Jarosław Kaczyński napisał do działaczy swojej partii list, o którym pan Krzysztof Kłopotowski napisał: „Jarosław Kaczyński wrócił w chwale”. Zanim wyjaśnię, dlaczego się z tym stwierdzeniem kompletnie nie zgadzam, chcę zauważyć, że – o ile przejrzałem komentarze pod wpisem pana Krzysztofa – żaden zwolennik Jarosława Kaczyńskiego nie zalecił mu, aby przestał zajmować się PiS-em, a zajął rządem. Trudno mi to zrozumieć, bo przecież zajmowanie się opozycją, pochlebnie czy nie, jednak pozostaje zajmowaniem się opozycją, a pewien jestem, że za moment pod moim wpisem rozliczne osoby zalecą mi, abym właśnie nią przestał się zajmować. Cóż, widocznie pochlebnie zajmować się wolno, niepochlebnie już nie.
Po raz kolejny muszę tłumaczyć rzeczy oczywiste, ale jednak, gwoli porządku wywodu, wyjaśnię, dlaczego piszę o liście Kaczyńskiego. Po pierwsze – bo chodzi o jedyną prawdziwą partię opozycyjną i dziwne by było, gdybym się nią nie zajmował. Po drugie – ponieważ PiS jest jedynym ugrupowaniem, które wciąż posiada potencjał, aby złamać monopol władzy, który obowiązuje dziś w Polsce. Choć zaznaczyć trzeba, że ten potencjał w błyskawicznym sensie marnuje. Po trzecie – ponieważ nadal uważam, że Jarosław Kaczyński jest w swoich diagnozach i działaniach bliżej realnej, prawdziwej polityki niż żywiąca się już wyłącznie jej pozorami partia rządząca i za tym przykrzejsze uznaję, że odbiera swojemu ugrupowaniu szansę na uzyskanie realnego wpływu na rzeczywistość.
Co do samego listu – warte głębszej analizy jest zaledwie kilka jego fragmentów. Spośród 25 akapitów jedynie cztery nawiązują do spraw konkretnych, obecnie ważnych dla państwa. Do tych trzech akapitów nie wliczam sprawy katastrofy smoleńskiej, w ocenie znaczenia której zgadzam się z prezesem PiS, natomiast nie zgadzam się z uznaniem jej za sprawę naczelną i ważniejszą od wszelkich innych. Zaliczyłbym ją do kilku spraw najistotniejszych, mając wszakże w pamięci, że samo jej wyjaśnienie nie jest środkiem do uzdrowienia państwa; może jedynie wskazać, gdzie szczególnie potrzebna jest naprawa. Poza tym nie można nie zauważać, że w obecnej sytuacji sprawa smoleńska nie zostanie wyjaśniona. Aby do jej wyjaśnienia doprowadzić, najpierw należy uchwycić przyczółki realnej władzy, PiS zaś zdaje się robić wszystko, żeby tego nie osiągnąć.
Gdyby sprowadzić list prezesa tylko do tego, co naprawdę istotne i co ma praktyczne znaczenie, brzmiałby on tak:
Tragedia smoleńska i ponowne wybory prezydenckie zmieniły sytuację. Mimo przegranej uzyskaliśmy wyraźny wzrost poparcia, zarówno w porównaniu z poprzednimi sondażami, jak i wynikami wyborów w 2007 r. Chodzi o zdobyte 36,5% głosów w pierwszej turze, w której konkurowali przedstawiciele wszystkich liczących się ugrupowań, a także 47% w drugiej turze, które choć oznaczały przegraną, to jednak wskazywały, iż mimo wieloletniej, niezwykle intensywnej, skierowanej przeciw nam kampanii, wciąż możemy liczyć na poparcie prawie połowy społeczeństwa. Sondaże partyjne PiS doszły do 40%, a zdarzały się i lepsze. W badaniach prowadzonych przez nasze stronnictwo, które począwszy od 2005 roku znakomicie się sprawdzały, pięciokrotnie wyprzedziliśmy nawet PO, dochodząc do 44% głosów.
Po drugie, należy zdecydowanie odrzucić wszelkie próby analiz kampanii wyborczej na podstawie założeń suflowanych przez niechętne nam media i prawd niezweryfikowanych przez jakiekolwiek empiryczne badania. Podstawą analizy, która jest prowadzona i która musi stać się przesłanką naszego dalszego postępowania, mogą być tylko fakty, liczba głosów, ich rozkład przestrzenny w poszczególnych regionach, miastach różnej wielkości, na wsi, porównania z wynikami poprzednich wyborów, analizy zachowań różnych typów elektoratów. Już wstępne rozpoznanie przeprowadzone tą metodą każe podać w wątpliwość różne głoszone w mediach stereotypy, np. ten o skuteczności tzw. miękkiej kampanii, nienawiązywania do sprawy Smoleńska itp. Nie ma dziś jeszcze podstaw do ostatecznych konkluzji, ale wiele wskazuje (choćby porównanie wyników w wielkich miastach z 2007 i 2010 roku), że skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój wizerunek, a także znaczące ograniczenie tematyki kampanii, np. wykluczenie z niej niemal w całości kwestii i związanych z postawą i poprzednią działalnością Bronisława Komorowskiego, nie przyniosło znaczących skutków. Dlatego ci, którzy dziś zabierają głos, przyjmując pozycję mentorów, w najlepszym razie wykazują się brakiem elementarnej wiedzy, któremu towarzyszy wskazana wyżej zła wola.
Po szóste, zaangażowanie PiS w sprawę Smoleńska w najmniejszym stopniu nie może ograniczyć zaangażowania partii i w inne bieżące przedsięwzięcia, zarówno dotyczące funkcji, jaką musi ona wypełniać jako opozycja, krytykując władzę – a jest do tego mnóstwo powodów – jak i wobec przygotowania do wyborów samorządowych, które są dla nas bardzo ważne. Każdy baczny obserwator sceny politycznej może zauważyć, że te zadania są wykonywane. Trudność tkwi w mechanizmie medialnym, koncentrującym się na wydarzeniach, na które jest zapotrzebowanie. A zapotrzebowanie jest na atak na PiS – za Smoleńsk, za krzyż, za rzekomą brutalność (chodzi o jednoznaczne stawianie sprawy roli takich osób, jak Palikot). Wystarczy podać przykład jednej naszej konferencji prasowej (7 sierpnia 2010) – 90% jej czasu poświęcono sprawom ekonomicznym i tzw. ustawie kompetencyjnej, czyli statusowi Polski w Unii Europejskiej, tymczasem przekaz medialny skoncentrował się prawie wyłącznie na sprawie Smoleńska. Stoi przed nami zadanie znalezienia sposobu ominięcia tych medialnych przeszkód i pracujemy nad tym.
Dziś rysuje się przed Polską perspektywa narodu kurczącego się (a wiele narodów europejskich, nie mówiąc już o innych, ma się liczebnie rozwijać), pozostającego daleko w tyle za innymi i wyprzedzanego przez innych, jeśli chodzi o rozwój gospodarczy, poziom życia i poziom nauki. Wystarczy spojrzeć na to, w jakim tempie rozwijają się kraje, które łącznie mają przeszło 2,5 mld ludzi – Chiny, Indie, Brazylia, Rosja czy Turcja. Wystarczy uświadomić sobie, że jeśli chodzi o PKB na głowę jednego mieszkańca, nie tak odległe od Polski są już Brazylia czy Turcja, żeby zrozumieć, gdzie możemy się za niedługo znaleźć. A dodać do tego trzeba sprawę zaopatrzenia ludzi starszych i wiele innych negatywnych skutków społecznych, zmniejszania się populacji Polaków”.
Co się do tych merytorycznych fragmentów nie łapie? (Znów podkreślam – poza sprawą Smoleńska, którą traktuję jako kwestię osobną i specjalną.) Rytualne narzekania na media, zajmujące całą pierwszą część listu; krytyka Marka Migalskiego oraz konkluzje, jakie wysnuwa ostatecznie Jarosław Kaczyński. O tych jego zdaniem najważniejszych – dalej.
Warto zatrzymać się nad dwoma pierwszymi merytorycznymi akapitami z listu. W pierwszym JK poniekąd sam sobie przeczy, pisząc o wzroście poparcia w okresie posmoleńskim, bo przecież był to czas łagodzenia wizerunku, które za moment krytykuje.
Dalej pisze lider PiS: „Nie ma dziś jeszcze podstaw do ostatecznych konkluzji, ale wiele wskazuje (choćby porównanie wyników w wielkich miastach z 2007 i 2010 roku), że skuteczność różnego rodzaju zabiegów mających zmienić mój wizerunek, […] nie przyniosło znaczących skutków”. Po pierwsze – skoro nie ma podstaw do ostatecznych konkluzji, to na jakiej podstawie JK stawia tak stanowcze tezy? Po drugie – Jarosław Kaczyński wykonał w kampanii tytaniczną pracę nad swoim wizerunkiem, tak aby stał się on strawny dla osób, które nie zagłosowałyby na niego nigdy wcześniej, ale pomyślały o tym i uczyniły to pod wpływem wydarzeń z 10 kwietnia i bezpośrednio potem. Nie zdaje sobie chyba jednak sprawy, że na pozbycie się gęby tak koślawej, jak ta, którą mu przyprawiano przez lata, pracuje się także latami, a nie tygodniami. O niesprawdzeniu się tej strategii wizerunkowej można by mówić może za rok, ale na pewno nie teraz. Teraz dała ona jeden bardzo wymierny efekt, o którym w swoim liście wspominał Marek Migalski: w krótki czasie znacząco spadł odsetek wyborców, deklarujących nieufność do Jarosława Kaczyńskiego. Przy podejmowaniu decyzji wyborczych to bardzo ważny wskaźnik, ważniejszy nawet niż proste deklaracje poparcia. Zwłaszcza w warunkach skrajnej personalizacji polityki lider staje się ważny.
Trzeba tu wreszcie uwzględnić czynnik, który w dotychczasowych kalkulacjach i analizach pojawiał się rzadko. Ważna jest akceptowalność partii, jej priorytetów i polityki przez konkretne grupy społeczne, nie tylko samo słupkowe poparcie. Jeżeli PiS chce zmieniać państwo w dość radykalny sposób, nie może tego robić przeciwko wszystkim, którzy mają na jego działanie realny wpływ. Brzmi to brutalnie, ale polityka jest brutalna. Taka była jedna z przyczyn porażki wyborczej PiS w roku 2007: ugrupowanie Kaczyńskiego nie potrafiło sprawić, aby mieć za sobą choćby jedną liczącą się grupę. Liczącą – nie rekrutującą się spośród wykluczonych czy pokrzywdzonych. Rzecz jasna, spośród innych środowisk na PiS głosowało wielu ludzi – nauczycieli, akademików, przedsiębiorców, także część dziennikarzy. Ale tu chodzi o zdobycie znaczącego poparcia w jednej konkretnej grupie. To się nie udało, nie było nawet próby takiego działania.
Zwolenników JK proszę, aby – zanim zaczną się oburzać – przyjęli do wiadomości, że na razie rzeczywistość jest, jaka jest. Bardzo szanuję wszystkich wyborców PiS i jego prezesa, jednak jest faktem, że nie ma wśród nich żadnej konkretnej grupy z realnym wpływem na dzisiejszą, skrzeczącą, polską rzeczywistość, którzy in gremio wsparliby PiS, widząc w tym własny interes. A to jest niezbędne, aby skutecznie rządzić.
Oczywiście zwolennicy pryncypialności, czyli postawy typu „warto chwalebnie zginąć”, napiszą zaraz, że nigdy, przenigdy z nikim takim dogadywać się nie można. A jednak PiS dogadało się z Samoobroną i LPR, co też wydawało się potwornością. Jednak z punktu widzenia pragmatyki rządzenia było zrozumiałe. Na tej samej zasadzie byłoby zrozumiałe, gdyby dziś Jarosław Kaczyński wziął pod uwagę, że wizerunek, jaki sobie dzisiaj tworzy, będzie mieć dokładnie takie same konsekwencje w przyszłości, jak taktyka PiS w latach 2005-2007. Jeśli nawet PiS wzięłoby władzę – w co mocno wątpię – będzie miało przeciwko sobie znowu wszystkie liczące się w układance grupy, bo dla żadnej z nich wizerunek kostycznego, surowego prezesa nie jest atrakcyjny.
To zresztą temat do rozwinięcia, nie chcę tu poświęcać mu zbyt wiele miejsca.
Kolejne ciekawe miejsce. Pisze prezes: „Stoi przed nami zadanie znalezienia sposobu ominięcia tych medialnych przeszkód i pracujemy nad tym”. Jak pracują – właśnie widać. Rozumiejąc, jak się wydaje, sposób działania medialnej machiny, Jarosław Kaczyński dostarczył jej właśnie kolejnej pożywki na co najmniej tydzień. Brawo.
I wreszcie najbardziej merytoryczny i najważniejszy, jeśli idzie o diagnozę, akapit. Szkoda, że tylko jeden i szkoda, że bez żadnej konkluzji ani zaleceń.
Działacze PiS nie znajdą w liście żadnych wytycznych, dotyczących zbliżających się wyborów samorządowych (a PiS nadal nie pokazało swojego kandydata na prezydenta stolicy; może zresztą i lepiej, gdyby miał to być ktoś w rodzaju Mariusza Błaszczaka). Nie znajdą wytycznych, dotyczących strategii medialnej albo wykazu spraw, na których powinni się skupić w krytyce koalicji rządzącej. Znajdą za to najmocniejsze stwierdzenie z całego przesłania: że sprawą kluczową jest dzisiaj zwalczenie nielojalności. Tę nielojalność należy chyba rozumieć jako kwestionowanie linii, wytyczanej przez prezesa. Gdyby bowiem ktoś zadał sobie pytanie, gdzie leży granica lojalności, nie znajdzie w liście odpowiedzi. Wywód prezesa w tej kwestii brzmi: „Nie oznacza to oczywiście, że uniemożliwiamy dyskusję. Często rozpowszechniane wiadomości, że istnieją w tej kwestii ograniczenia na posiedzeniach władz partyjnych, są nieprawdziwe. Chodzi o to, czy rozumiemy, że bieg historii uczynił nas dziś depozytariuszami wartości narodowych […]”. Nie wiadomo zatem, do którego miejsca można dyskutować, za to wiadomo, że PiS został, zrządzeniem opatrzności, jedynym depozytariuszem wartości narodowych. Nie trzeba wyjaśniać, że takie stwierdzenie musi na każdego umiarkowanego i nawet nieuprzedzonego wyborcę zadziałać jak płachta na byka.
List Jarosława Kaczyńskiego nie jest wybitny. Jest nieszczęśliwy, choć konsekwentnie trzyma się wytyczonej linii. Moim zdaniem – prowadzącej do trwałej marginalizacji jego ugrupowania.

No i wszystko jasne.
Skoro tak Pan ocenia rzeczywistość, to pozostała krytyka jest bez sensu.
Wytłumaczę, najprościej jak można.
Gościu wrzeszczy -Q..wa, pali się!!
A Pan na to - proszę nie używać brzydkich słów, bo to nie wzbudza sympatii strażaków.
Co do wyborów samorządowych, czy uważa Pan, że JK by zdradzał ewentualną strategię w takim liście i to na długi czas przed wyborami?
Sprawę Smoleńska uważam za kluczową, bo tu chodzi o polską rację stanu i w tej sprawie zgadzam się w stu procentach z JK.
I Pan o tym świetnie wie.
PiS nie jest w stanie przełamać obecnego monopolu PO!
Mógłby gdyby chciał zstąpić PO i stać się PO bis. A ponieważ chce prawdziwych zmian w Polsce to sam nie przejmie już władzy. Chyba, że powtórzy się scenariusz węgierski.
A dzisiaj... może tylko obrać kurs na przetrwanie i czekać...
W Państwie demokratycznym - media jako czwarta władza patrzy na ręce 3 pozostałych władz (sądu, rządu, parlamentu) i jest to jej główne zadanie.
W państwie totalitarnym prasa, media i dziennikarze są od likwidowania i oslabiania opozycji i gloryfikowania władzy.
Teraz można zrobic sobie prasówkę w dowolnym dniu i odpowiedziec na pytanie czy Polska jest krajem demokratycznym czy totalitarnym. Dużej filozofii nie ma. Wzory są określone, zarowno w socjologii, politologii jak i etyce mediów.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Czwarta_w%C5%82adza
Czwarta władza - w państwach demokratycznych określenie wolnej prasy (mediów masowych, środków masowej komunikacji, środków przekazu społecznego). Ustawiana jest w szeregu obok władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, gdyż siła prasy jest tak wielka, że może kształtować społeczeństwa i politykę. Poza tym spełnia funkcję kontrolną poprzednich trzech władz, aby nie dochodziło do nadużyć i korupcji.
pozdrawiam i zycze udanej prasówki
dlaczego uważa Pan, że wynik wyborczy JK to zasługa stylu kampanii wyborczej, a nie okoliczności ?
Dlaczego uważa Pan, że PiS ma większy wpływ na wynik wyborów niż dziennikarze ?
PiS i tak jest bez szans, przynajmniej do czasu, kiedy nie zrezygnuje z walki z korupcją, a styl nie ma nic do rzeczy.
"Po trzecie, powrót po kampanii, a dokładniej położenie większego nacisku na sprawę Smoleńska (gdyż sprawa Smoleńska, mimo zaleceń, była w pewnym zakresie podnoszona, np. w takich moich wypowiedziach jak „Wojna polsko-polska skończyła się tragedią” czy „Chłopcy bawili się zapałkami i podpalili dom” – to o politykach PO; czy w akcji prowadzonej przez Zbigniewa Ziobro, szczególnie na terenie województwa lubelskiego, skądinąd z bardzo dobrym rezultatem wyborczym) nie jest kwestią, którą można dyskutować w kategoriach innych niż zasadnicze"
Panie Łukaszu ze słów Prezesa jasno wynika że sobie nie przeczy ponieważ uważa że najlepszy wynik z Lubelszczyzny jest właśnie efektem działań Zbigniewa Ziobry. Lecz zapomina że wybory do parlamentu dotyczą całej Polski i co dobre na Lubelszczyźnie niekoniecznie sprawdzi się w zachodni-pomorskim, PiS ma duży problem na terenach wiejskich z ziem zdobytych tam gdzie wieś ma inny charakter niż ta nie poddana eksperymentowi o nazwie PGR. Pozostaje kwestia dużych miast które zdecydowanie opowiadają się po stronie PO i tak naprawdę to one decydują kto trzyma ster rządów.
Co ważne - zmniejszać w elektoracie poziom negacji, braku zaufania.
"nauczycieli, akademików, przedsiębiorców, także część dziennikarzy"
Można jeszcze dodać - prawników, artystów.
Z tej wyliczanki ewentualnie widzę jedynie przedsiębiorców.
Nie sądzę, tak jak Pan to czyni, by owe grupy odstraszał "wizerunek kostycznego, surowego prezesa". Je odstrasza możliwość zmiany. Bo im jest fajnie w III RP.
"Rozumiejąc, jak się wydaje, sposób działania medialnej machiny, Jarosław Kaczyński dostarczył jej właśnie kolejnej pożywki na co najmniej tydzień. Brawo."
Miał okazję siedzieć cicho.
Za to też oberwałby od Pana. Z oklaskami.
"Działacze PiS nie znajdą w liście żadnych wytycznych, dotyczących zbliżających się wyborów samorządowych"
Nie o tym ten list.
Ale poproszę Prezesa, by na Pańskie życzenie napisał list "Wytyczne w sprawie wyborów samorządowych".
"Gdyby bowiem ktoś zadał sobie pytanie, gdzie leży granica lojalności, nie znajdzie w liście odpowiedzi."
To trudna sprawa. Nie do jasnego określenia.
Pan zna te granice? Np. w swojej redakcji?
Pańska notka nie jest wybitna. Jest nieszczęśliwa.
;)
Dlatego uwazam pana za nieszczęsliwego. Za dziennikarza z dobrymi checiami, który niestety rozumie daną sytuacje polityczna dopiero post factum. W 2007 reklamował pan PO jako "profesjonalną" alternatywę dla "nieprofesjonalnych" rządów PiS- więc niezbyt rozumiał z tego, co sie wtedy działo.
I teraz sytuacja się powtarza.
Na koniec prosze nie zapomnieć okreslić mnie mianem pisowskiego sekciarza. Przyjmę dzielnie na klatę ten wypróbowany ciosik. Niech to bedzie dowód ze nie stracił pan jednak formy. Pozdrawiam.
Pisze Pan kilka akapitów natychmiast dodając,że zleci się kilku i nawymyśla.
Czym Pan się przejmuje?
Wolałbym gdyby pisał Pan o innych kwestiach,ale jeśli ma Pan ochotę krytykować to proszę to czynić odważnie i bez oglądania sie na innych,albo jeśli nie jest Pan pewien tego co napisał to prosze dać sobie spokój.
Te wszystkie Pana i innych dywagacje maja wartość tylko i wyłącznie teoretyczną,chyba że potrafi Pan czytać myśli Kaczyńskiego.
Napisałem Kłopotowskiemu,że dla mnie lepiej jak komentuje sztukę filmową,więc proszę nie pisać,że nikt mu nie zalecił pisania o innych rzeczach.
Pozdrawiam
No więc nastąpił zwrot i teraz jest taka taktyka, która - wg JK - powinna przynieść mu zwycięstwo.
Na jesieni będzie sprawdzam. Jak uzyska gorszy wynik niż 37% czyli z I tury to można powiedzieć, że się mylił - jak lepszy to znaczy, że mógł mieć rację (pomijam już te tłumaczenia, że wybory lokalne to inne niż prezydenckie).
Boję się tylko, że jak będzie gorszy to i tak JK będzie szukał przyczyn gdzie indziej niż właśnie w przyjętej drodze.
P.S. OT bez okularów wygląda Pan trochę jak... okno bez szyb (dzisiejsze "Wiadomości"). Pzdr
zwolenników demokracji liberalnej wewnątrz PiS.
Niech staną otwarcie i spróbują zmienić Prezesa,
tylko nie poprzez media [zaprzyjaźnione].
Czas pokaże czyja racja
Ciekawe jest to jaki list zobaczymy za rok po przegranych wyborach parlamentarnych (żartowałem na pewno zawinią nieprzychylne media) kto tam się znajdzie tylko PO PiS SLD może wreszcie zabraknie PSL :)
Wikipedia:
"Totalitaryzm (dawniej też: totalizm) – charakterystyczny dla XX-wiecznych reżimów dyktatorskich system rządów dążący do całkowitej władzy nad społeczeństwem za pomocą monopolu informacyjnego i propagandy, ideologii państwowej, terroru tajnych służb wobec przeciwników politycznych, akcji monopolowych i masowej monopartii..."
Redaktor Warzecha aspiruje do komentowania listu J.Kaczyńskiego, nie zauważając, że zatracił zdolność obiektywnego oglądu otaczającej go rzeczywistości, Polski AD 2010.
Szanowny Panie Redaktorze, jeżeli wykaże Pan, że POlska jest jeszcze państwem o ustroju demokratycznym, odszczekam powyższe stwierdzenie z radością. Pan raczy nie zauważać, że dzisiejsza POlska stałą się państwem quasi-totalitarnym. Państwem, w którym przestały działać mechanizmy państwa demokratycznego.
Niechże Pan przestanie więc wypisywać absurdalne elaboraty i zamie się sprawami najważniejszymi.
P.s.
Czy w liście do członków partii chciał Pan znaleźć manifest programowy? Wolne żarty Panie redaktorze Szanowny! ;)
A niech Pan łaskawie opisze jaką rolę Polska ma wg Prezydenta i premiera pełnić w Europie w kontekście wizyty pana Ławrowa w Polsce.. .
Niech następnie Pan skonfrontuje to, co prezentuje obecny obóz władzy z pogladami opozycji.
Proszę to zrobić. Wtedy dotknie Pan powaznej polityki i spraw ważnych.
Dotąd "taplacie się" PAństwo dziennikarze w sprawach mało ważnych, plotkarskich, a nie istotnych dla naszego kraju.
Kaczyński nigdy nie będzie Palikotem czy Tuskiem i nie będzie uwodził ludzi. Będzie natomiast mówił jak jest.
Proszę więc napisać "jak jest" wg rządu i prezydenta z PO.
A my wybierzemy.. .
Irytuje mnie ocena słów Kaczyńskiego przez pryzmat postpolityki. Niestety Pan też uległ jej urokowi:
"Nie wiadomo zatem, do którego miejsca można dyskutować, za to wiadomo, że PiS został, zrządzeniem opatrzności, jedynym depozytariuszem wartości narodowych. Nie trzeba wyjaśniać, że takie stwierdzenie musi na każdego umiarkowanego i nawet nieuprzedzonego wyborcę zadziałać jak płachta na byka."
Może zamiast zastanawiać się jak to działa na wyborcę, lepiej zastanowić się czy nie jest to (w odniesieniu do polskiej polityki) prawdą.
Pozdrawiam
Chcialbym zwrocic uwage nie tyle na sprawy merytoryczne co na metodologie - opis sytuacji w mediach ,w warstwie opisowej jest generalnie prawdziwy. Widac ,ze akcje medialna moze zmajstrowac w mediach prawie wszystkich wdlug mnie okolo 10 osob -glowni redaktorzy ,wlasciciele ,rozumieja sie bez slow i robia to to tez z osobistym juz przekonaniem.Bardzo dokladnie bylo to widac w watku "Komorowski samodzielny " w maju ,gdy od 10 rano zorkiestrowany chór glosow podkresla samodzielnosc Komorowskiego ,podobnie teraz z okazji bolesci Mazowieckiego ,nad poszkodowanym Geremkiem.
Ale wnioski z niego plynace moga byc rózne -gdy widzimy dziecko potracone na pasach ,obok stojacy samochód, sprawca wypadku ,mozemy mówic ,ze to samochod potracil dziecko.Tak mówi Pana Jaroslaw- media nienawidza Pisu. Ale tez dziecko moglo wbiec pod samochod .Nad tym mozna sie zastanawiac ,Pan Jaroslaw przyjmuje jedno rozwiazanie, ale uzasadnienia wyboru nie widac.
Gdy zakonczyl kampanie wizerunkowa -uzasadnil to "imperatywem" ,ktorego nie chcial wyjasnic.Teraz dowiadujemy sie co to jest imperatyw -"skutecznosc kampanii wizerunkowej nie przyniosla znaczacych skutkow ". Trudno wszystko uzasadniac oczywiscie w takim liscie ,ale mozna szukac przeslanek domniemywanych .Tu sie jednak nic kupy nie trzyma i jest to temat na osobny wpis.Nawet banalnej kampanii stricte reklamowej nie prowadzi sie trzy miesiace, co dopiero kampanii wizerunkowej.
Podparcie sie faktem ,ze z rozkladu poparcia i sondazy na terenie kraju to ma wynikac -to argument na odczepne pozornie dobrze brzmiacy ,ale zwiazki wynikania teg zdania z tych empirycznych faktów sa tu tajemnicą.One sa "wstepne " ,ale nie wiadomo jakie.Choc dalej mowi sie z wielkoscia pewnoscia wlasnej prawdy o braku elementarnej wiedzy mentorow. Z punktu widzenia tresci listu -sa to na razie prawdy do wierzenia , tylko z pozorami uzasadnienia. Choc moze gdzie indziej jest to zrobione-ale nie tutaj.
Przez caly list przewija ostry podzial na dobro i zlo i mocno podkreslany podzial na prawde i fałsz. I rzecz malo praktyczna - nalozenie tego na siebie .Prawde mamy my a wrog sie myli. Normalnie jest inaczej -ani Pis ani Platforma moze nie miec racji ,obie sie myla ,tak jest najczesciej. Tutaj prawde ma Pis. Jest to niepraktyczne ,bo uniemozliwia szukanie rezerw w Pisie . Kazde wlasne potkniecie moze byc tylko tlumaczone dzialanie wroga.Im wieksze nasze kleski ,tym wrog potezniejszy.
Daje to tez wielka wladze wyznaczania prawdy tego ,kto na naszym czele stoi .Tego kto wroga definuje i opisuje ,czyli Jaroslawa Kaczynskiego.
Nie mozna z tym dyskutowac , bowiem wtedy przyznaje sie racje wrogowi. Wrog racji nie ma. Zatem po co sie dyskutuje ,krytykuje nasza prawde ? -aby wroga wspierac. Wszystko to wynika z nalozenia dobra i zla ,prawdy i falszu .To sztuczny zabieg retoryki wojennej.Ani Jaroslaw Kaczysnki ani Tusk czesto racji nie maja.Jest to malo konstruktywne ,bo odbiera Pisowi prawo do rozpatrywania róznych wariantow postepowania .Moze moglismy zrobic inaczej?
konczy sie tym ,jak w wielu tekstach tutaj ,autorzy dokladaja tylko staran , aby znalezsc argumenty uzasadniajace podane z gory prawde prze Prezesa. Na rzeczywistosc juz nie ma potrzeby patrzec.
Nie znaczy to ze sie Prezes zawsze myli ,czy zawsze mowi prawde,to juz osobny temat.Ale ten schemat moze prowadzic na manowce i szkodzic, bo mierza w strone dogmatu o jego nieomylnosci.
Zwłaszcza to: zwlaczanie.....
Mógłby Autor, po wstawieniu notki, przeczytać przynajmniej tytuł.
" To forma staroświecka. Niezbędny jest mu nowy sposób komunikacji ze społeczeństwem. Nie za pomocą listów, nie za pomocą wiodących mediów. Potrzebuje tego jak ryba wody !!! ".
Pewnie Panu umknęło, że w nowczesnym medium jakim jest internet J. Kaczyński dał wywiad. I co? W "zaprzyjaźnionych" mediach wprost kipi od wściekłych komentarzy nt. tego wywiadu.
Panie Łukaszu, czy przeprowadził Pan kiedyś taką egzegezę jakiegoś wystąpienia Donalda Tuska? Tylko pytam.
Jasne,w listach przewodniczących/przywódców do działaczy partyjnych zawsze są wskazówki i "wytyczne" na wybory :))) Zwłaszcza w Polsce,gdzie każdy manewr polityczny PiS jest odbierany jako...urabianie ludzi,cyniczny i bezwględny pęd po władze oszalałego Jarosława.Kabaret panie :)))
Czy zechce Pan wymienić swoje publikacje dotyczące tego rodzaju spraw?
Lojalność w rozumieniu Jarosława Kaczyńskiego to poddaństwo, niestety.
Po co Ci skalpy? Większość polityków potraciła włosy.
Wydaje mi się (i o to mam pretensje) JK zauważył, że łągodną retoryką zdemobilizował swój elektorat. Przecież po tej katastrofie, zbieranie głosów to było coś jak atmosfera przed wyborami w 89 roku i nagle PIS, sztabowcy sami zaczęli temat smoleńska, różnic wygaszać... Wtedy popierałem takie rozwiazanie ale teraz faktycznie uważam (opisał to celnie Sakiewicz) tej mobilizacji zabrakło. Więcej to antypisowcy się lepiej zebrali (vide frekwencja w miastach czy akcje z zaświadczeniami)
Chyba teraz JK gra włąśnie o maksymalna mobilizację swoich. List taką rolę odegra.
Malkontenci, którzy mają inną wizję mają wybór, zostać i pracować na rzecz ustalonej gry zespołowej lub odejść.
Niesłusznie robi pan porównanie 2005r do 20007.PiS zostawiał kraj w bardzo dobrej kondycji finansowej, zatem wiele środowisk, których sytuacja uległa poprawie mogło sądzić, że PO da im coś znacznie więcej. Pan do takich także należał i co, to myślenie okazało się jedną wielką pomyłką. Szkoda ,że właśnie pan nie robi na tym forum analizy przyczyn pańskiej pomyłki co do PO i dlaczego pan tej partii dzisiaj nie chce dalej popierać.
Ja na miejscu Jarosława Kaczyńskiego tak bym rozumowała gdybym oceniała środowisko wyborców.
Brałabym równiez pod uwagę, że zmienią się preferencje wyborcze z powodu sytuacji finansowej państwa, rok 2011 i 2007 będą nieporównywalne.A ustalenia w sprawie katastrofy te na płaszczyźnie odpowiedzialnosci służbowej i moralnej bedą ,mieć bardzo duże znaczenie.
Myślę, że PiS zagra o samodzielne rządzenie bowiem nie ma z kim tworzyć koalicję.
Trzeba przekonać wyborców, że to jedyna droga do zmian i sukcesu.
Ten list, który wszystkie media analizują jest sukcesem jeśli chodzi o komunikacje.
Z własnych rozmów z ludźmi wiem, spora grupa była raczej zgorszona tą przemianą, co w rezultacie przełożyło się na ich decyzję w lokalu wyborczym.
ale to sedno nieporozumienia, które sympatyzujący krytycy PIS ostatnio artykułują.
"Zwolenników JK proszę, aby – zanim zaczną się oburzać – przyjęli do wiadomości, że na razie rzeczywistość jest, jaka jest. Bardzo szanuję wszystkich wyborców PiS i jego prezesa, jednak jest faktem, że nie ma wśród nich żadnej konkretnej grupy z realnym wpływem na dzisiejszą, skrzeczącą, polską rzeczywistość, którzy in gremio wsparliby PiS, widząc w tym własny interes. A to jest niezbędne, aby skutecznie rządzić."
Tak, to jest prawda. Tak! 8 milionów ludzi zagłosowało bezinteresownie na Kaczyńskiego? Dlatego, że Jarek jest wielki i jest samo dobro:)
Oczywiście PiS jako partia anty elitarna z definicji nie ma jakieś grupy "in gremio" ze swoimi interesami, bo przestałaby być reprezentantem wyborców wqurwionych na coraz bardziej sobie grabiącą elitę, oraz tych Polaków, którzy czasami wychodzą z własnego podwórka( a właściwie z własnego telewizora), którzy identyfikują osobisty, zawodowy interes z interesem Polski.
Nie chcialem zabierac zbyt duzo miejsca. Politologia i socjologia ma ustalone wzory oceniania ustroju spolecznego. To co sie dzieje w Polsce juz teraz mozna nazwac ewenementem na skale europejską. Myśle ze juz wkrotce na swiecie zaczna zauwazac ze Polska nie jest juz panstwem demokratycznym. Jesli dziennikarz chce byc dziennikarzem powinien znac te wzory bo wchodza one w sklad etyki mediow.
pozdrawiam
Moim zdaniem omijanie dziennikaneri (proszę tego określenia nie brać do siebie) jest jak najbardziej uzasadnione i mam nadzieje, że przyniesie dobre rezultaty - jeśli będzie stosowane konsekwentnie. Niestety co do konsekwencji w PiS to bywa różnie.
Pozdrawiam,
pozdrawiam
Tylko ciekawe jaki to może być sposób, bo skoro "wiodące media" są nie do wykorzystania, pozostają listy.
Nie ma się czym przejmować.
Niedługo będzie jeszcze śmieszniej (kiedy nastąpią masowe, spóźnione powroty).
Gdyby Pan chciał, to by Pan sobie wyguglał. Naprawdę łatwo znaleźć.
A Pan, Panie Łukaszu, kiedy zacznie Pan myśleć?
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/09/05/jedna-wladza-jedna-elita/
W państwie totalitarnym prasa, media i dziennikarze są od likwidowania i oslabiania opozycji i gloryfikowania władzy"
To jest b. istotne kryterium oceny systemu, które Pan przywołał.
Doświadczony dziennikarz (P. Warzecha)powinien to wiedzieć i dziwię się, że uparcie koncentruje się na "dzieleniu włosa na czworo" w PiS-e.
http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/300891,znana-dziennikarka-wyleciala-za-propisowskie-poglady.html#komentarze
Przewodnicząca Rady Programowej TVP Janina Jankowska straciła posadę w Wyższej Szkole Dziennikarstwa imienia Melchiora Wańkowicza. Jak sama twierdzi, wyrzucił ją inny znany dziennikarz Stefan Bratkowski. Za co? Za "propisowskie poglądy
Dalej dziennikarka przytacza swoją rozmowę z Bratkowskim.
"Dzwonię do Stefana Bratkowskiego. Pytam: Stefan, czy to Ty zadecydowałeś? On na to .
To studenci pytani o światopoglądowe powiązania wykładowców z PiS, wskazali także ciebie.
Stefan – mówię, może mało parlamentarnie – ty upadłeś na głowę. Prowadzę warsztaty dziennikarskie i żaden z moich studentów nawet nie domyśla się moich poglądów. To prawda – mówi Stefan, ale pracowałaś dla prezydenta Kaczyńskiego (ordery dla ludzi Solidarności) i .... twoje wypowiedzi w w TVN".
pozostawiam bez komentarza. Jesli ktos ma jakies jeszcze watpliwosci ze Polska nie jest juz panstwem demokratycznym.
Takie rzeczy uczono na wiedzy o spoleczenstwie. Na studiach sie to przypomina. Ale jak sie jest zajetym zwalczaniem opozycji to nie ma sie czasu na przypominanie swojej wiedzy. Kazdy dziennikarz w Polsce powinien zrobic sobie podsumowanie.
Od 10.04.2010 ile artykułów krytycznych napisał na temat rządu a ile artykułów krytycznych napisal na temat opozycji.Potem moze podsumowac swoja redakcje i na koncu cale polskie media.
http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/300891,znana-dziennikarka-wyleciala-za-propisowskie-poglady.html
Polecam artykul.
pozdrawiam
Odwzajemniam:
http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2010/09/05/jedna-wladza-jedna-elita/
Ziemkiewicz chyba zaczyna widzieć ... ;)
Na wojnie wytoczonej politykom PiS przez "UKŁAD", właśnie lojalność musi być najważniejsza.
Dobry żołnierz, ale nielojalny jest stokroć gorszy od mniej sprawnego, ale lojalnego, gdyż moze zawieść w kluczowych momentach. Zaś na tych lojalnych można liczyć w kazdej sytuacji.
A że na wojnie zdarzaja się wcale nierzadko sytuacje ekstremalnie trudne, to J. Kaczyński ma 100,0 % racji.
Skoro i list prezesa PiS-u dotyczy tego samego tematu - dlaczego zatem zarzuca mu Pan brak merytoryczności i "analizy spraw konkretnych"? Przecież sytuacja w tej partii i wystąpienia jej prezesa są rzeczami dla Polaków najważniejszymi, o czym Pan i Pańscy koledzy zapewniają nas na każdym kroku.
Po wtóre - nie może Pan wiedzieć, czy zgadzam się czy nie zgadzam z Pańskimi tezami, bo nic o tym nie napisałem, zaś Pana "tezy" są dowolnymi ocenami, a z czymś takim nie należy polemizować.
Jeśli Pan napisze o zmianach w polityce zagranicznej, planach reorganizacji służb specjalnych czy na temat umowy gazowej i jej skutkach dla Polaków - wówczas możemy podyskutować.
napisałem na swoim blogu list otwarty do Marka Migalskiego, i dokonywałem jego "korekty" i mam pytanie
czy w liście otwartym do kogoś pisanie o tym kimś, że jest "synonimem obciachu" pozostawia pole do dyskusji?
czy reakcję nazwiemy "zwalczeniem nielojaności"
pozdrawiam
Oczywiście, że prezes partii (jak każdy szef firmy do klientów) nie będzie mówił do wyborcy jak traktuje swoich podwładnych. A musi jednak ich jakoś trzymać.
No i ma prawo w stosunku do nich używać języka w stylu "nasza firma jest najlepsiejsza". Jak każdy szef.
No i ma prawo jak każdy szef przedstawiać wytyczne w taki sposób jaki chce - przemawia do osoby przekonanej i to ta osoba ma się podporządkować a nie on. Tu z definicji nie ma potrzeby PR-u.
Co do nadmiernego skupienia się na katastrofie smoleńskiej - JK napisał, że zajmowanie się nią nie może zaburzać zajmowania się innymi sprawami (gospodarką, wyborami samorządowymi), więc o co chodzi?
Tak więc no my tu chyba nie rozumiemy po prostu intencji JK. Nie jestem JK ale próbuję go zrozumieć.
Pozdrawiam.
Jak na każdej wojnie potrzebna jest armia i przywódca, żeby zwyciężyć wroga - to jest wojna o Polskę!!!.
A unukalhai wyłuszczył, co znaczy dobry, a nielojalny żołnierz.
Wówczas, to powstały tak silne podziały pomiędzy PiS i PO, które spowodowały powołanie rządu z "przystawkami", które z kolei zostały wyeliminowane ze sceny politycznej.
Zmiany wizerunkowe nie miały w gruncie rzeczy istotnego wpływu na preferencje wyborcze, bo Kaczyński nie wygrał wyborów, nieznacznie, ale jednak. Śmiem twierdzić, że zmiana entourage,u mogłaby wpłynąć na wzrost poparcia,ale musiałaby zaznaczyć się w dłuższym przedziale czasu, mierzonym co najmniej kilka miesięcy o ile nie lat.Nadto, wymagałaby przeorientowania kierunku politycznego ponad akceptowalną normę. Można podlizywać się 2-3 tygodnie, lecz przez wiele miesięcy
jest niedorzecznością.
Ciekawe jakąż to konkretną grupę z realnym wpływem ma Pan na myśli, niezbędną do rządzenia?
List nie musi być wybitny, wystarczy,że jest prawdziwy
i komunikatywny, a te wymagania spełnia, pozwalając na stwierdzenie, iż wszystko jest pod kontrolą i nic się nie zdewaluowało.
pozdrawiam
Jesli np., powodz zaleje Pabu dom (czego oczywiscie
Panu nie rzycze) to ja Panu pomoge. Dam 100, moze
nawet 150 zlotych.
Jesli to samo spotkaloby JK to dam 10,000, moze nawet
15,000 zlotych.
Dlaczego? - To proste. Mysle bowiem, ze gdyby sytuacja
byla odwrotna to panska lojalnosc (slowo lojalnosc
rozumiem w ten sposob, ze obiecujemy sobie na wzajem
w potrzebie pomagac) w stosunku do mnie tez bylaby
warta 100-150 zlotych, a lojalnosc JK bylaby warta
10,000-15,000 zlotych.
No coz. Przecietny polski POstkomunista wierzy, ze
wszelkie myslenie w kategoriach "obiecujemy sobie na
wzajem pomagac" to jest podla sztuczka ktorej celem
jest "ukrasc im owoce ciezkiej pracy" przez ludzi
ktorzy sa leniwymi nieudacznikami. I jak wiadomo,
skutkiem skutkiem PRLowskiej atomizacji jest to, ze
tacy Solidarnosciowcy/PiSowcy jestesmy w mniejszosci.
Smieszna wiec bardzo jest ta wasza troska o nas.
Bardzo mozliwe, ze przegramy nastepne wybory. Dla nas
nie to jest najwazniejsze. Tym bardziej, ze wbrew
histerycznym wrzaska ktore maja wdrukowac w glowy
ludzi, ze PISowcy to sa ci gorsi jest odwrotnie.
Ci "przegrani" sa w tych 50% ktore nie glosuja.
Przecietny zwolennik PiSu jest lepiej wyksztalcony
i radzi sobie lepiej niz przecietmy zwolennik PO/SLD.
Nie widzę powodu, żeby się powtarzać, ale to jednak zrobię: powtarzanie po raz 1437 wywodów o mediach i atakowanie Migalskiego to nie są sprawy konkretne i mające znaczenie dla dzisiejszej polityki. Dla niej mają znaczenie kwestie, o których prezes wspomniał w jednym akapicie.
Jesli tak, to bardzo mi przykro...
Jak widzę, nie wyjaśni nam Pan podstawy swojego przekonania odnośnie tego, iż to styl kampanii, używany język i unikanie ważnych tematów przyczyniło się do wzrostu notowań JK, a może raczej - decydująco wpłynęło na liczbę oddanych na niego głosów.
Przecież już wybraliście... Po cóż więc męczyć Pana redaktora?
Pzdr
"
Ach, to na prywatnych uczelniach nie obowiązuje prawo ?
Demokracja to ustój, w którym prywaciarze nie muszą przestrzegać demokratycznie uchwalanych praw?
To może skomentowałby Pan wyrzucenie za kolor skóry murzyna z prywatnej uczelni w USA .
To się różnimy. Obowiązuje wolność poglądów politycznych, bez względu na to, jak są "zaciekłe".
Co innego, gdyby poglądy polityczne jawnie deformowały tok prowadzonych zajęć, ale zwykłe zdradzenie swoich poglądów studentom nie może być tytułem szykany, jaką jest zwolnienie z pracy.
Polecam się zastanowić dlaczego tak WIELE osób widzi to że nie zajmuje się Pan sprawami ważkimi dla Polski, a jedynie pomaga układowi.
Odpowiedź do p. Ściosa poniżej krytyki.
Jak się miała liczzba osób uprawnionych do głosowania figurujących na listach wyborczych do ich obecności (fizycznej)w kraju. Kto , kiedy i w jaki sposób aktualizował stan wyborców mogacych oddac głosy w sytuacji, gdy setki tysiecvy ludzi regularnie wyjeżdzają/przyjeżdzają ze swoich miejsc zameldowania.
Czy tego rodzaju dane sa brane pod uwage przy konstruowaniu list wyborczych/
Przeciez ta pula "wyjechanych", a uwzględnionych-figurujacych jako uprawnieni na listach wyborczych to "rezerwa" głosów, które można wykorzystać (wrzucic w zastepstwie kartkę wyborczą do urny i odhaczyć obecność "tego" wyborcy na liście obecności).
Z tego co wiem, listy aktualizauje sie jedynie o dane z USC (zgony, nowe meldunki). Reszta uprawnionych pozostaje tak jak na listach poprzednich.
Chociaz sporej części nie ma fizycznie w Polsce.
czy to nie jest temat wazny?
Albo z innej beczki, o której godzinie przed losowaniem wysyłane sa kuponu w Lotto, na które wygrywana jest "kumulacja".
Przy serwerach naliczajacych zagrane kombinacje w czasie rzeczywistym, wiadomo jakie kombinacje pozostają "niezagospodarowane'. One są do "zagospodarowania".
Dlaczego zaden z dziennikarzy nie interesuje sie tym, kto jest w zarzadzie i RN przedsieboiorstwa "Totalizator sportowy".
Co to za ludzie, jaka jest ich biografia i dlaczego skierowano ich tam, gdzie są.
No i na koniec, Artur Nicpon ma , jak zwykle, rację.
Smoleńsk 2010 to jest cezura.
Za Polska, albo przeciwko Polsce.
Tylko taki pozostawiono nam wybór.
- Pani Janina Jankowska w żaden sposób nie wyrażała swoich pogladów politycznych w czasie oraz miejscu pracy. Czyli w godzinach pracy na terenie pracy Pani Janina Jankowska skupiała sie na nauczaniu.
- Z rozmowy z właścicielem wynika, ze powód zwolnienia to jej poglady wyrażane poza mjejscem I godzinami pracy.
Z tego co mi wiadomo powodem zwolnienia zarówno w szkołach panstwowych jak I prywatnych moze byc naganne lub karalne zachowanie w miejscu pracy lub skrajnie naganne zachowanie poza miejscem pracy.
Z tego co mi wiadomo w krajach demokratycznych prawo wyrazanie róznych pogladów jest prawem zapisanym w konstytucji I nie jest ani naganne ani karalne za wyjatkiem opcji politycznych, które prawo karne zakazuje.
Podsumowując Pani Janian Jankowska zaostała zwolniona za poglądy, które zgodnie z konstytucją demokratycznego kraju miała prawo wyrażac poza pracą.
Z tego co mi wiadomo poglądy ProPiSowskie nie sa oficjalnie karalne, jesli jest inaczej prosze zacytowac odpowiedni przepis prawa karnego.
Wniosek jest taki, że albo poglady ProPiSowskie zostały prawnie zakazane albo Polska przestała byc krajem demokratyznym, który szanuje prawa konstytucyjne obywateli.
Lubię Pana, co nie przeszkadza mi nie zgodzić się z Pańskimi tezami.
JK postawił sprawę jasno, konkretnie i...lojalnie wobec członków PiSu.
Bo przecież oni są adresatami listu.
Sprawa tragedii smoleńskiej JEST najważniejsza, a JK doskonale wie, że obecnej władzy i nie tylko jej, wcale nie zależy na jej wyjaśnieniu.
Ale wie także, że musi oprzeć się na ludziach, dla których prawda, honor, tożsamość, suwerenność, demokracja, jest równoznaczne z myśleniem o Polsce.
Pozdrawiam;)
W związku z tym tak testowo prosze napisac dwa artykuły, które są krytyką działań redaktora naczelnego Faktu. Powinien Pan napisac, że sie nie zgadza z linią programową gazety i ze redaktor naczelny powinien zacząc myślec o rezygnacji. Może je Pan opublikowac tutaj na salonie24, tak żeby eksperyment był najbardziej zblizony do pierowzoru.
A potem prosze nas poinformowac czy nadal jest Pan dziennikarzem "Faktu".
Jeśli chce Pan byc wiarygodny to prosze przeprowadzic taki eksperyment i potem sie wypowiadac na temat tego czy lojalnosc powinna byc pojeciem wymarłym czy wciąż zywym.
Ograniczanie prawa prywatnego pracodawcy do decydowania, kogo chce zatrudnić, a kogo zwolnić, może działać w każdą stronę.
Żądamy prawdy o katastrofie!
Ograniczanie prawa prywatnego pracodawcy do decydowania, kogo chce zatrudnić, a kogo zwolnić, może działać w każdą stronę.
Niektórzy uważają, że miarą ucywilizowania człowieka jest jego zdolność do niezauważania u innych tych cech, których wartości społeczeństwo umówiło się uważać za równorzędne.
Kiedyś to był kolor skóry, po drugiej wojnie filozofowie mówili o stosunku do Żydów, a współcześnie ludzkość dorabia się znacznie szerszego katalogu.
O ile cecha oriantacji seksualnej jest dopiero wprowadzana i w związku z tym może budzić różne kontrowersje, to cecha przekonań politycznych jest od dawna w katalogu "nierozpoznawalności". To oznacza, że w stosunkach formalnych wiedza o cudzych przekonaniach politycznych jest zakazana i nie wolno jej pozyskiwać.
Oczywiście, zakaz ten nie dotyczy stosunków prywatnych. W rzeczywistości posmoleńskiej przestałem poważnie traktować wszystkich znajomych, którzy głosowali na BK. No, ale nie robię im na złość.
O ile osobiste poglądy pracodawcy w tym temacie przed zatrudnieniem czy w trakcie zwalniania sa jego prawem to zarówno przed zatrudnieniem jak i w trakcie zwalnania nie ma prawa uzasadniac swoich decyzji tym, ze nie lubi protestantów, homosexualistów czy osoby o innnych pogladach politycznych. Jeśli w taki sposób uzasadnia swoją decyzję to w kazdym demokratycznym kraju miał by kłopoty z powodu łamania konstytucji i prawa karnego.
Uważam też że etycznie rzecz biorąc w swojej wypowiedzi podważa Pan prawo konstytucyjne i karne co jako osobie publicznej nie przystoi.
(...)Z tekstu, który Pan napisał wynika, ze potrzeba lojalnosci nie jest poprawna i jest oraz powinna byc pojeciem wymarłym i politycznie nie poprawnycm(...)
Bardzo prosze otworzyc słownik i wyjaśnic sobie znaczenie dwóch słów:
- wynika (subiektywna ocena tekstu czytanego)
- jest napisane (obiektywna, cytowana ocena tekstu pisanego)
Teraz prosze odpowiedziec, które słowo użyłem.
Jeśli Pan napisze, że dla Pana lojalnośc jest bardzo ważną cechą i bardzo potrzebną w zyciu publicznym szczególnie gdy partia jest atakowwana. Jeżeli Pan napiszę, że w związku z tym, ze lojalnosc jest ważnym pojeciem to Jarosław Kaczyński miał prawo (tak jak kazdy prezes firmy czy partii) jej wymagac to przeproszą za moją ocenę Pana tekstu. Poprostu uznam, ze niesłusznie zrozumiałem, że dla Pana pojęcie lojalnosci jest wazne i szanuje Pan prawo innych do jej wymagania.
To tyle z mojej strony.
Na koniec jeszcze raz napisze, że z wielką chęcia przeproszę za moje złe zrozumienie Pana tesktu jesli Pan napisze, że uważa Pan "Lojalnośc" za pojecie bardzo ważne i szanuje Pan prawo innych do jego wymagania.
Ależ Panie Łukaszu, jeśli by to była Pana uczelnia, i znane by były wartości i poglądy, którymi kieruje się Pan i uczelnia, to nie ztrudniłby Pan "zaciekłego lewicowego liberała", prawda?
A i "zaciekły lewicowy liberał" nie powinien się u Pana zatrudniać.
Nie było by potrzeby zwalniania.
Na miejscu Janinu Jankowskiej złozyłabym wypowiedzenie, bo nie mogłabym pracować z i na Bratkowskiego, który stosuje stalinowskie metody /namawia studentów do donoszenia na swoich wykładowców - i robi czarne listy/
PS. odpowiedź na Pana odpowiedź 6.39
Publicyści też mają poglądy, chociaż nie muszą być niczyimi żołnierzami i dobrze.
Ale ponieważ nimi nie są, to dlaczego chcą pisać strategię dla nie swojego wojska?
Jarosław Kaczyński jest przywódcą na miarę naszego bardzo trudnego czasu i potrzeb Polski.
Takiego nam potrzeba, aby uratować Polskę. Potrzebne jest polityczne wojsko - żadne tam wizerunki, poprawność polityczna, kariery, stanowiska i inne ambicje.
Po 10 kwietnia nie ma na to miejsca - komu się to nie podoba niech opuszcza szeregi partii, a nie skamle.
Proszę przeczytać wywiad z posłem Sellinem w Rzepie - PO 10 KWIETNIA TYLKO Z PIS-em!!
Ciekawe dlaczego dziennikarze nie wałkują tego wywiadu, tylko cały czas Migalskiego?
Bo są funkcjonariuszami jednej partii /bo to nie są poglądy, to służba/, jeśli byliby dziennikarzami i byliby rzetelni zachowaliby równowagę w przekazie.
Pozdrawiam
Jak zresztą większość wypowiedzi JK
Z tymi zakazami dyskryminacji to bym nie przesadzała - według mnie to cechy ideologii poprawności politycznej, którą uważam za najgorszą ZARAZĘ naszych czasów.
Na tej podstawie każdy może oskarżyć nas o rasizm, dyskryminację, molestowanie itp.z byle powodu, niezgodnego z prawdą.
Jeśli miałabym prywatną uczelnię o określonych wartościach to dlaczego miałabym zatrudniać kogoś o innych pogladach i innych wartościach i narażać się na dywersję i nielojalność?
Każdy kto na taką uczelnię się zapisze, kto taką uczelnię wybierze, zrobi to świadomie, prawda?
A ja mam prawo dobierać sobie pracowników zgodnie z moimi ideałami i tych, którzy taką uczelnie wybierają, bo oni tego oczekują, tego są pewni.
Myślę, że zawsze należy sięgać do przyczyn, a nie leczyć skutki.
Reasumując - znając Bratkowskiego nigdy na jego uczelni nie wykładałabym.
Poznając jego stalinowskie metody /donoszenie przez studentów o prywatnych poglądach wykładowców i tworzeniu czarnych list/ zwolniłabym się sama.
Pozdrawiam
Czy może Pan wskazac fragment listu mówiący np.
Pisze do was aby głównie wyjaśnic wam, że interesuje mnie lojalnosc i to będzie głównym tematem mego listu.
to, ze lojalnosc jest głównym tematem listi jest Pana obiektywną ocena.
Wedlug mnie ( a nie jestem członkiem PiS i nie jestem zwolennikiem, raczej wspieram każde ugrupowanie ktore chce rozwiązac zagdakę Smoleńska) to głównym zagadnieniem listu było zafałszowanie rzeczywistości społecznej przez media i prowadzenia nagonki na PiS.
jeszcze raz powtarzam dla mnie glownym zagadnieniem listu bylo zakłamywanie rzeczywistości społecznej przez media. i media szybko potwierziły te słowa poprzez tytuły artykułów na temat listu.
Jeszcze raz pisze. Nie interesują mnie spory więc z wielka chęcią Pana przeproszę.
Proszę napisac zdanie:
Uważam że Lojalnośc jest waznym pojeciem i szanuje prawo innych do jej wymagania.
Jesli napisze Pan takie zdanie to natychmiast ujrzy Pan moje przeprosiny, ze zle zrozumiałem Pana tekst i Pan jako dziennikarz nie zabrania nikomu prawa do lojalności i jednoczesnie uważa, że pojecie to jest bardzo ważne i powszechnie stosowane.
Jesli ma Pan wątpliwości co do stosowania pojęcia lojalnosci to proszę napisac dwa listy w stylu Pana Migalskiego skierowane do Redaktora naczelnego Pana gazety.
Tak więc czekam na jasne określenie Pana co do pojecia lojalnosci i prawa innych do jego wymagania.
Tak na marginesie prosze także odświezyc sobie znajomosc pojęc i roznic pomiędzy lojalnością a posluszenstwem, bo myślę, że tu tkwi Pana błąd. W własciwym rozumieniu znaczenia słów.
Czyli jeszcze raz. To że masz poglądy dyskryminacyjne to twoja sprawa ale jeśli zaczniesz je stosowac w uzasadnieniu i obnosic sie z nimi to masz problem. Każdy pracodawca podlega pod ustawę o konstytucji i prawo przeciw dyskryminacji.
Jeszcze raz, każdy obywatel Polski i UE podlega pod te same prawa.
A prawo mówi wyraznie nie możesz kogos zwalniac z pracy lub odmawiac zatrudnienia tylko dla tego, ze ktos ma inny kolor skóry czy inne poglądy polityczne. Jeśli to robisz to łamiesz prawo.
To jest sedno sprawy - mieszanie LOJALNOŚCI z POSŁUSZEŃSTWEM.
Wsród lojalnych też są spory, dyskusje, walka na argumenty o metody dojścia do celu.
Ale cel jest jeden i ten określa przywódca i dostarcza swoim zwolennikom uczciwie wiedzę na ten temat, aby mogli dokonać wyboru.
Tak, jak zrobił to Jarosław Kaczyński. Władzy przywódczej nie można dzielić, ani jej delegować. To oczywista oczywistość.
Pozdrawiam
Poprawione zdanie.
Naprawdę bardzo prosze jasno się określic co do Pana postaw do pojęcia lojalności i prawa innych (w tym Jarosława Kaczynskiego) do jej stosowania i z mojej strony temat będzie zakończony.
W praktyce oczekuje od Pana takiego zdania:
Uważam, że pojecie lojalnosci jest wciąż obowiązującym pojeciem, która ma ogormne znaczenie a prawo do jego wymagania mają wszyscy w tym Jarosław Kaczyński.
Takie Pana zdanie zakończy dyskusję i ujrzy Pan moje przeprosiny.
pozdrawiam
Inny kolor skóry, czy inne poglądy polityczne dla normalnego pracodawcy nie mają żadnego znaczenia, jeśli taki jest dobrym specjalistą, którego pracodawca potrzebuje i jesli taki jest lojalnym pracownikiem, jak inni.
W mojej głowie nie ma pogladów dyskryminacyjnych:):), ale w mojej głowie jest moje prawo.
Jeśli "zaciekły lewicowy liberał" wie, że prowadzę uczelnię /zostawimy już ten przykład/ opartą o wartości chrześcijańskie, katolicką i chce się u mnie zatrudnić, to chyba tylko po to, żeby mnie oskarżyć o dyskryminację. Nieprawdaż? Jemu wolno nieakceptowac moich poglądów i pchać się do mnie, a mnie nie wolno mu odmówić?
Nie odniosłeś się do poprawności politycznej - prawo jest ustanawiane zgodnie z tą ideologią. I nie uważasz, że dyskryminuje tych, którym coś bezwzględnie narzuca?
Na zasadzie mniejszość rządzi wiekszością?
Pozdrawiam
To co on robi w zyciu prywatnym jest jego sprawą o ile nie łamie prawa. Z tego co wiem postawy proPiSowskie nie sa karalne.
Jeśli natomiast ta osoba próbowałaby propagowac, nie wyrażac swoje poglądy na terenie miejsca pracy to wtedy ona łamie prawo i masz prawo ją zwolnic.
Podkreśle tylko że jest roznica miedzy propagowaniem (aktywnym działaniem w celu zmiany czyis pogladów) i wyrażaniem pogladów czyli pasywną postawą, która może sie wyrazac np. w odpowiedzi na czyjes pytanie o preferencje wyborcze.
Prawo jest prawem i kazdy ma swoją własna etyke w tej sprawie. Ja osobiscie oddzielam miejsce pracy od zycia prywatnego. Jesli dany pracownik nie propaguje (agituje) poglądów na terenie uczelni a skupia się na nauczaniu to gdzie jest problem?
Prawo jest jasne, zwolnienie Janiny Jankowskiej z powodu jej pogladów które wyraża poza szkołą i miejscem pracy byłoby złamianiem prawa.
Osobiste poglady osób na temat pracy innych osób o innych pogladac sa kwestia indywidualnej etyki.
pozdrawiam.
P.S
Nie chcę poruszac wiecej tego tematu tutaj ponieważ nie jest on bezpośrednio związany z tematem tekstu pod którym piszę komentarze.
Nie ma między nami różnicy w tym, że zwalnianie za poglądy polityczne , które wyraża ktoś poza miejscem pracy, jest złamaniem prawa. Ale ja generalnie o czym innym.
Pozdrawiam
Jesli w statusie szkoły i w opisie stanowiska miałabys propagowanie wartości katolickich oraz nie propagowanie innych wartości to osoba podpisując umowę musiałaby to zakceptowac a złamanie zasad np.propagowaniem w szkole ateizmu mogłoby skutkowac zwolnieniem i mialabys do tego prawo.
Natomiast nie sądze aby w statusie omawianej szkoły byl zakaz poglądów ProPiSowiskich wyrażanych w życiu prywatnym gdyż byłoby to sprzeczne z konstytucją, prawem.
to już zupełnie na koniec tej rozmowy
pozdrawiam
Zawsze w takiej dyskusji przywołuję chciejstwo posłów, którym wydaje się, że uchwalili jedno, a sądy im udowadniają, że uchwalili całkiem co innego.
ndb2010 ma pewne podstawy, aby twierdzić, jak twierdzi.
ŁW: Działacze PiS nie znajdą w liście żadnych wytycznych, dotyczących zbliżających się wyborów samorządowych ... . Nie znajdą wytycznych, dotyczących strategii medialnej albo wykazu spraw, na których powinni się skupić w krytyce koalicji rządzącej. Znajdą za to najmocniejsze stwierdzenie z całego przesłania: że sprawą kluczową jest dzisiaj zwalczenie nielojalności. Tę nielojalność należy chyba rozumieć jako kwestionowanie linii, wytyczanej przez prezesa.
najmocniejsze przesłanie = usunięcie nielojalnych
należy rozumieć --- przypisywanie prezesowi określonego znaczenia terminu nielojalność, w zdaniu, które w ogólnym kontekście wygląda i na kpinę z prezesa, i na kpinę z takiego pojmowania lojalności.
Ogólny ton całej wypowiedzi też wygląda na zaowalowaną kpinę z listu prezesa.
No i insynuacja tego zdania, wszystkim wiadomo, że chodziło o publiczną krytykę działań, a nie lini, prezesa, a Pan bezpodstawnie przypisuje prezesowi zwalczanie kwestionowania wyznaczanej przez niego linii (politycznej, partii ?). Wewnątrz partyjne kwestionowanie.
Gdyby bowiem ktoś zadał sobie pytanie, gdzie leży granica lojalności, nie znajdzie w liście odpowiedzi. Wywód prezesa w tej kwestii brzmi: „Nie oznacza to oczywiście, że uniemożliwiamy dyskusję. Często rozpowszechniane wiadomości, że istnieją w tej kwestii ograniczenia na posiedzeniach władz partyjnych, są nieprawdziwe.
Nie gońmy w piętkę.
Chyba, że wprowadzisz zakaz tworzenia np. katolickich szkół. Trochę ich do likwidacji by było.
Taki np. prof. Hartman/ateista jest absolwentem KUL-u ponoć. Czyż nie ciekawostka?
Nie mówiąc o innych absolwentach tej uczelni, też ateistach.
A podstawową misją tej uczelni /KUL-u/ jest m.in."kształcenie i wychowywanie inteligencji katolickiej oraz współtworzenie chrześcijańskiej kultury"
że pojecie lojalnosci jest wciąż obowiązującym pojeciem, która ma ogormne znaczenie a prawo do jego wymagania mają wszyscy w tym Jarosław Kaczyński.
Tytuł artykułu może byc np. Każdy ma prawo do lojalności w tym Jarosław Kaczyński.
Jeżeli w jakiejs innej sytuacji, nie związanej z moja skromną osobą a związaną z zdrowym poczuciem etyki zawodowej i rozumienia pojęc zauważe taki Pana teskt to w poczcie wewnętrznej oraz na blogu ujrzy Pan moje przeprosiny. do tego czasu utrzymuje co napisałem.
To tyle z mojej strony.
co do moich intencji to staram się zawsze stawac po stronie słabyszych i tych którzy sie sami bronic nie mogą.
Uniwersytet = wyższa uczelnia = uniwersalna uczelnia
jest czymść innym niż
szkoła religijna = szkoła kościelna = szkoła zakonna
KUL jest czymś pośrednim. Naucza nie tylko teologii.
W szkole uniwersalnej nikt nie wpaja wiary, tylko naucza na podstawie zdobyczy umysłu, które są logicznie weryfikowalne, i stąd, wszystko jedno, kto tam naucza, pod warunkiem, że potrafi wnioskować w dziedzinie, którą uczy.
Natomiast w szkole religijnej nauczyciel musi przede wszystkim przekonywać siłą własnej wiary, i dlatego nie może być ani ateistą, ani innego wyznania.
A partyjne agentury działają jak szkoły religijne, bowiem studentom nie można podsunąć zwątpienia w głoszone idee.
Nie wykluczam zdolnosci PiSu do zwycięstwa wyborczego. Łaska wyborcy na pstrym koniu jezdzi. Choc trudno sobie wyobrazic sytuację by w najblizszym czasie wynik na poziomie 2005 roku (27%) dał zwyciestwo.
Nie wyobrażam sobie natomiast by PiS realnie przejął władzę. Pierwszym powodem jest brak poparcia w jakimkolwiek istotnym dla rządzenia krajem środowisku (pisze o tym p.Łukasz) czy w jakiejkolwiek istotnej dla rzadzenia instytucji. Zwracam uwagę, ze w 2005 roku mimo posiadania i premiera i prezydenta PiS cały czas spotykał sie z obstrukcją. Drugim powodem jest szczupłośc kadry. Mozna zżymac sie na sposób rządzenia przez PO ale w sposób ciągły powieksza ona swój zasób kadrowy. Są ludzie w PE, są w rzadzie i parlamencie, są w samorzadach, szczególnie wielkich miast. Jest z kogo wybierac. A jeszcze korzysta z zasobów obcych (Hubner, Belka). Natomiast PiS się personalnie zwija. Jak jeszcze wyautuje tzw. liberałów to zostanie Prezes, Ziobro i personel. W żadnym duzym miescie z Wa-wą włącznie nie ma w tej chwili istotnego kandydata PiS na prezydenta miasta. W ostatnich dużych miastach, w których rządził (Łódz i Częstochowa) prezydentów odwołali im mieszkańcy w referendum.
Jarosław Kaczyński jest wytrawnym politykiem. Nie wierzę by nie widział tej sytuacji. Może wiec rację ma Michał Karnowski, ze Prezes machnął ręką na wybory 2011 i czekając na spodziewana wywrotkę PO szykuje przetrwalnik złożony z najwierniejszych, a zaatakuje dopiero w 2015 r. Tylko, ze tą wywrotkę, która ma PiS wynieśc do władzy to odczujemy wszyscy na własnej skórze.
Pozdrawiam autora bloga i gości.
Wnioskuję z niego, że są jednak różne szkoły i uczelnie:). Reszta jest kwestią dokonanego wyboru.
Acha i jeszcze jedno, student zawsze może zwątpić w głoszone idee, mimo, że mu się go nie podsuwa. Tak, jak powinien potrafić ocenić te zdobycze umysłu, na podstawie których uczą w szkole uniwersalnej.
PO nie jest partią, tylko agenturą, skoro wystarcza jej zdobycie władzy, a swoją działalność opiera na koniukturaliźmie, a nie na określonych ideach.
Prezes nie machnął ręką, ale nie ma innego wyjścia. Nie dziwię mu się, jak można do idei PiS przekonać tych naprzeciw krzyża ?
Niestety, demokracja to nie dla Polaków.
Powyższe Pańskie słowa bardzo wyraźnie demaskują dwie fundamentalne prawdy o Polsce -
Pan sam je demaskuje.
1. Otóż stwierdza Pan wprost, że partia reprezentująca określone poglądy - PiS, oraz skupiająca obywateli o określonym światopoglądzie, mająca swoich wyborców, elektorat ogromny, bo niewiele mniejszy niż PO (pokazały to wyniki I tury ostatnich wyborów) nie ma jednocześnie swoich przedstawicieli i zwolenników "w jakiejkolwiek istotnej dla rzadzenia instytucji." Ja się w tej kwestii z Panem zgadzam, tak jest i rugowanie zwolenników PiS ze wszystkich sfer życia społecznego ma miejsce nieustannie od 1945r i od 3 lat znacząco się nasiliło. Natomiast szokuje mnie to, że Pan uważa taki stan rzeczy za naturalny. Bo jest on - ten stan - rzeczywistym podziałem naszego społeczeństwa na Polaków A i B i dowodzi niezbicie totalitarnego charakteru naszego państwa. Ten stan był kształtowany od 1945r i trwa do dziś.
2. Jednocześnie - prosty logiczny wniosek - stwierdza Pan, że komunizm, który stworzył powyższy podział, trwa nadal, objawiając się właśnie takim podziałem Polaków.
"Drugim powodem jest szczupłośc kadry. "
No tu akurat stawia Pan całkowicie fałszywą tezę. Szczególnie w kontraście do rządu PO widać jaki ogromny potencjał i profesjonalizm prezentował rząd Jarosława Kaczyńskiego.
"Mozna zżymac sie na sposób rządzenia przez PO ale w sposób ciągły powieksza ona swój zasób kadrowy"
A ja dziękuję bardzo za takie kadry. Tfu!
Poza tym teza również całkowicie chybiona - PO ma strasznie krótką ławeczkę, a obecnie nikt przyzwoity nie chce mieć z tą "partią" nic wspólnego.
Nie zgodzę się, Panie Redaktorze. Taka grupę stanowił kler i inne osoby duchowne. Grupa wpływowa i liczniejsza od dziennikarzy mediów wszelakich. Nie można jej zaliczyć do pokrzywdzonych lub wykluczonych. W przeważającej części w pełni poparła J. Kaczyńskiego - a niektóre media związane z Kościołem katolickim prowadziły otwarcie propisowską agitację... Żeby wspomnieć tylko o medialnym koncernie z Torunia...
A ile medialnych koncernów i do tego setki razy większych od tego "koncernu" z Torunia (koncern: hahaha co za słowo do małego studia radiowego, nieco większego TV i małej redakcji - to jak Pan nazwie taką Agorę albo TVN, które każde z nich są setki razy większe od mediów z Torunia) robi propagandę PO i niszczy ten PiS? Może Pan nam poda, Panie znawco mediów.
"Nie można jej zaliczyć (kleru) do pokrzywdzonych lub wykluczonych."
A owszem! Można i należy. A dziś to nawet już słowo "prześladowani" powoli, acz konsekwentnie zaczyna pasować do tej grupy. Ale cóż, "naród" zafundował sobie faszystów do władzy, to prześladowanych i wykluczonych przybywa.
Nielojalność skutkuje obowiązkowym skreśleniem. Zresztą jest oznaką uszanowania decyzji osoby nielojalnej. Wszak to ona podejmuje decyzję, że przestaje być lojalna, czyli zrywa.
List Jarosława Kaczyńskiego zawiera same oczywistości, a Pan bije tylko pianę i traci czas. Zajmij się Pan czymś ważnym dla całego kraju, a nie słowami prezesa do członków partii, do tego opozycyjnej.
Może niedługo będziesz Pan analizował codzienny jadłospis prezesa.
Z treścią zawartą w pierwszym akapicie Pańskiej wypowiedzi nie będę polemizował, ponieważ merytorycznie nie odnosił się Pan do tego co napisałem redaktorowi Warzesze. Proponuje przeczytać jeszcze raz ze zrozumieniem...
""Nie można jej zaliczyć (kleru) do pokrzywdzonych lub wykluczonych."
A owszem! Można i należy. A dziś to nawet już słowo "prześladowani" powoli, acz konsekwentnie zaczyna pasować do tej grupy. Ale cóż, "naród" zafundował sobie faszystów do władzy, to prześladowanych i wykluczonych przybywa."
Tutaj prezentuje Pan wyłącznie swoje irracjonalne swoje wyobrażenia. Jedynie. Jeżeli sytuację polskiego kleru w chwili obecnej porównuje Pan do sytuacji księży zamykanych w obozach koncentracyjnych lub takich, którzy jak Błogosławiony ksiądz Jerzy, stracili życie za wiarę, to powiem wprost: plugawi Pan pamięć męczenników... I tyle ..
Ależ ma ścisły związek z tym co Pan napisał i jak najbardziej merytorycznie się odnosi.
Pan oparł swe wywody na kłamstwie (medialnym) i tyle właśnie one są warte.
Widzę, że dla Pana prześladowania "zaczynają się" dopiero od zamykania w obozach koncentracyjnych i mordowania. Gratuluję Panu samopoczucia, a sam ze strachem myślę o każdym następnym dniu pod rządami faszystów POski z tak zdegenerowanym sumieniem jak Pańskie.
Samopoczucie jak samopoczucie. Raz lepsze, raz gorsze. Niezłe, kiedy czyta się tak egzaltowane przemyślenia osobliwe, jak Pańskie...
Co do sumienia. Zaiste, nie wiem czy jest niebiańsko nieskazitelne - wszak jestem człowiek grzeszny - czy też "zdegenerowane". Ale obiecuję: będę nad nim pracował Wielebny Ojcze 1313... Obiecuję...
Gdy w lipcu tego roku Komisja Europejska wezwała Polskę do „zaprzestania naruszeń przepisów UE dotyczących rynku wewnętrznego gazu” i zagroziła skierowaniem sprawy umowy gazowej z Rosją do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, informacja ta została zgodnie przemilczana przez główne media i ukryta w zalewie tematów zastępczych.
Zastrzeżenia KE dotyczą przede wszystkim braku poszanowania unijnej zasady rozdziału właścicielskiego w zakresie produkcji i przesyłu energii, faktycznej niezależności operatora gazociągu jamalskiego oraz dostępu do niego stron trzecich, zainteresowanych przesyłem gazu.
Zgodnie z unijnymi dyrektywami, operator gazociągu tranzytowego, w tym przypadku gazociągu jamalskiego, powinien być niezależny i gwarantować uczestnikom rynku dostęp do infrastruktury przesyłowej. Zgodnie z projektem umowy, operatorem gazociągu jamalskiego na polskim odcinku ma zostać należący do Skarbu Państwa Gaz-System. KE chce się upewnić, że decydującej roli nie będzie odgrywała pełniąca obecnie funkcję operatora, należąca głównie do PGNiG i Gazpromu, spółka EuRoPolGaz. KE otworzyła postępowanie wobec Polski za naruszenie unijnych przepisów dotyczących konkurencji na rynku gazu, upominając nasz kraj za brak dostępu do gazociągu jamalskiego dla stron trzecich oraz niezależnego operatora. Wezwała też do umożliwienia przepływu gazu w dwie strony tak, by dało się transportować surowiec z Niemiec do Polski.
W wezwaniu KE podkreśla się wielokrotnie, że rozwiązania zawarte w polsko-rosyjskiej umowie gazowej zagrażają bezpieczeństwu dostaw gazu do Polski i są sprzeczne z naszymi interesami. W nieoficjalnych przekazach urzędnicy unijni mówią wprost, że „Polska stanie się zakładnikiem strony rosyjskiej” jeśli dopuści do podpisania umowy w obecnym kształcie. Unijny komisarz ds. energii Günther Oettinger, stwierdził przed kilkoma dniami, że Unia Europejska powinna negocjować większość kontraktów gazowych z Rosją, ponieważ niektóre z jej krajów członkowskich nie potrafią zawrzeć dobrego kontraktu – nawiązując ewidentnie do polskich negocjacji.
Żadna inna sytuacja nie wskazuje tak wyraziście, że grupa rządząca Polską dążąc do realizacji niekorzystnej umowy gazowej, przedkłada interes Rosji ponad nasze narodowe interesy. Ta prawda wynika z poszczególnych decyzji podejmowanych przez obecny rząd, przebiegu negocjacji związanych z kontraktem gazowym, oraz z reakcji decydentów na wezwanie KE.
Trzeba przypomnieć, że rząd Donalda Tuska zrezygnował nawet z pozorowania działań zmierzających do dywersyfikacji dostaw energii. Już w marcu 2008 roku doszło w Ministerstwie Gospodarki do samo rozwiązania Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii, a zarządzeniem nr.39 z dn.14 czerwca br. Donald Tusk. dokonał likwidacji Zespołu do spraw Polityki Bezpieczeństwa Energetycznego, który zajmował się dotąd opracowaniem polityki bezpieczeństwa energetycznego państwa i przedstawiał propozycje inicjatyw dotyczących polityki energetycznej na forum międzynarodowym. Już tylko te decyzje świadczą, że intencją grupy rządzącej jest utrwalenie monopolu rosyjskiego na dostawy energii.
Wiemy również, że od 2009 roku trwały polsko-rosyjskie negocjacje w sprawie nowej umowy gazowej. Ich rozpoczęcie wymusił Gazprom, tradycyjnym dla tej firmy szantażem, gdy na początku 2009 roku z kontraktu na dostawy gazu dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa przestało wywiązywać się RosUkrEnergo, szwajcarska spółka rosyjskiego koncernu. W takiej sytuacji, o warunkach dodatkowych dostaw gazu PGNiG powinno rozmawiać bezpośrednio z Gazpromem, jednak rosyjski koncern w zamian za handlowe porozumienie zażądał politycznych ustępstw, czyli renegocjacji umowy rządów Polski i Rosji z 1993 r.
W przeddzień rozpoczęcia negocjacji z Polską rząd Rosji postanowił, że nie podniesie podatków od Gazpromu, które w latach 2010-12 miały przynieść budżetowi 1,5 do 2 mld dolarów rocznie. A ponieważ te dodatkowe dochody zapisano już w budżecie Rosji, prezes Gazpromu zapowiedział, że zapewni je rządowi, zwiększając eksport gazu i podnosząc jego ceny dla niektórych zagranicznych odbiorców. Z uwagi na postanowienia zawarte w kontrakcie gazowym można sądzić, że miał na myśli Polskę, a dodatkowe zyski z umowy mają zrównoważyć budżet kremlowskich „siłowników”.
Choć podpisanie kontraktu zapowiadano na wrzesień 2009 r,, strona rosyjska przedłużała negocjacje stawiając wciąż nowe warunki. Doprowadzono w ten sposób do sytuacji, gdy ratyfikowanie umowy na szczeblu rządowym ma nastąpić w okresie po tragedii smoleńskiej i śmierci Lecha Kaczyńskiego – zdecydowanego przeciwnika ustaleń z Rosją.
Najważniejsza dyrektywa została sformułowana przez płk Putina podczas wizyty w Polsce we wrześniu ub. roku, gdy zażądał, by rurociąg jamalski należał odtąd do Gazpromu i PGNiG, a spółka Gas Trading zniknęła z akcjonariatu EuRoPol Gazu – firmy zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu. Wykluczenie Gas Trading z EuRoPol Gazu miało doprowadzić do zwiększenia wpływów Gazpromu na zarządzanie tą firmą.
Dotąd, jeśli zarząd EuRoPol Gazu nie podejmował decyzji zwykłą większością głosów, o wyniku głosowania rozstrzygał prezes nominowany przez PGNiG. W myśl rosyjskiej dyrektywy 50/50 - kluczowe decyzje mają zapadać na zasadzie jednomyślności, co ułatwi Rosjanom forsowanie własnego stanowiska. Dotyczy to zwłaszcza kwestii wysokości opłat za transport gazu. Rosjanie domagali się, by opłaty były jak najniższe i kwestionując taryfy zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki od czterech lat nie uiszczali w pełni rachunków za usługi EuRoPol Gazu. Jest oczywiste, że wykluczenie firmy Gas Trading nie powinno leżeć w interesie Polski, a przyjęcie dyrektywy Putina skazywało nas de facto na dyktat Gazpromu i pełne uzależnienie w kwestii cen za dostawy gazu.
Na szkodliwość tego rozwiązania zwróciła uwagę Komisja Europejska postulując, by operator gazociągu tranzytowego był niezależny i gwarantował uczestnikom rynku dostęp do infrastruktury przesyłowej. Tymczasem - zgodnie z projektem umowy, operatorem gazociągu jamalskiego na polskim odcinku ma zostać należący do Skarbu Państwa spółka Gaz-System, w której decydującą rolę odgrywa pełniąca obecnie funkcję operatora spółka EuRoPolGaz, nadzorowana przez Gazprom.
W porozumieniu polsko - rosyjskim znalazł się również zapis, że taryfa tranzytowa dla rosyjskiego gazu będzie obliczana tak, by zapewnić dla EuRoPol Gazu docelową wysokość corocznego zysku netto na poziomie 21 mln zł. Jest też zapis, że "strony potwierdzają, że wysokość stawki taryfowej zatwierdzanej przez prezesa URE (...) stanowi poziom, powyżej którego EuRoPol Gaz nie ma prawa ustalać wartości swoich usług w zakresie przesyłu gazu dla odbiorców tych usług".
Gdy pod koniec czerwca uchylono nieco tajemnicy nowego kontraktu, okazało się, że stawki za tranzyt gazu, jakie Gazprom ma płacić Polsce są niższe nawet od stawek, jakie Rosjanie płacą reżimowi Łukaszenki. Od marca br. za tranzyt 1 tys. m sześc. gazu na odległość 100 km Gazprom płaci Polsce równowartość 1,74 dol. Stawka uzgodniona na ten rok z Białorusią wyniosła 1,88 dol, a za tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę Gazprom musi płacić aż 2,74 dol. Ale na tym nie kończy się szczodrość grupy rządzącej wobec płk. Putina.
Polska daruje Rosjanom dług w wysokości 180 mln dol. – tj. kwotę, jaką rzekomo Gazprom był winien spółce EuRoPol Gaz przez okres czterech lat niepłacenia prawidłowych stawek (według innych wyliczeń kwota ta wynosiła 410 mln USD). W czerwcu zwołano w Warszawie walne zgromadzenie akcjonariuszy EuRoPol Gazu i zaplanowano zatwierdzenie bilansów spółki nie tylko za zeszły rok, ale także za lata 2006 – 2008. Wszystko po to, by umorzyć dług Rosjan. W zamian za te ustępstwa Gazprom „wyraził zgodę” na zwiększenie dostaw gazu do Polski i przedłużenie kontraktu o 15 lat - do 2037 r.
Zrobiono to tuż po odwołaniu z funkcji prezesa EuRoPol Gazu Michała Kwiatkowskiego, który domagał się od Gazpromu spłaty całego długu (którego część zasądził nawet moskiewski sąd) i nie chciał słyszeć o jego umorzeniu. W piśmie, jakie w tej sprawie Kwiatkowski wystosował do ministra Skarbu Państwa znalazło się ostrzeżenie, że pójście na kompromis z Gazpromem oznacza złamanie polskiego prawa.
Tymczasem postawa decydentów wobec zastrzeżeń Komisji Europejskiej nie pozostawia złudzeń, co do intencji grupy rządzącej.
"Uwagi niektórych urzędników Wspólnoty traktujemy poważnie, lecz nie mają one fundamentalnego znaczenia dla samej umowy" – skomentował zarzuty Donald Tusk. I buńczucznie dodał, że „Warszawa nie pozwoli, by nasze umowy gazowe były poddawane większym restrykcjom niż umowy innych krajów z tymi samymi eksporterami surowca”. Zdaniem Tuska „umowa gazowa z Rosją zabezpiecza interes Polski i interesy polskich obywateli” i zapowiedział, że zostanie wkrótce przyjęta przez rząd. Również według Waldemara Pawlaka – odpowiedzialnego za kształt umowy, jest ona „zbalansowana i zabezpieczającą interesy obu stron”.
Warto dodać, że te opinie w pełni korespondują ze stanowiskiem Moskwy, wyrażonym przez dyrektora Instytutu Energetyki Narodowej Federacji Rosyjskiej Siergieja Prawosudowa w gazecie "Kommiersant", gdzie poddał on krytyce postawę Komisji Europejskiej. Z tego samego, rosyjskiego źródła pochodzi argument, wielokrotnie podnoszony przez tzw. niezależnych polskich ekspertów, że jeśli umowa nie zostanie podpisana, od 20 października może zabraknąć gazu na potrzeby polskiej gospodarki. Ów szantaż umiejętnie powiązano z decyzją podjętą przez ukraińską firmę "Neftohaz, (zależną od Moskwy) która nagle zamknęła dostawy gazu przez Chrubieszów, uprzedzając stronę polską o tym, że od tej pory cały gaz produkowany na Ukrainie, będzie przez nią wykorzystywany na potrzeby własne.
Sprawa zarzutów wobec umowy gazowej była też przedmiotem rozmów podczas spotkania szefa KE Jose Barroso z Bronisławem Komorowskim, a w tym tygodniu do Brukseli udaje się polska delegacja z premierem Pawlakiem na czele, by „wyjaśniać wątpliwości”.
Istotnym tłem obecnej sytuacji, jest oczywiście kwestia możliwości zaspokojenia polskiego zapotrzebowania na gaz, wynikająca z przyszłej eksploatacji złóż gazu łupkowego. Sprawa ta, pozwalająca na całkowite uniezależnienie od dyktatu Moskwy była jednym z priorytetów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W tym obszarze, jak może w żadnym innym widać wyraźnie, że grupa rządząca Polską reprezentuje interesy kremlowskich „siłowników”.
Wszyscy pamiętamy jak kandydat na prezydenta Bronisław Komorowski podczas czerwcowej wizyty w Londynie oświadczył, że eksploatacja gazu łupkowego stanowi zagrożenie dla środowiska, ponieważ oznaczałaby zastosowanie metod odkrywkowych, (jak w przypadku węgla brunatnego) a zatem byłaby dewastacją polskiego krajobrazu i spotkałaby się ze sprzeciwem ekologów. Wypowiedź ta wywołała wówczas zdziwienie i krytyczne komentarze ekspertów.
Staje się jednak całkowicie zrozumiała, jeśli dostrzec, że rosyjski ambasador przy Unii Europejskiej Władimir Czyżow podczas czerwcowego forum Unia - Rosja w Brukseli w niemal identycznych słowach skrytykował pomysły na wydobywanie gazu łupkowego, dowodząc, iż "to bardzo kontrowersyjne przedsięwzięcie, może wymagać poświęcenia środowiska naturalnego, a w Polsce wszystko zależy od siły obrońców środowiska" . Wcześniej także szef Gazpromu wypowiadał się w podobnym stylu, mówiąc o negatywnym wpływie na środowisko.
Z wystąpień członków grupy rządzącej, a przede wszystkim z postanowień umowy gazowej jednoznacznie wynika, że całe zapotrzebowanie na gaz (a nawet znacznie więcej) na najbliższe 27 lat ma nam zapewnić płk Putin, a kwestia gazu łupkowego zastała definitywnie pogrzebana wraz z 96 ofiarami smoleńskiej tragedii. Porozumienie polsko-rosyjskie zakłada zwiększenie dostaw rosyjskiego gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. gazu rocznie i wydłużenia ich do 2037 roku. Ponadto Gazprom miałby dostać wyłączność na tranzyt tego paliwa przez Polskę do 2045 roku. Po znakiem zapytania staje w tej sytuacji budowa gazoportu w Świnoujściu, tym bardziej, że – zgodnie z umową - nie można byłoby go podłączyć do gazociągu Jamał-Europa.
Dziś jedyną szansą na zablokowanie niekorzystnej dla Polski umowy wydaje się stanowisko Komisji Europejskiej, występującej w obronie interesów państw unijnych. Nietrudno bowiem zgadnąć, że umowa z Rosją zamknie polski rynek dla unijnych dostawców poprzez zastosowanie tzw. klauzuli terytorialnej, uniemożliwiającej dostęp do gazociągu jamalskiego.
KE uznał także, że Rosja negatywnie ocenia reformy rynku gazu, a jej "działania mają na celu przetestowanie zdecydowania KE do wprowadzenia zmian", co dowodzi, że Komisja ma świadomość, iż w przypadku zaakceptowania umowy z Polską można spodziewać się kolejnych, ofensywnych działań Gazpromu na rynkach europejskich. Tym samym Polska, jako pierwszy kraj podpisujący umowę gazową na nowych zasadach prawa unijnego może przyczynić się do powstania groźnego dla państw europejskich precedensu. To jeszcze jeden dowód, że moskiewscy stratedzy wyznaczyli naszemu państwu rolę „konia trojańskiego”, posługując się polską umową gazową jako środkiem służącym rozbiciu europejskiej polityki energetycznej.
Minister spraw zagranicznych FR Siergiej Ławrow, zaproszony na spotkanie polskich ambasadorów wyraził wolę, by „stosunki polsko-rosyjskie doszły do ostatecznej normalizacji, żeby budowane były na zasadzie dobrego sąsiedztwa i prawdziwej współpracy.Znakiem tej „normalizacji” w wydaniu rosyjskim może stać się umowa gazowa, traktowana przez Rosję jako narzędzie ekspansji, służące podporządkowaniu polityki III RP interesom reżimu płk Putina. Historia stosunków polsko - rosyjskich uczy, że „zasady dobrego sąsiedztwa” oznaczają dla Rosji dominację, a „normalizacja” wiąże się z podległością
Dlatego sprawa zablokowania umowy powinna stać się priorytetem działań opozycji i wszystkich środowisk patriotycznych. Leży ona w kręgu zainteresowań każdego obywatela - podatnika, korzystającego ze źródeł energii. Poza oczywistymi kwestiami suwerenności i bezpieczeństwa państwa, chodzi przecież o nasze pieniądze – przeznaczone na realizację największej transakcji biznesowej w historii Polski, ale też o pieniądze i przyszłość następnych pokoleń Polaków – uzależnionych od woli Moskwy i skazanych na spłatę zobowiązań zaciągniętych przez obecną ekipę. Ponieważ przed opinią publiczną ukrywane są szczegółowe ustalenia umowy – mamy prawo obawiać się, czy zabezpiecza ona polskie interesy i pytać: w jaki sposób ten rząd rozdysponował nasze pieniądze i w imię jakich racji skazuje nas na zależność od dyktatu Rosji?
W Polsce jest problem, ponieważ złodziejem, który ukradł media jest Rydzyk a nie Adam Michnik, który pieniądze dla dziennika wolności, które zostały przekazane z Zachodu, z kolegami zawłaszczył i stworzył GóWno. Szefem jednej telezwizj na P. jest agent, na którego nie chciał się zgodzić L. Wałęsa, tu widać konflikt między wojskówką a SB, drugim szefem telewizji jest pan na W., który zawsze był pieszczoszkiem Radiokomitetu i na którego paierki są w WSI. O Radiach, Zet i RMF nie piszęnawet, ponieważ to jest miedzy innymi ta sami historia.
Niewielkie , a mimo to wszystkie media wałkują je od rana do wieczora
Polską rządzi przecież PO , ma władzę praktycznie absolutną : premier , prezydent , sejm , senat , NBP, RPO ,
służby i media pod kontrolą.
Dla Polaków nieporównywalnie ważniejsze są działania i decyzje PO – partii rządzącej . Trzeba o tym rozmawiać , to powinien być główny temat w mediach . A dzieje się teraz dużo :
-przygotowywany jest nowy kontrakt gazowy z Rosją , który uzależni Polskę od Gazpromu do roku 2037 . Nawet Bruksela uznała że jest to wyjątkowo niekorzystny dla Polski kontrakt. Bruksela tak , polski rząd nie.
-zadłużenie Polski w okresie 1000 dni rządów Tuska wzrosło o prawie 200 miliardów złotych , czyli w tempie 200 milionów zł codziennie !!! Gierkowe 20 miliardów dolarów wygląda przy tym bardzo skromnie
-uprawnienia służb specjalnych i skarbowych za rządów Tuska do śledzenia , podsłuchu , kontroli korespondencji i danych bankowych czy użycia broni są znacznie szersze niż za czasów ‘dyktatury’ PIS
-przedstawiony został projekt budżetu na 2011 . Kto dyskutuje o 90 miliardach deficytu ? O wzroście obsługi długu krajowego o 12% ? O założeniach opartych na mało realnym kursie Euro na poziomie 3,75PLN ?
- rząd PO likwiduje Fundusz Rezerwy Demograficznej , który miał zabezpieczać przyszłe emerytury w sytuacji starzenia się społeczeństwa . Ten fundusz miał być nietykalny przez 20 lat . Ale rządowi brakuje pieniędzy na dziś , więc zabrał z funduszu
-projekt budżetu kancelarii prezydenta Komorowskiego obcina dotację na zabytki Krakowa o 12 mln, z 42 do 30 mln zł. Wydatki kancelarii na samą siebie, rosną ze 116.5 do 139.8 mln - o 23.3 mln zł czyli o 21%. Dwukrotnie, z 5 do 10 mln mają wzrosnąć wydatki na odznaczenia państwowe
- za to nie brakuje PO pieniędzy na takie , niezrozumiałe i kontrowersyjne pomysły jak pomoc zadłużonej Grecji ( do czego przecież nie jesteśmy zobowiązani , bo nie jesteśmy w strefie Euro ) czy wydawanie pieniędzy z rezerwy budżetowej na program sprowadzania do Polski emigrantów z Afryki
Takimi sprawami, oprócz oczywiście wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej , powinny się zajmować media , to są kwestie ważne dla budżetów domowych Polaków , a nie to co powiedział jakiś polityk opozycji i co napisał prezes Kaczynski
http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html
Koalicja PO-PSL-SLD sprzedaje Polske na pniu Rosji i Niemcom a pan pisze takie pierdoly jak ten stary Jachowicz.
Niech pan pozyje troche w zachodnich demokracjach moze sie panu rozlasni w glowie, moze pan sie czegos nauczy.
Obawiam sie ze pan nie calkiem jest wolnym i niezaleznym piszacym.....
Ten dobry wynik wyborczy został osiągnięty POMIMO fatalnej pracy sztabu wyborczego J.K. Ciekaw jestem, kto sprokurował ten skład sztabu, bo Kaczyński był w olbrzymiej traumie po katastrofie i przypuszczam,że to nie on wybierał tych ludzi. Wszędzie są agenci, ale jak ich wykryć?
Zwycięstwo PiSu jest jak najbardziej możliwe i POTRZEBNE. Ale żeby to osiągnąć potrzeba ciężkiej pracy "u podstaw" - w Polsce zabito patriotyzm, wiarę katolicką, moralność, zabija się rodzinę, polską gospodarkę, szkolnictwo. Nowymi "złotymi cielcami" są pieniądze, władza, kariera i seks - wszystko bez jakichkolwiek zahamowań. Te lewackie "cukiereczki" są jednak z arszenikiem i prowadzą do wynarodowienia, braku solidarności społecznej (egoizmu) i sprowadzenia Polski do roli prowincjalnego Landu lub Gubernii w ramach UE.
Na szczęście obserwuję stopniowy wzrost świadomości społeczeństwa, co jest w dużej mierze zasługą NIEZALEŻNYCH MEDIÓW - "Gazety Polskiej" (nakład wzrósł w ciągu roku o 200% !!!), "Naszej Polski", "Naszego Dziennik", Radia Maryja, czy Telewizji TRWAM. No i internetu, ale tutaj są tylko ci najbardziej zaangażowani.