W historii Polski mijający rok będzie się kojarzył przede wszystkim z katastrofą smoleńską. Katastrofą, której znaczenie postrzegam przede wszystkim w trzech wymiarach:
1) olbrzymiej tragedii ludzkiej, która – jestem o tym przekonany – z czasem znajdzie należne jej miejsce w naszej kulturze i mitologii narodowej;
2) czynnika pogłębiającego polaryzację już nie tylko sceny politycznej, ale i większości polskiego społeczeństwa;
3) wydarzenia, które – mimo autentycznych przejawów współczucia ze strony wielu Rosjan - na długie lata zaciąży negatywnie na relacjach polsko-rosyjskich.
Paradoksalnie jednak, mimo smoleńskiego wstrząsu, trudno jest mi się pozbyć wrażenia, że był to rok ciszy przed nadciągającą burzą. Jednak inaczej niż to bywało w minionym stuleciu nie sądzę, by ta burza miała się zacząć nad Wisłą, choć i taki scenariusz może się stać naszym udziałem. Jeśli jednak dojdzie do powstania finansowego tsunami, to można być pewnym, że nie tylko tutaj dotrze, ale i że wysokość fali może być u nas odpowiednio wyższa niż w krajach w których się zacznie. W ekonomii bowiem, podobnie jak i w przyrodzie, obowiązuje dość prosta zasada: organizmy słabe i chore gorzej od pozostałych znoszą wszelkie gwałtowne zmiany. Tych ostatnich nie da się zaś uniknąć i to niezależnie od tego, ile jeszcze warstw pudru zostanie nałożonego na obecną fasadę Rzeczpospolitej.
Kiedy przed Bożym Narodzeniem, wraz z tysiącami podróżnych, doświadczyłem na własnej skórze chaosu jaki powstał na kolei, miałem wrażenie, że to co się dzieje na dworcach jest alegorią stanu całego naszego państwa. Można się oczywiście pocieszać, że gdzie indziej jest nie lepiej. Wszak na naszych oczach sypie się mit Eurolandu jako ziemi obiecanej, a budząca zachwyt wielu pokoleń Polaków Ameryka traci swój blask proporcjonalnie do upadku dolara, przez cały wiek XX będącego symbolem jej potęgi. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że na wielu polach – w sądach, szpitalach, uczelniach, dworcach czy drogach – najzwyczajniej nie dajemy sobie rady.
Na szczęcie nic nie wydaje się jeszcze ostatecznie przesądzone. Tak jak wielki kryzys w 1929 r. nie zdeterminował wybuchu II wojny światowej w dziesięć lat później, choć z pewnością się do niego przyczynił. Wprawdzie od wyświechtanej frazy o historii jako nauczycielce życia bliższy jest mi pogląd, że jeszcze nigdy, niczego nikogo nie nauczyła, niemniej wciąż mam nadzieję, że świat zachodni, do którego wróciliśmy przed dwudziestu laty, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Demokracja liberalna, na której został ufundowany, przypomina mi bowiem szkło, a zatem materiał niezwykle kruchy, ale i paradoksalnie wyjątkowo wytrzymały. Życzmy sobie, aby w 2011 ujawniła się ta jej ostatnia cecha.


Niestety, jak Pan to ujął, "tych spraw nie da się załatwić za pomocą pudru". Mam bardzo przykre wrażenie, że marnujemy od trzech lat potencjał tego kraju; po wyborach prezydenckich, kiedy jedna partia ma absolutną pełnię władzy w Polsce i niemal wszystkie ważne media po swojej stronie, dołaczyło do tego jeszcze poczucie niesłychanej manipulacji, za pomocą której stara się nam stworzyć wirtualną rzeczywiść spokoju i dostatku oraz racjonalnych działań naszych władz umacniających przyjazne relacje z naszymi sąsiadami.
Pozdrawiam
zwłaszcza po jednego - kiedyś w randze wicepremiera - na literę L.(dla ułatwienia-ministra rolnictwa i rozwoju wsi)
tylko czy peło na to stać?
ukłony
- obudzić się,
- pojednać się z bratem, szwagrem, sąsiadem, itd., z którymi poróżniliśmy się śmiertelnie o kwestię, czy to PO czy też PIS są największym złem Polski,
- odkryć przyczyny własnej agresji oraz niechęci do innych ludzi i próbować je zneutralizować,
- zacząć myśleć i działać w myśl hasła "co dobre dla mojej społeczności, dobre i dla mnie", chociaż na pierwszy rzut oka nie widać takiej korelacji.
- zacząć polegać na sobie i swoich bliskich i nie oczekiwać jałmużny od różnych instytucji państwowych; w przypadku krytycznego stanu Państwa takie formy pomocy znikną i musimy się na to uodpornić.
- ...
pozdr...
I czy naprawdę jedyny pozytyw jaki Pan widzi to przekonanie, że demokracja liberalna nie powiedziała ostatniego słowa?
Wygląda to smutno bardzo.
Pozdrawiam
Trzeba widziec pozytywy, a nie wiecznie narzekac, przyczyniac sie tym samym do marazmu i niemocy. Globalny kryzys poki co dotknal Grecje, Irlandie, Portugalie, Hiszpanie.. a nie wplynal na PKB Polski. W Polsce sprzedaz detaliczna rosnie (listopad 8,3% r/r) , a np. w Hiszpani spada 1,5% r/r.
To nie jest dużą przeszkodą, a w kryzysowych sytuacjach jest zaletą, bo siła emocji jest nieporównanie większa niż siła intelektu. M. in. ze względu na szybkość działania.
Ludzie muszą pojąć intelektem, a odczć to emocjonalnie, że taka droga daje szansę na sukces indywidualny i zbiorowy.
Jeżeli dałoby się dotrzeć z takim przekazem do centrum emocjonalnego ludzi, to sukces murowany. Ale to wymaga ciężkiej pracy indywidualnej i tu jest problem :(. Lenistwo i wygoda podróżowania po utartych szlakach.
Jak do tej pory, nie szczędziłem Panu ostrej(i bezpardonowej) krytyki Pańskich poglądów na nasze polskie sprawy, a tu takie miłe zaskoczenie; pisze Pan i analizuje sytuację jak rasowy obserwator życia społeczno-politycznego i wyciąga z tej analizy racjonalne wnioski.
Porównanie zabiegów "elit" rządzących, tych światowych jak i tych polskich, do nakładania kolejnych "warstw pudru" na zmurszałą powierzchnię istniejącego porządku światowego, jest doskonałym odzwierciedleniem istoty obecnie panujących rozwiązań.
Napięcia i zgrzyty(np.wojny celne) w finansowo gospodarczych stosunkach pomiędzy państwami w okresie Wielkiego Kryzysu i po, to wg wielu źródeł najważniejsza z przyczyn IIWS.
To z tych doświadczeń wywodzi się porządek ustanowiony w Bretton Woods.
Cieszy mnie szczególnie, Pańska realistyczna ocena działań obecnego rządu i skutków jakie z niej wynikną.
Pozdrawiam świątecznie.
Kiedyś na początku tego wieku, w jednej z książek Waldemara Łysiaka przeczytałem jego opinię, że wiek XXI zaczyna się niemal tak samo jak zaczynał się wiek XX.
Świat został podzielony wpływami pomiędzy industrialne potęgi. Przemysł i handel kwitł, co bogaciło coraz większe kręgi społeczeństw chociaż tu i ówdzie ujawniały się napiecia. Nauka osiągnęła poziom dotąd niespotykany, niektórym się wydawało, że poznanie praw przyrody zostało już dokonane. Zbrojenia osiągnęły poziom przepełnienia. Jednostki ludzkie znaczyły coraz mniej, o celach świata decydowało niewielu w kilku światowych gabinetach.
...
Tu i ówdzie, daleko od nas wybuchały jakieś egzotyczne dla nas wojny. ... a u nas - polska wieś spokojna.
ukazanie przerażającego stanu państwa, któremu spadają samoloty z najważniejszymi ludźmi w kraju. Po CASie i po wypadku Millera. I które nie umie, a może nie chce, zająć się wyjaśnieniem przyczyn i zapobieżeniem następnym takim zdarzeniom.
Umie jedynie dość sprawnie zorganizować uroczystości pogrzebowe - a i to tylko do pewnego momentu.
A najgorsze, że obecnej władzy ta sytuacja jakby wcale nie niepokoiła.
"Kiedy przed Bożym Narodzeniem, wraz z tysiącami podróżnych, doświadczyłem na własnej skórze chaosu jaki powstał na kolei, miałem wrażenie, że to co się dzieje na dworcach jest alegorią stanu całego naszego państwa"
tysiace Niemcow pisaly na blogach podobne oceny;
czy RFN jest w podobnym stanie co RP ???
Uwazam rzady Tuska za najgorsze jakie mial ten kraj od B.Bieruta, ale chaos kolei byl obecny w calej Europie. Zas tsunami finansowe, ktore pichca uczniowie czarnoksieznika zaszkodzi nam o tyle bardziej, ze "liberalowie" zdarzyli sie pozbyc wiekszosci poslkich bankow i polskiej wlasnosci. Gdy tsunami nadejdzie, obce korporacje zaczna wycofywac swe zainwestowane + zarobione pieniadze stad do swych rodzimych krajow.
I to bedzie prawdziwe tsunami dla takich kraikow jak Polsza Tuska.
Dobrze ze nie bedzie wtedy u steru wladzy Jarkacza. Bo nasze-plaformeskie media mialby juz winnego pod reka :)
Ucz się Pan, ucz - bo nauka, to potęgi klucz.
Pozdr.
-------------------
GW nie kupuję.
TVN nie oglądam.
TOK FM nie słucham.
Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.