Wprowadzone niedawno ulgi na dzieci przedstawia się jako element polityki prorodzinnej, koniecznej w świetle zmniejszającej się populacji Polski. Tymczasem wysokość wprowadzonych ulg zaledwie częściowo zmniejsza dyskryminację podatkową rodzic z dziećmi, natomiast w żadnej mierze nie tworzy zachęt do posiadania dzieci.
Jest oczywiste, że posiadanie dzieci jest kosztowne. Jeżeli więc posiadanie dzieci ma nie wpędzać ludzi w biedę i niedostatek, to dochód podlegający opodatkowaniu powinien uwzględniać fakt, że na utrzymaniu podatnika pozostają dzieci. Inna jest bowiem sytuacja materialna osoby, która ze swoich dochodów utrzymuje wyłącznie siebie, niż osoby która ma na utrzymaniu dzieci.
Dla określenia wielkości koniecznych wydatków posłużę się opracowanym przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych kryterium minimum socjalnego. Minimum socjalne pozwala nie tylko na podtrzymania życia (to jest tzw. minimum egzystencji, a więc wydatki na żywność, ubranie, mieszkanie itd.), lecz także na utrzymanie minimum więzi społecznych jak kontakty rodzinne i towarzyskie oraz skromne uczestnictwo w kulturze. Minimum socjalne dla 2 osobowej rodziny wynosiło 1490 zł miesięcznie w roku 2009. Pojawienie się dziecka zwiększało tę kwotę o 722 zł. Zgodnie z tak przyjętym kryterium należy przyjąć, że konieczne wydatki na utrzymanie dziecka wynoszą rocznie ok. 8600 zł.
Tym samym system podatkowy, który starałby się zaledwie nie pogorszyć sytuacji materialnej rodziców powinien przewidywać, że dochód powinien być pomniejszany o kwotę ok. 8600 zł rocznie na każde dziecko, z tytułu koniecznych wydatków, jakie są ponoszone na utrzymanie dzieci. Obecna ulga na dziecko, wynosząca 1112 zł odliczane od podatku stanowi równowartość kwoty ok. 6000 zł odliczanej od dochodu i - jak wykazano wyżej - nie rekompensuje zwiększonych kosztów utrzymania rodziny z dziećmi.
Tym bardziej nie można mówić o tym, że system podatkowy zapewnia jakiekolwiek zachęty do posiadania dzieci. Tak byłoby dopiero wówczas, gdyby ulgi podatkowe z tytułu posiadania dzieci przewyższały koszty, jakie rodzice muszą ponieść na ich utrzymanie.
System podatkowy, który miałby dostarczać rzeczywistych zachęt do tworzenia rodzin i posiadania dzieci powinien przewidywać znacznie wyższe kwoty (np. dwukrotnie wyższe) pozwalające zmniejszyć dochód lub podatek z tytułu posiadania dzieci. Dopiero takie ukształtowanie systemu podatkowego może być uznane za element prorodzinnej polityki państwa.

Demokracja - bo dzieci nie maja glosu i 7 osobowa rodzina posiada tyle samo glosow w wyborach, co dwoje bezdzietnych partnerow, emerytury - na emerytury dla osob z jednym dzieckiem beda sie dorzucac dzieci z rodzin wielodzietnych.
Aby sie wypowiadać trzeba coś wiedzieć .
i natychmi9ast urodziło sie dwa razy więcej dzieci niż normalnie.
Po wprowadzeniu tego przepisu w wielu zakładach pracy opustoszały działy ksiegowości , ekonomiczne itp. tradycyjnie obsadzane przez kobiety.
Dzisiaj żadne pieniądze nie napędzą sztucznie przyrostu.
Wiekszośc tzw artstek, artystów , bogatych dzienikarzy itp ma po jednym dziecku.
Niestety, nie od dzis wiadomo, że najłatwiej modyfikowac zachowania bodźcami finansowymi...
Ponieważ reforma emerytalna się nie uda i kolejne pokolenia pracujących będą pracować na emerytury swoich rodziców i dziadków, proponuję aby do emerytury był wypłacany dodatek zależny od ilości wychowanych i PRACUJĄCYCH W POLSCE dzieci. Te osoby które dzieci nie mają (z wygodnictwa albo przyczyn fizycznych) mają więcej pieniędzy z których mogą sobie sfinansować na starość dodatek do emerytury z własnego konta. Osoby nie posiadające dzieci zazwyczaj robią dzisiaj szybsze i większe kariery zawodowe. Przykład który przedstawił w telewizji kilka lat temu Stanisław Kluza:
Dwie kobiety po studiach. Jedna po rozpoczęciu pracy zawodowej urodziła najpierw jedno a potem drugie i trzecie dziecko. Oczywiście trzeba było wziąć urlop bezpłatny na wychowanie tych dzieci. Po powrocie do pracy wielodzietna matka nie jest w pełni "dyspozycyjna" i drogę do kariery ma raczej zamkniętą. Będzie gorzej zarabiała i pracowała przez mniejszą ilość lat. Jej bezdzietna (lub z jednym dzieckiem) koleżanka będzie awansować i zarabiać znacznie więcej. W efekcie wielodzietna matka dostanie emeryturę znacznie mniejszą od kobiety bezdzietnej. Z tym że na emerytury ich obu pracować będą dzieci tylko jednej. Te kilkaset tysięcy złotych potrzebne na wychowanie jednego dziecka do osiągnięcia względnej samodzielności finansowej, osoby nie posiadające dzieci mogą spożytkować na lepszy standard życia, w zamian będą mieć wyższe emerytury.
Że troje dzieci to za dużo? A skąd się wezmą ci którzy będą pracować na starszych. Z Ukrainy, może Turcji czy Chin???
Natomiast co do drugiego postulatu, to wydaje mi sie, ze panstwo jest do tego nie potrzebne - dzieci same moga wspierac swoich rodzicow i na ogol beda to czynic.
Natomiast jestem za tym, zeby niezaleznie od ulg podatkowych (ktore wlasciwie nie sa zadnymi ulgami, tylko po prostu uwzglednieniem, ze rodziny z dziecmi maja inny poziom wydatkow koniecznych), panstwo wspieralo wychowywanie dzieci wyplacajac zasilki (ktore pozniej sobie odbierze w formie podatkow od zarobkow tychze dzieci).
Każdy w okresie dorastania i nauki korzysta z dorobku poprzednich pokoleń i powinien to zwrócić wychowując następne pokolenie a nie żyć jak pasożyt.