1. Bo taka jest wola Kaczyńskiego, a on podobno ma zawsze rację. Z PiSu odchodzą dzisiaj ci, których nie widzi tam Jarosław Kaczyński, to jego decyzja. Jeśli ktoś życzy dobrze PiSowi, i wierzy, że Kaczyński ma zawsze (lub najczęściej) rację, musi przyjąć, że i tym razem prezes wie co robi. A jeśli akurat nie wie, jeśli rozłam jest błędem, to i tak nie ma w tym wiele winy rozłamowców, bo - jako się rzekło - to nie oni zdecydowali.

2. Bo odejście rozłamowców dzisiaj, kiedy twardą ręką rządzi Jarosław Kaczyński może za kilka lat okazać się wydarzeniem dzięki któremu PiS przetrwa, gdy będzie musiała nastąpić nieuchronna zmiana przywództwa. Partia zawczasu oczyszczona z niepokornych, ma większą szansę przejść przez trudny proces przekazywania partii spadkobiercy wodza. Lepszy rozłam dzisiaj, niż - za przeproszeniem - rozpierducha jutro. Partia ustawiona w karnym szeregu łatwiej sobie poradzi z przyjęciem nowego wodza, bo nikomu nie przyjdzie do głowy, że mógłby zostać nim kto inny niż ten wskazany przez odchodzącego.

3. Bo rozłamowcy mają szansę bardziej osłabić PO niż PiS, ale tylko wtedy gdy im się uda. W przeciwnym razie, jedynym efektem ich krótkiego politycznego żywota na własny rachunek będzie wyłącznie osłabienie PiSu, do którego teraz niewątpliwie się przyczyniają. Dobrze by było, aby funkcjonowali na tyle długo, i z wystarczająco silną pozycją, żeby zdążyli to odkupić, odbierając trochę poparcia Platformie. Im będą silniejsi, tym bardziej będą niebezpieczni dla Platformy, bo PiSowi co już mieli zabrać, to mu zabrali.

4. Bo kiedyś w końcu będą musieli przestać mówić o Kaczyńskim, i gdy już przepracują bolesne rozstanie z PiSem, wezmą się za Platformę. A dzięki temu, że są dzisiaj tak intensywnie lansowani w mediach i stawiani za wzór uczciwości w polityce nawet przez samych platformersów, gdy wreszcie zmienią temat na bardziej merytoryczny, trudniej ich będzie zignorować lub zlekceważyć, po tym jak się ich tak napompowało. Przyjdzie moment kiedy tak dzisiaj irytująca medialna popularność rozłamowców bardzo się przyda, temat Kaczyńskiego szybko się skończy - zdobyta pozycja zostanie.

5. Bo to w większości porządni i sympatyczni ludzie, wielu z nich to idealiści, a takich w polityce coraz mniej. Przyzwoici, inteligentni, sympatyczni, którzy w polityce są dla czegoś więcej niż prestiż i kasa. Chciałoby się, żeby tacy ludzie - bez względu na to z której strony sceny politycznej przychodzą - znajdowali sobie w polityce miejsce, bo każdy ich sukces, to szansa, że polityka zacznie przyciągać także tych, którym nie wystarcza sprawne obsługiwanie Ryśków, którzy szukają czegoś więcej, i nie tylko dla siebie. Dzisiaj śmieszą nieporadnością, agresywne wypowiedzi budzą irytację, ale faza zwracania na siebie uwagi kiedyś minie, i trzeba będzie wrócić do polityki. I chciałoby się, aby jeszcze w niej byli tacy ludzie jak Kowal, Ołdakowski, Jakubiak, Kluzik-Rostkowska.

6. Bo Platforma się coraz bardziej rozpycha.Platforma zdaje się nie mieć już żadnych hamulców, ma za to wszystkie instytucje, prywatne i publiczne media, swojego prezydenta, w kraju w którym nie istnieją żadne standardy, to bardzo niebezpieczna sytuacja, bo nie ma już żadnych bezpieczników. Jeśli nie dzisiaj, to kiedyś mogą być potrzebne.

7. Bo do nich jest PiSowi najbliżej. Głównie zresztą dlatego, że szczelnie otoczony kordonem sanitarnym PiS do każdego ma bardzo daleko. I z każdym dniem coraz dalej. Jeśli coś jest szansą na przełamanie izolacji PiSu - i to raczej  w nienajbliższej przeszłości - to chyba tylko ich dawni koledzy. Pod warunkiem, że styl rozstania nie sprawi, że wkrótce to dwa PiSy będą dla siebie największymi wrogami, ku uciesze Platformy.

8. Bo na ich przegranej zyska tylko Platforma. Jeśli im się nie uda, to pewnie większość z nich odejdzie z polityki, albo wyląduje w okolicach Platformy. Tak czy siak, klęska rozłamowców się Platformie opłaci, bo albo straci krytyków, albo ich przejmie, umacniając swoją pozycję hegemona.

9. Bo kiedyś mogą wrócić. Raczej nie do PiSu, ale do jakiejś formy współpracy, to przecież niewykluczone. I wtedy trzeba ich będzie znowu polubić. To może już łatwiej się pohamować dzisiaj, gdy się chce ich całkiem znielubić, bo się zbyt ochoczo przyłączyli do Platformy i mediów w glanowaniu PiSu, a ile można oglądać, gdy kopią leżącego?

10. Bo fajnie byłoby wtedy zobaczyć miny pompujących ich dzisiaj dziennikarzy. Chwilowo rozłamowcy robią w mediach - na własne życzenie - za poręczny młot na Kaczyńskiego. Czy nie byłoby fajnie, żeby ten młot kiedyś uderzył w palec tego, kto nim dzisiaj wywija? Zobaczyć minę Lisa czy Olejnik gdy lansowani przez nich rozłamowcy zaczną w jakiejś sprawie mówić jednym głosem z tym strasznym Kaczorem, przeciwko ulubionemu premierowi - bezcenne.

Rozłam w PiSie jest faktem, i nawet gdyby to rozłamowcy ponosili za niego wyłączną lub większą winę - a tak nie jest - to żadne rozliczenia już niczego nie zmienią. Czas przestać przeżywać rozłam, i zacząć myśleć o rozejmie. Bo jeśli się nie chce wkrótce zobaczyć tej sporej przecież grupy porządnych ludzi poza polityką, na jej marginesie, albo - co gorsza - w Platformie, w roli statystów przy Mirze i Zbychu, to bez względu na to jakie głupoty teraz wygadują, lepiej byłoby, żeby im się udało. Czego im życzę w pierwszym dniu ich przygody z polityką na własny rachunek. Bo Polska naprawdę jest najważniejsza.