Partie polityczne w znacznej mierze niezależne od społeczeństwa i sprawujące nad nim kontrolę mają charakter kadrowy. Pominięty i odrzucony przez PiS elektorat, nie mając innego wyjścia, garnie się w sposób naturalny do partii będącej partią odrzuconych i na nią głosuje.
Jak to możliwe, że jedna formacja zagospodarowuje kolejne fragmenty sceny politycznej? I czy z punktu widzenia demokracji taki układ jest zdrowy?
Pytanie sformułowane przez Dominikę Wielowiejską w artykule „PO, a potem długo, długo nic” nie jest właściwie pytaniem tylko sugestią, że tak właśnie jest. Z punktu widzenia Gazety Wyborczej przedstawianie PO jako jedynie słusznej partii nie mającej alternatywy to widok zdrowy a nawet demokratyczny. Przecież w tej partii jest taka różnorodność, że członkowie mogą się pięknie różnić w ramach tej samej formacji.
To nie jest prawda droga Pani Dominiko lub mówiąc oględniej to zbytnie uproszczenie.
Patrząc z kosmosu na ziemię nie widać szczegółów i Dominika Wielowiejska z pozycji dziennikarza kosmonauty zupełnie pomija ważne składniki wpływające na kształtowanie się ugrupowań politycznych a następnie ich działalność. Z perspektywy ziemi do różnych partii nie zapisują się idealnie zaprogramowani kosmici tylko zwykli ludzie mający oprócz kosmicznych poglądów swoją jak najbardziej realną przeszłość, wszelakie słabości, problemy osobiste i zawodowe oraz mniej lub bardziej chorobliwe ambicje.
W latach 90. po transformacji ustrojowej, obserwując tworzenie się kanapowych partii politycznych z perspektywy ziemskiej czyli tej lokalnej, bliskiej ludziom. Nawet w dużych miastach wojewódzkich, środowisko polityków było wąskim gronem graczy. W małych społecznościach ludzie poprostu się znają, dzieląc się między sobą ploteczkami. Pomijam kwestie jakości tych informacji i wiarygodności poszczególnych osób ale fakt faktem znają się jak łyse konie, lepiej niż koledzy z pracy choć może nie tak dobrze jak znajomi z dzieciństwa razem bawiący się w piaskownicy.
W kosmicznej stolicy pewnie takie rzeczy się nie zdarzają więc się o nich nie wspomina. Mamy same wybitne postacie, w garniturach sztych na miarę jak skafandry kosmonautów, bez najmniejszej skazy charakteru, osobistości takie przed kamerą telewizyjną dostojnie i mądrze mówią nie używając nigdy brzydkich słów, zarezerwowanych wyłącznie dla artystów. To politycy, którzy nie myślą o niczym innym jak tylko służyć społeczeństwu do utraty tchu i dbać o szczęście każdego mieszkańca Polski od tych najbiedniejszych i najmniej zaradnych poczynając.
Kosmiczne widoki sal i korytarzy sejmowych, studiów telewizyjnych, gadających głów kosmonautów krążących po orbicie i podziwiających Polskę wyglądającą z góry jak zielona wyspa na ziemskim globie. Idylliczny, zniekształcony obraz, z tej odległości zupełnie nie dostrzega się ludzi choć wiemy, że tam są bo przecież kiedyś trzeba będzie wrócić na ziemię.
Polacy przyzwyczajeni od urodzenia, przez okres socjalizmu, do monopolu PZPR, po 1989 roku zupełnie bezwiednie poszukiwali nowej jedynie słusznej partii a jedynie słuszną formacją była partia oparta o związek zawodowy Solidarność i odwołująca się do nauki społecznej kościoła. Nie wszyscy byli wystarczająco godni już na etapie przyjęcia w szeregi ugrupowania nie wspominając o karierze politycznej. Obowiązywała nieformalna lustracja nie tylko ze względu na pełnione funkcje i stanowiska w czasach PRL-u ale również ta o charakterze obyczajowym wykluczająca przykładowo rozwodników czy osoby o niepolskich i niekatolickich korzeniach. Właściwie to wszyscy chcieli być w tej jednej nowej partii, która miała być kontynuatorem 10 milionowej solidarności z 1980 roku.
Ostra selekcja potencjalnych członków ze względu na ich przeszłość sprawiła podział sceny politycznej. Po jednej stronie na mnóstwo jedynie słusznych partyjek prawicowych o rodowodzie niepodległościowym a po drugiej stronie silne ugrupowania odrzuconych, nie mieszczących się w nowych standardach poprawności politycznej połączonych strachem przed zdominowaniem przez nową siłę i utratą przywilejów.
To nie jakiś kosmos to rzeczywistość, konkretne osoby jedna po drugiej były usuwane i skazywane na polityczną banicję. Wielu boleśnie doświadczało politycznego wykluczenia a spora część stała się ofiarami nieprawdziwych oskarżeń będących najskuteczniejszym sposobem eliminacji z szeregów ugrupowania niewygodnych osób. Artykuły prasowe były jaskrawym przykładem pozbywania się konkurentów całkowicie bezbronnych wobec propagandowej machiny.
Po 22. latach scena polityczna uległa konsolidacji. Prawo i Sprawiedliwość jest dziś jedynym ugrupowaniem o rodowodzie niepodległościowym. Zostało na miejscu tej wymarzonej partii, o uznawanych powszechnie wartościach do której niemal wszyscy na początku chcieli należeć. Jest taką piękną panną o której rękę walczą rycerze i książęta ale ta odrzuca wszystkie propozycje zadufana w swojej piękności choć panna już nie jest pierwszej młodości i szybko traci na urodzie. Hermetycznie zamknięta porównywana przez komentatorów do zakonu nie daje możliwości awansu i kariery nowym członkom bazując wyłącznie na starej kadrze.
Działacze i przywódcy Platformy Obywatelskiej to zupełne przeciwieństwo PiS. Pełna otwartość i miejsce dla każdego, nie liczą się wyznawane wartości, pochodzenie, przeszłość, poglądy polityczne a nawet elementarna uczciwość czy przyzwoitość. W takim razie co się liczy? Władza, władza i jeszcze raz pieniądze. Wystarczy być znanym, schludnie i miło wyglądać w telewizji, w miarę rozsądnie mówić. Partię Tuska można porównać do Frontu Jedności Narodu ale też do grupy kosmitów, ktorym nie odpowiada ten dziki ziemski klimat. W jej szeregach mamy tyle opcji, że praktycznie pozostałe ugrupowania wydają się zbędne. Otwarta na wszystkich z lewej strony od Sierakowskiej, Cimoszewicza przez Palikota, Kluzik Rostkowską do Gowina a może jeszcze Giertycha i Michała Kamińskiego na prawo. Ludzie chodzący po ziemi, ciężko i uczciwie pracujący na chleb takie marsjańskie towarzystwo oceniają jednoznacznie. Dla uczciwych tam miejsca nie ma. Dlatego Gowin, gdy pojawił się na pogrzebie jednego z działaczy PiS, został przez obecny tam tłum wygwizdany.
Partie polityczne w znacznej mierze niezależne od społeczeństwa i sprawujące nad nim kontrolę mają charakter kadrowy. Pominięty i odrzucony przez PiS elektorat, nie mając innego wyjścia, garnie się w sposób naturalny do partii będącej partią odrzuconych i na nią głosuje.

Przecież to córka Wielowieyskiego, nie mylić z Nisiołowskim - tu wiele a tam nic ze wsi, w sumie obciach