Kiedy niewytrawny obserwator polskiego życia politycznego dziwi się I głowi nad fenomenem zajadłego zwalczania manifestacji niepodległościowej w kraju, który przez ostatnie 300 lat tylko 40 był suwerenny, znawcy meandrów wymieniają nazwisko Adama Michnika jak i nakreślają ideologię antypatriotyzmu, która jest immanentną cechą elit państwa polskiego od czasów II wojny światowej a obecność w życiu publicznym Polski zaznaczyła zaraz po 1917.
Wtedy to, u naszego serdecznego wschodniego sąsiada rodził się bolszewizm, który będąc projektem czysto pokojowym, w pierwszym swym odruchu przystąpił do penetracji państw ościennych agenturą, instalacji na ich terenie struktur konspiracyjnych oraz marionetkowych rządów komunistycznych, które po inspirowanym przewrocie politycznym bądź interwencji zbrojnej miały przejmować władzę, by następnie, zgodnie z wolą społeczeństwa, paść w ramiona Sowieta.
Po wojnie 1920 roku robota wywrotowa nieco naszemu drogiemu wschodniemu sąsiadowi zwiędła, przygotował się więc na długi marsz. W przypadku Polski mówimy o KPP i próbach dywersji ideologicznej poprzez indoktrynację robotników oraz, oczywiście, inteligencji. Zasięg i odziaływanie pokojowych i przyjaznych akcji sowietów w II RP był znikomy. Polska po 1918 roku była zaprzeczeniem komunizmu z jego tępotą, prymitywizmem i budzącą odrazę przemocą. Dlatego KPP oraz pozostała sowiecka agentura to był margines życia politycznego dawnej Polski.
Sytuacji zmieniła się z wybuchem II wojny światowej, w której Niemcy wraz z Rosją zabiły II RP ze szczególnym uwzględnieniem narodowców. Przy wsparciu logistycznym sowietów, niedobitki przedwojennej KPP tworzyły PPR, która pod osłoną Armii Czerwonej przejmowała w nowej Polsce władzę. Środowisko marginalne, przypominające grzyb na małym palcu u nogi, stało się nagle pierwszoplanowym graczem i hegemonem, jedyną opcją polityczną mającą prawo bytu.
Tak więc z przedwojennego środowiska KPP, niczym ze źródła z którego wypływa rzeka szeroka, jak Oka, wyrastała elita PRLu. PZPR wychowała nam polityków, artystów, dziennikarzy, prawników, naukowców a nawet opozycję nam partia wychowała. Wszystko miało większą bądz mniejszą akceprację sowietów. A jeśli nie akceptację to tolerancję. Zjawiska RZECZYWIŚCIE dla komunizmu niebezpieczne, były eliminowane z całą surowością, jak NSZ, albo bracia Kowalczykowie.
Rzeczywisty ruch narodowy po wojnie nie miał najmniejszego prawa bytu. Za wyjątkiem Piaseckiego, Przymanowskiego i starego Giertycha, co było groteską. Prócz oczywistej wrogości aparatu komunistycznego, również w łonie opozycji nie było sprzyjającego klimatu dla ideologi narodowej, nawiązującej do przedwojennych NDeków. KOR, Ropcio, RMP, czy w końcu Solidarność podnosiły postulat wolności i niepodległości wychodząc z zupełnie innych przesłanek.
Przesłanek nie wykraczających poza kierowniczą rolę partii oraz sojusz ze Związkiem Radzieckim. No może RMP wychodził poza schemat, lecz bynajmniej na pozycje narodowe. Pierwsza Solidarność u szczutu swej potęgi, w momencie rejestracji, musiała w statucie uznać nienaruszalne dogmaty. Doradcy, KOR czy solidarnościowe “prawdziwki” to z dzisiejszej perspektywy trockiści, próbujący reformować system i troszczyć się o los robotnika w zakładzie pracy. Mówienie o jakimś ideowym nacjonaliźmie w przypadku KOR czy Wałęsy to czysty żart.
Nastała III RP. Reglamentowana opozycja wraz z komuchami tworzyła kolejną Nową Polskę. Co było jednym z założeń nowego państwa? Zgoda, że pod żadnym pozorem siły narodowe nie dojdą do głosu. I tak jest od 1989 roku po dziś dzień z małym wyjątkiem w postaci LPR, który jednak sczezł we wstydzie i niesławie a Roman Giertych stoczył się do roli podrzędnego ujadacza, przybiegającego na gwizdniecie dowolnego luja z TVN.
Establishment III RP niezmiennie i stale pozostaje lata świetlne od najdrobniejszych akcentów nacjonalistycznych. Powiedzieć “Polska ponad wszystko” to jest coś, co nie mieści się w głowie przeciętnego parlamentarzysty, ministra, czy urzędnika III RP. Na takie hasła przyjeźdza wóz szybkiego reagowania Gazety Wyborczej. Nacjonalizm, czy choćby zwykły patriotyzm uważany jest za niebezpieczne zboczenie i równany z faszyzmem.
Ostatnimi laty prawą stronę sceny politycznej wziął w jasyr dawny działacz KSS KOR, Jarosław Kaczyński, tłumiąc w ten sposób możliwość powstania po upadku LPRu formacji narodowej, czy choćby wykrystalizowania się jakiegoś środowiska, ruchu społecznego o podobym profilu. Jedynym wyłomem w zagospodarowanej przez Jarosława Kaczyńskiego prawicy jest stadion piłkarski i Marsz 11 listopada.
Trzeba to sobie powiedzieć bez kompleksu i jakiegoś durnego zażenowania. Stadiony piłkarskie są kolebką współczesnego polskiego patriotyzmu a Marsz 11 listopada to jest inicjacja nowoczesnego polskiego ruchu narodowego.
Donald Tusk jak i Jarosław Kaczyński na czas wyczuli pismo nosem. Pierwszy rozpoczął PRowską wojnę z “kibolami”, drugi chce ich pożreć, co jest jego dość często stosowaną metodą. Próby połknięcia zalążków dziesiejszej NDecji nie przynoszą na razie rezultatu, dlatego też postanowił Jarosław Kaczyński zagrać va banque. Przyczynę tej nerwowości postaram się wyjaśnić poniżej
Otóż 11 listopada br. establishmentowi, mediom i milionom ludzi jak kraj długi i szeroki opadły szczęki. Kiedy na żywo, bądź na amatorskich filmach w YouTube obejrzano 25 tysięcy ludzi z biało czerwonymi flagami, przekonano się, że to nie jest epizod. Przekonał się o tym również Jarosław Kaczyński, który z Marszem 11 listopada nie miał wiele wspólnego.
Były działacz KOR zrozumiał, że jeśli “to” będzie dalej się rozwijać jak dotychczas, jego absolut po prawej stronie sceny politycznej zostanie obalony. Stąd pomysł konkurencyjnego marszu 13 grudnia, podparty komitetem honorowym dość grubego kalibru.
Chce się Jarosław Kaczyński sprawdzić, jak również sprowokować środowiska biorące udział w Marszu 11 listopada do udziału również w pochodzie 13 grudnia, dzięki czemu wpadłyby w orbitę PiS. Cały Prezes Kaczyński J
Otóż ostatnią rzeczą, której życzy sobie Raginglou jest udany mynks 13 grudnia prezesa Kaczyńskiego i skaptowanie rodzącego się na naszych oczach ruchu narodowego.
KOR i dawna opozycja zasługują na szacunek (starsi są). Jednak przyszłość należy do chłopaków ze stadionów i ONR. Być może na naszych oczach przełamuje się 70cioletnie embargo na NDeckie odchyły. Być może konstytucja III RP w tym punkcie zostanie obalona.
Oby tak się stało.

Ale ilu z tych 25 ludzi to prawdziwi narodowcy, a ilu pisowcy?
Tacy pisowcy, którzy przyszli nie po to, by popierać narodowców, tylko przyszli na złość Blumsztajnowi, Michnikowi, Krytyce Politycznej i Biedroniowi.
Gdy marsze 11.11 były naprawdę narodowe przychodziło 200-300 osób. Potem lewica rozpoczęła blokady, a to spowodowało napływ najróżniejszych ludzi prawicy o poglądach antysystemowych. Czyli głównie pisowców.
Powiem tyle, ze PiS marszu 11 listopada nie organizowal. A ze dla Pana kazdy kto jest prawy, uczciwy i nie-swinia to pisowiec, no coz...
1. Na czym polega "nawiedzenie" Wojtka, poza tym, że jest to poręczna, erystyczna pałka?
2. Oczywiście, że PiS tego Marszu nie organizował. Ale członkowie i sympatycy PiS wzięli w nim udział. Wystarczy zaglądnąć na stronę warszawskiego PiS by się o tym przekonać. Podobnie przyjechały grupy z Wrocławia, Łodzi, Katowic i Szczecina. Żeby dołączyć do Tego marszu. Wojtek słusznie wskazuje na fakt, że wcześniej na wezwanie narodowców stawiało się 200- 300 osób.
Nikt nie próbuje odebrać zasług Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości. Nikt nie próbujeodebrać zasług narodowcom. Nikt tego nawet nie dyskutuje. PiSowcy wręcz obłednie bronią tego Marszu, czasami wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Marsz 13 grudnia nie ma być konkurencyjny.
Świadczy o tym choćby fakt, że (pomimo odcięcia się organizacyjnego) ludzie ze Stowarzyszenia Marsz Niepodległości już się zadeklarowali na uczestnictwo 13 grudnia.
I to jest cenne, bo jeśli ogólnie pojęta prawica chce kiedykolwiek odzyskać Polskę, to musi działać razem. I realistycznie oceniać swój potencjał.
Przy okazji- uważam organizację Marszu 13 grudnia w Warszawie za zły pomysł. Kaczyński mógł dołączyć do obchodów na Śląsku, albo do tego, co jest organizowane we Wrocławiu.
Warto tę walkę o niepodległość roznieść po całej Polsce, w teren, a nie tylko koncentrować się na stolicy.
Przy okazji- dosyć śmieszna jest ta twoja neofityczna niechęć do Kaczyńskiego i PiS.
Taki tekst raczej nie zachęca do dyskusji.
Tak w ogóle to nie rozumiem tego odcinania się narodowców od inicjatyw pisowskich.
To prawda, że Kaczyński nie organizował Marszu Niepodległości, ale się od niego nie odcinał (jak to zrobił niedawno szef MW), był także jedynym znaczącym politykiem, który miał odwagę prowokację z 11.11.11 nazwać właśnie prowokacją.
Po co na siłę szukać podziałów, w sytuacji w której obecna władza kupczy naszą niepodległością?
Czy nie sposób w tej jednej sprawie zjednoczyć się ze wszystkimi obrońcami suwerenności?
Ja definiuję siebie wzorem L.Dorna jako socius et amicus populi pisei, byłem w Warszawie 10.04.2011 w rocznicę katastrofy smoleńskiej, byłem także 11.11.11 na Marszu Niepodległosci, a wcale blisko nie mam (Opole) i byłem tak nie jako narodowiec, czy pisowiec, ale jako Polak.
Nie rozumiem, po co w obliczu rosnącego słusznego społecznego gniewu konfliktować się wzajemnie.
W takim momencie jak dziś, wszyscy przeciwnicy pookrągłostołowego bękarta powinni się wspierać.
Tak przynajmniej to widzę.
Pozdrawiam
Kaczynski potepil post factum, kiedy takie potepienie rownalo sie przyznaniem, ze w dzien swieci slonce. Uwazam to za drobny raczej gest.
Nie twierdze, ze 25tysiecy ludzi 11.11 to ONRowcy i ze tam sama kadra szla. Uwazam, ze jest spoleczny rezonans, a to jest podstawa do dzialania i budowy czegos trwalego.
Jesli chodzi o konflikty, to szlachetna idea zjednoczenia w wydaniu Prezesa Kaczynskiego wyglada tak, ze... mozna sie do niego przylaczyc. Wie Pan, nie kazdemu sie to podoba. Ponadto raginglou uwaza, ze Kaczynski jest skonczony. Trzeba budowac nowe. I chlopcy organizujacy 11.11, chlopaki ze stadionow, widza to.
Sympatycy PiS oczywiscie w marszu szli. Jak nie bedzie pis to ci ludzie beda w tym samym miescu, popierac beda cos innego, co zamiast pis powstania. OBECNIE reprezentantem prawicy jest pis, wiec ma poparcie ludzi prawicowych. Czy to znaczy, ze sa pisu wlasnoscia??
Jesli marsz 13 grudnia nie jest konkurencyjny to jaki jest?!!??
Neofityczna niechec do Kaczynskiego, dobre :)
Problem polega na tym, że o tym że 11.11.11 świeciło słońce wiedzą nieliczni, ci którzy mają dostęp do internetu i chęci aby poznać prawdę (przy okazji, zapraszam do siebie na moją videorelację).
Ci którzy czerpią informacje o Polsce i o świecie z TV (a jest ich zdecydowana większość) są przekonani, że tego dnia w Warszawie zapanowała ciemność brunatno-kiblolska, demolująca całe miasto.
Dlatego każdy głos mówiący o świecącym słońcu, zwłaszcza głos który Ministerstwo Prawdy musi powtórzyć (czy chce tego, czy nie) jest niezwykle cenny.
Nie twierdze, ze 25tysiecy ludzi 11.11 to ONRowcy i ze tam sama kadra szla. Uwazam, ze jest spoleczny rezonans, a to jest podstawa do dzialania i budowy czegos trwalego.
Tu się zgodzę, jest społeczny rezonans, dlatego nie można mieć pretensji do zawodowego polityka, za to, że chce ten rezonans wykorzystać. To prawda, że o tych ludzi z 11.11 rozpoczęła się polityczna rywalizacja, widać to po reakcjach zarówno narodowców (bardzo niesmaczny i prowokacyjny tekst sprzed paru dni na portalu nacjonalista.pl, czy wspomniana wcześniej wypowiedź szefa Młodzieży Wszechpolskiej), jak i po reakcji PiSu (swój własny marsz).
Moim skromnym zdaniem powinien nastąpić taktyczny sojusz, bo nie jest prawdą, że Kaczyński jest skończony.
Od 10 kwietnia 2010 jest on mocno poobijany i chyba nigdy już się w pełni nie pozbiera, jednak ciągle ma za sobą wielu zwolenników.
Dywagacje o pisowskich okularkach i obrażanie zwolenników PiS mianem "wyznawców" nie jest rozsądnym działaniem narodowców.
W obecnej sytuacji ważne jest odsunięcie od władzy zdrajców polskich interesów, dopiero potem obóz narodowo-niepodległościowy może się dzielić i "pięknie różnić".
Jeśli teraz, na etapie budzenia się i wstawania z kolan narodu rozpoczniemy na prawicy wojenkę to skończy się to źle dla Kaczyńskiego, dla ONR, dla MW i dla wszystkich tych, dla których Polska nie jest pustym sloganem.
Pozdrawiam
Ale jakie rzucanie pisowcami? Wojtek wskazał na oczywisty fakt- w Marszu wzięli udział pisowcy (jak i inne środowiska patriotyczne), samego ONRu było tam najmniej de facto. I świetnie, bo takie rocznice trzeba świętować razem a nie znajdować w nich pole do podziału. Zwłaszcza, że wróg jest wspólny.
"Sympatycy PiS oczywiscie w marszu szli. Jak nie bedzie pis to ci ludzie beda w tym samym miescu, popierac beda cos innego, co zamiast pis powstania. OBECNIE reprezentantem prawicy jest pis, wiec ma poparcie ludzi prawicowych. Czy to znaczy, ze sa pisu wlasnoscia??"
A ktoś tak twierdzi?
"Jesli marsz 13 grudnia nie jest konkurencyjny to jaki jest?!!??"
Jest kolejną okazją do zebrania się i demonstracji siły. Zwłaszcza że i rocznica jest mocna i ostatnie wydarzenia europejskie, wraz z wystąpieniem Sikorskiego, dają podstawy do takiej właśnie manifestacji. Żenujący jest ten strach środowisk narodowych, żeby im przypadkiej nie buchnął ktoś "ich" jubla. I gotowi są pluć w związku z tym na zaprzyjaźnione manifestacje, zamiast wziąć w nich udział. I tak co roku, aż będzie tych ludzi tyle, że uzyskają zdolność walnięcia pięścią w stół. Kompromitacja.
"Neofityczna niechec do Kaczynskiego, dobre :)"
Co nie? ;)
Noeficka wydawała mi się taka bardziej osobista, a ten neologizm, takie mam wrażenie, opisuje coś więcej niż jednostkowe doświadczenie neofickie.