Zwykle nie jestem "pierwszy do mówienia". Kiedy zdarza mi się słyszeć rozmaite elokwentne osoby i osóbki, które przekonują wszystkich wokół do swoich racji, zawsze zastanawiam się, czy te gadatliwe persony, przekonane o swej racji, biorą w ogóle pod uwagę, że rzeczywistość jest nieskończenie bardziej złożona niż ich wywody...
Zazwyczaj jest tak, że jakiś temat pojawia się w eterze, czy też - jak to się potocznie mówi - "na fali" i nagle okazuje się, że niemal każdy jest w tym temacie ekspertem. Z reguły, kiedy temat pojawia się w eterze, to znaczy że choroba przeszła ze stanu chronicznego do ostrego (posługując się terminologią medyczną). W takiej sytuacji wypada zadać właściwie tylko jedno pytanie: gdzie byli eksperci, gdy choroba powstawała, rozwijała się i powoli wyniszczała organizm?
Mniej więcej tak jest z dzisiejszą dyskusją na temat "ZUS czy OFE?" Choroba systemu emerytalnego nie pojawiła się nagle w 2010 roku, ale rozwijała się przynajmniej od lat 80-tych ubiegłego wieku. Wypada oddać sprawiedliwość niektórym ekspertom (np. J. Korwin-Mikke, R. Gwiazdowski), którzy wielokrotnie zwracali na nią uwagę. Niestety ich głosy traktowane były i są jak objawy nieszkodliwego dziwactwa. Mainstreamowi eksperci, zarówno ci, którzy byli twórcami reformy emerytalnej, jak i ci, którzy są dziś jej krytykami, zdecydowanie unikają tego typu myślenia, które prezentują owi nieszkodliwi dziwacy.
Tymczasem owi nieszkodliwi dziwacy mają po prostu rację, a ogromna większość ekspertów od finansów, oszczędzania, bankowości i czego tam jeszcze, żyje ubraną w mądre słowa fikcją i wciska tę fikcję swoim słuchaczom. Prosta prawda jest taka, że prawdziwe bogactwo bierze się z dobrze i rozsądnie wykonywanej pracy, a nie ze spekulacji finansowych. Spekulacje finansowe służą co najwyżej przenoszeniu bogactwa z jednej grupy społecznej do innej.
Cała dyskusja na temat tego, kto zapewni nam lepszą emeryturę - ZUS czy OFE (oraz ile zabrać OFE, żeby jeszcze podtrzymać przy życiu upadający ZUS) przypomina mi kawał o dwóch góralach, którzy zakładali się, że nie zjedzą owczego bobka. Pamiętacie? Idzie jeden baca z drugim i mówi: ja się założę o 100 zł, że ty nie zjesz tego owczego bobka, który leży na drodze. No to ten drugi przyjął zakład, zjadł bobka i zainkasował 100 zł. Ale pierwszemu zrobiło się żal i mówi: założysz się ze mną o 100 zł, że ja nie zjem bobka? Ten drugi - Pewnie! No to założyli się, pierwszy zjadł bobka i dostał z powrotem 100 zł. Idą dalej drogą i nagle ten drugi mówi: Wiesz co, mi się zdaje, żeśmy to gówno za darmo jedli!
Jak się ma ten kawał do dyskusji o ZUS i OFE? Rzecz w tym, że licząc jakieś pieniądze, przepływy finansów, zazwyczaj zapominamy o tym, co te pieniądze reprezentują. W krótkim terminie spekulacje finansowe są w stanie zapewnić szybki przepływ bogactwa. W dłuższym terminie nie unikniemy jednak sięgnięcia do fundamentów, a fundamentami tymi są demografia, inwestycje (w gospodarkę, a nie papiery dłużne!), wydajność pracy, długość wieku produkcyjnego. Jeśli mamy poważnie rozmawiać o systemach emerytalnych, przestańmy tracić czas na dyskusje na temat krótkoterminowego przekazywania pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej i zastanówmy się jak sprawić, żeby wzrost gospodarczy w Polsce przestał zależeć głównie od liczby uruchomionych montowni zagranicznych fabryk i nowo otwartych supermarketów, a krzywa demograficzna zaczęła rosnąć zamiast spadać. Bez tego jesteśmy niestety jak ci dwaj górale - przy całym swym pozornym sprycie jeden i drugi najadł się gówna...

Obligacje to dług państwa i ich wykup zależy od stanu gospodarki.
Państwa jak widać ostatnio, mogą bankrutować i nie wykupią obligacji.
Inwestowanie w akcje to inwestowanie w cebulki tulipanów.
Giełda w górę to fajnie . A jak giełda w dół ??
Co gdy przyjdzie "czarny czwartek"
Wtedy wszystkie akcje będą miały wartość 0.
I żadnych emerytur nie będzie.
czy nie prościej aby OFE zagrały w ruletkę ?
Postawią 200 mld na czerwone ( lub czarne) i mamy 400 mld.
Jak wygramy !
Gdy nie to mówi się trudno.
jest tylko pytanie gdzie znaleźć kasyno które przyjmie zakład.
Co innego gdyby OFE inwestowało w jakieś fabryki czy sklepy.
Może w paliwa ??
Wtedy jest szansa, że ich kapitał powiększy się realnie.
Tylko po co ryzykować z OFE ?
Przecież nie zasiadają tam ludzie z umiejętnościami tylko cwaniacy i znajomi polityków.
Lepiej aby pieniądze były lokowane na Indywidualnych Kontach Emerytalnych w bankach.
Banki dawały by wysoki procent dla lokujących a powierzony kapitał dawały by ludziom z pomysłami.
Normalnie kredyt pod dobre bizness plany.
Realia a nie wirtualne pieniądze i dmuchanie baniek spekulacyjnych.
Wielość pomysłów i różnorodność zapewniają , że taki system nie może upaść.
Faktycznie co rusz padają akcje jakieś firmy , i wchodzą jakieś inne.
Giełda to wirtualny świat.
Takie cebulki na tulipany.
Spekulacja i tyle.
Taka gra losowa.
czy powinna być zakazana ? Pewnie tak, ale w końcu dlaczego mają być zakazane kasyna ?
Ja nie chcę aby moja emerytura zależała od spekulacji i abym musiał pod przymusem opłacać spekulantów.
200-300 zł x 30 lat x % składany daje taka bazę, że nie potrzeba mi żadnych pomocników jak OFE czy ZUS.
Powiem jeszcze więcej.
Gdyby mi nie rabowano pieniędzy to za każde 200-300 zł kupię towar.
Sprzedam z marżą 10% raz na miesiąc. To daje 120% rocznie.
Czy OFE da mi taki zwrot ??
Analizując dramatyczną sytuację ZUS-u należy zrozumieć, że cały system ewoluował w kierunku całkowitej niewydolności finansowej. Bowiem początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku to jedna składka na ZUS w sumarycznej wysokości 48%. Wtedy nastąpiła też hiperinflacja wywołana specjalnie przez Balcerowicza, która skutkowała „zjedzeniem” realnych emerytur pokolenia powojennego, które przyczyniło się do tzw. dekady Gierka (obojętnie jak by jej nie oceniać to skutkowała ona podniesieniem jakości życia).
Następnie ta sama składka do ZUS-u została obniżona do 43% oraz podzielona na składki związane nie z finansowaniem ubezpieczeń społecznych lecz także z zabezpieczeniem zdrowotnym, które wcześniej było częścią podatku dochodowego. Aż w końcu z tej samej składki zaczęto tworzyć fortuny dla nielicznych spekulantów finansowych, którzy w ramach zabezpieczenia społecznego zaczęli uprawiać hazard, czyli grać na giełdzie. Warto wiedzieć, że w historii zawsze następowały kryzysy gospodarcze kiedy następowała zbyt wielka akumulacja kapitału finansowego w stosunku do dekapitalizacji aktywów rzeczowych oraz spadku realnych dochodów ludności. Jest to elementarz historii gospodarczej.
A obywatel nabiera prawa do swoich składek dopiero po przepracowaniu minimum 35 lat, obecnie już w ciągu 20 lat mamy trzecią modyfikację systemu „zabezpieczeń społecznych”. To państwo nie tworzy społeczeństwa, tylko jest samo dla siebie wystarczające, może istnieć bez obywateli.
Po utracie władzy, PZPR zostawiła Polskę z dużą dziurą budżetową i ekonomiczną zapaścią.
Jedyny jak na razie rząd - ten Buzka postanowił się wziąć za trudne problemy i stworzył system, który miał zarówno zająć się obecnymi emerytami jak i dać szansę młodszym na to by dostali tyle, ile są w stanie sami odłożyć.
Żaden inny rząd nie starał się nic tutaj zrobić, nie miał na to odwagi, zwłaszcza po dosyć marnym losie owego rządu AWS/UW.
" zastanówmy się jak sprawić, żeby wzrost gospodarczy w Polsce przestał zależeć głównie od liczby uruchomionych montowni zagranicznych fabryk i nowo otwartych supermarketów" to po prostu wznoszenie modłów do nieba.
Brzmi to jak: usiądźmy i pomyślmy jak to stworzyć cud gospodarczy.
Uniwersalnej recepty na bycie zdrowym i bogatym niestety nie ma.
Wszystkie rozwinięte kraja coraz opierają swój dochód narodowy na popycie wewnętrznym - stąd supermarkety są sposobem krajów bogatych.
Montownie to sposób krajów rozwijających się - dzięki nim tworzone są miejsca pracy.
Polska nie ma ani wysokiego poziomu edukacji, nie wytwarza technologii, tylko je kupuje, nie przyciąga zagranicznych mózgów, nie ma też dużej ilości kapitału ani bogactw naturalnych.
Nie możemy też konkurować z Indiami czy Chinami ceną siły roboczej.
Nie chcę załamywania rąk, ale "zastanawianie" się nikomu nic nie przyniesie.
A na pewno nie napełni dziurawego budżetu ani obecnych i przyszłych emerytur.
Jeszcze inaczej mówiąc - można dzielić biedę, przekładając co chwilę z jednej kieszeni do drugiej, a jedynymi, którzy w takiej sytuacji zyskują są "specjaliści" od dzielenia biedy.
To, co piszesz o montowniach i supermarketach to w jakimś stopniu prawda, ale tylko w jakimś stopniu. Supermarket to tylko ostatnie ogniwo mechanizmu zwiększania popytu wewnętrznego. Przekazywanie dóbr z rąk do rąk jest konieczne, żeby działały inne mechanizmy rynkowe, ale niewystarczające samo w sobie. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której nikt nic nie produkuje, a wszyscy na potęgę sprzedają i kupują - dobra co chwilę zmieniają właściciela, dochód narodowy rośnie - a wraz z nim bieda, bo dobra konsumpcyjne mają określoną żywotność i po pewnym czasie nie będzie już co sprzedawać...
Jeśli chodzi o montownie - owszem, na pewnym etapie są potrzebne. Jest to etap gromadzenia kapitału, zyskiwania know-how itd. Ale jeśli kraj pozostanie na tym etapie, będzie tylko rezerwuarem taniej siły roboczej. Chiny, zdaje się, dobrze to rozumieją. Polska (a właściwie - polscy decydenci), chyba nie. Przykładem rozsądnego podejścia jest rozwój Solarisa, który, można powiedzieć, jest niechcianym dzieckiem Neoplanu. Właściciele Solarisa przeszli drogę od bycia najemnikiem do bycia samodzielnym biznesmenem i promotorem biznesu.
To jest pewien pozytywny przykład, który zapewne nie w każdej dziedzinie da się wprost skopiować, ale wskazuje właściwy kierunek, w którym powinien podążać autentyczny rozwój gospodarczy. Jeśli wszyscy - zarówno politycy, jak i zwykli obywatele, zrozumieją, że od tego właśnie zależy nasza wspólna przyszłość, to może skończą się biadolenia na kapitalistów i niszczenie prywatnej inicjatywy (vide przykłady Optimusa/Kluski czy wrocławskiego JTT).
Jeśli piszę o zastanawianiu się, to nie chodzi mi o to, żeby każda przekupka na targu wyrażała swoje opinie na tematy ekonomiczne, udając eksperta (właśnie na to zwracam uwagę na początku tekstu), ale o to, żeby podnieść świadomość ekonomiczną społeczeństwa. To jest jedyna droga - bogactwo zaczyna się od zmiany mentalności, a nie od manewrowania przy systemach redystrybucji dóbr.
A swoją drogą, czasem myślę, że przysłowiowa przekupka na targu ma chyba jednak więcej zmysłu ekonomicznego niż ekonomiczni eksperci brylujący w mediach...