Od pewnego czasu zastanawiałem się dlaczego obserwowanie wszelkiego rodzaju programów politycznych w telewizji i radio wywołuje u mnie stan pemanentnego zmęczenia. Jadąc rano do pracy po 20 minutach słuchania niektórych audycji chciałem juz wracać do domu i połozyc się spać. Nie wiedzialem co jest grane!!! Dopiero uswiadomiła mi to moja szanowna małzonka, która widząc w tv lub słysząc w radio niektórych polityków dostaje odruchów wymiotnych. Po prostu wykrzykneła kiedyś : " Boże! Jak oni stękają!. Jak można tak ludzi męczyć!!!". Olsniło mnie. Faktycznie. Tu jest przyczyna mojego zmeczenia. Temat bardzo mnie zaciekawił i postanowiłem zgłębić go pomimo szkodliwości dla mojego zdrowia. Okazało się, ze są różne szkoły umęczania widzów i słuchaczy. Jedną z bardziej ciekawych stosuje Jacek Żakowski. Polega ona na wymawianiu zdań z wyraźnym mlaskaniem i ciamkaniem. Ta celebracja nad swoimi własnymi i jakże światłymi wypowiedziami podkreśla smak i wartość tychże, niczym ciamkanie nad talerzem znakomitego rosołu. Trochę przeraża mnie myśl, że Pan Żakowski uzna, że jego wypowiedzi są najwspanialszą ucztą świata. Wtedy się nasłuchamy. Teraz Wojciech Mann. Trochę mi nieswojo przyczepiać się do faceta, którego uwielbiam od czasów jego pierwszych audycji i pierwszych artykułów ( tak tak, tyle mam juz latek ), ale mógłby troche w godzinach rannych przyśpieszyć, bo zasypiam za kierownicą. Wiek wiekim ale i staruszkowie tez mają trochę werwy. To tyle. Za bardzo go lubię za całokształt. Prawdziwych asów mamy wśród polityków. Do grupy nazwijmy ich "zwalniaczy" nalezy bez wątpienia Pan Ludwik Dorn. Ma niezwykłą manierę co jakiś czas powtarzania tego samego zdania lub jego końcówki. Czasem nawet trzy razy, a sam byłem swiadkiem jak raz udało mu się zrobic to cztery razy. Dzięki temu udaje mu się przedłuzać swoje wypowiedzi o co najmniej 30%, co daje możliwość dłuższego przebywania na antenie. Dodając jeszcze, że co jakiś czas wydaje z siebie z wielkim bólem dzwięki typu "a-a-a-a" lub "e-e-e-e" to jego wystepy jeszcze się przedłuzają. Ciekawe czy on czasem sam siebie słucha i meczy się czy nie? Wielki podziw mam dla przedstawiciela " przyspieszaczy". To ci co w jedną minutę chcą powiedzieć to co normalny człowiek mówi przez minut pięć. Tutaj absolutnym mistrzem jest Pan Ryszard Czarnecki. Ma troszkę niewyraźną wymowę, ale nic to. Chcąc powiedzieć dużo ( no nie zawsze madrze) zjada niczym wygłodniałe zwierzę swój łup, końcówki lub początki wyrazów w zalezności od tego, ile treści chce nam przekazać, a jak chce przekazać na bardzo dużo to zjada i początki i koncówki wyrazów jednocześnie. Ma to też i swoje zalety, gdyż nie mozna zrozumieć o co mu chodzi i nie musimy się denerwować. Czekamy kiedy Pan Richard będzie zjadał w czasie swoich wystąpien wszystkie wyrazy. Będzie fajnie. Jak wiadomo, że jedną z bardziej wyrafinowanych "zabaw" jest sado masochizm. Tutaj mistrzem jest redaktor Macie Wierzyński. Nie dość, że swoim stękaniem męczy widzów w sposób okrutny i perwersyjny, to jeszcze do tego co wyraźnie widać męczy z wyraźnym zadowoleniem sam siebie. Jeszcze chyba bardziej okrutnie niż widzów. Rzecz jasna dla masochistów jest to czysta przyjemność i radość i na pewno pełne okrutnego bólu zdania red. Wierzyńskiego dostarczają jakiejś grupie widzów "pełnej satysfakcji". Oczywiśćie wymienieni tutaj Panowie nie są aż tak szkodliwi jak wypowiadający się płynnie i poprawnie idioci, których w mediach nie brakuje. Nawet roi się od nich. Ale i tych też pewnie ktos opisze. Co do stękaczy i jąkałów to ciąg dalszy nastąpi.
