Czy pomagać Grecji? Cóż… pytanie w sumie zadałbym inaczej. Bo odpowiedź na to pytanie brzmi: tak. Ale właściwą formą pytania według mnie powinno być: Czy Grecja zasługuje na tą pomoc. A to już całkiem odrębna kwestia. Wynikająca z członkostwa w UE, w pewnym sensie obligatoryjna solidarność, sugeruje pierwsze pytanie. Mimo, że Grecji nie nawiedził tajfun, trzęsienie ziemi, czy inne anomalie. W końcu, patrząc na to racjonalnie, Polska również jest krajem, w którym coraz większa ilość grup zawodowych jest niezadowolona, coraz częściej rozważa strajki i podobne działania, które będą się coraz mocniej odbijały na gospodarce i w konsekwencji nie dużo nam brakuje do stanięcia w jednym rzędzie z taką Grecją. Czy będziemy wtedy oczekiwali pomocy?
Jednak pytanie, o to, czy Grecja zasługuje na tą pomoc, to już inne zagadnienie. Ponieważ dużo już się pojawiło argumentów, ja posłużę się moimi obserwacjami Grecji z punktu widzenia zwykłego turysty. Tak się składa, że niedawno miałem okazje przebywać w tym kraju. Zwiedziłem zarówno miejscowości bardziej wypoczynkowe, jak i miasta, raczej w swych strukturach przypominające Warszawę, niż Chałupy.
Pierwsze spostrzeżenie: Welcom turistas.
Grecja, która w ogromnym stopniu nastawiona jest na zysk z turystyki, ma turystów gdzieś. Początek czerwca, a wszelkie atrakcje turystyczne zaczynają być leniwie otwierane. Zauważmy, że w tym roku niektóre biura podróży w Polsce organizują wycieczki do Grecji już od początku maja, a w Niemczech, te wycieczki rozpoczęły się w połowie kwietnia. Zatem, fakt, że na początku czerwca połowa atrakcji jest zamknięta, hotele nie są przygotowane (na 6 basenów w obiekcie otwarty jeden i to bez baru, który się nad nim znajduje) nie wpływa raczej pozytywnie. Kolejnym aspektem jest komunikacja. Zwykle punktualne w Grecji pociągi, tym razem nie przyjeżdżały wcale (mówimy o TheSalonikach), a jeżeli już przyjechały to z godzinnym opóźnieniem. Zmusza to, do poszukania innego środka lokomocji. Ponieważ na autobusy, w ogóle nie można było liczyć, postanowiłem wynająć samochód. I tu kolejny szok. Jeszcze dwa lata temu koszt wynajęcia samochodu na trzy dni, bez limitu przejechanych kilometrów wynosił tam 45 Euro. W tym roku, koszt wynajęcia samochodu na jeden dzień, bez limitu kilometrów to 55 Euro, czyli porównywalnie 165 Euro za trzy dni.
Kolejnym aspektem stała się narodowa tradycja, czyli sjesta. Od godziny 14 do godziny 17 były pozamykane sklepy. I o ile mogłoby to być zrozumiałe w przypadku otwartych basenów, innych możliwości spędzenia czasu przez turystów, to w momencie w którym wszystko jest nieczynne, Grecy narzekają na kryzys i nie można nawet kupić sobie butelki z wodą staje się to po prostu niezrozumiałe.
Warto też tu zwrócić uwagę na inne aspekty. Jak choćby to, że ceny w Grecji są naprawdę wysokie. Zarówno środków chemicznych, jak i samej żywności. Przewyższają ceny w Polsce. Restauracje również nie należą do najtańszych (nadmorska tawerna, talerz z rybą i sosem + butelka wody = 75 Euro!). Nie mniej, niemal wszystkie knajpki są obsadzone przez… Greków. Z punktu widzenia zwykłego turysty, nie wygląda to na sytuację kryzysową.
I z tego samego punktu widzenia, Grecja nie zasługuje na wspomnianą wyżej pomoc, jednak to, czy zasługuje, czy też nie, nie może być decydującym czynnikiem o tym, czy tej pomocy udzielić.

Generalnie Grecja powinna pozostac Grecja :) czyli krajem do wyluzowania sie i za to ja kocham.
Ceny chyba nie roznia sie bardzo od sasiednich krajow srodziemnomorskich, woda prawie w podobnej cenie jak u nas.
Co do nieprzygotowania sie na turystow na wiosne to lezy to w ich naturze by spieszyc sie powoli a najchetniej wcale a do lata zdaza :). Im czesciej sie odwiedza ten kraj tym bardziej sie kocha ten skrawek spokoju i relaksu jaki mozna tam zaznac. Jakze rozni sie od Wlochow, popedliwych, kantujacych turystow na czym sie da, glosnych. Zdecydowanie wybieram Grecje i dobrze jej zycze a gdyby jakiemus Niemcowi przyszedl znowu do glowy pomysl sprzedazy jakies wyspy, sam doloze sie by ta wyspa pozostala w rekach tych do ktorych nalezy od tysiacleci tworzac harmonijna calosc.
Co do: "to leży to w ich naturze by spieszyć się powoli a najchętniej wcale a do lata zdążą" to faktycznie to leży w ich naturze. Jednak chociażby z racji kłopotów jakie mają, mogliby choć spróbować zmienić przyzwyczajenia. Osobiście nie wiem, czy pojadę w tą część Grecji za rok. Po prostu, choćby na Krecie przygotowanie do sezonu wygląda zdecydowanie lepiej.
Wiele narodowości ma swoje przyzwyczajenia. Jednak myk polega na ty, aby umieć się przystosować.
1. Sjesta to nie żadna grecka narodowa tradycja, tylko rozsądny sposób przeczekania upału, powszechny w krajach śródziemnomorskich.
Sklepy w największy upał są zamkniete, ale - jak Pan zapewne zauważył- otwarte są potem do późnych godzin nocnych, kiedy jest chłodniej.
2. Talerz z rybą i sosem za 75 euro musiał być chyba z płatkami złota,
albo się Panu przecinek po 7 zgubił (?)
W zwykłej tawernie na Santorini, na Krecie Thassos i na Korfu można spokojne zjeść posiłek za 10-15 euro z lampką wina.
3. Tydzień temu na Korfu pożyczenie samochodu na 3 dni
kosztowało nas 60 euro (+ benzyna 1,5 euro za litr)
4. Jeśli Pan uważa, że ceny w Grecji "są naprawdę wysokie",
to co Pan powie o cenach we Włoszech czy nawet w Hiszpanii(?)
Ceny "są wysokie" dla nas, zarabiających w PLN.
5.Kilka dni temu - podczas demonstracji w Atenach - widzieliśmy jak bardzo Grecy martwią się przyszłością swego kraju.
My martwimy się z nimi:((
Kreta to swoiste miejsce, jej mieszkancy nie lubia jak sie ich nazywa Grekami, wola Kretenczycy :), podobnie w dobrym tonie jest zamiawianie salatki wiejskiej a nie greckiej, chodz to jest to samo .
Jesli tam jest kryzys to niedostrzegalny dla obserwatora z Polski, robia to samo od lat a ludzie i tak do nich przyleca chodzby po to by poplynac na pobliska wyspe Santorini . I nigdy nie pozaluja.
Zmieniac Greka to robic z niego Europejczyka, a oni tego nie lubia i nawet czasem mowia, wielki zrobil sie z niego Europejczyk co nie brzmi pozytywnie. Silna tozsamosc wlasna jest kolorytem ktory przyciaga tlumy, trzeba miec jednak za soba slonce, pare tysiacleci historii i dobra kuchnie, oni to maja.
2. W Platamonas te ceny niestety się mocniej różnią. Jak Pamiętam moje wcześniejsze podróże do Grecji, faktycznie jedzenie było tańsze. Może akurat trafiłem na drogą restaurację. Jednak to i tak przesada.
3. Hmmm... zaręczam, że nie wypożyczałem mercedesa, tylko skromnego Opla. I o dziwo za benzynę płaciłem mniej.
4. Zgadza się. Jak najbardziej. Jestem Polakiem i ceny, które tam są mierzę własnymi zarobkami. Nie widzę w tym nic dziwnego...?
5. Też się martwię i jak napisałem, uważam, że należy im pomóc.
Pozdrawiam.
Fakt, jednak pozostaje faktem, że dzięki temu poczuciu wartości jest na Krecie tak jak jest. Czyli wspaniale.
Dla nich jest ona czymś normalnym, a nam turystom chyba wypada się do tego po prostu dostosować.
Ad 2. My mamy zwyczaj starannie studiować menu przed złożeniem zamówienia:)
Ad 3. Za 60 euro był Fiat Panada. Być może na wyspie cena benzyny jest wyższa niż na kontynencie.
Ad 4. Dziwnego to nie ma w tym nic, ale czy warto psuć sobie w ten sposób wakacje;)(?)
Ad 5. Pamiętam jeszcze Grecję z czasów drachmy.
Może powinni do niej wrócić?
2. Naturalnie studiuje się menu. Proszę mnie nie zrozumieć źle. Ja nie mówię, że zrobiłem problem z ceny jedzenia. Wiedziałem ile obiad będzie kosztował. Zresztą po to przez cały rok odkładam na wakacje, żebym mógł j spędzić bez większych ograniczeń. Ale stwierdzam czysty fakt! Jedzenie było drogie. A to z kolei odstrasza turystów...
3. Pan płacił za benzynę 1,5 Euro, aj nieco ponad Euro, delikatnie.
4. Ja sobie nie psuję wakacji. Jak napisałem wyżej, stwierdzam tylko pewne zaobserwowane fakty ;). Za mało tych wakacji, żeby je sobie psuć.
5. Hmmm... Obawiam się, że obecnie kolejna zmiana po niespełna 9 latach doprowadziłaby Grecję do upadku...