Zygmunt Jan Prusiński

 

 

KOBIETA BIAŁYCH LUSTER

 

 Sylwia Żwirska

 

 

- Dlaczego kobietę widzę inaczej, inaczej w wierszu ? Dlaczego rzeczywistość jest pusta, bez liryki w której płonę jak młodzieniec ku pięknu ? Świat poszedł w materializm... Ten plastykowy świat zupełnie dla mnie obcy, nie umiem się w nim poruszać. Dlaczego szukam łakomie tej miłości którą z taką determinacją opisuję w wierszach, a nie mam tego (światła) na przywitanie choćby po wyjściu z domu, po zamknięciu drzwi ? - Nie wstydzę się mojej samotności; jest dziewicza... Jest zupełnie inna, bezpieczna i ludzka. Więc idę metaforycznie z Sylwią Żwirską – bo ona niczym mój duch pachnie kobiecym ciałem, białym ciałem jak białe lustra. Jestem oddany w kolorze bieli, jak aniołowie których fizycznie nie widać. - Płyń ze mną Sylwio w tych wierszach. W chmurach jesteśmy bezpieczni. Nikt nam nie będzie przeszkadzał; tylko tam jest mój poetycki świat do którego zaprosiłem Cię z uczuć mężczyzny – poety.

 

Ustka. 22 Sierpnia 2011 r.

Poniedziałek 9:59

 

_____***_____

 

 

Zygmunt Jan Prusiński

 

 

ŚPIJ W MOIM ŚNIE

 

Sylwii Żwirskiej

 

 

Wiesz że nie opuszczam cię księżniczko,

nawet kiedy śpisz w moim śnie...

 

Milczenie nastraja gałązki bzu,

szeleści chrabąszcz w koszyku

i ćma trochę niespokojna -

szuka światła by tam się udać.

 

Śpij w moim śnie - barwy się układają,

jednocześnie chwytam ogniki -

to symbol miłości.

 

Ta kraina w której jesteś,

jest czysta - jest poetycka.

 

Całuję cię by powrócić

jak biały kochanek w lustrze...

 

 

21.8.2011 - Ustka

Niedziela 14:50

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński

 

 

ODPOCZNĘ W TOBIE DO JUTRA

 

Sylwii Żwirskiej

 

 

Siedzę na kamieniu, na brzegu

nieznajomej rzeki - płuczę myśli,

układam strofy bliskie marzeniom.

 

Roztańczone wodorosty plotkują,

wskazują na moją samotność

ukrytą w górzystych drzewach.

 

Tysiące stron mego życia z książek,

ile wydam by ludzie je czytali

to i gawron po sąsiedzku nie wie.

 

Ale wiem że ty jesteś wszak,

płynąca po linii horyzontu

i zawsze mam te same przeszkody.

 

Czy wiesz że cyganka mi wróży

o miłości z wiersza - która trwa

zapisana na kamieniu koło rzeki ?

 

- Więc szukam tego kamienia...

 

 

20.8.2011 – Ustka

Sobota 21:46

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński

 

 

Z TOBĄ TAM GDZIE CISZA...

 

Motto: „Nie było w lesie wilków, lisów, niedźwiedzi,

zająców. Ba... nie było nawet wiewiórek.

Była tylko cisza. Upajająca cisza”.

- Sylwia Żwirska -

 

 

Dobieram kolory by do ciebie dotrzeć.

 

Rozśpiewane słupy elektryczne

i krzyże drewniane przy drogach,

i drzewa czereśniowe, grusze, jabłonie

- święto we mnie kiedy idę

by światło obudzić w tobie.

 

Szeleści twoja sukienka w balladzie,

piszę piosenki byś stopą nutę dotknęła.

 

Rozkołysanie i rozkochanie nie tylko liści,

ale i twe łono przeze mnie pieszczone

w nocnej ciszy w białejej sypialni -

kokietuj, kokietuj Sylwio swym ciałem.

 

Szeleści sukienka w bluesie,

piszę piosenki byś stopą nutę dotknęła.

 

 

20.8.2011 – Ustka

Sobota 15:24

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


ROZWIDNIASZ ŚWIATŁO W SOBIE

Sylwii Żwirskiej


Piątkowe popołudnie zamawiam dla ciebie.

Piszę dzisiaj dwudziesty piąty wiersz,
może doceniasz moje przesłanie
w erotycznych względach.

Z kamieniami śpiewam nad potokiem,
zrywy jak nowe struny w gitarze
gram pod twoim balkonem ballady.

Może słyszysz słowa...

W pszenicznym czasie dojrzewania
chabry kłaniają się makom,
a skowronek zalotny jak nigdy.

Pieszczę twoje uda skryty w brzezinie,
szelest małych listków i moje listy
skierowane do nieba - gwiazdy czytają.

Sylwio ! Modlitwa miłości
nabiera kolorów w wierszu.



19.8.2011 - Ustka
Piątek 12:58

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


ŻURAWIE Z NAMI TAŃCZĄ

Sylwii Żwirskiej


Kocham cię Sylwio w sukienkach,
białe lustra się cieszą.

Twój muzyczny elementarz słyszę,
uczę się rozpoznawać twój zapach.

Jesteś we mnie w moim obrazie -
jak w krysztale ukryta paproć we mgle.

Malarze zeszli z gór ku nizinom,
tam żurawie tańczą - chwalą się niebu.

Między drzewami wołam twe imię,
idziesz z echem wciąż kobieca

by oddać się memu wstąpieniu.


Odgarniam włosy - szturmuję dźwiękiem który lubisz...



16.8.2011 - Ustka
Wtorek 22:4

 

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


ROZUMIEMY SIĘ JAK WIATR NA ŚCIEŻCE

Sylwii Żwirskiej


Potrącimy kilka myśli...

Wiemy jak do siebie rozmawiać
językiem miłości.

Opierasz się o mój cień
pieścisz mimowolnie,
pieśni się rodzą...

Obchodzę się z tobą jak z porankiem.

Całuję ten różowy promień,
który masz dla mnie.

Uwalniasz ciekawość jak otwarte drzwi,
a uśmiech zostawiasz na moich ustach.

Park klonów złocistych
układają wiersze.

- Wiesz o tym ?



16.8.2011 - Ustka
Wtorek 21:46

 

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


SZELEST MIŁOŚCI

Sylwii Żwirskiej


Mówię do lustra...

Ty też do niego mówisz naga.
Ocierasz się o mnie
w tym białym lustrze,
czujemy przyjemność.

Niedziela. Wstydliwe słońce puka.
Roznamiętnia moją słuszność
ku twoim piersiom się zbliżam
- dzwony dają znać.

Sylwio w otoczce kolibra,
taka jesteś mała w mojej dłoni.

Rozczulam brzuch i łono -
pocałunki kwitną jak kwiaty.

Zostańmy w tym lustrze dłużej.

Miną mgły i rosy, wiatry i cienie,
a my razem w uścisku ciał
zbudzimy o świcie wodorosty.



14.8.2011 - Ustka
Niedziela 12:03

 

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


MOTYLE, WINOROŚLA I TY W KAPELUSZU

Motto: "Co się dzieje z człowiekiem, kiedy pęka
mu serce ? - Nic. Zupełnie nic. Przecież żyję,
piję herbatę, biorę prysznic, czytam książki,
czasem nawet się uśmiecham"...
- Sylwia Żwirska -


Oswajam się do światła.
Przed chwilą nazbierałem czereśni,
czarne czereśnie jak czarny mój obraz,
jeszcze nie namalowałem twoich kształtów,
choć je pamiętam na pamięć.

Oswajam westchnienia.
Kiedy pieszczę to staram się byś była wilgotna,
to moje nauki wyobrażalne,
bo obce są geometrie niezgody między nami.

Śpiewasz w winoroślach.
Dwa motyle na twojej żółtej bluzce,
całuję je by mogły żyć
w pobliżu dorodnych piersi,
popróbowałem smak winogron.

Poprawiasz żółty kapelusz.
Myślisz o mnie wierszem -
wystarczy dotknąć jego słowa,
ożywają i układają się jak nasze ręce.



12.8.2011 - Ustka
Piątek 20:46

 

 

 

Zygmunt Jan Prusiński


MIĘDZY SKAŁAMI TWOJA SIŁA...

Sylwii Żwirskiej

Motto: "Gdybyś kiedy we śnie poczuła,
że oczy moje już nie patrzą na ciebie
z miłością, wiedz, żem żyć przestał."
- Stefan Żeromski -


Przekazałaś mi tę myśl,
to jak modlitwa kochanka.

We mgle o świcie się poruszam,
idę twoimi śladami wzmocniony.

Nie jestem obcy dla ciebie i skał,
chowam tam swoje wiersze.

Pozdrawiam bielika jak go widzę,
i dzikiego królika w trawie.

Niech tak będzie jak chcesz,
święci wstaną z gór i wrócą.

Biesiadować będziemy z gitarą,
a ognisko oświetli twą twarz.

Poczuj mnie na tę odległość,
z jednego do drugiego lustra.

Wystarczy zatańczyć w wierszu,
pokazać nagie ciało dla mnie.

Niech trwa erotyczny karnawał,
a noce przytulimy w sobie...



11.8.2011 - Ustka
Czwartek 22:35

 

 

 Sylwia Żwirska

 

 

_____***_____

 

 

Karol Zieliński

 


 

KRYTYK I POETA


 

(recenzja o książce pt. „Kobieta białych luster”)


 

Otóż, poeta  Zygmunt Jan Prusiński  wcale nie liczy na jakąś miłość, że gdy będzie używał słowa "miłość" to kobieta chętniej itp. Poecie, to pisanie się nadzwyczaj udało. Tyle szczerego, nie wymyślonego, bezpretensjonalnego, powtarzanego od początku świata... banału ! A tymczasem jest to tak świeże i prawdziwe, że tu wcale nie chodzi o jakieś tam zakichane miłości... Ludzie miłości... jakie znamy na co dzień, jakie żeśmy w swym życiu przeżyli, to zdaje się betka... przy smutku, z niemożności osiągnięcia prawdziwej miłości... w świadomości, a raczej w podświadomości Prusińskiego, że miłość to coś horrendalnie absurdalnego. I poeta to wie... i cierpi... jakby cierpienie było sednem miłości.

Poeta Prusiński, jako filozof miłości, wszystko to wie ! I te erotyki nie są skierowane do ziemskiej kochanki ! Jeśli już to do takiej, która nie istnieje albo już umarła, albo lepiej by było, żeby się nie narodziła, lub przed narodzeniem umarła ! Bo któraż to z kobiet potrafi pieścić otwarte serce w wazonie, pana Zygmunta. Ja na nic takiego bym się nie zdobył. U mnie sytuacja metafizyczna przebiega inaczej !


Tymczasem Prusiński, nie ! On przeżywa inaczej, „głęboko” po młodopolsku i pisze jak Edward Stachura: "struny gitary leniwe jak nigdy"! - Co za piekło ! (Z tym, że u Stachury nie było kobiety !) Co za boleści i cierpienia ! I dalej pisze: "Jednak wiemy oboje, że nasz nurt miłości przetrwa". Otóż nie przetrwa ! Poeta wie o tym, że nie przetrwa.

W każdym wierszu miłość się rodzi i umiera - od nowa ! Prusiński to wie i to samo czuł gdy tytułował wiersze: dla Mar, dla Wieśki, Józki, Maryśki. Wszystkie traktując jak markizy ! Jak anioły. Jak matki boskie ! Z najwyższym szacunkiem i wiedział, że mimo to nic nie przetrwa ! Każdy wiersz kończy się w goryczach smutku ! On ma w żołądku samą "żołądkową gorzką"! Po ile ona, poeto ?

To bardzo piękne i smutne wiersze ! I żadne rewelacje ! Żadne takie fajerwerki zadziwiających pomysłów, żeby aż zatkało ! Tu nic nie "zatyka", bo tak jak u samego Pana Boga, "wszystko jest spieprzone”! (Przychodzi mi na myśl "Ostatnie tango w Paryżu”). Bo przecież po wszystkich zaglądaniach w serce Prusińskiego w kryształowym wazonie, poeta powinien kochance ulżyć i spędzeniu z jej krwiobiegu w miednicy małej nadmiar napięcia nerwowego z podniecenia (z długotrwałego przekrwienia) od słów: „kocham, całuję pieprzyki między twymi nogami” etc. Od tego kobiecie staje łechtaczka i swędzi !

A tu nasz poeta zamiast doprowadzić ją do orgazmu i uwolnienia od napięcia (biedna kobieta !), "zbliża się do granicy jej kolorów"! Niech go licho !

Jednakże, mimo tego, nasz poeta, nie daje (Sylwii Żwirskiej)  żadnej nadziei, w żadnej aluzji, że jednak zrobi coś fizycznie ! Tu nie o fizyczne chodzi ! Tu chodzi o "usunięcie zwątpienia" z ciała Prusińskiego: "gdy ona wbije się w niego, w jego ciało, ostrzem promienia, jak motyl".

I tu również nie chodzi o niezdrowe konotacje pod XIX -wiecznej poezji epatującej fizycznymi obrazami seksu... tu chodzi o nadanie sensualnego wyrazu ludzkiemu życiu.

A tego w poezji Prusińskiego brak.
Poeta jeszcze Żwirskiej nie poznał osobiście i fizycznie (nawet w pociągu), a już (do czego ma zresztą - licencja poetica - prawo) akcja poetycka utyka w miejscu, gdzie zwątpienie nie pozwala na dotyk, pocałunek, podniecenie, bo inaczej, po jakiego diabła poeta miałby się zbliżać "do zrozumienia jej kolorów"? Ja to doskonale rozumiem (dlaczego) i mogę na ten temat napisać pięćset stron analizy, ale czy to jest potrzebne (taka gadanina !) zwykłemu zjadaczowi chleba ? Pomijając pytanie, czy w ogóle poezja Zygmunta Jana Prusińskiego jest potrzebna zjadaczom polędwicy ?


Czytuję różne wiersze, ale dopiero u Prusińskiego trafiłem na ciekawy, współczesny melanż, mianowicie najpierw są słodziutkie porównańka i głupiutkie (czasem) apostrofy, ale po ich złożeniu do kupy, okazuje się, że oglądamy światy przerażające w najczystszej postaci... głupoty, piękna, łatwizny umysłowej i wyświechtanych porównań... za którymi stoi zbrodnia, zdrada, skrobanka, łapówka, oszustwo... i pragnienie zwykłej miłości i ludzkiej bliskości, które jest nieosiągalne i absurdalne w świecie niedorzecznym.

Nawet sam Pan Bóg, mówi Zygmuntowi Prusińskiemu: Przecież wiesz, że twoje żądanie bezinteresownej, czystej, duchowej miłości jest niemożliwe (i niemoralne), ale pisz i łudź się, wpadaj w sen, śnij o kochance o wyższym stanie ducha.

Najpierw seks, później poezja ! (Jan Kochanowski by się z tym zgodził). Nie odwrotnie, bo nie rozładowane napięcie stworzy dewiację i dysonans ! Tak samo jest w Teodycei u samego Boga. Zgodzi się z tym prof. Kazimierz Jaworski ! (Dobrze by było, żeby się poeta na te psychoanalityki do mnie odezwał ! W kontekście Jaworskiego również).

Tak czy inaczej (na koniec), jeśli Sylwia Żwirska (piękne polskie nazwisko) - masz dobry gust poeto, pozwolisz, że wykorzystam je w swojej powieści !? Jak i również ją samą i ciebie ! (W tej chwili czuje się jakbym brał udział w jakiejś salonowej scenie w "Próchnie"  Wacława Berenta) - istnieje naprawdę (co nie jest istotne !), to powinna się czuć zaszczycona, że trafiła na takiego mężczyznę, jak Prusiński (niewidzące, wodniste oczy medium ! Somnambulika !), który umieszcza jej nazwisko w swoich fantazmatach (ale nie tylko w "swoich" bo to są również nasze fantazmaty ! - wyjaśnię przy okazji !

No, poeto. Jeśli miałbym poszukiwać porównań, a spędziłem wiele lat w bibliotekach i na lekturach naszych (i nie tylko) wielkich poetach, to bym teraz porównał Zygmunta Prusińskiego z Zygmuntem Krasińskim ! I idę o zakład, że moje uczone koleżanki profesorki od romantyków, musiałyby ulec powadze argumentów, właściwych tej dziedzinie wiedzy... (Nie zdradzam tu tajemnicy, że w nauce liczy się miła powierzchowność zapewniająca poparcie przy głosowaniach na radach naukowych wydziałów. Facet, który przeleci większość koleżanek ma większe szanse na ustalenie co jest bardziej naukowe a co nie, bo oddane jego urokowi byłe kochanki go poprą).

Myślę tu o bardzo specyficznym i zamkniętym kręgu specjalistów od  Juliusza Słowackiego i Krasińskiego. Bo co innego jest go wydać w stu tysiącach egzemplarzy, ale nic sensownego nie móc poza tym o nim powiedzieć Polakom i "Polsce", np. o figurze „Okopów Trójcy Świętej” lub o ślepocie Orcia.

 

Specjalnie używam mocnych słów, bo tylko one pozostają jako świadectwo, że kiedyś istniał świat naturalny, w którym jednakże poeta Prusiński usiłował szukać duchowej racjonalizacji.

Niech się teraz "przebudzi" (po raz wtóry i wtóry - jak we śnie w dramacie scenicznym,  Calderona de la Barca  "Życie snem") i próbuje opisać miłość kobiety, która urodziła się z probówki...


 

Kraków. 12.08.2011

______________________________