BAL W ŁAZIENKACH
Wilgotny zapach światła w gęstniejącej ciszy
znad brudnośnieżnych płatów ku szarym gałęziom
opada wolno, ale nim ich dotknie,
porazi go swym wrzaskiem ławica strzępiasta,
niedokładne wspomnienie letniego przepychu -
z wron korona na konarach zimnych
a może tylko smutnych, że nie są z kamienia
jak dwa fauny, co z ziemi ślą szyderczy uśmiech
świadome pewnej przewagi, bo nie marznie ciało
co nie znało przepływu swych soków gorących
ani się w zieleń oblekało własną
otulane liliowych kwiatów bzu czułością
albo powoju skrętem lubieżnie zuchwałym.
Do drzew mrocznych i jasnych- bo wiosennych - marzeń
uśmiecha się tancerka, lecz jej rysy nikną
pod słońc nowych i śniegów bezmyślną pieszczotą.

No i dwa. Pierwszorzędny kawał poezji.
I uzupełnienie nocne - aż żal, że tylko dwie fotki. Ale może specjalnie ograniczyłaś. Bo niby więcej nie trzeba. Jak i ani przecinka zmienić.
O nocy zimą za mało się pisze.
A nic tak nie potęguje samotności pomników.
pod słońc, śniegów i marzeń przemyślną pieszczotą
PS. I... da capo al fine
PPS. Najlepsze, prócz dwóch zdjęć (czasem koniecznych), jest jedno.
Uploaded with ImageShack.us
Pozdrawiam!
Sprawnośc harcerska mozolnie zdobyta przejawia się wyraźnie na samej górze:)))
Zdjęcia nauczyłam się wklejać do notek:)))))))))
A to z zauroczenia kwiatami wszechświata... najbliższe - na blogu Tsole:)))
Zachwyciwszy się kwiatów motylem, pomyslałam, ze do "8" to miałabym ładniejszą rusałkę, przez siebie światłem złowioną:)
No i stąd ta sprawność zdobyta z pewnym wysiłkiem, nie bez potknięć:)))
Tak to dokładnie wyglądało w sobotę :)
Ale były też inne ptaki, bardzo sympatyczne i nawet całkiem... odważne :)
Pozdrawiam
A zimą się mało pisze i o świetle. Żeby nie zapeszyć???
Andrzeju, dziękuję za cudowną rajskość w krysztale...
Jeśli ptak - to z kropli nie całkiem wykluty.
Ale ja widzę w nim raczej morskiego zółwia... który się wniebowspina na jakąś gwiazdę, sobie tylko wiadomą...
A inne ptaki królewskie...
widywałam rozwieszone na drzewach przedwieczornych szmatki pawi, ale zimą i pawie poszarzały, czy tylko przy wronach nikną...
Dziękuję za kryształowy dar, w błękitniejącym pąku:)))
Nie wiem.
Tak i tak - ciekawie.
Ale serdeczną myśl czuję... i za nią dziękuję:)))
Ty widzisz.. i grzmisz latem niedokładnie wiosennym:)))
Tak, już UMIEM WKLEJAĆ wklejać zdjęcia!!!!
Dziękuję za forsycje, i narcyzów kłąb letnio rozszalały.
W Sobieski w tle - no, to dopiero przepych!!! I piękny symbol fotowklejkowej wiktorii...
Trochę smutno, bo pamięć o wiedeńskich triumfach dziś błotem pokryta... jak wron-ami drzewa.
Serdecznie bardzo pozdarwiam, i dziękuję za wiosenny dopisek:)))
Skąd wiedziałaś, że ten???
Ale tancerki nie odgadłabyś i tak!!!
Wypożyczyłam ją do "moich" Łazienek z Parku Paderewskiego:))
Dziękuję - zdjęcie przepiękne!!!
PS. A te moje obrazki na górze - totalna zmyłka... Jedno z Powązek, jedno - ... ach, no tak, też zza Paderewskiego:))) (pomnika) - czyli juz całkiem niedaleko Łazienek.
Ale determinacja, żeby wkleić zdjęcia, pojawiła się wczoraj w porze wykluczającej wędrówkę po prawdziwie Łazienkowe fotki, bo park na noc całkiem zamykają... A ja nie z tych, co lubią przez płot...
No, te są najsympatyczniejsze:)))
Byłeś w sobotę w Łazienkach?... czy w innym parku wron pełnym?
Powiedz coś więcej...tajemniczość taka przystoi wronom a nie innym ptakom...
Pozdrawiam:)))
Kaczki sympatyczne też oczywiście były, ale był też inny ptak (a w zasadzie dwa), sporo większy od sikorki, który jadł niemal z reki - czyli podchodził tak na pół metra mniej więcej :)
Niestety, nie wiem, jak się nazywa...
Sikorki oczywiście nie miały problemów z lądowaniem na mojej dłoni o opychaniem się orzeszkami :)
Ale srokę to pewnie byś poznał...
Mam gdzieś atlas Łazienkowych zwierząt... kupiłam go kiedyś na wernisażu w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa, ale oczywiście teraaz nie mam pojęcia, gdzie jest. I nie pamiętam nawet, czy ptaki tam też uwględniono.
Ale jak bardzo chcesz, to postaram się odkopać spod innych ksiąg karnawałowo rozbrykanych i rozsypanych jak confetti po wszystkich półkach, a i nie tylko tam, niestety... bo jak karnawał, to i parkiet:)))
Pozostając pod wrażeniem nisko się kłaniam (może nawet szarmancko, to sie jeszcze zobaczy)
:)
Tylko ostatnia linijka wzbudziła garść refleksji w temacie pieszczot, połączonych z ich klasyfikacją i systematyką.
Bezmyślne pieszczoty... hm, znam z autopsji, zwykle ich ofiarą pada kotka, co lubi się usadowić w pobliżu lub na, człowiek, powiedzmy, ogląda film lub wygląda przez okno, i bezmyślnie kocinę ugniata i masuje. A kotka nie ma nic przeciwko.
Przemyślne pieszczoty, wymyślne i zmyślne, niepomyślne albo pomyślne...
Niepomyślne: człek się napieści, napieści - i nic z tego....
Pomyślne - na odwrót!
Jak widać, jaka by nie była pieszczota, ciężko mi ją przyjąć inaczej niż w oderwaniu od człowieka. No, naury - owszem, pieszczota słońca, deszczu ale nie każdego, wiatru, też nie każdego.
Pieszczota śniegu i innych opadów - gradu, kurzu?
Czym można pieścić, oto pytanie.
Nad "drzewami mrocznymi", wśród których widać "szyderczy uśmiech" zimnych posągów, można jednak odnieść zwycięstwo. Słońca wstają nowe, rozświetlają śnieg... Tancerka zrzuci kamienną skorupę :)
Myliłem się, sądząc po pierwszej lekturze, że to wiersz zimowy. Bardzo w nim dużo wiosny!
Wiosennie zatem, i bardzo serdecznie... nie kamieniej, proszę!!!
Mógł być jeszcze ten, ale już wiem, że tancerka nie ta :)
FOTY wklejasz! gratuluję, i jak miło-mroczno, chociaż może mroźno trochę, ale nie szkodzi, bo Twoja noc aksamitem spowija, miękką sierścią kota pod dłoń podpełza, kwili przebudzonym ptakiem i księżycem bieży, co z nieba się omsknął, teraz toczy się po ścieżce, w lampach sióstr szukając
pozdrawiam wieczornie
http://www.ptaki.info/index_siedliska.php?dzial=2&kat=12&art=20
Podjąłem jednak karkołomną próbą zaprezentowania tego zjawiska.
Nie wiem, czy mi się uda - jeśli zdjęcie się wklei, to może razem ustalimy, co to za ptaszek...
Uploaded with ImageShack.us
(-:
Fajny atlas swoją drogą.
Pozdrawiam
Pozdrawiam
I to nawet nie o piękne foty, ale o to, ile i jak pięknie - widzi. Poeta obiektywu, prawda?
i przy okazji przemyciłam różę dla Navigo (no nie ukrywam, zadziałał tu trochę przychylny przypadek)
Protestuję!
Bardzo inteligentnie mi się przyglądała i miałem wrażenie, że próbuje ze mną nawiązać kontakt ;)
La neige tombe à longs traits de charpie
A travers le couchant sanguinolent..."
Paul Verlaine, "Le son du cor s’afflige vers les bois" ("Dźwięk rogu"), 1872.
Serdeczności,
Anna, Sówka
No tak, pieszczotę trudno oderwać od człowieka:) a i przyjąć czasem ciężko, w oderwaniu:)))
Nie wiem z czego taka pomyślność/niepomyślność pieszczoty się bierze... może z dawania jej pierwszeństwa? Bo ona powinna być oceanem raczej niż źródłem. Ale to źródło właśnie jest najważniejsze:)
Chyba muszę jednak nad tym jeszcze trochę pomyśleć...
Serdecznie:)
I do tego tancerki trzy, jak trzy Gracje:)))
Dziękuję!!!
Prawda!
Dziękuję - i smakuję, jak pyszną konfiturę z róży:) tej, którą w piosence przemyciłaś - mnie, a może Anderowi:)) I... odurzy go smak róży:)
I jaki piękny w nim świat.
Dziękuję:)
I Anderowy ptasi portret - też cudo:) z łupinką orzecha, w której można gdzieś sobie popłynąć:)))
"Rozmarzyłem się"...
Jak ten faun - przy Justy tancerkach w złotych pantofelkach?
Uploaded with ImageShack.us
Ale to już ostatnie OT od Twojego pięknego wiersza :)
Zdjęcie piękne.
Proszę, nie strasz, ze ostatnie:)
Ale nie rozmarzam, po tym jak dziś zmarzłam...
:)
Bez gdy jest - czułość fest:)
A bezy - pycha!!! Ale tylko we właściwy sposób, tu zgoda pełna:) Jak beza, albo pełny bez:)
Szczekliwe ... były szczęśliwe z księżycem w pyskach:)
To prawie jak z rożą w zębach:)
Taaaaka gmiiinaa (-:
Cztery róże
Sen Ci dobry
Dzisiaj wróżę!
Dobranoc
na noc
noc
na
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.....
(-:
Przypomniałeś mi moje literyjki:))) I wszystkie szczęśliwe literki. Tylko ten brzydki wyraz...
Bryknąłeś brutalnym bluzgiem barbarzyńskiego bałakania, brutalu bezlitosny... bezduszny... bezboleśnie:)))
na łaskotki???
:)))
Dobranoc, śnij pod różą o podróży wprost na księżyc... choć z kałuży.
Cudna, cudna literyjka:)
To mi przypomniało jeden wiersz moich dawnych przekładów - z cyklu, którym zakończyłem skromną translatorską karierę.
==========================
Gerrit Achterberg
przełożył Andrzej Dąbrówka
Pomnik
Ciało, ślepe od snu,
powstaje w moich ramionach.
Czuję, jaki to trud.
Kukła nieożywiona.
Jak odnajdę twój puls?
Jestem o wieczność spóźniony.
Wiąże nas gęsta noc,
chce jedno do drugiego przytwierdzić.
"Na Boga, nie wypuść mnie z rąk;
mam pokruszone nogi" -
szepczesz u mojej piersi.
Czuję się, jakbym Ziemię niósł.
Powoli przypełza mech
i porasta nasz pomnik.
(1946)
Lub też, jednym słowem - pod może nieistotnym, niszowym, marginalnym kątem widzenia - piękno stawiane pod znakiem zapytania, obracane w swoje przeciwieństwo - piękno a rebours?
"Z lęku przed rusycyzmem wielu naszych braci
nie mówi „kot się czai”, lecz „kot się herbaci”."
Jan Sztaudynger
PS. (-:
Kiedy rusycyzm rządzi,
wtedy, moi złoci
w bezumnym przerażeniu
herbata się koci.
Dziękuje w imieniu...
:)
Ale myślałam, że Capa sam się odgryzie za moje bezupodobanie do bezumności...
:)
Miło, choć drapieżnie:)
A moze tylko szarmancko?
Serdecznie pozdrawiam, i bardzo dziękuję!
wtedy, moi mili
w bezumnym potępieniu
samowar(śmy) wyrzucili...
Odgryzać się - ja Tobie w czyimś imieniu w dodatku?????? Eeeeeeeeeee nie, to raczej skojarzenie zagrało
(-:
Nie dla kłopotów z frazą...
w niebezpieczne obszary wciąga.
Ale i nieznane przestrzenie odsłania:))
Dziękuję!
PS. Spóźnienie "o wiecznośc" - trochę pociesza:)
Trochę się boję w te dyskusję zapętlić, bo jakieś Platońskie echa zaczną wydzwaniać "Agnus Dei" na zmrożonych płatkach... może magnolii:)))
A piękniejsze jest... wrogiem pięknego:)
Ale nie szukamy wrogów, prawda???
Ty - miałaś skojarzenie:))) (żnakomite, zresztą!!!)
Odgryzać (się) miał Capa... no, ja miałam - nadzieję, ze się odgryzie:)
Ale tak się można sparzyć,
kiedy Capa się rozmarzy...
(i nie herbatą nawet, choćby w samowarze parzoną...)
Próbowałem znaleźć jutubkę z muzyką do słów Ośniałowskiego, śpiewanych przez Pietrzaka, ale nie znalazłem:
"Liście z topól opadają w alejach w ogrodach,
Piękni w pięknych sie kochają, głęboka woda, zielona woda."
Liscie z topol opadaja
Długo myslałam, jak Ci na taką niesamowitą "melodie maudite" odpowiedzieć:)
Gdybym umiała wklejać, ba, znaleźć, to "odpowiednikiem" (i środkiem łagodzącym) byłoby kilka taktów z Mozarta:) - tak najoczywiściej.
Ale nie umiem... zatem - kawałek nie muzyczny (na pozór):)
"Drzewa żywą krwią wzbierają i bolą
Zielona kukułka w wiklinie
Gryziony pęd zapiecze w ustach gorzką solą
Gdy gardło wieczoru milknie"...
(Andrzej Bursa, Krajobraz II)
Szanowny Panie,
Nigdy w Panskim Salonie nie byłem. Od kilkunastu miesięcy tu nie piszę.
Czasami komeentuje,wydarzenia polityczne w sosie chrzanowym, bo to umiem najlepiej.
Jak Państwo piszecie po francusku, to i ja napiszę:
Bonjour
Ta fotografia przeznaczona jest na następny wpis u Pani Sówki
To wielki honor gościć tak zacnego specjalistę od wydarzeń w sosie chrzanowym!
Bardzo mi miło.
I serdecznie dziękuję za przedpremierowy pokaz uroczego zdjęcia:))
Kot "się herbaci" przy chińskiej filiżance...
Sprawdza: herbata czy czaj? A może, nie daj Boże, kawa...:)))
Ale najpewniej mleko - na dobranocną Drogę Mleczną:)
Dobranoc zatem, skoro już czas:)))
Szanowny Panie,
Bardzo mi miło.
Ukłony
Bonsoir, Monsieur Zeleśkiewicz...
Je vous souihaite le bon chat:))) et le bon chien:)))
Przepiękny kot:)
Sówko... Myszulek też, ale i ... "la musique avant toute chose"!
Dlaczego nie wyprowadzasz zacnego Pana Michala z bledu?
Szanowny Panie,
Przepraszam za jakosć fotografi, ale ktos ode mnie rząda kolejnej zapłaty, bo nie taką kartą zapłaciłem za program przetwarzajacy obrazki
Dlaczego Pani Navigo, pisze o wyprowadzaniu mnie z błedu.
Wurazy szacunku
Уважаемые господ'ин,
извините, пожалуйста, не понимаю,
Pozdrawiam
Szanowny Panie,
Ja i mój rezydent, pies wnuka,witamy w sobotnie popołudnie
Ukłony
See you later !
Jeszcze nikt nie namalował tak karnawałowego mojego portretu:) i, dodam, tak mile pochlebnego:) albo nawet poherbatniego...
Dziękuję... miau...
:)))
Zresztą, jakie to ma znaczenie?
Wszak głosem tu jestem tylko, powiedzmy, tenoro-altem:) coś jak głos Farinellego:)))
Teraz się zastanawiam, czy nie wywołam jakiejś pobocznej dyskusji... ba, nawet, poniekąd, politycznej... i na pewno nieparlamentarnej, więc tylko Ci wyjaśnię, że mnie taka pomyłka absolutnie nie rani:)
choć wole, jak zwą mnie "pani",
bo tak jest bliżej mojej pozawirtualnej rzeczywistości:) No a w tej mam taki sobie soprano-alcik, głos średni w śpiewaniu, ale do mówienia - w sam raz:)))
Zresztą, wydawało mi się, że Tichy sprawę wystarczająco dobitnie, choć dowcipnie, wyłożył:)
Buziaki serdeczne!
A pan Tichy z błędu wyprowadza, bo mu, widac, błąd przeszkadza:)
Mnie nie przeszkadza ani ani,
ale wyjaśnie: jestem "pani"
:)
Serdeczne pozdrawiam:)))
Przepiękny!!!
Dziękuję za to zdjęcie:)
I cieszę się, mogąc gościć w moich skromnych progach.
Ale do Łazienek na bal by Pana pewnie z rezydentem nie wpuścili, niestety...
Serdeczności
:)))
I przy okazji - dołączam do życzeń urodzinowych:)
Na bal do Wiejskiej Babki się nie wybrałam, bo wtedy jeszcze nie miałam odpowiedniej kreacji:)
Teraz - dzięki Tichemu - mam przynajmniej piękną, niemal wenecką, maskę:))
Serdecznie pozdrawiam!!!
Grande Dame,
Rezydent w całej okazałosci.
Uwielbia moja żonę, bo mu gotuje jedzonko. W domu jaśniepaństwo karmi wstrętną karmą.
Jak my nie możemy go gościć, jaśniepaństwo wozi go do ciotki w Berlinie. Ciotka tż mu gotuje jedzonko.
Ukłony
dziękuję za Bursę, odwzajemniam się Kawafisem, nie ukrywam, to "śnieżnobiała młodość" tak mnie urzekła, i do Twoich fotografii kieruje...
"Ta ukochana, biała nasza młodość,
ta nasza biała, śnieżnobiała młodość -
bezmierna jest, a jednak tak wcześnie umiera,
skrzydła, jak archanielskie, nad nami rozwiera!...
Zawsze bez tchu, a miłująca zawsze,
roztapia się, roztrwania wśród horyzontów białych,
ach, idzie tam - i ginie wśród horyzontów białych,
idzie tam na zawsze.
Na zawsze? Nie. Ona powróci,
wstecz się odwróci i powróci.
Z białym ciałem swoim, ze swoim białym czarem
przyjdzie ta biała nasza młodość, nas zagarnie,
w białe swe ręce chwyci nas, ukryje.
Całunem wiotkim, z bieli swej wysnutym,
śnieżnobiałym całunem, z bieli swej wysnutym,
spowije nas, spowije."
[La jeunesse blanche], 1895, przekład Zygmunta Kubiaka.
Serdeczności śnieżnobiałe, mroźne, a gorące,
Anna, Sówka
Niechcąc nadużywać gościnności Pani Navigo, odnośnie smutnego psa, który przyjechał z Portugalii, odpowiem Panu w komentarzach na moim martwym blogu.
Uklony
Po wielu nienajładniejszych zachowaniach administracji wobec mnie, piszącego prawdę, która nie była mile widziana,bo bolała, ja już sobie gniazdko uwiłem.
Przychodzę do S24, pisać jeden lub dwa komentarze dziennie.Mimo tego nadal jest stosowany wobec mnie mobing.
Wszyscy mogą uzywać kolorowych liter , ja nie. Byłem jednym z pierwszych, po dwóch Wielkich Damach, który nauczył się języka HTML/ HyperText Markup Language.
Ukłony
Ja zawsze czytam Pana eseje, choć na skipassach się nie znam.
Nie uważa Pan, że "żeglarka" / od navigare/ w końcu nas wyrzuci
Ukłony
Z przyjemnością Panów goszczę:)
Te wzajemnie sobie prawione uprzejmości są tak rzadkie, że tylko cenić, jak rzadkie ptaki objawiające się czasem w pięknych obrazach czy zdjęciach Andrzeja Dąbrówki albo Tsole:)
Proszę, nie odfruwajcie:))
Żeglarze lubią gości w swych chybotliwych progach:)))
Sipassy nie są wymagane; maski - w karnawale - mile widziane:) bo przepustką są do Wenecji:)))
A najpiękniejsza teraz Wenecja - u Strofa:)
Pozdrawiam serdecznie!
Szanowna Pani,
Z Panem Jerzym od pięciu lat prawimy sobie komplementy na S24. Prawimy komplementy wielu ludziom, pod warunkiem, że należą do naszej cywilizacji a nie współczesnych европейцы.
Jak my możemy odpłynąć, jak Pani serwuje nam dania à la marinière
Ukłony
Zamarznięty i sprawiający, że serce również bez-nadziejnie lodowacieje...
(albo to tylko moje odczytanie)
pozdrawiam,
pozdrawiam wieczorem mroźnymokrytnie ale całkiem sympatycznie czyli ciepło (-:
Kurczę, za późno przyszłam... (a nawet za wcześnie, zwłaszcza na malinówkę:) )
A niech to!:)))
...
mam takie ogromne kubki w ślicznej pomarańczowo-żółtej barwie - już sam ich widok rozgrzewa! oczywiście nie proponuję oglądania - a degustację (-:, walor estetyczny jako bonusik
Jestem już, jestem, Zuziu!:))
(nic nie szkodzi, że poranek nie ten, prawda?:) )
Wieczornie pozdrawiam
gdzieżes, gdzie?
Może jutro...
Na razie tylko Ci uśmiech dobranocny przesyłam:)))
Pełen wspomnień śnieżnych gałęzi i gór pod sonecznymi chmurami...
:)))
Uploaded with ImageShack.us
Dziękuję Zuziu:)
Jesteś słowna, a to bardzo ważne:)
Herbatka z malinówką przepyszna ....
pozdrawiam i nie nadużywam już gościnności Navigo:)
Fotoamator wspominal Pania B.Sadowska, pomyslalam, ze moze Cie zainteresuje.
Tej nocy białe korale
ze szkieł są dalekich świateł.
Nie śpi noc w karnawale:
nic jej się nie śni zatem.
:)
Dziękuję pięknie za łódź z syrenami:)
i za wdzi ęczny teatr cieni...
Pozdrawiam serdecznie, odpływając w sen:)
I pozdrawiam serdecznie, życz.ąc wytrwałości w ważnych przedsięwzięciach.
Jakoś się dziś nie zgrałyśmy w czasie...
Wenecja niesamowicie wenecka:)))
Czy dałoby się ją też wkleić u Strofa pod Karnawałem?
Buziaki serdeczne!
Intuicjo, myślałam nad tym długo.
Może rzeczywiście nie powinnam go była zamieszczać tutaj... bo serca lodowacić - to grzech, zwłaszcza zimą, tak okrutnie piękną, że zabija...
Ale może też jest tak, że smutek nie jest w wierszu, a w nas. Bo wiersz czytać można przecież i od jasnej strony... (Strof to odkrył chyba).
Nie wiem.
Mnie zdarzało się płakać nad całkiem niewinnymi tekstami...
Ale może nie ma niewinnych tekstów?
Może trzeba po prostu milczeć...
Nie wiem.
Ale jednak - Słowo nas stwarza...
W walce, i walczy też o nas.
Odwiecznie.
Milczeć???
Nie o to chodzi przecież.
Nie wiem.
Tylko wiesz, Navigo, Strof pije kawę, a ja herbatę:)))
Myślałam, że będę musiała sama coś dla Ciebie - za niego - napisać, ale dziś przyszła odpowiedź lepsza, i niezawodna:)
Zgadnij, od kogo:)))
"ŚNIEG
Świat stracił wiarę
spochmurniał
zagłady wiek
dziewczynce w zeszycie do religii
różowy pada śnieg
huknęło spochmurniało
już nawet Anioł Stróż
przyjezdny nietutejszy
a dla niej wciąż wesoły śnieg
bo wierzy po raz pierwszy."
Nie daj się zwieść:) Podpowiem: to ten sam poeta od najpiękniejszej myśli o śniegu...
"świety śnieg bo spada nie wiadomo komu
święte to co przychodzi wciąż wbrew naszej woli".
:)))
Nie żartuj, Intuicjo:)
Zapraszam na herbatę jak najbardziej realnie:)
Piekąc "nadzisiejszy" sernik, pamiętałam o Tobie, Zuziu, i wierzę, że jednak nam się kiedyś takie prawdziwe spotkanie wydarzy:) I może nawet wreszcie coś razem upieczemy...
:)
A czy powinien? A czy wiersz w ogóle coś powinien? A czy odbiorca ma wybór, i czy może (czy umie, czy potrafi) wystawić więcej strun na potrącanie - by różne wrażenia mogły je odpowiednio potrącać - jedno tę, drugie tę, pół na pół?
A przecież "uśmiecha się tancerka", bo mimo wszystko to ona wie lepiej - że jest odwieczny cykl, i że bez zimy nie ma wiosny.
Niby te dwa fauny wiedzą "lepiej", ale przecież to ściema, oszustwo, pijar:
"jak dwa fauny, co z ziemi ślą szyderczy uśmiech
świadome pewnej przewagi, bo nie marznie ciało
co nie znało przepływu swych soków gorących..."
Może powinno było być
pyszne i pewne przewagi
Ale wtedy byłoby zbyt oczywiste. Poety zadaniem jest ukrycie oczywistego...
Miał pięć kotów i setera (seterkę?), podobno po Jego śmierci rozdzielono te zwierzaki, nikt nie chciał ich wziąć. Tak słyszałam, mam nadzieję, że się mylę, że nie jest to prawdą.
Dziś śnieg piękny, czysty, biały, Maksio wsuwał w niego pyszczek, bardzo zadowolony.
A że już wieczór, i to wieczór lutowy, pozwól, że prześlę Ci wiersz Émila Nelligana: "Soir d'hiver".
"Ah! comme la neige a neigé!
Ma vitre est un jardin de givre.
Ah! comme la neige a neigé!
Qu'est-ce que le spasme de vivre
Ô la douleur que j'ai, que j'ai!
Tous les étangs gisent gelés,
Mon âme est noire: Où vis-je? Où vais-je?
Tous ses espoirs gisent gelés:
Je suis la nouvelle Norvège
D'où les blonds ciels s'en sont allés.
Pleurez, oiseaux de février,
Au sinistre frisson des choses,
Pleurez, oiseaux de février,
Pleurez mes pleurs, pleurez mes roses,
Aux branches du genévrier.
Ah! comme la neige a neigé!
Ma vitre est un jardin de givre.
Ah! comme la neige a neigé!
Qu'est-ce que le spasme de vivre
À tout l'ennui que j'ai, que j'ai!..."
Serdeczności, Droga Navigo,
Anna, Sówka
Szanowna Pani,
Bardzo dziękuje za miłe słowa pod moim adresem. Rzadko je słyszę w S24.
Syrenki były adresowane do Pana Sowińca. Jak mu "las" dał kosza to myślę, że oglądanie przez ścianę mu zostało.
img src=" "
Pour remercier
Pytasz: "Czy wiersz coś w ogóle powinien"?
Nie wiem, ale...
Jak myślisz, dlaczego Platon zalecał wyrzucenie poetów z państwa?
Jego model państwa to, w największym skrócie myślowym, model autorytarny, choć nie pozbawmiony pewnych zalet. Co skądinąd potomni docenili, obficie wzorce czerpiąc i rozwijając... Tylko nikt jz chyba po nim nie ośmielił się poetów z państwa wyrzucać.
Ba... ale nieprawi spadkobiercy zrobili coś o wiele gorszego niż, na przykład, "banowanie" Owidiusza... Coś, co się Platonowi nie śniło - zaprzęgli poetów do rydwanów, nie bacząc na klasę Pegaza. A jak się który poeta za głosem swojego Pegaza zapierał i śpiewać na jednej nucie nie chciał, to Kołyma... Katyń... Rakowiecka...
No, to oczywiście bez związku z moim "Balem":) Tak tylko, na okolicznośc powinności...
Myślę tak: powinność zewnętrzna, narzucona - oczywiście nie; ale powinność rozumiana jakonajgłębsza odpowiedzialnośc za Słowo - tak.
Serdecznie, Tichy:)))
Czuję się nieodmiennie zaszczycona zawsze kiedy zawita Pan w te progi, z Syrenkami czy bez:)
Nie wiem, co zostało Panu Sowińcowi:) Ale bardzo go lubię i szanuję!
Serdecznie pozdrawiam
"Korale dalekich świateł" są przepiękne, i mienią się niegasnącym blaskiem...
Przed chwilą przeczytałam Twój śnieżny wiersz:)
To juz naprawdę nie muszę o śniegu pisać, chociaż Anna Sówka wciąż kusi coraz to nowymi pięknościami z zimowych natchnień:)
Szanowna Pani,
Ja też lubię Pana Sowińca. Mamy wiele wspólnych zainteresowań. No, prócz sikpasów i oscypek.
Taką karykaturę znalazłem na portalu Armii Krajowej
Ukłony
michał zieleśkiewicz
wypisz-wymaluj
Szanowna Pani,
Pani Ewa Barańska Jamrozik, jest bardzo znaną, lubianą artystką w krakowskim środowisku.
Wielu intelektualistów, polityków, zabiega o względy Pani Ewy Barańskiej Jamrozik by znaleźć się w jej albumie
To Karol Musioł, rektor UJ,
Krzysztof Penderecki, Na mnie większe wrażenie robi Jego żona
Wisia która po równo kochała Stalina, adasia jąkałę i Endriu Gołotę.
Nie mogła ? ? ?
La Môme Piaf miała swego "Marcel" Cerdana mistrza świata w boksie.
Ukłony
Pan Penderecki à la Barbapapa sliczny:)
A pewnie, ze mogla Wisia kochac Endrju, pewnie.
Milosc uskrzydla.
Paskudnie dzisiaj: pogoda nie pieści, paskudnie wieje i roztopy obrzydliwe, obtłukłam dwa ulubione kubki - a to w zasadzie detal, tyle że się do sumy dodał...
Mimo wszystko - pozdrawiam serdecznie
Dobrze, że zdążyłam jeszcze przedsennie Twoje smutne wpisanie zobaczyć...
Smutno, i oczy się kleją - ale wkleić fotki pod notką nie umiem... tylko w notce. Wyślę Ci coś fotograficznie optymistycznego mailem, może w połowie tygodnia, a tymczasem spróbuję Cię zabrać tam, gdzie dzieją się dziwy:)Nie własnymi słowami, bo te pewnie smutne by były... Zabiorę Cię na obiecujące wyspy - Z Petrem Mikesem (s w nazwisku - z daszkiem:)), w przekładzie Leszka Engelkinga:
"Są takie wyspy Malediwy,
gdzieś na końcu świata.
Zamiast wody
płynie tam wino
i robi małe dziwy
gdzieś na końcu świata."
To oczywiście nie jest zachęta do wypicia kieliszka wina na smutek... a może i jest:) i na resztkę karnawału:)
A poza tym...
"Niczego mi, proszę pana, tak nie żal jak porcelany"
:)))
Zuziu, mam dwie nowe śliczne filiżanki - chcesz? Może też z czasem stałyby się "ulubione"???
Duży serdeczny buziak - Dobra Kobieto w kwestii kubeczkowej i nie tylko (-:
Roztopy to male piwo. No chyba, ze Ci wystrzalowe butki zniszczyly:)
Jutro bedzie piekny dzien, zobaczysz.
A moze byc
Ballada o filizance?
a bo wiesz, to może jeszcze czymś więcej się nagle nocnie zamartwiłam
A piosenka przesympatyczna (-:, dziękuje Ci najpiękniej jak potrafię