Obniżenie temperatury skutkuje mniejszym wchłanianiem wilgoci przez powietrze.

Przy temperaturach poniżej zera stopni ilość wilgoci która mieści się w powietrzu jest już naprawdę niewielka.

Podczas matury telewizyjnej padło pytanie czy szybciej zamarznie szklanka wody gorącej wstawionej do lodówki, czy szklanka wody chłodnej.

Dlaczego więc prawidłową odpowiedzią jest szklanka wody gorącej?

 

Powody są dwa.

Pierwszym jest to że wstawienie do pojemnika szklanki z wodą gorącą, zwiększy pojemność powietrza zawartego wewnątrz lodówki na zawartość pary wodnej (oczywiście jedynie przejściowo, zanim woda znacząco nie przestygnie.

Co to spowoduje?

Szklanka wody gorącej zacznie szalenie szybko parować, oddając w głąb lodówki duże ilości pary  która będzie zawierać znaczne ilości energii (w związkuy z wysokim ciepłem parowania jakie posiada woda.

Po niedługim czasie ilość wody w szklance na początku gorącej będzie znacząco mniejsza niż w tej z wodą chłodną.

Ten proces jak pisałem wcześniej będzie postępował bardzo szybko, równie szybko znacząco obniżając temperaturę w szklance gorącej, a wolniej w szklance chłodnej.

Przy zbliżeniu się obu temperatur do siebie ilość wody (mniejsza w szklance na początku gorącej będzie mniejsza w stopniu który odmieni stosunek powierzchni stygnięcia przez objętość wody w szklance, który jest wprost proporcjonalny do prędkości wystygania płynu.

Będzie miała na to wpływ także powierzchnia szklanki taka sama mimo różnic objętości wody w obu szklankach.

To spowoduje że w temperaturach bliskich zera obie szklanki będą już miały takie same temperatury.

Co więc spowoduje że szybciej zamarznie woda na początku gorąca?

Spowoduje to oczywiście ciepło zamarzania (także dość wysokie dla wody) które obie szklanki będą musiały oddać, w podobnych warunkach.

Ciepło zamarzania jest oczywiście (podobnie jak ciepło parowanie) stałą na jednostkę masy, a więc ciepła tego MNIEJ będzie musiała oddać szklanka z wodą na początku gorącą.

Więc to ona zamarznie pierwsza.

Prawda że proste?

Aż dziw że w tej samej TV w której tak prosto szafuje się wyrokami w sprawie np katastrofy w smoleńsku, trudno było znaleźć eksperta który opisał by to zjawisko fizycznie.

Wszak to telewizja młodych wykształconych z dużych miast.

Chociaż gdyby nie skok na taśmę wykonany w ostatniej chwili przez woj Mazowieckie, wydawało by się że najgorzej matura wypadała w matecznikach tych "młodych itd" Poznańskim i Opolskim.

Ot takie psikuski jakie niesie nam los.

Świadczące o tym że łatwiej mówićć że ktoś jest mądry, a czasem trudniej to udowodnić.