"Proste, nie?" - oznajmił bloger GPS.65 (http://gps65.salon24.pl/368902,paradoks-omnipotencji) w odniesieniu do tego, że poczuł się za odkrywcę najprzedniejszego wyjaśnienia paradoksu omnipotencji (wiki). Wyraził jednocześnie ubolewanie, że nigdzie dotąd w sieci nie natknął się na podobne w swej logiczności rozwiązanie. Nie szukając by to zweryfikować, nie dziwi, że nie może znaleźć swojego rozwiązania nigdzie, bo trudno wyobrazić sobie bardziej 'cienkie'. Żeby się Pan GPS.65 nie poczuł urażony na powyższe to uzasadnię.
"Bóg, będąc wszechmogącym, może stworzyć kamień, którego nie będzie w stanie podnieść. Nie tylko może, ale On to już zrobił! Tym kamieniem jest Ziemia!" - wyjaśnia bloger po czym przenikliwie pyta:
"No bo co to znaczy „podnieść kamień”? To znaczy oddalić go od środka Ziemi. Ziemia to niewątpliwie kamień. Czy można przesunąć tak Ziemię, by się oddaliła od swojego własnego środka?"
Błędnie założył bloger ten, że podnoszenie to przesunięcie obiektu względem samego siebie. Podnieść Ziemię, to nie przesunąć Ziemię względem Ziemi, ale względem dowolnie wybranego układu odniesienia, który Ziemią nie jest. W ten sposób to Bóg nie jest nawet w stanie podnieść ziarenka piasku, a tym bardziej duszy do Nieba.
O ile widzimy, że argument jest słabiutki, to o całe miriady słabsza jest konkluzja, że to ma dowodzić temu, że "A zatem Bóg istnieje".
Widzimy z powyższego, że teiści często uważają Boga za totalną bezmyślną amebę. Można zapytać dlaczego? Czy chcą Mu w ramach osobistych porachunków jakoś dogryźć? Przecież skoro ma się Boga za bezmyślnego, to nawet nie będzie tego świadom?
W kwestii samego paradoksu:
1. Błędem wydaje się być samo zbyt dosłowne branie przedmiotowego pytania, bo przedstawia ono raczej metaforycznie zagadnienie, które jest związane z istotą wszechmocną.
Problem można bardzo łatwo logicznie wyjaśnić ale należy rozpatrywać w sposób konceptualny. Bóg jest twórcą pewnej rzeczywistości, która jest względem niego wirtualna, tzn on określa prawa w niej występujące. Będę się posługiwał analogią programisty pewnego rodzaju gry komputerowej czyli wirtualnej rzeczywistości (VR). Twórca VR (Bóg lub programista) ma dwie możliwości interakcji ze swoim dziełem. Może dokonać zmian w strukturze programu (prawa natury VR) lub może grać w stworzoną przez siebie VR pod postacią podlegającą jej prawom. Jako gracz VR jego wszechmocność jest ograniczona przez postać, pod którą wszedł do VR, którą to postać również tworzy na zasadzie pełnej wszechmocności jako twórca VR. Z perspektywy twórcy jest on w stanie zaprogramować dowolnie mocną postać, z wyjątkiem takiej, która przenosi cały wszechświat VR, ale nie dlatego, że nie może, tylko występuje brak punktu odniesienia, względem którego cały wszechświat VR można przenieść względem tej instancji VR. Natomiast w rzeczywistości twórcy ograniczenie to nie występuje, bo twórca może sobie 'skopiować program', 'podnieść komputer', 'odstawić na półkę', 'wyłączyć na noc' i wszystkie te zmiany nie są dostępne poznaniu w świecie VR, są niefizyczne, nierzeczywiste, niematerialne i 'bezczasowe' względem poddomeny VR. Warto zauważyć jednak, że globalnie wyżej wymienione cechy (niefizyczność, etc) nie występują, ponieważ fizyczność to to, co tworzy i wpływa na daną instancję (bez względu na jej położenie w hierarchii podrzędności), a nie wyłącznie to, czego świadoma jest sama instancja.
W notce z 2009r, którą przytacza bloger, jest manifest teisty, który należy jednak pochwalić, że przekonanie, że "Bóg o przymiotach wszechmocy i wszechwiedzy nie może istnieć, bo owe przymioty wzajemnie sobie przeczą" stanowi "o tępocie racjonalistów", bo wynika to faktycznie z niezrozumienia relacji pomiędzy domeną twórcy, a poddomeną stworzenia (VR). O ile słusznie obśmiał teista drzazgę w oku wyimaginowanych oponentów, to nie oznacza, że był w stanie zauważyć belkę we własnym, ponieważ:
2. Wszystko powyższe, mimo że możliwe wcale nie dowodzi istnienia twórcy (Boga) z bardzo prostego powodu, którego wytłumaczenia nie znalazłem u żadnego teisty. Chodzi oczywiście o trochę mniej popularne pytanie - skąd się wziął Bóg? Jedyną możliwą odpowiedzią przez teistę jest, że istnieje od zawsze. Nawet trudno to nazwać odpowiedzią świadomą, ponieważ nie jest możliwa inna. Teista nie może się zastanowić nawet nad sensem udzielonej odpowiedzi, ponieważ z miejsca stałby się ateistą. A pytanie jest bardzo zasadne, bo skoro może istnieć od zawsze istota wszechmocna i wszechinteligentna bez nadrzędnej ingerencji, to jakże oczywisty i prosty wniosek stąd płynie, że od zawsze może istnieć dowolnie mocna i dowolnie inteligentna struktura, która wcale Bogiem nie jest w rozumieniu egocentrycznego światopoglądu teistycznego. Dlatego jest to najprostszy i najdobitniejszy dowód na to, że Boga być nie musi, a jego istnienie jest zbędne. Coś jak to, że nad głową każdego człowieka lata kowadło tylko takie niewidzialne. Nie oznacza oczywiście, że Go nie ma, a to również z bardzo prostej przyczyny - inteligenta istota świata VR nie wie czy posiada twórcę, dopóki niezbicie i empirycznie tego nie dowiedzie. Oczywisty wniosek jest zatem taki, że Boga nie ma (podobnie jak kowadła), dopóki się nie dowiedzie, że jest, i to o takich parametrach, które satysfakcjonują egocentryczne pragnienia teistów - że myśli, że inteligentny, że kocha, że iniektuje duszę, karze, nagradza, itd...
3. Tak naprawdę nikt nie wierzy w Boga. Nawet teiści, tylko o tym nie wiedzą, a wiedzę tą przykrywa zwykły lęk przed nieznanym*. Rzecz naturalna. Dlaczego? Teiści wierzą bowiem w duszę, która jest nieśmiertelna, wieczna, bezczasowa, świadoma, jednoczy się z Bogiem, itd - a więc ogarnia całą dostępną świadomość wszechistnienia. Dlaczego zatem zamiast jak najszybciej się powiesić, teiści tak samo jak ateiści, starają się odkrywać tajemnicę życia - uwaga - za życia? Bo podświadomie wiedzą, że po śmierci, to 'mogą se nadmuchać'. ;) Podświadomie - zaznaczam. Oczywiście sami teiści nie są takimi bezmyślnymi, jakimi zakładają, że jest Bóg, więc aby rozwikłać ten paradoks tłumaczą sobie, że dostęp do tej wszechwiedzy i wszechświadomości jest zabroniony w przypadku samobójstwa. Proste? A jakie cwane? No biedaki muszą żyć ziemskie życie za karę... Obiektywnie wygląda to jak proteza przyszyta nierozpuszczalnym sznurkiem fi 2,5mm, ale i tak kluczowe jest to, że efekt zadowala pacjenta no i żeby pi razy drzwi narząd działał, a działa, bo endorfiny do mózgu pompuje.
Ktoś może zapytać, dlaczego ateista broni Boga przed teistami? Odpowiedź jest prosta. Teiści ukamieniowaliby Boga jak tylko dowiedzieliby się, że istnieje naprawdę. Cała wiedza teistów w Boga to warunki jemu postawione, które musi spełnić aby Bogiem być. Jednym z nich, wśród niezliczonych innych jest to, że ma być niedostępną tajemnicą. Nie trudno zgadnąć zatem, że jakikolwiek dowód na istnienie Boga zostałby przez teistów odrzucony gdyż nie spełniałby tego podstawowego warunku. Bóg jednak, jeśli istnieje, nie może być tak bezmyślny jak zakładają to teiści i ma wystarczający powód aby się nie ujawniać swojemu stworzeniu. Zresztą wybór pomiędzy byciem odnalezionym przez odkrywców lub ukamieniowanym przez wyznawców nie może stanowić dużego problemu dla istoty myślącej.
Dlatego popularny podział pomiędzy teistą a ateistą jest źle wyrysowany, bo w swej istocie to nie jest podział pomiędzy wiarą bądź nie wiarą w Boga, a raczej chęć (lub nie) odkrywania Jego powstania. Zatem jest to podział pomiędzy odkrywcami i nieodkrywcami. To tak jak jedni mówili, że za oceanem nie ma niczego (ala teiści), a inni wsiedli w łódki i popłynęli (ala ateiści). I to, wydaje mi się, jest prawidłowe rozumienie tej różnicy światopoglądowej.
*) percepcja i procedowanie 'nieznanego' to imanentna właściwość ewoluującego mózgowia (sieci neuronowej), poprzedzająca pojawienie się świadomości, ale o tym nie teraz, 'nie dzisiaj' ;)

Nie użyłbym tak mocnego kwantyfikatora, z "mało kto" bym się zgodził, bo mało kto zachowuje się tak jakby przekaz religijny był faktem, ale zdarzają się ludzie do tego stopnia nierozgarnięci że naprawdę w to wierzą.
GPS.65 dał się wpuścić w pułapkę.
Uwierzył, zbyt pewny swej inteligencji, że może złapać Pana Boga za nogi. No i wyszło jak wyszło.
Co do Ciebie też mam uwagi :)
W swojej, bardzo dobrej analogii, zapomniałeś obdarzyć Programistę jednym, ale za to bardzo ważnym atrybutem, Wszechmocą!
Diametralnie zmienia to możliwości Programisty w interakcji z VR ( wolę wymyśloną przez Lema fantomatykę).
No i nieuprawnione uproszczenie ( a w związku z tym wykrzywienie) linii podziału pomiędzy teistą a ateistą. Już sama postawa Twojego adwersarza, nie tylko we wspomnianej przez Ciebie notce, zaprzecza postawie "że za oceanem nie ma niczego "
Skad i w jaki sposob powstala najmniejsza, pierwsza czastka (atom, kwark, itd) z ktorej wedlug "ich" nauki powstal / eksplodowal wszechswiat.
Ci najmadrzejsi mowiacy iz opieraja sie o logike, nauke itd. niech odpowiedza i wysnuja swoje teorie.
Przypominam ze prawa fizyki wyraznie wskazuja ze cos nie moze powstac z niczego.
Skroce wam cierpienia - nie jestescie w stanie tego udowodnic, a megalomania i przerosniete ego nie pozwala wierzyc iz jest ktos o wiele wazniejszy od was.
Zatem...zamiast wylewać potoki słów mów krótko: Bóg jest. Jest w każdym z nas i tylko tam! Nie szukaj Boga w budowlach zwanych kościołami, nie szukaj w innych ludziach - szukaj wyłącznie w sobie, bo ty jesteś Jego Kościołem na Ziemi.
> względem samego siebie.
Nie, nic takiego nie zakładałem. Zgadzam się, że podnieść coś względem czegoś, to znaczy, oddalić to względem jakiegoś układu odniesienie. Ale w języku potocznym możemy ominąć ten układ odniesienia i wtedy domyślnie oznacza on zawsze Ziemię. A zatem gdy mówimy "podnieść", to oznacza oddalenie od środka Ziemi.
Oczywiście można paradoks sformułować tak: "Czy Bóg może stworzyć układ odniesienia, w którym umieści obiekt, którego nie będzie mógł przesunąć względem tego układu". Ale to będzie inny paradoks - a nawet jeśli uznamy, że chodzi o to samo, to sformułowanie jest istotne, bo to o kamieniu zrozumie wielokroć więcej ludzi, niż to drugie.
Mój argument o Ziemi jest słabiutki, tak samo jak słabiutki jest paradoks. Niestety większość ludzi tylko takie słabiutkie argumenty jest w stanie zrozumieć i dlatego gadka o tym kamieniu jest w stanie załamać ich światopogląd. No to moja kontrgadka, równie krótka, przywraca im ten światopogląd. A potem można się oczywiście wgryzać w problem i zająć się czytaniem Pana notki i miliona innych rozważań o których wspominam, że są i można sobie je w Googlu poszukać...
> słabsza jest konkluzja, że to ma dowodzić temu, że "A zatem Bóg
> istnieje".
Tak jest! Bardzo dobrze zrozumiał Pan moją notkę. Ta konkluzja jest bardzo słabiutka. Równie słaba jak to, że Boga nie ma, wynika z jakiegokolwiek paradoksu.
2. Teiści nie walczą z ateistami, ponieważ ateiści nie wierzą w Boga tak samo, jak nie wierzą w istnienie krasnoludków i nie zajmują się tymi tematami.
3. Bogiem zajmują się teiści i antyteiści/antyklerykałowie. Obie te grupy są wierzące, antyklerykałowie często wierzą w różne gusła, czary, pechowe i szczęśliwe liczby, energię Ki i podobne bzdury, ale wierzą też, że Bóg nie istnieje i tym się różnią od teistów.
4. Nikt nie broni Boga przed antyteistami, bo szkoda na to czasu. Nie da się dowieść naukowo wg współczesnych reguł naukowych istnienia bądź nieistnienia Boga. To jest kwestia wiary, która ex definitione nie jest rzeczą rozumową. Gdybym spotkał Boga, to od tej chwili WIEM, że on istnieje, a więc już nie muszę wierzyć.
5. Nikt Boga nie kamieniu i nie ukamieniuje, bo na pytanie, czy Bóg może stworzyć kamień, którego sam nie udźwignie, odpowiedź jest znana od blisko 2000 lat. Tak, Bóg może stworzyć taki kamień i stworzył ich ogromną ilość. Jezus, który jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem, miał problem z uniesieniem krzyża w drodze na Golgotę, zatem istniała i istnieje ogromna ilość kamieni, które jako cięższe od krzyża, były nie do uniesienia dla Niego.
Nie lepiej od razu napisać np., czy Bóg jest w stanie stworzyć Boga bardziej wszechocnego od siebie samego?
Otwiera ono znacznie szersze możliwości do uprawiania postmodernistycznej odmiany scholastyki.
Chętnych do tego na pewno nie zabraknie.
Strasznie kiepska analogia :)
"Dlatego popularny podział pomiędzy teistą a ateistą jest źle wyrysowany, bo w swej istocie to nie jest podział pomiędzy wiarą bądź nie wiarą w Boga, a raczej chęć (lub nie) odkrywania Jego powstania. Zatem jest to podział pomiędzy odkrywcami i nieodkrywcami. To tak jak jedni mówili, że za oceanem nie ma niczego (ala teiści), a inni wsiedli w łódki i popłynęli (ala ateiści). I to, wydaje mi się, jest prawidłowe rozumienie tej różnicy światopoglądowej."
Nie Nonsecure. Teiści to ci, którzy wierzą, że ocean to jest li jedynie jeden z nieskończenie wielu miriad oceanów w świecie, którego ani szkiełko ani oko nie pojmie.
Ateista to ten, który twierdzi, że ocean jest a reszta to bajka.
Zatem i teiści i ateiści w jednym oceanie siedzą i jedni i drudzy mogą w tej samej łódce sobie pływać.
Czemu chcesz jednych bądź drugich z łódki wykopać? Miejsca jest sporo. Starczy dla każdego. I dla mnie i dla Ciebie i dla reszty świata całego :)
p.s. Ale generalnie notka ciekawa. Mnóstwo o tym Bogu piszesz jak na ateistę ;)
Ja w jednorożce nie wierzę i się nimi nie zajmuję.
Ciągnie Cię do odkrywania tych nowych wymiarów patyka. Ciągnie Cię bardziej niż jesteś w stanie to sobie uświadomić :)
Buziak i serdeczności!
> jest Bogiem.
Bo może z Bogiem jest tak samo jak z Szekspirem? Szekspir podobno nie istniał - jego dzieła napisał ktoś inny o tym samym imieniu i nazwisku...
^
Nie wiem. Tak samo jak nie wiem jak powstał Bóg. Tak samo jak pytam o cząstkę, tak samo pytam o Boga. Jeśli mi Pan odpowie jak powstał Bóg, to ja Panu powiem jak powstał wszechświat. Zgadza się Pan?
"Przypominam ze prawa fizyki wyraznie wskazuja ze cos nie moze powstac z niczego."
^
A z czego powstaje fluktuacja próżni, prawa fizyki mówią?
^
Nie zapomniałem. My istoty VR mówiąc o wszechmocy Boga mamy na myśli, że jego wszechmoc pozwala mu zrobić w naszym świecie VR dowolną rzecz. W żaden sposób nie odnosi się to do rzeczywistości Boga bo o tej nic nie wiemy. Ci którzy twierdzą, że wiedzą jedynie fantazjują.
"Już sama postawa Twojego adwersarza, nie tylko we wspomnianej przez Ciebie notce, zaprzecza postawie "że za oceanem nie ma niczego ""
^
Nie zrozumiał Pan. Chodziło o analogię ale nie taką. Teiści wierzą, że poza Bogiem, który kocha człowieka nie ma nic innego. To przekonanie jest analogią do postawy 'za oceanem nie ma niczego'. Teizm stawia w tym miejscu dogmat (założenie).
Bo Pan tak napisał, a ja się z tym zgodziłem. Pan uznał, że wnioskowanie o istnieniu Boga na podstawie tego, że nie można mówić o przesuwaniu Ziemi względem Ziemi to bardzo słabiutkie wnioskowania. Zgodziłem się i przez analogię uznałem, że wnioskowanie o nieistnieniu Boga na podstawie jakichkolwiek paradoksów słownych jest równie słabiutkie.
^
Pan to napisał. Ale to dlatego, że nie rozumie o czym napisałem ja. Ale to już standard. Wykazuje Pan tutaj to samo niezrozumienie relacji pomiędzy domeną twórcy a poddomeną stworzenia, które zarzuciłem ateistom.
Ale mój zarzut wobec Pana, że często pozuje Pan na ateistę już Pan zna.
Pozdrawiam. Na przyszłość zachęcam więcej argumentów ćwiczących wyobraźnie a mniej docinek epitetopodobnych.
Pozdrawiam
Zadna cząstka nie moze mieć energii nizszej od jej masy spoczynkowej, zatem zasieg oddziaływń przenoszonych przez cząstki majace taką masę jest skończony.
(Wyjątkiem jest foton, który, jako pozbawiony masy spoczynkowej, moze być, po wyemitowaniu przez elektron, wysyłany na nieskończone odległości).
I dlaczego tak bardzo sami chca żyć jak najdłużej-wszak kochaja swego Stwórcę i powinni chcieć spotkać się z nim jak najszybciej?
----------------------------------------------------------------------
Oto istota wiary: po co?
Ale do komentu nie odniesiesz sie, jak rozumiem?
Nosz wiem :)
Ja nie lubię tak nudno w kółko dryfować tysz.
Myślę, że na tej Twojej łódce to by mi mogło być całkiem mega milusio :)
Za to wszelkiej masci przeciwnicy ktorych koronnym argumentem jest iz Boga niema bo go nie widzieli, czyli opierajacy sie na namacalnym i widocznym argumencie, nie sa w stanie potwierdzic namacalnym lub widocznym argumentem swoich teorii o powstaniu wszechswiata, co zaprzecza jakimkoliwek ich teoriom, gdyz zaprzeczaja sami sobie o wierze w to co widoczne i mozliwe do dotkniecia.
Wniosek jednen.
Wy nieistniejecie. Istnieja tylko jakies ciala powtajace sofizmaty.
Strasznie kiepska analogia :)
--------------------------------------
A niby dlaczego kiepska.
Mi sie np. podoba.
Co konkretnie moze Pani Filozof zarzucic tej analogii¿
Zmęczona jestem....
Pół dnia tłumaczyłam Robakksowi, że jeśli fakty przeczą teorii to tym gorzej dla teorii. Ale na salonach sporo takich, co uważają odwrotnie. A i o zgroza nie mniej takich co ich fakty wcale nie interesują.
Na tym poprzestanę.
Proszę zacząć od przeczytania całej Biblii i jeśli po uważnym przeczytaniu tej pozycji nadal będzie Pan uważał, że koreluje to z wizją Stwórcy jak programisty to będzie to pański wniosek. I tyle.
^
No ok, ok. A z czego się biorą?
^
nikt Pana nie zmusza.
"Za to wszelkiej masci przeciwnicy ktorych koronnym argumentem jest iz Boga niema bo go nie widzieli, czyli opierajacy sie na namacalnym i widocznym argumencie, nie sa w stanie potwierdzic namacalnym lub widocznym argumentem swoich teorii o powstaniu wszechswiata, co zaprzecza jakimkoliwek ich teoriom, gdyz zaprzeczaja sami sobie o wierze w to co widoczne i mozliwe do dotkniecia."
^
Proszę zatem odpowiedzieć argumentem na pkt 2.
^
A to akurat głupie nie jest. Kiedyś napisałem coś takiego nawet w jakim komentarzu u Eine.
A w sensie fizycznym to jakby węzły oscylacji pola energii modulowanego polem grawitacyjnym. Oba te pola wypełniają wszechswiat fizyczny oddziaływując na siebie.
^
Ma dużo wspólnego, tylko nie każdy rozumie. Np Eine pisze "Aksjomatem/ założeniem w tej logice jest dualizm ontologii: byty stworzone i byt niestworzony." i poucza mnie czego nie czytałem i czego nie wiem, bo nie rozumie, że właśnie przedstawiłem to zagadnienie w postaci prostej analogii.
Funkcję analogii spełnia, a że drażni, to inna sprawa.
Wszechswiat fizyczny jest taki, jaki musi być, aby zaistniały w nim istoty mogące rozpoznać "Palec Bozy".
Istoty te muszą spełniać pewne minimalne warunki potencjału samoświadomosci, aby w ogóle mogły wejsc w relacje z fenomenem okreslanym jako Bóg.
Dlatego Bóg nie moze dowolnie zmienić fizycznych parametrow wszechswiata bez unicestwienia owych istot.
W zasadzie na tym etapie OPUS DEI nie moze ich zmienić w ogóle ( nie mówiac, ze dowolnie) bez wywołania ww. skutku.
Chyba, że Bóg postanowi zakonczyć ten eksperyment ze zbawianiem człowieka).
Już skapowałem, że w taki sposób napisany tytuł przyciąga uwagę znacznie bardziej niż napisany poprawnie.
Ja chociaz istnieje, bo nie musze wszystkiego dotknac i zobaczyc aby w to uwierzyc, jesli jakies przeslanki moga to uprawdopodobnic, chociaz czynie to bardzo rzadko.
Bedac jednak postacia bez calkowitej swiadomosci wlasnego istnienia, wyraznie zastanowilbym sie nad soba. Jednak mam swiadomosc ze coniektorzy dla wygody wola sie oklamywac.
Co do punktu 2 z racji, iz nie jestem fizykiem i nie mam czasu zaglebiac sie w teorie nic odpowiedziec na to nie moge.
Zreszta dla mnie to nie ma zadnego znaczenia, ja wierze w Boga. Proponowalbym jednak o wyjasnienie tego zwracac sie do jakiegos gornolotnego fizyka, jest ich tutaj na salonie przynajmiej dwoch.
Może widzisz to inaczej.
Włąściwosci fizyczne są niejako morfologią OPUS DEI wewnatrz którego sie znajdujemy, jego materialnym przejawem.
Nie mozemy wyciagnac sie za własne uszy/ włosy z tego wewnatrz.
Czyli bez boskiej pomocy nie mozemy "dostrzec" Boga.
Dlatego o Bogu, jako ludzie, mozemy wnioskować wyłącznie posrednio.
Mozemy oczywiscie doznać "objawienia", o ile zostaniemy w tym celu wolą Boga wybrani.
Ale takie objawienie stanowi wyłącznie relację jednostkową Ja-Bog, nieprzekazywalną innym ludziom.
Powtórzę po raz kolejny.
Bez istnienia Boga nie mamy punktu odniesienia do fenomenu istnienia Człowieka.
Ateisci nie degraduja Boga, ale własnie dokonuja degradacji człowieka.
Do poziomu dwunoznego zwierzęcia.
Do szeregowego przedstawiciela farmy ludzkiej.
Ateisci są wrogami człowieczeństwa.
Natomiast staja się narzędziem Antychrysta, chociaz w swojej obłąkanej konsekwencji, w Niego takze nie wierzą.
pozdr.
Krotka pilka wyglada nastepujaco:
Ateisci z racji iz mysla tylko o sobie, a cale zycie jest dla nich wylacznie gra i gromadzeniem dobr kosztem drugiego czlowieka, musza podwazac istnienie dobra i zla gdyz podzial ten zaburza ich mozliowsci manipulacji oraz osiagania korzysci metodami ktora nalezy nazwac zlymi. Wyklucza to jednoznaczanie dla nich istnienie Boga. Czlowiek dbajacy wylacznie o wlasne interesy - zlo.
Ludzie swiadomie wierzacy traktuja drugiego czlowieka tak jak chca byc sami traktowani, kierujac sie zasadami harmonii, opierajac sie na rozdzieleniu dobra od zla, ktore daje im przeglad sytuacji i wskazowki jak nalezy postepowac dajac jednoczenie mozliwosci zobaczenia zlych zachowan skierowanych w ich strone. Czlowiek dbajacy o interes ogolu, nie pozwalajacy jednoczesnie robic sobie krzywdy - dobro.
Rozmycie przez ateistow dobra i zla pozwala im na funkcjonowania wsrod dobrych w spoleczenstwie.
Do poziomu dwunoznego zwierzęcia.
Do szeregowego przedstawiciela farmy ludzkiej."
^
A ja myślałem, że na odwrót. Że awansują zwierzę do człowieczeństwa.
Ale, że teiści degradują ateistów do zwierzęcia to tak, słyszałem.
Im trzeba pisac argumenty, kontrargumenty ktore beda mogli sobie zobrazowac i w jakikolwiek sposob odniesc do tego co znaja.
Moze ktos sie na chwile zatrzyma, glebiej zastanowi i powroci do Boga jesli kiedykolwiek mial z nim do czynienia.
Pozdrawiam
^
powinno być fifty fifty
^
Pierwszą mocą jest Bóg. I już Pan uwierzył.
Lepiej samemu wnioskowac niz tylko sluchac.
Wraz z postepem, ludzie coraz mniej posluguja sie rozumem, kierujac sie coraz bardziej w swych dzialaniach instynktem.
^
Ale to, w mojej analogii, te modyfikacje VR, to tylko hipotetyczna możliwość twórcy. Bardziej jak np. przyjście Chrystusa. Jakoś nas to nie unicestwiło. Mimo, że to była otwarta operacja na świadomości i mózgach (bo neurony też inaczej się łączą) tych istot.
Myślę jednak, że Pan zrozumiał.
Powiedziałam tylko Tobie - i podtrzymuję - że analogia stwórcy-programisty do Boga biblijnego ma się nijak. I tyle.
:D :D :D
2) podobnie pomijam swiaty wirtualne, mysl poprzedza wynalazek komputera i wirtualizacje, no moze wczesniej mowiono cos o zyciu jako snie :D
3)zgadzam sie z wiloma przedmowcami
ze jest roznica miedzy ateista a antyteista
podobnie jak miedzy czlowiekiem wierzacym a fanatykiem
ta sama roznica
jeden wierzy bez potrzeby ponizenia drugiego i mowienia mu ze skonczy w piekle
tak drugi nie wierzy, bo nie ma w sobie tego ale nie odczuwa potrzeby dowiedzenia ze w piekle nie skonczy, bo piekla nie ma, no bo wlasnie nie wierzy, to i potrzeby nie ma
spojrzymy sie na tekst
- Zatem jest to podział pomiędzy odkrywcami i nieodkrywcami.
no i ktos tutaj bardzo chce samego siebie pochwalic jednoczesnie upokarzajac innych wskazujac - ze podlegają pod pewne "imanentna właściwość ewoluującego mózgowia (sieci neuronowej),"
od ktorych owi odkrywcy juz sie
prezentujesz więc calkowicie negatywną postawę wobec wiary, mowiac w skrocie, niewierzacy dzielny i madry, wierzacy zwierzecy i glupi
to nie jest dyskusja
to jest wlasnie psychologia sieci neuronowej robiacej sobie dobrze endorfinami
:D
inaczej mowiac
wedlug mnie pierwsza zasada myslenia powinna brzmiec
jesli z mojego myslenia wychodzi ze jestm lepszy, to szczegolnie mocno ta mysl, znajac ta siec neuronowa i jej dzikie zwyczaje, kwestjonuje, aby mnie endorfiny na manowce nie sprowadzily
:D
oczywiscie mysl moze byc prawdziwa
ale i tak nie nalezy jej sie zbyt latwo oddawac :D
Zatem istotny jest zakres oraz rodzaj zmiany owych parametrów.
Jestem zdania, ze Bóg wie , co, po co i z jakimi skutkami wiaze sie dana zmiana.
I jestem również zdania, że Pan to rozumie.
To niezmiernie ważny temat.
Będzie na pewno tematem moich blogowych notek, gdyz to m.in., spłycanie tej problematyki oraz podobnych, zwłaszcza na s24, stanowi ważny powód tego, ze w postanowiłem zainstalować własny blog na s24.
Ale na inaugurację bloga nie zacznę od ww. tematyki.
pozdr.
------------------------------------------------
Moze i nie ma?
Moze wynika to z tego ,ze Biblia nie byla pisana z uzyciem komputera-ow?
Moze jest wiecej Bogow (co najmniej 2)-nie tylko "chrzescijanski"!?
^
Pan sądzi, że ja tak bez podłoża? Byłbym wtedy Bogiem. Najpierw Eine, a teraz Pan robi ze mnie Boga. Why? To jakiś spisek?
"Powiedziałam tylko Tobie - i podtrzymuję - że analogia stwórcy-programisty do Boga biblijnego ma się nijak. I tyle. "
^
Bóg tworzy świat. Programista tworzy świat. W którą stronę trzeba iść aby trafić na to... nijak?
"1) dyskusje o kamieniu i wszechmocy pomijam, nie sadze by byla poważna i warta stukania w klawiaturę"
^
i dobrze bo w tej kwestii wyraźnie stoję po stronie teistów, widzi Pan to?
"2) podobnie pomijam swiaty wirtualne, mysl poprzedza wynalazek komputera i wirtualizacje, no moze wczesniej mowiono cos o zyciu jako snie :D"
^
czy przed odkryciem np. schizofrenii, jest Pan pewien, że tej choroby nie było? Jak zatem ją odkryto? Z wirtualizacji człowiek nie zadawał sobie sprawy dopóki sam nie zaczął jej tworzyć.
"prezentujesz więc calkowicie negatywną postawę wobec wiary, mowiac w skrocie, niewierzacy dzielny i madry, wierzacy zwierzecy i glupi"
^
ja nie o sobie, tylko o naukowcach odkrywcach. Ja nie jestem odkrywcą. Ja jestem obserwatorem.
Ale dziękuję i przepraszam, bo faktycznie może to wyglądać jakbym to ja się wywyższał. Uległem w końcu retoryce wielu tutejszych teistów posługujących się określeniami: głupi, tępy, etc, w tło których - myślę - udało mi się nie wtopić całkiem. Aczkolwiek przepraszam tych, którzy wiedzą w swym sercu, że nie poniżyli nigdy drugiego człowieka. Reszcie nie zaszkodzi w imieniu przez nich pokrzywdzonych, a wiedzą, że ja wiem, którzy to.
"to jest wlasnie psychologia sieci neuronowej robiacej sobie dobrze endorfinami"
^
przynajmniej nie udaję, i nie zwalam na duszę
^
Nowe wydanie na pewno już będzie.
Koncept wirtualizacji nie dotyczy komputerów (wyłącznie), dotyczy każdego zjawiska. Jest to przetwarzanie oddziaływań, kiedy to tworzące dany proces składowe na skutek oddziaływań tworzą oddzielną warstwę znaczeniową, której nie posiadają pojedynczo.
"Bóg tworzy świat. Programista tworzy świat. W którą stronę trzeba iść aby trafić na to... nijak?"
Nie ma nijak. Ale wątek 'nijakości' to miesiącami z Halo przerabiałam. I już wiem, że jak ktoś się na nijakość uprze to nijak go przekonać. Dlatego nijakość zostawmy proszę.
A co do tej analogii to Bóg tworzy świat z miłości do człowieka i w tym świecie cały czas jest jak i daleko go przekracza. Czy to samo można powiedzieć o programiście?
Jeśli jest to programista zakochany w swoim stworzeniu i taki, który cały czas czule się tym stworzeniem opiekuje no to może i tak..
A w kazdym razie punktem wyjścia do ich artykulacji jest antropocentryzm. Bo tylko takim punktem odniesienia dysponujemy.
Stąd należy brać stosowną poprawkę zarówno na opis "katechetyczny" cech Boga, jak równiez na opis "ateistyczny" (czyli opis takiego, w jakiego "nie wierzą" ateuszki).
Misja Chrystusa była spowodowana przez to ograniczenie. Bóg wcielił sie w postac człowieka (Syna Człowieczego), gdyz tylko w takiej postaci jego misja była mozliwa do realizacji.
Natomiast O Bogu, jako takim ,nie mozemy powiedzieć niczego więcej ponad to, co przekazał Chrystus.
A tutaj, na s24 (ale , rzecz jasna nie tylko tutaj) sa tacy spryciarze, co co chcą poznac genom Boga, boskie DNA i, na dodatek, chcą poddać Boga freudowskiej psychoanalizie.
Jestem zdania, że ci spryciarze zdecydowanie przeceniają swoje możliwości w tym względzie..
I to przeceniaja je o całe lata świetlne.
pozdr.
Ja to odnoszę wrażenie, że przed Tobą jakby Bóg stanął w całej swej okazałości, to byś go wykpił. No nabieram wręcz świętego przekonania. :D
Na zdrowie.
Bóg - to zupełnie inna, rzekłabym 'niehalo' rzeczywistość.
Jestem zdania, że ci spryciarze zdecydowanie przeceniają swoje możliwości w tym względzie..
I to przeceniaja je o całe lata świetlne.
----------------------------------------
A OTO PRZYKLADY owej psychoanalizy autorstwa UNU...:
Zbawienie to wieczny kontakt z Bogiem, a potępienie jest odwrotnością zbawienia. Zostaje się na wiecznośc wyłacznie sam na sam ze swoimi grzechami wobec bliźnich i rozpamiętywaniem skutków tych grzechów w całym ich łańcuchu skutkowo-przyczynowym.
Wystarczy?
--------------------------
bawienie to takze wybawienie od pamieci o grzechach z życia doczesnego (wyzerowanie pamięci o nich).
---------------------------------
Wieczne potępienie natomiast to także rozpamiętywanie przez wieczność wyrzutów sumienia,
od którego nie ma szansy na uwolnienie.
Dziękuję za uwagę
---------------------------
Osoba , ktora tak widzi Boga winna udac sie do psychoanalityka albo zamknac oczy ,odetchnac gleboko (kilka razy) i sprobowac "poczuc" BOGA...
Po cozatem miałbym odpowiadać na Twoje komentarze, skoro są one "ni pricziom".
Zbawienie, jak i i brak zbawienia dotycza zobrazowania pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej, a moze az po Sądzie Ostatecznym.
Jak mozna pomylić obrazowanie ww. stanów z okreslaniem przymiotów Boga?
Trzeba mieć po temu specjalne zdolności.
Np. zdolność czytania bez rozumienia tego, co się czyta.
Co po raz kolejny udowadniasz.
Halo to podobnież po angielsku aureola? No cóż - mama moja tak mnie na chrzcie urządziła, że i w polskim tym słowie i w angielskim (czytane od końca) jest zawarte moje imię. Stąd ten nick. Ale to podobnież symbol świętości.
Zatem "Bóg to... 'niehalo' rzeczywistość". Zatem Bóg to nie święta rzeczywistość.
Zgadzam się jak jasny gwint! Gratuluję odkrycia! :D
A co do cwaniaków. No cóż. Skoro Pan Bóg ich tworzy, to widocznie chce, by Go w ten sposób poznawali i analizowali. Nie wiem tylko, czy pyszałki i kpiarze są Mu mili. Ale skoro też ich takich tworzy, to widocznie chce obserwować, co będzie się działo. :D
"Po raz kolejny potwierdzasz, iż czytasz bez zrozumienia."
Ależ zarówno kolega/żanka Jerraz21 jak i ja doskonale Cię rozumiemy, że w swoich wywodach zaprzeczasz sam sobie. Czy to stan duszy po śmierci, czy przymiot Boga w Twoim pojęciu?
A ja Cię nawet rozumiem głębiej! Ty czujesz, ale nie myślisz. Za czucie odpowiadają pierwotne struktury mózgu. Za myślenie - te wyewoluowane później (kora mózgowa).
A teraz chętnie popatrzę jak będziesz sobie ze mnie kpił do spółki z koleżanką Filozof. Ja też lubię patrzeć na reakcje idące za bodźcem. ;)
Oczywiście, ja także podzielam pogląd, że zarówno Ty, jak również kolega/żanka Jeraz21, powinniście wykazywać dotychczasową konsekwencję w swoich imaginacjach.
nie gadam z Tobą!
odniosłam się tylko do nijakości a jeśli uznałaś to za zbyt bezpośrednie do Ciebie to daj znać. Po prostu skasuję ten komentarz i już.
Dyskusja między nami jest bezpowrotnie zamknięta.
Po cozatem miałbym odpowiadać na Twoje komentarze, skoro są one "ni pricziom".
------------------------------------------
Alez przeciez odpowiadales -do czasu jak straciles koncept-zaniemowiles.
Oto jedna z twoich odpowiedzi:
"Bog jest miłosierny, ale nie wylacznie milosierny.
Ponadto miłosierny jest wowczas, gdy spełnimy takie oto prozaiczne równanie:
"i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy".
Bo Bog jest Sędzia Sprawiedliwym, który za dobre (uczynki) wynagradza, a za złe karze"
Inna odpowiedz:
"Od każdego z Was zależy , czy bedzie swoje zycie prowadził wedle nich. To od każdego indywidualnie zależy sznasa na uzyskanie zzbawienae. Bóg wydaje tylko certyfikat, czy zostajecie skazani w wyniku swojego postępowania wobec innych (i zaniechania) w zyciu doczesnym na zbawienie, czy na potępienie."
I potem na moje prosby opisales owe zbawienie i potepienie.
Ale na pytanie moje kluczowe nie uzyskalem odpowiedzi:
"To zrozumiale (prawie) -tylko ja sie pytam jaki jest WYZSZY CEL tego "WIECZNEGO potepienia"?
Nie prosciej (i bardziej milosiernie) by bylo dla Boga Sprawiedliwego i MILOSIERNEGO zarazem
poprostu takiego ukaranego delikwenta unicestwic (SKASOWAC)!?"
Teraz probujesz odwrocic kota ogonem piszac:
"Zbawienie, jak i i brak zbawienia dotycza zobrazowania pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej, a moze az po Sądzie Ostatecznym.
Jak mozna pomylić obrazowanie ww. stanów z okreslaniem przymiotów Boga?"
Nie czytasz samego siebie ,nie rozumiesz tego co sam piszesz?
Przeciez owe stany duszy sa konsekwencia kary lub nagrody udzielonej przez Boga-i na to Bog wydaje certyfikat (tak napisales)-
Twoj BOG to psychopata albo cos z toba nie tak.
To jest wlasnie ta psychoanaliza ,ktora tobie przedstawiam.
To Tobie zaczyna wszytko sie mylic-sprobuj uwaznie z koncentracja poczytac sanego siebie.
Swoja droga ostatnie pytanie kontrolne w ramach psychoanalizy twoich pomieszan.
Co to jest:smierc doczesna?
Uzywasz takiego terminu a ja nigdy nie spotkalem sie z takim okresleniem.
Zatem wyjasnij prosze!
Ja z Tobą wcale nie dyskutowałam. Ja stwierdziłam fakt, że zaczynasz gadać do rzeczy. Nic nie kasuj. Mnie bardzo pasą Twoje komentarze. Niech zostaną dla potomności ;). Nijakości nie uznaję za zbyt bezpośrednie do mnie. Bezpośrednie, to bym uznała, jakbyś komentowała do mnie przez pryzmat troistości. Bo jak wiesz, jak pisałaś w swoim wierszu na blogu - ja jestem i okrutna i nijaka i cudowna :*. Pozdrawiam Ciebie serdecznie. ;)
Zakonczyłem już z Tobą dalsze próby rozmowy.
Kontynuowanie ich nie rokuje szans na pozytywny skutek w postaci zrozumienia tego, co piszę.
Mam subiektywne przeświadczenie, ze piszę dostatecznie poprawnie w jęz. polskim, a zatem problem rozumienia tego, co napisałem, nie leży po mojej stronie .
To by było na tyle.
^
Po to jest analogia, aby móc tak powiedzieć. Proszę się zastanowić nad tym abstrakcyjnie. Sam akt kreacji dzieła (programista) to cyzelowanie, dopieszczanie (w aspekcie bezczasowym) tak aby stworzyć coś najwspanialszego co się potrafi. [Tak i ja piszę swoją bajkę :D]
Czy jest programista, który się nie opiekuje swoim dziełem? Ja nie znam.
^
Jakże to? Kto nie potrafi? Ja nie potrafię? A co ja właśnie robię?
"A tutaj, na s24 (ale , rzecz jasna nie tylko tutaj) sa tacy spryciarze, co co chcą poznac genom Boga, boskie DNA i, na dodatek, chcą poddać Boga freudowskiej psychoanalizie."
^
To nie spryt. To ciekawość. Spryt to bardziej przekonywanie siebie, że się jej nie ma.
Na zdrowie."
^
Ja nawet nie muszę nabierać;)
a
"Bóg niehalo"
^
Podoba mi się ten zlepek. Nawet bardzo :DDDD
"Halo Bóg! A Bóg nie halo..." - na zasadzie: mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. :D
Bo moim zdaniem Bóg nie opiekuje się nami jak smarkaczami, żeby nam się kuku nie stało, lecz opiekuje się po to, żeby program się dokonał/zrealizował/wypełnił.
P.S.
Przestańcie już jeździć po mnie jak po łysej małpie. Spać w nocy nie mogłam! Cały czas śniło mi się, że czytam Wasze komentarze. Ale się namęczyłam, matko i córko! Co godzinę się budziłam i co przysnęłam, to coraz więcej tych komentów było. :D
A mianowicie:
pierwsza: istnieje Bóg
druga: istnieje dziad
Kto zatem jeszcze z kompanii uważa się za Boga, poza nonsecure,rzecz jasna.
Czy to znaczy, ze jest Pan już dostatecznie nabrany?
Racja. Tylka smarkacze szeleszczą.
Jak to kto? UNUKALHAI ! :D
No jak z prawdziwego Boga robi przesłanki do odbycia dialogu... no to tylko Unuku-bóg takie rzeczy jest wszechmocny robić! :D
P.S.
Jakby co, to ja do dialogu na Olimpie się nie nadaję! Nawet za antropocentryka się nie uważam. Wolę naparzać się grabkami po łbie ze wszystkimi w piaskownicy pod Olimpem. :D
Trzymaj się konsekwentnie w swym postanowieniu! Oznajmiłaś: "Dyskusja między nami jest bezpowrotnie zamknięta." Ja dodam: "Na blogach".
Zatem tup, tup pięterko wyżej do mojej skrzyneczki zapraszam. :)
Poza tym zasugerował, że jest juz wystarczająco naprany.
HALO, Ty nie jesteś w ogóle na bieżąco.
Z Olimpu dawno juz powyganiano wszystkich takich, a i sam Olimp jest ostatnio zastawiony w lombardzie u Merkelowej.
nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna.
Zakonczyłem już z Tobą dalsze próby rozmowy.
Kontynuowanie ich nie rokuje szans na pozytywny skutek w postaci zrozumienia tego, co piszę.
Mam subiektywne przeświadczenie, ze piszę dostatecznie poprawnie w jęz. polskim, a zatem problem rozumienia tego, co napisałem, nie leży po mojej stronie .
To by było na tyle.
UNUKALHAI 0 18798 | 04.12.2011 22:58
------------------------------------------------
@jerraz21
Po raz kolejny potwierdzasz, iż czytasz bez zrozumienia.
Po cozatem miałbym odpowiadać na Twoje komentarze, skoro są one "ni pricziom".
Zbawienie, jak i i brak zbawienia dotycza zobrazowania pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej, a moze az po Sądzie Ostatecznym.
Jak mozna pomylić obrazowanie ww. stanów z okreslaniem przymiotów Boga?
Trzeba mieć po temu specjalne zdolności.
Np. zdolność czytania bez rozumienia tego, co się czyta.
Co po raz kolejny udowadniasz.
UNUKALHAI 0 18796 | 04.12.2011 17:50
-----------------------------------------
UNU...
Na gorze masz skopiowane dwa posty ,ktore napisales do mnie.
W drugim starszym z dnia 04.12.2011 17:50 w trzecim zdaniu jest fraza:
"...pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej...."
jakim wiec prawem logicznym piszesz do mnie (zaledwie 5 godzin pozniej) w poscie z dnia (pokazanym na gorze jako pierwszy):
"nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna."
KTO W TAKIM RAZIE TO PISAL?
Ktos sie podszywa pod Ciebie? Czy tak?
Zcy jednak jest prawda co napisalem w swoim poprzednim poscie do Ciebie:
"Nie czytasz samego siebie ,nie rozumiesz tego co sam piszesz?"
Tak wiec - co bylo do udowodnienia -to zostalo udowodnione.
Unu naprawde juz czas bys sie udal do porzadnego psychoanalityka -gdyz Twoj stan umyslu,ktory prezentujesz na Salonie-zafalszowuje OBRAZ BOGA - a to jest duza OBRAZA logiki i inteligencji!!!!
pozdrawiam serdecznie-szczerze zmartwiony Twoja przypadloscia-majac jednak nadzieje ,ze to co Ci sie przytrafilo (zdarza sie -takie jest zycie) jest uleczalne..
nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna.
Zakonczyłem już z Tobą dalsze próby rozmowy.
Kontynuowanie ich nie rokuje szans na pozytywny skutek w postaci zrozumienia tego, co piszę.
Mam subiektywne przeświadczenie, ze piszę dostatecznie poprawnie w jęz. polskim, a zatem problem rozumienia tego, co napisałem, nie leży po mojej stronie .
To by było na tyle.
UNUKALHAI 0 18796 | 04.12.2011 22:58
------------------------------------------------
@jerraz21
Po raz kolejny potwierdzasz, iż czytasz bez zrozumienia.
Po cozatem miałbym odpowiadać na Twoje komentarze, skoro są one "ni pricziom".
Zbawienie, jak i i brak zbawienia dotycza zobrazowania pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej, a moze az po Sądzie Ostatecznym.
Jak mozna pomylić obrazowanie ww. stanów z okreslaniem przymiotów Boga?
Trzeba mieć po temu specjalne zdolności.
Np. zdolność czytania bez rozumienia tego, co się czyta.
Co po raz kolejny udowadniasz.
UNUKALHAI 0 18796 | 04.12.2011 17:50
-----------------------------------------
UNU...
Na gorze masz skopiowane dwa posty ,ktore napisales do mnie.
W drugim starszym z dnia 04.12.2011 17:50 w trzecim zdaniu jest fraza:
"...pewnego stanu duszy po śmierci doczesnej...."
jakim wiec prawem logicznym piszesz do mnie (zaledwie 5 godzin pozniej) w poscie z dnia (pokazanym na gorze jako pierwszy):
"nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna."
KTO W TAKIM RAZIE TO PISAL?
Ktos sie podszywa pod Ciebie? Czy tak?
Zcy jednak jest prawda co napisalem w swoim poprzednim poscie do Ciebie:
"Nie czytasz samego siebie ,nie rozumiesz tego co sam piszesz?"
Tak wiec - co bylo do udowodnienia -to zostalo udowodnione.
Unu naprawde juz czas bys sie udal do porzadnego psychoanalityka -gdyz Twoj stan umyslu,ktory prezentujesz na Salonie-zafalszowuje OBRAZ BOGA - a to jest duza OBRAZA logiki i inteligencji!!!!
pozdrawiam serdecznie-szczerze zmartwiony Twoja przypadloscia-majac jednak nadzieje ,ze to co Ci sie przytrafilo (zdarza sie -takie jest zycie) jest uleczalne..
Podwoilem OSTATNI post do Ciebie-dawka podwojna-moze pomoze!????¿¿¿¿¿
Napisało tak mi się tak jakoś.
Nawet nie przypuszczłąem, ze moglo pozostać nieskorygowane.
Teraz juz za póxno na korektę.
Ale zamiast tworzyc na tym moim przejęzyczeniu wielopietrowe
parabole ideologiczne, trzeba było po prostu wskazać, ze to nonsens.
Czasmi tak bywa, że ma sie kilka wariantów napisania jakiejs kwestii, wybiera sie jeden z nich, w trakcie pisania zmienia go na inny, no i bęc.
Wolisz najwidoczniej wywołać z tak błahego powodu światopoglądową "wojnę swiatów".
Ale ja uciekne sie do dezercji.
Nadzwyczaj jałowe są bowiem kontynuowane przez Ciebie przepychanki erystyczne.
Niech będzie Twoje "na wierzchu".
Ja wolę ustąpić.
Z Olimpu dawno juz powyganiano wszystkich takich, a i sam Olimp jest ostatnio zastawiony w lombardzie u Merkelowej."
A to już zmieniliście lokal? To już nie na Olimpie imprezujecie?
O jej. No to fakt, że chyba coś mnie ominęło. :(
To w którą teraz stronę mam się kierować, żeby za Wami trafić jakby co? Aaaaa...pamiętam! Nonsecure coś ostatnio pisał o środku oceanu, że lądu nie widać...
I... o matko! Co ja widzę? Nonsecure w roli anty-boga? To jakaś czarna materia? I nie dosyć, że czarna to jeszcze naprana? Jejku... nie strasz mnie, bo się już cała trzęsę... wszyscy mnie tak ostatnio tym Nonsecurem straszą (już się boję skrzynki otworzyć) i w końcu mi opadnie całe napalenie na niego. :D
No, ale jaki sens straszyć czyms/kims, co/kto nie ma stosownego potencjału straszenia.
Bo tutaj nikt nie będzie usiłował blefować.
A, w kazdym razie, jakby co, to się go sprawdzi.
Uwzgledniając, co napisane powyżej, nonsecure'm śmiało można, a nawet należy, straszyć.
Inna rzecz w tym, kto da się tak nastraszyć.
Ale to inna rzecz.
pozdr.
No widzisz... Ty niestety nie jesteś na bieżąco... ;D
A w zestawieniu, to Twoje ww zdanie z kolejnym:
"Uwzgledniając, co napisane powyżej, nonsecure'm śmiało można, a nawet należy, straszyć."
to znowu jakieś dwa wzajemnie wykluczające się warianty! No weź tak ciągle nie zmieniaj wariantów w trakcie pisania, bo ciągle robisz bęc i niedługo do domu nie trafisz!
"Jak to kto? UNUKALHAI ! :D"
^
Tu trzeba oddać prawdzie, że Unukalhai to taki Obersturmfuhrer* wśród Bogów. Na jego polecenie dopiero, w ramach ujednoliconej polityki fiskalnej dusz, Bóg Absolutny będzie rozdysponowywał duszami pomiędzy Bogiem Chrześcijan, Judaizmu, Hinduizmu, i innymi z kliki. Bogowi Chrześcijańskiemu Ober-Bóg-Unuk (mający zresztą korzenie arabskie) najbardziej skąpi podrzucając jakieś niematerialne niedobitki, głównie już z obszaru RP. Ja niestety nie należę do tego układu, bo ja jestem jak śmieciarz. Utylizuję odpady, które odrzucają Bogowie i które można pomacać. Piękne, pachnące ciała i takie tam...
* Nie mylić z funkcjonującym w polskim internecie Oberstumpfuhrerem :DDD bo inaczej Gehenna
Z Olimpu dawno..."
^
Na Olimpie jak widać, ani rusz bez Oli.
Z Olimpu na omnipotencjalne poszli pole,
a pole jak pole,
też zna Olę.
Ona nadążać nigdzie nie musi,
Antropocentroida pół ruchem zdusi.
parabole ideologiczne, trzeba było po prostu wskazać, ze to nonsens.
----------------------------------------
Tych nonsensow jest duzo wiecej-wiec to jest Twoja metoda albo Twoje szalenstwo...
I to Ty tworzysz parabole antylogiczne.
Poczytaj kilka(dziesiat) razy to co ponizej:
"nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna.
Zakonczyłem już z Tobą dalsze próby rozmowy.
Kontynuowanie ich nie rokuje szans na pozytywny skutek w postaci zrozumienia tego, co piszę.
Mam subiektywne przeświadczenie, ze piszę dostatecznie poprawnie w jęz. polskim, a zatem problem rozumienia tego, co napisałem, nie leży po mojej stronie ."
-------------------------------------------
"...trzeba było po prostu wskazać, ze to nonsens."
A dlaczego to niby ja mam wskazywac ze to nonsens!?
Ja poprostu sie spytalem Ciebie(bo nie wiedzialem):
"Co to jest:smierc doczesna?
Uzywasz takiego terminu a ja nigdy nie spotkalem sie z takim okresleniem.
Zatem wyjasnij prosze!"
A Ty na to-poczytaj znowu kilka(dziesiat) razy to co ponizej:
------------------------------------------
"nie uzyłem nigdy terminu: śmierć doczesna.
Zakonczyłem już z Tobą dalsze próby rozmowy.
Kontynuowanie ich nie rokuje szans na pozytywny skutek w postaci zrozumienia tego, co piszę.
Mam subiektywne przeświadczenie, ze piszę dostatecznie poprawnie w jęz. polskim, a zatem problem rozumienia tego, co napisałem, nie leży po mojej stronie ."
UNU...konkluzja jest taka:
praca (funkcja) doradcy podatkowego w naszym kraju (i nie tylko) kazdego by doprowadzila wczesniej lub pozniej do "pomieszania zmuslow"-wiec Twoj przypadek nie jest szczegolnym....ale jest zabawnym bo publicznym-na Salonie24...
Pytałaś się mnie czego chcę.
Napisałam Tobie, że chcę prawdy. I chcę prawdy od Ciebie. Napisałam, że jeśli naprawdę mnie kochasz - jak deklarowane mi było - to chcę prawdy od Ciebie, nawet gdyby to miało Ciebie zabić.
Sugerowałaś, że się boję i potrzebuję leków. Napisałam, że nie potrzebuję leków jak mi sugerowałaś, bo jestem całkowicie zdrowa a wzrok mam tak przenikliwy, że to powinno to Ciebie przestraszyć.
Już mnie do skrzyneczki nie zapraszaj.
Faktycznie Olimp zawiera moje imię w dopełniaczu. Góra bogów. No to ja się teraz nie dziwię, że wszyscy bogowie skaczą po mnie jak po łysej małpie. :D
I jakie tam "antropocentroida pół ruchem zdusi"? Ja tylko trochę popieszczę kogo lubię. Wszak nie chcę, by mnie damscy Filozofowie od nijakości i bylejakości wykpili. ;)
Odpuśćmy już Unukalhai. On naprawdę bardzo kocha tego Boga. Wprawdzie dopiero tylko sercem, ale jak zacznie też rozumem, to Bóg będzie niewątpliwie w Niebo wzięty!
P.S.
Trollujemy już jak najgorszej wody werewolfy ;D! I to tak od poniedziałku. Trza się wziąć za siebie i przyprowadzić do porządku, bo ksiądz rozgrzeszenia nie da.
Zapytaj mnonsecure czy czuje się niergodny, by nim straszyć.
Toć napisałem, ze nalęzy najp[ierw znaleźć takich, com posiadaja sytosowny potencjał straszenia. A nonsecure ma takowy, nawwet w nadmiarze.
A co Olimpu, to akurat jeden mam na stanie.
Taka fajna cyfrówka z niezłym zoomem.
pozdr.
Najpierw wyszło, że mnie straszysz Nonsecurem jako czarną materią, lecz Ty natychmiast skierowałeś myśli na jakichś blefujących, żeby ich sprawdzić i zadałeś sobie pytanie, czy jest sens nimi straszyć. A potem sprawdziwszy blefujących znów wskoczyłeś na Nonsecura, że uwzględniając tych sprawdzonych, jak najbardziej Nonsecurem trzeba straszyć. Potem szybko przerzuciłeś myśli na tych co się dadzą lub nie dadzą nastraszyć...
Zatem warianty się nie przeciwstawiają tylko robią sobie taki mały skok w bok jeden od drugiego?
Ufff... ależ Ci te myśli latają. Od krawężnika do krawężnika! Co za przypadek! Normalnie styki mózgowe mi się grzały jak za Tobą kluczyłam. Toż przy Tobie trzeba błyszczeć nadinteligencją nie z tej materii!
A co się czepiasz Jerraza21, że wiochę robi? Proste, składne, uporządkowane, logiczne myślenie. Czyste powietrze, cisza, spokój... odpocząć przy nim można - jak to na wsi. :D
pozdr.
Odpocznie i moze powróci.
Czasem potrzeba sanatorium.
Wszak w ciszy muzyka najpiękniejsza.
czymusibyctytul.blogspot.com
Pomijając tworzywo: stworzyć - z czego?
Pomijając ciężar: względem czego ciężki?
Pomijając podnieść: czym podnieść (ręce?)?
Pytanie to dzieli działalność myślnego Boga na dwa obszary:
teoretyczne stwarzanie i praktyczne działanie.
Stworzyć można w myślach - podnieść w myślach się nie da.
Ludzie stwarzają Bogów na swój obraz i podobieństwo.
Kłamcy stwarzają sobie takich Bogów, którzy mogą stworzyć wszystko i mogą zrobić wszystko. Zupełnie im to nie przeszkadza, bo kłamcom nie przeszkadza kłamstwo, wszak żyją w zakłamaniu.
Po pierwsze: sprawa języka. Teista mówi "Bóg istnieje", ateista mówi "Bóg nie istnieje". Niby wszystko jasne. Tylko że obaj przypisują (lub odmawiają) Bogu cechę "istnienia", które rozumieją w kategoriach istnienia materialnego, z jakim sami mają do czynienia. Przypisują Bogu (lub nie) cechę znaną im samym z autopsji, albowiem sami istnieją w sensie materialnym (choć może im się jedynie tak zdaje).
Rozpatrując to w analogii do VR i Programisty, który ją stworzył, należy jednak zdać sobie sprawę, że "istnienie" postaci z VR i istnienie programisty, to dwie różne sprawy. Zakładając, że w VR narodziłby się wirtualny filozof i powiedziałby "Bóg istnieje", (mając oczywiście na myśli Programistę), należałoby powiedzieć, że nie ma on do końca racji, albowiem istnienie, jakiego on sam doznaje, nie ma nic wspólnego z istnieniem programisty.
Podobnie może być z istnieniem Boga. Może być tak, ze zarówno teista jak i ateista, obaj mają rację. Jeśli bowiem Bóg nawet istnieje, jego istnienie nie ma nic wspólnego z tym, co my sobie wyobrażamy pod tym pojęciem. Innymi słowy, zdaniu "Bóg istnieje" nie można sensownie przypisać żadnej wartości logicznej, albo stwierdzić, że jest ono zarówno prawdziwe, jak i fałszywe.
I tu rodzi się sprawa druga: zachodzi pytanie jak dalece Bóg podlega prawom logiki. Paradoks wszechmocy o którym tu mówimy, jest paradoksem w ramach logiki, jaką się posługujemy na poziomie naszego świata. Jeśli jednak Bóg istnieje poza obserwowalnym przez nas światem, jeżeli ten świat stworzył wraz ze wszystkimi prawami, które nim rządzą, samemu nie podlegając tym prawom, to trzeba przyjąć, ze Jego natura nie jest ograniczana prawami logiki podobnie, jak np. prawem powszechnego ciążenia.
Z tego punktu widzenia widać, że kwestia "istnienia" Boga w ogóle nie nadaje się do rozumowego rozważania. Może być ona jedynie domeną wrażeń pozarozumowych, intuicyjnych, mistycznych itd.
Pozdrawiam
► podlega prawom logiki. Paradoks wszechmocy o którym tu mówimy,
► jest paradoksem w ramach logiki, jaką się posługujemy na poziomie
► naszego świata.
Mam pytanie:
Czy w waszym świecie w ramach waszej tzw. logiki i tzw. praw:
czy Bóg wierzy, że stworzył człowieka?
^
dlaczego materialnego? Teiści nowocześni mówią o życiu niematerialnym przecież. Nawet równoległym niematerialnym życiu duszy. Materialny świat nie jest marzeniem teistów. Problem tylko jest taki, że materialność może być tylko ułudą w sferze percepcji zmysłów. To oznacza, że jakakolwiek niematerialna postać względem danej domeny może być materialna względem innej.
"w VR narodziłby się wirtualny filozof i powiedziałby "Bóg istnieje", (mając oczywiście na myśli Programistę), należałoby powiedzieć, że nie ma on do końca racji, albowiem istnienie, jakiego on sam doznaje, nie ma nic wspólnego z istnieniem programisty."
^
Dokładnie. Dlatego człowiek cały czas szuka śladu Boga. Widać to np przy przepychankach z kreacjonistami. Teiści chcieliby odnaleźć 'błąd' Boga, będący potwierdzeniem, że ewolucja nie mogła mieć miejsca, tylko musiała być kreacja ad hoc.
"Podobnie może być z istnieniem Boga. Może być tak, ze zarówno teista jak i ateista, obaj mają rację. Jeśli bowiem Bóg nawet istnieje, jego istnienie nie ma nic wspólnego z tym, co my sobie wyobrażamy pod tym pojęciem."
^
Zgadza się. Zawarłem nawet zdanie o spełnianiu przez Boga przypisywanych mu przymiotów.
"Jeśli jednak Bóg istnieje poza obserwowalnym przez nas światem, jeżeli ten świat stworzył wraz ze wszystkimi prawami, które nim rządzą, samemu nie podlegając tym prawom, to trzeba przyjąć, ze Jego natura nie jest ograniczana prawami logiki podobnie, jak np. prawem powszechnego ciążenia."
^
Tego nie rozumiem. Jeśliby Boga nie ograniczała logika (jakaśtam) to też jest logika.
"Z tego punktu widzenia widać, że kwestia "istnienia" Boga w ogóle nie nadaje się do rozumowego rozważania. Może być ona jedynie domeną wrażeń pozarozumowych, intuicyjnych, mistycznych itd"
^
Tak to bym nie powiedział. Domena wrażeń pozarozumowych jest mi obca. Natomiast intuicyjnych i mistycznych jest przeze mnie zaliczana do rozumowych jak najbardziej. To tylko kwestia nazwy.
Jeśli Bóg jest wszechmocny, to nic go nie ogranicza, a to znaczy m.in. że jeśli zechce ,to zdanie postaci p & ~p będzie prawdziwe. Jeśli zechce, to będzie istniała prawda, fałsz i stan pośredni, jakiś "prawdofałsz". Bycie Stwórcą oznacza przecież, że samowładnie określa się co jest prawdą. Tylko taki Bóg może być naprawdę wszechmocny.
Ten Programista tworzący świat wirtualny nie jest prawdziwie wszechmocny - daleko mu do tego. W stworzonym przez siebie świecie może ustanowić dowolne prawa, ale nie ma możliwości samostanowienia - jego natura, prawa przyrody, którym jest poddany, nie zależą od niego. Prawdziwa wszechmoc oznacza, że nic Boga nie ogranicza, nawet jego własna natura. Co znaczy, że naturę tę ustanawia on sam, według swej woli. W szczególności może więc, stanowiąc o swej własnej naturze, nie przejmować się żadną logiką.
Tak na marginesie: jest to interesujący problem, czy logika, która się posługujemy, dwuwartościowa, z prawami De Morgana, w której zdanie p v ~p musi być prawdziwe, a zdanie p & ~p musi być fałszywe, czy taka logika jest jedynie cechą naszego umysłu, czy świata w którym żyjemy? Jeżeli jest cechą świata, to czy jest to jedyna możliwa logika, dzięki której świat może istnieć?
^
Ale to, że Pan przypisuje wszechmoc Bogu wobec niego samego jest tylko Pana fantazją. Ew. wymóg jaki Pan stawia Bogu żeby ten nim był w pańskich wyobrażeniach. W rzeczywistości wcale tak być nie musi aby Bóg był Bogiem i stwarzał świat (VR), w którym jest wszechmocny. Tzn nie jest to ani warunek pewny ani konieczny (vide kowadło). Istoty VR mają takie samo wyobrażenie o programiście. W rzeczywistości Bóg jest właśnie programistą i jego wszechmoc wobec siebie samego jest nie istotna.
"jest to interesujący problem, czy logika, która się posługujemy, dwuwartościowa, z prawami De Morgana, w której zdanie p v ~p musi być prawdziwe, a zdanie p & ~p musi być fałszywe, czy taka logika jest jedynie cechą naszego umysłu, czy świata w którym żyjemy? Jeżeli jest cechą świata, to czy jest to jedyna możliwa logika, dzięki której świat może istnieć?"
^
Dokładnie. W swej istocie p&~p=1 to jednocześnie istnieć i nie istnieć. Może Pana zdziwię ale kiedyś w jakimś komentarzu napisałem, że być może największym kiedykolwiek odkryciem człowieka okaże się to, że nie istnieje. Zresztą jest to trochę konsekwencją analogii VR, ponieważ my (jako programiści) istoty VR nazywamy wirtualnymi, bo one dla nas nie istnieją rzeczywiście. Czy istota VR może odkryć, że jest istotą VR i posiada programistę? I, że w jego rzeczywistości nie istnieje? Logika p&~p=1 w zasadzie już istnieje i jest logiką łączącą poziomy wirtualizacji rzeczywistości. ;)
A "stać się mogło na jeden jedyny sposób.
Czyli jeden jedyny wszechswiat o konkretnych parametrach umozliwił p0owstanie istot , które posłóuguja sie logika, która umozliwoia tym istotom zarówno funkcjonowanie w tym (wszech)świeciem oraz umozliwia ropoznanie sposobu funkcjonowania (wszech)świata.
Zatem od momentu, w którym Słowo "staje się ciałem" znika dowolność opcji dla Stwórcy.
Moim zdaniem, próba zmiany opcji nieuchronnie musi zakonczyć forme bytu (wszech)swiata nazywaną "ciałem". Rzecz jasna wraz z isytotami potrafiacymi posługiwac się logiką.
Słynne pytanie:
"dlaczehgo wszechswiat jesty matematyczny, czyli dlaczego jest tak skonnstruowany, ze istoty oprzyrzadowane w logike moga ponawać zasady funkcjonowania wszechswiata.
Co oznacza (gdy cofamy sie hipotetycznie do "aktu kreacji i Kreatora"), ze Bóg nie gra w karty. Ani z "ciałeM", ani z logiką.
Czyli Bóg nie jest szulerem, czyli musiał On w akcie kreacji uzwglednic reguły logiki takie, jakie sa kompatybilne z owym "ciałem".
Zgoda, może istnieć Bóg-Stworzyciel Wszechświata, którego wszechmoc dotyczy jedynie stworzonego świata. Co więcej, takich bogów może być cały Olimp - tak, jak jest wielu programistów tworzących VR. Żaden z tych bogów, w ich własnej rzeczywistości, nie jest wszechmocny, choćby z tego powodu, że mogą oni ograniczać siebie nawzajem. Można wierzyć, lub nie, w panteon bogów, ułomnych i słabych, na swój boski sposób oczywiście, bo dla nas absolutnie wszechmocnych. Tak rozumiany bóg jest jedynie jakby istotą ludzką, tylko "przesuniętą do nieskończoności". To znaczy wiedza, staje się wszechwiedzą, moc staje się wszechmocą. Jest to koncept wszystkich kultur starożytnych, od Mezopotamii aż po Cesarstwo Rzymskie.
Bóg prawdziwie Wszechmocny, o jakim mówię, może być tylko jeden. Istnienie innego Boga musiałoby przecież ograniczać jego wszechmoc. A wszechmoc ograniczona przestaje być wszechmocą. Wiara w jednego, wszechmogącego Boga, jest charakterystyczna dla bardziej rozwiniętych kultur. Współcześni teiści właśnie tak go sobie wyobrażają, przynajmniej w przeważającej większości. I z filozoficznego punktu widzenia, powiedziałbym, że tylko taki Bóg jest naprawdę interesujący. Boga-Programistę można łatwo zastąpić np koncepcją matrixa, czyli właśnie wirtualnej rzeczywistości, z której moze się kiedyś ockniemy. Albo koncepcją obcej cywilizacji, niebotycznie rozwiniętej w porównaniu z nami. Ale Jedynego, Wszechmogącego Boga nie da się zredukować do konceptów z science-fiction.
http://lubczasopismo.salon24.pl/rodzynkizzakalca/post/369183,poradnik-teisty-jak-zatloc-boga-kamieniem#comment_5432849
► Słynne pytanie:
► "dlaczehgo wszechswiat jesty matematyczny, czyli dlaczego jest
► tak skonnstruowany, ze istoty oprzyrzadowane w logike moga
► ponawać zasady funkcjonowania wszechswiata.
►
► Co oznacza (gdy cofamy sie hipotetycznie do "aktu kreacji
► i Kreatora"), ze Bóg nie gra w karty. Ani z "ciałeM", ani z logiką.
► Czyli Bóg nie jest szulerem, czyli musiał On w akcie kreacji
► uzwglednic reguły logiki takie, jakie sa kompatybilne z owym "ciałem".
Jeśli tak myślisz jak napisałeś, a więc jeśli nie jesteś obłudny - to zgoda: "Bóg nie gra w kości", a więc pozwala bu prawo było prawem, zasada zasadą, by tak znaczyło tak, a nie znaczyło nie.
Gdyby Bóg chciał stworzyć idiotów to stworzyłby idiotów, a nie ludzi na swój obraz i podobieństwo.
^
To też jest koncept. Taki sam co do pewności jak mezopotamski.
"Wiara w jednego, wszechmogącego Boga, jest charakterystyczna dla bardziej rozwiniętych kultur."
^
A która religia z tych dwóch jest starożytna: chrześcijaństwo, scjentyzm?
"Ale Jedynego, Wszechmogącego Boga nie da się zredukować do konceptów z science-fiction."
^
Spokojna głowa. Właśnie dałem radę ;)
^
logika pojawia się przy oddziaływaniu ze sobą dwóch podstawowych cząstek. Jest oddziaływanie - prawda. Brak oddziaływania - fałsz. Te miliardy już bramek w iCore czy GPU takie ładne rzeczy wyświetlają Panu na monitorze, a to tylko ta jedna prosta logika u podstawy. Isn't it amazing?
Pozdrawiam
Jednakże te bramki logiczne z afiliacjami do z "chińskiego pokoju", to jeszcze nie jest cały świat.
To tylko kawałek mechanizmu.
Ustawicznie myli Pan bogów wykreowanych w historii cywilizacji, a stanowiących mniej lub bardziej udolne aproksymacje Boga Objawionego, z Nim samym.
mofonowa.
W tej kwestii zaciął się Pan, niczym płyta gra gramofonowa.
Natomiast w obszarze religii czy wierzeń, ustawicznie stawia je Pan na równorzędnej półce.
A przeciez terapia dla "duszy" takze podlegała ewolucji w dziejach cywilizacji.
Tego rodzaju niekonsekwencja moze być, moim zdaniem, warunkowana ideologicznie.
Czyli gra Pan rolę swiadomego ideologa ateizmu.
^
Potencja, którą Pan doskonale toleruje wystarcza przecież z nawiązką. Zresztą musi. Nauka nie odpuści.
Ja nie wierzę w Boga partacza. Tzn (zna to Pan u mnie) pomimo swej rzekomej omnipotencji nie mogącego sklecić działającej ewolucji, samoorganizującego się świata logiki, etc. Zupełnie tak jakby wszystko musiał stworzyć jako gotowe produkty, bo nie umiałby myśleć. Stąd moje szpileczki w stronę teistów. Bo dla mnie to niekonsekwencja.
"Jednakże te bramki logiczne z afiliacjami do z "chińskiego pokoju", to jeszcze nie jest cały świat."
^
A przepraszam. Nikt nie mówił, że cały. Od czegoś trzeba zacząć. Później sprawy się komplikują. Bramka logiczna OR potrzebuje już co najmniej dwóch współistniejących (w sensie przetwornika procesu) oddziaływań pierwotnych typu 0/1. I wcale nie jest mowa o procesie związanym z elektrycznością. Moim zdaniem procesy typu koniunkcja, interferencja, itp oddziaływań tworzą niejako ad hoc struktury logiczne o większym stopniu zaawansowania. I nie osadzam ich w hierarchii znanych nam obecnie zjawisk bo występują na każdy poziomie wirtualizacji - inaczej procesy przetwarzać będzie neuron, inaczej galaktyka gwiazdami, inaczej atom żonglujący elektronami a inaczej być może i sam Higgs. I nic od samego początku nie jest kwestią przypadku. A logika jest jedna. Nierozerwalnie związana z tym co sama tworzy. Self-contained.
Np. szukanie takiego Higgsa, to trochę jak tupanie nogą w wodę aby ta się odsłoniła i ukazała kolejne warstwy wirtualizacji procesów, a więc bardziej zagłębionych tworzących bardziej pierwotną warstwę oddziaływań. Tupnięcie w wodę i patrzenie jak zamyka się woda z powrotem i wnioskowanie na podstawie tego zamykania o naturze hierarchii procesów.
"W tej kwestii zaciął się Pan, niczym płyta gra gramofonowa."
+
"Przeciez chyba Pan nie utrzymuje, ze rónoprawne sa techniki medyczne stosowane w antycznych Babilonie, Sparcie, Rzymie z technikami współczesnymi."
^
No dobrze Pan kombinuje, wydaje mi się. Pan interesuje się nauką i doskonale Pan wie, że wyniki badań, które z biegiem czasu pod wpływem najnowszej wiedzy nie mogą być wiążące (np. ciąg: objawienie(~0n.e.)->halucynacja->odkrycie schizofrenii(no powiedzmy wyodrębnienie w klasyfikacji - 1908n.e.)->bardziej szczegółowy obraz funkcji mózgu i defektów) i tak zdobyty materiał dowodowy nie przechodzi obecnie sita metodologii naukowej. Ja nawet nie jestem aż tak stary, aby dorównać temu wielotysięcznoletniemu zacięciu.
I tutaj tkwi też clue do zastanowienia się co było pierwsze - złożoność czy prostota. Jeśli dogmat potrafi przetrwać wiele tysięcy lat, to znaczy, że jest czymś więcej niż człowiekiem. Pamięta Pan, pisałem? Jest jak żywy organizm. Jest bardziej złożony od człowieka, bo grupa ludzi go tworzy i przenosi na dalekie dystanse skali czasowej, broniąc go i oddając za niego swe własne życie (domyśla się pewnie Pan o jaki sprytny 'myk' chodzi). A więc dogmat (w sensie: istoty myślowo poznawczej) jest bytem bardziej złożonym niż człowiek razem z duszą wzięty. Czy zaplanowanie ewolucji takiej istoty w potencji cząstek elementarnych jest możliwe? Pewnie tak. Ale not so fast. Journey only begins. Ludzkość jako istota jest bytem dużo bardziej złożonym niż pojedynczy człowiek, a jej produkt nie do osiągnięcia dla indywidualnej jednostki. Widzi Pan , mam odmienne zdanie znowu od teistów. Powie Pan, bo człowiek ma potencję. Ale potencja też nie bierze się znikąd. Sama entropia jest potencją. Inny rodzaj potencji tworzy się w miejscach lokalnego odwrócenia strzałki entropii (termodynamika/samoorganizacja). Czy to wystarczy? Nie wiem. I czy potencja oznaczać musi omni-złożoność? Tego też nie wiem. Wydaje mi się, że nie koniecznie.
"A przeciez terapia dla "duszy" takze podlegała ewolucji w dziejach cywilizacji."
^
Tak. I dobrze, że podlega. Ja nie zaprzeczam temu, czemu zaprzeczają gremialnie ateiści - że dusza/Bóg (tzn wyobrażenie niej/Jego) są niepotrzebne. Są. Ale jak łatwo może Pan zgadnąć inaczej to interpretuję ;)
Pzdr
^
Tak. Pan Unukalhai kiedyś mnie zadziwił, bo (trochę przyciskany co prawda) ale wysunął koncepcję, że to podobieństwo to samo istnienie. Więc jak widać pole do popisu jest szerokie.
Pzdr
Deista to ktos kto wierzy w Boga. Wiara polega na przekonaniu o istnieniu czegos bez zadnych dowodow tego istnienia.
I tu sie juz (odrazu na poczatku) konczy spor pomiedzy Ateista i Deista.
Poniewaz Ateista pokazuje ze dowodow Deisty brak, i dalej nic.
Teista to calkowicie "inne zwierze". Nie tylko twierdzi, ze WIE ze taki Bog istnieje (tak samo brak mu dowodow jak Deiscie), ale wie dokladnie co ten Bog od niego chce, co ma jesc, jak ma sie ubierac, jak uprawiac seks, z kim, w jakiej pozycji, tlumaczy przez fizyke juz wytlumaczone procesy w Naturze tym Bogiem, itd...
Czyli Deista twierdzi, ze w Galaktyce Andromedy zyja Smerfy.
Ateista nie "wie ze nie ma Smerfow" lub "wie ze nigdzie tam nie ma Smerfow", nie, Ateista mowi, ze brak jakichkolwiek dowodow ze te Smerfy tam istnieja. Wiec nie ma co wychodzic z zalezonie, ze istnieja. Koniec dyskusji.
Teista wchodzi i twierdzi, ze nie tylko wie ze te Smerfy istnieja (tak samo mu jakichkolwiek dowodow brak jak Deiscie), ale takze wie ze te Smerfy nosza wszystko koloru "Navy Blue", ich ulubiona piosenke to "Highway to Hell", kazdy z nich pije herbate z dwoma kostkami cukru. To jeszcze nic. KTOS powiedzial, ze wie, ze te Smerfy chca, abys TY skakal dwie godziny dziennie na lewej nodze, mowil "pipipi" na koncu kazdego zdania, na przywitanie dawal spotkanemu 5zl i po odwiedzeniu toalety obracal sie trzy razy wokul siebie i plunol sobie na buty.
Anty-Teista, to ktos, kto twierdzi ze religje maja zly wplyw na ludzkosc. Czyli Anty-Teista moze tez byc Deista, nie tylko Ateista.
Skoro pielisz coś tutaj, to wskaż co.W przeciwnym razie nie pielisz, tylko pieprzysz ,że pielisz.czyli okłamujesz ollów.Łżesz zgodnie ze swoim programem salonowym.
P.S.
Po miesiącu cię dopadłem u nonsecura,liczysz, że to twój sojusznik.Zapamiętaj: słówo wylatuje wróblem a wraca...no czym ty encyklopedysto marksistowski,no czym?