Spotkalem ci ja cierpiacego intelektualiste. Nic takiego, jeno cierpiacy na przypadlosc odrzucenia. Jakos tak. Znaczy sie, czytacz i komentator pewnych tresci, jakie pojawiaja sie non stop w psychiatryku; na kopy. Jedni nazywaja te agende: 'Zabrali' (nam wszystko, precyzujac czasami: stocznie zabrali, prezydenta nam zabrali) Czasami fanatyczni wyznawcy uzupelniaja dluga liste - dodajac cierpiac: krzyza na kolkach tez nam zabrali. Jeszcze inni odmieniaja Zabrali na setki sposobow. Raz jest to cierpienie z powodu 'okazywania pogardy ciemnogrodowi', innym razem jest to zarzut (jak to zgrabnie ujal intelektualista, ktory troluje na blogu Damy. Rowniez - 'pogardza (sie) tragedia pod Smolenskiem.' Jednym slowem, sa to rozmowy, jakich setki odbywa sie codziennie w psychiatryku. Zacna blogerka; ktora darze estyma za specyficzny wdziek i sposob, w jaki przyciaga do wlasnych notatek cierpiacych intelektualistow. Pani opisuje pana Stasia w taki sposob: to naukowiec.
Tak sobie czytam i czytam i czytam ciekawe wypowiedzi Towarzystwa Wzajemnej Adoracji (nie moj patent, to wynalazek zacnej Blogerki) i odnioslem takie wrazenie, ze przesiakniete cierpieniem owo perorowanie - z takim namaszczeniem - do szpiku kosci oraz epatowanie sie nawzajem nieprawdopodobna iloscia wariantow, aspektow tzw. cierpienia, podpierane jest obszernymi cytatami (aby pielegnowac te cytaty nastepnie). Z roznych dziel zagranicznych zebrane, przemyslnie wyszukane na potrzeby wiodacego tematu. A to w prostej linii prowadzic moze do wielu bardzo groznych chorob. Nie precyzujac jakich, poniewaz dyskusja, w ktora wdepnalem ci ja, jak w maslo, toczyla sie nader wartko. Ja jestem prostym blogerem i potrzebuje troche czasu aby sie skupic. Krotko mowiac, jak to mowia wolni Polacy, okazalo sie wkrotce, ze nie nadanzam za meritum. Z boku cale to dziwne wydarzenie wygladalo na niezrozumiale dla ogolu masowanie sie nawzajem po plecach. Cierpiacy - masuja sie cierpieniem. Jeszcze prosciej mowiac, calosc mogla sugerowac jedno: uczestnicy starali sie wykazac wyzszosc funkcji cierpienia nad Bog wie czym. Slowem, podmiotem dyskusji bylo i jest nadal to, co wiekszosc ocenia jako pielegnowanie pierwiastka toksycznego myslenia. Nadanie mu funkcji nadrzednych. Slowem, u Pani na kultowym blogu powstal kult cierpienia.
Jakos tak; zakladajac, ze sie nie myle, podazajac za filozofia myslenia intelektualistow zyjacych w panstwie podziemnym (cierpimy w oczekiwaniu na zbawiciela) slowem - cierpienie uszlachetnia. I wtedy przyszlo mi na mysl, ze wyraze swoje, wlasne, odrebne zdanie, poniewaz uwazalem i nadal uwazam, ze filozofia cierpiacych na oderwanie od realu, moze jednoczesnie frapowac pozostajacych pod wplywem polskojezycznych. Wyobrazalem sobie, jak niezwykle walory powinny posiadac zwoje dyskutantow umieszczone pod skalpem. Zarazem, biorac to wszystko do kupy, moglo dac asumpt do ciekawej dyskusji o rzeczywistosci rownoleglej. Zagadniety znienacka przez pewna komentatorke z rozszalalym ADHD, dosc krotko odpowiedzialem poslugujac sie przykladami. Nie roscily sobie (te przyklady) rangi argumentow ale zostaly pro forma zapodane.
Wyszedlem z prostego zalozenia: jesli golym okiem widac, ze rozmowczyni ma od hen hen paszport niewazny, to przyklady moga byc pomocne w zestawieniu z jej fantazjami. No i porazka. Sumujac, swiat dla mojej ekstraordynaryjnej interlokutorki, czyli mowiac po polsku - nadzwyczajnej rozmowczyni - zaczynal sie i konczyl w zakolu Wisly. No. Chyba jest szczesliwa. Okazalo sie, ze nie. Cierpi. No dobrze. Podsunalem pomysl. Nie zalapala i slusznie, bo cierpiacym nie nalezy podsuwac pod oczy egzotyczych pomyslow. Z drugiej strony, jak tak czlowiek zanurzy sie po uszy w tych no cierpieniach, to moze latwiej wygra w totolotka. Moze jest w tym szalenstwie jakas metoda. Zartuje z tym szalenstwem. Tak sie mowi w zwyklym jezyku. Zatem, nie staralem sie jej nadmiernie przekonywac, ze cierpienie, zwane potocznie wolskim wynalazkiem, jest niepopularne w Skandynawii, w krajach Magrebu tez. W Europie zwana cywilizacja smierci tez.
Oczywiscie, wszedzie ludzie sie martwia, jak straca robote ale to zadne halo. Moja niema czytaczka (jak sie pozniej okazalo) nie mogala uwierzyc, ze jedynie cierpietnicy np. nad Potomakiem z wlasnej woli dyskretnie poddaja sie zabiegom przywracania optymizmu na ich obliczu. A robia to zazwyczaj zamozni obywatele. Mieszkancy zasuwaja w tym czasie do roboty. Jak groch od sciany odbijaly sie przyklady, ze w AU, NZ, w krajach Orientu zrzedzenie o cierpieniu prowadzi do wielu groznych chorob tez. Chwilami myslalem, ze snie albo czytam opowiesc epistolarna, kiedy sledzilem tok rozumowania mojej rozmowczyni z rozbudowanym ADHD. Mowie sobie tlumaczac: relaks, psychiatryk jest najwiekszym na swiecie prawackim portalem z koncowka .pl Basta; ale dalem sie wciagnac w deliberacje a tu przeciez ludzie na calym swiecie patrza i w fotelach turlaja. Podziekowalem wkrotce czytaczce, poniewaz zaczela wspominac cos o zagryzaniu.
A tu masz ci klops. Dal glos pupil (jak sie pozniej okazalo) pani domu, tez intelektualista, jak poprzedniczka. Ba, jak mowi pan z wasami - podobno naukowiec. Pan z wasami - to wynalazek najwiekszego blogera w condo, kiedy odstawil i byl sie zorientowal, ze kolejny raz wygral moralnie. Zauroczony aura, jaka rozsiewala wokol naukowca pani domu, zauwazylem, ze jestem na prawdziwych salonach w domu pod auspicjami pana Kalego. Mowiac zrozumiale, klu, czyli sedno, zawiera sie w przyslowiu: co wolno intelektualiscie, to nie wolno itd. Zmierzajac powoli do konca, chodzilo o to, ze pozniej ow protegowany, pan Stasiu naukowiec, polecial tekstem o innym gosciu slowem niepochlebnym. Bywa. Ni gruszki ni z pietruszki, nie pytany, wylozyl w zolnierskich slowach swoje credo: co tez se mysli o reprezentancie innych pogladow. Udajac ogolna oglade, z glupia frant wypalil: 'Pozwol Beretko, ze sie wtrace.' Ladnie na poczatek pomyslalem, warto podpatrzec i uczyc sie od lepszych. A jusci. E tam, to byla lipa na resorach. Pan Stas tak ladnie zaczal po to aby za chwile poszczuc: 'Otoz - co mozna znalezc na blogu (tu zamazane, ale chodzi o to, ze oceniany blog nie przypadl intelektualiscie do gustu). dalej
'Przy tym namolnie zacheca linkami do swoich (...) licznych postow.' Fajne jest to - namolne zachecanie. Sie podoba. Dalej takie tam typowe prawackie, banalne uwagi. Napuszone do bolu, malo dowcipne, nudne. 'Namietnie uprawia trolling (...) na cudzych blogach.' Fju fju. Glupiutki ten naukowiec. Kto z kumatego prawactwa dzisiaj tak dyszy ? Ejze, to passe. Juz lepsze sa odzywki, ktore wprawily w zachwyt pania domu. A moze mi sie tak wydaje, no nie wiem. Gwoli scislosci faktom aby nie byc goloslownym, zaprezentuje reakcje Pani na uwagi inteligenta. Zaraz ponizej. Nie, to przeciez jest nielogiczne. Pierwsza bedzie wypowiedz Stasia, protegowanego - pozniej Pani domu. Fajnie jest to, jak naukowiec se dyszy po rzuceniu okiem na wrogi blog (pieszczoty o trollingu to bulka z maslem)
'Moim zdaniem, wlasnie z butow (tu inteligent ma problemy z deklinacja) wylazi klasyczne chamstwo i oszolomstwo, ktorego rzekomo nie toleruje.' No dobrze. A mowi sie w psychiatryku, ze kiedy wolska dusza cierpi, to wtedy musi se popluc. I wowczas jest OK. Najlepsze zawarl intelektualista na koniec i szarpnal nogawke : 'Mozna byc antyklerykalem i uwazac patriotyzm za kult retro, ale niekoniecznie byc jednoczesnie chamem i oszolomem.' Nie powiem, mnie sie podoba a jak wam czytacze.. Zartowalem, takie sobie. Jak Stasiu moze oniesmielac pania domu, to ja se tez oniesmiele. Kulturalnie. Stasiu Drogi, mam takie nieodparte wrazenie, zes Ty prosty koscielny z dostepem do klawiatury. Dla higieny psychicznej niemych czytaczy na tym komplemencie poprzestanmy OK ? A na deser obiecana reakcja na slowa usera Stana - przedstawianego przez Pania domu - jako naukowca (czyli Pania - wlascicieke bloga o wszelkiej masci cierpieniach, jakie zna ludzkosc na kuli ziemskiej)
'Stan, kochany !
I ja Cie kocham, starszy moj bracie !. Juz sie balam, ze sie obrazisz na mnie, bo Cie obrazaja na moim blogu (w moim domu). Przepraszam Cie za to, co Cie to spotkalo.'
Wzruszylem sie. Bylem niedobry dla naukowca. Chyba tez winienem pokochac dyszacego usera.
I ja Cie kocham. Bardzo mi sie to podoba. Zaczne chyba cierpiec z zazdrosci. Jezu Chryste, ze tez ludzie w cierpieniu wypisuja w bialy dzien takie androny. O matko Boska, wiele juz widzialem nawiedzonych misja zbawiania, czy tez cierpienia ale to ewenement. Nawet tu na portalu tzw. niezaleznych publicystow od cierpienia, trudno znalezc ze swieca podobne historie. Znakomite, wbijaja w fotel; fragmenty, jak Kali na jednym oddechu masuje naukowcowi plecy, zarzucajac innym, ktorzy smieja sie z takiego kalectwa. Zarzucajac im, ze wybrali zla droge.
Dalej nie mam juz sily. Ide sobie. Kto chce, sam znajdzie smakowite kaski; wielodniowe opisy, analizy egzystencjonalne pelne cierpienia intelektualistow pod egida Pani domu. Serdecznie polecam, jesli ktos sie nudzi. Zwlaszcza wieczorem trzymajac w reku szklanke a w niej zalane 3 kostki. Tego sie nie da opisac na trzezwo. Prosze wybaczyc sarkazm ale na biegu zeskanowalem te perle i wyslalem do polskokezycznych. Co tam perla, to diament. Nawet te wykasowane przez pana Stasia, ktorego pozdrawiam, wrozac mu ogolnopolska kariere.
pi es pogody ducha i usmiechu zycze nieznajomym czytaczom. Nie obcym, nieznajomym.
PM

:)))
Ty się weź odczep od cierpiących. Przecież to może być tak, jak z tym staruszkiem, który budzi się rano i jeśli nie czuje jakiegoś bólu, to myśli, że umarł.
Można wpaść w panikę?
ja tez zaczynam cierpiec. To zarazliwe jest jak cholera.
Bo i po co penetrujesz ogniska zarazy? ;)
Dla mnie berety są za ciężkie.
Nie cierpię cierpieć, no za długo :-).
Pogody dla Ciebie.
To wyjaśnia wszystko. Szczególnie jego inwektywy wobec mnie. Człowieka który nigdy by nie zwrócił na onego uwagi, gdyby ów się nie wypowiedział na mój temat u pewnej blogerki z Żoliborza.
Przy okazji zostałem oskarżony o propagowanie batożenia parobków, jakoby zgodnie z moją tradycją rodziną po mieczu.
Szczegóły w moim komentarzu tutaj:
http://beret-w-akcji2.salon24.pl/382356,metakliniczne-wyjasnienie-sensu-cierpienia-victor-e-frankl
Cóż ja mogę jeszcze dodać ?
Może to, że żal mi d...ę ściska ? :))
Pozdrowaśki
@pantryjota
w głębi jakąś częścią mnie podziwiam ludzi którzy znoszą cierpienia
ja ... boję się
nie godzę się
jest w tym zarówno ucieczka
jak i walka
ale zdaje mi się ze ten kto POTRAFI cierpieć musi być jednak niesamowicie silny
ja takiej siły nie mam
i nawet bym jej nie szukała
nie pojmuję kultu cierpienia
te wszystkie notki z przeogromnymi mnogościami komentarzy
męczą tylko mój mózg
i tak nie najmocniejszy
wolę czytać mistyków, praktykować życie codzienne , pisać wiersze, pracować i przyglądać się światu lecz na ile mogę
ludzie tak odmiennie myślą
tak subtelnie zaginają zakręty logiki
zaokrąglają na każdej operacji w sobie ulubionym kierunku
nie przeniknę
Nie wiem czy mam większa rację niż ktokolwiek
Zapewne i ja zaokrąglam i naginam
ale czuję podobieństwo do Ciebie w tylu sprawach że mogę trochę ... odpocząć
jak oni wśród zwolenników swoich poglądów
--------------
Więc niech każdy odpoczywa tam, gdzie mu wygodnie.
Pozdrawiam.
pi es podobno megaloman Stan Tyminski wrocil i zaczyna szalec.
Tak mowi sie na miescie, ze przejmie zbankrutowany PiS.
Kto sprawdzi, to dobrze. Nikomu sie nie chce, tez OK.
pozdrawiam uklony
PM
Śpiewał dawno temu:
You who want to conquer pain,
you must learn
you must learn
to serve me well;
the crumbs of love that you offer me,
they're the crumbs I've left behind.
Your pain is no credential here,
it's just the shadow, shadow of my wound.
pozdrawiam
P.S.
W czasach kiedy nie znałem jeszcze dobrze angielskiego, sądziłem, że śpiewał:
You who want to conquer pain,
you must learn to serve it well;
Wziąłem to sobie do serca. Pewnej nocy bolał mnie ząb, przez który nie mogłem zmrużyć oka.
Przestałem mu się opierać i wtedy zostawił mnie w spokoju.
niech każdy odpoczywa tam, gdzie mu wygodnie.
Jasne. Szczególnie, że niektórzy w cierpieniu znajdują nielichą przyjemność, jak na przykład niejaki Szymon Słupnik.
Perpetuum mobile - normalnie. Bodźce zewnętrzne prawie niepotrzebne...
:P
Te psychiatryki w zerwanym beretem w akcji są niezastąpione w dostarczaniu rozrywki (śmiechowej).
Kto wie, czy nie ukrywał przyjemności, jaką sprawiło mu nabicie na ow pal.
Ale pal to licho.
Naukowiec Stan i tak jest autorytetem, przed którym berety z głów.
Zapraszam na Tokay do mnie.
Pozdrawiam
Notka blogerki, na którą tak się nakręcił, nie ma nic wspólnego z masowaniem się cierpieniem. Była to dyskusja o metodzie terapeutycznej wybitnego, austriackiego psychiatry i psychoterapeuty - V.E Frankl'a, który tą metodą niósł POMOC milionom ciężko poszkodowanym przez los, chorym somatycznie na nieuleczalne choroby ludziom.
Pomaganie chorym i cierpiącym ludziom tak bardzo nie podoba się autorowi tego bloga, że z wściekłości posunął się do złamania obowiązującego w Polsce prawa karnego.
Wystawił mi diagnozę psychiatryczną bez badania lekarskiego mnie - ADHD. I to jeszcze "rozbudowane ADHD".
Informuję, że nigdy na ów jednostkę chorobową nie cierpiałam, żaden lekarz nie wystawił mi takiej diagnozy. A publiczne pomawianie o konkretną jednostkę chorobową jest przestępstwem. (analogicznie: złamałabym prawo, gdybym napisała, że autor ma AIDS).
Domagam się od autora notki zaprzestania publicznego pomawiania mnie i sprostowania notki. W przeciwnym wypadku kieruję sprawę do odpowiednich organów ścigania.
Ingredients include boiled kidney beans, garbanzos, sugar palm fruit (kaong), coconut sport (macapuno), and plantains caramelized in sugar, jackfruit (langkâ), gulaman, tapioca or Tae, nata de coco, sweet potato (kamote), pounded crushed young rice (pinipig). In terms of arrangement, most of the ingredients (fruits, beans, and other sweets) are first placed inside the tall glass, followed by the shaved ice. This is then sprinkled with sugar, and topped with either (or a combination of) leche flan, purple yam (ubeng pula), or ice cream. Evaporated milk is poured into the mixture upon serving.
What's That?
Prześledź w takim razie komentarze, pod notka o Coryllusie.
Chamstwo, w stosunku do niego, przebiło wszystko.
Ja za nim nie przepadam,ale Ty jesteś......Sama nie wiem....
Masz manię wyższości.
To chyba Twoje nieszczęście.
Pozdrawiam:)
Jak wyżej we wpisie do anglojęzycznego pantryjoty.
Ale ponieważ pierwszy raz wchodzę z Tobą w relację werbalną - zrobię Ci uprzejmość i odpowiem.
"na nieuleczalne choroby ludziom. What's That?"
Jest to pomoc psychologiczna - bardzo ważna z wielu form pomocy w ramach opieki paliatywnej.
i to wszystko mocno zaprawione uwagami o prawactwie, smolensku i wszystkim co autro duza estyma dazy, mam nadzieje ze poziom szczescia autorowi odrazu wzrosl,
najbardziej podoba mi sie argument o krajach w ktorych cierpienie w nielasce,bo sila jego jest porazajaca i dziwne, ze wobec takich swiadectw ktos jeszcze z autorem smie podjac dyskusje - coz widac od razu piekne mysli, z takiej zdrowej papki dla tucznych broilerow wytopione
autorze - rodzisz sie w bolu, lek przed bolem i niechec do niego zwykle uniemozliwia zmiane - bo przebudowa samego siebie boli, bol powoduje chec zmiany, jest jedną z wiekszych sil napedzajacych, 'ja nie z soli ani roli tylko z tego co mnie boli', ciepienie jako bardzo silne doznanie czesto otwiera oczy
potrafi zniszczyc
ale potrafi tez popchnac czlowieka do przodu
wystarczy popatrzyc na zyciorysy troszeczke wybitniejszych jednostek, wiem ze trudno w to uwiezyc, ale takie byly i sa :)
natomiast tepe samozadowolenie - to straszny wrog czlowieka
i naprawde nie ma dotego nic smolensk, prawactwo i USA
to ze autor tak pisze, wskazuje tylko na jakosc jego pieknych mysli
- marną
wiem ze to nie argument i ze latwo taki tekst obrocic o 180 stopni
ale pomyslalem ze sie podziele
tym jak autora widze
z papki wytopiony
Przestałem mu się opierać i wtedy zostawił mnie w spokoju."
:) Bardzo często stosuję tą metodę na różne bóle psychiczne i somatyczne. Często działa. Kwestia ta została przeze mnie poruszona w dyskusji pod notką blogerki, której to dyskusji autor niniejszego bloga nie mógł wytrzymać psychicznie, co dało konsekwencje w postaci obecnej jego notki.
Masz manię wyższości.
To chyba Twoje nieszczęście.
Nie wyższości, tylko wielkości.
Manię wyższszośći ma Kaczor i kilku pisarzy.
A co do śledzenia komentarzy, to zalecam dokładnie to samo.
Ze szczególnym uzwględnieniem chronologii ( czyli po naszemu kolejności ).
To masz problem. Mam nadzieję, że wkrótce sobie z nim jakoś poradzisz.
Miałeś ubaw, bo gnębiono Coryllusa, a i on dał ciała, bo wziął w tym udział.
To wszystko było obrzydliwe.
Dlatego wyhamuj, bo ośmieszasz się, robiąc z siebie ofiarę.
Serio.
Ja napisałam dobrze, tylko Ty nie zrozumiałeś.
Nic nie poradzę:)))
Lepiej nie wdawaj się ze mną w dyskusje, można tylko czuć się potem gorzej.Ale masz rację, to było bardzo obrzydliwe i biję się w piersi, że pozwoliłem na panoszenie się kogoś takiego na moim blogu. Czasem jednak ulegam prośbom ludzi których lubię. Ale Twojej propozycji nie ulegnę. Nie będę z Tobą rozmawiał, mam lepsze zajęcia.
Tych kilka zdań napisałem tylko dlatego, że zobaczyłem Walburga :))
Pa.
Lepsze, czy ciekawsze?:)
"Tych kilka zdań napisałem tylko dlatego, że zobaczyłem Walburga"
Wzruszające.
Twoje rozbuchane ego, sięga nawet do mnie.
Wyhamuj, bo to żałosne.
Serio.
Buźki:))))
Otrzymuję na priva wiele maili z podziękowaniami od osób, które boją się wpisać na moim blogu, widząc, co się dzieje na Salonie z tą notką.
Dziękując za wkład w jej popularyzację życzę Państwu dalszej radosnej zabawy.
Szczególnie cenię wkład Pani Teesy i Vic-Thora. Będę wdzięczna za osobne notki, choć nie śmiem aż tyle oczekiwać.
Niech żyje ojciec redaktor!
Ciekawe podróże odbywasz. Liczyłem na kontynuację rozmowy
z żoliborską arystokracją. Szkoda...
Więc przyłożyłem palec pod nos i przycisnąłem na splot nerwowy.
Ból ustąpił. Rano poszedłem do dentysty i nastepnej nocy spałem,
jak przystało na niemowlaka...
Zabrzmiało złowrogo
Zapachniało batogiem...
"Nie będę z Tobą rozmawiał, mam lepsze zajęcia"
Mnie to przerosło;))))))
Nieładnie jest się masturbować własnymi myślami u kogoś.
Ja już zawiadomiłem Beretkę, że zakończyłem "dyskusję" na jej blogu. Gospodarz tego bloga też się nią pożegnał.
A wy jak te ćmy lecicie do światła mimo, że na oświecenie nijak nie możecie liczyć.
Rozumiem, że każdy chciałby sobie ulżyć w cierpieniu, ale czy koniecznie trzeba uskuteczniać to wszędzie ?
Apaluję o odrobinę refleksji a na deser polecam coś takiego:
http://pantryjota.salon24.pl/382523,czego-nie-warto-czyli-jak-spacerowac
Ale nie komentujcie, bardzo proszę..
Tak będzie śmieszniej, a dla was zdrowiej.
Dobranoc.
pozdrawiam
"Więc przyłożyłem palec pod nos i przycisnąłem na splot nerwowy.
Ból ustąpił. Rano poszedłem do dentysty i nastepnej nocy spałem,
jak przystało na niemowlaka..."
Słuchaj. No cieszę się bardzo, że bredzisz bzdury i od tych bredni ząb Cię przestał boleć. Bzdura działa nieraz mocniej niż narkotyk!
Następnym razem spróbuj przyłożyć palec do splotu nerwowego przy kiszce stolcowej. Może nie będziesz nawet musiał iść do dentysty nastęnego dnia?
Bolący ząb to najczęściej ostry stan zapalny. A wiesz jak lekarz rozpoznaje wszelaki ostry stan zapalny w badaniu palpacyjnym? Uciska bolące miejsce przez jakiś czas, a potem odejmuje rękę. Jak ból się potęguje - stwierdza powyższe. Zatem dziwi mnie, że ból Twojego zęba zniknął po ucisku. Może to był ból urojony? A to wtedy gratuluję skutecznej terapii i polecam - jako lepszą - tą przy kiszce.
Nauczanie to również umiejętność dostowania siły i formy przekazu do percepcji słuchacza. Do jednego łatwiej jest trafić łagodnością, do innego perswazją, a jeszcze innego trzeba obsobaczyć. Cżęsto wspominane tutaj batożenie, to jednak środek ostateczny :))
Ale pamiętasz pewnie czasy, gdy nauczyciele mieli drewnianie linijki i wykorzystywali je nie tylko do mierzenia ?
Ale co zrobić, to se ne vrati, jak mawiają sąsiedzi zza miedzy.
Pozdrawiam.
Nie takiej wykwintności oczekiwałem. Liczyłem raczej na małą rozgrzewkę, jakąś smaczną marchewkę. A tu od razu kiecka do
góry, i do tego taki widok...
No ale skoro już jesteśmy przy tych rejonach, to faktycznie zabawa splotem nerwowym przy kiszce stolcowej może na dłuższy czas odwrócić uwagę od bólu, chociażby takiego zęba, ale pod warunkiem, że pomocna dłoń mależy do osóbki miłej, ze smakiem, i seksownej.
A jak wiesz, to ta seksowność też ma swoją klasyfikację i natężenie, podobnie jak ten przykładowy ból zęba. Dochodzi do tego jeszcze stopień wrażliwości, pobudliwości i tolerancji.
No ale to chyba nie Twoja działka.
Ty od razu walisz wysokie C na samą myśl...
To Ty chodzisz ubrany w kiecki???
No bo przecież majstrowanie przy kiszce miało odbywać się przy Twojej kiszce.
"ale pod warunkiem, że pomocna dłoń mależy do osóbki miłej, ze smakiem, i seksownej."
Majstrowałeś sobie sam pod nosem - majstruj i przy kiszce sam. No chyba, że nie jesteś "osóbką miłą, ze smakiem i seksowną". Wtedy odwrócenie uwagi nie nastąpi wedle Twoich warunków.
"Ty od razu walisz wysokie C na samą myśl..."
Wysokie C nazywa się razkreślne, lub dwukreślne. Wiesz co mam na myśli?
Rozumiem, że każdy chciałby sobie ulżyć w cierpieniu, ale czy koniecznie trzeba uskuteczniać to wszędzie?"
Zatem co Ty tu jeszcze robisz, ćmo? Światełko we mnie zobaczyłeś?
"Apaluję o odrobinę refleksji a na deser polecam coś takiego:"
Narcyzm i pycha już mi się przejadły. Poszukuję mniej mdlącej strawy.
"Cżęsto wspominane tutaj batożenie, to jednak środek ostateczny :))"
To słabo jesteś zorientowany w salonowych środkach. My z Nonsecurem tniemy katanami. :)
Jak Ty lubisz kręcić tymi kieckami. Teraz rozumiem frustrację takiego PM, bo to człowiek logiczny i przechodzi katusze, kiedy mu ktoś językiem enigmy wali, albo odwraca kota ogonem.
Wysokie C nazywa się razkreślne, lub dwukreślne
Miałem na myśli coś bardziej przyziemnego - piszczenie.
Raczej bedzie to ocena aury niz diagnoza. Zawarta na koncu. Dosc interesujaca, generalizujaca, choc swietnie oddajaca istote zagadnienie. Przy tym, nie do dokucza nikomu; nie jest toksyczna. Nie moja, bo ja mam slaba glowe. Kiedy juz rzuci sie na mnie wzmozenie innych, w tym dobrym of kors slowa znaczeniu, czuje sie wtedy bezradny i czasami boli mnie lokiec. Albo czuje, jak zaczyna ciernac skora na plecach. Wszyscy normalni tak maja, tusze. Wtedy tez wiekszosc sie zzyma na siebie i mowi se tak: nastepnym razem nie scierie tego. To latwe. Da sie to odczucie wytlumaczyc tak: chodzi o to, mowiac zwyczajnym jezykiem, ze branzlowania powietrza bedace domena osobnikow podminowanych ma wplyw na pozostalych - jak przyslowiowa bakteria na mleko.
Mozna parcytypowac w tym procesie, sledzic z uwaga, przygladac sie etapom fermentacji. Jak kto chce. Ja tam lubie se wypic mleko pasteryzowane. Nie kreci mnie zbieranie kozucha. Jak lecimy na wysokim C - ostatni przyklad opowie o tym, co czuje kierowca auta poruszajacego sie w gestej mgle; w typowy, cieply, jesienny dzien. Kto zna to cierpienie powodowane obawa, ze jazda 15 km na godz nawet srodkiem jezdni (jedyny ratunek, zeby nie zwariowac) - to jazda po bandzie ? Wowczas jedynie mozna widziec azymut, te linie namalowana na srodku drogi (ktora pomaga utrzymac kierunek). Jadac 15 na godzine, mimo wszystko trzeba na oslep trabic. Sa tacy, ktorzy lubia taki hazard. Ja w takiej sytuacji - cierpie.
Wtedy se powtarzam krecac glowa - to nie na moja glowe, to nie na moje nerwy. Bujajcie sie sami hazardzisci. A pozniej bedzie piekna mysli, na samym koncu, ponizej, bo lubie podpatrywac u lepszych to, co maja do powiedzania. Teraz od PM. Jakos tak juz sie przyjelo od hen hen, ze wzmozeni, nawiedzeni misja zbawiania i cierpienia, zwlaszcza owinieci flagom narodowom, lapiacy orla za nogi aby przeskoczyc lepszych od siebie, na wiekszosci nie robia wiekszego wrazenia. Na zawsze pozostana pechowcami, nieukami, mierzwa intelektualna. Nawet pozorna oglada nie potrafi zatrzec wrazenia, ze sa itd
Zasciankiem opisywanym na rozne sposoby i w roznych kontekstach. I wcale tu nie chodzi o plemie zamieszkale w condo. Tak sie dzialo i dzieje na calym swiecie. Sa namacalne przyklady. Na przyklad, juz na zakonczenie zdradze, proces degradacji wzmozonego plemienia za wielka woda mozna obserwowac na wyciagniecie reki u frankofonow. Trwa juz dwa pokolenia. Nad Wisla inne plemie wpadlo dokladnie w te same koleiny. Tam rodactwo ma swoj dialekt - tu nasz narod preferuje wolski dialekt; ktorego spoleczenstwo nie chwyta.
Tam maja swoja prowincje na wschodzie i u nas na prowicji calosc sie skupia. Tam 40 lat temu kombinowali se drugi Budapeszt i zrobili dzungle na ulicach, ale spoleczenstwo powoli wybilo im to ze lba i teraz jest wzgledny spokoj a wiekszosc jest zadowolona. Dlaczego ? To latwe. Nareszcie wiekszoac mogla zaczac sie rozwijac a przy okazji wyeliminujac albo ograniczyc wplyw roznych koscielnych z zycia publicznego. A teraz pomaga hojnie wykluczonym na wlasne zyczenie. Sumiennie substydiuje rozne takie tam fobie, obseje i kult cierpienia. Wszyscy moze nie za uszczesliwieni ale wiekszosc nie narzeka i ogolnie jest OK.
Obiecana wczesniej fajna mysl bedzie jutro, bo dzisiaj juz mi sie nie chce.
pozdrawiam :)
PM
PM
Dochodze do wniosku, ze nie mam predyspozycji. Za slaba mam glowe.
Nie potrafie przemienic mojego kacika w blogowy kult cierpienia.
PM
Poklosiem tej wymiany uprzejmosci moze bedzie odprysk w programie kabaretowym. Kto wie, moze Stan naukowiec zaistnieje w polskojezycznych. Wtedy jako pmyslodawca skeczy otrzyma tantiemy.
Modlmy sie ale bez przesadyzmu.
PM
Martwie sie, ze nie nie wszyscy wezma sobie do serca.
Prozaicznej przyczyny :)
PM
Sa na to dowody, przyklady.
Wlasnie na potwierdzenie tej tezy: Sakiewicz vs Ziemkieiwcz spieraja sie o to, kto pelni bardziej bohaterska role i ktory z nich jest bardziej przesladowany w ich panstwie podziemnym. Rarytas.
PM
Tez chcesz widze zostac, jak Dama, antropologiem kultu cierpienia.
Odpusc :))
PM
najlepsze:
'natomiast tepe samozadowolenie - to straszny wrog czlowieka'
Strasznie nie lubie wolskiego patosu, wybacz Adam.
Nastepnym razem zapraszam. Nie przemycaj wolskiego dialektu, prosze.
Po polsku prosze, uprzejmie.
PM
pi es chyba napisze ciag dalszy wypocin. Zawsze zrobie troche reklamy cierpiacej Blogerce :)))
powodzenia
PM
A wlasnie..
Widziales w weekend, czy wolales kliknac na HD ?
Tak tylko, przy okazji przypominam sobie.
tymczasem
PM
Mc Quriosum napisal wlasna ocene.
Wydaje mi sie, ze zapuszczamy sie w takie tereny tylko po to, aby upewnic sie, ze jeszcze nie zwariowalismy, a w najgorszym wypadku, zeby moc sobie powiedziec: no, zasadniczo to jestes chlopie orginal niezgorszy, ale w porownaniu z tamtymi pacjentami, to i tak jestes chodzaca normalnosc...'
milego dnia :))
PM
Objaw patologiczny zwany projekcją. Przypisywanie drugiem tego, co się samemu robi. Kiecki Ty wyciągnąłeś. I jeszcze gadałeś coś o podwijaniu ich. Zatem Ty zakręciłeś kiecką. Ja tylko zapytałam, czy chodzisz w nie ubrany.
"Teraz rozumiem frustrację takiego PM"
Ja też rozumiem jego frustracje. Facet jest w utrudnionym kontakcie psychicznym - tak to się nazywa po psychiatrycznemu, jak psychiatra mówi do pacjenta o gruszce, a ten mu odpowiada o pietruszce. Do tego uroił sobie jakiś kult cierpienia wśród nie wiadomo kogo i tak nachalnie narzuca się z tym kultem innym, że niedobrze się robi. Nie widzi, że z tego jego urojonego kultu ja już sobie zaczęłam jaja robić i mam zabawę lepszą od fajerwerków na św. Szczepana.
Do tego uroił sobie, że mam ADHD. Nie dociera do niego, że naruszył prawo - cóż, utrudniony kontakt. Aaaa... pobawię się tu jeszcze trochę z kimś, kto się nawinie i na koniec wystąpię do administracji o wykasowanie mu tej notki za pomawianie mnie.
"Miałem na myśli coś bardziej przyziemnego - piszczenie."
Ale ja nie pytałam co Ty miałeś na myśli, tylko czy wiesz co ja mam na myśli? Nie odróżniasz mnie od siebie? Też coś Ci z kontaktem szwankuje?
:))
Jak jest zabawa, to ja pierwszy. Nawet, jeśli to tylko nieporozumienie. A z filmem zapoznałem się z relacji
słownych i postanowiłem obejrzeć, prz y nadarzajacej się okazji, w warunkach domowych. Nie ma pośpiechu...
Niby skąd? Co ja 'palm reader', czy jakiś tam inny behawiometra?
Zainteresował mnie Twój talent zaszczuwania (na razie pozostawiam wyjaśnienie tego zjawiska na później), a Ty mi od razu kiecką i co pod kiecką po oczach - to takie porównanie, co by skrócić czas przekazu.
Ale, jak wynika to z wyżej zamieszczonego obrazka, może piszemy w tym samym języku, to jednak znaczenie poszczególnych wyrazów ma inny przekaz.
Cierpliwy jestem i wrócę do alfabetu symboliki zwrotów popularnych..
Vitus: Niby skąd? Co ja 'palm reader', czy jakiś tam inny behawiometra?"
No jak to'niby skąd'? No niby z nazewnictwa 'C razkreślne i dwukreślne'. Badałam czy jesteś z branży muzycznej. Gdybyś był - od razu zorientowałbyś się, że Cię badam. :)
No to co dalej robimy? Bo wyjaśnienie zjawiska zaszczuwania zostawiasz na później, cierpliwy coś tam jesteś z alfabetem symboliki... i w sumie nie wiadomo do czego zmierzasz. To w co się teraz bawimy? Masz jakiś nowy pomysł? :)
To znane. Pani od pianina wbiła mi to w dłonie...
A co do zabawy, to chyba jakieś nieporozumienie -
to przecież Ty zproszałaś do piaskownicy. No chyba,
że Twoje urodziny, albo jakaś rocznica i na mnie
spoczął obowiązek zakupu prezentów...
O wstrętna psychopatka! Jak tak można znęcać się nad dzieckiem!?
"to przecież Ty zproszałaś do piaskownicy"
Ja zapraszałam? No wiesz? Nie zwalaj na mnie winy! Sam mi się wpakowałeś u Beretki!
"No chyba, że Twoje urodziny, albo jakaś rocznica"
Cóż za manipulacja. Tak od razu mam Ci całe CV przedstawić?
A że niby to jakaś rocznica musi być, żeby wyjść na podwórko do piaskownicy i się pobawić?
"i na mnie spoczął obowiązek zakupu prezentów..."
Nie pogardzę nowym wiaderkiem i łopatką do piasku. ;)
Skąd wzięło się to słowo cierpienie?
Od cierpkości na języku? Która uświadamia jego właścicielowi utratę bezpowrotną słodyczy nieopisanej, przepięknej?
Cierpko mu - więc samo wspomnienie słodyczy i pierwszych pocałunków za młodu z ukochaną sprawia, że coś w nim zamiera - boleśnie nieruchomieje niczym skołowaciały język i samo wspomnienie staje się odwrotnością słodyczy, a więc cierpieniem. Jakżeż podobne są te słowa nawiasem mówiąc - cierpienie, wspomnienie...
W języku sąsiadów jest inaczej. Na cierpienie Niemcy mówią leiden. Co oznacza cierpieć w sensie wykonywanej czynności. Forma leiden jest czasownikiem. Ich leide, du leidest itd. Leider to niestety. Po angielsku sorryNatomiast cierpienie jako das Ding an sich to Leid.
Od tego pochodzą inne wyrażenia - np. słówko Mitleid, które oznacza współczucie. Kiedy cierpimy z kimś wspólnie w imię bezinteresownej solidarności, to znaczy, że robimy to z nim, z ofiarą, której współczujemy.
Ale od Leid pochodzi także słowo Leidenschaft, które oznacza namiętność. Także, a może nawet przede wszystkim w sensie erotycznym. To chyba nie przypadek, że będący w powszechnym użyciu termin masochista wywodzi się od zapomnianego dziś niemal i podobno całkiem niezłego niemieckiego literata Leopolda von Sachera-Masocha, poddanego monarchii austrowęgierskiej i syna komendanta dyrektora policji ze Lwowa.
Jednak Mitleidenschaft nie oznacza, jakby wydawać się komuś mogło - namiętności we dwoje - tylko ruinę, szkodę, zniszczenie i nadużycie, jednym słowem - katastrofę.
Tak więc zwracam uwagę. Słowo ma wiele znaczeń. Przynajmniej w języku filozofów. A to niczego dobrego nie wróży...
pozdrawiam
To czesto podminowuje sytuacje zupelnie niepotrzebnie, bo nic tak naprawde, oprocz napiecia, same z siebie one nie wnosza. Nic ciekawego; ani nie pomagaja zrozumiec sedna, tym bardziej sledzic watek. Wrecz sa uciazliwe, chciaz najczesciej jest to niemy zarzut. Raczej przeszkadzaja tez innym, bo napiecie natychmiast wyczuwa sie juz po kilku pierwszych zdaniach a to przeszkadza tym, ktorzy chca se spokojnie pogadac. Typowy zapis emocji, ktory najczesciej przykrywa sie brak wiedzy. Inni patrza na to przez palce, co automatycznie rozzuchwala tych, ktorzy nie potrafia rozmawiac inaczej. W rezultacie jest tak, zawodnik nie potrafi mowic nie podnoszac glosu. Jesli jego tembr nie brzmi wystarczajaco zaczepnie - to impreza zaczyna mu sie nudzic.
Lubilem se podadac z Beretka, poniewaz miala te zalete, ze byla spolegliwa. I to jest OK. A pozniej trafia sie na dzien slaby a na domiar zlego napatoczy sie pan Kali ze swoja filozofia, to i zabawa nagle sie konczy. Jak to w zyciu bywa. Nikt nie jest przeciez doskonaly. Ot, eoizod w psychiatryku, jakch tysiace tu sie rozgrywa. Wole zachowac mile wspomnienia a mielismy przeciez zupemie inne poglady. Ale nikt z tego powodu nie cierpial. W zyciu by mi do glowy nie przyszlo, ze Beretka zostanie na serio antropologiem kultury, ktorej poswiecilem kolejne wypociny.
Piekny wiesz napisala znajoma Pantryjoty. Dobra ilustracja. Twoj wachlarz tez da sie latwo rozwinac. Zgadzam sie, wiec nie rozwiam, bo wtedy zanudzimy sie na smierc. Doby post, dzieki raz jeszcze. Tak przystepnie, do bolu napisany. Napisal do mnie Adan w mowim poscie. Zdania skladaja sie z wyrazow, ktorych naczenia nie rozumiem do konca i musze sie domyslac. Mnie to meczy. Dlaczego czytam Twoj wpis i rozumiem o tak pstryk kazda fraze i sens kazdego zdania ? Nawet, jesli nie zdaze do dokonczyc, rozumiem. Bez jednego grama patosu, ktorego nie cierpie :)
O Boze. (westchnalem)
tymczasem
PM
"Czy Wy nie widzicie, że nie ma gospodarza i że to nie jest miejsce dla Was ?
Nieładnie jest się masturbować własnymi myślami u kogoś.
Ja już zawiadomiłem Beretkę, że zakończyłem "dyskusję" na jej blogu. Gospodarz tego bloga też się nią pożegnał.
A wy jak te ćmy lecicie do światła mimo, że na oświecenie nijak nie możecie liczyć.
Rozumiem, że każdy chciałby sobie ulżyć w cierpieniu, ale czy koniecznie trzeba uskuteczniać to wszędzie ?"
Czy ty czasem nie przesadzasz? To znaczy co? Gdy nie ma autora bloga, to już nie można komentować?
Gospodarz się pożegnał?
Ta Twoja kazuistyka jest wręcz niesamowita, to odwracanie kota ogonem.
Pe_eM napisał notkę w wiadomym celu, i z wiadomego powodu. Skopiował ten wpis do 5-6 lubCzasopism.
Tam też trza było czekać na przyjście autora Pięknych Myśli?
Komentarz Beretki i pierwszy komentarz Halo (szacunek Halo) jest merytoryczny, jak najbardziej na miejscu.
Doskonale o tym wiesz.
Wróć Partyjoto do rechotu Tessy, vanVictora, i do tej swojej "onanistyki". Widzisz różnicę klasy? Ja widzę.
Wiem jedno: Beretka nie kłamie, nie ironizuje, nie UDAJE. I to was boli? Naprawdę?
tak na marginesie.
Ten wpis Pięknych Myśli przypomina mi notke Twojego "ulubieńca" Coryllusa. Tę o tym nibybatożeniu. Mistrz u Ciebie dostał po łapkach, no to odreagował histerycznie u siebie wpisem na temat chamstwa na s24.
Swoją drogą to szczyt hipokryzji: Coryllus tępi chamstwo na s24.
pozdrawiam Pantryjoto, i zastanów się.
Pomyśl.
Milo Cie widziec. Dziekuje za post.
Zafrapowalo mnie zdanie: Pe_eM napisal notke w wiadomym celu mowisz.
Co wedlug Ciebie oznacza wiadomy cel lub co miales na mysli mowiac, ze napisalem z wiadomego powodu ?
Troche intrygujaco brzmi wiadomy powod. Tak, z ciekawosci pytam.
'Skopiowal ten wpis do 5-6 lubCzasopism'
Procedura jest taka. Polowa czasopism zamieszcza automatycznie moj post. Pozostale, kazdorazowo prosze o akceptacje. Pozniej, juz po fakcie, otrzymuje powiadomienie. Zamiast sie meczyc i klikac Pe_eM latwiej Ci bedzie napisac PM.
Pozdrawiam
PM
Widzę,że czas na zbieranie zabawek. Ja tak, jak Waldburg nie potrafię. Więcej - nie chcę. Co wcale nie oznacza, że nie
lubię, ale to nie moja fala, więc sobie odpłynę na bok.
Wypiję na pocieszenie...
"Zafrapowalo mnie zdanie: Pe_eM napisal notke w wiadomym celu mowisz.
Co wedlug Ciebie oznacza wiadomy cel lub co miales na mysli mowiac, ze napisalem z wiadomego powodu ?
Troche intrygujaco brzmi wiadomy powod. Tak, z ciekawosci pytam."
Wyłuszczyłem to w komentarzu do Pantryjoty. Czy ja pisałem bełkotliwie?
:)
lubCzasopisma.
Dziekuję Ci za wyjaśnienie, dla mnie LCZ to jakiś dziwny twór (wiem, wiem granty UE i te sprawy).
Myliłem się, więc przepraszam.
Tak w ogóle to mógłbyś jednak trochę zwolnić. Patryjota również. Stać was.
Beretka nie zasługuje na takie traktowanie.
O komentarzach Tessy i Victora to w ogóle nie ma co gadać. Taka szydera nie na miejscu, ocierająca się o podłość. Tak to widzę.
pozdrawiam PM:)
i myśl piękniej:)
Czego nie chce. Tak se mysle: zzdany jestem na zgadywanie i na domysly. Na wlasna interpretacje enigmy :) Zakladajac, ze najczesciej ludzie (kiedy juz garna sie do rozmowy) robia to przewaznie z dwoch, trzech powodow.
Lubia kogos i normalnie chca se odpoczac w rozmowie. Cos tam skorygowac, upewnic sie, dowiedziec lub wyjasnic. Jesli juz mowimy tonem patetycznum o swiatopogladzie takim czy innym. To chyba nie jest dziwaczna cecha. Choc to nudne na oko, kiedy dwoch/dwoje zgadza sie ze soba. Nudne dla innych obserwatorow. No nie wiem.
Teraz nastepny powod, jaki mi przychodzi do glowy.
Przedtem moge tez latwo wyjasnic to, co dla wiekszosci ma pewne znaczenie, wydaje sie wazne. Chyba jest tym czyms umiejetnosc: to cecha, ktora posiada Waldburg - latwosc komunikowania sie z innymi. Tak ogolnie mowiac. Nazywa sie te umiejetnosc na codzien tak: co w glowie - to na jezyku. W pewnym uproszczeniu przyklad, na nasze potrzeby jedynie. Mowi sie, ze ludzie inteligentni tak robia. Tzn potrafia doprowadzic rozmowce do szalu z powodu braku tej umiejetnosci. Wtedy na 100% mozna mowic o zjawisku cierpienia. Zartowalem z tym opisem podstawowej umiejetnosci aparatu mowy, czyli komunikacja; z drugim czlowiekiem. Tu nie chodzi o zgadzanie sie lub nie na taki lub inny temat. Chodzi o to, aby rozumiec to, co rozmowca ma do powiedzenia. I vice versa. Czesto dzieje sie zupenie odwrotnie. Wyedy, kiedy kiedy dialekt wolski zastepuje jezyk polski. To jest karalne, bo to jest antypolonizm. Ale tolerowane, choc sprawia wiekszosci cierpienie.
Chociaz niekoniecznie. Mialem podac drugi powod ale, teraz, po namysle, zostawie go na inna okazje. Generalnie V chodzi o to, ze wyksztalcilo sie w condo dosc dziwne zjawisko. Powiem Ci na moim przykladzie, jak ja to widze po swojemu.
Wczesnie byl wpis - Mania Przesladowcza 3, ciut powyzej. Nie znam czlowieka. Zapewne bardzo porzadny na codzien. Zupelnie nie zainteresowany moimi wypocinami na gorze. Nie mial zamiaru usiasc przy stole i pogadac. Otwiera okno od wewnatrz i pod pozorem oglady, nabral ochote aby se rzucic dwie insynuacje. Bo takiemu to celowi miala sluzyc ta wizyta. Tak, jak to rodactwo na ogol potrafi. Ot kolejny intelektualista chce udowodnic Beretce swoja lojalnosc. Rodactwo tak widzi swiat: skoro nie podobaja sie Manii moje poglady - to korzystajac z faktu, ze ja nie banuje, rowniez chamow, uznal za wlasciwe wpas i se podyszec. Nie wprost, boczkiem boczkiem. To klasyczny repertuar rodactwa: taka laurka 1. ja pisze w wiadomym celu. 2. pisze z wiadomego powodu. No dobrze.
Niech tak juz zostanie. Kolejny skin w garniturze rzucil se insynua jedynie po to aby pomasowac nivea Beretke po plecach i zasluzyc na nieme skiniecie glowe. Takie jest moje zdanie, kiedy kolejny glos intelektualisty wkladam do szufladki z pod tytulem Rodactwo. Tam wrzucam belkotliwe cierpienie zasobow przesiaknietych roznymi maniami przesladujacych prawdziwych patriotow. To jak, podoba Ci sie moja interpretacja cierpienia ha ? Wiem, ze Ci sie podoba, choc nigdy tego nie powiesz. I niech tak zostanie :) Trzeba miec charakter vranickiego, ktory po wypowiedzi wolskiego chama w kapeluszu, nazywa sprawe tak, jak normalni ludzie nazywaja takie zjawiska. Nie siada do ogniska z dyszacym prostakiem ale wstaje, mowiac oschle to, co ma do powiedzenia i demonstracyjnie sika do ogniska. I mowi do widzenia z daleka. Tak dziwnie juz sie przyjelo od hen hen, ze rodzactwo (wyjasniam w poprzedniej geneze powstanie tego okreslenia - skad sie wzialo i dlaczego powtalo) - krotko mowiac Dr. V tak sie juz przyjelo w condo, ze wiekszosc machnela reka na popisy wolskich intelektualistow. Tlumacza na polski pozniej ci, ktorym sie chce. Rowniez to jawisko ma swoja nazwe: nazywa sie ich interpretatorami.
U Ciebie tez tak jest. Wiekszosc spoleczensta komunikuje sie ze soba bez problemu. Ci, ktorzy belkocza, proszeni sa, kiedy maja ochote cos zakomunowac innym, o przyjscie do takiej lub siakiej instytucji - z interpretatorem. Tak czy nie ?
tymczasem
bez pozdrowien :)
PM
'Mylilem sie, wiec przepraszam.'
formulowales wyraznie: 'Pe_eM ..napisal notke w wiadomym celu'
Dodajac: 'z wiadomego powodu'
Zapytalem po polsku: Co wedlug Ciebie oznacza wiadomy cel ?
Co oznacza insynua - 'i z wiadomego powodu'
Ta zawarta jest w komentarzu do Pantryjoty.
Pomijam lubCzasopisma, bo to bez znaczenia.
'Mylilem sie, wiec przepraszam.'
Nie rozumiem. W polowie przeciez masz racje. Czesc ludzi kierujacych czasopismami umieszcza moje wypociny z automatu; pozostali wyrazaja zgode, kiedy zglaszam i potwierdzaja kazdorazowo powiadamiajac o opublikowaniu.
Dwa byly proste pytania a wlasciwie jedno, mowiac w skrocie.
Czy wiadomy powod' kojarzy Ci sie rublach, czy z wieszaniem sie na klamce w Berlinie ha ?
Nie rob ze mnie idioty. Pytalem, z czym Ci sie kojarzy insynua:
Co wedlug Ciebie oznacza 'Pe_eM ..napisal notke w wiadomym celu'
Nie sprecyzowales i z ciekawosci zapytalem. Wiekszosc tak ma; jesli nie rozumie - oczekuje chociaz krotkiej odpowiedzi.
W wiadomym celu pisza ludzie, ktorzy strasznie sie czegos boja.
O to Ci chodzilo ? Tak to jest odbierane i utrwalone w powszechnej swiadomosci w psychiatryku. Boja sie strasznej Prawdy o sobie. To chciales przemycic Manio Przesladowcza 3 ?
To trafiles. Boje sie.
Szajb nawiedzonych, raz. Dwa, fanatykow religijnych wymachujacych takimi tam roznymi, dyszacych koscielnych intelektualistow belkoczacach o wartosciach; wzmozonym szacunku przykrytym insynua.
Zartowalem. Na widok rozdygotanynych emocjonalnie intelektualistow straszacych na ulicy przechodniow, latajacym namiotem, wspomagajacych cyniczny przemysl smolenski pasozytujacy na emocjach ludu - na taki widok usmiecham sie pod nosem.
pi es zapraszac do czytania nie musze. Czytasz, dziekuje.
zapraszam do pisania, ale pod warunkiem. Insynua wklepuj za przyzwoleniem Beretki. Tu takie praktyki sa niepopularne; prosze nie uprawiaj taniej propagandy, bo ludzie patrza. Jesli masz zamiar tak filozofowac:
'Tak w ogole to moglbys jednak troche zwolnic. Stac was.'
Od takich rad robia sie zajady.
Przekonywanie moich czytaczy, ze Beretka nie ma pojecia, co to jest filozofia Kalego jest ogolnie ciekawym eksperymentem. Myslisz, ze ktos sie nabierze ? Lubie takie wynalazki. Dlatego poswiecilem mu az tyle miejsca. Nie odbieraj tego zbyt personalnie. Tak se pogadalismy o roznych aspektach cierpiac nawzajem, poniewaz jestes umiarkowanie wzmozony. I to jest OK. Nie przepadam za roznowami z rozszalalymi emocjonalnie. To nie na moje nerwy :) Z Toba mi sie dobrze gadalo.
Dziekuje i pozdrawiam :)))
PM
A może to zwykła Mańka, albo Maniek ?
i nie prześladowcza, tylko prześladowana ?
Może to ofiara porodu pośladkowego ?
Wpada tu i tam i se gada.
Może kiedyś coś napisze. Być może nawet oszołomi.
Na pewno znasz powód dla którego napisałeś tę notkę, a może i kilka innych. Mania być może też coś wie.
Tu właśnie tak jest, że jedni wiedzą a inni się domyślają.
Na styku powstaje cierpienie.
I wtedy wkracza Beretka :))
Trzymaj się.
Zaciekawilo mnie to: czy wieszam sie na klamce Berlina czy moze Mania wykombinowala cos w rublach. I ten deser: zwolnij. I ten plural: Stac was (na to). Podoba mi sie takie lagodne dyszenie.
I ta filozofia Kalego. Urocza.
No dobrze. Temat o cierpieniy ludu zamkniety. Wyczepany. Jestem :)
Zartowalem ci ja.
PM
Dlatego niezdrowo jest się czepiać.
Chyba, że na oczepinach.
A swoją drogą, Krakusii np. "czepią" dywany i mówią "czy po czy".
Szkoda, że prezes nie jest Krakusem. Może byłoby jeszcze śmieszniej.
Juan, narrator powieści Javiera Mariasa "Serce tak białe" (A Heart So White) jest właśnie kimś takim. Interpretatorem.
Dorabia pracując dla rządu hiszpańskiego jako tłumacz kabinowy (w Niemczech mówią - synchroniczny) i pozwala sobie czasem na żarty tłumacząc wszystko na opak.
Czytałeś to może?
Podczas konsultacji bilateralnych na szczycie z szefową rządu Wielkiej Brytanii wkłada w usta premiera swojego kraju kwiecisty komplement na temat jej długich pęcin, które zachowały niewinne piękno młodości i wywołuje tym u niej rumieniec autentycznego zawstydzenia. Szczegóły projektu intensyfikacji stosunków handlowych z Hiszpanią tłumaczy jako wyraz jej uznania dla jego urody południowca, co w połączeniu z rumieńcem stwarza zupełnie nieoczekiwaną sytuację...
pozdrawiam
"A może to zwykła Mańka, albo Maniek ?
i nie prześladowcza, tylko prześladowana ?
Może to ofiara porodu pośladkowego ?
Wpada tu i tam i se gada.
Może kiedyś coś napisze. Być może nawet oszołomi.
Na pewno znasz powód dla którego napisałeś tę notkę, a może i kilka innych. Mania być może też coś wie.
Tu właśnie tak jest, że jedni wiedzą a inni się domyślają.
Na styku powstaje cierpienie.
I wtedy wkracza Beretka :))"
A ja nareszcie wiem z kim tak naprawdę mam do czynienia.
Szok!
Dla mnie już nie istniejesz:) Szkoda.
Jednak myliłem się.
A ja tylko tak chciałem dodać nieco pieprzu.
Pisząc prościej - przesolić ze zdradliwym uśmieszkiem na twarzy.
Dopóki mój poziom tolerancji -czytaj pobłażliwości- nie jest
pod zbyt dużą presją, to manewr Vranickiego nie wchodzi
w rachubę. Zawsze patrzę się z dystansem( łatwo wpaść w ten
nałóg, kiedy jest się daleko od brzegu - cisza, mewy, szum fal, a tam w oddali sznury samochodów, odgłosy swarów, opary stressu...)
na wszelkie wygibasy - intelektualne czy wzmożone.
Reszta to enigma.
Też Cię nie pozdrawiam.
Zajęty jesteś.
Dużo gości.
Postanowilem od dzisiaj zostac prawackim blogerem.
Cieszysz sie ? Troche sie przyucze i bedzie dobrze.
Nudne te lemingi som.
tymczasem
PM