Michał Boni wytłumaczył - umowa ACTA w niczym nie zmieni polskiego prawa. Wszystkie regulacje opisane w ACTA już są w polskim prawie. Tak stwierdził. Analizy prawnicy zrobili - prawnicy znający polskie prawo, dla rządu pracujący.
Powiem tak - widzę, że fachowcy od prawa zatrudniani przez nasze państwo są równie fachowi jak administratorzy państwowym serwerów. I równie fachowi jak tłumacze pracujący przy międzynarodowych umowach. Znaczy - popełniają błędy. Duże błędy. DUUUUUŻE.
Żeby zacząć lekko łatwo i przyjemnie zacznę od fachowości tłumaczy. Łatwo mi to przyjdzie - dorabiałem sobie kiedyś jako tłumacz, również przy podpisywaniu umów międzynarodowych, bywałem nawet służbowo w konsulatach. Jako 'były tłumacz' zdziwiłem się bardzo czytając już pierwszy artykuł dokumentu ACTA - wersja polska i angielska mają różne znaczenia. Jest błąd w tłumaczeniu. Czy można podpisać taką umowę ?
wersja polska:
"Żadne postanowienie niniejszej Umowy nie stanowi odstępstwa od żadnego zobowiązania Strony wobec jakiejkolwiek innej Strony wynikającego z istniejących umów, w tym porozumienia TRIPS. "
zdanie te jest stwierdzeniem oznaczającym, że żadne postanowienie umowy nie jest niezgodne z żadnym innym zobowiązaniem Strony, że żadne postanowienie nie 'uchwala odstępstwa'.
Okej - fajnie, przeanalizowano wszystkie umowy (każdej ze stron - każdego z krajów), i umowa ACTA jest tak zrobiona, że odstępstw nie ma (dużo pracy na pewno taka analiza wymagała).
A po angielsku ?
"Nothing in this Agreement shall derogate from any obligation of a Party with respect to any other Party under existing agreements, including the TRIPS Agreement"
'Shall derogate' - to jest klucz.
Angielska wersja mówi o tym, że nic w tej umowie nie może zmienić/unieważnić/zwolnić od innych zobowiązań.
widzicie różnice ? Stwierdzenia 'nie stanowi odstępstwa od zobowiązania' oraz 'nie może zwolnić od zobowiązania/nie zmieni zobowiązania' są różne. W wypadku różnicy między artykułem tej umowy a 'zobowiązaniem' - w wersji angielskiej wiemy - jak jest różnica, to 'zobowiązanie' jest ważniejsze. W wersji polskiej - hm... napisane, że różnicy nie ma. A jak komuś się wydaje, że jest, to jego problem ? ;) Bo przecież uchwalono, że różnicy nie ma... A to dopiero pierwszy artykuł :)
Ale nic to - to taka ciekawostka dotycząca tłumaczy. Ciekawostka językowa. Pewnie się znajdzie ktoś, kto powie, że to 'prawniczy język', i że wiadomo, o co chodzi. Ale przecież jest to wciąż język polski, prawda ?
Teraz do adremu - czyli ciekawostka dotycząca prawników. Którzy stwierdzili, że "to, co w ACTA jest już w polskim prawie".
Jeżeli znajdę jedną różnicę, to wystarczy, by powiedzieć 'nieprawda' - prawda ?
To lecimy...
Artykuł 27 (o którym pisałem już poprzednio)
6. Aby zapewnić właściwą ochronę prawną oraz skuteczne środki ochrony prawnej, o których mowa w ust. 5, każda ze Stron zapewnia właściwą ochronę prawną co najmniej w odniesieniu do:
a) w stopniu określonym swoim prawodawstwem:
(i) nieupoważnionego obchodzenia skutecznego środka technicznego dokonanego świadomie lub z dużym prawdopodobieństwem świadomie; oraz
(ii) oferowania do publicznej sprzedaży urządzenia lub produktu, włącznie z programami komputerowymi, lub usługi jako metody obchodzenia skutecznego rodka technicznego; oraz
b) produkcji, przywozu lub rozpowszechniania urządzeń lub produktów, włącznie z programami komputerowymi, lub świadczenia usług, które:
(i) są głównie zaprojektowane lub wyprodukowane w celu obchodzenia skutecznego środka technicznego; lub
(ii) mają jedynie ograniczony cel handlowy inny niż obchodzenie skutecznego środka technicznego
w skrócie i na przykładnie - umowa ACTA zobowiązuje nas do 'posiadania prawodawstwa' karzącego za tworzenie oprogramowania, które może służyć wąskiemu gronu do np. nagrywania wszystkiego, co komputer wyświetla na ekranie na twardy dysk, a znacznie szerszemu gronu do zapisywania filmów odtwarzanych z zabezpieczonego DVD do niezabezpieczonego pliku.
Teraz obecne prawo autorskie:
art. 118(1) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
1. Kto wytwarza urządzenia lub ich komponenty przeznaczone do niedozwolonego usuwania lub obchodzenia skutecznych technicznych zabezpieczeń przed odtwarzaniem, przegrywaniem lub zwielokrotnianiem utworów lub przedmiotów praw pokrewnych albo dokonuje obrotu takimi urządzeniami lub ich komponentami, albo reklamuje je w celu sprzedaży lub najmu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.
2. Kto posiada, przechowuje lub wykorzystuje urządzenia lub ich komponenty, o których mowa w ust. 1, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to różnica między 'urządzeniem lub komponentem' a oprogramowaniem. Hardware vs. software. Biedny prawnik rządowy nie widzi różnicy. A może sobie interpretuje, że program to urządzenie ? Ciekawe...
Nawet gdyby, to dalej jest jeszcze ciekawiej.
Według aktualnie obowiązującego prawa (w Polsce) nie można wytwarzać urządzeń do niedozwolonego usuwania/obchodzenia zabezpieczeń. Czyli - jeżeli z jakichś przyczyn (np. wykonanie kopi dla celów bezpieczeństwa) mam prawo skopiować, to jeżeli obchodzę zabezpieczenia - nie przekraczam prawa. Inna sprawa, że te zdanie w ustawie to potworek - zabraniamy niedozwolonego usuwania zabezpieczeń ;) A skąd wiem, które jest dozwolone, a które nie ? Całe szczęśćie to jest temat dawno przerabiany przez prawników - wiadomo, że istnieją sytuację, w których 'nabywca' może wykonać kopię, i nie każde kopiowanie jest nielegalne, nie każde obchodzenie zabezpieczeń jest nielegalne.
Według ACTA kara powinna być za samą produkcję czegoś (w tym oprogramowania), co pozwoli na obejście zabezpieczeń - punkt b)(ii). Punkt a) (i) zawiera słowo 'nieupoważnionym', ale w b)(ii) tego słowa nie ma.
Jak widać - ACTA rozszerza zakres działań penalizowanych. W rzeczy typu 'przeznaczone do' i różnicę tej frazy w stosunku do 'mają jedynie ograniczony cel handlowy inny niż ..' nie będę już wnikał, bo po co. Różnica jedna wystarczy. Jest rozbieżność. Q.E.D.
Panie Boni - proszę zmienić prawników, a dla mnie wypłacić 1/10 wynagrodzenia, które wzięli za analizę jako bonus dla dociekliwego obywatela ;) Albo inaczej - proszę mi nic nie płacić, ale następnym razem spytać - okej ? Bo jak widać potrafię czytać ze zrozumieniem lepiej niż Pańscy prawnicy. I odróżniam 'urządzenie' od oprogramowania. Hardware od software'u. A to przecież wiedza tajemna, dostępna tylko wybranym - za coś takiego to się grube miliony należą. A ja tu tak charytatywnie, na blogu - ech, naiwny jestem...

Żal, że już pozamiatane...
Pozdrawiam
Jest konstytucja i artykuł 54:
1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.
Mogę rozpowszechniać informację - na przykład kod źródłowy programu napisanego przeze mnie, który pozwala na obejście zabezpieczeń. Albo - nawet nie kod źródłowy, ale instrukcję opisującą, jak taki program napisać (w celach naukowych/szkoleniowych).
Żeby mi tego zabronić, trzeba zmienić konstytucję.
Żeby cenzurować prewencyjnie internet (a przynajmniej jego części), trzeba zmienić konstytucję.
Mamy Trybunał Konstytucyjny całe szczęście.
Zresztą czego się spodziewać po ludzkiej szmacie, która przez lata nie potrafiła się przyznać do wysługiwania się zbrodniarzom z SB?
Z ciekawości podrzuciłem angielski tekst Googlowi do przetłumaczenia.
Bezmyślna maszyna z ogólnym słownikiem dala odpowiedz:
"Postanowienia niniejszej Umowy nie naruszają jakiekolwiek zobowiązania Stron w odniesieniu do każdej innej Strony w ramach istniejących umów, w tym porozumienia TRIPS"
No cóż. Radek S. dostaje gotowce po angielsku zza granicy wiec młoda Rostowska ma "wolne moce" przerobowe. Mogli ja zapytać... :)
Jak napisałem w dzisiejszej notce, i tak "odrzucam" ten dokument a priori, ale dzięki za merytoryczne argumenty. Dobra robota. Ciekawe, czy jakiś dziennikarz podejmie temat i szerzej go rozpropaguje.
I po robocie: w Twoim tłumaczeniu jest to zupełnie inna kwalifikacja prawna! Zupełnie inny obszar prawa - obligatoryjny na dodatek. Więc groźny w przypadku przyjęcia: nie ma możliwości wycofania się.
Nota dla tłumaczy: dwója na szynach.
Polskie prawo: projekty ustaw, ustawy - są pisane bardzo często językiem, który jest absolutnie nie do przyjęcia.
To pokazuje jasno - zgadzam się a Markiem Migalskim - politycy (większość, i to bez względu na partię) nie wiedzą, za czym głosują - szczególnie w sprawach wymagających wiedzy, lub porządnej analizy. W sprawach 'moralnych' - wiedzą. W sprawach ekonomicznych - mają ekonomistów. W sprawach 'fachowych' jest gorzej.
W informatyce jest totalne dyletanctwo. Od wielu lat kosztuje nas to kilka miliardów rocznie. Niedługo o tym napiszę w szerszym kontekście.
KTO ZASTAWIA SIECI?
Może nadal oszczędza w ten sposób?
Przy okazji - pretekstem do niewywiązywania się z pierwszych umów pomiędzy USA i Japonią były różnice w tłumaczeniu traktatów. Ale to było 150 lat temu.
Jeśli ma Pan jakiś poważny zarzut w stosunku do tego dokumentu to się chętnie odniosę.
AQ zresztą...internet nie jest państwowy.
Pozdrawiam
A różnica między 'urządzeniem' a 'programem komputerowym', dodatkowo nie 'przeznaczonym' a 'mają jedynie ograniczony cel handlowy inny niż...' jest wielka.
Dla studentów oznacza to na przykład zakaz (pod sankcją karną) pisania programu do złamania zabezpieczeń. A tylko tak da się poznać/nauczyć pewnych technologii.
powiem więcej - (powtórzę) nie będzie można legalnie napisać programu do nagrywania tego, co na monitorze (bo chcę sobie z gierki film zrobić), bo większość ludzi to może wykorzystać do obchodzenia zabezpieczeń cyfrowych (to, co taki program zapisuje to rozkodowany strumień danych lecących na monitor).
Dalej - jeżeli uznamy, że produktem jest artykuł w prasie (a jest - jeżeli ktoś go kupuje), to nie można napisać artykułu, w którym opisze się metody zabezpieczeń w taki sposób, że na podstawie tego artykułu można jest złamać.
I wiele innych konsekwencji.
Jasne?
2. Z artykułu o którym Pan napisał, że wnosi coś nowego do prawa wyczytuje Pan treści których w nim nie ma. Nie ma w nim zakazu tworzenia i sprzedawania oprogramowania, które może być wykorzystane do przestępstwa, ale zakaz oferowania oprogramowania jako skutecznej metody obejścia zabezpieczeń. Czyli nie mogę sprzedawać programów jako służących do obchodzenia zabezpieczeń, ale mogę sprzedawać te same programy jako służące na przykład do robienia filmowych zrzutów z ekranu.
Zróbmy burzę i awanturę skoro rząd jest bezwładny i nie jest w stanie wyegzekwować poszanowania prawa od swojego podwładnego płk. Michała Chrzanowskiego, obecnego dyrektora NASK (jest on byłym Dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa Teleinformatycznego ABW, mianowanym na to stanowisko przez prof. Barbarę Kudrycką, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego). Płk. Chrzanowski ma w głębokim poważaniu prawa państwa polskiego do domen narodowych!
Czy poza tą kwestią są jakieś naprawdę poważne zarzuty w stosunku do tego dokumentu?
Genialne! Państwo ma wspierać "nieformalne mechanizmy".
Jakie? W jaki sposób? Przez kogo?
Panie Boni prosze o wyjasnienie.
2. "...Nie ma w nim zakazu tworzenia i sprzedawania oprogramowania, które może być wykorzystane do przestępstwa, ale zakaz oferowania oprogramowania jako skutecznej metody obejścia zabezpieczeń..."
Nie doczytał Pan. Po pierwsze - w polskim prawie jest mowa o urządzeniach, w ACTA o oprogramowaniu. Jest różnica. A po drugie - ACTA mówi właśnie o oprogramowaniu, które MOŻE być wykorzystywane do obchodzenie zabezpieczeń:
"...mają jedynie ograniczony cel handlowy inny niż obchodzenie skutecznego środka technicznego..." - proszę to przemyśleć.
Jeżeli będę je sprzedawał 'jako program do zrzutów z ekranu', to będę robił tak, jakbym sprzedawał dopalacze w celach kolekcjonerskich.
Poza tym - ACTA penalizuje pisanie/import/dzielenie się z kolegami softu do obchodzenia zabezpieczeń W KAŻDYM RPZYPADKU (również w celach naukowych) - polskie prawo obecnie takiego czegoś nie penalizuje.
Chyba troche pan przesadza:
SJP definiuje :"odstępstwo:"
1. «odstąpienie od jakichś zasad, idei, wartości»
2. «postępowanie niezgodne z panującą normą
Słownik, np Hornby'ego definiuje tak czasownik frazowy "derogate from":
"to ignore a responsibility or duty", czyli ( wedle Słownika PWN:"uchylić, naruszyć eg. prawo.
Nie stanowić odstępstwa czyli nie odstępować niezgodnie z zasadami lub normą, to jednak pokrywa się z naruszaniem prawa. Rzecz jasna, mozna to było sformułować jasniej i klarowniej, ale nie dopartywałbym się zła dokonanego z premedytacją.
Pozdrawiam,
AH.
Za to "posiadacz praw" w kontekście znaku towarowego, jest z punktu widzenia prawa polskiego konstrukcją dość rewolucyjną. Raczej mówimy o "dysponencie," "twórcy," "podmiocie, któremu przysługuje dane prawo" albo po prostu "uprawnionym." Posiadanie jest rozumiane jako faktyczne władztwo nad rzeczą (niekoniecznie zgodne z prawem). Co więcej, jak byk w oryginale stoi "owner," czyli "właściciel," co też nie pasuje w prawie polskim. Oczywiście, kontekstowo można dokonać prawidłowej wykładni, ale to inna para kaloszy.
Podobnie różnie można interpretować 'w stopniu określonym swoim prawodawstwem'. Tym bardziej, że to masło maślane - mamy wprowadzić prawo w stopniu określonym prawodawstwem. W oryginale:
'to the extent provided by its law'.
I druga sprawa - te 'w stopniu określonym' odnosi się TYLKO do czynności opisanych w punkcie a), nie ma tego w punkcie b)
2. Ja nie odnoszę się do tego, czy ACTA zmienia coś w polskim prawie czy nie, do tego musiałbym znać dokładnie całość polskiego prawa razem z orzecznictwem i przeczytać ACTA. Szkoda mi na to czasu. Ja widzę fragment, który Pan zacytował i widzę skutki prawne, które Pan z niego wywodzi. I to co mogę stwierdzić, to fakt, że w tym fragmencie nie widzę uzasadnienia dla Pańskich wywodów.
Jeżeli oprogramowanie ma cel naukowy, to już nie jest oprogramowaniem, którego głównym celem jest obchodzenie zabezpieczeń. Program do robienia zrzutów ekranowych służy do robienia zrzutów ekranowych, i twierdzenie, że na podstawie ACTA można go zakazać, gdyż ma "jedynie ograniczony cel handlowym" różny niż obchodzenie zabezpieczeń jest absurdalne.
Twierdzę tak, bo córka znajomego dostała zlecenie tłumaczenia dokumentów unijnych. Było to zlecenia załatwione przez tatusia w MON. Całkiem dobra kasa. Nie wiadomo co z tego wyszło. Dziewczyna była po szkole średniej, rozpoczynała dopiero studia. Język angielski znała ze szkoły i wyjazdu na wycieczkę. Angielski jest często wieloznaczny, wszystko zależy jakiej dziedziny dotyczy.Dam przykład języka technicznego dotyczącego papiernictwa;
doctor blade = ostrze skrobaka, head box - wlew maszyny papierniczej. Już spotkałam takich co przetłumaczyli "nóż od doktora"
Nieprawda. Mamy jeden język - polski; w tej umowie posługujemy się tym językiem, zakres jest zmieniony; ten sam zakres można byłoby oddać lepszą jakością tłumaczenia.
2. " Ja nie odnoszę się do tego, czy ACTA zmienia coś w polskim prawie czy nie". A ja się odnoszę, i tego dotyczy ten artykuł. Pan sie odnosi nie do tez, które stawiam. Moja główna teza 'by wypełnić ACTA musimy zmienić prawodawstwo'. Jest ona zaprzeczeniem tego, co mówił Boni.
co do reszty - proszę jeszcze raz przeczytac uważnie to, co pisałem.
"Konwencja dotyczy spraw uregulowanych w ustawach i normy z niej wywodzone będą wchodziły w interakcję z normami prawa polskiego. Bedą m.in. powodowały, że przy wykorzystaniu normy kolizyjnej lex superior derogat legi inferiori (na podstawie art. 91 Konstytucji RP) wykluczone będzie zastosowanie norm wynikających z ustawy."
Tak to ustawa nadrzędna (umowa międzynarodowa ma po ratyfikacji większą moc prawną niż zwykła ustawa) uchyli ustawy podrzędne - zgodnie z przytoczoną zasadą.
I będzie pozamiatane.
Z rzetelną opinią prawną można się zapoznać na stronie www.giodo.gov.pl
To co, dobrego prawnika do pracy w kancelarii już mamy ... :). Jeszcze potrzeba kilku ministrów i można budować własny rząd.
A tak swoją drogą, to czy taka umowa w ogóle jest do podpisania ? Przecież prawo stanowi Sejm - to co, możemy się zobowiązać, że wprowadzimy takie prawo ? A jak posłowie zagłosują inaczej, to co ? Złamiemy umowę ? ;) Kara będzie ?
O co tu w ogóle chodzi ? A może taka umowa jest w ogóle nieskuteczna, bo nie rząd podpisując ją nie ma pewności jej realizacji ?
Jest przeciez roznica pomiedzy nozem, dlugopisem, stolkiem, kubkiem....... a "oprogramowaniem" walki Wing Tsun, gdzie mozna sie nauczyc jak tymi rzeczami w pare sekund kogos zabic. Czyli powinno sie takze zabronic produkcje tych rzeczy, poniewaz jest wielu ktorzy posiadaja ta wiedze z nauk Wing Tsun.
Jezeli idziemy dalej ta droga, to nie moge rozebrac computera firmy Apple i zobaczyc jak dziala, poniewaz jest to tak zwany "Reverse Engineering".
Czyli rozlozenie zegarka na czesci. Dotyczy to prawo TAKZE oprogramowaniu.
"Copyright" czyli "right to copy" ("prawo/licencja/zezwolenie do kopiowania" jakiegos zestawu informacji; obojetnie czy jest to "hard-" czy "software") dotyczy tylko udostempnieniu tych informacji komus innemu bez wykupienia tych praw autorskich.
To ze potrafie (i moge) spojzec w zestaw kodu jakiegos programu (za pomoca oprogramowania do tego stworzonego), nie znaczy ze mam prawo czesci tego kodu uzywac, rozprzestrzeniac lub sprzedawac.
To JEST czescia nauki. W innym wypadku, "copyright" zabranialby uzywanie tych samych nut, slow, akordow lub tego samego syntaxu w opragramowaniu; absolutna bzdura. Ucze sie z obserwacji, poprzez rozlozenie procesu na czesci, interpolacje lub (w idealnym wypadku), polepszenie tego procesu.
Prawo autorskie sie konczy, gdzie moje prawa, lub prawa autorskie innych sie zaczynaja; tu chodzi o pewien ZESTAW informacji, ktory jest oryginalny i nie wystempuje w tej formie, a nie o jego czesci, ktore sa wymienialne, lub czescia "creative commonwealth", czyli "kreatywnej wspolnoty".
Jezeli WYMYSLISZ nowe slowo i je "zapatentujesz", powiedzmy "fnord", i to slowo ma tylko to jedno znaczenie, to ma pan prawa autorskie, ale nie ma pan prawa mi zabronic "rozlozyc" to slowo na literki, poniewaz nie posiada pan automatycznie prawa uzywania jako jedyny literek "f", "n", "o", "r" czy "d". Czyli jak ja wymysle przez anagram "dnorf", to nie posiadasz automatycznie do tego slowa TAKZE prawa autorskie.
Czy rozumiesz ze bez tych praw, przedewszystkim "reverse engineering", kazda firma moglaby ROBIC CO CHCE, i uzywac czesci "copyright" innych firm? Kopiowanie juz TWOJEGO oprogramowania jest TWOIM prawem, nikt nie moze Tobie tego zabronic; zabronic mozna tylko kopiowanie i udostempnianie tej kopii komus, kto tej licencji nie wykupil SAM.
Jak myslisz, jak n.p. firma Google wie, ze Microsoft uzywa w jakims tam programie ich kodu, BEZ "reverse engineering"?
2. Przeczytałem uważnie Pański tekst, a niektóre fragmenty nawet kilkukrotnie. Przeczytałem też Pańskie komentarze (nie tylko do moich wpisów). To co Pan twierdzi odnośnie tego, co znaczą zacytowane fragmenty ACTA, według mnie jest nieprawdą. W związku z tym dlaczego mam polegać na Pańskim twierdzeniu, że te zapisy wnoszą coś nowego do polskiego prawodawstwa. Na przykład dlaczego słowo ,,komponent'' nie może odnosić się do programu. W moim odczuciu taka interpretacja jest znacznie bardziej uprawniona niż Pańska interpretacja zapisów ACTA. Pomijając, że polskie prawo składa się z nieco większej liczby artykułów niż przez Pana zacytowane.
Jak już pisałem nie odnoszę się do całości ACTA czy całości polskiego prawa, tylko do tego fragmentu na którym Pan się skupił.
Pragnę wyjaśnić małe nieporozumienie. To co mówi sama umowa na temat sposobu wprowadzania jej przepisów , a co Pan znakomicie wychwycił, nie ma wpływu na stan prawny po ratyfikacji umowy. Tu jest pies pogrzebany. Umowa ratyfikowana zgodnie z konstytucyjnym porządkiem prawnym będzie traktowana zgodnie z zasadą „Lex superior…” i właśnie, jak to Pan ujął „automatycznie” zastąpi każdą normę kolidującą. Do tego nie jest potrzebna zmiana prawa.
Inaczej - 'komponent urządzenia' to byt fizyczny, a nie wirtualny (informacja). W 'odczuciu' to może i się program jako 'komponent' łapie - rozumiem Pana intuicję, ale w tym wypadku trzeba się posługiwać formalizmami, a nie intuicją.
Abt wyjaśnić o co tu chodzi wystarczy przejrzeć uważnie historię negocjacji ACTA.
Niesłychany pośpiech w jakim ma być ona podpisana wynika z próby uniknięcia obowiązku ratyfikacji poprzez zgodę wyrażoną w ustawie uchwalonej przez Sejm. Dlaczego? Dlatego, że dotyczy ona m.in. „wolności, praw lub obowiązków obywatelskich zawartych w Konstytucji”. Aby taką ustawę uchwalić trzeba mieć 2/3 głosów w Sejmie i 2/3 głosów w Senacie. I tu jest wyjaśnienie.
Ale - zapisy mówiące o 'prewencyjnej cenzurze' nie wymagają doprecyzowania tego rodzaju - faktycznie jest tu kolejne niebezpieczeństwo, bo część ACTA (dotyczące cenzury) może obowiązywać od razu po ratyfikacji. Wszystkie artykuły odnoszące się do decyzji administracyjnych sądu (a nie kar osądzonych w procesie) faktycznie mogą obowiązywać od razu... Będę musiał się trybowi tej ustawy przyjrzeć, żeby zobaczyć po co podpisujemy, skoro nie wiemy, czy się zgadzamy (czekamy na sejm).
Niestety, najwierniejsze tłumaczenie nigdy nie będzie całkowicie wierne oryginałowi, bo każdy język ma trochę inną semantykę pojęć,
w związku z tym każda umowa musi być interpretowana w języku oryginału,
i tu od razu wychodzi zasadnicza wada międzynarodowych umów, które z natury rzeczy nie są umowami pomiędzy równymi sobie stronami, jedna ze stron rozumie treść umowy, a druga tylko się jej domyśla.
sformułowania:
"nie zwalnia od jakiegokolwiek zobowiązania"
i
"nie stanowi odstępstwa od żadnego zobowiązania"
są równoważne,
tymczasem dla osób posługujących się językiem polskim,
pierwsze oznacza ograniczenie skutków umowy,
a drugie deklarację jakości umowy, mówiącą, iż obecnie zawierana nie jest sprzeczna z istniejącymi
aby sens był podobny, trzeba by napisać, iż
"nie może być przyczyną odstąpienia od jakiegokolwiek (już instniejącego) zobowiązania"
A tak swoją drogą, dlaczego nikt nie czepia się?
"nothing in" i "żadne postanowienie"
moim zdaniem, jest to zawężenie sensu.
A najlepiej, to spróbować przetłumaczyć w odwrotnym kierunku bez świadomości sformułowania oryginału.
A tak przy okazji proszę sobie przeanalizować dla zabawy taki kawałeczek obowiązującego prawa:
Art.4 1. Akty normatywne, zawierające przepisy powszechnie obowiązujące, oglaszane w dziennikach urzędowych wchodzą w życie po upływie czternastu dni od dnia ich ogłoszenia, chyba że akt normatywny określi termin dłuższy.
Art. 5 Przepisy art. 4 nie wyłączają możliwości nadania aktowi normatywnemu wstecznej mocy obowiązującej, jeżeli zasady demokratycznego państwa prawnego nie stoją temu na przeszkodzie.
To są paragrafy z ustawy o ogłaszaniu aktów noratywnych i niektórych innych aktów prawnych.
I tyle w tym temacie. Pisze zresztą o tym wyże vitello.
Bardzo dobrze, że zwrócił Pan uwagę na to.
proszę o konkrety nie o inwektywy.
Takie "zabezpieczanie" to tylko PR. Nie ma bowiem możliwości ustawowego ograniczenia norm ustanowionych ratyfikowaną umową międzynarodową.