II Wojna Światowa zaczęła się we czwartek. To był rok 1929, ostatnia dekada października. W ten czwartek, zwany potem czarnym, rozpoczął się wielki krach amerykańskiej giełdy papierów wartościowych przy Wall Street. Indeks Dow Jones na zamknięciu osiągnął wartość 299 punktów, przy rekordowych obrotach. W ciągu trzech lat miał spaść do mniej niż jednej siódmej tej wielkości, do minimalnej wartości 41 punktów latem roku 1932. Rozpoczęła się Wielka Depresja, czas załamania światowego handlu i zniszczenia gospodarczej pomyślności. W ciągu kilku lat drastycznie spadała produktywność największych gospodarek, obroty światowego handlu spadły trzykrotnie, fala bankructw doprowadziła poziom bezrobocia w USA do katastrofalnego poziomu ponad 30% siły roboczej, przy braku osłon socjalnych. Niezwykle dotkliwe skutki tej gospodarczej katastrofy dla zniszczonych wojną Niemiec wyniosły do władzy Adolfa Hitlera i umożliwiły mu zdobycie poparcia dla jego przesyconej agresją i nienawiścią ideologii.
Hipotez na temat przyczyn Wielkiej Depresji jest tyle, ile ważnych szkół ekonomicznych. Według Keynesa - powodem była zbyt pasywna polityka rządu, w odpowiedzi na problemy giełdy - zbyt duża pasywność rządu w stymulowaniu redystrybucji dóbr i inwestycji. Wg monetarystów - zbyt pasywna polityka monetarna, brak stosownej emisji pieniądza w odpowiedzi na załamanie rynków finansowych. Wg klasycznej, liberalnej szkoły austriackiej - zbyt agresywna emisja pieniądza przed kryzysem i protekcjonizm handlowy po jego rozpoczęciu. Wg rosyjskich marksistów (przepraszam za włączenie do zbioru szkół ekonomicznych) - była to zasłużona kara za chciwość bezwzględnych kapitalistów (orientalnej proweniencji) i triumf marksistowskiej prawdy o człowieku i społeczeństwie. Z tych hipotez, jedynie ta marksistowska wydaje się być jednoznacznie wykluczona.
Przyczna Wielkiej Depresji jest więc niejednoznaczna, prawdopodobnie przyczyn jest wiele. Można jednak spojrzeć na problem skromniej, mniej fundamentalnie, a bardziej fenomenologicznie. Bezpośrednią, przyczyną Wielkiej Depresji był brak równowagi w gospodarce i na rynkach finansowych. Brak równowagi między kredytem, a stopą zwrotu, między produkcją, a konsumpcją, między oczekiwaniami i możliwościami. Skutkiem ujawnienia się tej nierównowagi była panika, która kazała inwestorom wycofywać się z rynków finansowych i wyprowadzać oszczędności z banków, co prowadziło do bankructwa banków i napędzało jeszcze większą panikę. Ten mechanizm zniszczył oszczędności i kredyt. Ponadto, rząd USA, w odpowiedzi na załamanie, sięgnął po protekcjonizm, zwiększając cła importowe, co pogorszyło jeszcze wydajność gospodarki amerykańskiej i przyśpieszyło rozlewanie się kryzysu do Europy, w tym do Niemiec.
Obecne czasy w światowej gospodarce wykazują pewne podobieństwa do lat 1920-tych. Polityka monetarna ostatnich 20 lat w Stanach Zjednoczonych jest luźna lub agresywna. Wynikły z tego stanu rzeczy wielkie bańki spekulacyjne: ta giełdowa, która pękła w roku 2000, ta na rynku nieruchomości i instrumentów pochodnych, która pękła w roku 2008 i ta trzecia, właśnie nadymana - bańka na rynku długu publicznego. Skutki pękania każdej kolejnej (większej) bańki są łagodzone przez coraz bardziej agresywne posunięcia monetarne (emisja pieniądza) i fiskalne (dług i wydatki rządowe) rządu USA. Ostatnie lata, w których poziom rezerw obowiązkowych dla banków w Stanach Zjednoczonych został zredukowany prawie do zera, a federalne deficyt budżetowe przekraczają 10% PKB Stanów Zjednoczonych (prawie 1.5 tysiąca miliardów dolarów w tym roku) - to czas stosowania ostatniej już chyba broni, jaką mają władze publiczne, by walczyć z kryzysem metodami Keynesa. Jeśli pęknie ostatnia bańka - na rynku obligacji rządowych (co jest na razie na razie testowane w Grecji i Islandii) - to może zapanowac globalny chaos ekonomiczny, porównywalny z Wielką Depresją lub większy.
Napięcia finansowe w światowej gospodarce mają bardzo wyraźny profil geograficzny, lub wręcz cywilizacyjny. Lokuja się głównie w basenie Pacyfiku, w którym trwa ostra rywalizacja światowego hegemona - Stanów Zjednoczonych, z aspirantem do roli równorzędnego mocarstwa: Chinami. Chiny, choć bardzo ludne i dynamiczne, są wciąż biedne. Brak im najnowszych technologii, dobrej infrastruktury. Mają za to bardzo tanią, ale pracowitą siłę roboczą, silną władzę państwową, starą kulturę, wielkie inwestycje zagraniczne i wielkie ambicje. Chiny mają też kontrolę nad kursem wymiany swojej waluty, juanem (w Chnach zwanym renmibbi), którą przez całe dziesięciolecia na sztywno związały z amerykańskim dolarem, dopiero ostatnio pozwalając na kosmetyczne umocnienie tej waluty. Przy wzroście gospodarczym Chin, którego średnia roczna za ostatnie 35 lat przekracza 8% i przy powolnym wzroście gospodarczym USA, takie usztywnienie kursu wymiany waluty jest formą ostrego protekcjonizmu gospodarczego ze strony Chin. Chińskie produkty są dzięki chińskiej władzy politycznej znacznie tańsze, niż byłyby w warunkach wolnego rynku. Oczywiście, ta praktyka ma koszta: płace chińskich pracowników i ich poziom konsumpcji są zaniżane. Z drugiej strony, jednak, szybki rozwój kraju wynagradza te poświęcenia z nawiązką w latach następnych. Inne koszta są potencjalnie groźniejsze: polityka (niemal) sztywnego kursu waluty wymaga skupowania obcych walut i emisji własnej waluty. Właśnie tak się dzieje: chińskie rezerwy walutowe (głównie obligacje rządu Stanów Zjednoczonych) są równe około połowie chińskiego PKB i rosną w tempie 300 miliardów dolarów rocznie. Kredyt w Chinach jest bardzo tani, co może prowadzić do nadmuchiwania tam gigantycznych bąbli spekulacyjnych.
Mamy zatem silną nierównowagę gospodarczą w Stanach Zjednoczonych, w Chinach i w wymianie między tymi gigantycznymi gospodarkami.
Po tym, gdy gospodarka Stanów Zjednoczonych wpadła w kryzys po krachu na rynku nieruchomości w roku 2008, wydawało się, że jest szansa na powolne redukowanie napięć. Wraz ze spadkiem konsumpcji, deficyt Stanów Zjednoczonych w handlu z zagranicą zaczął spadać. Chiny zgodziły się na delikatne umocnienie swojej waluty. Rok 2010 to rok, w którym elektrowstrząsy aplikowane przez polityków i centralne banki Zachodu, przyniosły pewne pozytywne efekty: lekkie ożywienie gospodarek Stanów Zjednoczonych i państw Unii Europejskiej. Jednocześnie z ożywieniem w Stanach Zjednoczonych, wróciły niestety problemy z handlem z Chinami: tempo zadłużania się Stanów Zjednoczonych w Chinach znów zaczęło szybko rosnąć. Kryzys 2008-2010 nie doprowadził do żadnych zmian strukturalnych, mechanizmy, które wywołały ten kryzys nadal działają.
W tej sytuacji, elity polityczne i finansowe Zachodu usiłują sięgać po naciski polityczne wobec Chin i po zawoalowane groźby rozpoczęcia ostrej wojny walutowej. W zeszłym tygodniu, w czasie szczytu grupy G20 w Waszyngtonie, Chiny poddane były silnej presji, by zmodyfikować politykę kontrolowanego, niemal sztywnego kursu wymiany waluty. Myśle, że najważniejszą groźbą, którą mogą posłużyć się państwa i bankierzy Zachodu jest jeszcze bardziej intensywny dodruk własnych walut. Takie posunięcie spowodowałoby spadek siły nabywczej dolara i euro i w konsekwencji, spadek wartości chińskich rezerw walutowych, przy stawce finansowej wartości połowy chińskiego PKB. Wywołało by to inflację cen dla tych walut i podrożyło ceny towarów z Chin lub zmusiło rząd Chin do zmniejszenia płac realnych dla chińskich pracowników. To dla Chin byłby bardzo niebezpieczny scenariusz, zwłaszcza, jeśli podejrzenia na temat wielkich, chińskich baniek spekulacyjnych sa słuszne. Mówiąc krótko, chińska gospodarka mogłaby się załamać, a lud Chin mógłby zapragnąć rekompensat za dziesięciolecia potu, krwi i łez - w naturze. Z drugiej strony, taki scenariusz nie jest też dobry dla Zachodu, głęboko uzależnionego gospodarczo od taniej chińskiej pracy i tanich chińskich dostaw, nie mówiąc już o potencjalnie strasznych konsekwencjach geopolitycznych: w skrajnym przypadku Chiny mogłyby się stać czymś podobnym do Korei Północnej, ale w skali kilkadziesiąt razy większej. Inne koszta polityki inflacyjnej dla Zachodu to erozja oszczędności i kapitału, rosnący dług publiczny, utrwalania się szkodliwych mechanizmów ekonomicznych, zły profil inwestycji.
Chiny nie chcą uwolnić kursu swojej waluty. Obecnie przyjęte status quo działa świetnie, umożliwiając Chinom awans gospodarczy, cywilizacyjny i polityczny. Urealnienie kursu chińskiej waluty spowolniłoby znacząco tempo rozwoju Chin i obnażyłoby, z pewnością obecne, napięcia w chińskiej gospodarce i chińskim społeczeństwie. Skutki gwałtownych zmian kursu juana byłyby prawdopodobnie zbliżone do tych, które miałyby miejsce w przypadku wojny walutowej. Tymczasem, nierównowaga nadal narasta.
Są więc rozrzutne, zadłużone i zadłużające się na potęgę Stany Zjednoczone i są pracowite, zarządzane twardą ręką Chiny, które muszą kupować amerykański dług, by podtrzymać rozwój gospodarczy na miarę ich ambicji i potrzeb pokoju społecznego. Dwa potężne, ambitne państwa, wzajemnie od siebie uzależnione. To uzależnienie może być toksyczne: bo im dłużej trwa, tym bardziej uzależnia i tym większe problemy generuje. Na razie trwa wojna nerwów i konkurencja walutowa. Jeśli ta konkurencja przerodzi się w wojnę walutową, to może dojść do niezwykle spektakularnego załamania światowego systemu finansowego, gospodarczego i politycznego - czegoś w rodzaju Wielkiej Depresji II. Miejmy nadzieję że wielka gra Chińczyków o pozycję Państwa Środka zakończy się pokojowo.


Z jednej strony cywilizowany świat walczy o prawa człowieka w Chinach a jednocześnie WSZYSTKIE wielkie światowe koncerny/firmy korzystają z chińskiej siły roboczej !
Różnica między światową gospodarką/ekonomią a chińską jest tak jak z gaszeniem wielkiego pożaru. Cywilizacja zachodnia będzie debatować co i jak i czym ugasić a co zrobi chińska ? Wysyła 100milionów ziomali i po prostu zadeptają pożar ,bez względu na straty osobowe.
Dla przypomnienia taki stary dowcip o wojnie.
Spotykają się niemiec ,rusek i amerykan.
Kto wygra wojnę ?
Niemiec mówi że rasa !
Rusek że masa !
Amerykan ze kasa !
Dodam że wygra kitajec bo połączył te trzy cechy !
1) Jeśli zechcą sięgnąć po nr 1, to pojawią się nowe aspekty sytuacji
2) Owszem, jest ich mrowie, ale jakość ich technologii jest wciąż niska, aktywne gospodarczo jest głównie (szeroko rozumiane) wybrzeże z 1/4 populacji, a PKB po cenach bieżących jest wciąż taki sobie (chyba są nawet za 10 razy mniej licznymi Niemcami).
3) Moim zdaniem, te chiński rozwój nie jest za darmo: w tym społeczeństwie i gospodarce są olbrzymie napięcia i ukryte za statystycznymi wskaźnikami problemy.
Jeszcze 20 lat tak, i teza o zwycięstwie Chin nabierze ciała ;)
Pozdrawiam
W każdym polskim ,europejskim domu jest coś z za wielkiego muru !
Gospodarka europejska ? A ile tak faktycznie na terenie starej europy jest taniej siły roboczej spoza europy ? Tego nie wie nikt!
Napięcia w chińskim życiu codziennym są ale jest siła która bardzo dokładnie to pacyfikuje !
Nie za 20lat ale już ICH jest na wierzchu !
Chińczycy dość ostro poszli w wykup ziem w innych biedniejszych regionach świata.Podano te dane oficjalnie . Rosjanie też dłużej nie wytrzymają i Irkuck z okolicami stanie się kantonem chińskim!!!!
No właśnie, już taniej nie można! Czy da się podnieść pensje chińskim pracownikom? A jeśli sobie tego zażyczą? Podobno już te pensje rosną, rosną wymagania...
Napięcia w chińskim życiu codziennym są ale jest siła która bardzo dokładnie to pacyfikuje !
Dopóki się szybko bogacą, a oszczędności są bezpiecznie w bankach, to gros Chińczyków nie ma powodów się buntować. Ale co będzie, jeśli zwolnią ten szaleńczy wzrostowy pęd?
Każdy z krajów Dalekiego Wschodu miał podobny model: silnej władzy, ciężkiej pracy, zdobywania rynków Zachodu i szybkiego rozwoju, aż do fazy kryzysu. Kiedy przyjdzie i jak będzie wyglądał ten chiński kryzys? Trochę strach pomyśleć...
Pozdrawiam
Tak na szybko: panuje tam oficjalnie komunizm, praktycznie partyjno-rodzinny nepotyzm, gospodarczo jest coś takiego dziwnego: wolność rozpoczęcia działalności gospodarczej, społecznie zaczyna się krystalizować wschodnia odmiana faszyzmu... Nad tym wszystkim wspomniani partyjni, znający się na politycznych rozgrywkach i zarządzaniu kontem (ale już nie państwem).
Kryzys tam jest bardziej niż pewny, gdyż produkcja tam idzie na eksport, a nie do gospodarki... Jeśli się gospodarkę od czegoś uzależnia, skutki są do przewidzenia.
Podobnie jak - i tu nawiązuję do pierwszej części wpisu - krach z 1929 r. Proszę mi wierzyć, całkiem sporo ludzi już nawet nie wywieszczyło - co jest łatwe - ale udowodniło, że kryzys ten po pierwsze wystąpi (choćby na podstawie tego, że jeszcze 8 lat wcześniej w USA nastąpił krach gospodarczy jeszcze większy niż w 1929 (który był TYLKO finansowym, a to wbrew pozorom nie to samo). Tak samo udowodniono (niestety ekonomia tylko w części jest nauką, podobnie jak psychiatria) skutki interwencjonizmu.
Nam się po prostu próbuje - niestety z sukcesem - wmówić, że kryzysy są niespodziewane i że można im zapobiegać albo łagodzić. To jest, niestety, jak grypa - nie ma ani uniwersalnej szczepionki, ani lekarstwa. To trzeba po prostu przechorować, jeśli się już o siebie nie dba. Prawda?
Polecam w zakresie analiz ekonomicznych blog z onetu:
urbas.blog.onet.pl
Jednak Urbaś nie przewiduje, że zakończy się to pokojowo ja również skłaniam się ku temu wnioskowi. Dojdzie do wojny. Bo USA nie ma w swojej talii kart już żadnych atutów. Same blotki z wyjątkiem jednej karty wojny.
Należy nadmienić, że nie do końca zgadzam się z Pana wnioskami dotyczącymi przyczyn kryzysu zarówno z 1929 roku jak i z obecnego roku.
Przyczyna tkwi głębiej i należy spojrzeć czym jest FED, jak oskubał amerykanów, zastanowić się nad rolą Banku Światowego, UE, Międzynarodowego Funduszu Walutowego w czyich są rękach i czyje interesy reprezentują.
Za ostatnie nasze kłopoty odpowiada cały kształt systemu walutowego. Otóż kto kreuje ilość pieniądza na rynku? Rządy? Banki Centralne? Bzdura. Banki inwestycyjne i detaliczne przy obecnym systemie, z każdej jednej realnej złotówki bankom umożliwiono wykreowanie w zasadzie nieograniczonej ilości wirtualnych złotówek.
DANO IM NIEOGRANICZONE PIENIĄDZE, a co za tym idzie nieograniczoną władzę. Politycy zwyczajnie siedzą u nich w kieszeni. Proszę spojrzeć jaki ostracyzm spotkał premiera Węgier Orbana z powodu obciążenia banków specjalnym podatkiem.
Ale i tak bardzo ważny artykuł.
Brawo.
Twierdzi Pan, o ile rozumiem, że wielkie kryzysy są nieuchronne i ściśle przewidywalne. Mogę się zgodzić o tyle, że kryzysy to naturalne fazy rozwoju złożonych systemów, to część mechanizmu regulacyjnego. W tym sensie, na pewno są przewidywalne. Ale pozostaje pytanie o czas nadejścia, głębokość, czas trwania i charakter kryzysu.
Ciekaw jestem Pana opinii na takie tematy:
1) Czy kryzys 2008-2010 się już skończył, czy czeka nas wkrótce kolejna fala?
2) Czy obecnie widoczne napięcia w gospodarce światowej zostaną rozładowane powoli, czy gwałtownie?
3) Czy, jeśli dojdzie do jeszcze głębszego załamania światowego systemu finansowego, to bardziej prawdopodobny jest scenariusz inflacyjny, czy deflacyjny?
Pozdrawiam
Mnie również bliski jest punkt widzenia szkoły austriackiej, zdaję sobie też sprawę, że metoda Keynesa / monetarystów, sterowania gospodarką i neutralizacji kryzysów przez kontrolowaną inflację w naturalny sposób prowadzi do zagrożeń mega-deflacją, mega kryzysem. Widać, że przynajmniej od załamania się systemu walutowego Bretton Woods w 1971 presja deflacyjna narasta, ostatnio coraz szybciej, co wymaga coraz bardziej agresywnych posunięć monetarnych i fiskalnych. To, co się dzieje teraz wygląda już jak akt rozpaczy.
Odnośnie kreacji pieniądza w systemie bankowym. Oczywiście! Tak właśnie jest, ale jest warto pamiętać, że, z jednej strony, potencjał tej kreacji jest kontrolowany przez poziom rezerw obowiązkowych (obecnie faktycznie zduszony do zera), a z drugiej przez same podmioty gospodarcze: firmy i obywateli - bo do tego, by banki mogły wykreować kredyt, to muszą mieć kredytobiorcę do zmonetyzowania... wypłacalnego kredytobiorcę. I w tym właśnie miejscu już strasznie zgrzyta. Dlatego mimo niemal nieograniczonych prawnie możliwości kreacji pieniądza, banki nie mogą wszystkiego - i między innymi, z tego powodu, rząd federalny pożyczy w tym roku 1500 mld dolarów. Skoro konsumenci nie chcą już pożyczać, a jedynie inflacja ratuje przed zapaścią, to musi rząd.
Pozdrawiam
Temat wojny ...III wojny światowej.
Nie jest to wojna klasyczna znana większości z literatury.
Jest to wojna gospodarczo/ekonomiczna.
Wszyscy jesteśmy jej uczestnikami od końca lat 80-tych ubiegłego wieku .
A od początku wieku jesteśmy ofiarami tej przegranej wojny .
Tak przegranej !
Przegraliśmy wojnę ,tz.świat zachodni przegrał wojnę gospodarczo/ekonomiczną !
Świat zachodni skupił na sformalizowaniu wszystkiego co nas otacza a tak naprawdę zatracił się w istocie tematu ......czyli mówiąc krótko kochajmy się jak bracia ale liczmy się jak.........!
Powtarzam ...SIEDZIMY W KIESZENI PAŃSTWA ŚRODKA !!!!!
Szanowni Państwo ilu miliarderów jest w Państwie Środka ?
Dużo !
Ilu milionerów jest w Państwie Środka ?
Bardzo wielu !
Co czynią wymienieni ze swoim majątkiem ?
W miarę możliwości-----NIE ŁAMIĄC LOKANEGO PRAWA--- wykupują „mało atrakcyjne „ tereny/grunty w „mało atrakcyjnych” terenach w różnych częściach globu !
W jakim celu ?
Bo co niby wolność i swoboda prowadzenia działalności gospodarczej ?
Ha ha ha !!
A ilu znacie biznesmenów z tz. świata zachodniego którzy prowadzą SWOBODNĄ DZIAŁALNOŚĆ na terenie Państwa Środka ?
Widzi Pan, problem polega na tym, że spirala kreacji pieniądza była już tak rozkręcona, że nikt nad tym nie panował. A napędzała wszystko chciwość. Moim zdaniem należy skończyć z możliwością kreowania pieniądza przez banki, a sam system rezerwy obowiązkowej to hasełko nie warte nawet wspominania.
Przy kombinacjach z zabezpieczeniami (jedna nieruchomość wybudowana za kredyty była zabezpieczeniem, kolejnych pożyczek gotówkowych, mechanizmów jest całe mnóstwo) te kombinacje zrobiły banki, żeby ominąć tamę. Budowanie kolejnych skomplikowanych tam do niczego nie doprowadzi. Moim zdaniem powrót do parytetu srebra byłby cool i ukrócił wszechwładzę banków momentalnie. Teraz to instytucje poza jakąkolwiek kontrolą bo politycy siedzą u nich w kieszeni.
Królowie Anglii dobrze wiedzieli co robią do XVIII wieku trzymając kij podatkowy w obiegu :) ale to już inna historia :) bardzo fascynująca.
Na marginesie. Banki czyli firmy prywatne wykreowały to wszystko. Pytanie czy ja podatnik, który nie ma długów mam teraz finansować ich wygibasy. Do kosza z nimi na śmietnik historii. Problem polega na tym, że bankierzy wspólnie z politykami ręka w rękę wydumali, że poślą na śmietnik historii państwa narodowe.
A w razie czego to zawsze jest coś co znowu napędzi koniunkturę: WOJNA. Nie podoba mi się i to temat na szerszą dyskusję a to nie miejsce. Temat odrobinę czego innego dotyczy.
kosmiczna rakieta z chińskimi emblematami a obok tajnauta
no to sobie pomyślałem porąbało tych chińczyków do reszty, no coz nie minelo raptem dziesięć lat a oni wysyłają zalogowy lot wokol ziemi , buduja zdaje sie swoja stacje kosmiczna niezależnie od tej międzynarodowej i caly czas słyszę ze niebawem wyślą misje załogową na księżyc.
owszem maja duze braki ale tempo ich rozwoju jest niesamowicie zaskakujące, inna kwestia jakim kosztem ale faktu nie zmieni ida jak taran do przodu
w koncu kilka tysiecy lat temu to Chiny byly pepkiem cywilizacyjnym swiata,a ze chca pod nowa marka wrocic na to miejsce no coz czas pokaze .
Pozdrawiam
Twierdzę, że wielkie kryzysy są nieuchronne i przewidywalne, ponieważ są wynikiem ingerencji polityki w gospodarkę. Oczywiście jest to duże uproszczenie, zwłaszcza że gospodarka to system naczyń połączonych z innymi "gałęziami" państwowości: sądownictwo, policja, szkolnictwo itp., a które - czasem tylko z pozoru - z nią wspólnego nic, albo niewiele, mają. A żaden twór państwopodobny nie jest w stanie powstrzymać się od ingerencji we wszystko...
Stąd twierdzenie, że kryzysy pojawiać się będą, bo są wynikiem szeroko pojętego interwencjonizmu. Stąd też twierdzenie, że są one przewidywalne.
[Mała dygresja: stąd też wniosek, że marksistów miejsce w "zbiorze ekonomicznym" jest zasłużone - ich wnioski końcowe są fałszywe, bo założenia są fałszywe, ale nie sposób odmówić wszelkich praw samej analizie...]
Nie tak krótkie odpowiedzi na krótkie pytania:
1. kryzys obecny zaczął się w latach 30-tych ubiegłego wieku i skończy się wielkim hukiem - a to, co pan nazywa kryzysami to po prostu pękające po kolei sztucznie nadmuchane bańki mające uzasadnić państwowy interwencjonizm na globalną skalę a źródło mające wprost w rozkwicie post-1929 keynesizmu... Nie bez powodu zdarzają się też coraz częściej.
2. Wydarzenia z Grecji, a także ostatnio z Hiszpanii i Belgii dają podstawę do odpowiedzi: gwałtownie, nawet bardzo. Ponieważ wiedza o technologii pary powoli zanika grozi nam z tego powodu regres cywilizacyjny do bardzo późnego renesansu nawet...
3. Pytanie powinno brzmieć: kiedy okaże się, że podjęte w celu ratowania światowego systemu finansowego... ;-) Odpowiedź: deflacyjny. Dramatycznie deflacyjny... Wtedy nastąpi, po prostu, kryzys gospodarczy - w przeciwieństwie do panującego nam obecnie finansowego.
Taki scenariusz to na razie s-f, ale być może dlatego Putin ostatnio tak chce do Europy w nadziei, że ta, uzalezniona np. od gazu pomoże mu z Chińczykami i likwiduje przeszkody, np. polskiego Prezydenta? Tylko pytanie: co nam się w takiej sytuacji opłaca: sojusz z Rosją w ramach UE przeciw Chinom, czy wręcz odwrotnie?
kosmiczna rakieta z chińskimi emblematami a obok tajnauta
no to sobie pomyślałem porąbało tych chińczyków do reszty, no coz nie minelo raptem dziesięć lat a oni wysyłają zalogowy lot wokol ziemi , buduja zdaje sie swoja stacje kosmiczna niezależnie od tej międzynarodowej i caly czas słyszę ze niebawem wyślą misje załogową na księżyc.
Piękne :)
W sumie byłoby to optymistyczne: rywalizacja tego rodzaju jest dużo lepsza, niż np. to, co ostatnio Chińczycy zrobili ze światowym rynkiem pierwiastków ziem rzadkich: zdobycie monopolu, dyktat i racjonowanie... To sytuacja, dla której nie pamiętam w miarę współczesnego precedensu.
owszem maja duze braki ale tempo ich rozwoju jest niesamowicie zaskakujące, inna kwestia jakim kosztem ale faktu nie zmieni ida jak taran do przodu
Tak. Podobnie szła Japonia, trochę słabiej Korea Płd. Ale one są bez porównania mniejsze, no i pozostają pod kuratelą US Army.
w koncu kilka tysiecy lat temu to Chiny byly pepkiem cywilizacyjnym swiata,a ze chca pod nowa marka wrocic na to miejsce no coz czas pokaze .
Chiny były wspaniale cywilizowane i potężne jeszcze kilkaset lat temu. Ich błąd polegał na założeniu, że poza Chinami nie może być nic interesującego. Tym niemniej, coś z tej starej kultury na pewno zostało: a kultura ta daje temu społeczeństwu dodatkową spójność, niezwykle ważną jeśli kraj napotyka na kryzys.
Jedno jest w tym optymistyczne: Chińczycy, których mam okazję czasem spotykać, sprawiają wrażenie normalnych, ciepłych i otwartych ludzi.
Pozdrawiam
Cała przyjemność po mojej stronie :)
Twierdzę, że wielkie kryzysy są nieuchronne i przewidywalne, ponieważ są wynikiem ingerencji polityki w gospodarkę. Oczywiście jest to duże uproszczenie, zwłaszcza że gospodarka to system naczyń połączonych z innymi "gałęziami" państwowości: sądownictwo, policja, szkolnictwo itp., a które - czasem tylko z pozoru - z nią wspólnego nic, albo niewiele, mają. A żaden twór państwopodobny nie jest w stanie powstrzymać się od ingerencji we wszystko...
Stąd twierdzenie, że kryzysy pojawiać się będą, bo są wynikiem szeroko pojętego interwencjonizmu. Stąd też twierdzenie, że są one przewidywalne.
Rozumiem, choć chyba nie do końca się zgadzam. Uważam, że wielkie kryzysy mogą też być powodowane przez samoistne procesy, bez wpływu władz politycznych. Np takie słonie :). Ponoć mają taką własność, że mogą dość długo przeżyć bez jedzenia. W sytuacji deficytu żywności, całe stado wyjada co się da, do końca, a potem całe stado pada z głodu. Gdyby były mniej odporne, gdyby walczyły o żywność, byłoby inaczej. Ale są, jaki są, działają spontanicznie i w pewnych warunkach dochodzi do wielkich kryzysów słoniowych stad.
Oczywiście, im silniej regulowana gospodarka i im niższa zależność od czynników losowych, tym większa odpowiedzialność spada na tych, którzy zarządzają polityką ekonomiczną. Tyle tylko, że np. związki demografii i kultury z politykami stricte monetarnymi są bardzo złożone i niebezpośrednie... Podobnież, konkurencja gospodarcza z Chinami jest właściwie czynnikiem zewnętrznym względem gospodarki Zachodu, a wydaje się być jedną z przyczyn tego kryzysu.
[Mała dygresja: stąd też wniosek, że marksistów miejsce w "zbiorze ekonomicznym" jest zasłużone - ich wnioski końcowe są fałszywe, bo założenia są fałszywe, ale nie sposób odmówić wszelkich praw samej analizie...]
Zgoda :)
Nie tak krótkie odpowiedzi na krótkie pytania:
1. kryzys obecny zaczął się w latach 30-tych ubiegłego wieku i skończy się wielkim hukiem - a to, co pan nazywa kryzysami to po prostu pękające po kolei sztucznie nadmuchane bańki mające uzasadnić państwowy interwencjonizm na globalną skalę a źródło mające wprost w rozkwicie post-1929 keynesizmu... Nie bez powodu zdarzają się też coraz częściej.
Zgoda. Polityka Keynesa to polityka centralnego zarządzania w skali największej, państwowej, a względnej (kontrolowanej) wolności już w skali dużych firm. Dlatego, że poziom wolności w praktycznych gospodarowaniu jest u Keynesa duży, negatywne skutki kumulują się powoli... ale się kumulują i dotyczą właśnie mega-skali. Skoro mega-skala przejmuje na siebie kłopoty skal mniejszych, to można się obawiać, że i szok będzie w mega-skali. "nie bez powodu zdarzają się coraz częściej". Tak. Zgadzam się i warto wiedzieć, że dosyć uniwersalnym wzorcem poprzedzającym wielkie załamania jest przyśpieszenie tempa występowania załamań drobniejszych. Jeśli odległości czasowe między kolejnymi dużymi kryzysami będą nadal maleć, to można spodziewać się załamania 2013, 2017 i czegoś naprawdę dużego w okolicach 2019 (to nie wróżby, to konsekwencje pewnego dość uniwersalnego modelu załamania rynku).
2. Wydarzenia z Grecji, a także ostatnio z Hiszpanii i Belgii dają podstawę do odpowiedzi: gwałtownie, nawet bardzo. Ponieważ wiedza o technologii pary powoli zanika grozi nam z tego powodu regres cywilizacyjny do bardzo późnego renesansu nawet...
Miło mi spotkać większego katastrofistę ode mnie ;)
Moim zdaniem, nawet wielki kryzys i wojna nie zniszczą technologii - ale mogą czasowo zniszczyć więzi społeczne i bardzo zaszkodzić populacji.
3. Pytanie powinno brzmieć: kiedy okaże się, że podjęte w celu ratowania światowego systemu finansowego... ;-) Odpowiedź: deflacyjny. Dramatycznie deflacyjny... Wtedy nastąpi, po prostu, kryzys gospodarczy - w przeciwieństwie do panującego nam obecnie finansowego.
Gdybym miał obstawiać, obstawiłbym tak samo.
Pozdrawiam
Zgadzam się, że pewien etap tej wojny został przegrany: Chiny właściwie robią co chcą, trzymają banki amerykańskie za szyję za pomocą długu, gospodarki Zachodu za pomocą uzależnienia od swojej produkcji, cały Zachód w recesji, a chiński wzrost PKB ponad 10% rocznie (norma...), ale
ale i Chiny płacą swoją cenę za ten szaleńczo szybki rozwój. I wciąż są gospodarczo i technologicznie dużo słabsze od UE i USA. Dlatego obawiam się zaostrzenia tej rywalizacji i przeniesienie jej z zapisów w komputerach na bardziej dotykalny grunt.
Pozdrawiam
Widzi Pan, problem polega na tym, że spirala kreacji pieniądza była już tak rozkręcona, że nikt nad tym nie panował. A napędzała wszystko chciwość. Moim zdaniem należy skończyć z możliwością kreowania pieniądza przez banki, a sam system rezerwy obowiązkowej to hasełko nie warte nawet wspominania.
(...)
Moim zdaniem powrót do parytetu srebra byłby cool i ukrócił wszechwładzę banków momentalnie. Teraz to instytucje poza jakąkolwiek kontrolą bo politycy siedzą u nich w kieszeni.
Tak, mówi się coraz głośniej o powrocie do standardu metali szlachetnych.
Tyle, że to by oznaczało oddanie wierzycielom USA, głównie Chinom, połowy Fort Knox, gigantyczną spiralę deflacyjną, ze wszystkimi przykrościami i koniec amerykańskiej hegemonii w gospodarce.
Wynika z tego, że nie zobaczymy tego rozwiązania, obecny system będzie bronił status quo, dopóki da radę i jeśli się załamie, to gwałtownie. Pytanie, jakimi wyjdą z takiego ewentualnego załamania USA, Chiny, Unia. Kto straci najwięcej, kto wygra lepszą pozycję i jakim kosztem.
Pozdrawiam
W tym kierunku to zmierza (przy czym aneksja Syberii byłaby raczej zakupem i prawem do osiedlania się...), ale USA ma wciąż jedną straszną broń przeciw Chinom: może ogłosić bankructwo. I wtedy wyparują chińskie oszczędności, eksport, prosperity.
Taki scenariusz to na razie s-f, ale być może dlatego Putin ostatnio tak chce do Europy w nadziei, że ta, uzalezniona np. od gazu pomoże mu z Chińczykami i likwiduje przeszkody, np. polskiego Prezydenta? Tylko pytanie: co nam się w takiej sytuacji opłaca: sojusz z Rosją w ramach UE przeciw Chinom, czy wręcz odwrotnie?
Nie wiem wciąż, czy to był Putin, Palikot, czy wypadek. Zgoda, że koncept bloku Eurosji w opozycji do Chin i USA jest żywy i pożądany zwłaszcza w Rosji, ale nie jedyny. Atlantycka wspólnota jest jednak silniejsza. Z drugiej strony, chyba nikt nie ma takich świetnych relacji biznesowych z Chinami, jak Niemcy. I tu ciekawostka: Niemcy mają świetne relacje biznesowe z Chinami, z Rosją i z USA... to się przenosi na UE. Gdyby UE była młodsza i prężniejsza cywilizacyjnie, to bym chyba wiedział, gdzie oczekiwać zwycięzców chińsko-amerykańskiej wojny gospodarczej. W takim wariancie, Polska powinna wzmacniać UE i nasze znaczenie w Unii.
Pozdrawiam
Czy różnorodność zaspokajania potrzeb ludzkich jest możliwa tylko wyłącznie na drodze samonapędzającej się spirali: produkcja-konsumpcja?
Wiadomo także o istnieniu ograniczeń zasobowych, bowiem dominujący typ produkcji jest oparty na ropie i węglu jako głównych surowcach.
Obecnie w USA, skąd pochodzi ten schemat, żyje ok. 300mln ludzi (czyli ok. 5 populacji świata) konsumujących 25% z wydobywanych zasobów ropy naftowej, która jest podstawowym surowcem współczesnego przemysłu. Czy wie Pan ile powinno wydobyć się ropy aby, chociaż połowa populacji świata „dogoniła” w absurdzie konsumpcji USA, oczywiście drugą połowę skazujemy na albo depopulację, albo wegetację na poziomie społeczeństwa agrarnego. Czy jest to możliwe w przypadku obecnie dostępnych środków komunikacji i przemieszczania się ludności?
Przypominam też, że to Keynes wymyślił Bretton Woods, które po prostu doprowadziły do powstania owej "globalnej gospodarki".
Tu uwaga do Max99 - makroekonomia to taki sam oksymoron jak "inteligentna blondynka". TAKIE podejście do gospodarki to jest podstawowy błąd w ekonomii. Tego się nie da zrobić, tym bardziej że ekonomia to nie nauka o funkcjonowaniu rynku ale o LUDZKICH ZACHOWANIACH. Pamiętaj proszę, że na przykład to, że wchodzimy teraz w Erę Wodnika ma wpływ na gospodarkę, bo ludzie w to wierzą... CHciałbym widzieć ten element włączany do "modeli makroekonomicznych". :-)
Konfrontacja z Chinami jest nieunikniona przede wszystkim dlatego, że tak gospodarkę pojmują ich władcy - my produkujemy i sprzedajemy, wy macie kupować. Wątpię osobiście, że ci ludzie przyjmują do wiadomości możliwość, że kiedyś ich produkty mogą PRZESTAĆ być kupowane...
Dla nas, POlaków, pierwszym krokiem do obronienia się przed światowymi kryzysami i nieuczciwą konkurencją z Chin (ja ich osobiście traktuję jak mafię na krajową skalę) jest powrót do Ustawy Wilczka i Wprowadzenie jednostronicowej ustawy o VAT. I jesteśmy kryci do końca tego wieku...
Z ogromną przyjemnosciąm czytałem wszystkie opinie.
Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich.
parkingowy
Pana punkt widzenia opiera się na postulacie, że ludzie sprawiedliwie zasługują na podobny status materialny. Dla mnie to nie jest właściwe podejście do problemu: uważam, że człowieczeństwo, w którym wszyscy jesteśmy równi, nie zależy od statusu materialnego, a sprawiedliwy podział wytworzonych dóbr materialnych powinien wyniknąć z uczciwej wymiany wartości między wolnymi ludźmi, z poszanowaniem prawa.
Dziękuję i pozdrawiam
Przypominam też, że to Keynes wymyślił Bretton Woods, które po prostu doprowadziły do powstania owej "globalnej gospodarki".
Czy na pewno możemy mówić o 80 latach kryzysu gospodarczego w USA, czy Europie Zachodniej? Mnie się wydaje, że pod wieloma względami sytuacja gospodarcza ludzi się poprawiała. Jeśli ta cała epoka miałaby być kryzysem, to po czym to poznać?
Konfrontacja z Chinami jest nieunikniona przede wszystkim dlatego, że tak gospodarkę pojmują ich władcy - my produkujemy i sprzedajemy, wy macie kupować. Wątpię osobiście, że ci ludzie przyjmują do wiadomości możliwość, że kiedyś ich produkty mogą PRZESTAĆ być kupowane...
Ich celem jest produkcja i sprzedawanie? Z tym się nie zgodzę, to tylko taktyka. Uważam, że celem elit Chin Ludowych jest władza i pozycja w świecie, a tania siła robocza, produkcja i sprzedaż to sposób na realizację ich celów. Nic nie stoi na przeszkodzie, by za 20 lat także Polacy i Amerykanie produkowali i pracowali na bogactwo chińskich elit.
Dla nas, POlaków, pierwszym krokiem do obronienia się przed światowymi kryzysami i nieuczciwą konkurencją z Chin (ja ich osobiście traktuję jak mafię na krajową skalę) jest powrót do Ustawy Wilczka i Wprowadzenie jednostronicowej ustawy o VAT. I jesteśmy kryci do końca tego wieku...
Inaczej mówiąc, postulaty klasycznego liberalizmu, jako szczepionka na chętnych do uzależnienia nas od siebie. Zgoda!
Dziękuję i pozdrawiam!
Pozdrowienia
Wręcz przeciwnie. Siedzenie przy stole i obżeranie się jest przyjemne, choć czasem odbije się coś czkawką, ale prawdziwa "zabawa" się zaczyna kiedy w międzyczasie obrosło się tłuszczem i próbuje na własne nogi stanąć, bo lokal w końcu zamykają...
Władza to chińskich władców cel ostateczny, zgoda, ale oni coraz bardziej się zaczynają skupiać na środku do celu - czyli ekspansji gospodarczej... Konsumpcjonizm zaraża każdego niezależnie od ideologicznej szczepionki.
Wręcz przeciwnie. Siedzenie przy stole i obżeranie się jest przyjemne, choć czasem odbije się coś czkawką, ale prawdziwa "zabawa" się zaczyna kiedy w międzyczasie obrosło się tłuszczem i próbuje na własne nogi stanąć, bo lokal w końcu zamykają...
No tak, rozumiem dobrze tę analogię, choć jest dość niedoskonała - bo przez te 80 lat, jednak, gospodarki się rozwijały, rosła konsumpcja, przyszły innowacje... Co, zatem, było zużywane? Skąd się wzięły dania na stół? Dlaczego ma ich teraz braknąć?
No i zdaje mi się, że 80 lat obżarstwa trudno nazwać kryzysem i zapaścią sensu stricte. To może być jedynie czas erozji czegoś... właśnie - czego?
Władza to chińskich władców cel ostateczny, zgoda, ale oni coraz bardziej się zaczynają skupiać na środku do celu - czyli ekspansji gospodarczej.
Na tym etapie tak. Ale jeśli już by uzyskali monopol na wszelaką produkcję i odpowiednią technologię - to czy dalej będą chcieć tylko sprzedawać? Czy może zaczną pędzić nas do roboty? ;)
Pozdrawiam
No i zdaje mi się, że 80 lat obżarstwa trudno nazwać kryzysem i zapaścią sensu stricte. To może być jedynie czas erozji czegoś... właśnie - czego?< /i>
Gospodarki się "rozwijały", bo jak zawsze - jak mawiał Ian Malcolm: "życie znajdzie wyjście". Tak samo jak w ZSRS w latach 20-30 XX w., kiedy bolszewicy ogłosili, że nie ma u nich inflacji - i życie odpowiedziało tym, że za banknot 1000-rublowy z 1926 można było kupić 10 butelek wódki (na przykład), tak za banknot 1000-rublowy z 1925 można było kupić już tylko 8...
Gospodarka się do tego dostosowała. Od wspominanego przeze mnie czasu pompowana była megabańka inflacyjna. Z całą premedytacją oraz wiedzą, do czego doprowadzi przez odpowiedzialnych. Kredyt nie jest niczym złym, jeśli finansuje się z niego INWESTYCJE, nie konsumpcję, To, że nam wszystkim rosło jest wynikiem tego, że na początku te działania były traktowane jako nadzwyczajne (dodruk, pobudzanie gospodarki etc.), że sama gospodarka z tym sobie dawała radę (jak silnik biorący "lewe powietrze"), że rzeczywiście mamy postęp technologiczny.
Moje twierdzenie, że jest on nieustający wynika z tego, że żadnego kryzysu, łącznie z tym Wielkim, nie przechorowaliśmy. Były wyłącznie leczone objawy.
Braknie dań na stole dlatego, że gospodarka sobie to wszystko musi skompensować. Ale nie dlatego, że ich nie będzie, ale dlatego że nie będzie czym za nie zapłacić, a i mniejsze się zrobią bo więcej gości przy stole.