Polskim komunistom nie wystarczą zbrodnie, jakich dokonali 30 lat temu (i wcześniej). Dzisiaj nadal zachowują się bezwstydnie.
Pomnik ku czci płk Ryszarda Kuklińskiego, bohatera dwóch krajów, który walnie przyczynił się do upadku ZSRR i w konsekwencji wyzwolenia Polski - został zdewastowany, tj. pobazgrany obelżywymi napisami, w tym epitetem "zdrajca".
Jak rozumiem, dla komunistów zdrajcą jest ten, kto zdradził marionetkowy polski reżim i Sawiecki Sajuz.
Pułkownik Kukliński nie został zwerbowany przez CIA - to on zwerbował Amerykę. Decyzję o współpracy podjął w 1971 r., po masakrze na Wybrzeżu (za którą notabene odpowiadał Wojciech Jaruzelski), kiedy to reżim komunistyczny przeciwko własnym poddanym wysłał nie tylko milicję i ZOMO, ale również regularne wojsko wyposażone w amunicję ostrą.
Współpracę z CIA rozpoczął w 1972 r. Przekazał jej ponad 40 tys. stron supertajnych dokumentów Układu Warszawskiego, w tym dokładne techniczne specyfikacje czołgów typu T-72 i systemów rakietowych typu Strzała-2. Osłabił w ten sposób znacznie potencjał agresywny tegoż układu i samego ZSRR, dzięki czemu pomógł USA wygrać zimną wojnę, co z kolei umożliwiło upadek reżimów komunistycznych w krajach Europy Środkowej i rozpad ZSRR. Solidarność Solidarnością, papież papieżem, ale oni odegrali w tym epizodzie rolę drugorzędną. Gdyby nie administracja Ronalda Reagana i Ryszard Kukliński, ZSRR istniałby nadal, a polską rządziliby nadal komuniści.
Szkodząc ZSRR i informując USA o tym, jak ZSRR zamierzał dokonać agresji na Zachód, Kukliński walnie przyczynił się do upadku Sowieckogo Sojuza i zapobiegł wybuchowi nowej wojny w Europie.
A co w tym czasie robili komuniści, w tym komunistyczni popłutczycy lżący dziś pułkownika Kuklińskiego?
Masakrowali bezbronnych ludzi na Wybrzeżu, represjonowali robotników w 1976 r., trzymali ludność Polski za mordę, prowadzili inwigilację tej ludności, w 1981 r. wprowadzili stan wojenny, brutalnie rozprawiając się z opozycją i zabijając ok. 100 osób. Po 1989 r. zapewnili reżimowym dygnitarzom, sędziom i katom (w tym gen. Jaruzelskiemu, gen. Kiszczakowi, gen. Tuczapskiemu, sędziom z procesu gen. Fieldorfa, zabójcom Grzegorza Przemyka i sędziemu Andrzejowi Kryże) bezkarność i intrante posady bądź emerytury.
To nie pułkownik Kukliński był zdrajcą. To oni są zdrajcami.
A swoją drogą, wiecie, jak zmarł pułkownik Kukliński? Otóż 4 lutego 2004 Gazeta Wyborcza opublikowała szkalujący artykuł na jego temat autorstwa Bartosza Węglarczyka. Płk Kukliński był bardzo zdenerwowany, gdy przeczytał ten artykuł, i zaczął pisać swoją odpowiedź na niego. Nastepnego dnia, będąc nadal bardzo zdenerwowanym z powodu tego artykułu, dostał wylewu krwi do mózgu i zapadł w śpiączkę. Sześć dni później zmarł, będąc nadal w śpiączce. [Relacja prof. Józefa Szaniawskiego, podana na salonie przez pana posła Zbigniewa Girzyńskiego]
Oto moja rocznicowa wiadomość do wszystkich polskich komunistycznych popłutczyków PRL: to nie pułkownik Kukliński był zdrajcą. To wy jesteście zdrajcami, w dodatku prymitywnymi. Wstydźcie się.

Niestety, codziennie osiągają oni dalsze "sukcesy" w oduczaniu ludzi odpowiedzialności i pamięci.
Jak się okazuje, "większość" uważa, że trzymana za mordę była słusznie i że jest to ("trzymanie za mordę") święte prawo rządzących.
Ale przetrwamy. Junta juje!
Pozdrawiam
Krzysztof
Przypominam, że USA celowały wtedy w Polskę bronią masowego rażenia.
Dziś Rolex napisał ciekawe słowa: "Solidarność nie urodziła nikogo, kogo komuniści nie chcieli, żeby urodziła." Pułkownik, podobnie jak niepokorni, którzy musieli wyjechać lub umrzeć, nie pasują do tego tworu, jakim jest IIIRP, dlatego twórcy państwa po 89' z taką determinacją walczą z pamięcią o tych ludziach.
Ale ta pamięć przetrwa, bo my dbamy o pamięć, a oni potrafią jedynie obrzydzać, zepsuć, zbezcześcić. Nie mają bohaterów, którymi mogliby wypełnić zafałszowaną historię, ani Bolek, ani pani Henia im nie wystarczą.
:)
Zostało jeszcze paru, nie mówię tu akurat o mnie, szaraczku takim :-)).
Ale i nawet mnie "bohaterska" gruba Henia nie wystarczy.
Zadałem pytanie. Ktoś odpowie?