Nie żebym się znał na końcach świata, ale nolens-volens nabrałem ostatnio orientacji w Majach, którzy jakiś czas temu ów koniec świata ogłosili. Istnieje szeroko rozpowszechnione przekonanie o wybitnych osiągnięciach Majów w zakresie matematyki, astronomii, budownictwa sakralnego, gry w piłkę, czarnego piotrusia, wodolotniarstwa, ikebany, spekulacji giełdowych, fizyki ośrodka sypkiego... you name it.

Znajomość konkretnej daty końca świata stwarza ogromne możliwości: można np. zaprzestać płacić składki ZUS, a zoszczędzone pieniądze wydać na wino, kobiety i śpiew, postanowiłem sprawdzić więc naocznie, czy Majowie mieli niezbędne kompetencje, żeby zajrzeć Przyszłości w karty.

Odwiedziłem majskie centra obrzędowe w Palenque, Tikal, Chichen Itzy, Copan, Tulum, Dzibilchaltun, Uxmal i Coba. Trzy kraje i trzy tysiące kilometrów, thank you very much. Dałem zarobić współczesnym Majom: górskim z San Cristobal, leśnym z El Peten i wodnolądowym z wypożyczalni aut Ejecutivo na Riviera Maya. Wybrałem się do muzeum antropologii w mieście Meksyk, by z bliska zajrzeć w oczodoły kryształowej czaszki (z umiarkowanym powodzeniem, czaszka ma pięć centymetrów średnicy).

Podbudowawszy wrażenia organoleptyczne lekturą przewodników stwierdzam co następuje: Miłosz miał rację i żadnego końca świata nie będzie.

Przy okazji wizyty w każdym z centrów obrzędowych dowiadywałem się, że zostało wzniesione "bez udziału zwierząt jucznych i zastosowania koła". Hmm, interesujące, ale sam bym się nie chwalił. Mógłbym odpuścić im te zwierzęte juczne (selektywny chów ciężarowych oposów mógłby się nie powieść), ale niewynalezienie koła przy takiej obfitości kauczuku jest doprawdy karygodne. Nie wpadli nawet na to, żeby sobie napompować piłki do peloty!

Niech tam... nie oszczędzę Majom niczego: nie wynaleźli nawet łuku.

W jaki zatem sposób mogli wpaść na datę końca świata???
Nie mogli i nie wpadli. Idę przelać ZUS.

Poniżej: Tikal, jedna z "9 Nerdy Film Locations You Need to Visit in Your Lifetime"