Jeszcze niedawno o Euro rozpisywano się w samych superlatywach – wskazywano na liczne zalety jego wprowadzenia – redukcję ryzyka kursowego i związany z tym spadek kosztów transakcyjnych, większą przejrzystość cen, zwiększenie stabilności makroekonomicznej. Zdaniem większości ówczesnych ekonomistów wprowadzenie wspólnej waluty miało przynieść same korzyści. Początkowo, wydawało się, że nie było to błędem – nastąpiła intensyfikacja wymiany handlowej, wzrosła liczba inwestycji, zatrudnienie i nastąpiła poprawa jakości życia. Kwestią dyskusyjną jest jak wiele z tych efektów spowodowanych było samym wprowadzeniem Euro, a ile ogólnym, naturalnym rozwojem gospodarczym, wzrostem rynków Europy wschodniej i coraz silniejszą produkcją Chin, niemniej jednak nie dało się zauważyć wszystkich wad, które ostatecznie przesądziły o tym, w jak poważnej sytuacji znalazły się państwa Unii Europejskiej.

Kryzys pokazał, że Euro nie jest ideałem. Utrata kontroli nad ponadnarodową walutą, podatną na problemy nie jednego państwa, a kilkunastu, z czasem doprowadziła do utraty płynności i wejścia w niezwykle poważną spiralę zadłużenia. Nie ma wątpliwości, że bez wspólnej waluty tak poważnego kryzysu finansów publicznych by nie było.

Obrońcy wspólnej waluty pragną przypisać całą winę nieodpowiedzialnej polityce niektórych państw, które przez lata dążyły do życia na kredyt i kupowały wyborców coraz bardziej wybujałymi obietnicami – wzrostem nakładów na opiekę socjalną, nowymi miejscami pracy w sektorze publicznym i wszelkiego rodzaju inwestycjami państwowymi. Jak nietrudno było przewidzieć, w krótkim czasie doprowadziło to do postępującego deficytu i coraz poważniejszych problemów finansowych. Nieodpowiedzialność rządów państw UE nie jest jednak jedyną przyczyną – winne jest również samo Euro.

Głównym winnym jest jak już wspomniałem, utrata kontroli nad walutą. W razie problemów pojedyncze państwo może próbować podjąć działania mające na celu ratowanie własnego pieniądza, a bank centralny ma wówczas znacznie większe możliwości przeciwdziałania narastającym problemom, nie mówiąc już o znacznie większej wiedzy na temat lokalnych problemów niż jedna, paneuropejska centrala. W przypadku Euro, nieodpowiedzialność jednego państwa, jego problemy bądź setki innych, negatywnych czynników (nawet niezwiązanych z nieudolnością rządów), bardzo oddziałują na całą wspólnotę walutową. Szokujący jest również fakt, że dług publiczny dwunastu pierwszych członków strefy Euro wynosi już prawie 4 bln Euro, co stanowi niemal 90% jej PKB.

Unia Europejska pracuje już ponoć nad reformami, które obudują strefę Euro odpowiednimi zabezpieczeniami, które rzekomo uniemożliwić mają powtórkę z kryzysu. Należy jednak postawić pytanie, czy w świetle tak wielu wad wspólnej waluty, nie jest ona czasem ślepą uliczką na drodze ewolucji światowych finansów.