Od czasu katastrofy smoleńskiej myślałem, że już żadne doniesienia krajowe mną nie wstrząsną, ale poseł Migalski bez wysiłku udowodnił, że się myliłem.
"Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie"
Poseł zblazowanym tonem objaśnił, że głosował za ratyfikacją ACTA nie fatygując się, by przedtem się poinformować, za czym właściwie głosuje. Bo i po co, dodatkowej diety w euro za to nie płacą. Poseł Migalski przystępnie objaśnił, że nic w tym złego, bo zarówno on sam, jak i 90% jego współparlamentarzystów tak mają, że zawsze głosują w ten właśnie sposób za 90% takich projektów ustawodawczych jakie im się miłościwie do głosowania podsuwa. Kto by tam je wszystkie czytał - od czytania, jak powszechnie wiadomo, głowa boli.
Posła Migalskiego nie należy tarzać w smole, pierzu i tłuczonym szkle, ponieważ niechcący odegrał pozytywną role społeczną. Mianowicie zlikwidował raz na zawsze szkodliwą iluzję, że Polska to jest takie zwykłe, zupełnie normalne państwo jak każde inne, zwyczajna demokracja zachodnia, godna zasiadać po prawicy wszystkich innych, a parlamentarzyści pracują całkiem tak samo jak w każdym innym Riksdag, Storting czy Oireachtas.
Powiało wiatrem znad mongolskich stepów albo południowoamerykańskich pampasów (pomimo zapachu, nie mylić z pampersami). W tle słychać nadciągający tętent małych kudłatych koni i świst nahajki. Dzięki posłowi Migalskiemu wiemy, że Polski już nie ma, a zajmująca jej dawniejsze terytorium Polanezja jest republiką bananową. Bez bananów co prawda, ale za to z okupacją państwa przez półmilionową kastę niedouczonych urzędników, której głównym zajęciem jest trzymanie populacji za mordę, żeby się nie zbuntowała i nie zlikwidowala im opłacanych z publicznej kasy stanowisk picia kawy i żarcia buły.
Ostatnia ucieczka polskiego kołtuna, dziennikarskiego cyngla, ministerialnego niedorzecznika i telewizyjnego dezinformatora, deklaracja że "przecież wszędzie jest tak samo", nie wytrzymuje próby życia. Dosyć Polaków mieszka dziś poza Polską, żeby samemu wiedzieć i wszystkim znajomym powtórzyć, że wcale nie wszędzie jest tak samo, zaś oni między innymi właśnie dlatego wyjechali z Polski, że nie jest.
Ci, którzy wyjechali, czytają teraz w sieci pogróżki jakie polanezyjski rząd wrzuca do polanezyjskiej prasy, jak to rząd Polanezji zmusi wszystkie państwa świata do zawarcia z nią korzystnych dla Polanezji umów dwustronnych, w ramach których dojdzie do ujawnienia polanezyjskiej skarbówce wszystkich danych z rachunków bankowych każdego, kto się w ciągu ostatnich 500 lat o polanezyjski plemnik otarł. A jak nie, to Polanezja wypowie wojnę Wyspom Kajmana albo Wyspom Dziewiczym, a może nawet obu naraz.
Jak Polanezja już wydrze wrogom te dane, to się policzy się z tymii renegatami, którzy zamiast Polanezji w zębach przynosić podatki, nieważne czy należne - nie tylko ich nie przynoszą, ale jeszcze ośmielają się mieć rachunki bieżące tam, gdzie faktycznie mieszkają i pracują, zamiast gotówkę zakopywać w garnku pod palmą, jaka odbija fiskusowi Polanezji, a współrzędne GPS wysyłać listem poleconym do Urzędu Skarbowego w ostatnim miejscu zameldowania.
Nominalny obywatel Polanezji zamieszkały od Norwegii po Tasmanię czyta te brednie, po raz kolejny utwierdza się w przeświadczeniu, że słusznie postąpił decydując już jakiś czas temu, że jego noga więcej na polanezyjskich wyspach absurdu nie postanie, i sprawdza w kalendarzu ile mu zostało do najwcześniejszej możliwej daty naturalizacji, czyli awansu społecznego z poddanego Polanezji na obywatela normalnego państwa.
Na walkę z odwagą rozpaczy przeciw mózgów rozmiękczeniu w Polanezji, pociąganej przez pi-arowe sznurki przytwierdzone do poddanych, jest już za późno.
Kto może, niech emigruje.
Kto nie może, niech sprzeda komputer, z którego niedługo i tak nie będzie miał pożytku, i kupi cukru na zapas.




> złego, bo zarówno on sam, jak i 90% jego
> współparlamentarzystów tak mają
I to głębokie przekonanie p. Miglaskiego, że 90% robi tak samo. Mniejsza już z nim, w sumie niech będzie, że chwała mu za szczerość. Ale ta ekstrapolacja własnego dyletanctwa na innych przypomina lumpenprolecką gadkę w stylu "kradnę, bo wszyscy kradną, o co tu się wściekać?".
Nie jest moim zamiarem kpić, ale też nie mogę jakoś wzbudzić w sobie ani krzty szacunku dla elektoratu, ponad połowie którego w ogóle nie chce się glosować, w jakąkolwiek stronę - bo to, tamto i sramto. Ten elektorat następnie szuka przyczyny swoich nieszczęść wszędzie, tylko nie między własnymi uszami.
Co do "biednych tubylców", to jest taka ludowa anegdotka:
- Czemuś Jasiu biedny?
- Bom głupi.
- A czemuś Jasiu głupi?
- Bom biedny.
Niestety, wyjście z tego błędnego koła "Biednego Jasia/Głupiego Jasia" każdy musi sobie znaleźć we wlasnym zakresie. Emigracja jest jednym ze sposobow na to. Ja akurat emigrację doradzam, bo się na niej znam, losu emigranta doświadczając na wlasnej rzyci od z górą ćwierć wieku. Pan może propagować inne wyjścia, wedle wlasnego uznania.
A co do meritum, to istnieją kraje, w których poseł przyznający się publicznie do tego, że nie wie za czym i dlaczego glosuje. zmuszony zostałby przez opinię publiczną do wycofania się z życia publicznego..
Urzędników, razem z samorządowymi, będzie grubo powyżej miliona. Wszystkiego, co bierze pensje z budżetu, oraz ludzi z tym jakoś powiązanych jest większość. Stąd jakiekolwiek zmiany niemożliwe.
Zasada kradnij, ale aby mieć święty spokój pozwól innym też trochę skubnąć, została dopracowana do perfekcji, przez właścicieli Polski. Ten stan będzie trwał, aż do kompletnego bankructwa kraju. Wiek osiemnasty się powtarza, choć w formie troszeczkę innej.
Próbowałem poruszyć ten temat na niektórych poczytnych blogach
i rozdyskutować ludzi w temacie dla nas najistotniejszym, jednak nic z tego. Pięknych Eloi nie interesuje skąd owoce na stole.
A nawet rzeczą nieprzyzwoitą jest dyskutować o tym. Zagrają trąby to idą w paszcze Morloków.
Jeszcze kilka lat temu namawiałem każdego do zakładania własnej firmy. Sam już za czasów komuny (pierwszej) byłem "wrzodem na zdrowym ciele socjalizmu". Dzisiaj każdemu mówię: anywere but Polad. Tylko ktoś, kto nie ma wyobraźni założy tu firmę. Jedyną opłacalną rzeczą tutaj jest zostać urzędnikiem. Do czasu bankructwa kraju.
Pozdr.
Stary Wiarusie podpowiedz jak się emigruje. Ja już nie nadaję się, bo zdezelowany, ale młodych zachęcę. Jak powiedział poeta: "Ja w tym roku nie jadę, lecz jadącym dam radę".
Piszesz:
"Nominalny obywatel Polanezji zamieszkały od Norwegii po Tasmanię czyta[jąc] te brednie po raz kolejny utwierdza się w przeświadczeniu, że słusznie postąpił decydując już jakiś czas temu, że jego noga więcej na polanezyjskich wyspach absurdu nie postanie, i sprawdza w kalendarzu ile mu zostało do najwcześniejszej możliwej daty naturalizacji, czyli awansu społecznego z poddanego Polanezji na obywatela normalnego państwa."
Zgadza się.
Całkowitą słuszność masz. Dochodzi do tego, że nawet posiadający rodziny z dziećmi w Polsce czynią to samo - aplikują o obywatelstwo kraju, w którym sami mieszkają i pracują. Kto chce dopiero chce mieć dzieci, ten patrzy i pilnuje, by urodziły się od razu w normalnym państwie, a nie za drutami obozu pracy, gdzie kasta władców przyznaje sobie majętności na kredyt państwowy, a obciążenia przerzuca na dzieci wszystkich tam pracujących na swoim.
Mój qmpel z dawnych czasów jest obecnie ordynatorem oddziału ginekologicznego w Normalnym Państwie. Yes, the very one we both now think about. Mówił mi ostatnio, że 4/5 rodzących u niego to Polki. Pyta się czasem z ciekawości kobiety i ich mężóww ale żadna/żaden nie chce wracać, nigdy, a jeśli już wyjechać, to do jednego z państw dawnego Commonwealth of Nations. Zostawmy jednak wyspiarzy i na chwilę wróćmy do Polski myślą.
Dwie kasty Polaków -
- nadzorców obozu pracy i pracujących na nich, otumanionych zdobyczami cywilizacji materialnej fellachów, można w dwóch krokach pogodzić. Wystarczy wprowadzić odpowiedzialność za podejmowane i przez jednych, i przez drugich decyzje. Proste? Oczywiście! Rozwiązanie takie zaproponowałem u siebie na blogu.
Dwupunktowy plan trwałego zreformowania państwa
link
http://a-tem.salon24.pl/381630,przybyl-mikolaj#comment_5624910
Pzdr,
W sumie dość prosto, choć i dosyć stresowo. Najpierw musiz się serio wkur..ć. Potem dochodzisz do wniosku że dość tego p... kotka za pomocą krajowego młotka. Pakujesz walizę. Wychodzisz na trampolinę na wysokości 10 metrów nad basenem. Na dole ciemno, mgła jak w Smoleńsku, nic nie widać, a zwłaszcza tego, czy w basenie jest woda. Sam jesteś ze swoimi myślami i decyzją, nie ma kogo zapytać. Wahasz się krócej lub dłużej. Sskakać, nie skakać? W końcu chwytasz odwagę oburącz, odbijasz sie i skaczesz. Okazuje się że woda w basenie była, bo się nie roztrzaskujesz o kafle, tylko cię wynosi na powierzchnię. Zaczynasz płynąć żabką. Jedni krócej, drudzy dłużej. Prawie wszyscy w końcu w lepszej lub gorszej kondycji dobijają do brzegu. Dla jednych brzeg kafelkami jest pokryty, dla innych ostrym szutrem, jak ktoś dobrze zna jezyk i ma trochę szczęścia, to sporadycznie może natrafić na brzegu na puszysty trawnik albo, zgoła wyjątkowo, na dywan.
Formalne wymagania są tutaj; http://www.immi.gov.au
Trzeba znać jak najlepiej się da język tambylców, mieć studia lub zawod rzemieślniczy trochę doświadczenia w swoim zasadniczym zawodzie, plus nieco kasy, dość na przeżycie tam jakichś 6 miesięcy bez roboty( i nie ma takiej opcji, żebyś tej kasy up front nie miał). Oraz należy przez cały czas zdawać sobie sprawę, że to nie oni się ubiegają o to, żebyś ty zechciał się u nich osiedlić, tylko odwrotnie, zaś w Londynie stoi do ichniej ambasady na reprezentacyjnej ulicy Strand jeszcze większa kolejka native speakers of English i absolwentów anglojęzycznych uczelni, którzy chcą dostać taką samą wizę jak ty. Ich system będzie chciał wiedzieć, co oni będą z tego mieli, a nie co ty bedziesz z tego miał.
Ekwiwalentow tej informacji z USA i Kanady poszukaj sam, nie jest trudno znaleźć. AU, US i CAN to są w zasadzie trzy ostatnie kraje Pierwszego Świata z programami masowej imigracji. Z wyjątkiem wyjątkowych wypadków należy emigrować poza Europę, do krajow Nowego Świata, które nigdy nie wstąpią do Unii, gdzie nikogo nie dziwi, żeś ty imigrant, i gdzie twój akcent jest tylko ciekawostką, a nie sprawą życia i śmierci.
Migalski jest EUROposłem i, prawdopodobnie, opisuje, co zaobserwował w EUROparlamencie.
Nic dziwnego, że W. Brytania kombinuje, aby się z tego cyrku wycofać.
....................................................................................................................
Czy EUROwyborcy nie powinni zainteresować sie tym stanem rzeczy i np. zasypać skrzynki adresowe swouch EUROposłów, z pytniami o deklaracje, gdzie s i e b i e umieszczają w owej "wszystkości Migalskiego"?
Ja sądzisz, Wiarusie, będzie im się c h c i a ł o?
Kaśka
Pojedyncze różnice w formalnościach nie mają większego znaczenia.
Opis pyszny i jakże celny!
Kaśka
A propos tej normalności - czy Australia klepnęła ACTA ?...
w sumie od samego poczatku jestem, podobnie jak wielu emigrantow, przykladem zaprzeczajacym klamstwu, jakoby emigrantom bylo zle. najbardziej mnie bawi pytanie znajomych, czasem rodziny "no to kiedy wracasz?". zwlaszcza, ze kalendarz podpowiada, ze juz niedlugo i...
oczywiscie, korupcja jest wszedzie, i wszedzie zdarzaja sie pajace, ktorzy nie patrza za czym glosuja. roznica polega na podejsciu ich sluchaczy. zwlaszcza, jesliby dowiedzieli sie o tej ceplej gotyckiej strudze, jaka na nich splywa.
P.S. pomimo bredni, jakie wypisuje polska prasa ,powolujaca sie na brukowce, przedstawiane przez teze polska prase jako autorytatywne periodyki, decydenci (decision makers, albo ludzie kluczowi np. menydzerowie w firmach, lokalni samorzadowcy, etc.) swoje wiedza. a zwiedzilem juz nie jedno "miejsce" i wszedzie bylo pod tym wzgledem podobnie.
P.S. 2. ciekawa odpowiedz o tym emigrowaniu - troche jakbym czytal wlasna biografie.
----------------------
Klepnęła w zeszłym roku, po czterech latach ożywionej publicznej dyskusjiv w której wentylowano ten pomysł na wszystkie strony. Po klepnięciu nie dało sie zauważyć zadnych namacalnych skutkow, nikt nie stracił łącza internetowego, natomiast do pudła poszło parę osob które zlapano na imporcie komercjalnych ilości (znaczy w ilościach wielu kontenerów) sfalszowanych markowych wyrobow chronionych patentami i zastrzeżeniem praw autorskich. Takie sprawy zresztą zdarzały się także i przed podpisaniem ACTA, xzwłaszcza a w odniesieniu do towarow z USA, ponieważ Australia ma od wielu lat umowę o wolnym handlu z USA, która zawiera istotne piostanowienia dotyczące ochrony wlasności intelektualnej. Ogólny pogląd jest taki, że ACTA jest wymierzona w Chiny, i dobrze, bo z chinskimi podróbami wszystkiego jest sporo kłopotu.
Nadal jednak nikt nikomu tutaj nie przeszkadza indywidualnie importować sobie zakupów online skąd dusza zapragnie i co by w nich nie było. Do wartości $1000 nawet nie ściąga się od nich GST (nasz VAT - flat rate 10%), bo policzono, że ściągnięcie kwoty poniżej $100 kosztuje $112 w kosztach administracyjnych, więc jakby rząd ściągał VAT od prywatnych importów poniżej $1000, to na każdej paczce budżet byłby od kilkanastu do kilkudziesięciuście dolarow do tyłu.
ACTA zakreśla ogólne ramy stanowienia prawa lokalnego na te tematy. Wykorzystanie ACTA zależy od tego, czy ktoś chce używać tych ram do rzeczywistej ochrony nietrywialnej wlasności intelektualnej, swojej wlasnej i sprzymierzenców, w granicach zdrowego rozsądku, czy jako wygodnego pretekstu, czyli pały do ukrócenia krytyki rządu w internecie. Jak na razie ta ostatnia ma sie u nas znakomicie, choć rząd od czasu do czasu wzdycha że coś by z tym trzeba zrobić, bo wolność wolnościa, a tu tymczasem każdy mówi co chce.
Spokojna wszakże nasza glowa, bo rząd Australii jest aktualnie mniejszościowy i dysponuje w parlamencie federalnym wstrząsajacą przewagą 1 (jednego) głosu w wyniku skomplikowanych przetargow z posłami niezależnymi, więc nie za wiele może sobie pozwalać.
Pamiętać niemniej zawsze należy, że istnieją zasadnicze różnice ogólne pomiędzy Polską, w któ^rej rząd dba głownie o to, by nikt nie zapomniał kto rządzi i czyje na wierzchu, a pragmatyczną aż do bólu Australią. Całe prawo krajow anglosaskich stoi na pojęciu 'reasonable' (rozsadny, sensowny) a jak niezawisły sąd orzeknie, że coś nie jest rozsądne, to nierozsądna ustawa traci moc prawną, a cala wladza wykonawcza razem wzięta może iść się dupczyć z doskoku.
Polska tak się ma od Australii jak poddany do obywatela, a polskie mendia do australijskich mediów jak Radio Erywań do Radia Wolna Europa.
Mit emigrantow, którym jest tak okropnie, że już wytzrymać nie mogą i tylko po nocach w poduszxkę szlochają jest wynalazkiem tych sfer krajowych, które nigdy nic same dlka siebie nie zrobią, natomiast zawsze są pełne pouczeń, jak powinni zachowywać się inni.
Pozdrawiam.
Klepnęła w zeszłym roku, po czterech latach ożywionej publicznej dyskusjiv w której wentylowano ten pomysł na wszystkie strony.
Po klepnięciu nie dało sie zauważyć zadnych namacalnych skutków
Aha, czyli ACTA ('przewentylowane' już przecież przez Australijczyków) są ogólnie cacy, tylko ten Tusk jest be?
No to super - wymienimy sobie premiera na innego (najlepiej jakiegoś importowanego Australijczyka) i już będziemy hepi.
> Całe prawo krajow anglosaskich stoi na pojęciu 'reasonable'
> (rozsadny, sensowny)
Richard O'Dwyer, 23-letni student z Wielkiej Brytanii, jest pierwszą osobą, która odpowie za naruszenie praw autorskich zgodnie z zasadami nowych międzynarodowych porozumień antypirackich. Chłopakowi grozi nawet 10 lat więzienia.
Chłopak był właścicielem strony internetowej TVShack, która stanowiła miejsce, gdzie każdy internauta mógł pobrać bądź obejrzeć różnego rodzaju materiały filmowe (...)
Witryna Richarda zwróciła na siebie uwagę amerykańskich służb. Ciężko powiedzieć, dlaczego akurat ta (bo podobnych jest wiele). Niewykluczone, że wpływ na to miały bardzo dobre statystyki strony - około 300 tysięcy "wejść" miesięcznie.
Zgodnie z brytyjskim prawem chłopak nie popełnił przestępstwa.
Ktoś zapyta: więc w czym problem?
Ano w tym, że administracja Stanów Zjednoczonych upomniała się o 23-latka.
Londyn, z racji "specjalnych stosunków" jakie łączą oba anglosaskie kraje, stwierdził, iż musi zgodzić się na ekstradycję swojego obywatela.
NIE. chlopak byl wlascicielem strony zawierajacej linki do stron, na ktorych mozna bylo pobrac lub obejrzec. i zostal wydany amerykanom na pozarcie, co mnie sie wcale nie podoba, jak cala ta acta zreszta.
tylko jak sie to ma do faktu, ze polscy politycy leja cieplym moczem na wyborcow np. bez zenady przyznaja sie publicznie, ze nie wiedza za czym glosuja? "jedli pierogi, a sufit byl za niski" czy sluzbowo ta wrzutka?
Rząd Tuska w ramach tworzenia wirtualnej rzeczywistości, świetnie maskującej realne problemy, rzucił na tapetę problem ACTA. Jest to coś wcześniej zaakceptowane również przez opozycję (PiS), więc nie groźne dla rządzących, bo w razie czego wina wspólna a nawet mając "wolne media" uwypukli się winę opozycji.
Sytuacja przerosła jednak pomysłodawców i dzisiaj Tuskowi miękną nogi. Jego dobry, były kapuś, Boni, stwierdził, że pójdzie demonstrować przeciw, więc Tusk też pewnie pójdzie. Winny będzie Kaczor.
Emigranci! Zachęcam do powrotu! Przyjeżdżajcie! Zakładajcie tu firmy! A następnie jedźcie znów startować od zera za oceany i przyjeżdżajcie! Podtrzymacie tutejszy system korupcyjno-urzędniczy, co jest waszym patriotycznym obowiązkiem. Amen. UFFFFFF!
Kiedy się pan po neoficku zachwycasz swoją nową ojczyzną to mam powód, by używać argumentów australijskich; kiedy bezrefleksyjnie idealizujesz całe prawo krajów anglosaskich to podaję przykład - jak w tym przypadku - z macierzy anglosaszczyzny...
Poza tym - o ile się nie mylę - wszyscyście nadal poddani tej samej Królowej?... ;->
PS Niewykluczone, że Australia ma aktualnie rzeczywiście sensowniejszy rząd niż Polska; nie wiem jednak czy nawet on stanowi wystarczające zabezpieczenie przed ew. pułapkami jakie mogą zawierać ACTA - lub podobne akty (np. takimi, o jakich pisuje ostatnio choćby SzczurBiurowy)
Jakkolwiek zapewne możnaby wiele pulapek teoretycznie wykoncypować, ich wcielenie w życie byłoby początkiem końca rządu ktory wpadł na taki pomysł.
Czy sensowność rządu australijskiego będzie zawsze stanowić wystarczające zabezpieczenie przed ew. pułapkami jakie mogą zawierać ACTA lub podobne akty, czas pokaże. So far so good. W starej, stabillnej demokracji parlamentarnej (konstytucja z 1901 roku, zawierająca m.in.zakaz zmiany konstytucji bez referendum z kwalifikowaną większością) pilnowanej przez prawdziwie niezależne sądownictwo, jdest rzeczą zwykłą, że rząd nie może zrealizować wielu swoich ambicji, choćby żywił takie zamiary, jakie pan dobrze zna z praktyki centralistycznego etatyzmu autortytarnego,czyli ustroju III RP.
A zachwyty lub ich brak nad moją nową ojczyzną to moja sprawa, jeśli to pana drażni to więcej mowi mi to o panu niż o Australii. Jak pan świetnie wie, p. Elżbieta Windsor jest czysto tytularną głową panstwa australijskiego (rownież kanadyjskiego) , a monarchia konstytucyjna stanowi jedynie ogólne umocowanie historyczne, jakiego pańskiemu ustrojowi centralistycznego etatyzmu autortytarnego wyraźnie brakuje.
- monarchię konstytucyjną
- jednomandatowe okręgi wyborcze
- referendum jako jedyny konstytucyjnie możliwy sposób zmiany konstytucji
i będzie pan mógł, panie enteführer, spać spokojnie, a w każdym razie daleko spokojniej niż obecnie.
Pozdrawiam
Niech Pan założy linię lotniczą, która będzie przywozić imigrantów do Polski na kredyt, aby mieli więcej pieniędzy na biznes w Polsce a z powrotem twardo za gotówkę. Jest to też propozycja na masowe samobójstwo tak kredytodawcy jak i kredytobiorców.
Zaproponowane przez Pana trzy punkty dobre, ale jeszcze chodzi o mentalność ludzi. Nie jesteśmy narodem ani głupszym ani mądrzejszym od innych, jednak na mentalność ludzi, wywarł ogromny wpływ komunizm, ale i 20 lat po nim. Jest to mentalność niewolników, którzy nie chcą żyć bez pana. Gdyby w referendum zadać pytanie, czy rząd ma zapewniać każdemu trzy posiłki dziennie to z pewnością wszyscy żarlibyśmy ze wspólnego koryta, poza władzą oczywiście. Bo ona jak zwykle jadłaby kawiory i piła koniaki. Z pewnością też odpowiedź byłaby twierdząca, gdyby spytać czy należy dokwaterować lokatorów wszystkim, którzy mają domy powyżej 200m kw, .
Jak zniszczyć naród? Należy zamienić go w stado bydła. Niech czeka na paszę i daje się doić. Praktykowane przez ponad 60 lat tu już jest to. To i tak jesteśmy odporni. Germanie ze Wschodnich Niemiec, gdyby nie połączenie z Zachodnimi, byliby dziś ciekawostką w skali świata. Jak Korea Północna.
> wystarczy zapożyczyć z Australii trzy kluczowe elementy ustrojowe
Sorry panie Australijczyk, ale z tych trzech kupuję tylko ostatni; monarchizm (jako postulat - do wprowadzenia) uważam za rodzaj schorzenia psychicznego, a JOW-y za pacaneum dla maniaków (btw mieliśmy ostatnio wybory do Senatu w tym trybie - efekty raczej średnio zachęcają do poszerzania eksperymentu)
Anglosasi wynaleźli sporo fajnych rzeczy; co nie znaczy, że należy je wszystkie zaraz bezmyślnie implementować (jak onegdaj osiągnięcia radzieckich naukowców ;-> )
@Stary Wiarus - 2 kategorie polakow
Ale czym w takim razie tłumaczyć, że ci sami Polacy z Kraju wyjechawszy gdzieś indziej zaczynają się niemal natychmiast zachowywać rozsądniej, a po 5-7 latach są całkowicie zgodni w poglądach z tambylcami?
tym, ze to jednak nie sa ci sami. ci, ktorzy wyjezdzaja sa na ogol otwarci na zmiany, biora los we wlasne rece, wiec juz na starcie sa dobrym materialem na nie-niewolnika.
@Estamos - a jednak polacy sa glupsi od innych
Bo nie jesteśmy głupszym narodem.
czyzby? a kto przez ostatnie kilkaset lat potrafil sie zebrac do kupy tylko, gdy sie palila dupa, a w czasie pokoju biesiadowal w najlepsze? kto uzywal liberum veto? kto sobie na krola wybieral roznych przybledow, zamiast dziedziczonego tronu?
Jak zniszczyć naród? Należy zamienić go w stado bydła. [...] Praktykowane przez ponad 60 lat tu już jest to.
60 lat? nie zgadzam sie - uwazam, ze polacy daja sie dymac na wlasne zyczenie i to od kilkuset lat. kiedys polska byla od morza do morza, a teras - pomimo terytorium porownywalnego z terytorium UK - jest zerem. odpowiedz na pytanie "jak rozpoczal sie ten kilkusetletni zjazd po rowni pochylej?" moglaby przyniesc wnioski na przyszlosc. ale polakom rzadko taki sposob rozumowania wychodzi.
putina, ktory chce odbudowac potege rosji, popiera spora czesc spoleczenstwa. fakt, ostatnio sie troche zbuntowali odnosnie sfalszowania wyborow, ale to naturalne i minie. w polsce poparcie ma tusk, ktory ze strachu albo dla jednostkowej kariery nadstawia polskie dupsko bez wazeliny sasiadom, natomiast na tych, ktorzy chca wzmocnic panstwo np. kaczynskim wiesza sie psy. najciekawsze, ze robia to rowniez ludzie, ktorzy niby zyli w komunie, wiec powinni rozumiec co sie dzieje.
NIE! To nie Czechy! To Niemcy!
Językiem czeskim w początkach wieku dziewiętnastego posługiwali się jedynie niepiśmienni chłopi. Odżył w czasie wiosny ludów. Dlatego Czesi nawet literatury nie mają w swoim języku zbytnio.
Czym jest dzisiaj Austria po cesarstwie niedawnym? Czym są Irlandczycy posługujący się językiem swoich katów? Co zostało z Imperium Brytyjskiego? A gdzie są Prusy?
Każdy zawsze uwypukla swoje nieszczęście, lub się nim przygnębia.
Faktem jest, że dzisiaj jesteśmy rządzeni przez sługusów ciemnych sił, które zrobiły sobie miękkie lądowanie przy pomocy TW, co się opozycją nazywali. Problem dobrze zauważa Michalkiewicz. Służby specjalne to wszędzie właściwa władza. Problemem jest, że u nas rządzą nie nasze, tylko ruskie, niemieckie, żydowskie, amerykańskie i kto wie czy nawet nie eskimoskie.
A naród? Jak każdy inny. Wszystko zależy od kadr, jak mówił piekłoszczyk Lenin.
2. Zapewniam pana, że służby specjalne nie wszędzie rządzą. To że rządzą u pana, nie znaczy, że u wszystkich.
3. Imperium Brytyjskie jest godnym podziwu przykładem wycofania się z sytuacji beznadziejnej (niemożliwe do utrzymania imperium kolonialne) na z góry upatrzone pozycje ebz rozszrapania własnego społeczeństwa na strzępy, totalnego krachu gospodarczego, rewolucji etc. Nie mowiąc o tym, że trzeba było umieć admninistrować takim imperium, co Wielkiej Brytanii przez wiele lat wychoidziło całkiem nieźle. O imperiach niemieckojęzycznuch wiem za mało, żeby skomentować.
Potem wrogowie już byli a oni ciągle się lali. Jak na ringu, przy widowni. Niewola Babilońska u nich to prawie to samo co Targowica u nas. Przecież Czartoryscy i inni zdrajcy pełnili wysokie funkcje na dworze cara.
Co wykończyło Pierwszą Rzeczypospolitą? Ochlokracja (dzisiaj zwą to demokracją). Zbyt wcześnie sobie szlachta (ówczesny naród) zafundowała. Król z wyboru nawet szacunku nie miał u dynastycznych ościennych.
Suma sumarum nie jesteśmy wyjątkiem w skali świata. Wspomniani wcześniej Czesi, którzy prawie fizycznie przestali istnieć mieli też kiedyś kraj silny, który innym rozkazywał. A "romantyczne" powstania też mieli. Wojny Husyckie. Kompletna zagłada kraju.
Pozdrawiam znad Dunaju.
A jak Wy tam w tej Austrii w ogóle dajecie radę bez króla i JOW-ów?
Cholernie ciężko musi być... ;)
Cysorza tu mieli, nie wiem tylko czy to to samo. Pałace jeszcze stoją i mają się dobrze. I ogrody. I pamięć.
Szkoda, że nie ma nawet żadnych przedstawicieli jakiejś pozaziemskiej cywilizacji, którzy mogliby nam współczuć...
A do debila Migalskiego apel o zwrot diet!!! A co!!! Opierd...a się, że nawet na czytanie za leniwy, to pieniądze mu się nie należą!!!
Pomóż mi odnaleźć twój artykuł o zwiedzaniu bazy rosyjskich okrętów atomowych.
Pozdrowienia,
WS
http://wtemaciemaci.salon24.pl/189790,a-na-dluzsza-mete-i-tak-nic-sie-nie-ukryje
http://wtemaciemaci.salon24.pl/190111,namordnik
http://www.youtube.com/watch?v=NVyU5G40Z_E
pzdr
emigracja nie jest ani latwa, ani nie dla kazdego, poza tym, a o ile sie nie myle, doskonaly jest eden, ale raczej nie zaden kraj na kuli ziemskiej. wszystko jest kwestia wyboru tzn. ktore sprawy sa dla danego czlowieka pryncypialne, a na ktore jest skory polozyc wielka, zylasta pyte.
jesli panu przeszkadza, ze wyciecie krzakow w kraju - jak zgaduje - generalnie pustynnym, w ktorym - jak zgaduje - kazdy kawalek roslinnosci jest na wage zlota, regulowane jest prawnie (nota bene w polsce wyciecie np. drzewka o srednicy pnia powyzej bodaj 14 cm - rowniez), a jednoczesnie uwielbia pan fakt, ze rzadzacy polska politycy bez zenady i skrywania nadstawiaja polskie doopsko carowi putinowi, lubo * tez bajecznie rzna glupa, to panski wybor.
O.T.
* w matematyce zespol zdan logicznych polaczonych spojnikiem "lub" prawdziwy jest wowczas, gdy prawdziwe jest przynajmniej jedno zdanie skladowe. dlatego uzywanie formy "lub/i" jest oczywistym bledem **, ktory mnie osobiscie wkurza. w powszechnej opinii "lub" znaczy "albo .... , albo ...." gdy tymczasem ten zwrot zapysywany jest w logice jako "XOR", w odroznieniu od wspomnianego wczesniej "OR", ktory potocznie wyraza sie "albo ....... , albo ..... , albo wszystkie", i ktory prawdziwy jest wowczas, gdy prawdziwe jest przynajmniej jedno zdanie skladowe. analogicznie z NOR (zadne zdanie prawdziwe) oraz XNOR (tylko jedno zdanie prawdziwe).
O.T. 2
** zajebiscie dobrze sie stalo, ze matematyka jest obowiazkowa na maturze. od siebie dodalbym, ze obowiazkowa powinna byc przede wszystkim logika!