Na ostatnim głosowaniu przyjęto poprawkę do ustawy o informacji publicznej. Jak podaje PAP: „Dziesięciu głosów zabrakło do odrzucenia w piątek przez Sejm senackiej poprawki do nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej. W myśl poprawki, możliwe będzie ograniczenie prawa do informacji ze względu na "ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa”.*
Oznacza to, że nie można już kontrolować władzy, nie można już podawać do informacji publicznej niektórych wiadomości, które mogą zagrażać interesowi gospodarczemu. To skandaliczne, ze coś takiego zostało przegłosowane. Wcześniejszy pomysł PO, aby zezwolić ABW na podsłuchy bez żadnego konkretnego uzasadnienia zbliżyła nas do orwellowskiej rzeczywistości, teraz ostatnim sejmowym głosowaniem postawili kropkę nad „i”. Dopełnili swojego projektu ograniczenia wolności słowa, przygotowując sobie jednocześnie teren i środowisko do kolejnej kadencji. Ograniczają sukcesywnie wolność słowa, straszą sądami, więzieniem, atakują blogerów, podsłuchują, a teraz strzelają w informację i opinię publiczną.
Ciekawsze jest za to tłumaczenie posłów PO. Adam Szejnfeld w programie „Kawa na ławę”, po długim namyśle, stwierdził, że ustawa jest bardzo potrzebna. Powiedział, że dostęp do informacji jest podstawą demokracji, „ ale bez przesady”, „są jakieś granice”. Dodał, ze w innych rozwiniętych demokracjach też informacja ma swoje granice, bo gdyby tak nie było, to dziś Al-Kaida rządziłaby światem. Jeszcze marudził, czy też kwękolił o tym, że to dla dobra obywateli.
Mam przez to rozumieć, że Platforma Obywatelska jest na tropie siatki terrorystów w Polsce i dlatego ograniczają wolność słowa. Jeśli tak, to faktycznie, ograniczajcie ile chcecie…
Zastanawiające są za to, granice dostępu do informacji, rysowane patykiem na ziemie przez PO. Czy taka granica w ogóle istnieje? Istnieją granice wolności słowa, bo kiedyś wolność słowa, zmienia się w chamstwo i obrazę, ale granice informacji, to coś nowego i innowacyjnego na skale światową. Tusk mógłby dawać korepetycje Łukaszence z totalitaryzmu, bo tak daleko nikt się posunął. Ograniczanie dostępu do informacji to łamanie konstytucji, ale jak rzekł Szejnfeld: „nie obchodzi mnie konstytucja”. To już zauważyliśmy wcześniej.
Jak wyznaczyć granicę dostępu do informacji, czy takie pojęcie w ogóle istnieje? Będą zastanawiać się, czy ludzie maja dowiedzieć się o tym, ze Polska właśnie zbankrutowała, czy pozwolić Polakom, żyć w niepewności i błogości. W rzeczywistości to rząd będzie informował społeczeństwo, to oni będą tworzyć serwisy informacyjne i wpływać na prasowe depesze. Nie cenzorzy, a sam premier będzie kontrolował media. Jest granica między informacja, a plotką lub kompletnym wymysłem, jest ona oczywista. Ale granica między informacjami? Czy będzie dzieliła owe informacje na właściwe i niewłaściwe dla rządu, wygodne i nie? Informacja zawsze jest prawdziwa, poparta dowodami i faktycznym stanem, więc można dzielić ją tylko według własnego uznania, na wygodne i niewygodne. A to jest ewidentnym atakiem na wolność słowa i konstytucję państwa demokratycznego.
PO nie walczy z Al-Kaidą, a nawet gdyby to nie trzeba blokować dostępu do informacji, by utrzymać ją w tajemnicy przed terrorystami. Dostęp do informacji jest zapewniony konstytucyjnie, ale PO „konstytucja nie obchodzi”. Jak z resztą zawsze. Co raz bardziej wkracza się w naszą prywatność, co raz częściej się nas ogranicza, a jako bloger mam nadzieję, że o godzinie szóstej rano do moich drzwi zapuka tylko mleczarz.
Trzeba jednak zrozumieć Platformę, bo ona robi to dla naszego dobra, byśmy się nie frapowali długiem publicznym, aferami rządu, kolejnymi aresztowaniami, wpadkami i tragicznymi wypadkami. Bo przecież głupie społeczeństwo to szczęśliwe społeczeństwo.
_____________________
*http://wyborcza.pl/1,91446,10304614,10_glosow_zabraklo_do_odrzucenia_poprawki_Senatu_do.html
Cyaty z Szejnfelda z pamieci pisane.



Orwell niedoszacował swej wizji, bo zatrzymał się na roku 1984 i nie przewidział , że powstanie Ministerstwo Prawdy Absolutnej.
Cytaty z Szejnfelda poprawne ( nie tylko politycznie )
W nadziei na stosowne reakcje .
Doprawdy?
Ustawa o dostępie do informacji publicznej uchwalona została prawie dokładnie 10 lat temu (6 września 2001 r http://isip.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20011121198) i zawiera od samego początku wiele ograniczeń ze względu na interesy państwa i obywateli. Nie są więc to zapisy szczególnie innowacyjne, a że ustawa wzorowana jest na podobnych aktach prawnych państw europejskich trudno nazwac ją ewenementem na skalę światową.
Potrafi Pan i pozostali komentatorzy odnieśc się do takich restrykcji jak np ograniczenie dostępu do dokumentów służb socjalnych czy kart pacjenta z jednej strony a z drugiej planów obronnych państwa, tajemnicy toczącego się śledztwa i podobnych?
Uchwalona poprawka dokłada jedynie do listy ograniczeń w dostępie do informacji publicznej jeden dodatkowy element.
Wynika to z samej natury sytemu demokratycznego, który opiera się na wolności wyboru. Oczywiście świadomego wyboru, a taki wybór jest możliwy tylko w sytuacji pełnego dostępu do informacji, pełnej wiedzy na temat człowieka/kandydata, który ma nas reprezentować w naszym wspólnym interesie, a już wybranym będąc, zdawać nam relację ze swojej działalności i swoich dokonań.
Tak więc jawność i transparentność jest podstawą, bazą, wręcz warunkiem sine qua non demokracji. A wszelkie próby utrudnienia dostępu do informacji, ukrywania jej, ściemniania itp należy uznać z zamach na demokrację, a ich autorzy powinni stanąć przed sądem czy Trybunałem Stanu, gdyż ich działania mają znamiona przestępstwa, łamią prawo, są również antykonstytucyjne.
Jeśli więc niektórzy z naszych "wybrańców" dokonują jawnego zamachu na demokrację, a pozostali "wybrańcy" są na tyle opieszali i nieporadni, że nie potrafią temu zapobiec, nie pozostaje nam czyli społeczeństwu nic innego jak wystąpić ze zbiorowym pozwem/skargą najlepiej od razu do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i domagać się napiętnowania tego typu totalitarnych praktyk godzący w samą istotę demokracji.
Muszę tutaj z całą siłą podkreślić, że III RP już od samego zarania zbacza z kursu na demokrację, prowadząc nasz kraj na jej manowce. Przypomnę, że jako jedną z pierwszych wprowadzono w Polsce ustawę o ochronie danych osobowych w zakresie tak absurdalnie restrykcyjnym, że nawet zniknęły książki telefoniczne ze spisem abonentów. Jak można było się domyślać takim radykalnym rozwiązaniem był zainteresowany głównie PRLowski "establiszmęt" triumfalnie wkraczający w epokę robienia biznesów w nowej, kapitalistycznej rzeczywistości.
Ten sam "establiszmęt" wspiera obecnie Platformę Obywatelską, którą zresztą sam wykreował. Stąd się biorą te nieustanne ciągoty do ograniczania jawności, które występowały z różnym nasileniem u wszystkich kolejnych ekip rządzących w III RP, z wyjątkiem rządu PiS. Nie może być na to zgody, jeśli oczywiście zależy nam, aby Polska była krajem demokratycznym.
"Potrafi Pan i pozostali komentatorzy odnieśc się do takich restrykcji jak np ograniczenie dostępu do dokumentów służb socjalnych czy kart pacjenta z jednej strony a z drugiej planów obronnych państwa, tajemnicy toczącego się śledztwa i podobnych?"
A to, to s i w i e t n e państwo nie zadbało o uszczelnienie przepływu informacji tzw. wrażliwych, tworząc akty prawne o w/w instytucjach i zasadach ich funkcjonowania? Niemożliwe! Ciągle o czymś nie sposób uzyskać informacji, bo się rządzący wyłgują tajnością. A co mogło być takiego tajnego np. w przesłuchaniach polityków i urzędników państwowych w sprawie np. afery hazardowej, że tyle posiedzeń komisji utajniono?
................................................................................................................................
Innowacyjność dodatkowego elementu, polega na wprowadzeniu iście rewolucyjnego: Nie powiemy, bo nie.
No cóż, w ostateczności, zawsze pozostają błagalne modły do obecne panującego prezydenta copy rights by Kataryna.
Kaśka
Kaska
http://www.youtube.com/watch?v=qI1AxUyvEiA