Profesorowie napisali list, prosząc o pieniądze. Teraz czekają na dofinansowanie konferencji. Zamiast czekać, mogliby budować struktury poziome, konferować porozumiewając się ze sobą bezpośrednio. Może już słyszeli, że istnieje coś takiego jak Internet, tak gdzieś od 30 lat?
List 15-tu.
Cytat z listu profesorów do trzymającego kasę Narodowego Centrum Badań i Rozwoju NCBiR: „Katastrofa smoleńska [...] to zadanie polegające na wyjaśnieniu samego mechanizmu zniszczenia samolotu. Zadanie trudne i interdyscyplinarne, którego rozwiązanie wymaga zaangażowania i współpracy ośrodków naukowych zajmujących się różnymi dziedzinami nauki - takimi jak wytrzymałość materiałów, mechanika zniszczenia, komputerowe badania symulacyjne, doświadczalne badania zderzeniowe (crash testy) i inne - lecz przy obecnym poziomie technologii symulacyjnych całkowicie wykonalne.“
Link:
http://wpolityce.pl/artykuly/18486-kolejny-etap-zamilczania-smolenska-lekcewazenie-wybitnych-naukowcow-czy-minister-kudrycka-pokaze-klase
Powyższy tekst to jest bezczelna ściema, bo oczywiście nikt przytomny nie nabierze się na żadne „ośrodki naukowe“ gdy chodzi o konkretnych ludzi. To nie „ośrodek“ bada, lecz chętni, zdolni pracownicy. Przykłady nieumiejętności płynnego wypowiadania się na piśmie w języku polskim przez panów profesorów pomijam litościwie (zadanie domowe: znajdź 4 błędy; link powyżej).
Dziwię się też temu, że w liście na siłę instytucjonalizuje się naukę, która jest z natury chaotyczną, archaiczną, wolnościową czynnością dostępną tylko niepokornym, nieposłusznym, szalonym duchom. Uważam że tak w nauce, jak i w życiu trzeba się umieć skupić na ludziach, a nie na instytutach. A już z naprawdę wielkim zadziwieniem kręcę głową nad niedzisiejszością profesorów trzymających się kurczowo ministerialnej klamki, tak jakby jeden czy drugi był jakimś pokojowcem trzymającym się u pana dziedzica gałki w drzwiach gabinetu — leniwy bękart, antyszambrujący u pryncypała, zamiast pracować.
Lokajstwo.
Harapem takiego przeciągnąć, to się zaraz nauczy. Portal wPolityce.pl robi klakę lokajstwu? Najwyraźniej. A na bok żesz z tymi hultajami; co to za gospodarka, przecież nie należy ani podległości, ani ociężałości umysłowej otwierać łamy portalu. Miernoty się usuwa, a nie promuje.
Suwerenność nauki. Raport o stanie śledztwa.
Kto jest dobry w te naukowe klocki, ten nie ogląda się na dotacje, ten nie skomle u oficjeli, nie liże pańskiej ręki, tylko rzuca się na głęboką wodę, i konstruuje pierwszy cluster procesorów, czy pierwszy model – sam, albo z kolegami, albo ze studentami. Daleko przykładów szukać nie trzeba: każdy widzi zaangażowanie prof. prof. Nowaczyka, Biniendy, et al. A kto nie jest taki całkiem dobry w te klocki, jak oni, niech przynajmniej wspiera zaangażowanych na miarę swych sił, zamiast atakować listem klamkę w NCBiRze.
Linki:
http://www.ecgf.uakron.edu/~civil/people/binienda/
http://home.comcast.net/~fotoszop/ks/Smolensk%20Crash%20Status%20Report.pdf
Czy pieniądze decydują o sukcesie badań naukowych?
Rzeczywiście jest tak, że wszystko, o czym w cytowanym wyżej „liście piętnastu profesorów“ jest mowa, da się wykonać już dziś, za pieniądze w sumie niewiele większe od ceny zwykłego auta, dużego nagrobka, przydomowego garażu czy też zebranego od kilkuset chętnych do współpracy uczniów albo studentów kieszonkowego. To nie od samych pieniędzy, lecz raczej od chęci zależy, czy powstanie projektowany zespół, już na pewno nie od pieniędzy „na konferencję“. Od chęci, i od dobrej koordynacji projektu. Patrz zespołowa, doskonale koordynowana, stopniowa konstrukcja wielkiego systemu operacyjnego GNU+Linux; tego zadania też żaden z łaszących się o granty „samodzielnych pracowników nauki“ nie wykonał, bo nie potrafił — wyobraźni im nie starczyło. Tymczasem malutka na początku, a potem coraz większa gromada chętnych do roboty społeczników, niekoniecznie znających się osobiście, porozumiewających się jedynie e-mailem, i ftp-ujących sobie pliki, wzięła się do roboty nie oglądając się na rzekome niemożliwości. I co? I udało się. Superkomputery i clustry procesorów, a także desktopy i laptopy studentów i profesorów pracują dziś pod Linuksem.
Linki:
http://www.fedoraproject.org/
http://www.linuxmint.com/download.php
Albo taki koncern Apple, który skopiował wykonany w czynie społecznym system BSD, okroił go, i sprzedaje teraz jako swój. To dwa przykłady jak można nie tylko korzystać z pracy innych (GNU+Linux to najtańszy i najbardziej performantny system operacyjny, to taki Maybach i Rolls-Royce w jednym — wśród systemów komputerowych, rozumie się — tyle, że nie trzeba za niego wcale płacić, bo jest on z założenia wspólny, dostępny dla wszystkich, darmowy, bezpieczny) ale jeszcze z kosmiczną szybkością zarabiać na tym, że się korzysta ze społecznej pracy innych. No to skoro w firmie Apple się dało, to przecież i specjalistyczną aplikację inżynierską służącą do modelowania mechaniki przestrzennych konstrukcji też się da zbudować. A potem na niej zarabiać, oferując np. koncernom samochodowym, lotniczym i rakietowym — obliczenia wytrzymałości karoserii, czy modelowanie lekkich konstrukcji przestrzennych. Do tego potrzebne są chęci do pracy i odrobina ikry, a nie dotacje czy konferencje naukowe.
Kręgosłup moralny.
Państwa uwadze nie umknął zapewne fakt, że tak w mediach, jak i w rozmowach mniej propagandowych, a bardziej szczerych — począwszy od tych spod budki z piwem, przez szkołę, niedzielny stół rodzinny, herbatkę biurową pospolitą, aż do tego nieszczęsnego PAN-u i Ministerstwa Nauki — otóż tam wszędzie a nieustanie odmienia się przez przypadki słowo „samolot“ albo markę odrzutowców „tupolew“. Tymczasem tak naprawdę tragedia spotkała ludzi, a nie środek transportu. W badaniach, czy też w śledztwie chodzi o wyjaśnienie przyczyn ich śmierci, a nie o (cytuję list profesorów) „wyjaśnienie samego mechanizmu zniszczenia samolotu“.
— Jasiu? — pyta mama
— W co się tak uderzyłeś?
— W klamkę, mamo, w klamkę!
Teraz kolektywnie piętnastu profesorów — takich Jasiów — uderzyło się „w klamkę“, i demonstracyjnie napisało „list o klamce“. Naprostować ich do pionu by trzeba, może wytłumaczyć, albo przekonywać? Nie, niech dalej zakładają plasterek na klamkę, smarują ją jodyną, i czekają aż klameczka się zagoi. Szczęścia–zdrowia–pomyślności przy wyjazdówkach do Smoleńska, przy rzucaniu tam okiem na szczątki tupolewa, przy demonstracyjnym obfotografowywaniu z drabiny tych smutnych resztek kamerą 3D, przy komputerowym składaniu całego tupolewa z pojedynczych fotografii! Z iwana nie będzie pana, a z takich gamoni nie będzie nauki. Do tego potrzebna jest samodzielność, a nie umiejętność prześwistania przez funkcjonariuszy nauki, li tylko z tytułu samodzielnych dowolnego przyznanego im budżetu, bez celu i sensu, za to ściśle według zaaprobowanego centralnie planu — zgodnie z wytycznymi ministerstwa.
Link:
http://www.edukator.pl/portal-edukacyjny/akademia-pana-kleksa-cz_-ii/2897.html
Sklejanie tupolewa z 5000 zdjęć, niechby i stereograficznych, nie powiedzie się. Nie istnieje narzędzie programowe, przy pomocy którego dałoby się odwrócić czas, czyli otrzymać cały samolot, mając jako dane wyjściowe zbiór części pochodzących z jakiegoś katastroficznego zdarzenia; mniej lub bardziej mechanicznego. Definiując warunki wstępne możemy analizować ich następstwa, a otrzymane wyniki będą miarodajne, pod rygorem właściwego zdefiniowania przedmiotu analiz. Zadanie odbudowania skorupy samolotu, a na dodatek określenie wszystkich działających przy rozczłonkowaniu tej struktury sił, jest niewykonalne. Proponuję wyjaśnienie mechanizmu "rozlecenia się" płata nośnego na 5 części. Jedno z tych cięć zostało już przez prof. Biniendę przeanalizowane. Wynik brzmi: oficjalna wersja wydarzeń jest kłamliwa. Czyli nie doszło do przecięcia skrzydła drzewem. Co więc przegryzło się przez dźwigary skrzydłowe na wylot, i to w czterech miejscach? Co takiego, co za siła, jakie narzędzie przegryzło – lub odcięło – kadłub?
Zamiast zbioru jednoelementowego (brzoza) można analizować klasę obiektów mogących niszczyć skrzydło, i wykluczać po kolei obecne na Siewiernym obiekty. Po wykluczeniu wszystkich pozostanie konstatacja że należy rozszerzyć pole poszukiwań poza Siewierny, poza Smoleńsk.
Poszukiwanie prawdy.
„SPIRITVS UBI VULT SPIRAT“ – to zwięzłe streszczenie rozmowy, zapisanej u Świętego Jana, rozdział III wers 8. W wolnym tłumaczeniu oznacza: tchnienie przychodzi niezależnie od woli. Lub, w tym przypadku: żadne wybłagane dotacje nie pomogą, gdzie nie dostaje petentom Ducha. Można długo jeszcze zajmować się siewiernieńską stalową brzozą, tą tnącą metalowe skrzydła jak nożyce kartkę papieru, lub jakimś innym gadżetem; ale więcej wniosków niż ten oczywisty, że „Morozow do spółki z Millerem sfałszowali całość, owych pokazywanych światu jako rzekomo autentyczne, danych“ przy tym nie wyciągnie się. Uduchowienie takiego gospodina Morozowa jest zerowe, lokajskie posłuszeństwo wobec gospodina Puťina za to — absolutne. Wysłuchiwanie opinii wygłaszanych przez płatnych pajaców to kompletna strata cennego czasu; wszelki zaciekłe dyskutowanie o rozpowszechnianych przez nich tezach obnaża miałkość intelektu dyskutanta, któremu widocznie wystarczy do miski podrzucić byle ochłap, by wzbudził się i zaszczekał, a nawet rzucał się, gryzł, i bronił tej wrzutki, jak swego smacznego psiego obiadu. Od takiego ujadania wolę się oddalić, by w ciszy i spokoju poczytać sobie o nauczaniu Nikodema przez Chrystusa, i przez chwilę w skupieniu pomyśleć, zastanowić się. A ty, Czytelniku, co wolisz?
Linki:
http://www.nonpossumus.pl/ps/J/3.php
http://zbawienieiwiara.com/Ewangelia/Jana.html
Media mówią, czyli zakończenie.
Namawiam do dotarcia do drugiego dna, jakie zawierają niektóre stare dowcipy, na przykład ten o radio Erewań: „Słyszałem że w powietrzu nad Smoleńskiem rozpadł się samolot? — W zasadzie tak, ale nie samolot tylko autobus, nie nad Smoleńskiem tylko na Okęciu, nie w powietrzu tylko na ziemi, i nie rozpadł się tylko...“ no właśnie — CO SIĘ ROZEGRAŁO NA OKĘCIU?




PZDR.
Jak chodzi o Linuksa, historia jego powstania nie jest taka jak opisujesz. To jest wizja wyłącznie poglądowa. Osobiście pracuję na Linuksie od wersji 0.98 do dnia dzisiejszego.
Tragedia spotkała ludzi. 96 znaczących w państwie osób pomnożonych przez pozostawione w żałobie rodziny- żony, dzieci, wnuki, rodziców, przyjaciół.
JAK i GDZIE oraz KIEDY DOKŁADNIE zginęli - tego nie wiemy do dziś i nikt, ani instytucje, ani rząd Tuska ani żadne, podkreślam- ŻADNE ośrodki naukowe, ani też żadni naukowcy z imienia i nazwiska nie są zainteresowani wyjaśnieniem tej tajemnicy. Do tej kategorii włączam też tzw. Zespół Parlamentarny do spraw badania etc...., który skupił się na pancernej brzozie tnącej blachy i będzie się tym zajmował do końca kadencji.Prokuratura będzie usłużnie produkowała kolejne tomy bezwartościowych papierów. W końcu chodzi o niebylejakie uposażenia. I o nic więcej.
Co z OFIARAMI? Okazało się, że założenia marketingowe były słuszne- położyć na wybranym miejscu kamień, pod nim wiązankę goździków, zapakować nie wiadomo co w szkarłatne, teatralne trumny i odhaczone.
Dlaczego NIKT nie upomina się o wyjaśnienie ŚMIERCI?
obawa o ogloszenie przez glowne pralnie, ze jest sie oszolomem paralizuje.
A jesli juz przestaje to grac decydujaca role, to chce sie isc na skroty wiedzac o tym, ze kasy na to nikt nie wylozy.
A o sposobie przekazania wiedzy przez profesorow Biniede i Nowaczyka, to panowie profesorowie nie slyszeli?
Pomijajac inne kwestie poruszone przez Ciebie slusznie zauwazasz, ze nie jest potrzebna kasa .. wystarczy chciec
serdecznie pozdrawiam
Chętka spółdzielni Długie Ucho do podsłuchiwania wszystkich i przy każdej okazji wcale nie jest dziś mniejsza, niż była wtedy. Kto więc ma skrzynkę mailową, która dopuszcza łączenie się z nią nieszyfrowanym protokołem /https na porcie 443 to jedna z możliwości szyfrowania danych/ ten kiep.
Podaję przykład, jak możemy się DZISIAJ łatwo i skutecznie zabezpieczać. Należy przenieść mail ze skrzynki dopuszczającej http, na serwer który przekierowuje cały transfer na https; nie tylko samo logowanie się, ale cały transfer danych. W ten sposób ze skrzynki przezroczystej zrobi się Enigma, do której dostępu nie będzie. Chyba że ktoś koniecznie chce, aby cały ruch mailowy do niego kierowany, lądował w szklanej skrzynce, a każdy mail i każdy załącznik mailowy był swobodnie nagrywany przez służby.
Tyle transfer mailowy.
Lokalne dane, np. twardy dysk we własnym komputerze, zabezpieczamy programem szyfrującym True Crypt, oto
link:
http://www.truecrypt.org/downloads
Uważam jednak, że Zespół ten ma tak naprawdę tylko jedną możliwość: rozwiązać się, i to szybko, robiąc miejsce Komisji Sejmowej. Określenie celu takiej Komisji tak, aby był on możliwy do zaakceptowania przez posłów z pozostałych frakcji, frakcji - a raczej Klubów, których tam przybywa ostatnio - jest możliwe. Myślę też, że dałoby się łatwo przekonać kwalifikowaną większość sejmową do powołania dobrze zdefiniowanej Komisji Parlamentarnej.
Wszelkie działania pod płaszczykiem zespołu budzą tylko i wyłącznie moją skrajną dezaprobatę, gdyż umożliwiają one uniknięcie odpowiedzialności. Nieodpowiedzialne działanie w ramach Zespołu Parlamentarnego uprawiaą tak pytani, jak i pytający. Formuła Zespołu Parlamentarnego nie umożliwia sformalizowanego postępowania opartego o przepisy procesowe; umożliwia za to eleganckie i ostateczne rozmydlenie odpowiedzialności; umożliwia też wielorakie działania pozorne. Krótko mówiąc: ofiarnie pracujący nic nie osiągną inwestując w Zespół Parlamentarny.
Należy domagać się Komisji Śledczej, tak: należy domagać się od prezesa Kaczyńskiego, ale i z jednaką siłą od pozostałych posłów. Tłumaczenia, że jakoby "PO przeszkadza w powołaniu komisji śledczej" to są czysto agenturalne zagrania mącicieli, dogadujących się za plecami Sejmu z ich szefami.
I co? I nic! Procesy jakieś się toczą? - A gdzie tam.
Był Miller - nie ma Millera. A kłamstwo trwa nadal. Pozwanie go do sądu (tu mi jedzie czołg) to przecież czysty kit.
Cisza będzie panować. W tę ciszę wejdą "chętni do współpracy", którzy będą podsuwać im wszelkiego rodzaju dystrakcje. Byle ci pracujący niezależnie, i myślący niezależnie nie ruszali głównego pytania. Klakierzy (sami "nasi" oczywiście) będą im kadzić - byle odciągnąć ich od całościowego spojrzenia na tę stertę odpadków nazywaną szczątkami tupolewa no.101
Byle nie zapytali się skąd pochodzi ta sterta. Byle nie zapytali się, ile samolotów 10 kwietnia wystartowało, i dokąd.
Pzdr,
czyli na zadna Komisje Sejmowa w obecnym skladzie nie ma szans.
No chyba, ze przewodniczacym bylby taki jakis sprytny gosc co oglasza przerwe na papierosa, a jak wszyscy wyjda, to on wraca sam i oglasza, ze wiekszascia glosow komisja postanowila zakonczyc swoja prace.
pozdrawiam
PS. ja jestem, a nie chce byc "kiep". Gdzie moge poczytac o tym z czym to sie je, jak to przeprowadzic i co pozniej w trakcie korzystania .. czyli zyski i straty.
-"bo mojej rodziny, gdy byłem młody,nie było stać na kupno maszyny do pisania"
U jednego z tych 15 Panów dawno temu przez krótki czas pobierałem nauki.
Nie było to przyjemne doświadczenie, nie tylko zresztą dla mnie.
Pan był "niezwykle wymagający".Zaliczenie u Pana to był Cud.
Pewnego razu po wielu latach ale jeszcze przed 10.04.10 spotkałem Pana w kiosku z gazetami, gdzie mieściła się również
kolektura Toto-lotka.Poznałem Pana natychmiast.
Pan kupował "na chybił trafił" 30 losów za 60zł.Patrzyłem na to z zainteresowaniem, jednoczesnie
zastanawiajac się, jak taki Pan, który uczył przedmiotu wymagającego znajomości matematyki, fizyki
nie mówiąc o wyobrazni przestrzennej, geometrii, może tak marnować pieniądze w takim badziewiu.
PRZEMOGŁEM SIĘ a nie było to dla mnie łatwe, bo miałem w pamięci Pana, gdym żakiem był a będąc pewnym
że Pan mnie nie pamięta, oto taki dialog się wywiązał:
-Przepraszam, dlaczego Pan kupuje aż tyle losów na jedno losowanie?
-Żeby zwiekszyć szanse wygranej(a kumulacja wtedy była coś 3 mln złociszy)-odpowiedział Pan
-A czy nie lepiej tylko uczestniczyć w grze za 2 zł?-pytam ja
-Lepiej kupić więcej losów, większe jest prawdopodobieństwo, że się wygra-to Pan powiedział
Oooo, pomyślałem sobie, może wreszcie po latach w lużnej rozmowie czegoś konkretnego się dowiem od tego Pana.
Podzieli się ze mną swą wiedzą.Zadałem więc pytanie podchwytliwe.....
-A o ile wieksze, bo wie Pan bardzo mnie to interesuje a nie znam się na prawdopodobieństwie
(no dobra-skłamałem ale dla dobra sprawy)
Pan popatrzył na mnie, chwilę się zastanowił i.....
-Dużo większe-odparł Pan odpowiadając mi.
Ooooo, pomyślałem sobie ale mój Pan ma łeb.W pamięci policzył...
Co Pan musiał policzyć w pamięci opiszę....
Szanse na skreślenie 6 z 49 liczb i wygrania głównej puli wynosi jak 1 do 13983816
czyli
P=0,00000007151
Pan musiał policzyć jeszcze chyba ze Schematu Bernoulliego
czyli
k-liczba sukcesów to 1
n-liczba prób to 30 bo tyle losów Pan kupił
p-prawdobodobieństwo sukcesu to 0,00000007151
q-porażka to 1-0,00000007151=0,999999284
czyli przy kupnie 30 losów prawdopodobieństwo wygranej wynosi
P=0,000002145
Czyli na moje pytanie "o ile większe"?
0,000002145-0,00000007151=0,00000207349
Poziom ufności to zazwyczaj 5% czyli 0,05. Oznacza to, że jeżeli prawdopodobieństwo
jakiegos zdarzenia jest mniejsze niż 0,05 np: 0,035 to "możemy być pewni, że się nie spełni"
Dzieląc 0,05/0,00000207349=24113,93351
Dzieląc zaś 0,000002145/0,00000007151=29,9819
Czyli kupując 30 losów zwiększamy DUŻO szanse wygranej bo aż 29,9819(prawie 30) razy
co jest 24 tyś 113 razy mniejsze od "możemy być pewni, że się nie spełni"
Zaiste, to bardzo ciekawa spekulacja jako, że Pan wydał 60 zł miast 2zł
aby wziąć udział w grze.
Pan wydał 58zł "górką" aby zwiększyć szanse wygranej do 0,000002145
a to jest o 0,00000207349 więcej niż gdyby kupił 1 los
co jest i tak ponad 24 tyś. razy nieprawdopodobne.
Moja rada dla Panów. Nie płaczcie.Grajcie sobie w Totolotto.Nie grajcie "katastrofą".
Niestety - to kolejny głos poirytowanego intelektu(także, oczywiście, patrioty, sumienia, serca...), a więc osoby o cechach nieznanych wśród wybrańców (przebierańców!). IM to nie przeszkadza, PISZTA CO CHCETA ("my som demokratycznie wybrani!" - a już o "środowisku naukowym" wolę się nie wypowiadać).
Nie jesteśmy Dawidami - to bagno musi zmieść historia, albo ekonomia; może to frustrować niecierpliwych, choć nie musi: dawanie Świadectwa jest powinnością szlachetnych...
Wspaniałe daje Pan świadectwo.
PS.
Bodaj Gapol zamieścił wideo z konferencji naukowej w Gdańsku (na Politechnice?), gdzie młody dr hab. omawiał tę niby-trajektorię (jako niemożliwą) - bez oczywiście grantów i innych fantów. Są (jak wszędzie!) ludzie Oddani Polsce. Też dają świadectwo.
Pozdrawiam!
Czy warto więc go czytać? Nie. Jego wpisy to uczony bełkot, miszmasz, hodge-podge. Znajdują się w jego wpisach wprawdzie okazjonalnie informacje trafne (przepisane z jakiejś książki?), ale dominują ubrane w żargon fantazje. U mnie wypociny pana Artymowicza lądują prosto w rubryce "bajeczki". Przyjrzyjmy się błędom, jakie popełnił próbując krytykować niedawną symulację pp. Nowaczyka i Biniendy. Symulacja ta obejmuje m.in. obliczone opadanie hipotecznie oderwanej końcówki skrzydła na drodze ok. 12m, przy czym następuje wyhamowanie tej części o ok. 30m/s. Ujemne przyspieszenie (opóźnienie) ruchu wynosi wtedy ok. 40m/s^2, czyli 4g
Artymowicz twierdzi tymczasem odważnie że: "na pokazanej symulacji struktura koncowki skrzydla poddana byla [..] przeciazeniu dochodzacym do 44 g".
Bynajmniej, myli się on o rząd wielkości, i to w elementarnie prostym rachunku. Aby obliczyć przyspieszenie, dzieli się kwadrat różnicy prędkości przez podwójnie wziętą drogę. W tym przypadku, 30 do kwadratu to 900. Podwójna droga to 24. Po podzieleniu otrzymujemy ok. 40m/s^2, a to odpowiada czterokrotnemu przyspieszeniu ziemskiemu, czyli 4g.
Nawet gdyby na drodze 12m hipotetyczna końcówka skrzydła hamowała jeszcze szybciej, wytracając początkową prędkość aż o 40m/s, to przeciażenie w ruchu jednostajnie opóźnionym wyniosłoby ok. 6g
A więc nie 22g, nie 44g, nie 50g - lecz 4g..6g
Wartości te mieszczą się w przedziale znanych mi z doświadczenia, i reprodukowanlych eksperymentalnie przeciążeń aerodynamicznych. Zaryzykowałbym więc twierdzenie, że doktorzy Binienda & Nowaczyk obliczyli parametry spadania tej hipotetycznie oderwanej końcówki skrzydła całkowicie poprawnie.
Natomiast ich krytyk, pan Paweł Artymowicz alias YKW alias you-know-who zlecił - tak pisze o tym on sam w długiej i bogatej w dygresje notce - przeprowadzenie tego elementarnego rachunku jakiemuś studentowi z łapanki. Nie zazdroszczę mu studentów, bo nie potrafią liczyć. Natomiast wykładowca, który okazuje się niezdolny do poprawienia nie umiejącego liczyć studenta, nie zasługuje na poważne potraktowanie.
Oczywiście nie jest to jedyny błąd, jaki popełnił podpisujący się jako Paweł Artymowicz. Podaję go dla ilustracji mojej prośby, aby obchodzić tego pana z daleka. Nie wpisywać do wyszukiwarki, nie czytać, nie dyskutować - dyskutowanie z trollem nie ma sensu.
Będą musieli kupić sobie okulary do 3D
Uploaded with ImageShack.us
Albo bez okularów:
Należy zbliżyć się możliwie najbliżej do monitora a następnie oddalając się powoli patrząc "tępo" na obraz poczekać, aż "obraz się zejdzie". Może się zdarzyć, że trzeba będzie to oglądać nawet z odległości ponad 1 metr od ekranu.Po pewnym czasie nabieramy wprawy i "pójdzie".Pracuje nad taką galerią i jak skończę będzie ciekawie...zwłaszcza filmik koli jest ciekawy.Złom tamtejszy jest..a co będę mówił...zobaczycie...
Uploaded with ImageShack.us
Pozdrawiam Cię A-tem i Wszystkich
Profesorostwo zachowuje się tak, jak w dramacie "Indyk" Sławomira Mrożka. Otóż w tym dramacie na scenie pojawia się grupa tzw. Chłopów, pełniących rolę chóru w greckiej tragedii. Chłopi siedzą przy stole, popijają i co jakiś czas któryś z nich odzywa się:
- A może by tak co zaorać?
- Eee, kumie , nie powiadajcie.
Po upływie pewnego czasu odzywa się inny:
- A może byśmy co zasiali?
- eee, kumie, nie warto....
Moim zdaniem, warunkiem koniecznym do zorganizowania konferencji nie są pieniądze, ale istnienie wyników badań. A takich badań w żadnej polskiej uczelni, ani w żadnym instytucie badawczym do chwili obecnej nie prowadzi się. Trudno więc dziwić się, odpowiedzi prof. Kurzydłowskiego.
Proponuję profesorostwu inną drogę - przygotowanie rzetelnego programu badań, a następnie wystąpienie z wnioskiem o dofinansowanie tych badań do Centrum, kierowanego przez prof. Kurzydłowskiego. Termin najbliższego konkursu - koniec grudnia br.
I co?
Jedyną prelekcją, na której obecni byli wszyscy przybyli, była opowieść o wspinaniu się na Czomolungmę, okraszona zdjęciami z makroobiektywem kielichów kwiatków rosnących na wys. 5km n.p.m. (albo jeszcze wyżej, nie pamiętam - kwiatostany kolorowe były).
To prawda; warto też rozszerzyć pomysł p. Wiesławy, która podkreśliła, jak istotne jest "przygotowanie rzetelnego programu badań, a następnie wystąpienie z wnioskiem o dofinansowanie tych badań" poza ministerstwo, a mianowicie o instytucje umocowane we Wspólnocie Europejskiej, i solidnie wyposażone w środki - czyli o unijne programy badawcze.
Może Pan się spodziewać, że - acid criticism notwithstanding - wystąpimy niedługo do wybranych osób o oficjalne sporządzenie takich programów badawczych. W dobie szybkiej komunikacji pozyskanie środków unijnach czy ministerialnych rozgrywać się powinno na bieżąco, a o ich przyznaniu decydować się powinno teraz, a nie przez lata, czy smętne dziesięciolecia.
Kto chce, może widzieć w tym działaniu 'uderzenie przeciw kłamstwom rozpowszechnianym przez rządy', kto chce może w tym widzieć 'poświęcenie się dla nauki i poszukiwanie prawdy'. Mnie są obie interpretacje doskonale obojętne - byle fachowiec działał samodzielnie, i nie dał się prowadzić na pasku politykom (czytaj: ciemniakom).
Błędy będą popełniane: modele będą niedoskonałe, warunki brzegowe będą zbyt dowolne, dane będą niewiarogodne... wiele osób mogących pracować boi się szczególnie tego ostatniego. Spróbujemy uspokoić roztrzęsionych, że nawet sfabrykowane dane pogrążą fałszerzy, nie zaś analityków. Dla tych ostatnich będzie tytułem do sławy, gdyby udało się im odkryć manipulacje, zdemaskować choć jedno kłamstwo, i sporządzić dowód matactwa.
Dzisiaj tytuł do sławy mają prof.prof. Binienda i Nowaczyk.
Czas na następnych.
Witam
mnie się wydaje, że to oficjalne wystąpienie to było kupienie 1 kuponu na chybił trafił z tym, że koszty kuponu (chyba teraz 3 zł) zostały podzielone między grających (wychodzi po 20gr na łeb).
Tym razem chodzi być może o to aby wejść do gry. Prawdopodobieństwo wygranej jak policzyłem wcześniej jest znikome, no ale szumu, że poszliśmy do kiosku ogromnie dużo.
Czy chodzi Ci o błędy stylistyczne typu....."badań naukowych mających na celu analizę i wyjaśnienie mechanizmu zniszczenia w tzw. „katastrofie smoleńskiej" z dnia 10 kwietnia..."
albo
"...elektryzuje społeczeństwo z powodu wielu zagadek związanych z mechaniką zniszczenia samolotu TU-154..."
Pozdrawiam
Zajmuję się czymś zgoła przeciwnym od "wyrażania własnych nieumotywowanych opinii" jak to Pan sformułował - na to szkoda mi czasu. Gdyby przeczytał Pan notkę w całości, znalazłby Pan tam m. in. omówioną na popularnym poziomie III Zasadę Termodynamiki.
Prostę spojrzeć na ten cytat: "W liście swym nadawcy stwierdzili, że ich zdaniem jedynym skutecznym na to sposobem jest wykonanie naukowej ekspertyzy dotyczącej mechanizmu zniszczenia samolotu."
Odpowiadam na to następująco: W liście swym nadawcy stwierdzili, że są gromadą szarlatanów. Mechanizm zniszczenia samolotu nie ma żadnego znaczenia dla ustaleń śledztwa, które dotyczy śmierci ludzi.
Widzi Pan, my tutaj sobie tytułów nie wyciągamy, ani ich u naszych rozmówców nie podkreślamy. Wiem, że niektórzy blogerzy są najwyrażniej chorobliwie zafascynowani tytulaturą, i gotowi byle mydłkowi z "dr" przed nazwiskiem dać się okręcić. Ja nie jestem gotów giąć się przed literkami; albo ktoś umie gadać, i wtedy choć do nas bracie, albo zmyśla, i wtedy dostanie płazem, jak się będzie nadto pchał tam, gdzie poważni ludzie o poważnych sprawach radzą.
W notce jest obrazek bata na psy (harapa) o rzadkim splocie, bez tzw. końskiej trzaskawki, znanego tylko myśliwym. Ci wiedzą dobrze o tym, że nawet najposłuszniejszy pies, gdy juchę poczuje, a nienażarty świtem w las poszedł, nie tylko sobie kufę umoczy i pochłepcze, ale i zwierzynę ustrzeloną rozszarpie. Zna Pan przysłowie "nie dla psa kiełbasa"? To o tym piszę.
Zamiast więc bić czołem i trząść się że tu ktoś - ach - psom szarpiącym budżet i granty naubliżał, niech Pan po odśpiewaniu "komu ranne wstają zorze" weźmie nowoczesny ale przystępny podręcznik do fizyki, i poczyta o numerycznych implikacjach III Zasady Termodynamiki, uzupełni o zagadnienia stabilności numerycznej algorytmów. Niektóre implementacje metod numerycznych powodują rozbieganie się obliczeń, inne zaś prowadzą do nieintuicyjnych wyników w zbiorze liczb zespolonych, konserwatywnie stosowany jest więc pewien podzbiór. Ale dość uwag o matematyce, bo czytelnicy mi uciekną. Zajmijmy się zrozumiałym tematem. Mały dialog platoński sobie urządzimy. Zacznę od pytania...
Czy notka naprawdę traktuje o gromadzie szarlatanów przewalających budżety?
Wyjaśniam wszystkim Panom i Paniom przestraszonym, że tak w tematowej notce, jak i w obecnym komentarzu uciekam się do metafor, a formułując to mniej po grecku do PRZENOŚNI. To oznacza, że zarówno "bat" jak "psy" to są odnośniki do realnie istniejących przedmiotów, ilustracje pojęć abstrakcyjnych. Zacytuję tu z dysertacji doktorskiej (Academisch Proefschrift ter verkrijging van de graad van doctor aan de ILLC, Universiteit van Amsterdam, 2003) pani Elisabeth Cathérine Brouwer:
"...in metaphorical interpretation the contemplation of the utterance allows for a 'predicative assimilation', in the form of a schematization of the similarities between concepts. This in turn leads to the formation of an icon: an abstract representation of the similarity between representations belonging to the vehicle and the target of the metaphor. Hence, metaphorical interpretation involves an 'iconic function' of language."
Mocne, prawda? An 'iconic function' of language.
Przecież ten samolot, ten tupolew to jest jedna wielka metafora. Podróży w nieznane, odejścia, kruchości techniki i życia ludzkiego, nieprzewidywalności pogody i zdarzeń.
Przeciwko zamianie tupolewa w ikonę
Ktokolwiek przeprowadził zamach stanu na Państwo Polskie 10 kwietnia 2010 roku, przeliczył się podrabiając inscenizację urządzoną ufnym wobec własnego rządu nowojorczykom 9-11-2001. Widzi Pan, ja nie występuję przeciwko uczonym, lecz przeciwko zamianie tupolewa w ikonę. Tę już mamy, w Częstochowie, na Jasnej Górze. Podsunięcie Polakom następnej (zastępczej? świeckiej? świetlikowej? - proszę samemu dopisać pasujący epitet!) NIE UDA SIĘ.
NB
Krótki harap nosi się w cholewie, albo w rękawie, a dłuższy, taki który "ciągnie" - u pasa. W każdym wypadku pod ręką, gotowy do użycia. Mówiąc metaforycznie: pies nie będzie nigdy panem.
Pzdr,
Trochę mnie to zasmuciło, bo liczyłem żeś Inteligentnym Jest!!!!
....i" cwaniaczków od gry losowej".
Samo sedno.Nie chcem ale Muszem skomentować:)
Rozmawiałem niedawno z pewnym studentem humanistą o tym jak znajomość nauk przyrodniczych, fizyki itp. jest potrzebna i pomocna w "odpowiednim patrzeniu" na otaczającą nas rzeczywistość.
A on do mnie tak:
-no, ale jak mam się uczyć fizyki, kiedy idę do kina a tam "samochody zatrzymują się w powietrzu", piła mechaniczna sama "staje dęba" itp, itd: -ripostuje ów.
Rzeczywiście.Kiedy kilka pokoleń "fizykę" zna z produkcji hollyłódu,
to jak zobaczy coś takiego
TO NIE POZNA CZY PRAWDA CZY FAŁSZ,WYBUCH CZY SAMOISTNE ZAWALENIE?
Należy wyłączyć głos i patrzeć
Jeśli masz wybierać pomiędzy swoim instynktem (intuicją), a tym co implikuje rola, którą ktoś obrał - pedagog, lekarz, przywódca, miłośnik zwierząt, humanista, rodzic - zaufaj instynktowi. Czy tego chcesz, czy nie, ale ciągle jesteś obserwatorem ludzkiego zachowania i Twoje nieprzefiltrowane wrażenia (jakkolwiek niepokojąco i niewiarygodnie może to zabrzmieć) mogą Ci pomóc, jeśli na to pozwolisz. W głębi duszy wiesz, że imponujące i moralizatorskie etykiety wcale nie dodają sumienia temu, kto go już od początku nie miał.
Idiota jest przewidywalny - przynajmniej w głupocie.
Złodziej - jest racjonalny.
Wiadomo czego się po nim można spodziewać. Po człowieku Nawiedzonym możemy zaś spodziewać się absolutnie wszystkiego. Totalny chaos.Dezinformacja. Pułapka.Pretensje.
Yuppi pisze tak.....w notce "Kolegom" z wojskowych służb
Szanowny Kolego,
przykro mi, ale zmusza mnie Pan do kilku uwag, na które nie mam, wobec nadrzędności naszej wspólnej polskiej sprawy, specjalnej ochoty.
Zwróciłem uwagę blogerowi Kisielowi, ze jego "odkrycie" było już wcześniej po wielokroć przedmiotem dyskusji. Na co pan zwrócił mi uwagę, ze bloger Kisiel "kazań nie potrzebuje". Czy potrzebuje wobec tego adwokatów?
Uważam, ze to pan nie wykazał się wobec mnie uprzejmością. Przedtem, kiedy wytknąłem w żartobliwy sposób blogerce Kazi, tautologie, wytknął mi pan trolowanie.
Akurat wyrażenie "święta krowa" jest na tyle powszechne w użyciu, ze znaczy to co znaczy- osobę nietykalna. W moim odczuciu nie jest obraźliwe. Obraźliwe wobec Boga jest traktowanie pojedynczych osób z krwi i kości jako nietykalne i funkcjonujące ponad wszelka krytyka.
Może Pan nie zauważył, ale broniłem Pana na salonie jak lew narażając się na złośliwości i pomówienia, bo sam od 10 kwietnia 2010 przekonany jestem o tym, do czego pan dochodził miesiącami - ze odbyło się tam wielkie przedstawienie i jesteśmy okłamywani od początku. W zamian takie podziękowanie?
Zauważyłem niejednokrotnie, ze jest Pan zadziwiająco tolerancyjny i wyrozumiały wobec głupoty. Najwyraźniej jednak inteligencja pana irytuje. Dlatego odeszło od pana wiele osób lub inne sam pan wyprosił. Dalej tak, młody człowieku! Im mniej osób wokół pana, tym będzie Pan bardziej wyizolowany.O to przecież chodzi "grupie przyjaciół" wskazanej przez blogera MarkaTomasza.
Jak pamietam, prof. Dakowski nazwał pana kiedyś (m.in.)"samcem alfa".Nie jest to nadzwyczajny komplement. Dla mnie to, co pan tu prezentuje, to czysty narcyzm.
Tak, ułatwię Panu zadanie - nie będę się tu pokazywał. Jak sam Pan chyba zauważył, wiele osób stąd zniknęło, które wcześniej traktowały pana poważnie. Mam wielkie uznanie dla pana kompetencji w zakresie śledztwa 10 kwietnia, ale pan ma problemy komunikacyjne z ludźmi, którzy nie składają panu, ani komukolwiek innemu czołobitnych hołdów (nota bene na to samo cierpi Scios). Jesteście w tym obaj bardzo bizantyjscy.
Zdaje sobie oczywiście sprawę, ze natychmiast usunie Pan te moje uwagi, bo to jest trolowanie- według pana.
YUPPY041 | 11.12.2011 21:25
niech się STANIE
AMEN
I PROSZĘ BÓG WYSŁUCHAŁ.....
@yuppy
to w takim razie faktycznie proszę spadać.
FREE YOUR MIND139357619 | 11.12.2011 22:09
Oj żle się dzieje w państwie duńskim
otóż poznała ona chłopaka. Trzymała go na dystans, bo ten jej się bardzo narzucał.Kiedyś wracając wieczorem z kina napadło na nią kilku bandziorów......i tu uwaga----jak "spod ziemi" wyrósł "jej chłopak" i URATOWAŁ JĄ!!!
Tak te gnoje ją nastraszyli, że przeżyła traumę.
Dziewczyna nie była jednak aż tak głupia, zbadała sprawę i okazało się, że napadli na nią "koledzy z wojska"...."jej chłopaka".
Tym razem "koledzy koleżanki porozmawiali z jej chłopakiem i jego kolegami".
Niestety na "forum romanum" z "kolegami z wojska" nie porozmawiamy, bo....bardzo możliwe,dostali profilaktycznie uciszającego bana od "zaatakowanej strony"..
Łączę się w bólu
Ale połączenie konia z kołem? Co to jest? A, tu już trzeba pogłówkować.
TO KIERAT.
CHODZIĆ JAK KOŃ W KIERACIE.
KRĘCIĆ SIĘ W KÓŁKO.
ODKRYWAĆ RZECZY OGÓLNIE ZNANE.
BADAĆ,BIEGAĆ,EMOCJE,NADZIEJE.
Nie, nie, nie....
Był sobie raz...LAS!
Ale nie taki z drzewami, tylko z "ulubionymi blogami", których było ponad 100!!!
A wiadomo, jak chcesz ukryć wyciętą brzózkę, obsadż ją naokoło...no właśnie...
No, jakiej "brzózki" brakuje w Lesie?
(18:48) - Martynowski jest kompletnie i całkowicie niewiargodny.
(15:44) - jeden z tych nawiedzonych, powiedzmy Główny Nawiedzony, posługuje się - obok wymienionych - dodatkowo podstawionymi osobami. To kompletnie wypalony polityk, na wymarciu.
(22:39) - bloger "yuppy" zgrzeszył potężnie przeciw 2 przykazaniu. Jako ultrapoprawny ultrakatolik będzie on wiedział, co to oznacza. O ile doczyta.
NB.
Określenie samiec alfa jest najwyższą pochwałą, nieco żartobliwą, ale ocechowaną szacunkiem i atencją. Tego wszystkiego bloger "yuppy" zdaje się nie rozumieć ni w ząb.
(10:52) - jakiś pijany trep nie wytrzymał, i wyżołądkował się u Fym-a jak ostatni luj. Nie przejmowałbym się tym zanaddto. Komis taki był, i będzie: zupaki udające szarże. FYM potraktował naszego dzielnego specwojskowego w należyty sposób.
(13:13) - interesująca ilustracja znanego zjawiska.
(19:06) - nic nie szkodzi, to jest przypadek :-)) Podziękowania za miłe słowo!
(18:55) - gratulacje, i powodzenia w prowadzeniu bloga. Technika udostępniana przez salon24.pl pomaga wszystkim początkującym.
Dziękuję za wszyskie komentarze, i pozdrawiam,
Błąd metodologiczny popełniony przez autorów "listu 15" lub też "listu szesnastu" więcej waży od zawartych w nim niezgrabności językowych, może więc pominiemy je milczeniem.
Jak pisze "Nasz Dziennik" publikacja listu na łamach portalu wpolityce.pl dokonana została bez wiedzy i zgody zainteresowanych.
Tu:
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111208&typ=my&id=my05.txt
Cóż, zdarza się. Jeszcze ktoś by pomyślał, że pisali ten list bez świadomości, bez pojęcia o fizyce, bez rozumu i ogólnie bez sensu. Na takim tle powszednie "bez wiedzy i zgody" wygląda nieomal nobilitująco. Pozostańmy więc przy tym tłumaczeniu, że autorzy "listu 16" jedynie go nie dopracowali, a Internet przechwycił "zbyt wcześnie".
Trzymając się tej interpretacji napisałem pozytywny program BADAŃ NAUKOWYCH i wysłałem go do redakcji Naszego Dziennika, dział krajowy. Ma on tę zaletę, że w przeciwieństwie do nakreślonego przez "16 uczonych" jest realny.
Mój program - a raczej jego propozycja - zawiera tylko 2 punkty, dwa zadania. Stawia przed uczonymi dwie szczególne postacie tego problemu, jakim jest rozpad tupolewa (którego nikt nie widział) na części (które były wielokrotnie filmowane i fotografowane).
Zobaczymy, kto podejmnie się systematycznej realizacji tego programu pozytywnego; ile seminariów, ile laborek, ile prac doktorskich powstanie.
Uważam, że pan Macierewicz robi wszystko co może i jak potrafi. Zespół powstał na skutek odmowy utworzenia komisji sejmowej.
Ponadto uważam, że emocje wyrażane nadmiernie w działaniach dla poznania prawdy, temu poznaniu prawdy szkodzą.
Oczekiwanie, że ostre słowa i osobiste zarzuty stawiane ludziom działającym w złych intencjach, z nadzieję poruszenia ich sumieniem, mijają się z celem. Służą im jako przykład "nieodpowiedzialnych" wystąpień i ataków na nich.
Pozdrawiam.