29 września PiS przedstawi kandydata na bezpartyjnego premiera w rządzie fachowców. Cóż, "prawi i sprawiedliwi" nie dali rady wygrać wyborów, zatem trzeba okrężnymi drogami dążyć do zdobycia władzy w Polsce. Taki bezpartyjny fachowiec, miałby przecież rządzić popierany przez PiS, SLD i Ruch Palikota, z czego największym ugrupowaniem jakimś trafem jest PiS. Wyobrażacie to sobie? Ja niezbyt.

I nie chodzi tu bynajmniej o kwestie gospodarcze, bo w tym względzie te formacje nie różnią się znacząco od siebie i od koalicji zarazem, chodzi raczej o sprawy światopoglądowe. Na tej płaszczyźnie Ruch Palikota nigdy nie znajdzie porozumienia z PiSem, zaś tworzenie rządu tylko po to by odsunąć Tuska od władzy, pachnie niczym innym jak przemożną chęcią zemsty Jarosława Kaczyńskiego na obecnym premierze.

Co zresztą ciekawe, bezpartyjny fachowiec żeby rządzić skutecznie, musiałby robić trudne cięcia, a czy PiS za takimi zagłosuje? Czy SLD za takimi zagłosuje? Przecież Jacek Rostowski, też byłby lepszym ministrem finansów, gdyby nie stał mu za plecami Tusk i mówił jakich cięć nie robić. Pomysł rządu fachowców jest absurdalny w takim układzie politycznym i niczego dobrego nie zwiastuje.

Potrzeba bowiem woli do zmian, do autentycznych reform, a tu mamy jedynie próbę przetasowań personalnych, byle Tusk stracił władzę. Ja mogę jedynie przestrzegać przed "rządem fachowców", bo za plecami każdego takiego fachowca, będzie stał odpowiednio przeszkolony PiSowiec, a Jarosław Kaczyński będzie dokładał wszelkich starań, by rządzić z tylnego siedzenia jak niegdyś Marian Krzaklewski. Biorąc pod uwagę co stało się z AWSem może nie byłby to taki najgorszy pomysł? Wielka klęska PiSu po przejęciu władzy tylnymi drzwiami. Już widzę te nagłówki gazet.