Już dawno miałam to napisać, może inni też to zauważyli, może nawet powiedzieli to i napisali. Jest już pomnik ofiar tragedii 10 kwietnia. Stoi przed pałacem prezydenckim na Krakowskim Przedmiesciu.
W tym zamieszaniu wokół usuwania krzyża nikt nie zauważył, jak wyrósł. Staje się coraz większy i to tak przeraża aktualnego lokatora pałacu. Boją się tego pomnika wszyscy ci, którzy źle życzyli Prezydentowi Kaczyńskiemu, nie szanują Polski, dbają tylko o utrzymanie dziedzictwa grubej kreski. Zgromadzona w jednej łapie władza daje złudną pewność, że oto teraz mogą wszystko. Mogą nawet wyrwać ten obwarowany krzyż, ale sprawią tylko że Pomnik Prezydenta Kaczyńskiego i 95 ofiar będzie jeszcze większy. Krzyż można zabrać, żelazne zasieki zastąpić trzymetrowym murem, ale to i tak Pomnika nie zasłoni, ani nie sprawi, że przestanie rosnąć.
Rośnie ten pomnik na dziedzińcu przed pałacem i w sercach ludzi, którzy Prezydenta żegnali, płakali gdy uświadomili sobie stratę. Wyrwa po śmierci tych wybitnych Polaków jest olbrzymia i taki jest ten pomnik. Ból powiększa lekceważenie ze strony władzy, poczucie krzywdy, niejasności. I dlatego ten pomnik rośnie.
Materialny i godny pomnik ustawiony w tym miejscu oraz uczciwe śledztwo, prowadzące do ukarania winnych, mogą zastąpić ten dzisiejszy pomnik. On nie musi stać się zabliźnionym wrzodem, tylko czym jest ten krzyż? B..... Lasem?




Tak, masz rację! Ten pomnik tam stoi...
Strach obecnych władz pomaga go budować, a oni nawet tego nie widzą...
Pozdrawiam;))