Niezmiernie śmieszą głosy święcie oburzonych publicystów na fakt wcześniejszego przechodzenia na emeryturę tzw. służb mundurowych. Prawo do wcześniejszych emerytur mają inne jeszcze grupy zawodowe np. prokuratorzy i tancerki z baletu czy z operetki. Ograniczę swoje rozważania do tych trzech grup. Prokuratorzy pracują głową, sprzedają myśl prawniczą, im dłużej są w zawodzie, tym większej nabywają praktyki - możliwy jest tak zwany awans poziomy, możliwa jest zamiana z innymi zawodami prawniczymi; nie ma żadnych poważnych opinii medycznych, by w wieku 65 lat następowała jakakolwiek niesprawność umysłowa. Pewna liczba wybitnych prawników wybiera karierę naukową lub administracyjną. Konkluzja brzmi: wcześniejsza emerytura prawników nie ma żadnego uzasadnienia.

 

              Trudno mi sobie wyobrazić baletnice po pięćdziesiątce, a nawet nieco młodsze; Loda Halama czy Margot Fonteyn, to były postaci wyjątkowe. Tutaj wcześniejsza emerytura jest uzasadniona, pytanie tylko w jakiej wysokości, wiek raczej powinien być określony przez specjalistów i dość sztywno ustalony. Wysokość emerytury jak i poborów powinna być proporcjonalna do wysiłku i czasu dochodzenia do możliwości wykonywania tego zawodu; na ile nauka była tak intensywna, że wykluczała szanse na równoległe przysposobienie do innej profesji, na ile praca eksploatowała zdrowie itd., itd.

 

             Równie trudno sobie wyobrazić sześćdziesięcioletniego porucznika skaczącego żwawo ze swoimi podopiecznym do bojowego wozu piechoty, czy wykonującego inne zadania bojowe wymagające dużej sprawności i wytrzymałości fizycznej. We wszystkich armiach świata do wykonywania tych zadań przeznaczeni są oficerowie, czy ogólnie mówiąc żołnierze zawodowi młodsi wiekiem. Myślę, że intuicyjnie wszyscy zdają sobie z tego sprawę i tak: podporucznicy i porucznicy są dowódcami plutonów, czasem kompanii (i odpowiadającym temu szczeblowi innych pododdziałów) - w wieku 22 do 27 lat, kapitanowie są dowódcami kompanii, baterii (i innych tego szczebla) w wieku 25 do 33 lat - jest ich przynajmniej 3 razy mniej od poruczników i podporuczników, majorowie w wieku 30 do 35 lat są dowódcami batalionów, oficerami sztabowymi, jest ich dwukrotnie mniej niż kapitanów, podpułkownicy w wieku 34 do 45 lat są dowódcami samodzielnych mniejszych jednostek wojskowych, zastępcami dowódcy pułku (i innych tego szczebla), oficerami sztabowymi w związkach taktycznych itp. - jest ich trzy razy mniej niż majorów, pułkownicy w wieku 44 do 60 lat są dowódcami pułków (i innych tego szczebla), szefami służb w związkach taktycznych, zastępcami dowódców zw. taktycznych,szefami oddziałów w  instytucjach centralnych itp. - jest ich pięciokrotnie mniej niż podpułkowników. generałów nie będę już przyporządkowywał do stanowisk, ale jest ich coraz mniej - odwrotnie proporcjonalnie do ilości gwiazdek na pagonach.

 

              Te wyżej przytoczone proporcje nie są ścisłymi danymi statystycznymi , chociaż nie są wzięte całkowicie z  sufitu; chciałem tylko przedstawić istotę tzw. pragmatyki wojskowej, która nawet określa dopuszczalną granicę wieku w danym stopniu. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież każdy oficer chciałby awansować i służyć dalej. Ale właśnie jest ta piramida, jest naturalna selekcja, awansują najlepsi, najbardziej przydatni, inni muszą odejść, poszukać sobie innego zawodu, zresztą wielu odchodzi nawet nie służąc 15 lat uprawniających do częściowej emerytury - po prostu nie wytrzymują trudów życia wojskowego. Służba wojskowa jest absorbująca i wymagająca, niektórzy jak piloci, budowlańcy, nie mówiąc o lekarzach czy prawnikach woskowych - nie mają problemu z pracą w "cywilu", z innymi jest gorzej.

 

             Jeszcze taka sprawa; porównajmy godziny pracy; pracownik w cywilnej instytucji państwowej  w ciągu roku ma średnio 52 niedziele i 52 soboty wolne, 26 dni urlopu, pozostaje 235 dni przepracowanych załóżmy po 8 godz. co daje 1880 godzin pracy w roku. Żołnierz zawodowy przynajmniej połowę sobót i i część niedziel spędza w koszarach - przypuśćmy - wolnych niedziel i sobót ma łącznie 70, plus 26 dni urlopu, pozostaje 269 dni roboczych po 10 godz. co daje 2690 godz. do tego trzeba dodać przynajmniej 3 tzw. "służby" na 2 miesiące - 18 służb po 14 godz. (10 godz. już było liczone), co daje 252 godz. jeszcze przynajmniej miesiąc ćwiczeń poligonowych 30 razy 14 godz. co daje 420 godz. a zatem łącznie 3362 godz. to dawałoby 420 dni roboczych w "cywilu". Innymi słowy, służba wojskowa w czasie15 lat kalendarzowych (najniższy próg emerytalny) to 420 razy 15 równa się 6300 dni roboczych i po podzieleniu przez 235 daje 26,8 lat pracy. To nie wszystko; przecież na każde 235 dni przypada 26 dni urlopu,  czyli trzeba jeszcze uwzględnić 11,8 lat pracy razy 26 dni urlopu, co daje 306,8 dni (0,84 roku) - mamy więc razem 27,64 lat pracy. Gdyby jeszcze uwzględnić brak wolnych wszystkich sobót i niedziel; 104 odjąć 70 to daje 34 dni w każdym roku razy 15 równa się 510 dni (1,4 roku) a zatem łącznie  29 lat pracy.

 

              Wywiodłem więc (przy pewnych subiektywnych szacunkach), że 15 lat służby wojskowej odpowiada 29 latom pracy w "cywilu".  Nie uwzględniłem jeszcze tzw. godzin 50 i 100 procentowych (liczonych razy 1,5 czy razy 2), ale to jest oczywiście do pominięcia.

 

               Konkluzja ostateczna jest taka; 40 % emerytury po 15 latach kalendarzowych służby wojskowej nie jest żadnym rarytasem, należałoby raczej wyliczyć prawdziwy, dokładny przelicznik, który uwzględniał by rzeczywisty czas pracy i od niego uzależnić wymiar emerytury mundurowych. W innym wypadku - dla pozyskania chętnych do woja trzeba znacząco podnieść uposażenie, lub dopuścić do stanu, w którym najlepsi młodzi ludzie będą armię omijać szerokim łukiem. Znakomicie większe oszczędności można znaleźć w innych resortach i centralnych instytucjach państwowych, także w instytucjach samorządowych.