy
Bezlitosny żal stracenia.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Zburzyłem fundament domu
O który przez lata dbałem…
Pozdrawiam serdecznie :)
Rzeczywiście, prof. Maria Janiom pisała o antysemityzmie zawartym w dramacie Zygmunta Krasińskiego (np. w „Micie i twarzy”).
Pisała, że ten utwór jest przejawem obecności w polskiej kulturze „narracji prześladowczej”. Zadanie prof. Marii Janion narracja ta wyraża się w powtarzających się przez wieki w ludowych legendach, kościelnych kazaniach, pismach hagiograficznych obrazach przedstawiających Żydów, którzy w czasie rytualnych obrzędów dokonują rzezi chrześcijan. Pani Profesor mówi o istniejącym w świadomości Polaków micie Żyda, który stawał się pretekstem do nienawistnych działań skierowanych przeciwko „Żydowi rzeczywistemu”.
Jeśli zrozumiałem dobrze pogląd prof. Marii Janion, ów mit – niszczący, prowadzący do licznych zbrodni, mówiący m.in. o dążeniu Żydów do przejęcia władzy nad światem – jest trwałą częścią świadomości narodowej Polaków i nijak nie można go uśmiercić. Zdaniem prof. Marii Janion tkwi on uporczywie od setek lat w naszych umysłach, o czym według prof. Marii Janion mają świadczyć powtarzające się w historii akty zbrodni dokonywane u nas na Żydach (jako przykład oddziaływania tego mitu prof. Maria Janion podaje „pogrom kielecki z 1946 r.”).
Maria Janion wskazuje, że mit ten jest konsekwencją antyjudaizmu, że zrodził się na jego gruncie. W przekonaniu prof. Marii Janion zawarta w nim siła niszcząca została wyzwolona przez zniszczenie pozytywnych odczuć, jakie mieli ludzie żyjący na co dzień z rzeczywistymi Żydami. To zniszczenie nastąpiło, zdaniem prof. Marii Janiom, w wyniku „wpajania przekonania, że Żyd tylko na pozór nie różni się od reszty ludności, gdyż umie udawać i oszukiwać”, oddziaływania „demonologii chrześcijańskiej” czyniącej z Żyda czarownika, diabła, przez eksponowania „inności” Żydów. Za to zjawisko, jak sądzi prof. Marii Janion, odpowiedzialny jest Kościół („Dzieje Kościoła i jego wyznawców przetykane są historiami świętych dzieci umęczonych przez Żydów”).
W swoich rozważaniach prof. Maria Janion dowodzi, że wrośnięty w świadomość Polaków mit Żyda odczłowiecza Żydów, a tym samym prowadzi do zaniku współczucia. Powoduje zanik współczucia dla ofiar masakry, co w przekonaniu prof. Marii Janion, „potwierdziło się nawet w czasach Holocaustu”. Pani Profesor twierdzi, że stereotyp Żyda, który ukształtował się w naszej świadomości, zrodził chęć „mściwego czynu” i sprawił, że Polska stała się miejscem wykluwania się „pomysłów eliminacyjnych” („chęci pozbycia się Żydów oraz ich rzeczywistych lub wyimaginowanych wpływów takimi czy innymi środkami”).
Zdaniem prof. Marii Janion: „Tradycja narodowa i katolicka podsuwała dogodny obraz „wroga” – Żyda, który z czasem nawet był uważany za większe nieszczęście niż każdy z trzech zaborców lub wszyscy razem wzięci. Jej zdaniem ten obraz jest kluczem do zrozumienia „mentalności marzącej o jedności i solidarności społecznej i narodowej oraz wytwarzającej obrazy żydowskiego zagrożenia.”
Taka oto jest część świadomości Polaków, a jej literacki wyraz stanowi „Nie-Boska komedia” Zygmunta Krasińskiego. Straszna więc to książka. W przekonaniu prof. Marii Janiom bardzo narodowa.
Biorąc pod uwagę treść „Nie-Boskiej komedii”, powinni ją wykląć także lokaje, szewcy, chłopi, ateiści, rzeźnicy, wolne kobiety, wielbiciele Wielkiej Rewolucji Francuskiej, Włosi za Bianchettiego, rzemieślnicy, kapłani wolności, wszelcy poeci rewolucji, dziewice, zabójcy, filozofowie, Niemcy za Hermana, hrabiny i księżniczki, które porzuciły mężów, Hiszpanie za „klub hiszpański”, awangardowi artyści, no i potomkowie polskiej arystokracji.
Uwzględniając liczbę tych, których skrzywdził swoim dramatem Zygmunt Krasiński, trzeba powiedzieć, że to strasznie nienawistny utwór i bardzo niebezpieczny.
:)
Tak samo jak Ty Joanno sądzę, że „Nie-Boska…” to utwór, który pozwala zobaczyć charakter naszej współczesności i że jest przestrogą, nad którą warto się zastanowić.
Wiersz pieknie się łączy...Mądre słowa...
Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam.
dziękuję bardzo za tak obszerny wykład na temat mojego niezrozumienia "Nie-Boskiej komedii". Rzecz jasna, w Pana przekonaniu, powinienem się zachwycać wielkim dziełem genialnego "filozofa dziejów". Pragnę nadmienić tylko, iż nie piszę tego ironicznie. Raczej pragnę tylko przypomnieć kilka faktów, które niekoniecznie czynią z Zygmunta Krasińskiego męża opatrznościowego.
W Pana wywodzie nieco mieszają się wątki (czy raczej intencje) - raz poddaje Pan interpretacji dramat Krasińskiego, by po chwili stawiać na piedestale samego autora. No chyba że autor i jego dzieło to jedność! Biorąc pod uwagę romantyczny światopogląd,przyznaję, ma to swoje uzasadnienie.
Ale wracając do "genialnego filozofa dziejów"... Prawdą jest, że badacze literatury romantycznej jednogłośnie uważają dzieło Krasińskiego za dzieło wyjątkowe. Wyjątkowe tak ze względu na język potycki, ujęcie tematu romantycznego poety, wyjątkowe także choćby ze względu na młody wiek poety, gdy pisał swój dramat... ale jednak trącące fałszywą nutą właśnie ze względu na przemycane między wersami poglądy autora. Oczywiście każdy ma prawo do swoich przekonań, ale te wpajane Krasińskiemu od dziecka przez despotycznego ojca i nie mniej charyzmatycznego księdza Chiariniego, raczej nie powinny zasługiwać na pochwałę. Co prawda, nie mnie osądzać nieszczęśliwego (moim zdaniem) Zygmunta Krasińskiego... Jednak on nie wahał się osądzć innych. Jego uwagi na temat pochodzenia matki Mickiewicza, czy też jego własnych sąsiadów, niby niewinne, jednak podszyte były, delikatnie rzecz ujmując, dezaprobatą wobec tych gorszego pochodzenia wyżej wspomnianych osób.
Ergo.. Zygmunt Krasiński wielkim poetą jest, ale "wielkim filozofem dziejów i patriotą"? Hmmm.....
Również serdecznie pozdrawiam:)
Nic nie napisałem o "niezrozumieniu" przez Pana dramatu Zygmunta Krasińskiego. Jeśli z mojej odpowiedzi taki twierdzenie może wynikać, to proszę mi wybaczyć, tym bardziej, że choć nie należę do szkoły cyników, to Diogenesa z Synopy uwielbiam (wiem - paradoks).
:)
Prawdą jest, że jest mi obce ocenianie "Nie-Boskiej..." z perspektywy mitów nienawiści, archetypów, stereotypów. Należę do tych ludzi, którzy myśląc o złu, o jego przyczynach i skutkach, myślą tak jak Conrad w "Jądrze ciemności" czy Golding we "Władcy much".
Jeśli chodzi o mieszanie wątków: autor jako człowiek - autor jako twórca dzieła...celowo w tekście nie odwołałem się do biografii Zygmunta Krasińskiego, by ktoś nie pomyślał, że zachęcam do podziwiania go w całej jego rozciągłości istninia - byłoby to nierozsądne tym bardziej, że sam Krasiński potrafił być wobec siebie niezwykle krytyczny - wystarczy spojrzeć na na to, jak jest przedstawiony Mąż w "Nie-Boskiej..."
I jeszcze jedna sprawa: uważam, że jeśli ktoś jest "wielkim poetą", to i jest "wielkim filozofem"...wszak poezja to mowa uczuć, przede wszystkim to; bo cóż jest warta poezja, choćby była piękna formą, jeśliby nie miałaby w sobie ducha?
Pozdrawiam.
:)