Mam dylemat. Jest to mianowicie stanowisko purpuratów godzących się na perspektywę usunięcia krzyża z przestrzeni publicznej. Czy nie szykuje się czasem wyjazd polskich eminencji in gremio do Strassburga? Żeby zaświadczyć w procesie o krzyż państwa włoskiego, że mianowicie jedynym miejscem dla tego symbolu właściwym jest świątynia? Jakie to owieczki paść – w ten sposób – zamierzają polscy biskupi?

 

Na dodatek gdybanie mnie naszło. Pewnie na skutek głowy łamania nad upamiętnieniem KATASTROFY.

       Gdyby tak manifestacja poniedziałkowa przeciw obrońcom krzyża
o 23.00 nie zastała pod nim modlących się, ani patrzących, ani w ogóle nikogo do bicia (bo wszyscy oni akurat o 23.00 zaczęliby np. różaniec  u Św. Anny odmawiać), to co by zrobiła?

       Gdyby przewróciła, zdemolowała krzyż?

       I gdyby taka akcja została dokładnie obfotografowana? 

Czy to byłaby jakaś rejterada? Porażka? Czy na pewno?

 

Kiedy w pewien czwartek, 2000 lat temu z okładem rybak Piotr odciął ucho siepaczowi wynajętemu przez Sanhedryn, Jezus z Nazaretu nakazał rybakowi schować miecz. Wtedy postanowił przegrać. Po coś dał Złemu przewagę … na chwilę.

 

       Nie snuję rozważań teologicznych. Patrzę na to z czysto ziemskiej perspektywy.