Promowanie wzorców prospołecznych bywa zajęciem niewdzięcznym. Zwłaszcza w epoce powszechnego pędu do samorealizacji. Raz jeszcze przekonałem się o tym na własnej skórze.
Wciąż dochodzę do siebie po nieoczekiwanych „atrakcjach”, które dane mi było przeżyć w piątek 12 sierpnia b.r. Na pobliskim placu zabaw o mały włos nie zostałem zatłuczony na śmierć. Zanim opowiem jak to było, małe wprowadzenie.
Dzięki staraniom osób aktywnych społecznie nasze blokowiska stają się miejscem przyjaznym dla najmłodszych. Powstają nowoczesne ogródki z instalacjami do mini-wspinaczki, piaskownicami, huśtawkami i karuzelami. W porze dziennej zaludniają je maluchy z rodzicami i opiekunami. Wieczorem – miejscowi pijaczkowie, dealerzy i blokersi.
Z ostatnimi z wymienionych bliższe spotkanie trzeciego stopnia przerabiałem przed paroma laty. Czterech sfrustrowanych około dwudziestoletnich ziomali w typowy dla siebie sposób uświadomiło mi naruszenie ścisłego terytorium plemiennego. Dla trzech z nich skończyło się to wyrokiem jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.
Mnie natomiast wydarzenie to utwierdziło w przekonaniu, że skala powszechnego schamienia i bandytyzmu, zależy również od naszego przyzwolenia na niedopuszczalne zachowania. I że nie są to tylko czcze słowa teoretyków prawa karnego, albo papierowe zaklęcia koncesjonowanych publicystów. To twarda rzeczywistość.
I muszę wyznać, że widok kolorowo odzianych, noszących fryzury podobne do mojej, podkurzonych sympatyków sportu, którzy w miejscach publicznych i/lub w środkach komunikacji miejskiej swobodnie – a kosztem bliźnich - się samorealizują, zasadniczo nie wprawia mnie w onieśmielenie. Wręcz przeciwnie. W podobnych przypadkach chętnie nawiązuję kontakt.
I choć zazwyczaj interlokutorzy w mniej lub bardziej barwny sposób zachęcają mnie do nie wtrącania w nie swoje sprawy (co nieodmiennie opatrzone zostaje obietnicą zastosowania srogich sankcji), jeśli decyduję się na interwencję, nie taję przed drugą stroną, że tego rodzaju argumenty mnie nie przekonują. Efekty? Cóż, bywa różnie. Od (choćby tylko chwilowego) powrotu chuliganów na łono społeczeństwa, po pacyfikację i - jak w wyżej przytoczonym przykładzie – wyrok.
Oczywiście podejmując działania w obronie zasad i, szumnie mówiąc, dobra powszechnego, narażamy się na niemałe ryzyko. Jeśli jednak ktoś, tak jak ja, ośmiela się stawiać innym za wzór najpiękniejsze obywatelskie wzorce, wypada, w razie potrzeby, choćby w najmniejszym stopniu okazać im wierność. I słowem, i czynem. Ten patos być może wydaje się trochę na wyrost, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie, zważywszy, że od kilku dni mogłem przebywać w krainie wiecznych łowów.
A jak to było dokładnie? Po kolei. Wczesnym popołudniem na placu zabaw (z którego notabene korzystają również pociechy moich znajomych i krewnych), dostrzegłem rosłego mężczyznę, który wspinał się po instalacjach dla dzieci. Być może jestem w błędzie, ale wydaje mi się, że nie trzeba mieć od razu doktoratu z pedagogiki, socjologii, fizyki, czy architektury, by rozumieć, że takie jak te na ilustracjach zjeżdżalnie i karuzele, nie są przeznaczone dla dzidziusiów koło trzydziestki, o wadze ok.90 kg i wzroście 190 cm.
Zauważywszy, że wspomniany osobnik, zszedł z „lady” dziecięcego „sklepiku” i swobodnie rozsiadł się na karuzeli (z której to zabawki zdarzyło mi się już przeganiać miejscowy element), podszedłem doń i grzecznie (używając formy per „pan”) zapytałem, dlaczego siedzi na karuzeli przeznaczonej dla małych dzieci i czy nie rozumie, że jeśli wszyscy będą tak się zachowywać, niebawem ten piękny plac zabaw będzie zdewastowany. W odpowiedzi mój rozmówca oznajmił, żem śmieszny i że najlepiej zrobię, jeśli czym prędzej zejdę mu z oczu, albowiem nie chce mnie bić przy dzieciach, z którymi tutaj przyszedł. Obserwujące to kobiety – żona i sąsiadka mężczyzny oraz jeszcze jedna dama – stwierdziły przytomnie, że „przecież się nie kręci” no i w ogóle czego chcesz człowieku. Jedna z pań dodała, iż niewątpliwie jestem nienormalny i powinienem udać się do wariatkowa. Siedzący na karuzeli trzydziestoletni chłopczyk raz jeszcze, tym razem soczyściej polecił mi oddalić się, nazwał wariatem i pedofilem, a następnie zagroził, że jeśli polecenia nie spełnię, to mnie tu zaraz zabije.
Nie przekonany formą i treścią użytych argumentów, zaproponowałem jednakowoż odejście na bok. Facet, lżąc mnie wulgarnie powtórzył po raz ostatni, że zostanę zaje…ny, a następnie - chwytając ostry kamień wielkości połowy paczki papierosów - rzucił się na mnie. Otrzymałem pierwszy cios w głowę i obaj wylądowaliśmy na trawniku. Zapewniając w trakcie szamotaniny, że zaraz zginę, mężczyzna wielokrotnie i z całej siły uderzył mnie kamieniem w głowę, rozcinając skórę i wywołując obfite krwawienie. Po dobrej chwili na tyle udało mi się obezwładnić napastnika, że znaleźliśmy się w klinczu. Widząc okrwawiony kamień w pięści napastnika zwróciłem się do jego stojącej obok żony o przekonanie męża, by pozbył się tego niebezpiecznego narzędzia, gdyż inaczej ja nie zwolnię uścisku, którym go unieruchomiłem. Po pewnym czasie perswazja małżonki odniosła skutek i rozdzieliliśmy się.
Naturalnie byłem w szoku, ale silniejsze od bólu było moje zdumienie. Oczywiście byłem trochę zdziwiony, że w takim miejscu, o takiej porze i z tak błahego powodu można się pożegnać z życiem. Natomiast naprawdę nie mogłem pojąć, dlaczego widząc mą rozbitą głowę i zakrwawioną twarz, odciągany przez żonę na bok facet, nadal, i to przez kilka minut, wykrzykiwał, że mnie zabije i że o pomoc w tym przedsięwzięciu poprosi kolegów.
Sami powiedzcie: czy to nie lekka przesada? Człowiek, któremu ośmielono się zwrócić uwagę na niewłaściwe zachowanie, grozi drugiemu śmiercią, a po chwili przystępuje do realizacji tego zamiaru. Chwytając niebezpieczne narzędzie, rzuca się na przeciwnika, uderza, powala i wielokrotnie wymierza ciosy w głowę, powodując poważne obrażenia. Zaś po „remisowym” zakończeniu, nadal obiecuje napadniętemu, że wkrótce – sam lub z pomocnikami – go zabije.
Pewnie dzięki adrenalinie numer 112 byłem w stanie wybrać samodzielnie. Zresztą, zdaje się, nikt inny nie chciał się w to mieszać. Po ok.20 minutach pojawił się radiowóz i wspólnie poczekaliśmy (kolejnych kilkadziesiąt minut) na karetkę. Na pogotowiu spory ruch, więc czekanie, zakładanie szwów, tomografia głowy. Wieczorem wizyta na komisariacie, zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wniosek o ściganie sprawcy.
Warto dodać, że człowiek, który rozwalił mi głowę kamieniem to przeciętny mieszkaniec blokowiska. Żaden bandzior. Ojciec dwojga dzieci, zamieszkały w sąsiednim bloku. Najciekawsze być może to, że mój kamieniarz to…pracownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w krakowskim Szpitalu Wojskowym przy ul.Wrocławskiej. Być może nawet sanitariusz…
I pewnie nie poświęcałbym tematowi tyle miejsca, gdyby nie to, że trzy dni po zdarzeniu, facet ewidentnie nabrał ochoty uświadomienia mi, jaki jest morał piątkowej przygody. Co z tego wydarzenia zrozumiał on sam i co – jego zdaniem – powinienem wynieść ja. Sprawca, mając świadomość gdzie mieszkam, ostentacyjnie wrócił na miejsce akcji, by (nieświadomie) dać mi się sfotografować.
Ponieważ tzw. czynności dochodzeniowo-śledcze wciąż trwają, kwalifikacja czynu nie jest jeszcze przesądzona. Sądzę jednak, że już na tym etapie można zastanowić się nad pewnymi kwestiami.
To prawda, trupa nie ma. Ale czy nie było - i czy nadal nie ma - z a m i a r u ukatrupienia? A o czym świadczą wielokrotnie powtórzone groźby pozbawienia życia i realizujące owe groźby czyny? A czy zachowanie sprawcy trzy dni po zdarzeniu, to dowód jego skruchy, czy przejaw aroganckiego przekonania o bezkarności?
I dwa pytania na marginesie. Czy można się spodziewać, że gdybym – w chwili zwracania uwagi trzydziestolatkowi na karuzeli – był ubrany w mundur funkcjonariusza publicznego (policjanta, strażnika miejskiego itd.), spotkałbym się z podobną odpowiedzią?
I ostatnia kwestia. Czego zwykły obywatel może oczekiwać ze strony rozwydrzonych, odurzonych kilkunastolatków, jeśli dwudziesto, trzydziestoparoletni ojciec rodziny, urażony zwróceniem uwagi, może nas ot tak sobie zatłuc na śmierć?



http://wiatrowki.pl/blogs/entry/Zoraki-R1
pozdr.
"I ostatnia kwestia. Czego zwykły obywatel może oczekiwać ze strony rozwydrzonych, odurzonych kilkunastolatków, jeśli dwudziesto, trzydziestoparoletni ojciec rodziny, urażony zwróceniem uwagi, może nas ot tak sobie zatłuc na śmierć?" - otóż to! Nie dziwmy się gimnazjalistom. Takie mają wzorce i to nie z TV tylko w realu.
Pozdrwiam
A co do Pańskich refleksji na temat stanu ludzkiego rozumu, to pozwolę sobie na przypuszczenie, że szybko uległby on zmianie, gdyby kary były orzekane bez zawieszenia, nawet jeśli miałyby być relatywnie niskie.
Jestem też - jako znany oszołom - generalnie za tym, by przy orzeczonej karze powyżej 6 miesięcy jeden miesiąc podlegał bezwględnej odsiadce, a dopiero pozostałych 5 było zawieszanych.
Mam nadzieję, że Pańska przygoda nie pozostawi trwałych śladów.
Pozdrawiam
Wszyscy się ostrzegamy prze możliwością utraty zdrowia lub życia i okradzeniem.
Dość tolerancji dla bandytów!
Serdecznie pozdrawiam.
Poniższe refleksje to, ośmielam się sądzić, ciekawy przyczynek do rozważań. Chyba nie tylko dla socjologów, prawników, etyków, pedagogów i duszpasterzy.
Pisownia oryginalna, numeracja moja.
(1) ojejq
Otóż w stu procentach rozumiem pana napastnika; Gość siedział sobie na karuzeli ale oczywiście jakaś k$$%a czepialska musiała przyjść i się czepiać, jakby komu to wadziło, że gość na karuzelę usiadł, do k$$%y nędzy to nie jest z plastiku aby się psuło po dotknięciu. Rozumiem atakującego bo również mam alergię na czepialskich, nigdy nie może być tak, że w pewnej wspólnocie (blokowisko w tym przypadku?) będzie fajnie miło i przyjemnie, jeżeli tacy czepialscy szmaciarze będą robili to co robią...
(2) vincent_vega2
@ojejq: Obawiam się że masz sporo racji. Sprawa chyba nie poszła o tą karuzelę tylko o tak zwane "Ostatnie słowo do draki" że zacytuję Grzesiuka. W tym wypadku powiedzenie facetowi przy żonie znajomej i dziecku- "zaproponowałem jednakowoż odejście na bok"- domyślam się że powiedziane mocniej. Gość z tym kamieniem przesadził ale obrońca karuzeli przyjwalił się jednak do faceta siedzącego spokojnie na karuzeli (nie szarpał jej, nie pił tam itd) a konflikt można było chyba zażegnać na początku. (Podwórkowy Batman na siłę chce być bohaterem i ofiarą w jednym)
(3) NotMe
Ja również uważam że czepił się bez sensu ale to nie powód by zatłuc go kamulcem!
Proponujesz wymordować upierdliwych czy tylko spuszczać im manto dopóki się nie zmienią? Tak czy inaczej to jest chore.
(4) vincent_vega2
@Maiev: Z założenia nie jestem agresywny i nie rzucił bym się na nikogo, na pewno nie z kamieniem i nie z takiego powodu. Ten "Batman" jednak postanowił być w jednej osobie: stróżem prawa, sędzią i wykonawcą kary. Facet ma po prostu osobowość narcystyczną taką jacy mają psychopaci.- uwielbia swoją postawę, gloryfikuje ją długim wstępem opisującym swoje zasługi. Hej! Takich ludzi to ja się boję, bo to on nie ustąpi w imię obrony huśtawek. Myślę że gdyby chciał pójść na policjanta to przy testach psychologicznych odpadł by z miejsca, a jego arkusz z odpowiedziami zostawili by sobie w teczce "osobowość psychopatyczna" Facet z kamieniem jeszcze raz mówię przesadził ale wydaje się że ma baaardzo stresującą pracę i mógł nie wytrzymać nerwowo kiedy ktoś przyczepił się do niego kiedy odpoczywał z rodziną na placu zabaw. Jego atak mógł być atakiem w afekcie, a nieustępliwość piszącego artykuł była metodyczna i psychopatyczna.
(5) zakaz_palenia
Rozumiem postawę autora, też mnie wkurza jak wieczorami niszczone są mienia publiczne, ale w tym przypadku trochę przesadził. Z jednej skrajności w drugą, skończy się na tym, że każdy kto lekko oprze się o huśtawki czy karuzele, od razu będzie przestępcą. Trafił akurat na psychola, który chciał go zabić kamieniem, kara się należy - ale życzę autorowi by trafił na takiego cwaniaczka, który go sprowokuje do napaści, wtedy nie będzie pisał takich farmazonów.
(6) elHakim
@ojejq: dość podobne wrażenie odniosłem. Miałem podobną sytuację, gdy wraz z dzieciakiem zjeżdżaliśmy na tej samej zjeżdżalni i jakiś facet się przyczepił. Oczywiście nie skończyło się mordobiciem, tylko zwykłą wymianą zdań (on się odpierd..., ja się zgodziłem, że to rzeczywiście nie musiało być projektowane pod tatusiów). Wydaje mi się jednak, że tak jak zauważyli tu wykopowicze, propozycja odejścia na bok nie była bynajmniej próbą porozumienia drogą werbalną. Nie twierdzę, że "kolo" był bez winy, gdyż ta, jeżeli relacja jest choćby w połowie prawdziwa jest dość oczywista. Twierdzę jednak drogi autorze wykopu, że (jakkolwiek by tego nie oceniać) nie okazałeś cierpliwości, która w takich przypadkach się przydaje (poza stanowczością).
(7) dieselmower
@vincent_vega2: Uff, już się bałem, że nie znajdzie się tu osoba, która zauważy, że autor też nie do końca ma wszystko po kolei w głowie.
(8) mi3chal
@vincent_vega2: słowo batman pasuje tutaj doskonale. Ten "bohaterek" pewnie ma już wyrobioną opinię na tym osiedlu i jak się zbliża "ratować świat", to ludzie wiedzą co się dzieje. Ostatnio byłem ze swoim siostrzeńcem na placu zabaw. Był też dziadek tego siostrzeńca. W trójkę razem kręciliśmy się na karuzeli ja ważę około 100kg, dziadek też nie mało, a prowodyr dewastacji karuzeli (osoba która nas namówiła do tego czynu) jakieś skromne 15kg. Ni #!%%a nie ma szans, żeby z tymi karuzelami miało stać się coś niedobrego nawet jak by każdy z nas ważył po 150 kg. Jak by mi ktoś przyszedł i powiedział złaź pan z karuzeli, to bym też mu wyj#$$ł. Nawet jak by mi powiedział per paniczu, hrabio, mości władco, to nie ma znaczenia jak to mówi, tylko do k#$@y dlaczego do #!%%a on sobie rości prawo do decydowania miejscem przebywania moich 4ech liter. Jak ktoś słusznie zauważył, koleś siedział i nic nie robił, a batman leczy w ten sposób jakieś swoje lęki, fobie, czy inne kompleksy. Ciekawe, czy ten pajac zawsze czepia się takich, którzy nic nie robią. Podszedł do gościa, który był z trzema kobietami. k#$@a bohater p$#%$%@ony. Do 4 dresów by za #!%%a nie podszedł, bo by się prędzej zesrał ze strachu.
(9) Mariusz1985
@ojejq: Ja się z Tobą zgadzam. No ludzie, gość który zwrócił mu uwagę jest jakimś fanatykiem. Żeby się sadzić już o takie pierdoły, jak siedzenie na karuzeli?. Reakcja napastnika mocno nieadekwatna do czynu poszkodowanego, ale kurna na jakim świecie żyje autor tego tekstu? Poczuwa się do jakiejś misji stworzenia idealnego świata?
(10) dostojnyKocur
@Qlfon: Święta racja. Nie chcę w żaden sposób bronić czy usprawiedliwiać sprawcy, ale jeśli ten facet wypowiadał się w takim tonie jak w artykule przy jego żonie i dzieciach to faktycznie goryla mógł sprowokować.
(11) thetot
@dostojnyKocur: no dokladnie. Trzeba pamietac, ze mamy tu reportaz jednej osoby i to jednej ze stron, moze to wygldalo tak:
- ej ty, zejdz moze z tej karuzeli, to nie jest dla takich jak ty
- spokojnie stary nic sie nie stanie, dobrze wykonany sprzet tu mamy
- no sp$@!$!@aj z tego, nie rozumiesz ze to dla dzieci?
- czlowieku! wyluzuj to tylko karuzela
- co wyluzuj?! co k@!$a , , zejdz pan z tego
itp itd a do tego dodajmy ze koles, ktory to opisuje to osiedlowy spoleczniak, ktory przybiegnie do ciebie zj@@#c cie za rzuconego peta na glebe (choc oczywiscie smiecic nie powinnismy ;) i teraz tej historii juz tak jednoznacznie sie nie da ocenic.
(12) jarzab88
@dyferencjal: Dokładnie tak, może było tak jak pisze koleś w tym blogu a może było zupełnie inaczej. Nie lubię jak ktoś wypowiada się w takim patetycznym tonie, robi z siebie $$@$-wie-jak-bardzo-wykształconego-inteligenta żeby tylko uwypuklić to, jak to bardzo on jest dojrzały społecznie i w ogóle, a wszyscy inni to debile. Cały ten o wiele za długi tekst można by streścić w kilku zdaniach: "Jestem zatwardziałym społeczniakiem, rajcuje mnie zwracanie chuliganom i cwaniaczkom uwagi jakimi to są chuliganami i cwaniakami a potem opisywanie tego na moim blogu. Raz zwróciłem uwagę kolesiowi, który siedział na dziecięcej karuzeli i o mały włos nie zaj#@$ł mnie kamieniem."
(13) vincent_vega2
@jarzab88: Wdałem się już w taką dyskusję tam na górze w komentarzach. Dla mnie to facet odpoczywający z rodziną, po ciężkiej stresującej pracy w Pogotowiu Ratunkowym nie wytrzymał zaczepek wdającego się często w awantury, obsesyjnego, samo uwielbiającego się , stróża "porządku".
(14) dixx
@extern-int: też mogę tylko gdybać. Ale dorosły facet z żoną i dzieckiem raczej rzadko chwyta kamienia po to, żeby zatłuc uprzejmie zwracającego mu uwagę gościa. Pan Michał Typa sam piszę, że "zaproponował mu pójście na bok". Czyli co? Solówkę jak w podstawówce? Jak by mi łysy drab o wyglądzie neonazisty zaproponował, że albo spełnie jego prośbę, albo dostanę bęcki to też bym wziął kij, kamień, pęk kluczy, czy cokolwiek bym miał pod ręką, żeby się bronić. A lał bym do skutku, bo nie wiadomo co taki zrobi jak przerwiesz. Nie lubie takich gości, miałem przyjemność mieszkać z laską, która była mieszaniną lewaka i neonazisty. I w rozmowie potrafiła się przyczepić byle drobnostki, żeby tylko udowodnić swoje racje.
Ideologiczni pop%###!#eńcy-takich najbardziej nie lubię-czy z prawa, czy z lewa.
(15) ongmag
Brawo dla tego pana. Z takim podejściem w stylu Zorro, to długo nie pożyje:) Wiadomo, z chamstwem trzeba walczyć ale jeśli gość sam się prosi o lanie, wchodząc w obszar działania pijanych wyrostków, to niech się nie dziwi, że rosłe chłopisko o masie zbliżonej do 90 kg i móżdżkiem odwrotnie proporcjonalnej masy nie rozumie co się do niego mówi i robi wiatr łapkami. Życie,... jeszcze mógłbym spróbować wyjść o 21:00 w sobotni wieczór pod sklep monopolowy i niech tym większym kozakom zacznie zwracać uwagę, by nie przeklinali. Dziękuję za uwagę . Ps. nie jestem aspołeczny, mam instynkt przetrwania .
(16) improdes
Uważam że słusznie dostał. Zaczepił i udzielał uwag ojcu rodzinowemu przy jego dzieciach, żonie i sąsiadce. Nie ma większej prowokacji. Proszę zwrócić uwagę, że facet dwukrotnie zwracał napastnikowi uwagę żeby się odczepił. Wyczerpał tym samym wszystkie możliwości ostrzeżenia tego maniaka.
(17) ProTerran
@improdes: Zgadzam się z tym, tym bardziej, że nawet w tym jednostronnym tekście nie ma mowy o tym, że ojciec tych dzieci dewastował plac zabaw (jesteś tylko sugestia, że 30 latek nie powinien bawić się na placu zabaw - ciekawe dlaczego?). Wg mnie, ojciec po prostu bawił się wraz z dziećmi na placu zabaw w miłej atmosferze dopóki jakieś sfrustrowane bydle przyszło i zaczęło go ostentacyjnie prowokować na oczach całej rodziny wraz ze znajomymi. (…)
(18) Pandaa
Brzydki ten tekst, rozciągnięty, mało konkretów a od groma formy. W ogóle bezsensowna jest próba zrozumienia, dlaczego ten pan zrobił tak a nie inaczej. To normalne, że są i tacy, którzy codziennego stresu nie wytrzymują, zasady moralne stają się mniej istotne i tym samym dochodzi do takich sytuacji. Ciekawy fakt, ale "zrozumienie" swoimi kategoriami...no po co, każdy ma swój własny ograniczony zakres skojarzeń, osobisty konstrukt świata opracowany nie tyle o wszystkie fakty które spotkał, ale o to jak często je spotykał i miał z nimi osobisty kontakt. Toteż wielu rzeczy nie "rozumiemy", a mimo to są na porządku dziennym.
(19) Zieeew
Ja jednak niezbyt rozumiem o co owemu osobnikowi chodziło. Rozumiem, przyjęło się, że plac zabaw jest generalnie dla dzieci - ale wątpię ażeby nawet 2 metrowy, dorosły człowiek mógł uszkodzić metalowe urządzenia. Gdyby je dewastował, albo uniemożliwiał skorzystanie z nich dzieciom, ale przypieprzać się bo koleś postanowił sobie usiąść na karuzeli, albo zjechał sobie ze zjeżdżalni? (…) Generalnie można ich scharakteryzować tak: Autor - upierdliwy tetryk. Pan z kamieniem - agresywny frustrat.
(20) krossmaker
(…) a ten Pan od artykułu też mógłby trochę wrzucić na luz bo wydaje mi się, że jego misją jest uspołecznianie bydła, które jak wszyscy wiemy nie da się oswoić. (…)
(21) -masakrator-
No dobra, a relacja drugiej strony, policji? Bo tak szczerze mówiąc relacje prawicowych "publicystów" często są przerysowane. Np. trochę trudno uwierzyć, że autor uderzony "wielokrotnie" "ostrym kamieniem" "w głowę" przez dorosłego mężczyznę ważącego "90 kilo" był w stanie chwilę później obezwładnić "atakującego".
(22) Odyseja2011
Kolejny "obrońca" uciśnionych się znalazł. Dostał wp##@$!! to się teraz rozpisuje. Gdzie kopia raportu policyjnego z miejsca zdarzenia? Każdy może sobie wysmażyć artykuł jak to z narażeniem życia broni placyku zabaw dla dzieci w imię jakiegoś wyższego dobra.
(23) mrximry
Od takich spraw jest Policja, skoro nie można było się dogadać z 30-latkiem, trzeba było nagrać filmik i zadzwonić na psy. Zresztą skoro mieszka na jednym osiedlu, to takie sprawy można załatwić na forum spółdzielni czy wspólnoty - zdjęcie delikwenta z lekko humorystycznym opisem, iż takie praktyki są zakazane przyniosło by mu trochę wstydu. Z drugiej strony, jestem pewny, że ten zaatakowany to pewnie lekko napakowany lub grubaśny "Strażnik Teksasu", co myślał ze ustawi resztę lokalnego społeczeństwa pod siebie - taki "ura bura szef podwóra". Podszedł pewnie lekko się prężąc przy żonie i dzieciach to dostał czym było pod ręką - zresztą autor sam pisał, iż zapraszał go "na bok". Ja jak też widziałbym, że mogę nie dać rady złapałbym tego kamulca i lał aż delikwent nie dopuści. Też nie lubię hołoty, meneli, dresów i prężących się na baletach łbów, ale jestem w takim wieku, że pamiętam jak to było jak się było cielęciem. Dlatego, jeżeli są u mnie w bloku impry to się nie prężę czy nie dzwonie po policję, tylko czekam na moją kolej na imieniny :-) Niszczenie własności publicznej to temat rzeka - wg mnie kuleje poczucie współnależności do wspólnoty na szczeblu lokalnym, kończąc na tym, iż niewielu z nas czuje potrzebę "bycia polakiem" - każdego obchodzi aby to on miał jak najlepiej, a sąsiad niech się huśta na gałęzi (najlepiej uczepiony za szyję). Ale to temat rzeka, a ja się temu nie dziwię (sam tak często mam) - należę do większości, która zamiast martwić się o rodzaj mięsa na obiad, martwi się o obiad i pieniądze na raty kredytu mieszkaniowego!
(24) biskup
Z jednej strony w 99% zgadzam się z autorem wykopu, z drugiej jednak przypomina mi się takie hasełko, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Naprawdę gość siedzący na karuzeli tak bardzo cię zbulwersował? Jeżeli Twoje dziecko chciało się pobawić na karuzeli to zapewne wystarczyło poprosić o zwolnienie miejsca. Coś mi się zdaje że użyłeś nieodpowiednich słów wobec tego pana, a teraz zgrywasz erudytę.
(25) zagu
A ja poproszę autora artykułu o zdjęcie potwierdzające, że urządzenia na placu zabaw mają ograniczenia wagowe (regulamin placu zabaw/oznaczenia na urządzeniach). Jeżeli czegoś takiego nie ma, to ów pan czepia się bez sensu, ale widocznie daje mu to spełnienie. Pomimo tego tak brutalny atak, nawet jeżeli był wynikiem pyskówki, jest karygodny.
Oryginalne komentarze w dyskusji pod adresem:
http://www.wykop.pl/link/847279/alergia-na-motloch/
GraveDigger
Niestety zwrócenie uwagi często jest traktowane jako atak. To samo jest w każdej sytuacji, czy to w autobusie, czy gdziekolwiek indziej. Jak jeszcze taki typ jest w towarzystwie żon, kolegów itp. to uważa że straci twarz jeśli nie zaatakuje w jedyny znany sobie sposób, czyli agresją. Takich ludzi powinno się usuwać ze społeczeństwa, ale prawo niestety nie zareaguje zanim koleś naprawdę kogoś zabije lub okaleczy za zwrócenie uwagi , że rzucił niedopałek do piaskownicy lub coś podobnego.
nightdream: Kilka lat temu moja koleżanka jechała porannym tramwajem do pracy. Tłum ludzi, ścisk i w tym wszystkim 3 panowie, którzy wracali dopiero z udanej imprezy i w najlepsze palili sobie fajki, zapijając je piwkiem prosto z kufli. Koleżanka poprosiła grzecznie, żeby zgasili papierosy, bo ciasno, śmierdzi i w ogóle niebezpiecznie tak palić w tłumie. Panowie bardzo się obruszyli, tak bardzo, że koleżance nawrzucali mocno, na kolejnym przystanku nie chcieli jej wypuścić z tramwaju, po czym jak się wyszarpnęła i wyszła to rzucili za nią... kuflem. Minął jej głowę dosłownie o centymetry i rozbił się o witą przystanku. Drzwi się zamknęły i tramwaj odjechał. Koleżanka postała jeszcze chwilę jak wmurowana.
NIKT w tramwaju się nie odezwał poza dziewczyną, która w butach ma 160 cm. NIKT nie zareagował na szarpaninę. Właśnie - NIKT nie zareagował...pewnie dlatego też tak się to rozpowszechnia i rozrasta - bo... nikt nie zareagował, nikogo nic nie obchodzi, nie ma sprawy...Pan zareagował.Piękna obywatelska postawa - tylko dlaczego aż tak ..."egzotyczna" w odbiorze? A nie dziwi i nie porusza, zachowanie agresorów? Czy już uważamy to za normę i dajemy przyzwolenie społeczne - na aż tak agresywne zachowania - w biały dzień - w mieście? Tak przecież być nie może! Ta bezkarność obróci się - już obraca przeciwko nam! Ku refleksji - sprawa jest poważna i nie można udawać, że jej nie ma, albo czepiać się osoby, która o niej mówi, a która przeżyła atak. Przepraszam, ale chyba nie o to chodzi!
Reakcji "tatusia" nie zamierzam tłumaczyć w nijaki sposób, chociaż ....
Nasze społeczeństwo jest wyzute z wyższych uczuć, skutecznie pracowano nad tym od I-szej wś. Można mówić o całkowitym /albo prawie/ zaniku postaw obywatelskich. To także wynik tego oduczania.
Przed nami dłuuuuga droga, o ile znowu nie zamarzy się komuś skutecznie przetrzebić tych malutkich obecnie, minimalnych zasobów inteligencji, która wykluwa się dopiero z naszych 38 mln obywateli.
Multikulti nie sprawdziła się na zachodzie -u nas robi się wszystko, zeby to wdrożyć. Nie sprawdzi się i w Polsce, trwa wojna cywilizacji. Miejmy pewność, ze zwycięży barbaria.
Jedyne co możemy zrobić, to wytrwale starać się o wychowanie "obywatelów", także robię to na własnym podwórku i, słowo daję, mam efekty.
Współczuję bólu, który Pan wycierpiał i mam nadzieję, ze ówten "tatuś" opamięta się i przyjdzie z gorącymi przeprosinami, inaczej okaże się, ze jego dziatwa będzie jeszcze gorsza od niego.
Niestety zwrócenie uwagi często jest traktowane jako atak. To samo jest w każdej sytuacji, czy to w autobusie, czy gdziekolwiek indziej. Jak jeszcze taki typ jest w towarzystwie żon, kolegów itp. to uważa że straci twarz jeśli nie zaatakuje w jedyny znany sobie sposób, czyli agresją. Takich ludzi powinno się usuwać ze społeczeństwa, ale prawo niestety nie zareaguje zanim koleś naprawdę kogoś zabije lub okaleczy za zwrócenie uwagi , że rzucił niedopałek do piaskownicy lub coś podobnego.
nightdream: Kilka lat temu moja koleżanka jechała porannym tramwajem do pracy. Tłum ludzi, ścisk i w tym wszystkim 3 panowie, którzy wracali dopiero z udanej imprezy i w najlepsze palili sobie fajki, zapijając je piwkiem prosto z kufli. Koleżanka poprosiła grzecznie, żeby zgasili papierosy, bo ciasno, śmierdzi i w ogóle niebezpiecznie tak palić w tłumie. Panowie bardzo się obruszyli, tak bardzo, że koleżance nawrzucali mocno, na kolejnym przystanku nie chcieli jej wypuścić z tramwaju, po czym jak się wyszarpnęła i wyszła to rzucili za nią... kuflem. Minął jej głowę dosłownie o centymetry i rozbił się o witą przystanku. Drzwi się zamknęły i tramwaj odjechał. Koleżanka postała jeszcze chwilę jak wmurowana.
NIKT w tramwaju się nie odezwał poza dziewczyną, która w butach ma 160 cm. NIKT nie zareagował na szarpaninę". Tak - to też się stało naprawdę! Dlaczego? Czyżby zupa była za słona? Może chcieli odpocząć - a tu taka dziewczyna i jeszcze osmiela sie bezczelna - odezwać!...Co złego ona zrobiła? Tak - odezwała się! Co mnie najbardziej poruszyło w tej sytuacji = A Właśnie - NIKT nie zareagował...Gdyby nam wszystkim zależało na Polsce - co wyraża się w trosce o wspólne sprawy - pewnie żylibyśmy w innym kraju.