Czytuję regularnie prawicowe, czy raczej niepodległościowe (PiS słusznie określany jest przez konserwatywnych liberałów jako lewica niepodległościowa) pisma, takie jak Uważam Rze, GP, nCz!, czy internetowa wersja Rzepy. Przeglądam także nasz Salon, przeto nie zdziwiło mnie też, kiedy pewnego pięknego dnia europoseł (a w moich ustach ciężka to obelga) Migalski raczył zauważyć, że dziennikarstwo i blogerstwo zostało wciągnięte w partyjne spory, określone kiedyś przez Ziemkiewicza jako święta wojna między kaczorem a Donaldem.
I abstrahując już od faktu, że wszystkich tych pasożytów społecznych z brukselsko-strasburskiego cyrku na kółkach (by nie rzec dosadniej) zagnałbym natychmiast do kamieniołomów - trzeba jednak przyznać, że coś w tym chyba jest.
To wielkie zaiste europośle odkrycie nie oznacza li tylko, że dziennikarze i blogerzy też mają poglądy, że głosują w wyborach, że sympatie politycze swoje posiadają. I że to one popychają ich do pisania, zwłaszcza jeżeli czynią to całkowicie pro publico bono. Teza Migalskiego szła bowiem znacznie dalej, określając prowadzoną za pomocą gazet i blogów debatę publiczną jako część naszej międzypartyjnej, disneyowskiej nawalanki.
Nie jest to jednak tekst o (używam tego plugawego słowa po raz ostatni) europoślich wypocinach na Salonie. Są one jednak dobrą ilustracją i jeszcze lepszym pretekstem dla przedstawienia i zdemaskowania pewnej lansowanej zgodnie po obu stronach, fałszywej koncepcji.
Nie będę się nad nią rozwodził, bo każdy zna przecież już tę dialektykę dwóch narodów: młodzi-wykształceni-z-wielkich-miast kontra starsi-niewykształceni-z-mniejszych-ośrodków (czyli wg salonowych piesków posiadacza Toli - bydło, tacy nowi podludzie), czy też w narracji "niepodległościowej" wykorzenione-łże-elity vs. patrioci. Michnikowszcyzna naprzeciw faszystów...
Podobno Polska to kraj z zamieszkującymi ją dwoma narodami. Podobno prawdziwi Polacy to tylko wyborcy PiS (póki co, na szczęście się zaliczam:). A bycie Polakiem, zwłaszcza zaś prawdziwym, z tożsamością nowoczesnego Europejczyka bezwarunkowo wzajemnie musi się wykluczać. Powiadają takoż, iż przywiązanie do patriotyzmu wynika w Polsce z kompleksów, a jak wiadomo kompleksy to cecha chronicznych frustratów, przegranych, tych co na transformacji nie skorzystali. Frajerów znaczy, ludzi gorszych, drugiej kategorii. Takich, co to polski obciach robią (eksportując czasem) i głosu w debacie, nie mówiąc już o telewizji, publicznej nijak mieć nie mogą. Oni to sobie zresztą Bogiem i Ojczyzną rekompensują, albo jakimiś innymi, o sztucznej mgle bajkami. I powiadają także ludzie oświeceni, że poparcie dla jedynie słusznej partii władzy, postępu i miłości pokrywa się zasięgiem z (ukrytą?) opcją terytorialną pruskiego zaboru, tudzież prawdziwej oświaty. A wiadomo, że Niemiec od Ruskiego (do niedawna przynajmniej) lepszy. Podobno my wyginiemy jak dinozaury, a tamtych j...ł pies.
Wyliczać można dalej. Jak kogo to bawi, niech bierze do ręki byle jaką gazetę z lewa albo z prawa. Mnie już bawić przestało. Dość mam czytania ciągle o tym samym. Tych bzdur wyssanych z (którego?) palca przez tzw. profesjonalistów, panów zawodowych komentatorów serwujących ludowi opium, bydłu tanią paszę. Kiepscy z was pasterze, mości partyjni pałkarze!
Brnięcie w tę pseudonarrację najbardziej żenujące jest ze strony dziennikarzy niezależnych, niepodległościowych. Bez(?)wiednie przejmują oni w ten sposób schematy myślowe przeciwnika. Schematy tyleż upraszczające, co zakłamujące rzeczywistość.
Pozornie wszytko mocno trzyma się tzw. kupy. Bo rzeczywiście istnieją osobnicy przekonani, że Polska nie jest im do niczego potrzebna. Że Polakiem być nie warto, i że najlepiej być Europejczykiem. Oczywiście zadowolonym, MWzWM głosującym za PO, bo jak wiadomo prof. Lech Kaczyński ex definitione inteligentem nie był.
Są także i idioci wymachujący listami Żydów, albo przywiązujący się do ostentacyjnie ustawianych w publicznych miejscach krzyży (koniecznie biało-czerwonymi wstążkami!), i to jest także smutna część naszej rzeczywistości. Niestety, nie da się tego ukryć.
Jednak te dwie skrajne postawy są właśnie głównym skutkiem, a nie źródłem i podstawą, od lat wbijanego ludowi do łbów fałszywego przekazu medialnego!
Na czym ma więc polegać ten jego fałsz i szkodliwość?
Na ukrywaniu rzeczywistości za parawanem wydumanych teorii. Wybaczcie, że od tej pory zacznę tu walić między oczy samymi truizmami. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że w czasach tak ogłupiającej propagandy sączonej przez obie strony konfliktu, turizmami dla wielu one być przestały.
Zacznijmy od tej oczywistej oczywistości, że dobrym Europejczykiem nie da się być inaczej, jak będąc dobrym Polakiem, Niemcem, Ukraińcem, Francuzem, Szwedem albo Czechem. Proste. I niewygodne.
Dla obu stron konfliktu.
Salon chce wmówić Polakom kompleksy, zaściankowość i niższość wobec Zachodu. Zastanówmy się jednak przez chwilę nad źródłem, które ukształtowało mentalność dzisiejszych (tak zwanych, oczywiście) elit. Czyżby nie tradycja starych zdrajców z czasów KPP? Lata kolaboracji w ramach PRLu? Komunistyczny i posowiecki syf?
Jeżeli weźmiemy pod uwagę realia poprzedniej epoki, wcale nie jest dziwne że pokolenie mające obecnie wpływ na władzę brzydzi się polskością. I przyznam wam tu rację: macie się czego wstydzić!
Tak, to wasza ojczyzna, ten wasz PRL, był brudny, zacofany i bezwartościowy. Tak, byliście zamknięci przed cywilizowanym światem żelazną kurtyną, niczym w brudnym chlewie. Gdzie wam do Europy, farbowane świnie! Żeby wyjechać gdziekolwiek za granicę musieliście się k*rwić z sowietami.
Człowiek ze wsi wyjść może, ale nie wieś z człowieka - chyba, że jako słoma wystająca z butów. To zostaje na zawsze. Dlatego też mentalność ludzi wychowanych w niewoli i żyjących w miarę "normalnie" (kolejne słowo-klucz dzisiejszej propagandy: znaczy, że woda w kranie ciepła, i mięso na stole jest) tylko dzięki kolaboracji z czerwonym okupantem, musi być pełna kompleksów wobec wolnych ludzi. Zarówno tych z Zachodu, jak i własnych rodaków którym udało się zachować Honor. Kompleksów, które te tzw. elity wmawiają dziś swoim ofiarom.
Polskość to nienormalność? Wasza "polskość" - na pewno.
I po to, żeby o niej zapomnieć - wymyślili sobie te swoje demony patriotyzmu, ten cały faszyzm z pochodniami, i złowrogi ziobryzm, przed którego duszną atmosferą nie od dziś trzęsą się ze strachu i chronią w kibelkach.
A wyście, panowie prawicowi (?) publicyści, podchwycili tę prostą wrażą bajkę i w swoich publikacjach poruszacie się w ramach jej schematu. Łatwo jest podnieść leżącą w błocie bolszewicką pałkę i ruszyć na odsiecz ukochanej patrii. O prawdę nie trzeba się troszczyć, po co komu miecze?
Piszecie o dwóch narodach, podczas gdy naród zawsze był i będzie tylko jeden. Po jednej (wiem, że to może być dla niektórych trudne, ale zaleca się nie mylić z wyborcami PiSu) stronie stoją wolni obywatele Rzeczypospolitej, bez względu na pochodzenie etniczne - świadomi Polacy z wyboru. Po drugiej nie ma narodu. Są tylko zdrajcy i ich (wierzę, że chwilowo) ogłupiała trzódka. Ale wy wolicie iść na pozorną łatwiznę. Podejmujecie bitwę na terenie wybranym przez przeciwnika. I później tylko płaczecie, że tzw. lewica wygrała walkę o kulturę...


