Mistrz światła i cienia Caravaggio odnaleziony. W lipcu tego roku, rozniosła się wieść, którą podał również serwis BBC, że odnaleziono nieznany dotąd obraz Caravaggia. Obraz odnaleziony gdzieś w jednej z piwnic klasztorów Jezuitów w Rzymie, wywołał niemałą sensację. Pewnym fenomenem tego odkrycia jest fakt, że każda informacja dotycząca tego malarza, zawierała w sobie wzmiankę o jego mrocznej duszy, przestępstwach lub niespotykanej niekonwencjonalności. Jaki był zatem mistrz obu światów?
Michelangelo Merisi da Caravaggio (ur. 29 września 1571, zm. 18 lipca 1610) jest to jedna z niewielu pewnych informacji o tym malarzu.
Lubimy uważać, że każdy geniusz, zwłaszcza ten z dziedziny sztuki, jest dobry. Ktoś kto maluje doskonałe obrazy, rozpala pędzlem naszą wyobraźnię nawet po 400 latach nie może być nikczemnikiem. Caravaggio to malarz zupełnie inny, sam przechodzi na stronę rzezimieszków, a sztukę tak odarł z jej duchowej mocy, że przez współczesnych sobie krytyków nazywany był grabieżcą i niszczycielem piękna.
Rzym roku 1610 – to miejsce propagandowego zmagania. Protestanci są w natarciu, poszukują wyznawców i za wszelką cenę pragną zniechęcić do religii katolickiej. Mówią: uwierzcie w słowa, Biblia i święte obrazy katolików – to tylko święte bożki – zmażcie je. Katolicy odpowiadają: co z milionami niepotrafiących czytać? Czy biedni nie zasługują na zbawienie, nie zasługują na to aby zobaczyć jak umiera Chrystus, jak wyglądają najważniejsze sceny z życia świętych, i wreszcie jak wygląda historia kościoła?
W wojnie propagandowej obu kościołów obrazy nie były dziełami sztuki a ciężką artylerią. Odnawiano kościoły, a zdobienia ich wnętrz, i wiszące tam obrazy, były odpowiedzialne za obronę wiary katolickiej.
Jednak wokół Watykanu, za murami, istniał Rzym, przepełniony winem, przestępczością i bluźnierstwem. Rzym żebraków, dziwek i złoczyńców. Taki był Rzym Caravaggio – noce pijaństwa, podejrzanego towarzystwa i tanich brudnych pokoi. Bez planu na przyszłość. Bez nadziei i bez lęku – takie było  jego motto.
Wprawdzie nie urodził się rzezimieszkiem, pochodził z Włoskiego miasteczka w Lombardii. Znaczny wpływ na jego życie miały dramatyczne wydarzenia rodzinne. Kiedy Caravagio miał 5 lat umarł jego ojciec, a po 14 latach matka. Jako utalentowany chłopiec trafił do Rzymu. Już na początku wyłamuje się ze znanego schematu artysty malarza - udziela swojej odpowiedzi na wiernopoddańcze kopiowanie klasyków. Daje temu wyraz w obrazie
 
Bachus
 
 
Kim był bóg Bachus? Inspiracją pieśniarzy i malarzy. Caravaggio, przełamuje ten schemat, pokazując go zupełnie inaczej. Zamiast wiecznej młodości coś zupełnie przeciwnego. Kogo widzicie na obrazie? Kogoś poważnie chorego, prawie zielona twarz, lubieżnie wydęte usta. Zamiast przekształcić ludzką formę w Boga, wziął Boga i uczynił go nazbyt ludzkim. Widzimy przebranego miłośnika popijaw następnego ranka. A winogrona w rękach portretowanego Bachusa? Tak dojrzałe, ale już wyraźnie po dacie przydatności. Częstuje nas tłustą łapą z brudnymi paznokciami. Macie ochotę? Ja podziękuję.
Jego talent dostrzega Francesco Maria del Monte. Bogaty lubieżnik i handlarz sztuki. Caravaggio otrzymuje propozycję zamieszkania w jego pałacu, uczestnictwa w bogatym życiu kulturalnym dworu, pełnym alkoholu i uciech cielesnych. Propozycję przyjmuje i maluje.
 
Kolejny obraz Szulerzy– oczarowuje del Monte.
 
 
 
 
 Zachwyca się akcją, żywymi kolorami, seksualnymi podtekstami. Z jednej strony mamy niewinnego chłopca, z drugiej rzezimieszka, który go zaraz załatwi. Caravaggio po raz kolejny, niszczy barierę bezpieczeństwa, występującą między widzem a obrazem. Jego sztuka zupełnie wyrywa się z ram, odrzuca wszelki dystans – dotyka nas.
W 1599 roku Caravaggio niesiony prądem sławy, zdobywa zlecenie -  namalowanie dwóch scen z życia św. Mateusza w kaplicy Contarellich w kościele San Luigi dei Francesi. Miał być to test, czy stworzy mocny rodzaj sztuki dla ludzi w naprawdę znaczącym miejscu? Czy uda mu się ich pchnąć ku wierze i zbawieniu? Tymczasem sceny okazały się problemem. Zleceniodawcy chcieli męczennika ze zwróconymi ku niebu oczami i setką aniołów nad nim.
 
Powołanie św. Mateusza.
 
 
Caravaggio maluje obraz, który jest zupełnie inny niż wyidealizowany obraz człowieka i Boga. Sprowadza Św. Mateusza i Jezusa Chrystusa do małej spelunki – ciemnego pokoju. Zatrzymana akcja, Zbawiciel nie jest na pierwszym planie, najważniejszą częścią obrazu jest jego wskazujący palec z powłoką światła – wydobywająca się z niego. Zamiast oświetlić Chrystusa, ukrył go. Patrząc na obraz, wszystko wydaje się ginąć, najważniejszy jest ten wyciągnięty palec. Mały gest, niezwykle wymowny, mówiący; tak to do Ciebie grzeszniku Mateuszu. Z palca rodzi się poświata, zamieniająca Mateusza grzesznika w wyznawcę Chrystusa. Ale czy tylko chodzi o Mateusza? Może chodzi o wszystkich grzeszników? Caravaggio chciał aby ludzie nie tylko zobaczyli obrazy, ale aby weszli w prawdziwe wydarzenie. Zobaczyć znaczy uwierzyć.
 
 
Męczeństwo św. Mateusza
 
 
 
Caravaggio nabrał odwagi po pierwszym namalowanym motywie z życia św. Mateusza. Tym razem raczy widza tym co dobrze znał – swoim światem. Brutalny napad w tylnej uliczce. Przerażone, pogrążone w chaosie postacie krążą bez kontroli. Scena jest spojrzeniem uciekającego. W tym obrazie jest jeden punkt, którego nie można nie zauważyć. Uderzający mieczem nagi zabójca. Caravaggio, uczynił grzesznika, a nie świętego sercem akcji. Była to, jak na owe czasy, szokująca mikstura z malarzem w roli uciekającego. Ale okazała się triumfem. Cykl o św. Mateuszu uczynił Caravaggio sensacją. Sława uderza mu do głowy. Pokazuje drugą część swojej osobowości. W odwiedziny do Caravaggiao przyjeżdża jego brat, Giovanni Batista, który był księdzem. Caravaggio odpowiada – nie mam brata, a Batista wyjeżdża załamany.
 
Św. Tomasz
 
 
Oglądając to dzieło, pojawia się od razu pytanie, kto może namalować taki obraz? Chrystus chwyta za nadgarstek niewiernego Tomasza i wsuwa jego palec głęboko w swoją ranę. Zanurza w swoim ciele. Przyglądając się tej scenie, odwracam głowę, czując syk cierpienia zranionego Chrystusa. Caravaggio mawiał, że nie tylko patrzy się na jego obrazy ale również się je czuje. Ja doskonale czuję efekt. Jezus mówi: biedacy tego świata mogą być zbawieni. Caravaggio pokazuje nam tę prawdę, gdyż jako zatwardziały grzesznik doskonale to rozumie. Nawet jego najbliżsi przyjaciele nie potrafili pojąć jak w jednej osobie mógł żyć malarz religijnych cudów i psychopata. Nie tylko wszczynał burdy w tawernach ale walczył z tradycją malarstwa dawnego.
 
Śmierć Marii
 
 
 
Święta Maryja zgodnie z tradycją chrześcijańską, przeżywa sen w którym widzi swoją śmierć, przejściowo, przed aktem wstąpieniem do nieba. Caravaggio przedstawia tę scenę inaczej. Martwe ciało kobiety, zielona skóra, rozdęte ciało, krzykliwie czerwona suknia – obraz bulwersuje. Ale plotka towarzysząca powstaniu obrazu była jeszcze straszniejsza. Caravaggio zabrał z kostnicy utopioną prostytutkę i uczynił ją Madonną. Apostołowie zgromadzeni nad łożem śmierci z głowami pochylonymi w rozpaczy. Maria Magdalena zgięta w cierpieniu. Jeżeli Dziewica Maryja tylko się zdrzemnęła przed drogą do raju, dlaczego oni tak lamentują? Tutaj rozpacz wywołuje prawdziwa śmierć. To reakcja nie na nieśmiertelność ale na śmiertelność! Siostry Karmelitki, które zamówiły obraz u Caravaggio, zwracają go zaszokowane. Wielki malarz nie znosił takich sytuacji, szuka ujścia swojej frustracji. Po kolejnej pijatyce, odpowiada na zaczepkę znanego rzymskiego alfonsa i zabija go w pojedynku.
Za głowę Caravaggio zostaje wyznaczona nagroda, ten ucieka korzystając z pomocy wpływowych przyjaciół. Obrazy, po raz kolejny, pozwalają mu wykupić swoją winę. Ucieka najpierw do Neapolu, później trafia na Maltę. W 1608 roku zostaje przyjęty do Zakonu Maltańskiego, gdzie szybko zyskuje sławę malarza wszechczasów.
 
Ścięcie św. Jana Chrzciciela
 
 
 
Jest największym z jego obrazów, szeroki na 7 metrów. Jest prawie wielkości ekranu kinowego. Rzeź na więziennym podwórzu. Półnagi kat trzyma nóż aby obciąć głowę Jana Chrzciciela. Okrutna scena, wypruwająca flaki i stawiająca na głowie pojęcie piękna. Caravaggio obdarowuje nas estetyką tylko w inny sposób. Piękna śnieżnobiała ręka trzyma złotą misę, do której spadnie głowa Chrzciciela. Stojący, tuż obok żołnierz wydaje rozkaz rzezi. A nagi mężczyzna, to zabójca trzymający nóż. Niekończąca się scena, można, podobnie jak stara kobieta obejmująca dłońmi głowę, tylko krzyczeć. Zaskakujące jest to, że Caravaggio przedstawia nam tutaj śmierć w dwójnasób. Przede wszystkim, jest to śmierć złudzeń, że dobro zwycięży. W obliczu tej tragedii, możemy być tylko obserwatorami. To sztuka, w której nie znajdziemy pocieszenia, ani zbawienia. Z drugiej strony, obraz jest również wyznaniem samego artysty. Caravaggio podpisuje obraz, krwią Jana Chrzciciela. Próbuje w ten sposób odkupić swoje winy, w tym popełnione niedawno morderstwo. Chciał aby krew męczennika, zmyła jego zbrodnię. Grzesznik ocalony.  
Jednak ciemna strona jego psychopatycznej osobowości znowu daje o sobie znać. Zabija jednego ze swoich współbraci zakonników. Po czym zostaje uwięziony. Jednak udaje mu się uciec. Kolejny raz, chce odkupić swoje winy malując.
 
 
Dawid z głową Goliata
 
 
To, moim zdaniem, najdoskonalsze dzieło Caravaggio. Uciekającego, psychopatycznego, malarza geniusza. Jest to również autoportret artysty. Przy czym, ścięta głowa to właśnie Caravaggio. Groteska? Wprost przeciwnie. Malarz przedstawia siebie, takim jaki był, czyli ucieleśnieniem zła.Unilite accidit suburbium - Pokora pokona duszę.
 
David z obrazu powinien być zadowolony z pokonania, zabicia złoczyńcy. Tymczasem jego twarz jest smutna. Ten obraz to nic innego jak dwie natury sportretowanego malarza. Obraz mówi nam, wiem czym byłem, ścięta głowa – żadnego dobra – tylko mroczna prawda. Zresztą trudno sobie lepiej wyobrazić, akt przyznania się do winy niż w takiej postaci. W lipcu 1610 roku, Caravaggio słyszy o powszechnej amnestii. Pakuje obraz i wyrusza z wygnania w Neapolu w drogę do ukochanego Rzymu. W drodze statek zawija do małego portu, tam Caravaggio zostaje uwięziony. Zanim zdołał wytłumaczyć dowódcy więzienia o swojej amnestii, jego statek z bezcennym ładunkiem, obrazem jego „odkupienia” – odpływa. Próbuje jeszcze go dogonić lecz umiera w drodze.
Jego twórczość ma w sobie wielki przekaz. Jest pozbawiona banałów i ozdobnych perkalików, które mają budować pozory zachwytu nad pięknem. To co zostawił po sobie Caravaggio, niesie głęboką treść. Jeśli mamy dostąpić zbawienia musimy zdać sobie sprawę z naszej nieustannie trwającej walki Davida z Goliatem. Chociażby dlatego, aby nie podzielić losu, jaki przypadł jemu w udziale. Zamiast boskiego odkupienia, nędzna śmierć taka jak całe życie.
  
Eminent Lives - Caravaggio: Painter of Miracles – Francine Prose
Simon Schama – Power of Art
Caravaggio- John T.Spike