Sąd Najwyższy po raz kolejny udowodnił czemu tak naprawdę służy w Polsce tzw. wymiar sprawiedliwości. Tym razem popisał się w sprawie z zakresu prawa praca. Oto, jak donosi Gazeta Prawna.pl w artykule: „Pracownik zapłaci za zwolnienie z pracy” pracownica jednej z lubelskich firm rozwiązał jednostronnie umowę o pracę na czas określony, a uznając, że niedookreślone regulacje w ramach umów na czas określony można przez analogie przenieść z zakresu umów na czas nieokreślony wyznaczyła sobie dwutygodniowy okres wypowiedzenia.
Oczywiście pracodawca poszedł z tym do sądu i o ile w pierwszej instancji górą była pracownica o tyle Sąd Apelacyjny wpadł na pomysł i postanowił zadać pytanie prawne Sądowi Najwyższemu: „czy wypowiedzenie umowy o pracę zawartej na czas określony, w której strony nie przewidziały dopuszczalności wcześniejszego jej rozwiązania za wypowiedzeniem, dokonane przez pracownika, powoduje skutek w postaci rozwiązania umowy?”
Bowiem umowa o pracę na czas określony nie była obwarowana specjalną klauzulą za pomocą której można by wcześniej rozwiązać umowę.
Co zrobił SN? Coś genialnego oczywiście. Wychodząc z założenia, że skoro w art. 33 KP przy zawieraniu umowy na czas określony dłuższy niż 6 miesięcy strony mogą przewidzieć dopuszczalność wcześniejszego rozwiązania tej umowy z dwutygodniowym terminem wypowiedzenia, a skoro w będącej przedmiotem orzekania umowie na czas określony takiego obopólnego postanowienia nie było tzn. że umowa o pracę na czas określony staje się jednostronnie nierozerwalna. Czyli, że obie strony umowy stają się swoimi zakładnikami.
Pewnie ucieszy pracodawców interpretacja ,że SN nie powołał się na analogię z zakresu umów na czas nieokreślony, a nawet więcej – zastosował analogię stosowania przepisów względem pracodawców, czyli normę na podstawie której „w przypadku wcześniejszego zwolnienia pracownika, z którym zawarli umowę na czas określony, muszą mu zapłacić odszkodowanie lub – w określonych przypadkach – przywrócić do pracy”.
Co to oznacza? Że pracownica nie tylko może ponieść wszelkie konsekwencje z tytułu porzucenia pracy, lecz do tego SN uważa, że powinna także ponieść odpowiedzialność odszkodowawczą wobec pracodawcy.
Co to oznacza w praktyce? To poważna przestroga dla wszystkich potencjalnych pracowników na czas określony, którzy by odważyli się pracować bez unormowania z pracodawcą terminu wypowiedzenia jednostronnego. Ponieważ SN lekceważy zasady prawa pracy i przechodzi nad specyfiką prawa pracy do porządku dziennego więc nakładając na pracownika odpowiedzialność odszkodowawczą z tytułu rezygnacji z pracy czyni go niewolnikiem, który nie ma żadnych praw. A z niewoli może się tylko wykupić, jak to bywało w starożytnym Rzymie. Oczywiście podobnie mogą utyskiwać wszyscy pracodawcy, którzy nie zawarli klauzuli jednostronnego wypowiedzenia w porozumieniu z pracownikiem.
Jednak pozycja pracownika jest o wiele mniej uprzywilejowana nie tylko w stosunku do pracodawcy, ale także tych pracowników, którzy są zatrudnieni na czas nieokreślony. A tymczasem SN czyni z nich czasowych niewolników. I w myśl tej interpretacji SN pracodawca może w przypadku umów na czas określony, gdzie nie zawarto na wstępie porozumienia między pracownikiem , a pracodawcą co do formuły jednostronnego wypowiedzenia nawet jeśli pracodawca nie zapłaci pracownikowi ani grosza, pracownik będzie winien mu odszkodowanie za porzucenie pracy przed upływem terminu. Dobry interes? Pewnie. Tak właśnie wygląda sprawiedliwość SN. To nowy obyczaj – pracuje się nie żeby zarabiać, pracuje się dla pracy i czasem jeszcze należy do tej pracy dołożyć z własnej kieszeni.
Sędziowie przekonują po raz kolejny, że służą każdej władzy. Dawniej spolegliwi wobec kacyków partyjnych, dziś wobec tzw kapitalistów (często gęsto w Polsce powiatowej dawny kacyk partyjny to dziś biznesmen pełną gębą) mają za nic KP. Stosują analogie jakie chcą w poczuciu zupełnej bezkarności. Zresztą ta interpretacja prawa nie posłuży na dłuższą metę także pracodawcom.
Mam poważne podstawy sądzić, że jest to kolejna z wielu prób dezintegracji KP i ochrony dla pracowników z jego tytułu. Wiadomo – lepsze są umowy zlecenie.
Nikt nie zadał sobie pytania, ja kto możliwe, że zwykły pracownik i to do tego zatrudniony na czas określony ponosić ma odpowiedzialność jak wspólnik, czy udziałowiec, którego wkładem ma być jego własny czas. Obowiązki wspólnika, prawa szeregowego pracownika, szkoda, ze nie udziały w zyskach na poziomie właścicieli!! To byłoby uczciwe.
Nie dziwcie się więc, że zamiast dawać pracę młodym lepiej tych co pracę mają zmuszać do harówki po grób, bo koniec końców ani jako bezrobotny, ani jako pracownik nie możesz mieć za dobrze. Dobrze mogą mieć tylko uprzywilejowani i sędziowie. I nic mnie to nie obchodzi, jak jeden, czy drugi pomyśli, że ten tekst zalatuje Marksem, bo mi się wydaje, że raczej pachnie nauczaniem Jana Pawła II i godności człowieka i pracy.

Fakt niepłacenia wynagrodzenia nie oznacza automatycznie prawa do porzucenia pracy, natomiast można taka klauzulę wpisać w umowę. Tylko że wtedy skorzystają na tym pracodawcy. Pomyśl chwilę.
Inny problem to uznanie, że pozycja pracownika i pracodawcy jest jednakowa i tym samym jednakowa jest odpowiedzialność. Myślę, że to o wiele bardziej skomplikowana sprawa. To na pracodawcy spoczywa odpowiedzialność za planowanie i organizowanie pracy i jeśli jakiś pracownik nie jest w stanie realizować umowy o pracę nie moze ponosić odpowiedzialności na wzór kontraktowy (kc)- bo ostatecznie do tego to zmierza, jak rozumiem i wydźwięk artykułu i znaczenie samego orzeczenia.
Pewnie, że karygodnym jest nie uregulowanie zakończenia pracy bez porozumienia z pracodawcą, jednak nie mogę zgodzić się, że pracownik odpowiada finansowo za brak następcy za siebie. Oczywiście obyczaj i dobra kultura jest jak najlepiej widziana i powinna być nagradzana, ale to pracodawca odpowiada za planowania i organizację pracy. Jeśliby było inaczej to pracownik powinien mieć też udział w zyskach, a nie tylko pobierać pensję. Jakaś skala odpowiedzialności za porzucenie pracy spoczywa oczywiście na pracowniku, ale w takim razie wyobrażam sobie sytuacje, gdy w sużej firmie produkujacej telewizory przyjdzie do głowy dyrekcji obciążyć pracownika , który - a co tam - po prostu zapił, albo po prostu samochód odmówił mu posłuszeństwa - za opóźnienie na sumę kilkuset tysięcy pln. A takie sytuacje się zdarzają. Takie orzeczenie zdejmuje odpowiedzialność z pracodawcy za planowanie.
Aha - znam firmy które notorycznie nie płacą i chętnie skorzystają z takiej interpretacji. Bo po po wygranej przed sądem zaległem pensji po wielu miesiącach sporów, gdy dla rodziny ów pracownik mógł zarobić więcej w innej uczciwszej!
Przepraszam Pani Esko, moze źle zrozumiałem , ale nie chce mi Pani powiedzieć, że umowa na czas określony chroni lepiej pracownika niż na czas nieokreślony?
Pozdrawiam