71. lat temu rozpoczęła się epopeja Związku Organizacji Wojskowej w KL Auschwitz. Dziś, na półmetku polskiej prezydencji w UE, naszym politykom brakuje woli, by wykorzystać szansę trwałego wprowadzenia w świadomość i pamięć Europy, postaci, która symbolizuje heroiczny wymiar człowieczeństwa i najpiękniejsze polskie tradycje.
Tak scenę jaka rozegrała się nad ranem 21 września 1940 r. w KL Auschwitz opisał Autor „Raportu Witolda”:
„Nareszcie gwałtownie otwarto drzwi naszego wagonu. Oślepiły nas reflektory skierowane we wnętrze.
- Heraus! rrraus! rrraus! - padały wrzaski, a kolby esesmanów spadały na ramiona, plecy i głowy kolegów.
Należało szybko znaleźć się na zewnątrz. Skoczyłem i wyjątkowo nie dostałem kolbą; stając w piątki trafiłem w środek kolumny. Zgraja esesmanów biła, kopała i robiła niesamowity wrzask: "zu Fünfe!" Na stojących na skrzydłach piątek, rzucały się psy, szczute przez żołdaków. Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. Słabsi byli oszołomieni do tego stopnia, że naprawdę tworzyli bezmyślną grupę.
Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serię z peema. Zabito. Wyciągnięto z szeregu dziesięciu przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów, w ramach "odpowiedzialności solidarnej" za "ucieczkę", którą zaaranżowali sami esesmani. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono psy skrwawionymi trupami i szczuto je na nich. Wszystko to robiono przy akompaniamencie śmiechu i kpin.
Zbliżaliśmy się do bramy, umieszczonej w ogrodzeniu z drutów, na której widniał napis: "Arbeit macht frei". Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć.”
Dziś, ponad siedem dekad po tych tragicznych wydarzeniach, ponad 3 i pół roku od zainaugurowania akcji społecznej „Przypomnijmy o Rotmistrzu” („Let’s Reminisce About Witold Pilecki”) i niemal w połowie półrocznej polskiej prezydencji w UE, politycy, którzy dawniej wiele w sprawie o którą walczymy, obiecywali – konsekwentnie grają na zwłokę.
Myślę tutaj przede wszystkim o politykach rządzącej Platformy Obywatelskiej i opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Jak się okazało, zarówno PO (z wyjątkiem jednego z wojewodów) jak i PiS w równym stopniu zależy dziś na zaprzepaszczeniu szansy, jaką stwarza polska prezydencja w UE.
Dobitnie świadczą o tym fakty, które przypomniałem w tekście pt. „Solidarni przeciw Bohaterom”, zob.:
http://mementomori.salon24.pl/342577,solidarni-przeciw-bohaterom
W rocznicowym komunikacie przesłanym dziś dziennikarzom, przypomniałem, co od stycznia 2008 r. powtarzałem wielokrotnie (m. in. w takich miejscach, jak Pałac Działyńskich w Poznaniu, KUL, Parlament Europejski w Brukseli, Rada Miasta Oświęcim, tarnowski KIK, ZSZiO w Lubinie, krakowskie Marsze Rotmistrza):
Wszyscy jesteśmy dłużnikami takich Bohaterów, jak rtm.Witold Pilecki. W sposób szczególny dotyczy to osób, które ubiegają się w Polsce o funkcje z mandatu publicznego.
Dlatego właśnie dziś, w dobie polskiej prezydencji w UE i nakładającej się na nią kampanii wyborczej, lekceważenie przez polskich polityków, sprawy europejskiego upamiętnienia symbolu heroicznego wymiaru człowieczeństwa, należy uznać za jaskrawy przejaw sprzeniewierzenia się zasadzie służby Rzeczypospolitej.
Czy zrozumieją to wreszcie zarówno Donald Tusk, jak i Jarosław Kaczyński, ich przyjaciele i wyborcy?
Jakąś wskazówką w tej sprawie będą wyniki Przedwyborczego Konkursu pt. „POPiS przeciw rtm.Pileckiemu”, jaki zorganizowany został na Facebooku, link (dla zalogowanych) tu:
http://www.facebook.com/event.php?eid=234665013252439
Ufam, że nikomu spośród członków, sympatyków i wyborców Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, nie zabraknie inteligencji i odwagi, by zmierzyć się z faktami i odpowiedzieć na konkursowe pytania.
Przypomnijmy o Rotmistrzu! Trzeba dać świadectwo..
Zob. także:
Siłaczka: „O Polsce, Rotmistrzu i faktach”



Swoją drogą to bardzo smutne, że dziś przejawem odwagi jest samo dostrzeganie faktów i stawianie pytań ludziom, którym (podobno) zależy na naszych głosach i którzy będą w Polsce rządzić.
Tak - dzisiaj odwagą jest niezależność myślenia ponad podziałami, jakie wykrystalizowały się w obecnej kampanii wyborczej. Kto nie jest z nami - jest przeciwko nam. A mury rosną - jak śpiewał nasz solidarnościowy Bard. Rosną...Nie wolno teraz mówić o błędach. Gazety wstrzymują niewygodne przed wyborami teksty.Jak ktoś ośmiela się mówić niewygodną prawdę - określają go szkodnikiem i grożą...Uważam - że Prawda wyzwala. Zawsze. A politycy - powinni pamiętać - że ludzie myślą, że im zależy i że należy Ich szanować. I dziwna rzecz - mówią o tym coraz głośniej. I będą! Jeszcze raz dziękuje za ten tekst i świadectwo niezależnego myślenia!
Tak, mury rosną.. I nie wolno o tym mówić.. Wielki Brat patrzy, czy co?
Ta sytuacja aż się prosi o pogłębioną analizę psychologiczną..
Pozdrawiam serdecznie!
Spodziewałem się, że jakimś przełomem będzie wywiad, którego udzielił Ewie Stockiej-Kalinowskiej z II Programu Polskiego Radia ponad rok temu Marco Patricelli (link na końcu materiału z 16 października 2010 r. na www.michaltyrpa.blogspot.com).
Niestety.. Jak napisała Siłaczka, wysyła się do polskich publicznych i prywatnych (w tym także o tych superpatriotycznych i bogobojnych!) mediów informacje np. o liście do "La Repubblica", o poparciu jakie otrzymaliśmy ze strony prezydenta Vaclava Klausa, listach od kanclerz Merkel, Hermana van Rompuy, premierów Szwecji i Hiszpanii, prośbach o wsparcie apelu z Auschwitz, kierowanych do wszystkich polskich polityków i...nikogo w mediach to nie interesuje..
Ale co zrobić, ani my-uczestnicy akcji, ani sam Rotmistrz nie należymy przecież do grona polityczno-medialnych celebrytów.
Phil Bosmans napisał w jednej ze swych książek następujące słowa: „Życzę ci odwagi, jaką ma słońce, które codziennie od nowa wschodzi nad wszelką nędzą świata. Niektórzy po zapadnięciu zmroku już nie potrafią uwierzyć w słońce. Brakuje im tej odrobiny cierpliwości, aby doczekać nadchodzącego poranka. Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę. Tam czeka na ciebie słońce. Ono nie omija nikogo. Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień. Z każdym dobrym człowiekiem, który zamieszkuje ziemię, wschodzi jakieś słońce”.
Takich pełnych światła spotkań z dobrymi ludźmi i zawsze pełnego sensu poczucia, że jest się potrzebnym i warto żyć dla Sprawy – życzę serdecznie wszystkim Przypominającym o Rotmistrzu.
Wszystkich do takich pełnych sensu, pięknych spotkań i aktywności obywatelskiej z całego serca zachęcam. Naprawdę warto!
To też jest Polska kochani - Polska Rotmistrza! Ona żyje w nas!
Naturalnie pod warunkiem, że nie zamykamy oczu na fakty.
Mimo wszystko, w tym, naszym przypadku, Pańska hipoteza to chyba zbyt duże uproszczenie.
" Ojciec był bardzo uzdolniony, malował i nawet próbował studiować. Niestety musiał zrezygnować ze względu na to, że musiał się zająć gospodarstwem, które było bardzo zniszczone. (…) Doprowadził je do „perełki”, potrafił wypieścić te Sukurcze. Nie dlatego, że był synem rolnika i miał taką wiedzę. On tę wiedzę zdobywał. (…) Uczył się rolnictwa nie tylko dla siebie, ale także dla społeczności z okolic Lidy. Wybudował tam spółdzielnię mleczarską, (…) której wyroby były znane zarówno w Lidzie jak i nawet w Wilnie. (…) Uczył ludność nowoczesnego gospodarowania. Mówiło się, że to jest Polska B, nie docierały tam nowinki techniczne, powodem był między innymi powolny wówczas przepływ informacji. Dopiero w 1938 roku zainstalowaliśmy tam radio.
W całej naszej okolicy nazywali go „Czort”. Przemieszczał się bardzo szybko na swojej ukochanej „Bajce”, wszędzie był obecny, włączał się we wszystkie trudne sprawy, pomagał ludziom. (…) Jaki był jego charakter? Mama pracowała w szkole. Było ciężko bo dopiero zaczynał się rozwój tego naszego gospodarstwa, dlatego mama musiała pracować. Rano wyjeżdżała i jechała do pracy trzy kilometry. Myśmy musieli się rano meldować ojcu: „Kochany tatusiu wszystko jest w porządku” tzn. że było już po modlitwie, po posłaniu łóżek, po umyciu zębów itd. I wtedy się rozpoczynał dzień. Ojciec ten dzień zawsze nam trochę zaprogramował z myślą także o mamie. Zawsze szykował jakąś niespodziankę np. przebierał nas za samuraja i gejszę, czy za ułana i pannę, czy za inne ciekawe postaci z literatury lub z bajek. (…) Mama przyjeżdżała z pracy i była zaskakiwana takim występem, był to dla niej jakiś relaks. Tata zawsze o tym pamiętał.
Przystosowywał nas do różnych zajęć. My przecież nie musieliśmy słać łóżek, bo była osoba, która by to zrobiła. Ale nie, myśmy musieli to sami zrobić. Mnie np. brał rano na konia i jechaliśmy w pole. Uczył mnie rozcierać kłosy, dmuchnąć żeby sprawdzić, czy zboże nadaje się do koszenia. Gospodarkę wypielęgnował do tego stopnia, że kiedy były np. problemy w hodowli czerwonej kończyny, szczególnie na nasiona, to rolnicy z Mazowsza przyjeżdżali po nasiona aż do ojca. Później ojciec kontraktował kończynę i siano dla wojska. Miał głowę do wszystkich spraw. (…) Założył ochotniczą straż pożarną, czego nikt wcześniej tam nie zrobił, zbudował remizę.(…)
W 1939 roku po pogrzebie naszej babci przeszła letnia burza, która zniszczyła mieszkanie naszych bocianów. Bocianie gniazdo znajdowało się na wielkiej jodle, do którego bociany przylatywały co roku. Wielka wichura i deszcz sprawiły, że to wszystko upadło. Myśmy z siostrą biegali boso po mokrych trawnikach i wyciągaliśmy przestraszone bociany spomiędzy gałęzi. Były już opierzone i prawie zdolne do latania, ale chyba jeszcze nie latały. W tym momencie ojciec wjechał na dziedziniec taką bryczką i zbierał bociany strącone przez burzę. Otworzył klinikę bocianią w Sukurczach i opiekował się nimi. Oczywiście nie wszystkie wytrwały, nie wszystkie dało się uratować. Mówiono wtedy, że źle to wróży, że to wieloletnie gniazdo zostało unicestwione. I tak się też stało. Cała nasza rodzina musiała opuścić dom, zły los spotkał również sam dom.
Nasz dom miał ok.450 lat, jego podmurówka była na wielkich kamieniach, został zniszczony nie w czasie wojny tylko po wojnie w 1956 roku. Kiedy przyjechałem tam w 1992 roku byłem rozgoryczony. Piękne aleje, piękne sady, krynica zostały zniszczone. Woda w krynicy była lecznicza, kiedy ktoś miał chorobę skóry wystarczyło, żeby się w niej wykąpał i był wyleczony. Wracając z pól do domu dojeżdżaliśmy nad tą krynicę, czapką nabieraliśmy wody i piliśmy. Widząc głupie zniszczenie czegoś, co mogło służyć ludziom, obojętnie jakim, napisałem wiersz, w którym użyłem nawet nieparlamentarnych słów, które polecono mi trochę wygładzić. Dzięki ludziom zachował się jednak kościół i wiszące w nim obrazy ojca. Ludzie wspominając ojca wyrażali się bardzo pozytywnie, pamiętali np. o tym, że mogli wypasać zwierzęta na naszych łąkach. Ojciec przez całe życie służył innym. Na pomniku w Grudziądzu napisano „Wszystkich kochaj, wszystkim służ”…
* * * * *Smutek rozproszy się jak słońce wstanie. On jest jak mgła.
Rotmistrz jest naszą odtrutką na te niespokojne czasy.Korzystajmy z tego! Niech żyje w nas i uczy nas życia i służby innym.Każdego z nas! Wtedy tez politycy - którzy z nas wyrastają - nie będą mieli wyjścia. A więc - praca od podstaw! zaglądajcie tu:http://prokapitalizm.salon24.pl/177177,rotmistrz-witold-pilecki-jego-mialo-nie-byc
Dziś, ponad 3 i pół roku od zainicjowania (kiedyś popieranej i przez PiS, i przez PO) akcji "Przypomnijmy o Rotmistrzu", dziś - na półmetku polskiej prezydencji w UE, pytanie to nabiera wagi..
krzyk bólu karty historii rozdziera
to UB morduje naszego bohatera...
rtm. Witold Pilecki
w geopolitycznym sciskoszczęku
Polska rodzi obrońców nie znających lęku
postkomunistyczny grzech
najbardziej mnie boli i złosci
nabyta pogarda dla uczciwosci...
Prawda w TV?
kiedy patriotyzm, wolność i prawda Ci się sni
nie przełączaj kanałów, wyłącz TV!
żołnierze wyklęci
choć to Polska, demokracja i czas się zmienia
tak trudno bohaterów wydobyć z podziemia...
cześć żołnierzom wyklętym
poznajmy historię, tylko prawda prześwięci
jej ludowych oprawców z naszej pamięci...
Pozdrawiam serdecznie!